wtorek, 29 marca 2016
Tajemnice Leokadii Iwona Wilmowska
"Tajemnice Leokadii" Iwony Wilmowskiej poniekąd przypomniały mi o twórczości fenomenalnej autorki kryminałów-Agacie Christie. Wychowałam się na książkach tej pisarki, a ostatnio próbuję zaszczepić tę miłość w mojej nastoletniej córce.
Nazwisko Iwony Wilmowskiej nie jest mi obce, ponieważ czytałam jej debiutancką powieść dla młodszego czytelnika zaraz po wydaniu. "Pogromcami Nudy" byłam zachwycona. Ostatnio miałam również przyjemność poznać pierwszy tom historii napisanej z myślą o młodzieży.
Iwona Wilmowska jest matką dwóch córek, która potrafi docenić dobrą kuchnię, uwielbia czytać, pisać, z wielką radością gra na... ukulele! Jest doktorem psychologii społecznej, który zawodowo zajmuje się badaniami marketingowymi.
"Tajemnice Leokadii" to pierwsza książka autorki skierowana do czytelnika dorosłego. Pełna uroku okładka sugeruje klimatyczną opowieść, a nie mniej sugestywny tytuł pozwala odbiorcy wierzyć w ogrom emocji i sekretów, jakie na niego czekają.
Pisarka zabiera nas w podróż ciekawą, dzięki której przeżyjemy wiele przygód i odkryjemy tajemnice głęboko skrywane przez lata. Czy Antoni Hoffer naprawdę dobrze znał swoją przesympatyczną sąsiadkę, z którą tak doskonale się dogadywał? Czy wiedział o niej wszystko? Czy starsza pani, która podobno popełniła samobójstwo, byłaby zdolna do takiego czynu? A może jednak ktoś inny postanowił wypchnąć ją przez okno? Czy istniała na świecie choć jedna osoba, która mogłaby źle życzyć tej z pozoru spokojnej i nikomu niewadzącej staruszce?
Antoni naprawdę wierzy w to, że Leokadia została zamordowana, ale policja ma odmienne zdanie na ten temat. Na szczęście sąsiad denatki prosi o pomoc Agatę Brok, która jest jego siostrzenicą. Wujek, po przedwczesnej śmierci jej rodziców wraz ze starszą siostrą zastępował dziewczynie mamę i tatę. Teraz to on potrzebuje wsparcia i rady, a niebawem być może i opieki. Agata co prawda o byciu detektywem ma blade pojęcie, ale aby uspokoić wujka, postanawia uważniej przyjrzeć się tej sprawie.
To pasjonująca i niezwykle wciągająca lektura, napisana lekko i bez zbędnego patosu. Kiedy trzeba rozbawi, zainteresuje, da do myślenia. Kryminał w dobrym stylu, o niebanalnej formie, daleki od moralizatorstwa. Polecam. Moją uwagę przykuły szczególnie fragmenty dotyczące problemów w relacji matka-dorastające dziecko. Warto zapoznać się z tą lekturą. Wartka akcja, wyraziste postaci, trudna miłość, nieporozumienia i tajemnice to tylko kilka elementów składających się na świetną powieść Iwony Wilmowskiej. Z wielką ciekawością czekam na kolejne książki autorki, której zdecydowanie kibicuję. Na koniec zdradzę Wam sekret-powstała już druga część kryminału.
Premiera: 29.03.2016
Mam zaszczyt patronować tej książce medialnie.
poniedziałek, 21 marca 2016
Krawcowa z Dachau Mary Chamberlain
Mary Chamberlain stworzyła powieść, o której nie sposób zapomnieć. Utkała postać tak prawdziwą, że nie można uwierzyć, iż nie istniała naprawdę. Doskonale osadzona w nakreślonych przez autorkę realiach, budzi w czytelniku ogrom sprzecznych ze sobą emocji. Z jednej strony doceniamy jej talent, zapał i chęci, zachwycamy się jej pozytywnymi cechami, z drugiej jesteśmy zaskoczeni i przerażeni wręcz jej nadambicją. Adzie najbardziej na świecie zależało na tym, by odnieść sukces. Dla spełnienia tego pragnienia była w stanie zrobić wiele, może nawet zbyt wiele?
To postać tragiczna, z góry skazana na porażkę, lecz wyjątkowo dobrze wykreowana. Pełna cech zwyczajnych, urzeka nas swoją prostotą i złożonością jednocześnie. W zasadzie składa się z samych sprzeczności, daleka od doskonałości popełnia błędy i nie ze wszystkim potrafi poradzić sobie tak, jak by chciała, a jednak budzi podziw.
Nie potrafimy obojętnie przejść obok tej historii. Ta opowieść porusza do głębi, wstrząsa, zmienia nas, nasze myślenie o tamtych strasznych czasach.
Akcja powieści umiejscowiona została głównie w Dachau w czasie drugiej wojny światowej. Zlokalizowany właśnie tam obóz koncentracyjny był prototypem dla kolejnych.
Postaci stworzone przez autorkę powstały wyłącznie w jej wyobraźni, ale nie znaczy to wcale, że takie osoby nie mogły wówczas istnieć.
