Trudne relacje dwóch kobiet - czy zawsze wszystko jest takie, jak nam się wydaje?
Karolina Wilczyńska to pisarka, z którą spotkałam się po raz pierwszy, właśnie przy okazji tego tytułu.
"Ta druga" brzmi tak wieloznacznie, intrygująco, ciekawie... Od razu zainteresowałam się tą powieścią, a kiedy zagłębiłam się w jej treść... po prostu przepadłam!
Autorka ma masę zajęć, jest prezesem fundacji "Efekt motyla", terapeutką, wykładowcą akademickim, prywatnie żoną i matką. Jeżeli ktoś ma ochotę poznać ją bliżej zapraszam na stronę internetową: KLIK> . Zadebiutowała tytułem "Performens" siedem lat temu, później była "Ta druga", a w tym roku ukazał się "Anielski kokon".
Wyobraźcie sobie, że siedzicie na twardym krzesełku szpitalnym. Tuż obok, na łóżku leży nieprzytomna i nieświadoma tego, co się dzieje wokół niej Wasza... teściowa!!! Czy powinnam dodawać coś więcej? Czy już po tym wstępie mogę powiedzieć, że jesteście zainteresowani tą powieścią? Kobiety mam nadzieję, że tak, bo one rozumieją, bo mogą mieć podobne doświadczenia, jak nasza bohaterka, siedząca na niewygodnym szpitalnym taborecie i wspominająca przeszłość, to, jak postępowała z nią matka jej ukochanego męża, jak ją traktowała. Nawet teraz, choć chora i pozornie nie mająca nad nią władzy, skutecznie blokuje synową, która boi się poruszyć, boi się wstać, boi się sięgnąć po chusteczkę do torebki, bo w tym czasie teściowej może się coś stać, bo może umrzeć i mąż nigdy jej tego nie wybaczy.
Jak to jest być tą drugą? Przez tyle lat wciąż być na drugim planie, mniej ważną dla człowieka, który powinien to ją uważać za najistotniejszą w swoim życiu? Czy można się do tego przyzwyczaić? Czy można to zaakceptować?
Początkowo Lena miała nadzieję, że przyszła wtedy jeszcze teściowa, stanie się dla niej mamą, której nigdy nie miała. Wychowywana przez coraz bardziej schorowaną babcię musiała martwić się o wszystko sama, było biednie i ciężko, a do tego za wszelką cenę starała się dobrze uczyć, by nikt nie mógł zauważyć, że w jej rodzinnym domu wcale nie jest w porządku, nie jest do końca normalnie. Kiedy spotyka Tomka wiele rzeczy się zmienia, chociaż nie jest idealnie, tak jak sobie wymarzyła, jego rodzice nie przyjmują jej tak, jak sobie wyobrażała, to właśnie mama jej przyszłego męża pomaga jej przejść przez trudną sytuację, jaką jest odejście babci - jedynego członka rodziny, jedynej osoby, która ją kochała i troszczyła o nią.
Jak potoczą się dalsze lata, kiedy pojawi się dziecko naszej pary? Czy matka Tomka sprawdzi się jako babcia i teściowa? Czy będzie im pomagać, jakie będą relacje tej dwójki? Czy będą potrafiły znaleźć wspólny język?
"Ta druga" to książka niezwykła. Dzięki świetnemu opisowi doskonale odnajdujemy się w tym świecie, jest on rzeczywisty i pełen prawdziwych uczuć, wyzwala w nas ogromne pokłady emocji, pozwala wczuć się w klimat historii, wyobrazić sobie, że jesteśmy na miejscu Leny, choć nigdy na tym krzesełku nie chcielibyśmy siedzieć. Każda z postaci ma swoje własne problemy, mniejsze lub większe kłopoty, a pisarka tak świetnie przedstawiła nam każdego z bohaterów, w tak realistyczny sposób, że nie potrafimy o nich nie myśleć, nie czuć do nich sympatii lub antypatii, wzbudzają w nas wielkie i jednoznaczne emocje, jesteśmy oburzeni i nie możemy zrozumieć zachowania tej bądź innej osoby. Zaskakujące zwroty akcji, ale też stopniowanie napięcia, odsłanianie nam po kawałku cienkiej tiulowej zasłonki prawdy, to największe atuty tej powieści. Moim zdaniem "Ta druga" to majstersztyk, rzadko używam takich słów jak arcydzieło czy fenomen, właściwie chyba jeszcze nigdy nie posłużyłam się takimi określeniami przy pisaniu recenzji, ale tutaj po prostu muszę tak o niej napisać. Niewiele jest książek, które poruszyły mnie aż tak bardzo, jak ta, które zapadły w pamięć tak mocno. Nie lubię robić rankingów i list, który tytuł był lepszy, a który gorszy, ale czasem nie można inaczej. "Ta druga" to jedna z najlepszych powieści, jakie miałam przyjemność czytać. Przemyślana, dopracowana w każdym szczególe, ukazująca nam problemy emocjonalne wielu z nas, rozkładająca je na czynniki pierwsze i pomagająca nam poradzić sobie ze swoim życiem. Zmusza do refleksji, do spojrzenia z boku na to, jak żyjemy, pokazuje, co powinno być dla nas mniej lub bardziej ważne, istotne. Myślicie, że pyłek na meblach jest ogromnym, nie pozwalającym spać problemem, czy to tylko początek, szczyt góry lodowej, której lepiej nie ruszać, nie myśleć, nie zastanawiać się, nie wychylać poza czubek własnego nosa? Czy warto starać się za wszelką cenę być idealną matką, panią domu, sprzątaczką, kucharką, żoną,
pracownikiem? Czy czasem nie powinniśmy odpuścić, spróbować żyć wolniej,
spokojniej, w pozornie niedoskonałej, ale za to szczęśliwej rodzinie - RAZEM? Dla mnie
to kluczowe słowo, od kiedy to zrozumiałam żyje mi się lepiej.
Polecam
"Tę drugą" całym sercem, to naprawdę wartościowa pozycja literacka,
obok której nikt nie powinien przejść obojętnie. Mamy tu masę wzruszeń,
prawdziwych kłopotów codziennej egzystencji, prawda ukazana jest bez
wymuszeń, zbędnych słów, prosto i szczerze, a jednocześnie ciekawie i
niebanalnie. Może dlatego tak szybko wczuwamy się w rolę jednej z
postaci, zaczynamy ją rozumieć i jej współczuć. Tylko czy znamy obie
strony medalu?
"Ta druga" Karolina Wilczyńska, Wydawnictwo Replika, 2011
Za możliwość poznania losów Leny, jak też historii jej najbliższych i nieco dalszych osób, dziękuję bardzo pisarce - Karolinie Wilczyńskiej. To naprawdę była wielka przyjemność!!!
piątek, 19 lipca 2013
czwartek, 18 lipca 2013
Poszukiwana Małgorzata Kochanowicz
Czy każdy sekret powinien zostać odkryty, a osoba, która zaginęła powinna zostać odnaleziona?
Małgorzata Kochanowicz to nazwisko, z którym spotkałam się po raz pierwszy, choć debiutancka powieść – „Latarnie umarłych” – ujrzała światło dzienne dwa lata temu. Autorka ukończyła Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu, jest ekonomistką, która pisze kryminały i zajmuje się kulturą.
