sobota, 24 stycznia 2015

Ulubione wierszyki czterolatka, Scooby-Doo! Mumie w galerii, Mikołaj Kopernik Chłopak, który sięgnął do gwiazd.



Przepięknie wydane książeczki, naprawdę warto zwrócić na nie uwagę.

Zacznę od tej, którą czytałam z moją czterolatką. Zuzia uwielbia wierszyki. Słucha ich chętnie, ogląda ilustracje, zadaje pytania, powtarza niektóre wersy.


Wierszyka Aleksandra Fredry "Wiatr i noc" moja najmłodsza pociecha nie znała wcześniej, dlatego z tym większym zainteresowaniem słuchała mojego czytania. Kolejna rymowanka, znana chyba wszystkim-"Paweł i Gaweł" rozbawiła Zuzię, "Słonia Trąbalskiego" córka recytowała razem ze mną, dopytując, dlaczego na rysunku jest zielony krokodyl, a słonia nie ma? Słoń oczywiście pojawił się... na następnej stronie. 
W tej publikacji spotkałyśmy również poezję Stanisława Jachowicza, i tak cudowny i przezabawny wierszyk o "Wandzi", niezwykle pouczający poznała Zuza. 
"Zamiast kwiatów, zamiast wstążki
Kupowała Wandzia książki;
Ale żadnej nie czytała:
Ot, tak tylko, byle miała.
Na to matka jej powiada:
-Książka w szafie nic nie nada.
Pszczółka z kwiatków miodek chwyta;
Kto ma książkę, niechaj czyta." [1]


W książeczce znalazłyśmy także "Zosię Samosię",  którą bardzo często czytałam mojej najstarszej córce, bo naprawdę go polubiła. 



"Ulubione wierszyki czterolatka" to rymowanki dobrane idealnie do wieku dziecka, nie są zbyt długie, dla każdego przedszkolaka zrozumiałe, pouczające, ale też zabawne. Maluch łatwo je zapamiętuje i powtarza z zapałem, uczy się ich na pamięć. Są to popularne utwory, ale też takie, których dziecko ma prawo nie znać. Poezja ta ciągle jest aktualna, pomimo upływu lat, ponieważ poruszone w niej tematy są ponadczasowe i uniwersalne, dotyczą każdego człowieka. Mamy tu wątek przyjaźni, pracowitości, rymowanki, które sami czytaliśmy jako dzieci, albo czytały nam je nasze mamy. Są wyliczanki, jak "Ene, due, rabe", które wykorzystywaliśmy do zabawy w chowanego na przykład w dzieciństwie. Z sentymentem czytamy naszym dzieciom, wspominając swoje własne dzieciństwo. Polecam. Ładne wydanie, twarda oprawa, kolorowe i zabawne ilustracje. Całość dopracowana. 



A teraz coś dla starszego dziecka. W tym wypadku mojego średniego szkraba, siedmioletniego Kamila. Mój synek uwielbia kreskówki o przesympatycznym psie, dlatego ucieszył się, gdy zobaczył książeczkę ze Scooby-Doo! 



Dziecko może ją samodzielnie podpisać. A w środku czekają na nie zagadki, ciekawostki, jak też możliwość stworzenia własnej książki! 

"Mumie w galerii" opowiadają o przygodzie w galerii handlowej Collsville, dokąd wyrusza nasza niezwykła i nieustraszona piątka. Przy okazji zabawimy się w liczenie hot-dogów, ile ich znajdziemy w tej publikacji? 

Kudłaty jest przerażony, gdy dostrzega, jaki film ma być wyświetlany w kinie. 

"-Grają 'Mumie na wolności'-zadrżał ze strachu.-To jakby, złapiemy was później. Ja i Scooby poszukamy sobie czegoś do roboty." [2]

To książeczka, którą dziecko może samodzielnie przeczytać, ponieważ tekstu nie ma zbyt wiele, czcionka jest dosyć duża, całość zabawna i interesująca dla młodego czytelnika. Przygody, jakie miewają poszukiwacze zagadek niezwykłe i ciekawe. Rozśmieszają do łez bohaterowie, jak Scooby i Kudłaty, wiecznie  głodni i uciekający przed niebezpieczeństwem, gdzie pieprz rośnie. 


