Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Książka dnia czyli dzień z książką. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Książka dnia czyli dzień z książką. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 października 2015

Dzień z książką. Joanna Sykat "Jutro zaświeci słońce" Fragment piąty, ostatni.

Dzień z książką.
Joanna Sykat "Jutro zaświeci słońce"
Fragment piąty, ostatni.
"Kocham cię, Anisiu. Ciebie najbardziej", powiedziała babcia podczas swojej ostatniej, w pełni świadomej Wigilii. Słowem i ramionami przytuliła mocno do siebie. Zdążyłam dorosnąć do takich słów, odesłać je w drugą stronę: "Ja ciebie, babciu, też". To trudne powiedzieć komuś: "Kocham cię". Trudne-wziąć za rękę osobę, która przebywa z nami na co dzień. Zachłyśnięte sobą zakochanie jest zawsze odważniejsze. Brawurowe. Dlaczego? Bo nowe, nieznane... Wciąż wypowiada słowa, o których znaczeniu nie ma pojęcia. Wciąż wyciąga się po tę drugą rękę. Potem, w małżeństwie, jest to często niewykonalne. Ma pani męża? Aha. Czyli teoria o zakochaniu jest pani bliższa. Ja byłam z kimś, więc jestem świadoma tego, w co przeradza się zakochanie. Znam też czas, w którym przytulenie się do drugiej osoby wydaje się zbędne. Kiedy za rękę się już nie chodzi, bo może to wyglądać idiotycznie. Kiedy słowa "kocham cię" stają się śmieszne. Niepotrzebne. Nie wiem, nie umiem odpowiedzieć na pytanie, czy to inny rodzaj miłości, czy w ogóle nie miłość.
W każdym razie ze strony babci słyszałam to, czego zawsze skąpiła mi matka."



Dzień z książką. Joanna Sykat "Jutro zaświeci słońce" Fragment trzeci.

Dzień z książką.
Joanna Sykat "Jutro zaświeci słońce"
Fragment trzeci.
"Babciu!", złapałam za rękę, która była jeszcze ciepła. Kroplówka i maska tlenowa pompowały w ciało minuty, godziny i może następne dni. Mała skrzynka na stoliku obok łóżka pikała parametrami, wykreślała je krzywymi na monitorze. Życie babci widziałam tylko w tych wzorkach. Migające serduszko niewiele miało wspólnego z tym, które kończyło bieg w klatce piersiowej. "Babciu..." 
Obiecałam sobie nie płakać, a wyłam na całego. I umierałam co najmniej kilka razy, gdy przetworzone na wykres serce próbowało odpoczywać. Babcia spała. A najpewniej trwała zawieszona już pomiędzy... Ciało zaopatrzone w płyny i tlen było spokojne. "Babciu", ściskałam jej rękę, a wycierane mokrą chusteczką smarki rozmazywały mi się po policzkach.
"Córcia... Przepraszam cię..." Podniosłam głowę z zabezpieczających łóżko szczebelków. Nie wydawało mi się. Babcia wróciła jeszcze na chwilę. Przeprosiła mnie. Nie wiedziałam, za co. Nazwała córką. Ciągle nie wiedziałam, dlaczego."


Dzień z książką. Joanna Sykat "Jutro zaświeci słońce" Fragment drugi.

Dzień z książką.
Joanna Sykat "Jutro zaświeci słońce"
Fragment drugi.
"Są rzeczy tak osobiste, że nie mówi się ich nikomu. Nawet przyjaciółce, mężowi czy matce. O, już zwłaszcza tej ostatniej. 
Cieszę się, że pani protestuje. To faktycznie straszne, kiedy nie można porozmawiać zupełnie szczerze z kimkolwiek. Myślę jednak, że to nie tyle konstrukcja psychiczna, co jednak ociosanie przez życie. Kiedyś byłam zupełnie innym człowiekiem. Bardziej otwartym, ufnym. Teraz to wszystko jest takie trudne. Tak bardzo trudne. Cieszę się, że pani matka jest cudowną kobietą. Że właściwie nawet przyjaciółką. To takie budujące, mieć do kogo iść z każdą radością i problemem. A co pani ma spieprzone w życiu? Za taką matkę trzeba przecież zapłacić. Czym pani płaci? Czy srebrnik zdrady męża to pani udział? Dlaczego pytam? Przecież to taka częsta waluta. No niech mi pani spojrzy w oczy i powie, że wszystko się pani układa na medal. Złoty, srebrny czy brązowy? A może tylko pozłacany?
Wiem, mamy rozmawiać o mnie. Ale rozmowa zakłada wzajemność."


