poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Niebieskie migdały Katarzyna Zyskowska-Ignaciak recenzja książki





"Niebieskie migdały" to kolejna powieść Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak, którą miałam przyjemność przeczytać. Książka ta zaskoczyła mnie i to bardzo. Nie spodziewałam się, że autorka potrafi tworzyć historie z humorem, lekkie i zabawne, choć poruszające tematykę aktualną i bliską wielu kobietom. Do tej pory Zyskowską-Ignaciak znałam jedynie jako pisarkę tworzącą literaturę osadzoną w dalekiej przeszłości, jej powieści były bardziej poetyckie, subtelne, delikatne. Tym razem poznałam zupełnie inną jej twarz.



"Niebieskie migdały" przeczytałam w mgnieniu oka, z najprawdziwszą przyjemnością. Historia ta urzekła mnie i wciągnęła od samego początku. Już po przeczytaniu kilku pierwszych stron wiedziałam, że to powieść interesująca, zabawna i naprawdę dobrze napisana.



Ina nie myśli już o tytułowych niebieskich migdałach. Co prawda jest jeszcze całkiem młoda, ale ponieważ wkrótce przyjdzie na świat jej pierwsze dziecko, zdaje sobie sprawę z tego, że czas dorosnąć. Za wszelką cenę chce być samodzielna, dlatego robi wszystko, co w jej mocy, by nie korzystać z pomocy ekscentrycznej i nadopiekuńczej matki. Na ojca swojego dziecka nie może liczyć, ponieważ jego reakcja na wieść o ciąży nie pozostawiała żadnych wątpliwości...



Pora, by zapomnieć o niebieskich migdałach zdawała się być zatem idealna. I Ina z całych sił starała się twardo stąpać po ziemi, postępować rozsądnie i nie wierzyć już ani w miłość, ani w to, że marzenia mogą się spełnić.
Czy główna bohaterka tej historii dorośnie do roli matki? Czy wybaczy egoistycznemu, narcystycznemu prezenterowi telewizyjnemu i zapomni o tym, że nie mogła na niego liczyć, gdy w jej łonie rosło jego dziecko? Jaką rolę w całej tej opowieści odegra dopiero co rozwiedziony, smutny i zagubiony lekarz?

A może Ina wybierze kogoś zupełnie innego? Na przykład bez pamięci w niej zakochanego, zakompleksionego początkującego tancerza? A może nie wybierze nikogo, bo kto powiedział, że kobieta musi żyć w związku?


Całość czyta się w tempie ekspresowym. To książka optymistyczna, dowcipna, dająca nadzieję. Autorka stworzyła ciekawych, nietuzinkowych bohaterów, zaintrygowała doskonale oddając złożoność relacji między dorosłym dzieckiem a nadopiekuńczym rodzicem, interesująco opowiedziała o niełatwej rzeczywistości samotnej matki, o tym, co ją niepokoi, a co dodaje otuchy. Nie mogę zapomnieć o pięknie, ciepło opisanej przyjaźni, której niestraszne są poparzone palce i bałagan w kuchni. Ta książka sprawdziła się doskonale. Spędziłam czas w doborowym towarzystwie i nie żałuję, że poświęciłam jej kilka godzin. Zdawało mi się, że to zaledwie parę chwil...



Bawiłam się wyśmienicie! "Kupuję" Zyskowską-Ignaciak w takim wydaniu, choć wcześniej wydawało mi się, że znam już styl autorki i wiem, czego mogę się po niej spodziewać. Myślałam, że pisarka ta idealnie sprawdza się w lirycznych, nieco odrealnionych fabułach, a jednak myliłam się. Powieści obyczajowe osadzone we współczesnych realiach z jej nazwiskami na okładce okazują się być równie interesujące i niesztampowe. Czekam na podobne historie z wielką niecierpliwością. Polecam, polecam i jeszcze raz polecam. I nie zapominajcie o niebieskich migdałach. Dzieci naprawdę wolą szczęśliwe mamy, a nie te, które ze wszystkiego dla nich rezygnują i nie pamiętają, jak to jest być radosnym i beztroskim.

Recenzja książki "Niebieskie migdały" Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak, Wydawnictwo Filia 2016 r. 