Mary Chamberlain w tej książce porusza mnóstwo jakże aktualnych w owym czasie tematów. Opowiada z pasją i żarliwością o rozterkach klasy robotniczej, o systemie sądowniczym, o źródłach prostytucji w latach czterdziestych ubiegłego wieku, o drugiej wojnie światowej, o krawiectwie, ale też o Niemcach, którzy wtedy panowali w obozie. Jacy byli, jak żyli, czym się zajmowali? Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Oceniałam ich jednoznacznie i nie interesowało mnie, czy mieli rodziny i jak zachowywali się w otoczeniu najbliższych. Na pewno jest to ciekawy, choć trudny temat, ale dobrze, że pisarka nie bała się go poruszyć.
Wszystko zaczęło się w Londynie, w styczniu 1939 roku, gdy mieliśmy okazję poznać osiemnastoletnią krawcową Adę. Dziewczyna wie doskonale, "że zajdzie daleko, będzie kimś". [1]
W kwietniu poznaje niezwykle tajemniczego i majętnego mężczyznę, którego pozycja, doświadczenie i wiedza imponują jej. Naiwna i niewinna młoda kobieta bez wahania przyjmuje propozycję wspólnego z nim wyjazdu nie zważając na wszechobecną panikę i zapowiedź rychłej wojny. Ada jest zafascynowana nowo poznanym mężczyzną, zachwycona jego manierami i obyciem.
Czytamy o deszczu i czujemy jego mokre krople na policzku, instynktownie rozglądamy się za parasolem. Autorka opisuje każdą scenę skrupulatnie, dbając o szczegóły. Przytacza nam myśli Ady, mówi o jej dylematach, wątpliwościach, ambitnych planach. Główna bohaterka tej historii doskonale zdaje sobie sprawę z własnych braków, wie, że w wielu sprawach jest ignorantką.
"Chciałabym pojechać do Paryża-powiedziała Ada.-Zostać prawdziwą modiste. Projektantką mody.
-Cóż, Ado-odrzekł-lubię ludzi, którzy mają marzenia. Będziemy musieli zobaczyć, co da się w tej sprawie zrobić." [2]
Starszy od niej mężczyzna otworzył przed nią drzwi do nieznanego jej wcześniej świata. Pokazał, jak fascynujące i ciekawe potrafi być życie. Jak pełne atrakcji, luksusów, przepychu. Ada była pod jego urokiem, zaczęła kłamać, zmieniła się nie do poznania. Świetnie bawiła się w jego towarzystwie, zapomniała o problemach i troskach. Wierzyła w każde jego słowo, bagatelizowała temat poruszany przez wszystkich, nie martwiła się wiszącą nad Europą wizją rychłej wojny. Przepełniona wiarą i nadzieją, infantylnie wierzyła we wszystko, co mówił Stanislaus, nie miała pojęcia o tym, co miało niebawem nastąpić...
Ada czuła się jak bajkowy Kopciuszek, zdawało jej się, że złapała Pana Boga za nogi. Była gotowa na złamanie zasad, reguł, którymi wcześniej się kierowała, byleby tylko spełnić marzenia. Osiągnąć sukces.
"-Paryż jest stworzony dla mnie-powiedziała Stanislausowi, kiedy wracali niespiesznym krokiem przez Ogród Luksemburski.
-W takim razie powinniśmy tu zostać-odparł Stanislaus i znów lekko ją pocałował. Miała ochotę wykrzyknąć: Tak, na zawsze!" [3]
Zdecydowanie polecam "Krawcową z Dachau". To wielowątkowa, pasjonująca i poruszająca do głębi powieść, obok której nie można przejść obojętnie. Ada jest bohaterką arcyciekawą, przepełnioną wolą walki, zdeterminowaną. Życie zaskakuje ją milion razy, ale ona do samego końca nie traci nadziei i szuka sposobu, by odnieść sukces, by przetrwać, by przeżyć...
[1] Mary Chamberlain "Krawcowa z Dachau", Wydawnictwo Świat Książki 2016 rok, strona 13
[2] Tamże, s. 30
[3] Tamże, s. 42
niedziela, 6 marca 2016
Siedem pytań do pisarza Wyniki Wioletta Leśków-Cyrulik
Na moment oddaję głos autorce książki:
Jakie to
uczucie chodzić po księgarni i dotykać grzbietu własnej książki? Już chyba raczej
bardziej nie można wówczas „otworzyć serca”? Czy ma pani dalsze plany
wydawnicze?
Przyznam się,
że to uczucie nie do opisania. Szczęście pomieszane z tremą i obawą, jak
przyjmą książkę Czytelnicy. Prawdziwym „otwarciem serca” jest jednak przelanie
na papier historii, która powstała w głowie, i emocji, które jej towarzyszyły.
O planach wydawniczych jeszcze mi nic nie wiadomo, choć kolejna książka jest
już w jednej trzeciej napisana J
Jak czytam
w recenzji Ani Grzyb, w „Sezonie zamkniętych serc” stworzyła pani bohaterów dalekich
od doskonałości, z wadami, ale przez to prawdziwych i świetnie wykreowanych.
Czy czytając książki, lubi pani spotykać w nich bohaterów idealnych czy z
wadami oraz których jest pani trudniej stworzyć?