Dzień z książką. Joanna Sykat "Jutro zaświeci słońce" Fragment pierwszy.

Dzień z książką. 
Joanna Sykat "Jutro zaświeci słońce" 
Fragment pierwszy. 

"Proszę to wyłączyć. Nie szkodzi, że pani nie zapamięta wszystkiego. W głowie zawsze zostaje to, co istotne. Reszta-jeśli się nie utrzyma-to znaczy, że po prostu jest zbędna. Nijaka. Zresztą grzeczne pisanie od dużej litery do kropki jest nudne. Szkolne. Schematyczne, a ja po prostu mam dość schematów. Zrozumiałam to teraz, niedawno. Prawie na stare lata.
Wracając do tych ważnych rzeczy. Kiedy jeszcze pisałam, a właściwie próbowałam pisać, wystarczył mały wycinek świata, by historia sama snuła się w głowie. Jeśli nie snuła się od razu, odkładała obraz na półkę mózgu, żeby odleżał, poczekał na swój czas. A potem wystarczyło jakieś "klik" i motyw sam wskakiwał w litery. Dlatego przestałam zapisywać spostrzeżenia, ludzkie zachowania i historie. Kartki-najczęściej gubiłam. Mózg był niezawodny. Pozornie przykurzał obrazy niepamięcią, by potem, w odpowiedniej chwili, podsunąć je wspomnieniom. Ich kolory i faktura nawet po latach były tak samo wyraźne i istotne jak na początku."




wtorek, 4 sierpnia 2015

Dzień z książką. Anna Sakowicz "Szepty dzieciństwa" Fragment piąty, ostatni.

Dzień z książką.
Anna Sakowicz "Szepty dzieciństwa"
Zapraszam do lajkowania, udostępniania postu i informowania znajomych. Jedna z osób na koniec dnia otrzyma wiadomość, że to do niej trafi egzemplarz powieści.
Fragment piąty, ostatni. 

"-Nie rycz już, tylko powiedz, o co poszło.
-Bo on się ze mnie śmiał.
-Wielkie rzeczy. Pośmiałby się i już.
-Ale wszyscy w klasie mają komórki, tylko nie ja i mi dokuczają.-Znów szlocha.
-Jak to ci dokuczają?
-No, śmieją się, że nie mam telefonu, bo dziadek na pewno wszystko przepija-odpowiada.
-A co oni mają do dziadka?-oburzam się.-Za swoje pije, nie?
-No.
-Nie rycz. Zobaczysz, jak za kilka lat te komórki im dziury w mózgu zrobią. Wtedy to ty będziesz się z nich śmiał.
-Ale ja bym chciał taki telefon-mówi tak cichutko, że ledwo dosłyszałam.
-Jak będziemy mieli pieniądze, to ci kupię. Teraz nie ma mowy.
Do samego domu szlocha i ociera łzy chustką. Szkoda mi się tego mojego dzieciaka robi. Żal ściska mnie za serce. Przecież nie jego wina, że u nas z kasa krucho. A dzieciaki teraz to wiadomo, lansują się, jak mogą. I buty oryginalne, i ciuchy, i telefony, i laptopy. A u nas ani komputera, ani eleganckich ubrań."



Dzień z książką. Anna Sakowicz "Szepty dzieciństwa" Fragment czwarty.