Książkę można nabyć tutaj: http://bonito.pl/k-90526449-niebieskie-migdaly.

sobota, 6 sierpnia 2016

Wyniki czyli kto wygrywa Sabat czterdziestek

Jedna z odpowiedzi była bardzo zabawna i oryginalna, dlatego postanowiłam nagrodzić egzemplarzem powieści autorkę tej wypowiedzi: 

Myśląc "sabat czarownic" przed oczami pojawia mi się grupa dojrzałych kobiet przemykających przez miasto na nowoczesnych miotłach - motocyklach. Spod czarnych kasków wystają falujące na wietrze długie włosy. Pędzą pewnie na jakiś koncert, aby przy muzyce odstresować się i oderwać od rzeczywistości. Po sabacie wrócą przecież do swoich domów i będą przykładnymi żonami i matkami.

Pozdrawiam i gratuluję pomysłowości! 

niedziela, 31 lipca 2016

Aneta Rzepka wywiad z pisarzem

Aneta Rzepka wywiad z pisarzem






Aneta Rzepka jest absolwentką filologii polskiej, Jej debiut powieściowy przypadł na rok 2010 kiedy to na rynku wydawniczym pojawiła się „Tohańska branka”. Mieszka w stolicy, ale marzy o drewnianej chatce w górach. Czyta od dziecka. Pisanie jest dla niej najpiękniejszą przygodą i sposobem na oderwanie się od rzeczywistości. 


Anna Grzyb: Szukając dokładniejszych informacji o Tobie natrafiłam na takie zdanie: „czytelnik nadaje wartość dziełu”. Czy odbiorca Twoich powieści jest dla Ciebie ważny? Czy śledzisz recenzje swoich książek w Internecie, słuchasz rad innych w sprawie Twoich historii, masz pierwszych czytelników, z których zdaniem się liczysz?

Aneta Rzepka: Czytelnik jest bardzo ważny dla powieści, bo dzięki niemu nabiera ona innego wymiaru. Fabuła oglądana przez pryzmat doświadczeń odbiorcy jest zawsze nieco inna od tej stworzonej przeze mnie, bogatsza o doświadczenia innej osoby. Czytając recenzje często się dziwię, że ktoś coś takiego wypatrzył w moim tekście, przecież ja tam tego nie napisałam. Dopiero po zastanowieniu dochodzę do wniosku, że pewne sprawy można było tak zrozumieć. Bardzo ważny jest ten filtr osobisty, on powoduje, że jeden tekst można na wiele sposobów interpretować.
Tak, śledzę recenzje, bo one mówią mi nie tylko o tym, jak jest odbierana powieść, ale też, co należałoby ewentualnie dopracować, zmienić, doprecyzować. Mam też piszących znajomych, którzy wielokrotnie mi pomogli pokazując nieścisłości w fabule, kierunkując postaci i dając bardzo cenne wskazówki stylistyczne. 


AG: Jak powstają Twoi bohaterowie? Czy z góry wiesz, jaki charakter będzie miała ta czy inna osoba, którą opisujesz w swojej powieści?

AR: Na początku wiem tylko jak mniej więcej będzie wyglądał bohater i jakie cechy są mi potrzebne do stworzenia fabuły. Później dodaję mu pasję, sposób mówienia, różne manieryzmy. Ożywa w trakcie akcji, dostając konkretny strój, zawód, gadżet, jak na przykład okulary, pędzel, rower, staje się namacalny. Czasem ci, którzy mieli być negatywni się zmieniają, bo ktoś, kto lubi zwierzęta, słucha jakiejś muzyki albo podziwia zachód słońca nie może być skończonym draniem albo pustą lalką. Może natomiast mieć ich cechy.




AG: Czy któryś z Twoich bohaterów nie próbował wymykać się spod Twojej kontroli? Którego darzysz szczególnym sentymentem?