Czytając
książki, lubię spotykać na ich kartach bohaterów prawdziwych, co niekoniecznie
znaczy mających tylko wady, jak się często uważa. Jednocześnie nie chcę, by
byli oni idealni. Wystarczy mi, gdy mają o kilka dobrych cech więcej niż ludzie
w rzeczywistym świecie – przychodzi wtedy refleksja, że ja sama nie muszę być
idealna, wystarczy, jeśli będę trochę lepsza J. Tak
skonstruowana postać stanowi inspirację, a nie niedościgły dla prawdziwych
ludzi ideał. I takich bohaterów jest mi najtrudniej powołać do życia w książce.
Czy uważa pani,
że naprawdę istnieje coś takiego jak zamknięte serce, którego żadną siłą nie
można już otworzyć? Czy też wytrwałość, dobroć i wiara potrafią roztopić każdy
lód i otworzyć nawet najbardziej skrzywdzone i zamknięte z serc?
Trudno
powiedzieć… Być może istnieją serca skrzywdzone tak bardzo, że nie potrafią się
otworzyć wobec najbardziej nawet wytrwałej dobroci, ale to wcale nie znaczy, że
nie warto tej dobroci cierpliwie praktykować. Uważam, że bycie dobrym dla
drugiego człowieka zawsze przynosi owoce, choć niekoniecznie tam, gdzie się ich
spodziewamy. A może czyjeś zamknięte serce otworzyło się wcześniej, niż nam się
wydaje, tylko nie potrafi tego okazać? Niełatwo wyjść ze skorupy, kiedy się w
niej bardzo długo przebywało.
Chciałam
zapytać, jak pani to robi, że jest mamą na cały etat i jeszcze ma czas na pisanie?
Pewnie jest pani dobrze zorganizowana? Widzę, jak bardzo pani się cieszy z
debiutu i trzymam kciuki za następne książki.
Rzeczywiście
bardzo cieszę się z wydania książki, dlatego serdecznie dziękuję za trzymanie
kciuków! Jeśli chodzi o pytanie, dodam jeszcze: pracownica na cały etat. I
blogerka. Ale praktykuję to od siedemnastu lat, tylko wcześniej zamiast pisania
i blogowania był wolontariat w Fundacji „Cała Polska czyta dzieciom” i teatrzyk
dziecięcy. Plus normalna praca. Muszę być choć trochę zorganizowana, inaczej
nie dałabym rady. Przy czym dla porządku nadmienię, że napisałam „Sezon” na
długo przed urodzeniem trzeciego dziecka, a więc pięć lat temu, w ciągu
ostatniego roku tylko go szlifowałam. Poza tym cała rodzina jest dość zgraną
drużyną, w której wszyscy razem staramy się o to, by dom dobrze funkcjonował i
każdy miał trochę czasu dla siebie. To podstawa. Gdybym była zdana wyłącznie na
siebie, na pewno nie dałabym rady.
Uwielbiam
czytać ciekawe książki. Po przeczytaniu opisu przedstawionego przez panią Annę
Grzyb pani książka „Sezon zamkniętych serc” wydaje mi się naprawdę ciekawa. Skąd
bierze pani pomysły na napisanie takiej powieści, co czuje i czy pisząc,
przeżywa pani losy swoich bohaterów?
Cieszę się, że opinia Ani Grzyb wzbudziła u Pani zainteresowanie moją książką.
Pomysł i w ogóle całość historii zrodziła się w mojej wyobraźni, to w niej
przeżyłam z Agnieszką, Darkiem i resztą osób kilka lat ich życia. W trakcie
zapisywania, czyli po ponad roku, musiałam ponownie zagłębić się w ich emocje,
ponieważ to właśnie z uczuć biorą początek wypowiadane przez bohaterów słowa.
Kształt zdań i dobór słów wynika z tego, co się między ludźmi i w ludziach
dzieje. Dlatego tak, pisząc, przeżywam losy swoich bohaterów, na ile to tylko
możliwe, bo przecież polegam wyłącznie na wyobraźni. Troszkę inaczej mają się
sprawy, gdy idzie o przedstawienie niektórych miejsc – tu słowa nie opisują
tego, co zrodziło się w wyobraźni, lecz to, co istnieje naprawdę i co musiałam
zobaczyć, by móc opisać. W jednym z miejsc wspomogła mnie Monika, autorka bloga
„Francuskie i inne notatki Niki” (http://notatkiniki.blogspot.com/), której chciałabym w tym miejscu podziękować za piękne określenie domu
użyczone bohaterom „Sezonu”. To „północna Arkadia”, w której było im tak
dobrze, że dosłownie zapomnieli o całym świecie J.
Czy uważa
Pani, że jest odpowiedni czas na miłość? Czy można wykalkulować, wybrać miejsce
by złapać w sidła tego jedynego?
Hm, zależy, co
rozumie się pod pojęciem „miłość”. Myślę, że nie warto w tym względzie
kalkulować ani tym bardziej nikogo „łapać w sidła”, że nie da się w ten sposób
w nikim wzbudzić miłości, bo to uczucie musi opierać się na szczerości, a ona z
„łapaniem w sidła” nie ma nic wspólnego. Warto okazywać sympatię, życzliwość –
bez kalkulowania, czy uda się w ten sposób kogoś usidlić, czy nie. Te cechy
prędzej czy później zaowocują!
Uwielbiam czytać i cieszy mnie fakt kolejnego debiutu. Muszę przyznać, że okładka bardzo, ale to bardzo, bardzo zachęca do sięgnięcia po książkę, recenzje również.
