czwartek, 16 lipca 2015

Eperu Augusta Docher premiera: 16.07.2015



Augusta Docher

Eperu. Wędrowcy cz.1

ISBN 978-83-7551-434-6; oprawa miękka


    Format 13,5 x 20,5 cm, str. 552, oprawa miękka


Pierwsza część cyklu „Wędrowcy”
Anna Wilk z pozoru jest zwykłą nastolatką, która powoli wkracza w dorosłe życie. Pasjonuje się malowaniem, wybrała studia artystyczne. Choć urodzona w Polsce, od wielu lat mieszka razem z matką i Wiką, serdeczną przyjaciółką, w Londynie. Z okazji ukończenia szkoły matki Anny i Wiki zaplanowały dziewczynom niespodziankę: wyjazd do Francji. Przebojowa Wika odkrywa, że znajdą się tam akurat wtedy, gdy niedaleko, w Cannes, odbywać się będzie słynny festiwal filmowy. A że kocha się w jednym z popularnych aktorów, Leo Blacku, wymusza na Annie wspólne pójście po autografy. Wydarzenia w Cannes wywracają życie Anny do góry nogami, bowiem Leo Black nieoczekiwanie wyławia ją z tłumu i proponuje spotkanie. Szybko pojawia się zauroczenie. Leo nie jest jednak zwykłym człowiekiem – jest Wędrowcem, człowiekiem odradzającym się w nowych wcieleniach. Jak zmieni się życie Anny i jak potoczą się losy tego niezwykłego związku?

Augusta Docher o sobie:
Mama, żona, córka i siostra.
Plastyczka, księgowa, manicurzystka i pisarka.
Ogrodnik, kura domowa i bizneswoman.
Polka, Ślązaczka.
Tradycjonalistka modyfikowana.
Ale przede wszystkim kobieta z krwi i kości.
Eperu to jej debiut. Wkrótce druga część cyklu „Wędrowcy” - Habbatum.

Patronat medialny: www.granice.pl , Secretum.pl, Pisaninka. Cogito

 

Sugerowana cena detaliczna 34,90 zł






 Augusta Docher to pseudonim początkującej autorki, która tworzy swoje historie szybko i z prawdziwym zaangażowaniem. Odnajduje się doskonale w każdej z życiowych ról, jakie odgrywa: jest szczęśliwą mężatką, matką i córką. Jak sama mówi, stuprocentową kobietą. Obecnie pracuje nad kontynuacją "Eperu", ale nie ogranicza się jedynie do tworzenia fantastyki. Do druku przygotowywana jest jej powieść o wielkiej namiętności. Która z nich bardziej przypadnie do gustu czytelnikom? 

"Eperu" skierowana jest do odbiorcy co najmniej szesnastoletniego, ale równie dobrze może się nią zainteresować osoba mająca lat czterdzieści czy pięćdziesiąt. To książka, która wciąga od pierwszych stron, intryguje nas i zaskakuje. Poznajemy w niej młodą dziewczynę, Anię Wilk. W dzieciństwie mieszkała w Polsce, ale wraz z mamą i jej przyjaciółką oraz córką wyprowadziła się do Anglii. 

Ania jest niezwykle wrażliwą i inteligentną nastolatką. Nie interesuje się tym, co wszyscy, uwielbia malować i marzy o studiach artystycznych. Kiedy poznaje popularnego aktora, Leo Blacka, dostrzega w nim coś, czego nie widzi nikt inny. Mężczyzna, choć sporo od niej starszy zaczyna ją fascynować, a i ona urzeka go swoją skromnością i zmysłem obserwacji. Ubóstwiany przez rzesze fanek Leo okazuje się być wspaniałym i interesującym człowiekiem. Coś przyciąga ich do siebie, ale wiele też dzieli... Czy tej niebanalnej parze uda się pokonać wszelkie przeciwności losu? Czy prawdziwa miłość jest w stanie przezwyciężyć wszystko? 

Przyjaciółka Ani, przebojowa i odważna Wika, zdaje się być jej całkowitym przeciwieństwem, a jednak dziewczyny doskonale się rozumieją i uzupełniają. Zresztą, gdyby nie ona, nasza główna bohaterka nigdy nie miałaby szansy poznać miłości swojego życia. To Wika bowiem marzyła o spotkaniu Leo, podkochiwała się w nim i wielbiła go na odległość. Była jedną z najbardziej zagorzałych zwolenniczek aktora. Relacja dziewczyn została więc wystawiona na ciężką próbę, czy wyszły z niej zwycięsko? Tego musicie dowiedzieć się z książki. 