AR: Mam wrażenie, że bohaterowie tacy, jakich oglądają czytelnicy nigdy nie są do końca tacy, jakich ich sobie wymyśliłam w fazie przed zaczęciem pisania. Oni po prostu zawsze się zmieniają, bo muszą żyć tak, jak normalni ludzie. Inaczej nie byliby wiarygodni. Łatwiej tworzy mi się bohaterów negatywnych. Dla nich wystarczy kilka wyrazistych cech osobowości, nie trzeba ocieplać ich wizerunku ani poświęcać im dużo uwagi, bo mają do wykonania konkretną rolę: być tymi złymi. Inaczej jest z postaciami, z którymi chciałabym, żeby czytelnik się utożsamił, zrozumiał. Muszą mieć wady i zalety, złożone osobowości, ciekawe charaktery. Tu chyba najlepszym przykładam będzie Ola najpierw ta z „Kieszeni przeszłości”, później z „Czego o Tobie nie wiem”. To miała być taka pusta dziewuszka zepsuta pieniędzmi rodziców, bez wyższych uczuć, egoistyczna, nawet głupiutka blondynka. Ktoś taki jednak nie byłby zdolny do prawdziwej przyjaźni i poświęcenia. Dlatego Ola się zmieniła. Zmieniała się przez całe dwie powieści.






AG: Nie ukrywam, że Twoja najnowsza powieść „Czego o Tobie nie wiem” jest według mnie najlepszą, jaką napisałaś. Wyraziste, nietuzinkowe postaci, świetne dialogi, problemy „z życia wzięte”, doskonały, nienaganny styl wszystko to urzekło mnie i spowodowało, że nie mogłam oderwać się od lektury! Skąd czerpałaś pomysły, jak długo trwały prace nad książką?

AR: Pomysły leżą na ulicy, wystarczy je pozbierać, posłuchać opowieści ludzi, rozumieć, co tak naprawdę może boleć współczesnego człowieka i nieco ubarwić literacką fikcją. Bo, nie ukrywajmy, samo życie jednak nie czytałoby się dobrze, wyszedłby reportaż albo opowieść sąsiadki zasłyszana w kolejce. Literatura to coś więcej. Lubię sięgać po to „więcej”, ono nadaje smaczku codzienności. Pisanie akurat tej powieści nie trwało długo, bo wszystko wcześniej miałam poukładane w głowie. Długo natomiast tekst czekał na wydanie. Dwa lata leżał w szufladzie.

AG: Czy wierzysz w moc kobiecej przyjaźni, o której tak autentycznie napisałaś w „Czego o Tobie nie wiem”?

AR: Wierzę w przyjaźń. Sama mam taką przyjaciółkę, z którą mogę wszystko. Zdarza się, że nie rozmawiamy ze sobą bardzo długo, a kiedy się spotkamy, to jest tak, jakby nie było tego czasu. Jest to rodzaj szczególnego porozumienia, więź silniejsza od tych rodzinnych. Bo przyjaciół wybieramy sobie sami, a rodziny nie.

AG: Uważasz, że kobiety są na tyle silne, by pokonać wszelkie przeciwności losu i zawalczyć o własne szczęście? Jeżeli tak, to jak myślisz, z czego wynika ich siła?

AR: A kto ma walczyć o szczęście kobiet, jeśli nie one same? Każdy człowiek sam wie najlepiej, co jest mu potrzebne do szczęścia, co chce osiągnąć. Czasem potrzebuje pomocy w doborze środków, ale walczyć musi sam, ewentualnie przy wsparciu najbliższych. Siłę dają efekty. Dlatego trzeba sobie wyznaczać realne cele i do nich dążyć. Cieszyć się z małych sukcesów, a po niepowodzeniach wstawać, otrzepywać kolana i iść dalej. 




AG: Czy Twoim zdaniem to, jakie nosimy w sobie doświadczenia odciskają piętno na naszej przyszłości? Czy ją determinują?

AR: Na pewno. Przeszłość wypracowuje w nas cechy charakteru, czerpiemy z jej doświadczeń i osiągnięć. Ktoś, kto nigdy nie uprawiał sportu nie może nagle stać się wybitnym siatkarzem. Myślę, że pewnych doświadczeń nie można wymazać, ale można nad sobą pracować i negatywne emocje zastępować nowymi, dobrymi. Z doświadczeń pozytywnych należy natomiast czerpać.

AG: Jak wygląda Twój zwykły dzień? O jakiej porze najchętniej zasiadasz do pisania? Czy pracujesz przy biurku, w domowym zaciszu, czy wybierasz inne, bardziej wyszukane miejsce?