Dzień z książką.
Anna Sakowicz "Szepty dzieciństwa"
Zapraszam do lajkowania, udostępniania postu i informowania znajomych. Jedna z osób na koniec dnia otrzyma wiadomość, że to do niej trafi egzemplarz powieści.
Fragment czwarty.
"Przy okazji w dłonie wpada mi akt zgonu mamy. Przelatuję po nim wzrokiem. Spoglądam na datę. Niby tak niedawno, a dawno. Pamiętam, jakby to było dziś. Nagle mama zmarła. Bez ostrzeżenia. To znaczy chorowała, leżała w łóżku, ale sam koniec przyszedł nieoczekiwanie. Nawet się nie pożegnała. Ot tak, z dnia na dzień, z minuty na minutę, i już jej nie było. Kręci mi się łezka w oku na to wspomnienie, choć pamiętam, że jej śmierć przyniosła mi nieopisaną ulgę. Zastanawiałam się wtedy, czy nie jestem złym człowiekiem. Do konstruktywnych wniosków nie doszłam. Matkę pochowało się na cmentarzu i tyle po niej. Z ojca też już niewiele zostało. Kiedyś był z niego porządny mężczyzna. Pracowity. Zawsze dbał o utrzymanie domu. A teraz? Dba jedynie o to, żeby się napić. Początkowo to mi nawet nie przeszkadzało, bo siedział w swoim pokoju, wino albo wódkę popijał. Nigdy się potem nie awanturował. Ot tak, po cichutku zatracał się w sobie i w alkoholu. Może mu od tego było lepiej? Wszyscy liczyliśmy na to, że potrwa to miesiąc, może dwa, a potem wróci do normy. Ale gdzie tam. Jak zassał butelkę, tak do dzisiaj się od niej oderwać nie może. Dobrze, że się udało załatwić mu rentę, to przynajmniej jest z niego jakiś dochód."



Dzień z książką. Anna Sakowicz "Szepty dzieciństwa" Fragment trzeci.

Dzień z książką.
Anna Sakowicz "Szepty dzieciństwa"
Fragment trzeci.
"-Co czytasz?-pyta gruba Anka. 
-Ulotkę-odpowiadam i macham jej przed oczami. Wścibskie babsko, zawsze wszystko chce wiedzieć i wtyka nos wszędzie, gdzie jej nie chcą.
-O, Prawiebank-odpowiada.-Znam, znam-stwierdza z przemądrzałą miną. No, proszę, fachowiec od siedmiu boleści się znalazł.
-Skąd?
-Pożyczkę u nich ostatnio wzięłam. I powiem ci, że fajnie, bo nie muszę na pocztę chodzić, żeby wpłacić, tylko do mnie przyjeżdża taki gość w gajerku i kasuje. A żebyś widziała, jaki przystojniak. Normalnie ciacho do schrupania.
-A odsetki duże?-pytam, bo przecież to ważne, żeby nie przepłacić.
-Czy ja wiem? Ratę w sumie niedużą płacę. Wzięłam tysiąc, bo mi potrzebne było. Na pół roku i osiem dyszek tylko płacę. Facet co tydzień przyjeżdża po kasę.
-Osiem dych na tydzień? To niedużo?
-Czy ja wiem? W banku dać mi nie chcieli, bo niby zdolności nie mam.
-Że ty zdolności nie masz, to wiadomo.-Śmieję się ze swojego żartu i bystrej riposty. Anka tylko się chmurzy i przez chwile milczy, chyba analizując, czy ma się obrazić, czy jeszcze nie.
-Śmiej się, śmiej. Jak ci kasa będzie potrzebna, to też nie będziesz wybrzydzać, tylko weźmiesz, gdzie dadzą.
-To fakt.-Trzeba było jej przyznać rację, bo niestety tak było. Jak człowiek miał nóż na gardle, to musiał sobie jakoś poradzić."



Dzień z książką. Anna Sakowicz "Szepty dzieciństwa" Fragment drugi.

Dzień z książką.
Anna Sakowicz "Szepty dzieciństwa"
Fragment drugi.
"Tej nocy śniło mi się, że jesteśmy bogaci. Mietek to już nie był Mietek, tylko Mieczysław. Z kwiatkiem w gębie po mnie do pracy podjechał. A kwiatka w gębie trzymał, bo rękoma ściskał kierownicę nowiutkiego mercedesa. Karoseria lśniła w słońcu tak, że okulary słoneczne musiałam włożyć. Ja wychodzę ze sklepu, w którym już nie na kasie siedzę, ale kierowniczką pełną gębą jestem i całe trzy tysiące na rękę dostaję. Wychodzę. A Mieczysław szczęśliwy, uśmiechnięty od ucha do ucha, zatrzymuje się przed samiutkim wejściem. Wysiada i drzwi przede mną do auta otwiera. Ja siadam niczym królowa i widzę kątem oka, jak pracownicy przez okna wyglądają i podziwiają moją furę i chłopa. Ech... co to był za piękny sen. Obudziłam się i od razu zatęskniłam za takim życiem, jakie w amerykańskich serialach widziałam. Tam to się żyje. I służba w domu, i kierowca, i ogrodnik. Może u mnie tęsknota za takim życiem drzemie w genach? Toż przed wojną rodzice mojej matki mieli spory majątek. Potem to wszystko jakoś na łeb, na szyję poleciało."