Wszystko w życiu nastolatek zmienia się o sto osiemdziesiąt stopniu pod wpływem tego niezwykłego spotkania w Cannes. Czy Ania wykaże się dojrzałością i zrozumieniem, czy nie skreśli Leo tylko dlatego, że jest inny niż wszyscy? Kryje w sobie tajemnicę, której nie zdradził do tej pory nikomu. To jej zaufa i wyjawi swój sekret. 

Cóż mogę powiedzieć. Zaczęłam czytać z samego rana i poświęciłam tej książce niemalże cały dzień. I noc. Bawiłam się doskonale, byłam zaintrygowana i zwyczajnie, po ludzku ciekawa. Czytało się wyśmienicie, styl autorki jest bez zarzutu, a bohaterowie rewelacyjnie wykreowani. Dialogi prawdopodobne, a całość budzi wielkie emocje nie tylko w nastoletnich czytelniczkach! 

Ta książka to będzie hit jak nic. Rozbija emocjonalnie, nie daje o sobie zapomnieć, jest po prostu rewelacyjnie napisana. A teraz będzie najlepsze: to historia stworzona przez debiutantkę! Jestem pod wrażeniem i czekam na więcej. Będzie o tej osobie głośno. 


Premiera: 16.07.2015 


Na koniec specjalnie dla Was fragment powieści:

"Wszystko rozegrało się w ciągu kilku sekund.
Leo Black odwrócił się i spojrzał w naszym kierunku. Wydawało się, że patrzy na mnie i Wikę, ale po chwili spostrzegłam, że jego wzrok jest skierowany prosto we mnie. Nie wiem, ile trwał ten moment. Aktor przyglądał mi się intensywnie i widziałam, że coś powiedział, jakieś krótkie słowo, chyba na literę „A”. Po dłuższej chwili zawahał się i miałam wrażenie, że chce do nas podejść, ale zaraz potem odwrócił się w kierunku fanów czekających przy barierkach.
Wydawało mi się, że to tylko sen, ale zaraz poczułam, że mam coś w lewej ręce. Delikatnie odchyliłam palce i dostrzegłam biel papieru. Trzymałam w dłoni kartkę, którą wręczył mi wielki nieznajomy facet towarzyszący Blackowi.
– Chodźmy stąd. – Przypomniałam sobie nagle jego prośbę, która zabrzmiała jak polecenie. Wika była prawie tak samo zszokowana jak ja, ale odruchowo mnie posłuchała i już po sekundzie przedzierałyśmy się przez tłum zgromadzony przy barierkach. Torebka obijała mi się o bok, miałam wrażenie, że pasek się zaraz urwie i gdzieś ją zgubię. Ściskałam lewą dłoń w pięść tak mocno, jakby od tego zależało czyjeś życie. Prawą ręką trzymałam się kurczowo Wiki – za wszelką cenę nie chciałam stracić z nią kontaktu.
Nie wiem, ile to trwało, ale gdy w końcu opuściłyśmy największe skupisko ludzi i wokół nas krążyli jedynie pojedynczy fani, poczułam, że muszę usiąść. Wylądowałyśmy na pożółkłej trawie pod jakimś drzewem. Oddychałam ciężko, gdy Wika spytała zszokowana:
– Matko, co to było? Co on ci dał? – Twarz miała czerwoną i wilgotną od potu.
Odruchowo dotknęłam czoła i popatrzyłam na palce. „Ja też muszę tak samo wyglądać” – pomyślałam. Szybko sprawdziłam, czy nikt nie zwraca na nas uwagi, i delikatnie otworzyłam dłoń. W środku leżała mała kartka, zmięta i mokra.
– Rozwiń ją, coś tam musi być napisane! Widziałam, jak Black coś pisał! – popędzała mnie Wika.
Popatrzyłam na przyjaciółkę. Widok dobrze znanej twarzy dodał mi odwagi. Powoli rozchyliłam liścik, starałam się nie potargać papieru. Szybko przeleciałam wzrokiem kilka linijek skreślonych czarnym długopisem, ewidentnie w pośpiechu.
Wiem, że uznasz mnie za szaleńca,
ale proszę Cię ponad wszystko:
przyjdź dzisiaj wieczorem
do hotelu STARS.
Będę na Ciebie czekał o 21:00.
L.B.
– Boże! – wysapała moja zszokowana przyjaciółka. – On cię zaprosił do siebie! Leo Black zaprosił cię do hotelu, zaraz zwariuję! Uszczypnij mnie! – Wika zachowywała się jak obłąkana, ale ja, szczerze mówiąc, byłam chyba w jeszcze gorszym stanie. Patrzyłam na tych kilka linijek tekstu i ich treść nadal do mnie nie docierała.
– To nieporozumienie, musiał mnie z kimś pomylić. Albo ten ochroniarz dał kartkę mnie zamiast komuś innemu! Może tobie miał ją dać! – pisnęłam, bo właśnie wpadł mi do głowy ten pomysł. – Ta cała sytuacja to jakaś totalna bzdura!
– Nieprawda! – Wika nie dawała za wygraną. – Widziałam wszystko dobrze. Najpierw Leo nagle na nas popatrzył, a później gapił się tylko na ciebie. Potem się odwrócił i widziałam, jak zabrał jakiejś dziewczynce notes. Napisał ten liścik i dał go ochroniarzowi, pokazując na ciebie! – relacjonowała wydarzenia z prędkością światła. – Widziałam to dokładnie, bo nie spuszczałam z niego oka od chwili, kiedy wysiadł z samochodu!
– Nie wierzę. – Byłam tak skołowana, że co chwilę spoglądałam na świstek papieru, jakbym się obawiała, że nagle zniknie, a ja wyjdę na wariatkę cierpiącą na halucynacje.
– To uwierz. Jak ten koleś dawał ci list, obserwowałam Blacka. Patrzył w twoim kierunku, dokładnie widział, kto dostał kartkę do ręki. Gdyby nie chodziło mu o ciebie, na pewno by jakoś zareagował! No, Anka, niech to do ciebie dotrze! – Moja ukochana Wika wychodziła ze skóry.
Kręciło mi się w głowie z nadmiaru wrażeń."