Poszukiwana to książka, której akcja rozgrywa się w Krakowie, w roku 1904. Poznajemy Witolda, który dostaje propozycję nie do odrzucenia – ma odnaleźć żonę człowieka wpływowego i niebezpiecznego zarazem. Jest doskonały w swoim fachu i potrafi rozwikłać trudne zagadki – to świetny detektyw, choć nie pozbawiony wad. Zostaje uwikłany w sprawę, która okazuje się wyjątkowo zagmatwana, a dodatkowo wplątuje w to niewinne osoby. Ci, którzy mogliby mu cokolwiek powiedzieć w tej sprawie, o okolicznościach zniknięcia Anny, zaczynają ginąć. Wszyscy zdają się być wystraszeni i zalęknieni. Droga do rozwiązania tajemniczego zniknięcia kobiety zdaje się być pełna wybojów, a żaden trop nie przybliża nas do odkrycia prawdy. O co w tym wszystkim chodzi, czy warto dalej ciągnąć to śledztwo, czy Anna powinna wrócić do męża, skoro okazuje się, że nie jest on tak kryształową osobą i wspaniałym, pomagającym innym mężczyzną? Czy pod osłoną filantropii nie dzieje się coś, co nigdy nie powinno mieć miejsca? I co z tym wszystkim wspólnego mają chłopcy, mordowani jeden po drugim? Skomplikowana to sprawa, a jej finał zaskoczy niejednego.
Poszukiwana to bardzo dobrze napisany kryminał, już od pierwszych stron wciągający i pełen klimatu, uroku, emocjonujący i naprawdę ciekawie skonstruowany. Czyta się szybko, styl pisarki jest niewymuszony, postaci interesujące i świetnie przedstawione. Jak dla mnie idealne połączenie, znalazłam tu wszystko to, co lubię w kryminałach, nie odczułam znużenia czy zniecierpliwienia, nie mogłam się od tej historii po prostu oderwać, dopóki jej nie skończyłam, dopóki nie poznałam rozwiązania, które naprawdę mnie zaskoczyło i dało do myślenia.
Bardzo podobała mi się osoba detektywa, ale też jego przyjaciół, szczególnie zapadła mi w pamięć postać Jadwigi, jego gosposi. Mamy też tajemniczą Helenę, znajomość Witolda z nią nie wyglądała na przelotną, a jednak niespodziewanie szybko i nagle się zakończyła. Jest również Emilia, którą detektyw przez przypadek pakuje w nie lada kłopoty. Jak to wszystko się zakończy?
Polecam Poszukiwaną, ponieważ to powieść godna uwagi. Jej mroczna atmosfera pozwala wczuć się w klimat książki bardzo szybko, zaskakuje i intryguje, wyprowadza nas w pole i nie pozwala na odkrycie wszystkich kart przed czasem. Pełna niedopowiedzeń, niedomówień, zmusza czytelnika do myślenia i zaangażowania w lekturę, pobudza wyobraźnię, wzbudza wiele emocji, ale też zmusza do refleksji, zastanowienia, bowiem niejednokrotnie okazuje się, że pozory mylą.
"Poszukiwana" Małgorzata Kochanowicz, Instytut Wydawniczy Erica, 2013
Za możliwość poznania tej intrygującej postaci detektywa, jak też dawnego, niesamowicie klimatycznego Krakowa dziękuję bardzo Panu Kamilowi i
Recenzja znajduje się również tutaj: http://przykominku.com/poszukiwana.
Małgorzata Kochanowicz to nazwisko, z którym spotkałam się po raz pierwszy, choć debiutancka powieść – „Latarnie umarłych” – ujrzała światło dzienne dwa lata temu. Autorka ukończyła Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu, jest ekonomistką, która pisze kryminały i zajmuje się kulturą.
Poszukiwana to książka, której akcja rozgrywa się w Krakowie, w roku 1904. Poznajemy Witolda, który dostaje propozycję nie do odrzucenia – ma odnaleźć żonę człowieka wpływowego i niebezpiecznego zarazem. Jest doskonały w swoim fachu i potrafi rozwikłać trudne zagadki – to świetny detektyw, choć nie pozbawiony wad. Zostaje uwikłany w sprawę, która okazuje się wyjątkowo zagmatwana, a dodatkowo wplątuje w to niewinne osoby. Ci, którzy mogliby mu cokolwiek powiedzieć w tej sprawie, o okolicznościach zniknięcia Anny, zaczynają ginąć. Wszyscy zdają się być wystraszeni i zalęknieni. Droga do rozwiązania tajemniczego zniknięcia kobiety zdaje się być pełna wybojów, a żaden trop nie przybliża nas do odkrycia prawdy. O co w tym wszystkim chodzi, czy warto dalej ciągnąć to śledztwo, czy Anna powinna wrócić do męża, skoro okazuje się, że nie jest on tak kryształową osobą i wspaniałym, pomagającym innym mężczyzną? Czy pod osłoną filantropii nie dzieje się coś, co nigdy nie powinno mieć miejsca? I co z tym wszystkim wspólnego mają chłopcy, mordowani jeden po drugim? Skomplikowana to sprawa, a jej finał zaskoczy niejednego.
Poszukiwana to bardzo dobrze napisany kryminał, już od pierwszych stron wciągający i pełen klimatu, uroku, emocjonujący i naprawdę ciekawie skonstruowany. Czyta się szybko, styl pisarki jest niewymuszony, postaci interesujące i świetnie przedstawione. Jak dla mnie idealne połączenie, znalazłam tu wszystko to, co lubię w kryminałach, nie odczułam znużenia czy zniecierpliwienia, nie mogłam się od tej historii po prostu oderwać, dopóki jej nie skończyłam, dopóki nie poznałam rozwiązania, które naprawdę mnie zaskoczyło i dało do myślenia.
Bardzo podobała mi się osoba detektywa, ale też jego przyjaciół, szczególnie zapadła mi w pamięć postać Jadwigi, jego gosposi. Mamy też tajemniczą Helenę, znajomość Witolda z nią nie wyglądała na przelotną, a jednak niespodziewanie szybko i nagle się zakończyła. Jest również Emilia, którą detektyw przez przypadek pakuje w nie lada kłopoty. Jak to wszystko się zakończy?
Polecam Poszukiwaną, ponieważ to powieść godna uwagi. Jej mroczna atmosfera pozwala wczuć się w klimat książki bardzo szybko, zaskakuje i intryguje, wyprowadza nas w pole i nie pozwala na odkrycie wszystkich kart przed czasem. Pełna niedopowiedzeń, niedomówień, zmusza czytelnika do myślenia i zaangażowania w lekturę, pobudza wyobraźnię, wzbudza wiele emocji, ale też zmusza do refleksji, zastanowienia, bowiem niejednokrotnie okazuje się, że pozory mylą.
"Poszukiwana" Małgorzata Kochanowicz, Instytut Wydawniczy Erica, 2013
Za możliwość poznania tej intrygującej postaci detektywa, jak też dawnego, niesamowicie klimatycznego Krakowa dziękuję bardzo Panu Kamilowi i
Recenzja znajduje się również tutaj: http://przykominku.com/poszukiwana.
wtorek, 16 lipca 2013
Winogrona bez pestek Anna Pasikowska
Czy ucieczka z szarej, nieprzyjaznej Polski może zmienić życie młodej wdowy?
Nie słyszałam nazwiska autorki, nie czytałam niczego, co napisała, ale ponieważ bardzo lubię odkrywać nowe, zupełnie nieznane mi wcześniej polskie pisarki, chętnie sięgnęłam po powieść "Winogrona bez pestek". Okładka przykuwająca uwagę, tytuł równie ciekawy, a i treść mnie nie zawiodła.
Anna Pasikowska mieszka w Szczecinie, w tym samym województwie zachodniopomorskim, co i ja, dzieli nas zaledwie 120 km, to miła odmiana dla mnie jako osoby, która wszędzie ma daleko. Pisarka ukończyła Wydział Humanistyczny Uniwersytetu Szczecińskiego, jest nauczycielem i filologiem. Ma trójkę dzieci, które są już dorosłe, niezrealizowane marzenie o tym, by grać na fortepianie, ale jak napisane jest na okładce książki, stukanie w klawiaturę i pisanie aż tak bardzo nie odbiega od kreowania świata muzycznego, od dotykania klawiszy instrumentu. W obydwu dziedzinach można pobudzić wyobraźnię, nie tylko swoją, ale też odbiorców, można przedstawić im w sobie tylko znany sposób to, co się myśli, czuje, o czym chce się powiedzieć, zinterpretować rzeczywistość po swojemu, ukazać to, co ważne i istotne.