Dzień z książką. Anna Sakowicz "Szepty dzieciństwa" Fragment pierwszy.




Dzień z książką.
Anna Sakowicz "Szepty dzieciństwa"
Fragment pierwszy.
"Durny Mietek sterczy na czatach. Zawsze trafia mu się najlepsza fucha. Stoi sobie spokojnie, oparty o ścianę budynku, a ja muszę się przeczołgiwać pod drutami wystającymi z przeciętego ogrodzenia. Kurza twarz! Obciera mi plecy. Rani do żywego. A ten skurczybyk słonecznik sobie dłubie. I tfu, łupiny przed siebie. Patrzę. A on znów: tfu. Leżę, bo ruszyć się ciężko. Drut trzyma za kurtkę na plecach. 
-Pst-syczę do niego.-Pst.-Nie reaguje. Zaraz mnie tutaj kto nakryje, a ten sobie pluje przed siebie, jakby w zawodach startował.-Kurwa!-wyrywa mi się w końcu. Wreszcie spojrzał. Po polsku to od razu zrozumiał. Macha do mnie-że niby pyta, o co chodzi. Pokazuję mu, że się zaklinowałam i dalej ani rusz. Dureń rozgląda się wokół. W końcu rzuca słonecznik i biegnie do mnie.
-Coś ty, oczadziała?!-szepcze donośnie.-Chcesz, żeby nas nakryli?-Odczepia drut, którzy trzyma mnie za kurtkę. Przepycha przez dziurę i biegiem wraca na czaty. Kątem oka widzę, że wygrzebuje z ziemi ten porzucony słonecznik. Debil mi się trafił na wspólnika.
Wstaję z klęczek. Po cichu przemieszczam się przez ogród. Nikogo na szczęście nie widzę. Docieram do jabłoni. Rozkładam pod nią koc. I sprytnie wspinam się na drzewo. W końcu robiłam to już kilka razy. Uwielbiam adrenalinę, która towarzyszy mi podczas zbierania łupów. To kapitalny zastrzyk energii na cały tydzień. Wprowadza trochę życia w mój nudny związek z tym gamoniem Mietkiem."

środa, 29 lipca 2015

Siedem pytań do pisarza. Jacek Ostrowski.

Tym razem w cyklu środowym Siedem pytań do pisarza mężczyzna.
Jacek Ostrowski jest autorem takich książek, jak: "UT", "Posiadłość w Portovenere" czy "Transplantacja". Jest osobą, która nie potrafi usiedzieć w jednym miejscu, pasjonuje go wiele dziedzin: fotografia, historia, kino, malarstwo, podróże. Uwielbia szybką jazdę, wysokie góry, kolekcjonuje gadżety piłkarskie, zbiera modele samochodów. Uzależniony jest od pisania, dobrego wina, muzyki. Miłośnik zwierząt, hodowca psów pasterskich Bouvier des Flandres.




SIEDEM PYTAŃ DO PISARZA:
1. Zabawa zaczyna się dzisiaj, 29 lipca i potrwa do 5 sierpnia, do godziny 23:00. 
2. Jeżeli chcecie wziąć udział w konkursie, pod tym postem powinniście zadać niebanalne pytanie autorowi książki, zostawiając również adres e-mail, bym mogła się z Wami skontaktować w przypadku wygranej. 
3. Należy dodać mój blog do obserwowanych, polubić profil bloga na FB: https://www.facebook.com/pisaninkaasymaka
4. Nagrodę w postaci egzemplarza książki ufundowało wydawnictwo Bellona i autor. Organizatorem konkursu jestem ja, prowadząca blog Pisaninka. 
5. Ogłoszenie wyników nastąpi w chwili, gdy autor wybierze SIEDEM pytań i odpowie na nie, a ja opublikuję post w formie wywiadu na blogu. 
6. Wygra osoba, która zada najbardziej interesujące pytanie. 

wtorek, 28 lipca 2015

Dzień z książką. Transplantacja Jacka Ostrowskiego. Fragment piąty, ostatni.