Agnieszka sprawia wrażenie nieszczęśliwej, smutnej, momentami przytłoczonej życiem dziewczyny. Jest jakby zamknięta na świat i otaczających ją ludzi, przynajmniej ja mam takie wrażenie po przeczytaniu różnych fragmentów zamieszczonych przez panią Annę. Z tym wiąże się moje pytanie: Skąd czerpała pani natchnienie do wykreowania postaci Agnieszki? Dlaczego jest akurat taka?
To prawda, Agnieszka nie jest najszczęśliwszą osobą na
świecie, jak Pani zauważyła. Na ten stan jej ducha składa się kilka
okoliczności, których źródła należy szukać wyłącznie w mojej wyobraźni J
Pani Wioletto, czy moment zakończenia książki i postawienia ostatniej kropki był dla pani od dawna upragnionym, czy raczej odwlekała pani tę chwilę, bo tak związała się pani z bohaterami, ich emocjami i relacjami, że żal było ich opuścić?
Moment
postawienia ostatniej kropki był jednocześnie wyczekiwany i oddalany. Radosny i
smutny. Wyobraziłam sobie tę historię, leżąc w łóżku podczas grypy, a kiedy po
wyzdrowieniu wróciłam do pracy i życia domowego, bardzo długo nie miałam czasu
na jej zapisanie. Dopiero po ponad roku, to znaczy w 2009 r., po kryjomu
wzięłam do łóżka blok listowy, długopis i zapisałam kilka pierwszych, długo
dopieszczanych w głowie akapitów. Potem pisałam w wolnych chwilach, kiedy
rodziny nie było w domu, przed pracą lub po powrocie. Taki sposób pisania
książki bardzo rozwleka cały proces w czasie, a zważywszy na to, że żyłam z tą
historią w wyobraźni przez ponad rok wcześniej, przyzwyczaiłam się i
przywiązałam do postaci. Dlatego żal mi było postawić ostatnią kropkę. Zrobiłam
to w 2012 roku. A potem zaczęło się przepisywanie na komputerze, poprawianie,
no i na koniec – publikacja. Ze szczęśliwym finałem w roku 2016. To sporo
czasu, by się do bohaterów przywiązać J
Jeszcze
nie czytałam „Sezonu zamkniętych serc”. Jak pani zachęciłaby mnie do lektury?
Pani Izo, bardzo trudno jest zachwalać
swoją książkę. Sądzę, że nie warto wyrabiać sobie własnej opinii na podstawie
opinii cudzej, a już zwłaszcza na podstawie wyobrażeń autora o tym, czym jego
książka jest, a czym nie jest J Zawsze warto polegać na osobistym przeżyciu opowieści. Serdecznie pozdrawiam
Kocham
książki z przesłaniem, a „Sezon zamkniętych serc” podobno taki właśnie jest!
Czy pisząc tę książkę, starała się pani o to, by czytelnik mógł znaleźć w niej
jakieś głębsze refleksje? By mógł się przez chwilę zastanowić nad własną
egzystencją? By po przeczytaniu z ręką na sercu mógł powiedzieć: „Nie
zmarnowałem ani jednej minuty poświęconej lekturze tej książki”?
To wielka satysfakcja – dowiedzieć się, że moja książka podobno jest „z przesłaniem”! Dziękuję i ufam, że czytelnik nie zostanie z poczuciem zmarnowanego czasu. Odpowiadając na pytanie – tak, pisząc, miałam nadzieję, że uda mi się nawiązać z czytelnikiem nić porozumienia. Oby mi się to udało!
To wielka satysfakcja – dowiedzieć się, że moja książka podobno jest „z przesłaniem”! Dziękuję i ufam, że czytelnik nie zostanie z poczuciem zmarnowanego czasu. Odpowiadając na pytanie – tak, pisząc, miałam nadzieję, że uda mi się nawiązać z czytelnikiem nić porozumienia. Oby mi się to udało!
Dużo czasu
spędza pani z dziećmi – jako mama i instruktorka teatrów dziecięcych – ale
debiutancką powieść napisała pani dla dorosłych. Czy dzieci są bardziej
wymagającymi odbiorcami literatury niż dorośli? Kogo trudniej nakłonić do
czytania – dzieci czy dorosłych?
Rzeczywiście sporo czasu spędzam z dziećmi – z racji zawodu,
ale także jako mama własnej trójki. Może właśnie dlatego moja powieść
skierowana jest do osób dorosłych? Co do dzieci… Doświadczenie podpowiada mi,
że są one bardzo wymagającymi odbiorcami literatury, a także sztuki w ogóle,
ponieważ nie przejmują się konwenansami, a swoje opinie wyrażają wprost –
szeroko ziewając albo równie szeroko otwierając buzie z zaciekawienia J.
Czy
tworząc bohaterów w swojej książce, wzorowała się pani na osobach, które zna,
czy tworzyła ich od podstaw?
Bohaterowie
„Sezonu” pochodzą z mojej wyobraźni, ich perypetie nie są inspirowane życiem.
Jednak emocje czy sposób przeżywania niektórych sytuacji siłą rzeczy muszą być
„ze mnie”, ponieważ to właśnie moja wyobraźnia była tu źródłem, a trudno
wiarygodnie opisać uczucia, samemu ich nie przeżywając. Ponadto osoby, które
mnie znają, wiedzą, dlaczego na przykład kogoś w mojej książce mdli od zapachu
świeżego czosnku lub używa on do gotowania drewnianych łyżek J.