Książka będzie u mnie do wygrania, ponieważ patronuję jej medialnie! Śledźcie mój profil na FB i zaglądajcie na blog. Szczegóły niebawem! 

środa, 15 lipca 2015

Wyniki konkursu lawendowego.

Wiem, że czekacie niecierpliwie na wyniki.
Zgłoszeń było sporo, dlatego nie było mi łatwo wyłonić zwycięzcę, jednak jak zawsze sugerowałam się swoimi subiektywnymi odczuciami i głosem serca. Jeden wiersz wzruszył mnie niemalże do łez i jego autorka otrzymuje trzytomową sagę chorwacką Agnieszki Lingas-
Łoniewskiej.
Gdybym mogła, nagrodziłabym więcej osób. Na przykład Pana Tadeusza, Nikolsosnę albo Panią Kamilę Nowakowską, przepraszam, ale nie mam do dyspozycji większej puli nagród. Widzę jednak, że wiele wspaniale piszących, wrażliwych osób jest wśród Was i bardzo mnie to cieszy.

A dzisiejszym zwycięzcą jest:


Magdalena Woźniak, gratuluję. Wszystkim dziękuję za wspólną zabawę.

Wiersz dla mojej córki.
Gdybym była aniołem…
Nosiłabym Twoje troski na skrzydłach
Gdybym była aniołem…
Zbierałabym Twoje łzy do swoich dłoni
Gdybym była aniołem…
Obdarowałbym Ciebie tylko szczęśliwymi chwilami
Gdybym była aniołem…
…ale nim jestem.
Nie jestem aniołem…
A jednak noszę Twoje troski w swoim sercu
Nie jestem aniołem…
Ale osuszam każdą Twoją łzę, swoją miłością
Nie jestem aniołem…
Ale dbam nieustannie o Twoje szczęście
Nie jestem aniołem…
Ale ofiaruję Tobie –siebie
Ofiaruje Tobie swoją miłość
Kocham Ciebie tak jak lawenda kocha słońce
Słońce, które pozwala lawendzie rosnąć, rozkwitać i żyć.
A gdy będę już Twoim aniołem …
Pojawię się u Ciebie i będę zapachem lawendy
A gdy będę już Twoim aniołem …
Poczujesz, że żyję w tym zapachu
A gdy będę już Twoim aniołem …
Zrozumiesz, że byłam zawsze Twoim aniołem
Kochałam Ciebie tak jak lawenda kocha słońce
A Ty byłaś moim słońcem a ja lawendą.