Natrafiają na ulotkę, na której napisane jest: Dzień żarłoka w galerii handlowej Coolsville, czy to nie jest dla nich cudowna wiadomość? Jak myślicie? Mogą jeść do woli, ile chcą i co chcą, w wybranej restauracji. Każdy, kto ich zna, wie, że takiej okazji nie przepuszczą! 



Mamy tu też do znalezienia różnice, do rozwiązania zagadki słowne, musimy odnaleźć kubeczek z napojem na poszczególnych stronach, a przede wszystkim uciekamy przed mumiami! Czy nasza piątka rozwiąże i tą zagadkę? Dowie się, kim są mumie? Oczywiście polecam. Dziecko będzie zachwycone tą książeczką, na pewno nie będzie się nudzić, a świetnie bawić! 



Trzecia z książek, którą chciałabym Wam dzisiaj zaprezentować to niecodzienna, przystępnym językiem napisana opowieść o Mikołaju Koperniku. Znajdziemy tu moc informacji, o których być może nawet my, dorośli, nie mieliśmy pojęcia. Wiele z tej publikacji możemy się dowiedzieć. Myślę, że to idealne rozwiązanie na oswojenie dziecka z nauką, pokazanie mu, że wiedza wcale nie musi być nieciekawa, że warto się uczyć. 


Piękne wydanie, twarda oprawa, niesamowite wiadomości i barwne ilustracje przyciągają uwagę dziecka. Dowiemy się wiele o rodzicach Kopernika, o jego domu rodzinnym, przeczytamy też o tym, jak się podpisywał, kto i dlaczego uważa, że nie jest Polakiem, chociaż to oczywiście absurd! Zwiedzimy Toruń z czasów, gdy Mikołaj był młodym człowiekiem, przeniesiemy się za sprawą Marcina Przewoźniaka w XV wiek. Poznamy specyfikę miasta, społeczeństwo, które w nim żyło, dowiemy się, jaka moda panowała, jak się ubierano, jakie były obyczaje, tradycje, obowiązki mieszkańców. Zajrzymy do szkoły przy katedrze, zrozumiemy, że tylko dzieci z bogatych rodzin mogły się wtedy uczyć i kształcić. Dziwne? Nie do wyobrażenia dzisiaj, gdy pobierać nauki może każdy, ale nie każdy chce? A kiedyś to byłoby nie do pomyślenia, tylko dla wybrańców! 


Być może znajdziemy także odpowiedź na pytanie: Czy Kopernik pluł pod stół? Czym się interesował? Dlaczego tak dużo ludzi w tamtym czasie umierało? Poznamy wielu ludzi renesansu, wyjaśnione zostanie nam dlaczego nazywano Kopernika wiecznym studentem. Jego życie było pasjonujące, ciekawe, niebanalne. Warto zaznajomić się z tą niepozornie wyglądającą książką. Zawiera wiele informacji, które warto zgłębić, zobaczymy na przykład jak wyglądał Kopernik tuż przed śmiercią za sprawą rekonstrukcji, której dokonał podinspektor mgr Dariusz Zajdel. 
To pierwsza taka publikacja skierowana do młodego czytelnika, jakże interesująca, pięknie zobrazowana, odpowiadająca na szereg pytań. Napisana ze sporą dawką humoru, lekko i bez wymuszenia, w sposób idealny dla dziecka. Nie wolno jej przegapić! Polecam!  