Studiowała pani bibliotekoznawstwo. Jako uczennica liceum również planowałam je studiować, by móc pracować w bibliotece, ale rodzice mi nie pozwolili, twierdząc, że wówczas już całkiem „zakopię się” w książkach zamiast wyjść do ludzi, i zostanę starą panną. Jak się okazało, przeznaczenie i tak nie dało się oszukać J. Czy uważa pani, że powinnam była walczyć o swoje marzenia?
Oprócz
bibliotekoznawstwa w pierwszej kolejności studiowałam filologię polską, a potem
zostałam nauczycielką, więc może dlatego nie groziło mi „zakopanie się w
książkach”, w którym nie ma chyba nic złego, o ile tylko nie stanowi ono
ucieczki od realnego świata i ludzi. Co do przeznaczenia… zawsze warto walczyć
o swoje marzenia, ale nie warto uparcie trzymać się idei, która się nie
sprawdza. Osobiście staram się wsłuchiwać w swoje pragnienia, potem sprawdzać,
czy ich zaspokojenie nie odbywa się kosztem innych, i dążyć do ich spełnienia –
czego z serca życzę również Pani!
Siedem pytań do pisarza Agnieszka Pruska
Agnieszka Pruska to autorka powieści zatytułowanej "Literat", którą rozpoczyna serię o Barnabie Uszkierze, komisarzu mającym do rozwiązania niebanalne zagadki kryminalne. Pisarka jest członkinią Oliwskiego Klubu Kryminału, felietonistką i recenzentką portalu "Zbrodnia w Bibliotece", podobnie jak bohater jej książek, ćwiczy aikido. Prowadzi stronę: http://agnieszkapruska.pl/
SIEDEM PYTAŃ DO PISARZA:
1. Zabawa zaczyna się dzisiaj, 6 marca i potrwa do 13 marca, do godziny 23:00.
2. Jeżeli chcecie wziąć udział w konkursie, pod tym postem powinniście zadać jedno nietuzinkowe pytanie autorce książki, zostawiając również adres e-mail, bym mogła się z Wami skontaktować w przypadku wygranej.
3. Należy dodać mój blog do obserwowanych, polubić profil bloga na FB: https://www.facebook.com/pisaninkaasymaka, udostępnić ten konkursowy post.
4. Nagrodę w postaci dwóch książek ufundowało wydawnictwo Oficynka i autorka. Organizatorem konkursu jestem ja, prowadząca bloga Pisaninka.
5. Ogłoszenie wyników nastąpi w chwili, gdy autorka wybierze SIEDEM pytań i odpowie na nie, a ja opublikuję post w formie wywiadu na blogu.
A do wygrania jest taki zestaw książek:
Zapraszam też na FP bloga, gdzie można zapoznać się z fragmentami "Hobbysty": https://www.facebook.com/pisaninkaasymaka/photos/a.471852652885486.1073741828.459786130758805/987965487940864/?type=3&theater
SIEDEM PYTAŃ DO PISARZA:
1. Zabawa zaczyna się dzisiaj, 6 marca i potrwa do 13 marca, do godziny 23:00.
2. Jeżeli chcecie wziąć udział w konkursie, pod tym postem powinniście zadać jedno nietuzinkowe pytanie autorce książki, zostawiając również adres e-mail, bym mogła się z Wami skontaktować w przypadku wygranej.
3. Należy dodać mój blog do obserwowanych, polubić profil bloga na FB: https://www.facebook.com/pisaninkaasymaka, udostępnić ten konkursowy post.
4. Nagrodę w postaci dwóch książek ufundowało wydawnictwo Oficynka i autorka. Organizatorem konkursu jestem ja, prowadząca bloga Pisaninka.
5. Ogłoszenie wyników nastąpi w chwili, gdy autorka wybierze SIEDEM pytań i odpowie na nie, a ja opublikuję post w formie wywiadu na blogu.
A do wygrania jest taki zestaw książek:
Zapraszam też na FP bloga, gdzie można zapoznać się z fragmentami "Hobbysty": https://www.facebook.com/pisaninkaasymaka/photos/a.471852652885486.1073741828.459786130758805/987965487940864/?type=3&theater
piątek, 26 lutego 2016
Pisaninka dzieciom Julka Wróbel Hania Humorek Smerfy
Hanię Humorek moje młodsze dzieci uwielbiają, dlatego gdy zobaczyłam zapowiedź powyższej książeczki, wiedziałam, że zainteresuje moje szkraby.
To jedna z publikacji z serii Hania Humorek i przyjaciele, dedykowana dzieciom, które czytają samodzielnie od niedawna. Czcionka jest dla takich czytelników idealna, a krótki tekst nie zniechęci ich do czytania. Dodatkowym atutem są oczywiście kolorowe, zabawne ilustracje, których w książeczce nie brakuje.
Julka Wróbel, tytułowa bohaterka książeczki, uwielbia świnki. Chciałaby mieć miniaturową świnkę-przyjaciółkę, z którą mogłaby czytać, urządzać piżamowe imprezy i jeździć na rowerze. Zbliżają się urodziny dziewczynki, dlatego ma ona nadzieję, że rodzice podarują jej wymarzony prezent. Julka przyjaźni się z Hanią Humorek. To ją poprosi o pomoc w pewnej sprawie. Jaka to sprawa? Musicie przekonać się sami!