"Winogrona bez pestek" to historia młodej kobiety doświadczonej przez los, ale też mającej mimo wszystko sporo szczęścia w życiu. Posiada przyjaciółkę, która bardzo się o nią martwi, chce wyrwać ją z szarej rzeczywistości komunizmu, jak też pomóc jej zapomnieć o tragedii, jaka spotkała ją przed rokiem. Ciekawie opisana jest sama scena odlotu do Kanady, kraju ogromnych możliwości, perspektyw, kolorów... Samolot budzi we mnie samej niezmiennie lęk i nie wiem, czy kiedykolwiek wsiadłabym do tej latającej maszyny, tym bardziej podziwiam naszą bohaterkę, szczególnie, że leci sama, do nieznanego kraju. Czy boi się tego, co przed nią, czy też ma nadzieję na lepsze życie, na szczęście?
To idealna lektura na wakacyjny czas. Bardzo ciekawie opisana jest ówczesna rzeczywistość, nie tylko w Polsce, ale też w Kanadzie, szczególnie poruszył mnie tutaj los polskiej rodziny, która ma masę problemów, ale próbuje za wszelką cenę walczyć z bezdusznością urzędników. To życiowa, miejscami lekka i przyjemna opowieść, ale poruszone są w niej sprawy czasem bardzo ważne i mało zabawne. Rozbawiała mnie w niej masa adoratorów Magdaleny, musiała być naprawdę piękną kobietą, bo co rusz ktoś zakochiwał się i miał poważne zamiary wobec niej. Czy jednak udało jej się znaleźć wśród tych mężczyzn tego jedynego? A może los postanowił pokrzyżować jej plany, wlać kolejną porcję goryczy do jej w miarę już poukładanego świata, do kielicha pełnego słodyczy? Czy Magda ma prawo być szczęśliwa, a może wisi nad nią jakieś fatum i nigdy nie ułoży sobie życia?
Wiele interesujących wątków, wartych poznania, do tego całkiem przyjemna historia naszej bohaterki, która opisana jest w dobrym, ciekawym stylu. Autorka nie ukazuje jej nam jako kobiety pozbawionej wad, idealnej i pełnej zalet, pozwala jej na chwile słabości, choć w gruncie rzeczy to silna i twarda moim zdaniem osoba, potrafiąca dać sobie radę nawet w chwilach, gdy inni poddaliby się i odpuścili, ona stara się żyć w miarę normalnie.
Przed Wami w każdym bądź razie spora dawka uczuć, emocji, rozterek, mnóstwo nadziei na lepsze, ale też znajdziecie tu smutne realia polskie i bajkowe wręcz dla osób żyjących za żelazną kurtyną, kanadyjskie. Wszystko świetnie opisane, dopracowane w każdym szczególe, to doskonała opowieść o tym, jak było kiedyś. Jest ciekawie, czyta się szybko, książka wciąga już od pierwszych stron. Wiele możemy dowiedzieć się z niej nowego, spojrzeć z innej perspektywy, poznać ówczesną rzeczywistość. Warto przeczytać, a później może sięgnąć po debiutancką powieść " Rollercoaster" czy "Pałac z lusterkami" Anny Pasikowskiej? Książkę polecam, a sama z chęcią poznałabym dalsze losy Magdaleny. Może powstanie kontynuacja, kto wie?
"Winogrona bez pestek" Anna Pasikowska, Wydawnictwo MWK, 2013
Za możliwość poznania historii Magdaleny dziękuję bardzo autorce, Annie Pasikowskiej :)
Nie słyszałam nazwiska autorki, nie czytałam niczego, co napisała, ale ponieważ bardzo lubię odkrywać nowe, zupełnie nieznane mi wcześniej polskie pisarki, chętnie sięgnęłam po powieść "Winogrona bez pestek". Okładka przykuwająca uwagę, tytuł równie ciekawy, a i treść mnie nie zawiodła.
Anna Pasikowska mieszka w Szczecinie, w tym samym województwie zachodniopomorskim, co i ja, dzieli nas zaledwie 120 km, to miła odmiana dla mnie jako osoby, która wszędzie ma daleko. Pisarka ukończyła Wydział Humanistyczny Uniwersytetu Szczecińskiego, jest nauczycielem i filologiem. Ma trójkę dzieci, które są już dorosłe, niezrealizowane marzenie o tym, by grać na fortepianie, ale jak napisane jest na okładce książki, stukanie w klawiaturę i pisanie aż tak bardzo nie odbiega od kreowania świata muzycznego, od dotykania klawiszy instrumentu. W obydwu dziedzinach można pobudzić wyobraźnię, nie tylko swoją, ale też odbiorców, można przedstawić im w sobie tylko znany sposób to, co się myśli, czuje, o czym chce się powiedzieć, zinterpretować rzeczywistość po swojemu, ukazać to, co ważne i istotne.
"Winogrona bez pestek" to historia młodej kobiety doświadczonej przez los, ale też mającej mimo wszystko sporo szczęścia w życiu. Posiada przyjaciółkę, która bardzo się o nią martwi, chce wyrwać ją z szarej rzeczywistości komunizmu, jak też pomóc jej zapomnieć o tragedii, jaka spotkała ją przed rokiem. Ciekawie opisana jest sama scena odlotu do Kanady, kraju ogromnych możliwości, perspektyw, kolorów... Samolot budzi we mnie samej niezmiennie lęk i nie wiem, czy kiedykolwiek wsiadłabym do tej latającej maszyny, tym bardziej podziwiam naszą bohaterkę, szczególnie, że leci sama, do nieznanego kraju. Czy boi się tego, co przed nią, czy też ma nadzieję na lepsze życie, na szczęście?
To idealna lektura na wakacyjny czas. Bardzo ciekawie opisana jest ówczesna rzeczywistość, nie tylko w Polsce, ale też w Kanadzie, szczególnie poruszył mnie tutaj los polskiej rodziny, która ma masę problemów, ale próbuje za wszelką cenę walczyć z bezdusznością urzędników. To życiowa, miejscami lekka i przyjemna opowieść, ale poruszone są w niej sprawy czasem bardzo ważne i mało zabawne. Rozbawiała mnie w niej masa adoratorów Magdaleny, musiała być naprawdę piękną kobietą, bo co rusz ktoś zakochiwał się i miał poważne zamiary wobec niej. Czy jednak udało jej się znaleźć wśród tych mężczyzn tego jedynego? A może los postanowił pokrzyżować jej plany, wlać kolejną porcję goryczy do jej w miarę już poukładanego świata, do kielicha pełnego słodyczy? Czy Magda ma prawo być szczęśliwa, a może wisi nad nią jakieś fatum i nigdy nie ułoży sobie życia?
Wiele interesujących wątków, wartych poznania, do tego całkiem przyjemna historia naszej bohaterki, która opisana jest w dobrym, ciekawym stylu. Autorka nie ukazuje jej nam jako kobiety pozbawionej wad, idealnej i pełnej zalet, pozwala jej na chwile słabości, choć w gruncie rzeczy to silna i twarda moim zdaniem osoba, potrafiąca dać sobie radę nawet w chwilach, gdy inni poddaliby się i odpuścili, ona stara się żyć w miarę normalnie.