 Bardzo dobra powieść obyczajowa z wątkiem sensacyjnym. Dzień z książką. 
Transplantacja Jacka Ostrowskiego.
Warto komentować, udostępniać, lajkować, bo pod koniec dnia wybiorę osobę, która wygra egzemplarz powieści.
Fragment piąty, ostatni.
"Gomes wypił wodę i odstawił szklankę na ławę.
-Panie Rowaletto-zaczął spokojnym głosem.-Dostałem zlecenie, mam panu pomóc. Wiem, że jest pan ciężko chory, a moim zadaniem jest postawić pana na nogi.To chyba w skrócie wszystko, zupełnie niepotrzebnie pan się zdenerwował. Może źle zacząłem, trochę niezręcznie, ale postaram się poprawić.
-Czy jest pan kardiochirurgiem?
Gomes dziwnie się uśmiechnął.
-Czy jest pan kardiochirurgiem?-powtórzył tamten.
Gomes pokręcił przecząco głową.-Niezupełnie.
-To jak chce mi pan pomóc?-zdumiał się Rowaletto.
-Proszę mówić jaśniej.
-Pan ma dobrego lekarza, wielu doskonałych lekarzy. Nie potrzebuje pan jeszcze jednego medyka.
-No właśnie-zgodził się.-W takim razie, jak chce mi pan pomóc?-w jego głosie była wyraźna ironia.
-Ja zdopinguję tych konowałów, pogonię ich do roboty.
Oznajmił Gomes, nie zważając na ton chorego.-Będę pana menedżerem.-Po czym wstał z fotela, skłonił się i udał do wyjścia.
-W jaki sposób?-wykrzyknął Rowaletoo.
Gomes w odpowiedzi jedynie pomachał mu ręką i zniknął za drzwiami."



Dzień z książką. Transplantacja Jacka Ostrowskiego. Fragment czwarty.

Dzień z książką.
Transplantacja Jacka Ostrowskiego. Bardzo dobra powieść obyczajowa z wątkiem sensacyjnym.
Warto komentować, udostępniać, lajkować, bo pod koniec dnia wybiorę osobę, która wygra egzemplarz powieści.
"-Tak nie może być-szepnął po chwili milczenia. -Tak nie może być.
-Domingo, nic na to nie poradzisz. Taka jest wola boska.
-Nie mieszaj do tego Boga!-obruszył się.-Myślisz, że on chce, żeby umarła? Bzdura!-żachnął się.
-Nie bluźnij!-Eleonora zgorszyła się jego słowami.-Widocznie Bóg jej potrzebuje, musisz się z tym pogodzić.-Przeżegnała się i zerknęła trwożnie na męża. To nie był ten sam Domingo co zawsze.
-Nie pozwolę na to?-poderwał się z fotela, jakby miał z trzydzieści lat mniej-Będę o nią walczyć!
-Jak?-Eleonora rozłożyła bezradnie ręce.-Jak chcesz o nią walczyć, kiedy jeszcze nikt nie wygrał z tą chorobą!
-Nie wiem, nie wiem.
Mrucząc coś pod nosem, poszedł do domu, zostawiając Eleonorę na tarasie.
-Nie skończyliśmy kawy-krzyknęła za nim z pretensją, ale on nic nie odpowiedział."

Dzień z książką. Transplantacja Jacka Ostrowskiego. Fragment trzeci.