Książeczkę czyta się w tempie ekspresowym, dziecko z wielkim zainteresowaniem słucha czytania, bądź też samodzielnie zapoznaje się z lekturą. Polecam wspólnie z Zuzią.
Komiks ten spodobał się mojemu ośmiolatkowi. Dzięki niemu moje dziecko przypomniało sobie o niebieskich stworkach, które sama uwielbiałam w dzieciństwie. Piękne, barwne ilustracje i dowcipny, interesujący tekst zaciekawił mojego synka i przykuł jego uwagę. Bohaterowie tej książeczki są tak wyjątkowi i charakterystyczni, że nie sposób ich nie lubić. I nie uśmiechnąć się przy czytaniu.
Jakie zabawne przygody czekają niebieskich tym razem, zwłaszcza, że Papa Smerf wybiera się w daleką podróż? Pomysły Smerfów przejdą najśmielsze oczekiwania. Wszyscy postanowili naprawić swoje domy. Cieszyli się na myśl o tym, jak dumny będzie Papa, gdy wróci i zobaczy zmiany. Nawet Ciamajda wziął się do pracy, niestety z wiadomym skutkiem...
Śpioch jak zwykle woli odpoczynek, a Smerfiki proszą o nowe zabawki. Kto z tego towarzystwa zostanie nazwany niedzielnym kierowcą i z jakiego powodu? Do czego służyć będzie mąkociąg? Czym będzie się zajmował Pracuś i co z tego wszystkiego wyniknie?
Komiks nie tylko bawi, ale też uczy, dlatego cieszę się, że Kamilowi przypadł do gustu. Polecam wspólnie z moim synem.
Na koniec Humorkowa Księga Kolorowanek. Myślałam, że zadania spodobają się mojej Zuzi, ale na niektóre z nich jest jeszcze za mała.
Kolorowanki oczywiście ozdobiła po swojemu, szybko odnalazła Zaginionego Cukierka, bo w labiryntach jest naprawdę dobra, za to w szukaniu słów pomagała jej Małgosia. Przepięknie za to moja pięciolatka pokolorowała Zwariowane Plasterki, rysując gwiazdki w różnych kolorach i kółeczka. Zuzia potrafi też łączyć kropki, by powstały w ten sposób obrazki. Jakie nowe zwierzątko ma Hania? Dowiecie się tego rozwiązując zadania!
Większość kolorowanek moja córka zostawiła sobie na później.
Wszystkie trzy propozycje wydawnicze są dopracowane, kolorowe i naprawdę mogą zaciekawić dziecko. Doskonała zabawa gwarantowana, a przy okazji można się czegoś nowego nauczyć. Polecamy!
Dziewczyny z Powstania Prawdziwe historie Anna Herbich
Anna Herbich pracowała w "Rzeczpospolitej" i "Uważam Rze", obecnie publikuje na łamach tygodnika "Do rzeczy". Rodowita warszawianka, jej babcia jest jedną z bohaterek powyższej publikacji.
"Mama jeszcze zdążyła mi szepnąć:
-Jakby cię kula nie trafiła, to leż, nie wstawaj. Nie wychodź spod trupów. Czekaj, aż się ściemni i nie będziesz słyszała wokoło głosów. Wtedy uciekaj.
-Mamo, ale ja naprawdę nie chcę umierać. Nie chcę, żebyś i ty umierała.
-Nie ma się czego bać. Tatuś już na pewno czeka na nas w niebie." [1]
Cóż mogę powiedzieć o tej książce? Niezwykła. Pięknie wydana. Pasjonująca.
To opowieść o odważnych, silnych, mądrych kobietach, którym przyszło walczyć za nasz kraj. O tym, że pomimo niebezpiecznych czasów próbowały żyć normalnie, cieszyć się prozaicznymi sprawami. Zakochiwały się, marzyły, smuciły się, były matkami, żonami, kochankami, a w obliczu wyzwania zostawiały wszystko. Nie spodziewały się, że staną się bohaterkami. Że zrobią wszystko, by ocalić swoje dzieci, że będą walczyć, chronić bliskich, kryć się w piwnicy.
"Dlaczego poszłam do Powstania? To było dla mnie oczywiste. To było naturalną konsekwencją patriotycznego wychowania., jakie otrzymałam w II Rzeczypospolitej. Byłam dzieckiem tego kraju i tej epoki. Wpojono mi wielką miłość do ojczyzny, dla której-w godzinie próby-należy być gotowym na największe poświęcenia." [2]
Dzięki autorce tej publikacji poznamy dramat tamtych dni, dowiemy się, przez co musiały przejść ówczesne kobiety. Anna Herbich opowie nam o losie jedenastu spośród pół miliona warszawianek, które przeżyły piekło. Do tej pory mówiło się głównie o mężczyznach, czas przypomnieć i o paniach, które również zasługują na pamięć i uwagę.