AR: Rano jest szykowanie dziecka do szkoły, później praca, przeważnie z przerwą na pójście do domu, wtedy mam czas, żeby coś ugotować, pomóc w odrabianiu lekcji, jakieś zajęcia dodatkowe, basen, kółko plastyczne, te sprawy... Piszę, kiedy mam czas. Najczęściej wieczorem, kiedy już nikt nic ode mnie nie chce. Pracuję zwykle przy biurku, tak jest mi najwygodniej. 

AG: Jakich rad mogłabyś udzielić osobom, które dopiero zaczynają swoją przygodę z pisaniem?


AR: Żeby się nie zniechęcały po pierwszych niepowodzeniach. Pisania trzeba się nauczyć, tak samo jak mówienia, chodzenia, czytania, liczenia... I nie chodzi tu wcale o umiejętność składania liter w słowa, a słów w zdania, ale głównie  umiejętność stworzenia ciekawej fabuły i opowiedzenia jej tak, żeby ktoś chciał przeczytać. Przeczytać nie z obowiązku, życzliwości czy na prośbę, ale dla własnej przyjemności.

AG: Czy trudniej jest wydać pierwszą czy kolejną powieść, gdy oczekiwania czytelników są już większe?

AR: Nie wiem, jak jest z oczekiwaniami czytelników. O tym mogę napisać tylko z własnego doświadczenia, że od autorów, których coś przeczytałam i mi się spodobało oczekuję utrzymania przynajmniej takiego samego poziomu. Na wielu się zawiodłam.
Moim zdaniem nie wystarczy wypracować sobie nazwiska, a później na nim żerować, produkując kiepskie książki, sztuką jest pisać tak, żeby każda kolejna powieść była lepsza od poprzedniej. Sama też staram się rozwijać warsztat, wprowadzać nowe techniki narracji, inaczej budować fabułę, efekty jednak mogą ocenić tylko czytelnicy. Czasem za duża innowacja albo zbyt odważne eksperymenty nie są dobrze przyjmowane. 
Samo wydanie książki... Nie wiem, czy trudniej wydać pierwszą czy kolejne. Nikt nie zamawia moich książek, nie obiecuje wydania na podstawie konspektu, nie walczy o podpisanie lojalki. Na pewno zdobywa się pewne doświadczenie we współpracy z redaktorami, wie czego się spodziewać po wydawcy, w czym jest dobry. Jeden robi świetną okładkę, drugi przykłada się do opracowania tekstu, inny fantastycznie promuje...


AG: Czy czytasz powieści „koleżanek po piórze”? Mogłabyś jakąś polecić czytelnikom mojego bloga?

AR: Czytam. Moim zdaniem nie można pisać, jeśli samemu się nie jest czytelnikiem. Literatura się zmienia, trzeba ją podpatrywać, żeby samemu nie tkwić w jednym punkcie, a wciąż się rozwijać. Jeśli miałabym polecać autora, to kryminały Małgorzaty Rogali, powieści Joanny Sykat, różnorodna jest też twórczość Kasi Bulicz-Kasprzak, ostatnio odkryłam Katarzynę Kołczewską. 


AG: Czy Twoim zdaniem istnieje przyjaźń między pisarkami?

AR: Istnieje. Pisarki to też ludzie zdolni do przyjaźni. Nie zawieram przyjaźni łatwo, ale mam kilka znajomych pisarek, z którymi łączą mnie ciepłe relacje. Wiem, że często zdarzają się niemiłe sytuacje, ale sama nie doświadczyłam zawiści, złośliwości czy innych przykrości ze strony innych pisarek. Zakładam, że może im się moja twórczość nie podobać, bo nie wszystko podoba się każdemu, mnie też nie każda książka przypada do gustu. Krytykę można jednak wyrazić w sposób cywilizowany i konstruktywny.




AG: Kiedy pojawi się kolejna powieść Twojego autorstwa? Czy możesz zdradzić nam, nad czym obecnie pracujesz?

AR: Nie wiem, kiedy się pojawi. W grudniu pewnie będę wiedziała, czy weźmie ją mój obecny wydawca. Jest to fabularna kontynuacja „Czego o Tobie nie wiem”, ale również tworzy zamkniętą całość.  I problematyka jest nieco inna, bardziej romans, ale też bolesna tajemnica z przeszłości, która odcisnęła piętno na wielu osobach. Główną bohaterką jest Marika, siostra Marcina. A obecnie układam sobie w głowie powieść z motywem detektywistycznym. Nie wiem, jak mi wyjdzie.