"Losy ksiąg uczonego
Kilkadziesiąt zgromadzonych przez siebie ksiąg Mikołaj Kopernik zapisał w testamencie diecezji warmińskiej. Tam też trafiły, wzbogacając kościelną bibliotekę. Niestety w 1629 roku Szwedzi, podczas najazdu na Pomorze i Prusy, ukradli cały księgozbiór. Król Szwedzki Gustaw II Adolf rad z cennej zdobyczy, nakazał oddać ją do uniwersyteckiej biblioteki w Uppsali. Dziś z 46 tomów na pewno należących do Mikołaja Kopernika, 41 znajduje się w Uppsali, a jeden tom-w Bibliotece Królewskiej w Sztokholmie. Pozostałe księgi trafiły do szwedzkich bibliotek w Linkoping i Strangnas. Tylko jeden tom z księgozbioru Kopernika zachował się w Polsce. Znajduje się obecnie w Muzeum Mazurskim w Olsztynie." [3]

[1] "Ulubione wierszyki czterolatka" Wydawnictwo Zielona Sowa 2014, strona 14
[2]  "Scooby-Doo! Mumie w galerii" Gail Herman, Wydawnictwo Zielona Sowa, 2014, strona 5 
[3] "Mikołaj Kopernik. Chłopak, który sięgnął do gwiazd." Marcin Przewoźniak Wydawnictwo Zielona Sowa 2014, strona 55 




piątek, 23 stycznia 2015

Wielka księga przygód Basia 2 Wielka księga Basi i Franka Basia Zofia Stanecka Marianna Oklejak



Każde dziecko, które poznało już Basię wie, że to cudowna dziewczynka. Książeczki o niej uwielbiają wszyscy, zarówno starsze, jak i młodsze brzdące, zresztą nie będę ukrywać, że ja, dorosła już od wielu lat przecież osoba, z chęcią sięgam po pełne zabawnych perypetii opowiastki o tej pięcioletniej bohaterce i jej najbliższych. Poszczególne historyjki są jednak zdecydowanie za krótkie i lepiej jest mieć Wielką księgę przygód Basi na półeczce niż tylko jedną książeczkę.


Myślę, że za sprawą Zofii Staneckiej, ale i Marianny Oklejak, bo ilustracje są równie ciekawe i zabawne jak treść, nasza pociecha pokocha literaturę i niebawem samodzielnie sięgnie po książkę. 



Zaprezentowano tu siedem opowiastek o Basi i jej familii, to siedem niezwykłych i śmiesznych wydarzeń z jej życia. w żadnym wypadku nie są to jednak sytuacje przejaskrawione, ukazane zostały w sposób prosty, prawdziwy, ale też przepełniony ciepłem i serdecznością, szczęściem po prostu, bo w tej rodzinie wszyscy się kochają, nawet wtedy, gdy gniewają się na siebie i dokuczają sobie nawzajem. 


Już we wstępie dowiadujemy się, że w życiu Basi dzieje się naprawdę wiele, a wszystkie te wydarzenia, jakie stają się jej udziałem, są niezwykle dla niej ważne, nawet te, które komuś innemu mogłyby wydawać się takie banalne, zwyczajne. Basia uczy się, rozwija, poznaje świat każdego niemalże dnia, wyjeżdża, wraca, ma nowych przyjaciół, opiekunkę, bawi się z Tatą. 

Pierwsza opowieść jest o tym, jak poznaje ciemnoskórego chłopca. Pojawia się on nagle w jej przedszkolu, jest mały i milczący. Na imię ma Titi, ma prawie pięć lat, a po polsku nie mówi jeszcze zbyt płynnie. Pani Marta, przedszkolanka, poprosiła dzieci, by pomogły mu się zaaklimatyzować i poczuć bezpiecznie w nowym miejscu. Czy Basia okaże się dobrą koleżanką? Jak myślicie? 

W drugim opowiadaniu spotkamy wspomnianą wcześniej nową nianię Basi. Mama dziewczynki ma coraz więcej pracy i nie może odbierać jej z przedszkola. Ponadto potrzebuje opiekunki dla Franka, bo gdy pisze, nie może się nim zajmować. Tacie pomysł Mamy podoba się bardzo, bo dzięki temu mógłby zabrać Mamę wieczorem do kina lub teatru. Czy i Basia ucieszy się z tego, co wymyślili rodzice? 