"Przez długie lata po wojnie na dźwięk niemieckiego martwiałam. Po prostu nie mogłam znieść tego języka. Podobnie było z rosyjskim. Pewnego dnia oglądałam występ baletu moskiewskiego... i musiałam ukryć twarz w dłoniach... Przeżycia wojenne prześladowały mnie jeszcze przez wiele lat." [3]
Dziewczyny z Powstania to autentyczne historie nietuzinkowych kobiet. Do głosu dopuszczone zostały: "Sławka"-sanitariuszka z Ochoty, Halinka-matka dopiero co narodzonego dziecka, Anna-hrabianka-działaczka w AK, Jaśnie Panienka z obozu-"Marzenka", "Jadwiga"-w piekle Woli, "Rena"-marzycielka, Zosia, "Blizna", Sprawiedliwa z Żoliborza-"Dora", Teresa, która przetrwała w kanałach, Irena, której mąż poszedł na wojnę... Co mają do powiedzenia? Jakie odczucia nimi targały? Jak sobie poradziły w najbardziej traumatycznej z życiowych sytuacji? Jak wspominają tamten dramatyczny czas?
"Do Powstania poszłabym raz jeszcze. Bez najmniejszego wahania. Nie zrozumie tego nikt, kto nie przeżył okupacji. Te pierwsze sierpniowe dni... Na domach zawisły niewidziane od 1939 roku polskie flagi, pojawili się polscy żołnierze, ludzie rzucali się sobie w ramiona. To był kawałek Polski, tej prawdziwej, wolnej. Straty, jakie ponieśliśmy, były oczywiście potworne. Do tego ci wszyscy niewinni mieszkańcy Warszawy... Innego wyjścia jednak nie było." [4]
Dla tych dziewcząt skończyło się beztroskie dzieciństwo, strach był ich nieodłącznym towarzyszem. Były niewinne, młode, miały głowy pełne marzeń, były po raz pierwszy zakochane. Ich wspomnienia wzruszają czytelnika, ale też wywołują u niego bunt. Czy to wszystko naprawdę musiało się wydarzyć? Młode kobiety poradziły sobie doskonale, przetrwały. Każda ma do opowiedzenia inną historię, każda przeżyła wielką traumę, każda inaczej sobie ze swoimi wspomnieniami radzi. Budzą w nas szacunek, podziw, zastanawiamy się, jak my zachowałybyśmy się w podobnej sytuacji...
"-Jadzia, twój tatuś wrócił!
Ja nawet nie zeszłam z piętra, ja spadłam z niego na łeb na szyję. Rzuciłam się na ojca i długo nie mogłam się od niego odkleić. Gdy wróciła mama, zapanowała pełnia szczęścia. Znowu rodzina była razem. Radość nie do opisania. Byliśmy szczęśliwi, mimo że nie mieliśmy niczego. Straciliśmy piękne mieszkanie, bogaty księgozbiór, cały dorobek życia. Wszystko to nie miało jednak znaczenia. Grunt, że żyliśmy i byliśmy razem. To było najważniejsze." [5]
Bardzo się cieszę, że ta książka powstała. Jest przepięknie wydana, a jej treść zdumiewa i naprawdę daje do myślenia. Nie możemy przejść obojętnie obok takich lektur. Warto pamiętać i przekazywać wiedzę na ten temat kolejnemu pokoleniu. Także ku przestrodze.
"Masakra na Kilińskiego, którą spowodowała eksplozja niemieckiego czołgu napakowanego materiałami wybuchowymi, należy do najbardziej tragicznych epizodów Powstania Warszawskiego. Zginęło wówczas kilkaset osób. Ci, którzy byli jej świadkami, nie zapomną tego do końca życia. Do dziś, gdy zamykam oczy, widzę te koszmarne obrazy." [6]
Dzielne, wspaniałe kobiety, które straciły w czasie okupacji niemalże wszystko. Z okrucieństwem wojny spotykały się na każdym kroku, a dramatyczne wspomnienia nie opuszczają ich pomimo upływu kilkudziesięciu lat. To o nich jest ta opowieść, którą czyta się z przerażeniem i niedowierzaniem, bo trudno pojąć ogrom tragedii.
"On tu umarł, a ja potem zostałam... Cel, o który walczyłam w Powstaniu, cel, dla którego zginęło tylu moich kolegów i koleżanek, przecież się ziścił. Tutaj jest więc moje miejsce. Tutaj się urodziłam, tutaj walczyłam i tutaj umrę." [7]
Moim zdaniem autorka i jej bohaterki oddały rzeczywistość wojenną bardzo autentycznie. Mimo upływu lat ich wspomnienia nie zatarły się w pamięci.
Nadal nie potrafię dojść do siebie po lekturze. Nieustanna walka o przetrwanie pań tamtego okresu uświadomiła mi po raz kolejny, jak wiele my, współczesne kobiety, mamy. Dlaczego nie doceniamy małych radości, wyolbrzymiając problemy, które są niczym w porównaniu z rzeczywistością wojenną? Jesteśmy rozpieszczone, inaczej wychowane, nie wpajamy też wartości naszych przodków własnym dzieciom. Warto zastanowić się nad tym...
Książkę polecam z całego serca. To jedna z tych lektur, do których na pewno będę wracać.