 Magdalena Woźniak 


wtorek, 14 lipca 2015

"Dom złudzeń. Zosia." Iwona J. Walczak. Dzień z książką. Fragment piąty, ostatni.


"Dom złudzeń. Zosia." Iwona J. Walczak. Dzień z książką. 


Fragment piąty, ostatni.
"-Maleńka moja! Nie bój się, to wszystko działo się w ramach ćwiczeń. Mówi się, że jeśli chcesz pokoju, gotuj się do wojny. Świat wciąż wrze.
Zosia roześmiała się z powiedzenia taty, wciąż siedziała na jego kolanach i wkładała paluszki pod wojskowe naszywki na ojcowskim mundurze. Nie bała się wojny, była bezpieczna w domu z kochanym żołnierzem, który zawsze miał uchronić jej dom przed wojną. Zeskoczyła z jego kolan i zatańczyła w kółko. Jej kremowa sukienka wirowała wokół drobnych nóżek.
-Przewieziesz mnie samochodem?
-Tak, jutro pojedziemy do Czaplinka nad jezioro. Przecież wiesz. Obiecałem.
-Hurra!-krzyknęła Zosia. Lubiła to jezioro."

"Dom złudzeń. Zosia." Iwona J. Walczak. Dzień z książką. Fragment czwarty.

"Dom złudzeń. Zosia." Iwona J. Walczak. Dzień z książką. 




Fragment czwarty. 
"Przestąpiła próg. Zatrzymała się na parterze. Obeszła wielkie i puste pokoje. Wszystko było w znakomitym stanie. no, ściany wymagały jedynie farby. Klatka schodowa-elegancka. Na strychu Zosia wzięła głęboki oddech. Otworzyła drzwi. Kremowe ściany też wymagały pomalowania, kamień na kominku-umycia i zaimpregnowania, a ciemna szafka na buty przy wejściu nie pasowała do lekkości, jaką Zosia chciała nadać pomieszczeniom. Nie lubiła ciemnych mebli, firanek na oknach i fioletowych kwiatów w doniczkach i wazonach. Lubiła wszystkie odcienie żółtego, błękit, róż, pastelową zieleń, ecru. W takich kolorach widziała zarówno dom, jak i pracownię dla dzieci na parterze. "Dom kojarzyć się musi z ciepłem, wypoczynkiem, a miejsce pracy z radością tworzenia"-pomyślała. Mieszkanie w Drawsku Pomorskim też było słoneczne i jasne. Zorientowała się, że nie będzie musiała nic zmieniać w łazience. Była zielono-żółta. Myjąc twarz, przeglądała się w lustrze. W jej oczach widać było radość, a zmęczenie po przemyciu twarzy natychmiast ustąpiło. 
Musiała to przyznać. Iga zostawiła dom w nienagannym stanie, było czysto, sterylnie, ale nie zostało po niej nic, co mogłoby określić jej prawdziwy charakter. Brązowa szafka, jedyny mebel, być może świadczyła o smutku i przemyśleniach, jakie Igę dręczyły, na pewno nie o przebojowości, z jakiej słynęła i jaką Zosia dostrzegła w niej podczas krótkiego i burzliwego spotkania. Jedynie nad kominkiem nieco osmolona okładzina z kamienia dowodziła, że poprzednia mieszkanka domu była ciepłolubna."

"Dom złudzeń. Zosia." Iwona J. Walczak. Dzień z książką. Fragment trzeci.


"Dom złudzeń. Zosia." Iwona J. Walczak. Dzień z książką. 



Fragment trzeci.
"Objechała rynek i wróciła drogą do wsi.
Złotniczki. Była tam tylko raz, pod koniec lat dziewięćdziesiątych, wtedy stał jeszcze dom Floriana Leśniewskiego, brata jej dziadka. Opuszczony, był w opłakanym stanie. Jakże smutne było to, że nikt o ten dom nie dbał, a przecież staruszek miał bliską rodzinę! Iga Podkańska albo Bednarz, czy jak się obecnie nazywała (!), była jego jedyną wnuczką, a w pobliżu podobno mieszkała także córka Leśniewskiego, Basia. Chyba po mężu inaczej. Pozwoliły by rodowy dom poszedł w obce ręce, a teraz będą się handryczyć o budynek, który wprawdzie stał obok, ale nigdy nie był własnością Leśniewskich! Zawsze należał do gminy, jak się zorientowała.
Na wąskiej drodze wiodącej do wsi nic nie jechało, mogła zatrzymać auto na poboczu, rozprostować kości i pooddychać tutejszym powietrzem. Wysiadła i rozglądała się po okolicy, morenowy krajobraz, lasy, jeziora, wzgórza i doliny. Na poboczu drogi kwitły wrzosy. Wyciągnęła z plecaka smartfon, ustawiła aparat, zrobiła fotkę. Zauważyła, że wyświetliło się kilka nieodebranych połączeń od Piotra. Przez chwilę trzymała telefon w dłoni, wreszcie wcisnęła numer. Gdyby nadal nie łączyły ich zawodowe zależności, z pewnością by do niego nie zadzwoniła."