Trzecia historyjka poświęcona jest gotowaniu. Tego dnia Tata wrócił z pracy niebywale zmęczony, zaległ przed telewizorem, a po chwili dołączyli do niego Basia i Janek. Mama właśnie wtedy stwierdziła, że ma serdecznie tego dość. Na pytanie Basi czego, odpowiedziała:

"-Wszystkiego-powiedziała Mama i machnęła znacząco marchewką.-Cały dzień pracowałam, a teraz siedzę sama w kuchni i szykuję jedzenie, podczas gdy moja rodzina patrzy bezmyślnie w telewizor. W ogóle uważam-zwróciła się do Taty-że dzieci oglądają za dużo telewizji. Gdybyś po przyjściu z pracy pobawił się z nimi, zamiast...
-Nie jesteś sama, Mamo-wtrąciła się Basia.-Jest z tobą Franek.
Tata popatrzył na Mamę uważnie. Przetarł oczy ręką, wstał z kanapy i zarządził:
-Dzieciaki, wyłączamy telewizor i idziemy do kuchni. Dziś my zajmiemy się gotowaniem.
-Jak to?-zdziwił się Janek.-Przecież Mama uwielbia gotować, bo bardzo nas kocha.
Mama zrobiła dziwną minę, a Tata uśmiechnął się krzywo.
-Oczywiście, że bardzo nas kocha. Amy kochamy Mamę i dlatego ugotujemy dla niej coś absolutnie wyjątkowego.
-A co w tym czasie będzie robić Mama?-Spytała podejrzliwie Basia.
-Poczytam sobie-uśmiechnęła się Mama i wyszła z pokoju, chrupiąc marchewkę." [1]

Będzie też o podróży w góry, o alergii Basi, o biwaku i o placu zabaw. Polecam zdecydowanie! 


A to niezwykłe tomisko polecam także młodszym dzieciom. Wielka księga przygód Basi i Franka to naprawdę doskonała lektura dla dziecka nie tylko czteroletniego, ale i dla mniejszego. Franek, braciszek Basi, jest całkiem małym chłopczykiem i nie wszystko jeszcze rozumie, ale siostrzyczka bardzo go kocha i stara się pomagać Mamie w opiece nad nim. 



Basia próbuje nauczyć go wielu rzeczy, jak chociażby zakładania ubrań. Pokazuje mu świat, tłumaczy wszystko, co sama wie i rozumie. Wraz z nim poznaje zwierzęta, kolory, pojazdy, liczby. Najpiękniejsze jest w tym wszystkim słowo: razem, które i ja uwielbiam. 

Opowiastki są dużo krótsze niż te wyłącznie o Basi, ale też dzięki temu można je czytać mniejszym dzieciom, o czym już wspomniałam. Franek w pierwszej historyjce próbuje samodzielnie założyć ubranie. Nie do końca mu to wychodzi, ponieważ majteczki zakłada na... głowę! Dopiero gdy przyjdzie mu z pomocą Basia, uda mu się nałożyć bluzkę i spodenki, chociaż ciągle będzie powtarzał: Nanek sam! Założenie skarpetek to również niełatwe zadanie, chyba, że wylądują na rączkach, jak rękawiczki! 


Oprócz przezabawnych przygód, znajdziemy tutaj zadania do wykonania, jak połączenie skarpet w pary, nazwanie kształtów pokazanych na rysunku, liczenie piłek, liści, parasoli i motyli. 

Całość pięknie stworzona, ilustracje kolorowe, przyciągające wzrok dziecka, a tekst tak bliski naszej codzienności, jak to tylko możliwe. Co i rusz chciałoby się mówić, to tak jak u nas! Zabawna, świetnie napisana i naprawdę godna uwagi książeczka. Polecam! 