AG: Jakie publikacje dla dzieci uważasz za najbardziej wartościowe, bo zapewne niejedną książkę przeczytałaś swojej córeczce?

AR: Takie, które kształtują wyobraźnię, odwołują się do wartości, są pozytywne w odbiorze i pokazują, że dziecko może naprawdę wiele, jeśli chce. Obecnie jesteśmy na etapie „Opowieści z Narnii”, ale miło wspominamy Astrid Lindgren i wcale nie "Dzieci z Bullerbyn”, ale „Ronię, córkę zbójnika”.


AG: Dziękuję za rozmowę.

AR: Również dziękuję za miłą rozmowę i pozdrawiam serdecznie.

wtorek, 19 lipca 2016

Basia i przyjaciele Antek recenzja książki dla dzieci Zofia Stanecka Marianna Oklejak




Cała moja rodzina uwielbia przygody Basi. Oczywiście największą fanką tej postaci jest sześcioletnia już prawie Zuzia, ale i ja bardzo lubię poznawać nowe historyjki związane z tą rezolutną dziewczynką, a i reszta familii przysłuchuje się z prawdziwym zainteresowaniem, gdy czytam na głos mojej najmłodszej córeczce.

Tym razem chciałabym opowiedzieć Wam o nowej serii: Basia i przyjaciele. Przygotowana została z myślą o trochę starszych czytelnikach, bo dziewczynka rośnie wraz z odbiorcami opowieści o niej. Pomysł jest według mnie bardzo dobry, ponieważ dziecko może nadal poznawać otoczenie, przyjaciół, ale i kłopoty, z jakimi boryka się ich ulubiona bohaterka i jej dalsza rodzina.

Antek miał naprawdę zły humor. Jaka była tego przyczyna?

"Uch! Nikt chyba nie miał tak irytującej mamy jak on. No bo która matka zabrania swojemu dziecku korzystać z tabletu tylko dlatego, że marne trzy razy nie odrobił lekcji i zapomniał o tym powiedzieć? Przecież każdemu może się zdarzyć, że o czymś zapomni! I każdy normalny rodzic by to zrozumiał." 

Brzmi znajomo, prawda? Autorka doskonale rozumie problemy naszych dzieci. Wie, o czym myślą, jakie przepełniają je emocje, z czym się zmagają, co je złości i irytuje. Pomaga nam rozwiązać konflikty, wskazuje drogę, którą warto pójść. Tłumaczy, ale w sposób umiejętny i daleki od moralizatorstwa czy oceniania, krytykowania.

To zabawna i z prawdziwą lekkością napisana kolejna opowieść pisarki, która zachwyci czytelników. Przy okazji nauczą się oni czegoś o sobie i o swoich znajomych, a to na pewno uraduje ich rodziców. Jak radzić sobie w relacjach z rówieśnikami? A jak z rodzicami? Na te i inne pytania znajdziemy odpowiedź w powyższej publikacji, którą polecam serdecznie.
Dodatkowym atutem książeczki są kolorowe ilustracje, które przyciągają uwagę dziecka. Moja Zuzia jest naprawdę zachwycona i z radością słucha o przygodach Basi, jej brata i jej kuzyna Antka. Co prawda na początku chłopcy nie są zadowoleni z towarzystwa dziewczynki, ale szybko okazuje się, że nie jest ona wcale takim najgorszym kompanem!

To książka o autentycznych problemach dzieci, o emocjach, jakie im towarzyszą w życiu codziennym. Dzięki temu mogą się utożsamiać z bohaterami i jeszcze lepiej zrozumieć swoje dziecięce zmartwienia.
A na koniec jeszcze słów kilka od Zuzi: "Fajna i... i śmieszna, i zabawna!".
Polecamy zdecydowanie!


poniedziałek, 18 lipca 2016

Anna Kleiber wywiad i konkurs



Anna Kleiber wywiad

Anna Kleiber jest autorką trzech książek: „Kobiety z pazurem”, „Głupiej baby” i „Sabatu czterdziestek”. Każda z tych publikacji potrafi rozbawić czytelnika do łez, utrzymana jest w lekkim,  zabawnym tonie, w każdej też pojawia się mniej lub bardziej rozwinięty wątek kryminalny.
Pisarka pochodzi z Dolnego Śląska, obecnie mieszka w Luboniu. Jest doktorem nauk rolniczych w zakresie ogrodnictwa, pracuje w Bibliotece Raczyńskich. Uwielbia czytać, szczególnym sentymentem darzy powieści Stephena Kinga i Joanny Chmielewskiej.