"Dom złudzeń. Zosia." Iwona J. Walczak. Dzień z książką.

"Dom złudzeń. Zosia." Iwona J. Walczak. Dzień z książką. 



Fragment drugi:
"-Tak. Choć nie mówisz mi tego po raz pierwszy...-odpowiedziała.
-Pewnie masz rację, ale nie znasz mojej historii tak usystematyzowanej.-Lekko się uśmiechnął i kontynuował gawędziarskim tonem.-Do pracy u ciebie zgłosiłem się krótko po powrocie do Polski, absolutnie przypadkiem trafiłem na ogłoszenie, jakie dałaś. Drawsko Pomorskie? Brzmiało egzotycznie. W tamtych czasach byłem pewien, że już nigdy nie zwiążę się z żadną kobietą... Ale serce nie respektuje poleceń. Zafascynowałaś mnie i wszystko, co zaplanowałem, poszło w kąt. W życiu nie spotkałem nikogo, kto najpierw myśli o innych, a dopiero potem o sobie. Do tego jest to śliczna babka...-Piotr patrzył na Zosię z czułością, a ona odwróciła głowę.-Zakochałem się. Uwierz mi!-Piotr po tych słowach klęknął przed Zosią, patrząc w jej oczy.-Jeśli potrzebujesz się zastanowić, poczekam!-dodał nieco głośniej, ale widząc jej nieprzenikniony wyraz oczu, speszył się.
Przestraszyła się gwałtowności w jego głosie. Wolała wyważone uczucia, mniej afektu w postępowaniu. Bała się wszystkiego, co skrajne. Nie chciała emocji, udręki. Mężczyzn. Już nie. Pokiwała przecząco głową. Oczy Piotra były niebieskie, przeraźliwie smutne.
Nie chciała go zranić!
-Dzieciaku! Zastanów się, co mówisz! Masz przed sobą życie, nie możesz zauroczenia nazywać miłością! To się rozróżnia w miarę nabywania doświadczeń."



Dzień z książką. Iwona J. Walczak "Dom złudzeń. Zosia" Fragment pierwszy.

Dzień z książką. Świeżutka, pachnąca premiera!
"Dom złudzeń. Zosia." Iwona J. Walczak.
Przypominam zasady:
Przez cały dzień dodawać będę fragmenty książki, a Wy udostępniacie, komentujecie, zarówno tutaj, jak i na FP bloga: https://www.facebook.com/pisaninkaasymaka 
Wieczorem wybrana zostanie osoba, która wygra egzemplarz powieści.
Fragment pierwszy:
"-Pozwól mi dokończyć myśl.-Objął ją ramieniem.-Chcę, żebyś wiedziała o mnie wszystko. Kochałem tylko raz, niestety, coraz bardziej się mijaliśmy: Iza lubiła świat i imprezy, ja wolałem dom. Silna psychicznie, po trupach szła przez życie, ja nie. Ponieważ nie chciałem psuć związku, więc się całkowicie podporządkowałem. Kiedy zachorowałem na nerwicę lękową, ze dwa miesiące nie wychodziłem z domu. Leżałem w łóżku i patrzyłem w sufit. W końcu doczołgałem się do psychiatry i po lekach psychotropowych, jakie mi przepisał, wreszcie się odważyłem wyjść na spacer, choć i tak uczepiony jej ramienia. Dla mnie to był wyczyn, dla niej objaw słabości, w końcu spakowała się i zniknęła. No i dzięki temu w końcu się za siebie wziąłem. Psychoterapia, joga, no i praca. Wyjechałem do Holandii, gdzie pracowałem fizycznie, sprzątałem Uniwersytet w Groningen. Fizycznie? Po studiach? Gorzej już upaść nie można. Tak pewnie o mnie niektórzy myśleli. Ja zaś tam właśnie zapomniałem o lękach... Słuchasz mnie?"