[1] "Wielka księga przygód 2. Basia" Zofia Stanecka wydawnictwo Egmont 2014, strona 60-61 

Książka do kolorowania Herve Tullet



Jeżeli Wasze dziecko podobnie jak moja Zuzia uwielbia rysować, kolorować, wykonywać zadania, to książeczka dla niego idealna. Nie skończy się zbyt szybko i nie znudzi, bo to całkiem obszerne tomisko. Pobudzi wyobraźnię, kreatywność naszej pociechy. Dla brzdąca, który malutkimi paluszkami uwielbia tworzyć, będzie w sam raz. Szczególnie, gdy ferie zimowe spędza w domu, jak moja czteroletnia córeńka. Na dworze niestety zbyt długo pobyć nie można, bo śniegu brak i bałwana nie ma z czego ulepić, a i na sankach nie pozjeżdża się, więc trzeba jakoś zorganizować czas dziecku w  mieszkaniu. I to najlepszy sposób na zajęcie naszej pociechy czymś ciekawym, niebanalnym.



Do podróży w świat wyobraźni zabiera nas autor bestsellerowej "Książki z dziurą", ta jest równie zaskakująca i niezwykła. Zmienia sposób patrzenia na otaczającą nas rzeczywistość, tutaj nie ma rzeczy niemożliwych.

Dziecko nie tylko świetnie się bawi, ale też poprzez ową zabawę uczy. 


Ta niesztampowa kolorowanka pokazuje kształty, kolory, wielkość przedmiotów w naprawdę nietuzinkowy sposób. Każda strona to inna przygoda, zaskakująca i zabawna. 





Spotkamy tu niesamowite tory wyścigowe, najdłuższą linię, która nie kończy się na jednej stronie, tylko ciągnie przez kilka następnych, strzałki, które mają nas doprowadzić do celu. Będzie także zabawa z cyferkami, literkami, układanie słów, odnajdywanie przedmiotów, projektowanie samodzielne kapelusza, sukienki. Znajdziemy tu superbohaterów, których należy pokolorować, astronautę, przyjrzymy się flagom, pomożemy Czerwonemu Kapturkowi odnaleźć domek babci. Zadań i pomysłów jest tu naprawdę wiele i serdecznie polecam całość dziecku w każdym wieku, bo i młodsze i starsze znajdzie tu wiele cudownych ćwiczeń, zadań, zagadek. 


czwartek, 22 stycznia 2015

W butach Valerii Elisabet Benavent



Kiedy ktoś czyta tyle, co ja rzadko kiedy jest naprawdę zaskoczony lekturą. Zaskoczony pozytywnie. Do tego stopnia, że nie może oderwać się od książki, przestać myśleć, o jej bohaterach, martwić się ich losami. Czy dokonają właściwych wyborów? Czy będą szczęśliwi? 

Nieszczególnie przepadam za porównywaniem jednej historii do innej, ale tym razem zgadzam się z opisem umieszczonym na okładce tej powieści, faktycznie ma w sobie coś z "Seksu w wielkim mieście". Jest równie odważna, zabawna, okraszona porządną dawką namiętności. 

Tytułowa Valeria, od wielu lat związana z jednym mężczyzną, to postrzelona i szalona kobieta. Wydała debiutancką powieść, rzuciła pracę, by pisać, ale niestety póki co nie ma natchnienia i nie podoba jej się to, co stworzyła. Chciałaby napisać książkę równie dobrą jak poprzednia, ale wygląda na to, że nie da rady. Na szczęście nikt jej tak naprawdę nie pogania, wyrozumiałość wydawcy godna jest pozazdroszczenia. Valeria przyjaźni się z trzema niebanalnymi osobowościami, każda z nich jest jedyna w swoim rodzaju, mają własne poglądy, sposób patrzenia na świat, na związek. Wszystkie jednak uważają, że nasza tytułowa bohaterka ma wielkie szczęście, ponieważ znalazła prawdziwą miłość. Dzięki niej naprawdę wierzą w to, że coś takiego istnieje, że to nie wymysł niepoprawnych romantyczek. 