Przed Wami w każdym bądź razie spora dawka uczuć, emocji, rozterek, mnóstwo nadziei na lepsze, ale też znajdziecie tu smutne realia polskie i bajkowe wręcz dla osób żyjących za żelazną kurtyną, kanadyjskie. Wszystko świetnie opisane, dopracowane w każdym szczególe, to doskonała opowieść o tym, jak było kiedyś. Jest ciekawie, czyta się szybko, książka wciąga już od pierwszych stron. Wiele możemy dowiedzieć się z niej nowego, spojrzeć z innej perspektywy, poznać ówczesną rzeczywistość. Warto przeczytać, a później może sięgnąć po debiutancką powieść " Rollercoaster" czy "Pałac z lusterkami" Anny Pasikowskiej? Książkę polecam, a sama z chęcią poznałabym dalsze losy Magdaleny. Może powstanie kontynuacja, kto wie?
"Winogrona bez pestek" Anna Pasikowska, Wydawnictwo MWK, 2013
Za możliwość poznania historii Magdaleny dziękuję bardzo autorce, Annie Pasikowskiej :)
Grażyna Jeromin – Gałuszka, „Magnolia”
Jak zmienić swoje życie na lepsze?
Wszystko rozsypuje się jak domek z kart,
wystarczy maleńki powiew wiatru, by cała jego dotychczasowa egzystencja
zawisła na włosku. Żona odchodzi, jako pilot nie może już pracować,
ponieważ zaczyna mieć kłopoty z sercem, przyjaciele odchodzą wraz z
małżonką lub sami z siebie, bo nie byli jednak tak blisko, jak zdawało
się Filipowi, wcale ich nie obchodził. Zostaje sam jak palec w pięknym,
pustym domu. Nie wie, co dalej począć z własnym życiem, jak sobie
poradzić, czuje się dziwnie. Wsiada w samochód i jedzie, gdzieś, prosto
przed siebie, nie zastanawiając się, co robi i dokąd zmierza. Nic go nie
obchodzi.
Zatrzymuje się w miejscu oddalonym od cywilizacji, w niewielkiej wiosce na końcu świata. To tutaj kupuje „Magnolię”, tylko czy to coś zmienia? Czy nasz bohater zaczyna żyć pełnią życia? Czy jest szczęśliwy, czy zaczyna się martwić kimkolwiek, czy przywiązuje się do kogoś, czy cokolwiek go odchodzi, czy dalej tkwi w tym stanie zadziwiającym, jakby żył obok siebie?
„Magnolia” jest rewelacyjną książką dla każdego. To tutaj odnajdziemy prostą prawdę o nas samych, być może wśród bohaterów, pozornie zadowolonych z życia i żyjących beztrosko w małej wiosce zauważymy kogoś, kto podobnie jak my, ma masę spraw na głowie, wiele kłopotów i zmartwień. Cudowna postać Olgi, zawsze uśmiechniętej, zawsze zachwyconej dniem dzisiejszym, nie poddająca się trudnej codzienności i kochająca ponad wszystko swojego chorego, sparaliżowanego męża. Marlena, czytająca gazety sprzed tygodnia, popijająca kawę w „Magnolii” i opowiadająca niby bez emocji o swoim życiu, czy i ona może mieć jakieś problemy? A kolorowa, zawsze na różowo ubrana Doris, mająca torbę wypchaną pieniędzmi, zjawiająca się w tym niezwykłym miejscu tak po prostu, bez zapowiedzi, jaka jest naprawdę? Jakie było jej życie, zanim przyjechała właśnie tutaj? I kucharka, pracowita i utalentowana kulinarnie Czesia, która wiecznie, wprost obsesyjnie mówi o uciekającym czasie, o tym, że godziny mijają tak szybko, zbyt szybko… Nie mogę też zapomnieć o nieustannie zaczytanej małej dziewczynce, o ogromnej wyobraźni, która opowiada nam romantyczną historię miłosną Rudolfa i Luizy.
Książkę „Magnolia” czyta się naprawdę szybko, wciąga od pierwszych stron i nie można się z żaden sposób od niej oderwać. Bohaterowie stworzeni przez autorkę są niebywale wyraziści, do bólu prawdziwi, mają wady i zalety, a wszystko świetnie opisane, dopracowane w każdym szczególe. „Magnolia” zaskoczy nas wielokrotnie, spowoduje wzruszenie, pobudzi do myślenia i refleksji. Moim zdaniem warto ją przeczytać, na pewno nikt z was się nie zawiedzie.
Grażyna Jeromin – Gałuszka, „Magnolia”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2013
Zatrzymuje się w miejscu oddalonym od cywilizacji, w niewielkiej wiosce na końcu świata. To tutaj kupuje „Magnolię”, tylko czy to coś zmienia? Czy nasz bohater zaczyna żyć pełnią życia? Czy jest szczęśliwy, czy zaczyna się martwić kimkolwiek, czy przywiązuje się do kogoś, czy cokolwiek go odchodzi, czy dalej tkwi w tym stanie zadziwiającym, jakby żył obok siebie?
„Magnolia” jest rewelacyjną książką dla każdego. To tutaj odnajdziemy prostą prawdę o nas samych, być może wśród bohaterów, pozornie zadowolonych z życia i żyjących beztrosko w małej wiosce zauważymy kogoś, kto podobnie jak my, ma masę spraw na głowie, wiele kłopotów i zmartwień. Cudowna postać Olgi, zawsze uśmiechniętej, zawsze zachwyconej dniem dzisiejszym, nie poddająca się trudnej codzienności i kochająca ponad wszystko swojego chorego, sparaliżowanego męża. Marlena, czytająca gazety sprzed tygodnia, popijająca kawę w „Magnolii” i opowiadająca niby bez emocji o swoim życiu, czy i ona może mieć jakieś problemy? A kolorowa, zawsze na różowo ubrana Doris, mająca torbę wypchaną pieniędzmi, zjawiająca się w tym niezwykłym miejscu tak po prostu, bez zapowiedzi, jaka jest naprawdę? Jakie było jej życie, zanim przyjechała właśnie tutaj? I kucharka, pracowita i utalentowana kulinarnie Czesia, która wiecznie, wprost obsesyjnie mówi o uciekającym czasie, o tym, że godziny mijają tak szybko, zbyt szybko… Nie mogę też zapomnieć o nieustannie zaczytanej małej dziewczynce, o ogromnej wyobraźni, która opowiada nam romantyczną historię miłosną Rudolfa i Luizy.
Książkę „Magnolia” czyta się naprawdę szybko, wciąga od pierwszych stron i nie można się z żaden sposób od niej oderwać. Bohaterowie stworzeni przez autorkę są niebywale wyraziści, do bólu prawdziwi, mają wady i zalety, a wszystko świetnie opisane, dopracowane w każdym szczególe. „Magnolia” zaskoczy nas wielokrotnie, spowoduje wzruszenie, pobudzi do myślenia i refleksji. Moim zdaniem warto ją przeczytać, na pewno nikt z was się nie zawiedzie.
Grażyna Jeromin – Gałuszka, „Magnolia”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2013
Recenzja napisana dla portalu DlaLejdis.pl
dostępna tutaj:
dlalejdis.pl/artykuly/jak_zmienic_swoje_zycie_na_lepsze
dlalejdis.pl/artykuly/jak_zmienic_swoje_zycie_na_lepsze
poniedziałek, 15 lipca 2013
Przysięga Gertrudy Ram Oren
Miłość bliska matczynej i słowo dane matce...
To oczywiście tematyka, która najbardziej mnie interesuje w literaturze, więc od razu mogę napisać, że książka wciągnęła mnie i nie mogłam się od niej oderwać. O II wojnie światowej i jej wpływie na losy ludzkie mogę czytać, czytać i czytać. Tego nigdy nie przedawkuję, bo od zawsze ciekawi mnie ten okres w historii, trudny, traumatyczny, wprost niewyobrażalnie niesprawiedliwy, który jednak miał miejsce, naprawdę się wydarzył i trzeba o tym pamiętać, ku przestrodze i dla tych wszystkich ludzi, którzy wtedy niewinnie zginęli...