Dzień z książką.  Transplantacja Jacka Ostrowskiego
Warto komentować, udostępniać, lajkować, bo pod koniec dnia wybiorę osobę, która wygra egzemplarz powieści.
"-Ona jest dla nas jak córka, damy radę-wyszeptał do słuchawki.
-Ale Julita już nie jest tą samą osobą, zrozum.-Antonio nie ustępował. Był przeciwny tej wizycie. Uważał ją za co najmniej nieroztropną, jeśli nie szaloną.
-Damy radę-Domingo był pewien swego. Brat Julity coraz bardziej go złościł. Nieraz rozmawiali przecież na ten temat, wszystko uzgodnili, a ten wciąż swoje. Dość tego.
-Muszę kończyć, mam jeszcze sporo pracy-burknął opryskliwie, po czym powiesił słuchawkę na widełki i poczłapał na taras. Usiadł w swoim ulubionym fotelu. Niebezpiecznie zajęczały sprężyny, ale i tym razem wytrzymały obciążenie.
Ten telefon bardzo go zdenerwował. Niepotrzebnie Antonio wciąż do niego wydzwaniał, przecież wiedzieli, na co się porywają. Owszem, w jakiejś mierze nawet go rozumiał, ale mógłby dać już im spokój. Julita zawsze była dla nich najważniejsza. Swoich dzieci nie mieli, a ona, można powiedzieć, wychowywała się w ich domu. Jej ojciec prowadził hotel i wciąż był zajęty. Nie miał właściwie czasu dla córki, matki zaś dziewczynka praktycznie nie znała. Zmarła, kiedy dziewczynka miała ze dwa lata."






Dzień z książką. Transplantacja Jacka Ostrowskiego. Fragment drugi.



Dzień z książką.
Transplantacja Jacka Ostrowskiego. Bardzo dobra powieść obyczajowa z wątkiem sensacyjnym. 
Warto komentować, udostępniać, lajkować, bo pod koniec dnia wybiorę osobę, która wygra egzemplarz powieści.
Fragment drugi.
"Stary Domingo, emerytowany kucharz z hotelu Villa la Fonte, tego dnia już z samego rana kręcił się nerwowo po swoim domu. To był typowy w tym rejonie Włoch biały jednopiętrowy budynek, z dachem pokrytym karbowaną czerwoną dachówką i z wielkimi zielonymi okiennicami, chroniącymi jego wnętrze przed ostrym południowym słońcem. Willa, bo tak można ją śmiało nazwać, była usytuowana w centrum ogrodu, wśród dorodnych palm. W ich soczyście zielonych pióropuszach harcowały kolonie dzikich zielonych papug aleksandrett, od pewnego czasu zmory południowej Europy.
Domingo, mimo swojej dość okazałej tuszy, uwijał się niczym młodzieniaszek, zamiótł taras i krzątał się po obejściu. Wymienił zamek w furtce, a nawet naoliwił zawiasy bramy, żeby przypadkiem nie daj Boże ni zaskrzypiały i nie zakłóciły spokoju spodziewanego gościa. Na koniec rozstawił na tarasie leżaki i przyniósł jeszcze dwa nowe foteliki z ratanu.
Jego żona, Eleonora, równie pracowicie zaczęła ten dzień, przygotowując pokój gościnny."

Dzień z książką. Transplantacja Jacek Ostrowski




Dzień z książką. 
Transplantacja Jacka Ostrowskiego. Bardzo dobra powieść obyczajowa z wątkiem sensacyjnym. 
Warto komentować, udostępniać, lajkować, bo pod koniec dnia wybiorę osobę, która wygra egzemplarz powieści. 
Fragment pierwszy. 

"Toskania, jedno z centrów turystyki, słynie z wina i oliwek.

Był środek lata. Żar lał się z nieba, temperatura biła kolejne rekordy, ale to nie odstraszało gości, bo z każdym dniem ich przybywało. Przez plaże Pietrasanty i przez samo miasteczko przewalały się tłumy turystów.
W dzień się opalali, a kiedy słońce chyliło się ku zachodowi, okupowali okoliczne knajpki i przy miłych włoskich melodiach raczyli się regionalnymi specjałami, popijając wspaniałe tutejsze wina, choćby słynne Barolo, a wieczorami szaleli na parkietach. Bywało, że zabawa nieraz przeciągała się aż do bladego świtu.
Jedynie miejscowi klęli pogodę i leżąc pod klimatyzatorami, z utęsknieniem oczekiwali jej zmiany. Próżne to były nadzieje, na ochłodzenie wcale się nie zanosiło."

środa, 22 lipca 2015

Fragment piąty, ostatni. Eperu Dzień z książką.