Valeria, Nerea, Carmen i Lola mieszkają w Madrycie. Widują się w miarę regularnie, by dzielić się tym, co wydarzyło się w ich życiu od czasu poprzedniego spotkania. Mają swoje problemy, dylematy, stają przed trudnymi wyborami, nie ze wszystkim sobie radzą. Chociaż wydaje im się, że Valeria to wzór cnót wszelakich, a jej mąż Adrian to idealny partner i wspaniały mąż, okazuje się, że i ona miewa kłopoty. Od wielu miesięcy źle się dzieje w jej małżeństwie i choć zna swojego mężczyznę od dziesięciu lat, zaczyna mieć wątpliwości, czy dokonała właściwego wyboru tak spiesząc się ze ślubem. Kiedy na horyzoncie pojawia się Victor sytuacja staje się napięta do granic możliwości. 

To książka, którą naprawdę gorąco polecam. Pokazuje nam ona, że nic w życiu nie jest nam dane raz na zawsze i że o każdy związek należy dbać, pielęgnować go, rozmawiać z partnerem o wszystkim. Czytałam i wiele razy zbierało mi się na płacz, bo bardzo kibicowałam dziewczynom i chciałam, by wszystko w ich życiu się poukładało. To lektura po prostu doskonała, jest w niej bowiem wszystko. Trzyma w napięciu, wywołuje ogromne emocje, nie sposób czytać i pozostać obojętnym na losy naszej czwórki. I oczywiście zazdroszczę im szalenie takiej przyjaźni, tego, że pomimo różnic potrafią dojść do porozumienia i wspierają się w trudnych momentach. Z wielką niecierpliwością czekam na kontynuację, już cieszy mnie to, że mają być cztery części przygód Valerii. 
Czy chciałybyście założyć jej buty? Nic prostszego, i Wy możecie być Valerią. Wystarczy sięgnąć po książkę uroczą, magnetyczną, prawdziwą. Nie dziwię się, że pokochały ją hiszpańskie czytelniczki, bo i ja ciągle jestem pod jej wrażeniem. 

Premiera: 05.02.2015 

Kolejne części:







środa, 21 stycznia 2015

"Z jednej gliny" Liliana Fabisińska



Po zapoznaniu się z "Córeczką" byłam szalenie ciekawa, czy i "Z jednej gliny" Liliany Fabisińskiej przypadnie mi do gustu. I oczywiście przepadłam już po przeczytaniu kilku pierwszych zdań. Całe życie marzyłam o takiej przyjaźni, bo głównie o przyjaźni jest właśnie ta książka.
W żadnym razie nie jest to relacja łatwa, nieskomplikowana i banalna, nie trwa też od wielu, wielu lat.
Cztery kobiety spotykają się w zasadzie przypadkowo. Każda z nich liczy na coś innego, każdej w mniejszym lub większym stopniu zależy na tych spotkaniach. Jedna została zmuszona przez lekarza, druga przez szefa, trzecia zgłosiła się dobrowolnie, ale i ona zmaga się z niejednym problemem, czwarta ma depresję i więcej kłopotów niż włosów na głowie. Czy w takich okolicznościach, przy totalnym braku zaufania, niepewności może zrodzić się prawdziwa przyjaźń na dobre i na złe? MOŻE! Dlatego, że przyjaźń, podobnie jak miłość nie potrzebuje specjalnych warunków, wystarczy iskra, to jakże ważne poczucie, że warto próbować, że tego właśnie potrzebujemy, że z tą osobą dogadujemy się, jak z żadną inną.
Nora ma piątkę dzieci, dom i długi, jakie zostawił jej mąż, zanim odszedł. Ledwo wiąże koniec z końcem, a właściwie nie radzi sobie w ogóle, w żadnym stopniu. Dopiero za sprawą żywiołowej i energicznej, wesołej Gośki, która zapisuje się na zorganizowany przez nią kurs tworzenia z gliny misek czy czego tam jeszcze, zaczyna wierzyć w to, że wyjdzie cało z dołka finansowego i psychicznego. Gośka co prawda potrafi myśleć o innych, zapełnić lodówkę i zmienić "dostawczaka" w auto osobowe, znaleźć nowej koleżance pracę, ale własnych problemów nie umie rozwikłać. Naukę lepienia z gliny chce pobierać także Marta, która z całego serca marzy o własnym dziecku. Czy jej mąż w równym stopniu jak ona pragnie potomka? Czy ich małżeństwo przetrwa tę próbę? Czwarta z kobiet bawiąca się w szarej mazi to Lena, która ma spory problem z byłymi mężczyznami jej życia, ale i sprawy związane z pracą ciążą na jej sumieniu.
Książka ta pozornie zabawna i lekka, pokazuje nam, że nikomu nie warto wierzyć bezgranicznie, nawet jeżeli znamy go całe życie. Z drugiej strony na kartach tej powieści poznajemy ogromną moc przyjaźni, zagrzejemy się w ciepełku relacji, jaka połączy te cztery nietuzinkowe kobiety, które pomimo różnic świetnie się czują w swoim towarzystwie i naprawdę zaczynają darzyć siebie nawzajem wielką sympatią. Oprócz humoru, gliny, przyjaźni i miłości znajdziemy tu również niebanalną zagadkę, której rozwiązanie wcale nie będzie tak proste, jak początkowo mogłoby nam się wydawać. Czyta się szybko, świetna zabawa gwarantowana, polecam.