Jak powstają tytuły Pani książek? Czy z góry wie Pani, jakim tytułem opatrzona będzie dana historia?

Nie ma w tym żadnej reguły. Czasem tytuł chodzi mi po głowie na długo przed rozpoczęciem pisania, a innym razem wymyślam go po zakończeniu snucia opowieści.


Którego ze swoich bohaterów ceni Pani szczególnie? A którego pokochały Pani czytelniczki?

Cóż, z żadnym moim bohaterem nie jestem szczególnie związana, a którego pokochały moje czytelniczki? To sama chciałabym wiedzieć J.



Czy miasteczka, w których rozgrywa się akcja Pani powieści istnieją naprawdę, czy są jedynie wytworem Pani wyobraźni?

W tej kwestii, tak jak w nadawaniu książkom tytułów, również nie ma reguły. Prawdziwymi miejscowościami są na przykład Lwówek Śląski oraz Zadole, a wymyślone Stare Strzelby.

Którą powieść pisało się Pani najłatwiej, a która sprawiła Pani najwięcej problemów?

Najłatwiej pisało mi się Głupią babę, ale z wydaniem tej właśnie książki miałam najwięcej problemów. Wydana została dopiero po tym, gdy tekst uładziłam zgodnie z wytycznymi otrzymanej z wydawnictwa recenzji, ale wydana została i tak przez zupełnie innego wydawcę.

Kiedy możemy spodziewać się kolejnych historii? Czy nowe książki będą utrzymane w podobnym stylu?

Myślę, że kolejna historia ukaże się już (a może dopiero?) w przyszłym roku. Tytuł ma nadany, jest to wersja robocza i zastanawiam się nad jego zmianą, ale mam z tym problem. A czy kolejne książki utrzymane będą w podobnym stylu? Oczywiście, że tak. Rozmyślam jednak na położeniu większego nacisku na wątek kryminalny. Z pisaniem o uczuciach mam wielki problem. Zresztą wszelakich romansów również nie czytuję.

Wiemy, że uwielbia Pani powieści Kinga i Chmielewskiej. Za co szczególnie? Które ich książki darzy Pani największym sentymentem?

Och, ta Chmielewska już mnie prześladuje ;) Kiedyś w jakimś wywiadzie na pytanie o ulubionych autorów książek powiedziałam, że czytuję Kinga oraz Chmielewską. Drugie nazwisko podałam automatycznie, ponieważ akurat czytałam jakąś książkę tej autorki. Teraz widzę, że mogłam bardziej ważyć słowa, bo często jestem o to pytana. W każdym razie Chmielewskiej najbardziej lubię „Romans wszech czasów” , a Kinga chyba „Czarny Dom”, „To” oraz „Sklepik z marzeniami”. Wprawdzie zostałam zapytana o książki Kinga oraz Chmielewskiej, ale pozwolę sobie zboczyć z tematu i zdradzić tytuł mojej najukochańszej książki J Otóż są to „Chłopi” Reymonta. Po raz pierwszy przeczytałam ją w podstawówce i od tamtej pory co jakiś czas do niej wracam. Ostatnio czytałam ją dobrych kilka lat temu i czuje, że nadszedł czas, aby po raz kolejny po nią sięgnąć. Wspaniała pozycja!


Czy czyta Pani powieści „koleżanek po piórze”? Mogłaby Pani jakąś nam polecić?

Jakiś czas temu odkryłam, że podobają mi się reportaże i wielka była moja radość, gdy dowiedziałam się, że moja koleżanka z ogólniaka, Iza Klementowska, takowe pisuje! Gorąco polecam jej „Minuty. Reportaże o starości” oraz „Samotność Portugalczyka”.