"Przysięga Gertrudy. Opowieść o miłości i dobroci w czasie wojny i Zagłady" Rama Orena to historia niezwykła, napisana przez samo życie. Tytułowa bohaterka tej powieści to opiekunka małego żydowskiego chłopca, która obiecała jego matce, że zajmie się nim jak mama rodzona, że nie opuści go i zrobi wszystko, by przeżył wojnę. Michał nie miał nikogo, na kogo mógłby liczyć, została mu tylko, lub aż, Gertruda. Po latach została odznaczona jako Sprawiedliwa wśród Narodów Świata, ale największą nagrodą dla niej zapewne było to, że dzisiejszy Michael przeżył i że nigdy się nie rozstawali. Dotrzymała danego słowa, zawiozła chłopca do Palestyny i chociaż sama była katoliczką, wychowała go tak, jak życzyła sobie jego mama - zgodnie z religią przodków.
Czy jesteśmy sobie w stanie wyobrazić tragedię, jaka miała miejsce w czasie II wojny światowej, jej ogrom?
Wiele rodzin żydowskich należało do elity, było dobrze sytuowanych i wykształconych, inteligentnych, posiadających władzę i pieniądze. Nagle stracili wszystko, nic nie znaczyło to, jak bardzo byli majętni czy jakie mieli wpływy, nic nie miało już znaczenia. Teraz rozpoczęła się walka na śmierć i życie. Poniżani, mordowani z zimną krwią, często w bestialski sposób, czuli się jak zaszczute zwierzęta. Ciężko to wszystko sobie wyobrazić, niełatwo o tym w ogóle myśleć.
Jak dzielna i odważna musiała być Gertruda, by dać sobie radę całkiem sama, by lawirować pomiędzy grożącymi im z każdej strony niebezpieczeństwami, by udawać, że chłopiec jest jej synem. Pracowała za marne grosze, wszystko po to, by uchronić dziecko przed losem, który spotkał jego najbliższą rodzinę. Kontrast pomiędzy wcześniejszym życiem, a ponurą i okrutną rzeczywistością, teraźniejszością, był ogromny. Gertruda nie myślała jednak o tym, co było, ile poświęciła, jak bardzo narażała się dla Michała, pokochała go bowiem jak własne dziecko. Za niego gotowa była oddać własne życie.
Książka napisana jest przez przyjaciela Michaela Stołowickiego, Rama Orena.
Michael i Gertruda przeżyli wojnę i to było najważniejsze. Niestety los dalej ich nie rozpieszczał, "walczyli o przetrwanie w nowym kraju"*, ona "od rana do wieczora pracowała jako sprzątaczka w północnej części miasta, skąd wracała z bólem w stawach i znużeniem w oczach. Michael witał ją pocałunkiem, zdejmował jej buty, gotował skromną kolację i słał łóżko. Wiedział, że ona trudzi się ponad siły po to tylko, by zdobyć pieniądze na jego naukę i utrzymanie. Poprzysiągł sobie, że pewnego dnia hojnie odpłaci jej za wszystko, co dla niego uczyniła - za to, że ocaliła go przed śmiercią, że poświęciła mu życie, że dbałą, by niczego mu nie zabrakło."*
Piękna to miłość, przywiązanie, rzadkość w dzisiejszych czasach. Cudownie czyta się o tym, co łączyło tych dwoje niezwykłych ludzi, niepowiązanych więzami krwi, za to związanych więzami o wiele silniejszymi. Gertruda i Michał, kobieta i chłopiec, matka i syn...
Bardzo ciekawym wątkiem w tej powieści jest również osoba niemieckiego oficera, który zanim zasilił szeregi SS poślubił Żydówkę, z którą miał córkę. Dorastającą dziewczynę udało mu się w porę ocalić, wysłać w jedyne bezpieczne miejsce, niestety żony nie zdołał uratować. Długo nie wiedział, jaka była prawda o jej zniknięciu, nie mógł uwierzyć w to, co się działo, bo chociaż był Niemcem starał się pomagać Żydom. Nie uważał ich za kogoś gorszego, nie popierał szaleńczych ideologii swych kolegów i pracodawców.
To trudny temat, ale dzięki niemu poznałam całkiem nowe, nieznane mi wcześniej mechanizmy tego wszystkiego. Jak Hitler zdobywał zwolenników, władzę, aprobatę Niemców. Żona Karla Rinka dużo wcześniej przeczuwała zbliżające się niebezpieczeństwo, które on niestety bagatelizował. Ona wiedziała, że każą mu wybierać między żydowską rodziną, a partią. Straszne to musiały być dylematy, zapewne nie tylko tej jednej "mieszanej" familii. Warto i o tym pomyśleć, poznać i tę część historii.
Mogłabym o tej powieści, opartej przecież na faktach, pisać jeszcze długo, ponieważ jest ona ciekawa, pełna wielu wątków, które warto poznać. Zazwyczaj książki, które czytałam na temat Holokaustu kończyły się wraz z zakończeniem wojny, tu jest inaczej. Wraz z naszą dwójką bohaterów zmierzamy do Palestyny, ale jest to podróż pełna trudów i znojów, po raz kolejny Gertruda musi wykazać się wielką determinacją, ponieważ chcą ją rozdzielić z Michałem. Wszelkie próby jednakże spełzają na niczym i nawet protest dalszej rodziny chłopca, którą odnajdują na miejscu nie jest w stanie ich rozłączyć. To niemożliwe. Nie po tym, co razem przeszli. Dopiero śmierć, ostateczna i nieunikniona, jest jedynym sposobem na to, by się rozstali.
Wzruszałam się niejednokrotnie przy czytaniu i poznawaniu losów tej dwójki bohaterów, ale dopiero gdy zobaczyłam fotografie, które są moim zdaniem doskonałym dopełnieniem całości tej historii, nie mogłam powstrzymać łez. Cudownie, że udało im się przeżyć, że mogli zachować wspomnienia, jak też że przetrwały zdjęcia, na których uśmiecha się do nas żona Karla, Mira Rink z malutką córeczką Helgą. Jest i sześciotygodniowy Michał, jest także dorosły Michael przytulający uśmiechniętą Gertrudę. Jest tu też Michał przy grobie Gertrudy i pomniku symbolizującym drogę do Auschwitz i napis u dołu grobu: "Nie zapomnimy cię". Pisząc to po raz kolejny ocieram łzę, trudno uwierzyć, że takie rzeczy mają miejsce, a jednak...
Miłość silniejsza od wojny. Nie można jej ominąć szerokim łukiem i o niej zapomnieć. Rzadko zdarzają się tak odważne, pełne uczuć osoby jak Gertruda Babilińska, katoliczka, która dochowała obietnicy danej na łożu śmierci matce Michała, ocaliła żydowskiego chłopca.
*cytaty pochodzą z książki
"Przysięga Gertrudy" Ram Oren Wydawnictwo Naukowe PWN, 2012
To oczywiście tematyka, która najbardziej mnie interesuje w literaturze, więc od razu mogę napisać, że książka wciągnęła mnie i nie mogłam się od niej oderwać. O II wojnie światowej i jej wpływie na losy ludzkie mogę czytać, czytać i czytać. Tego nigdy nie przedawkuję, bo od zawsze ciekawi mnie ten okres w historii, trudny, traumatyczny, wprost niewyobrażalnie niesprawiedliwy, który jednak miał miejsce, naprawdę się wydarzył i trzeba o tym pamiętać, ku przestrodze i dla tych wszystkich ludzi, którzy wtedy niewinnie zginęli...