Siedem pytań do pisarza. Liliana Fabisińska.




Liliana Fabisińska uwielbia pisać i nie jest ważne czy tworzy książki, artykuły, bajki. Niekompletna czułaby się również, gdyby nie mogła podróżować, spełniać się jako matka, gdyby w jej życiu zabrakło miłości.Także przyjaźń jest dla niej istotna i to o przyjaźni właśnie, pięknej i niezwyczajnej, napisała książkę zatytułowaną "Z jednej gliny". Za sprawą "Córeczki", której premiera za tydzień zainteresowałam się twórczością pisarki, wcześniej znałam tylko jej powieści skierowane do młodego czytelnika.
Moja recenzja "Córeczki": http://asymaka.blogspot.com/2015/01/coreczka-liliana-fabisinska.html
I "Skrzyni piratów": http://asymaka.blogspot.com/2014/07/podwodne-miasto-skrzynia-piratow.html
I dwóch książeczek z serii o zwierzątkach: http://asymaka.blogspot.com/2014/03/klinika-pod-boliapka-maksio-ma-kopoty.html
http://asymaka.blogspot.com/2014/03/klinika-pod-boliapka-pierrota-bola.html
Opinia o powieści "Z jednej gliny" niebawem.

KONKURS
Siedem pytań do pisarza:
1. Zabawa zaczyna się dzisiaj, 21 stycznia i potrwa do 28 stycznia, do dnia premiery książki.
2. Każdy z Was może zadać autorce jedno, Waszym zdaniem wyjątkowe pytanie, wystarczy zostawić je pod tym postem, wraz z adresem e-mail.
3. Spośród wszystkich pytań wybranych zostanie SIEDEM, na które pisarka odpowie na moim blogu.
Jedno, najciekawsze pytanie zostanie nagrodzone egzemplarzem powieści.




4. Warto polubić dzisiaj utworzoną stronę na FB autorki: https://www.facebook.com/pages/Liliana-Fabisi%C5%84ska/686701698116619?fref=photo
5. Nagrodę ufundowało Wydawnictwo Filia i autorka.
6. Za udostępnianie postu, polubienia FP Pisaninka, dodanie bloga do obserwowanych, itd. będę jak zawsze wdzięczna. Pozdrawiam :))))


Pośród żółtych płatków róż Gabriela Gargaś.



Książka miała swoją premierę 14 stycznia. Została wydana pod moim patronatem medialnym.