Dzień z książką "Eperu". Wbrew pozorom, jest to debiutancka powieść polskiej autorki, niech Was nie zmyli pseudonim na okładce.
Jeżeli ktoś chciałby wygrać egzemplarz "Eperu", powinien uważnie śledzić fragmenty, które będę udostępniać dzisiaj na FP.
Komentować, udostępniać, lajkować i do lajkowania zachęcić znajomych.
Fragment piąty, ostatni.
"W końcu odłożyła ołówek, popatrzyła krytycznie na swoje dzieło i pierwowzór. Lekko zmarszczyła czoło, chyba coś się jej nie podobało. Bardzo chciałem zobaczyć jej pracę. Poprosiłem, a ona podała mi kartkę. Rysowała niesamowicie: patrząc mi w oczy, dostrzegła, jakim jestem człowiekiem. Portret okazał się tak osobisty, jakbyśmy się znali całe życie, a ona odkryła wszystkie moje sekrety. To byłem po prostu ja. Zrozumiałem, że przed tą dziewczyną nie mogę nic ukryć.
Chciałem ją poznać. Chciałem wiedzieć, kim jest ta dziwna istota, która tak nagle pojawiła się na mojej drodze. Fascynowała mnie jak żadna inna kobieta. Znów poczułem się jak w południe na czerwonym dywanie. Musiałem się z nią spotkać jeszcze raz, pragnąłem z nią być, pragnąłem jej dotknąć i poczuć z bliska jej zapach."





wtorek, 21 lipca 2015

Eperu Dzień z książką, fragment czwarty.

Dzień z książką "Eperu". Wbrew pozorom, jest to debiutancka powieść polskiej autorki, niech Was nie zmyli pseudonim na okładce.
Jeżeli ktoś chciałby wygrać egzemplarz "Eperu", powinien uważnie śledzić fragmenty, które będę udostępniać dzisiaj na FP.
Komentować, udostępniać, lajkować i do lajkowania zachęcić znajomych.
Fragment czwarty.
"Moja przybrana siostra miała kompletnego fioła na punkcie celebrytów, zwłaszcza angielskiego aktora Leo Blacka. To była absolutna, niemierzalna obsesja. Wika zgromadziła w komputerze setki jego zdjęć, wiedziała o nim wszystko. Kiedyś nawet chciała mnie wywlec na drugi koniec Londynu, żeby zakraść się pod dom jego rodziców z nadzieją na zdobycie fotki lub autografu, ale udało mi się wybić jej z głowy ten absurdalny pomysł. Niestety (dla Wiki) Leo Black coraz rzadziej bywał w Londynie. Albo kręcił filmy gdzieś w świecie, albo siedział w Stanach ze znajomymi i z kolejnymi przyjaciółkami.
Wika ubolewała z tego powodu, ale nie dawała za wygraną. Szukała w necie informacji o tym, gdzie mieszka jej idol, gdy wraca do miasta-ale bez większych efektów. Poszła też do agencji, która zajmowała się jego karierą, ale spławili ją już przy bramie wjazdowej. Zresztą to było do przewidzenia: czasami po głośniejszych premierach koczowały tam najbardziej zagorzałe wielbicielki, więc ochrona pewnie dawała z siebie wszystko, by uchronić aktora przed fanatyczkami."

Dzień z książką "Eperu". Fragment trzeci.

Dzień z książką "Eperu". Wbrew pozorom, jest to debiutancka powieść polskiej autorki, niech Was nie zmyli pseudonim na okładce.
Jeżeli ktoś chciałby wygrać egzemplarz "Eperu", powinien uważnie śledzić fragmenty, które będę udostępniać dzisiaj na FP.
Komentować, udostępniać, lajkować i do lajkowania zachęcić znajomych.
Fragment trzeci.
"Kim byłam, zanim go poznałam? Zwyczajną dziewczyną, która lubiła rysować. Odkąd sięgam pamięcią, rysowałam wszędzie i na wszystkim. Kiedy byłam mała, nieraz obrywało mi się za to od babci Zofii. Mieszkałyśmy-ja i moja mama Julia-w małym miasteczku koło Gdańska. Nasze niewielkie mieszkanie, narożna kawalerka w rozpadającym się powoli budynku, stało się dla mnie centrum wszechświata.
Przed moimi narodzinami rodzice wygospodarowali niewielki kąt, fragment jedynego pokoju. Ojciec wymurował dodatkowe ścianki, wstawił zwykłe drzwi i w ten sposób powstał mój pokoik. Było w nim nawet okno. Niestety, tato nigdy nie doczekał chwili, gdy zamieszkałam w swoim gniazdku-zmarł tego samego dnia, gdy się urodziłam.
Duży pokój zajmowała mama. Stał w nim kaflowy piec, który potężnie dymił, przez co każdego roku musiałyśmy odświeżać ściany. Pewnego letniego dnia mama pod wpływem moich perswazji pomalowała ten pokój na różowo-naprawdę piękny kolor, taki bajkowy. Może gdybym była wtedy trochę starsza, zorientowałabym się, że nie pasuje on do niczego, z naszym ówczesnym życiem włącznie. Wówczas jednak miałam zaledwie osiem lat i patrzyłam na świat przez różowe okulary."