"Przysięga Gertrudy. Opowieść o miłości i dobroci w czasie wojny i Zagłady" Rama Orena to historia niezwykła, napisana przez samo życie. Tytułowa bohaterka tej powieści to opiekunka małego żydowskiego chłopca, która obiecała jego matce, że zajmie się nim jak mama rodzona, że nie opuści go i zrobi wszystko, by przeżył wojnę. Michał nie miał nikogo, na kogo mógłby liczyć, została mu tylko, lub aż, Gertruda. Po latach została odznaczona jako Sprawiedliwa wśród Narodów Świata, ale największą nagrodą dla niej zapewne było to, że dzisiejszy Michael przeżył i że nigdy się nie rozstawali. Dotrzymała danego słowa, zawiozła chłopca do Palestyny i chociaż sama była katoliczką, wychowała go tak, jak życzyła sobie jego mama - zgodnie z religią przodków.
Czy jesteśmy sobie w stanie wyobrazić tragedię, jaka miała miejsce w czasie II wojny światowej, jej ogrom?
Wiele rodzin żydowskich należało do elity, było dobrze sytuowanych i wykształconych, inteligentnych, posiadających władzę i pieniądze. Nagle stracili wszystko, nic nie znaczyło to, jak bardzo byli majętni czy jakie mieli wpływy, nic nie miało już znaczenia. Teraz rozpoczęła się walka na śmierć i życie. Poniżani, mordowani z zimną krwią, często w bestialski sposób, czuli się jak zaszczute zwierzęta. Ciężko to wszystko sobie wyobrazić, niełatwo o tym w ogóle myśleć.
Jak dzielna i odważna musiała być Gertruda, by dać sobie radę całkiem sama, by lawirować pomiędzy grożącymi im z każdej strony niebezpieczeństwami, by udawać, że chłopiec jest jej synem. Pracowała za marne grosze, wszystko po to, by uchronić dziecko przed losem, który spotkał jego najbliższą rodzinę. Kontrast pomiędzy wcześniejszym życiem, a ponurą i okrutną rzeczywistością, teraźniejszością, był ogromny. Gertruda nie myślała jednak o tym, co było, ile poświęciła, jak bardzo narażała się dla Michała, pokochała go bowiem jak własne dziecko. Za niego gotowa była oddać własne życie.
Książka napisana jest przez przyjaciela Michaela Stołowickiego, Rama Orena.
Michael i Gertruda przeżyli wojnę i to było najważniejsze. Niestety los dalej ich nie rozpieszczał, "walczyli o przetrwanie w nowym kraju"*, ona "od rana do wieczora pracowała jako sprzątaczka w północnej części miasta, skąd wracała z bólem w stawach i znużeniem w oczach. Michael witał ją pocałunkiem, zdejmował jej buty, gotował skromną kolację i słał łóżko. Wiedział, że ona trudzi się ponad siły po to tylko, by zdobyć pieniądze na jego naukę i utrzymanie. Poprzysiągł sobie, że pewnego dnia hojnie odpłaci jej za wszystko, co dla niego uczyniła - za to, że ocaliła go przed śmiercią, że poświęciła mu życie, że dbałą, by niczego mu nie zabrakło."*
Piękna to miłość, przywiązanie, rzadkość w dzisiejszych czasach. Cudownie czyta się o tym, co łączyło tych dwoje niezwykłych ludzi, niepowiązanych więzami krwi, za to związanych więzami o wiele silniejszymi. Gertruda i Michał, kobieta i chłopiec, matka i syn...
Bardzo ciekawym wątkiem w tej powieści jest również osoba niemieckiego oficera, który zanim zasilił szeregi SS poślubił Żydówkę, z którą miał córkę. Dorastającą dziewczynę udało mu się w porę ocalić, wysłać w jedyne bezpieczne miejsce, niestety żony nie zdołał uratować. Długo nie wiedział, jaka była prawda o jej zniknięciu, nie mógł uwierzyć w to, co się działo, bo chociaż był Niemcem starał się pomagać Żydom. Nie uważał ich za kogoś gorszego, nie popierał szaleńczych ideologii swych kolegów i pracodawców.
To trudny temat, ale dzięki niemu poznałam całkiem nowe, nieznane mi wcześniej mechanizmy tego wszystkiego. Jak Hitler zdobywał zwolenników, władzę, aprobatę Niemców. Żona Karla Rinka dużo wcześniej przeczuwała zbliżające się niebezpieczeństwo, które on niestety bagatelizował. Ona wiedziała, że każą mu wybierać między żydowską rodziną, a partią. Straszne to musiały być dylematy, zapewne nie tylko tej jednej "mieszanej" familii. Warto i o tym pomyśleć, poznać i tę część historii.
Mogłabym o tej powieści, opartej przecież na faktach, pisać jeszcze długo, ponieważ jest ona ciekawa, pełna wielu wątków, które warto poznać. Zazwyczaj książki, które czytałam na temat Holokaustu kończyły się wraz z zakończeniem wojny, tu jest inaczej. Wraz z naszą dwójką bohaterów zmierzamy do Palestyny, ale jest to podróż pełna trudów i znojów, po raz kolejny Gertruda musi wykazać się wielką determinacją, ponieważ chcą ją rozdzielić z Michałem. Wszelkie próby jednakże spełzają na niczym i nawet protest dalszej rodziny chłopca, którą odnajdują na miejscu nie jest w stanie ich rozłączyć. To niemożliwe. Nie po tym, co razem przeszli. Dopiero śmierć, ostateczna i nieunikniona, jest jedynym sposobem na to, by się rozstali.
Wzruszałam się niejednokrotnie przy czytaniu i poznawaniu losów tej dwójki bohaterów, ale dopiero gdy zobaczyłam fotografie, które są moim zdaniem doskonałym dopełnieniem całości tej historii, nie mogłam powstrzymać łez. Cudownie, że udało im się przeżyć, że mogli zachować wspomnienia, jak też że przetrwały zdjęcia, na których uśmiecha się do nas żona Karla, Mira Rink z malutką córeczką Helgą. Jest i sześciotygodniowy Michał, jest także dorosły Michael przytulający uśmiechniętą Gertrudę. Jest tu też Michał przy grobie Gertrudy i pomniku symbolizującym drogę do Auschwitz i napis u dołu grobu: "Nie zapomnimy cię". Pisząc to po raz kolejny ocieram łzę, trudno uwierzyć, że takie rzeczy mają miejsce, a jednak...
Miłość silniejsza od wojny. Nie można jej ominąć szerokim łukiem i o niej zapomnieć. Rzadko zdarzają się tak odważne, pełne uczuć osoby jak Gertruda Babilińska, katoliczka, która dochowała obietnicy danej na łożu śmierci matce Michała, ocaliła żydowskiego chłopca.
*cytaty pochodzą z książki
"Przysięga Gertrudy" Ram Oren Wydawnictwo Naukowe PWN, 2012
piątek, 12 lipca 2013
Bajkowy przewodnik dla dzieci Karpacz Maria Nienartowicz
Nigdy nie miałam do czynienia z tak pięknie wydanym, kolorowym, dopracowanym w każdym szczególe przewodnikiem. Już na pierwszej stronie jest kilka słów skierowanych do rodziców, byśmy pamiętali, że ważne w górach są dobre buty, na pewno wygodne, odpowiednie do pogody ubranie, kremy z filtrem, kapelusz chroniący głowę, woda.
To książeczka skierowana do młodszego pasjonata wycieczek, może on odkrywać ciekawe, pełne tajemnic miejsca, ale i dorośli mogą zapoznać się z tym, co ma nam do pokazania Karpacz.
Na pierwszą wyprawę Maria Nienartowicz zabiera nas na Zaporę na Łomnicy. Znajduje się ona w samym centrum, można po tym terenie spacerować z wózkami i rowerkami dla dzieci. Jest kilka słów o tym miejscu, o autorce książek, która "w 1925 roku zakupiła w Karpaczu dzisiejszy dom "Beniaminek", na którym znajduje się tablica pamiątkowa poświęcona tej popularnej pisarce, zamordowanej w komorze gazowej w Auschwitz. "*
Mamy też coś dla skrzatów, ciekawe opowiadania, barwne ilustracje, kredki, którymi można pokolorować na przykład Ducha Gór! Są pocztówki, które możemy wysłać wraz z pozdrowieniami koleżankom czy babci. Polecane są restauracje, w pobliżu omawianego punktu w programie, są zdjęcia, adresy księgarń, w którym można zakupić interesujące i zabawne książeczki o Przygodach Karkonoskich Skrzatów między innymi.