„Sabat czterdziestek” to nie tylko łatwa, lekka i przyjemna lektura. Co prawda w sposób dowcipny, ale jednak przemyciła Pani na karty powieści problematykę przemijania, starzenia się, radzenia sobie z upływającym czasem. Czy Pani zdaniem kobiety akceptują taki stan rzeczy? Godzą się z tym, że nie są już piękne i młode? A może nie warto zbyt intensywnie o tym myśleć, tylko cieszyć się życiem i z każdego dnia czerpać garściami? Jakie jest Pani zdanie w tej sprawie?


Myślę, że z kwestią przemijania mało kto sobie radzi. Uważam jednak, że należy starać się skupiać na tym, co dzieje się tu i teraz, a na pewno nie należy się dodatkowo dołować myślami o tym, że z każdym dniem stajemy się starsi. Trzeba żyć godnie oraz tak, aby nikomu (sobie również) nie zrobić krzywdy, ale wcale nie mam na myśli umartwiania się. O przyjemnościach również należy pamiętać J


Dziękuję za rozmowę.


Dziękuję bardzo.


KONKURS 
Zapraszam do zabawy. Do wygrania będzie egzemplarz powieści "Sabat czterdziestek". 
Aby wziąć udział w konkursie wystarczy pod tym postem podać ciekawą i zabawną odpowiedź na pytanie: 
"Z czym kojarzy Ci się tytuł tej książki?" i podać swój adres e-mail, bym mogła skontaktować się ze zwycięzcą. 
Na odpowiedzi czekam do 25 lipca, do godziny 23:00. 
Nagrodę ufundowało wydawnictwo BIS i autorka książki. 
Powodzenia! 




czwartek, 14 lipca 2016

Barbara Stawarz Content marketing po polsku Jak przyciągnąć klientów recenzja




Barbara Stawarz to osoba związana z branżą internetową od przeszło dekady. Prowadzi agencję content marketingową, pomaga innym opracowywać strategie konkurowania treściami w internecie. Stworzyła wiele publikacji związanych z marketingiem internetowym. Prowadzi zajęcia w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie, wykłada również w Szkole Głównej Handlowej i na Akademii Górniczo-Hutniczej. Pasjonuje ją wpływ internetu na relacje międzyludzkie i masową komunikację. Pracowała dla dziennika Rzeczpospolita i dla Hubert Burda Media. Zajmowała się także rozwojem serwisów internetowych i działań sprzedażowych w rodzinnej firmie InnovaWeb. Ukończyła Dziennikarstwo i komunikację społeczną na Uniwersytecie Warszawskim, jest też absolwentką Marketingu internetowego w Szkole Głównej Handlowej.

Książka ta została napisana przystępnym i zrozumiałym dla każdego odbiorcy językiem. Idealne zdają się być porównania autorki do pomieszczeń w domu, ponieważ dzięki temu czytelnik szybko pojmuje, co ma na myśli Barbara Stawarz. Doskonale odnajduje się w wykreowanym przez autorkę świecie, zagląda z prawdziwym zaciekawieniem do poszczególnych pomieszczeń, czyta uważnie i wyciąga wnioski na przyszłość. To publikacja, dzięki której naprawdę możemy zdobyć potrzebną nam wiedzę. Zrozumieć, na czym polega content marketing. Dowiemy się z niej, jak tworzyć oryginalne, wartościowe i przykuwające uwagę czytelnika teksty. Szybko zgodzimy się z zasadami,
jakimi należy się kierować, by stworzyć artykuł, który zapadnie w pamięć odbiorcy. Książka ta nie została napisana byle jak, jest przemyślana i dopracowana w najmniejszym nawet szczególe. Pomoże nam zrozumieć potrzeby innych, nauczy myślenia jak potencjalny klient, jak odbiorca, który szuka danego produktu lub któremu zależy na skorzystaniu z konkretnych usług. Jeżeli zależy nam na budowaniu strategii, budowaniu społeczności wokół naszej marki, to bezwzględnie powinniśmy zaopatrzyć się właśnie w tę książkę. To nie tylko poradnik dla osób związanych z branżą marketingową, dla właścicieli i pracowników firm, ale także dla blogerów, osób, którym zależy na zaistnieniu „w sieci”.