Nazwisko Gabrieli Gargaś znam doskonale. Miałam przyjemność czytać jej poprzednią powieść zatytułowaną "Namaluj mi słońce", która na rynku wydawniczym pojawiła się przed rokiem.
Tutaj jest link do mojej recenzji: http://asymaka.blogspot.com/2014/01/namaluj-mi-sonce-gabriela-gargas.html
Wcześniej poznałam "Trudną miłość": http://asymaka.blogspot.com/2013/08/trudna-miosc-gabriela-gargas.html

Pisarka z wykształcenia jest ekonomistką, ale tak naprawdę to zakochana w życiu marzycielka. Wybiera własne ścieżki, którymi odważnie dąży do wcześniej obranego celu, nie ma zamiaru żyć "na pół gwizdka", jak kocha, to całym sercem, jak tańczy, to do utraty tchu.
Rok temu miałam przyjemność przeprowadzić z nią wywiad: http://asymaka.blogspot.com/2014/01/gabriela-gargas-wywiad-przy-okazji.html

A teraz już o najnowszej publikacji autorki...

"Pośród żółtych płatków róż" urzeka nas nie tylko przepiękną, klimatyczną okładką, ale też jakże zaskakującą treścią. Pisarce udało się zwieść mnie na manowce, całkowicie wywiodła mnie w pole. Osoby, które poznałam na kartach powieści zdawały się być takie wspaniałe, kryształowe, jednoznaczne w ocenie, by za moment, dosłownie w ułamku sekundy, okazało się, że to tylko pozory. Tak, książka ta właśnie taki powinna mieć podtytuł: Pozory.
Jak często zdarza nam się kogoś oceniać? Osądzamy ludzi spotkanych na ulicy, wystarczy nam czasem jedno spojrzenie, jedna jedyna sytuacja, byśmy wyrobili obie zdanie na temat tego czy innego człowieka. A czy sami chcielibyśmy, by inni postępowali z nami w ten sposób? Niesprawiedliwie i pod wpływem jednego zdarzenia ktoś mówiłby, jacy jesteśmy, często mijając się całkowicie z prawdą? Zanim wydamy osąd, zastanówmy się. Do tego zachęca nas już we wstępie Gabriela Gargaś.

W tej historii poznamy Zuzę, która uwikłana jest w związek bez przyszłości z żonatym mężczyzną, jej kuzynkę Joannę, której mąż nie spełnia pokładanych w nim nadziei i oczekiwań, bo nie pracuje tak ciężko i za takie pieniądze, jak ona sama, Milenę, która z uporem maniaka próbuje sobie wmówić to, że jest szczęśliwa i zadowolona ze swojego życia, związku, macierzyństwa. Losy tych kobiet przeplatają się ze sobą, podobnie jak losy kilku mężczyzn i innych członków rodziny Zuzanny. Ciekawą postacią okaże się ciocia Zosia, która pomimo staropanieństwa wiele w życiu przeżyła i niejedno widziała. A wszystko toczyć się będzie pośród tytułowych płatków, nie czerwonych, oznaczających miłość, a żółtych... co te kwiaty znaczą dla poszczególnych bohaterów naszej powieści? I co możemy znaleźć, jeżeli naprawdę zaczniemy szukać? Czy znamy swojego partnera tak dobrze, jak nam się wydawało? Czy wiemy o nim wszystko, skoro nie wiemy wszystkiego nawet o sobie samych? Gargaś pokazuje nam, jak różne są odcienie szarości, tłumaczy, że nic w naszym życiu nie jest jednoznaczne, jednokolorowe, albo czarne, albo białe, albo dobre, albo złe. Jakie decyzje podejmą świetnie wykreowani przez pisarkę bohaterowie?
Dialogi niezwykle żywe, prawdopodobne, koleje życia ciekawe i wzbudzające emocje, trudne wybory, często wywołujące kontrowersje, tak jak w prawdziwym życiu. Do czego dążą osoby występujące w tej książce? Chcą być po prostu szczęśliwe, kochane, chcą żyć z całych sił i kochać całym sercem, jak pisarka, która powołała je do życia. Wzruszająca, interesująco opowiedziana to lektura. Relacje międzyludzkie w niej ukazane są  często bolesne, dalekie od doskonałości, pozornie piękne, ale jednak niepozbawione kolców, jak róża. Żółta róża...