Kolejne zaskakujące miejsce to Karpatka, która wnosi się w środku miasta, przyciągając wzrok turystów. Opowieść o niej zatytułowana jest Tajemnice niezwykłej Karpatki, możemy samodzielnie spróbować dotrzeć do skarbu, jak również wykorzystać przepis na Małe Karpatki cioci Jasi. To dopiero pyszności! W przewodniku znajdziemy także krzyżówki, które możemy rozwiązać sami lub wspólnie z rodzicami, poczytać o historii Karpacza i jego niezwykłych miejsc, obejrzeć fotografie, wybrać się w polecane punkty, takie jak Aquapark dla Skrzatów czy Piekarnia "Żaneta", gdzie wypiekane są najlepsze bułeczki na kanapeczki!
Są w tym bajkowym wydaniu omówione rośliny, jak dziurawiec, arnica, mięta, skrzyp czy pokrzywa.
Jest gra, w którą można grać pionkami tradycyjnymi lub zwykłymi kamyczkami, pomysłów na pewno nam nie zabraknie, tak samo jak wyobraźni i kreatywności. Interesującym miejscem jest też Muzeum Sportu i Turystyki w Karpaczu. Są tutaj, w tym przewodniku, zasady, których powinien przestrzegać prawdziwy turysta, między innymi powinien korzystać tylko z wyznaczonych szlaków, nie wolno mu hałasować, palić ognisk czy śmiecić. Wymienione są miejsca zagrożeń lawinowych. Jest menu dla skrzatów.
I trofea, które skrzat może zdobyć. I oferta dla aktywnych, atrakcje dla dzieci: Cyrkland w Miłkowie, Western City w Ścięgnach, czy Dinopark w Szklarskiej Porębie.
Maria Nienartowicz to mieszkanka Karpacza, dlatego stworzony przez nią poradnik jest tak dobrze opisany, świetnie przedstawiono wszystkie interesujące szczegóły, punkt po punkcie. Polonistka, przewodniczka młodych dusz, zatem któż lepiej mógłby oprowadzić nas po Karpaczu, jak nie ona? Potrafi pięknie i ciekawie opowiadać legendy, bajki, pisze wspaniale o przyrodzie, o tym, że trzeba szanować otaczające nas miejsca i góry. Na końcu przewodnika jest strona na pieczątki, które można otrzymać w oznaczonych punktach w różnych lokalach czy obiektach. Dołączony notesik, kredki, jak też widokówki, są moim zdaniem doskonałym pomysłem.
W Karpaczu jeszcze nie byłam, ale na pewno się wybiorę, ponieważ przewodnik zachęcił mnie skutecznie do zwiedzenia tego miejsca wspólnie z moim mężem i dziećmi. Polecam jak najbardziej!
* cytat pochodzi z książeczki
"Bajkowy przewodnik dla dzieci Karpacz" Maria Nienartowicz Wydawnictwo AD REM 2011
To książeczka skierowana do młodszego pasjonata wycieczek, może on odkrywać ciekawe, pełne tajemnic miejsca, ale i dorośli mogą zapoznać się z tym, co ma nam do pokazania Karpacz.
Na pierwszą wyprawę Maria Nienartowicz zabiera nas na Zaporę na Łomnicy. Znajduje się ona w samym centrum, można po tym terenie spacerować z wózkami i rowerkami dla dzieci. Jest kilka słów o tym miejscu, o autorce książek, która "w 1925 roku zakupiła w Karpaczu dzisiejszy dom "Beniaminek", na którym znajduje się tablica pamiątkowa poświęcona tej popularnej pisarce, zamordowanej w komorze gazowej w Auschwitz. "*
Mamy też coś dla skrzatów, ciekawe opowiadania, barwne ilustracje, kredki, którymi można pokolorować na przykład Ducha Gór! Są pocztówki, które możemy wysłać wraz z pozdrowieniami koleżankom czy babci. Polecane są restauracje, w pobliżu omawianego punktu w programie, są zdjęcia, adresy księgarń, w którym można zakupić interesujące i zabawne książeczki o Przygodach Karkonoskich Skrzatów między innymi.
Kolejne zaskakujące miejsce to Karpatka, która wnosi się w środku miasta, przyciągając wzrok turystów. Opowieść o niej zatytułowana jest Tajemnice niezwykłej Karpatki, możemy samodzielnie spróbować dotrzeć do skarbu, jak również wykorzystać przepis na Małe Karpatki cioci Jasi. To dopiero pyszności! W przewodniku znajdziemy także krzyżówki, które możemy rozwiązać sami lub wspólnie z rodzicami, poczytać o historii Karpacza i jego niezwykłych miejsc, obejrzeć fotografie, wybrać się w polecane punkty, takie jak Aquapark dla Skrzatów czy Piekarnia "Żaneta", gdzie wypiekane są najlepsze bułeczki na kanapeczki!
Są w tym bajkowym wydaniu omówione rośliny, jak dziurawiec, arnica, mięta, skrzyp czy pokrzywa.
Jest gra, w którą można grać pionkami tradycyjnymi lub zwykłymi kamyczkami, pomysłów na pewno nam nie zabraknie, tak samo jak wyobraźni i kreatywności. Interesującym miejscem jest też Muzeum Sportu i Turystyki w Karpaczu. Są tutaj, w tym przewodniku, zasady, których powinien przestrzegać prawdziwy turysta, między innymi powinien korzystać tylko z wyznaczonych szlaków, nie wolno mu hałasować, palić ognisk czy śmiecić. Wymienione są miejsca zagrożeń lawinowych. Jest menu dla skrzatów.
I trofea, które skrzat może zdobyć. I oferta dla aktywnych, atrakcje dla dzieci: Cyrkland w Miłkowie, Western City w Ścięgnach, czy Dinopark w Szklarskiej Porębie.Maria Nienartowicz to mieszkanka Karpacza, dlatego stworzony przez nią poradnik jest tak dobrze opisany, świetnie przedstawiono wszystkie interesujące szczegóły, punkt po punkcie. Polonistka, przewodniczka młodych dusz, zatem któż lepiej mógłby oprowadzić nas po Karpaczu, jak nie ona? Potrafi pięknie i ciekawie opowiadać legendy, bajki, pisze wspaniale o przyrodzie, o tym, że trzeba szanować otaczające nas miejsca i góry. Na końcu przewodnika jest strona na pieczątki, które można otrzymać w oznaczonych punktach w różnych lokalach czy obiektach. Dołączony notesik, kredki, jak też widokówki, są moim zdaniem doskonałym pomysłem.
W Karpaczu jeszcze nie byłam, ale na pewno się wybiorę, ponieważ przewodnik zachęcił mnie skutecznie do zwiedzenia tego miejsca wspólnie z moim mężem i dziećmi. Polecam jak najbardziej!
* cytat pochodzi z książeczki
"Bajkowy przewodnik dla dzieci Karpacz" Maria Nienartowicz Wydawnictwo AD REM 2011
Pustka Pandory Agnieszka Chęćka
Zachęcająca okładka, opis książki i ... właściwie nie wiem, czy to coś dla mnie...
Spodobał mi się tytuł powieści, ponieważ jest zupełnie inny, ciekawa byłam jego znaczenia i tutaj faktycznie się nie zawiodłam. Wyjaśnione jest to w sposób satysfakcjonujący, interesujący i pobudzający do myślenia. To książka sensacyjna, nie powiem, napięcie buduje autorka bardzo dobrze, momentami zaczynałam odczuwać niepokój, czytając.