środa, 13 lipca 2016

Czego o Tobie nie wiem Aneta Rzepka recenzja książki





„Czego o Tobie nie wiem” Aneta Rzepka recenzja książki 

Aneta Rzepka jest absolwentką filologii polskiej, której debiut powieściowy przypadł na rok 2010 kiedy to na rynku wydawniczym pojawiła się „Tohańska branka”. Mieszka w stolicy, ale marzy o drewnianej chatce w górach. Czyta od dziecka. Pisanie jest dla niej najpiękniejszą przygodą i sposobem na oderwanie się od rzeczywistości. Miałam przyjemność czytać jedną z poprzednich powieści autorki-„Miseczkę szczęścia”.

„Czego o Tobie nie wiem” to historia, dzięki której czytelnicy naprawdę zainteresują się twórczością Anety Rzepki, nabiorą przekonania, że warto przeczytać jej wcześniejsze publikacje.
Książka ta wciągnęła mnie od pierwszych zdań. Byłam zdziwiona i naprawdę zainteresowana losami bohaterów tej powieści. Pisarka przekonuje w niej, że miłość potrafi zdziałać cuda. Niby o tym wiemy, ale chyba nie zawsze i nie do końca wierzymy w tę znaną od zarania dziejów prawdę.

Cztery bohaterki, które wiodą prym w tej historii są zupełnie różne. Każda z nich ma za sobą doświadczenia mniej lub bardziej bolesne, każda w ten czy inny sposób próbuje uporać się z przeszłością. Impulsem do zmian staje się moment, w którym kobiety się spotykają. Szybko okazuje się, jak wielka tkwi w nich siła, jak wiele mogą zdziałać, gdy mają kogoś, na kogo mogą liczyć.

Czytając „Czego o Tobie nie wiem” nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że autorka doskonale wiedziała, o czym pisze, że od podszewki znała problemy, które poruszyła w tej historii. Mogę więc śmiało stwierdzić, że do tematu przygotowała się starannie i przemyślała każdą kwestię, o jakiej postanowiła nam opowiedzieć.
W mgnieniu oka zaczynamy rozumieć bohaterów tej powieści, utożsamiamy się z nimi i współczujemy im. Z zaciekawieniem obserwujemy ich reakcje, słuchamy ich wspomnień i myśli zastanawiając się, jak poradzą sobie z kłopotami, które nawarstwiały się czasem latami. Ta książka odziera ze złudzeń, ale też daje nadzieję. Pokazuje, że choć nie będzie prosto, mamy szansę na zmianę na lepsze. Na zmianę naszego życia, na zmianę  naszego sposobu myślenia. Strach ma wielkie oczy, a najtrudniejszy jest pierwszy krok, któż z nas o tym nie wie? Warto wreszcie obudzić się z uśpienia, zrozumieć, że to od nas zależy, jak będzie wyglądała nasza przyszłość. Musimy walczyć o to, by wreszcie być szczęśliwymi, spełnionymi ludźmi, bo jeżeli nie zawalczymy o to sami, nikt inny za nas tego nie zrobi.

To powieść poruszająca do głębi, ukazująca problemy ważne i aktualne, jak przemoc domowa, jak wychowywanie dziecka, jak ogromna samotność, jak niska samoocena, brak poczucia własnej wartości. To również historia o tym, jak łatwo można zaplątać się w sieci własnych kłamstw i intryg. Autorka stworzyła powieść kompletną, wielowątkową, przy czym każdy z wątków potraktowany został jako priorytetowy. Jej postaci nie są papierowe, wykreowane zostały z należytą starannością i dbałością o szczegóły. Wszystko układa się w znakomitą fabułę, całość czyta się w tempie ekspresowym, a to za sprawą lekkiego pióra autorki. Dla mnie była to idealna lektura, dzięki której oderwałam się od rzeczywistości. Żyłam problemami jej bohaterów, próbowałam postawić się w ich sytuacji.
To powieść, która przypomina nam o naszej wrażliwości, pobudzająca do refleksji i empatii, dająca do myślenia. Przeczytałam ją z ogromną przyjemnością i czekam na więcej. Więcej tak przemyślanych i dopracowanych książek o naszym życiu. Życiu prawdziwym, nie tym wyidealizowanym, przesłodzonym, a posypanym mocno goryczą i łzami trudnymi do przełknięcia.
Czego o Tobie nie wiem? Warto poszukać odpowiedzi na to pytanie właśnie w powieści Anety Rzepki.

Patronat medialny Pisaninki. Dziękuję za zaufanie.