Eperu Fragment drugi. Dzień z książką.

Dzień z książką "Eperu". Wbrew pozorom, jest to debiutancka powieść polskiej autorki, niech Was nie zmyli pseudonim na okładce. 
Jeżeli ktoś chciałby wygrać egzemplarz "Eperu", powinien uważnie śledzić fragmenty, które będę udostępniać dzisiaj na FP. 
Komentować, udostępniać, lajkować i do lajkowania zachęcić znajomych.
Fragment drugi. 
"Znalazłam go w jego dawnym pokoju. Nadal miał to samo łóżko. Spał jak zabity. Chyba nie był przyzwyczajony do środków nasennych, bo w opakowaniu brakowało tylko kilku pigułek. Przyglądałam mu się przez dłuższą chwilę: leżał na wznak z jedną ręką założoną za głowę. Tylko raz w życiu widziałam go śpiącego i teraz patrzenie na niego sprawiało mi jakąś perwersyjną przyjemność. Postarzał się. Na skroniach wyrosło mu sporo siwych włosów, błyszczały w świetle świecy jak złote nici. Nie miał zarostu, ale twarz poorana głębokimi bruzdami sprawiała, że wyglądał na dużo starszego, niż był w rzeczywistości. Zawsze podobały mi się jego dłonie. Były dosyć duże-ale pasowały do niego, miał przecież prawie metr dziewięćdziesiąt wzrostu. Mogłam dobrze się przyjrzeć jego lewej ręce, leżącej wzdłuż tułowia. Skupiłam wzrok na dłoni, aż po knykcie pokrytej krótkimi i dosyć ciemnymi włoskami, długich palcach, nieco zaniedbanych paznokciach. Poczułam znajomy dreszcz przebiegający po całym ciele. Nawet nie przypuszczałam, że widok tego mężczyzny może jeszcze tak na mnie działać."



Dzień z książką "Eperu". Fragment pierwszy.

Dzień z książką "Eperu". Wbrew pozorom, jest to debiutancka powieść polskiej autorki, niech Was nie zmyli pseudonim na okładce.
Jeżeli ktoś chciałby wygrać egzemplarz "Eperu", powinien uważnie śledzić fragmenty, które będę udostępniać dzisiaj na FP.
Komentować, udostępniać, lajkować i do lajkowania zachęcić znajomych.
Fragment pierwszy. 
" Samochód zostawiłam w lesie. Ostatni kilometr zamierzałam przejść na piechotę. Od kilku dni padało, drogi zamieniły się w grząskie bajora, odbicia bieżnika w błocie były widoczne jak na dłoni.
Wyjęłam bladozieloną pigułkę i połknęłam na sucho. Teraz tylko przetrwać dziesięć minut...
Cała ta sytuacja mocno mnie zaskoczyła, nie zdążyłam się odpowiednio przygotować, nawet wziąć lepszych butów na tę wyprawę. Piękne szpilki w cielistym kolorze... Lecz telefon z informacją o nagłej śmierci jego matki zaskoczył mnie na sympozjum. Z trudem dokończyłam wystąpienie, zaraz potem ruszyłam w drogę. Gnałam jak wariatka przez pięć godzin i gdyby nie mój wynalazek, byłabym już skrajnie zmęczona-nie spałam przecież ponad dobę.
Mimo sporego dystansu szybko dotarłam pod jego dom. Na pierwszy rzut oka przez ostatnich szesnaście lat nic się nie zmieniło. Na zewnątrz budynek wyglądał prawie tak samo jak wtedy. Stary, drewniany, z niewielką werandą, pomalowany na biało, odcinał się od ciemnego lasu. Farba lekko się złuszczyła i teraz małymi płatkami odchodziła od powykrzywianych desek."