Młoda dziewczyna, studentka przenosi się do Gdańska, by tutaj zacząć nowe życie. Pali jednego papierosa za drugim, ma na imię Amelia. Dlaczego nasza bohaterka jest sama, samotna do tego stopnia, że jej samotność staje się "niemal namacalna, bardziej intensywna"*? Co takiego stało się w jej krótkim bądź co bądź życiu, że nie ma przyjaciół, że chce radykalnie je zmienić, wyjeżdża z rodzinnego miasta, by odciąć się od przeszłości? Momentami książka przytłacza, jest w niej tak wiele smutku, zresztą już na początku sprzedawca papierosów zadaje pytanie, które i mnie nurtowało:
"- Zastanawiam się, co taka młoda, śliczna dziewczyna jak ty robi sama w mieście, a na dodatek ciągle chodzi smutna i kopci jak smok... "*
Amelia, swoją drogą nie pasowało mi do tej książki to imię kompletnie, otrzymuje kopertę, w której znajduje dokumenty, zdjęcia, kartki dotyczące śledztwa i postanawia po prostu się tym zająć, stale o tym myśli. Młoda, paląca żółte camele, pewnie dlatego, by upodobnić się do detektywów z prawdziwego zdarzenia, niby taka ekscentryczna, samotna, ale silna i twarda dziewczyna, która wiele już w życiu widziała i wiele przeszła... Przykro mi, ale takie zestawienie w ogóle do mnie nie przemawia.
Odszukuje młodego mężczyznę, detektywa Karola, który ze wspólnikiem prowadził tę sprawę, jednak po odejściu tego drugiego, sam machnął ręką na rozwiązanie zagadki, nie zależało mu na zakończeniu śledztwa. Tak po prostu odpuścił...
I teraz najlepsze, to wszystko toczy się w dosyć specyficznym środowisku poetów z Gdańska.
Początkowo książka nie porwała mnie, czytałam po prostu po to, by dać jej szansę. Wiele rzeczy mnie denerwowało w niej, innych nie mogłam zrozumieć. Na pewno Amelia nie wzbudzała w żadnym stopniu mojej sympatii. Nie poczułam klimatu tajemniczości i grozy, nie na początku. Co prawda z każdą kolejną stroną było coraz lepiej, a zakończenie szczególnie przypadło mi do gustu, to chyba jednak nie mogę napisać, że książka powaliła mnie na kolana. Może to dlatego, że uwielbiam kryminały i przeczytałam ich ogromną ilość w swoim życiu? Nie wiem.
Wracając jednak do postaci Amelii, moim zdaniem sprawa jej smutku i dziwnego zachowania, jej ekscentrycznego charakteru jest potraktowana zbyt powierzchownie, to tym tematem trzeba było się zająć, na nim skupić bardziej, warto było poświęcić mu większą uwagę, bo jest ciekawy, intrygujący, prawdziwy. Wyjaśnia, dlaczego dziewczyna jest taka, a nie inna, skąd wzięły się jej problemy, smutek, dlaczego opuściła dom matki.
Ogólnie książka dobra, ale nie porywająca.
Przed chwilą wpisałam "w google" nazwisko autorki, ponieważ na okładce nie ma o niej ani słowa i chyba wreszcie rozumiem, dlaczego ta powieść jest taka. Wiele można wybaczyć debiutującej w roli pisarki młodej dziewczynie, trzymam za nią kciuki i mam nadzieję, że kolejna książka będzie doskonała w każdym calu, że nie będzie się do czego przyczepić.
* cytaty z książki
"Pustka Pandory" Agnieszka Chęćka, Wydawnictwo Novae Res, 2013
Spodobał mi się tytuł powieści, ponieważ jest zupełnie inny, ciekawa byłam jego znaczenia i tutaj faktycznie się nie zawiodłam. Wyjaśnione jest to w sposób satysfakcjonujący, interesujący i pobudzający do myślenia. To książka sensacyjna, nie powiem, napięcie buduje autorka bardzo dobrze, momentami zaczynałam odczuwać niepokój, czytając.
Młoda dziewczyna, studentka przenosi się do Gdańska, by tutaj zacząć nowe życie. Pali jednego papierosa za drugim, ma na imię Amelia. Dlaczego nasza bohaterka jest sama, samotna do tego stopnia, że jej samotność staje się "niemal namacalna, bardziej intensywna"*? Co takiego stało się w jej krótkim bądź co bądź życiu, że nie ma przyjaciół, że chce radykalnie je zmienić, wyjeżdża z rodzinnego miasta, by odciąć się od przeszłości? Momentami książka przytłacza, jest w niej tak wiele smutku, zresztą już na początku sprzedawca papierosów zadaje pytanie, które i mnie nurtowało:
"- Zastanawiam się, co taka młoda, śliczna dziewczyna jak ty robi sama w mieście, a na dodatek ciągle chodzi smutna i kopci jak smok... "*
Amelia, swoją drogą nie pasowało mi do tej książki to imię kompletnie, otrzymuje kopertę, w której znajduje dokumenty, zdjęcia, kartki dotyczące śledztwa i postanawia po prostu się tym zająć, stale o tym myśli. Młoda, paląca żółte camele, pewnie dlatego, by upodobnić się do detektywów z prawdziwego zdarzenia, niby taka ekscentryczna, samotna, ale silna i twarda dziewczyna, która wiele już w życiu widziała i wiele przeszła... Przykro mi, ale takie zestawienie w ogóle do mnie nie przemawia.
Odszukuje młodego mężczyznę, detektywa Karola, który ze wspólnikiem prowadził tę sprawę, jednak po odejściu tego drugiego, sam machnął ręką na rozwiązanie zagadki, nie zależało mu na zakończeniu śledztwa. Tak po prostu odpuścił...
I teraz najlepsze, to wszystko toczy się w dosyć specyficznym środowisku poetów z Gdańska.
Początkowo książka nie porwała mnie, czytałam po prostu po to, by dać jej szansę. Wiele rzeczy mnie denerwowało w niej, innych nie mogłam zrozumieć. Na pewno Amelia nie wzbudzała w żadnym stopniu mojej sympatii. Nie poczułam klimatu tajemniczości i grozy, nie na początku. Co prawda z każdą kolejną stroną było coraz lepiej, a zakończenie szczególnie przypadło mi do gustu, to chyba jednak nie mogę napisać, że książka powaliła mnie na kolana. Może to dlatego, że uwielbiam kryminały i przeczytałam ich ogromną ilość w swoim życiu? Nie wiem.
Wracając jednak do postaci Amelii, moim zdaniem sprawa jej smutku i dziwnego zachowania, jej ekscentrycznego charakteru jest potraktowana zbyt powierzchownie, to tym tematem trzeba było się zająć, na nim skupić bardziej, warto było poświęcić mu większą uwagę, bo jest ciekawy, intrygujący, prawdziwy. Wyjaśnia, dlaczego dziewczyna jest taka, a nie inna, skąd wzięły się jej problemy, smutek, dlaczego opuściła dom matki.
Ogólnie książka dobra, ale nie porywająca.
Przed chwilą wpisałam "w google" nazwisko autorki, ponieważ na okładce nie ma o niej ani słowa i chyba wreszcie rozumiem, dlaczego ta powieść jest taka. Wiele można wybaczyć debiutującej w roli pisarki młodej dziewczynie, trzymam za nią kciuki i mam nadzieję, że kolejna książka będzie doskonała w każdym calu, że nie będzie się do czego przyczepić.
* cytaty z książki
"Pustka Pandory" Agnieszka Chęćka, Wydawnictwo Novae Res, 2013
Subskrybuj:
Posty (Atom)