[1] Anna Herbich "Dziewczyny z Powstania", Wydawnictwo Znak Horyzont, 2014 rok, s. 207
[2] Tamże, s. 81
[3] Tamże, s. 138
[4] Tamże, s. 199
[5] Tamże, s. 222
[6] Tamże, s. 229
[7] Tamże, s. 251
Prawdziwa historia Ireny Sendlerowej Anna Mieszkowska
Publikacja ta zainteresowała mnie i poruszyła do głębi. Byłam zachwycona faktem, że mogę poznać historię tak niezwykłej, odważnej i skromnej osoby. Któż z nas nie słyszał o Irenie Sendlerowej, która wiele w swoim życiu przeszła, lecz mimo to z wielkim poświęceniem pomagała ludziom i do końca pozostała człowiekiem pełnym empatii, wrażliwości na potrzeby innych.
"Moje pierwsze wrażenie z wizyty u Ireny Sendlerowej: umie słuchać! Ma wewnętrzny spokój i cierpliwość do wielu odwiedzających ją osób. Otwarta, serdeczna. Zawsze uśmiechnięta, mimo wielu dolegliwości wieku podeszłego" [1]
O czasach wojennych rozmawiała tylko z ludźmi, którzy sami ją przeżyli. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że nikt inny nie zrozumie dramatu tamtych wydarzeń tak dobrze jak ktoś, kto w nich uczestniczył. Oczywiście, że możemy czytać na ten temat, ale nigdy nie pojmiemy, jak czuły się ofiary II wojny światowej, żaden zapis nie jest w stanie tego oddać w całości, żadna książka nie wywoła w nas tamtej atmosfery, to, czego doświadczamy przy poznawaniu wspomnień tamtych osób, to zaledwie namiastka.
"Świat w czasie drugiej wojny światowej był obojętny na los Żydów. Dorosłych i dzieci. Jan Karski ryzykował życie, wchodząc na teren getta, obozów zagłady. I co?-pytała.-Świat mu nie uwierzył. Wtedy! A dziś chcą, abym opowiadała o tym, co działo się za murem. Ponad sześćdziesiąt lat temu! Komu? Światu? A czy świat mi pomagał, jak szłam ulicą i płakałam z bezsilności? Gdzie wtedy byli ludzie?" [2]
Irena Sendlerowa poszła na wojnę ze złem, takich słów użyła autorka tej książki i myślę, że to najlepsze określenie na to, czym zajmowała się bohaterka publikacji. To ona nosiła do getta odzież, lekarstwa, jedzenie i pieniądze. Wraz z innymi robiła wszystko, co było w jej mocy, by uratować tych skazanych na zagładę ludzi.
"Dobro musi zwyciężyć, powtarzała często. Całym długim, niełatwym życiem udowodniła światu, że można być dobrym nawet wtedy, gdy dookoła są zło, nienawiść i śmierć. Cierpiała, widząc, że świat nie wyciągnął należytych wniosków z okrucieństw drugiej wojny. Że nadal na całym świecie mnóstwo jest przemocy, nietolerancji, cierpienia." [3]
Po tym wstępie autorka zaprasza nas do zapoznania się z rozmową z córką Ireny Sendlerowej, Janiną Zgrzembską, w dzieciństwie nazywanej Asiunią. To ona dzieli się z czytelnikiem wspomnieniami na temat swojej mamy, pokazuje zdjęcia, dokumenty, opowiada o uratowanych dzieciach, o powojennych spotkaniach z ocalonymi.
Poznajemy całe życie Ireny Sendlerowej, Dowiadujemy się, że wywodziła się z rodziny z tradycjami, że marzyła o studiach o charakterze społecznym, jako siedemnastolatka zaczęła studiować prawo, ale kierunek ten zawiódł ją, bo zabrakło na nim podstaw do pracy społecznej. Przeniosła się na wydział humanistyczny o specjalności polonistyka.
Książkę czyta się z prawdziwym zainteresowaniem. Śledzimy losy jej bohaterki z niepokojem, podziwem, doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, jak wyjątkowa to opowieść. Opowieść o kobiecie, o której nie wolno nam nigdy zapomnieć. Jest dla nas wzorem do naśladowania, niedoścignionym, prawdziwym, godnym szacunku.
Anna Mieszkowska podjęła się zadania trudnego, ale moim zdaniem wywiązała się z niego bardzo dobrze. Rzetelnie opowiedziała nam o faktach znanych od dawna, ale też o tym, czego nie wiedzieliśmy. Sprostowała i uzupełniła biografię Ireny Sendlerowej. To publikacja dopracowana i świetnie napisana. Autorka przybliża nam sylwetkę wielkiej, lecz niepozbawionej ludzkich uczuć, takich jak strach czy bezsilność, postaci. Pani Irena nigdy nie uważała się za bohaterkę, jej zdaniem tak należało postąpić, to był jej obowiązek.
Przejmująca, wartościowa to była lektura. Jeszcze wiele razy będę czytać jej fragmenty, ponieważ refleksje Ireny Sendlerowej na temat wojny są bardzo interesujące i dają do myślenia. Powinniśmy wyciągnąć z nich wnioski na przyszłość, zrozumieć zasady, jakimi warto się kierować. Brać z tej niezwykłej osoby przykład.
Pięknie wydana biografia, obok której nie sposób przejść obojętnie. Poznajemy nie tylko opowieść samej zainteresowanej, ale też osób z jej otoczenia, jej bliskich, przyjaciół, znajomych. Myślę, że nie trzeba nikomu polecać tej publikacji.
[1] Anna Mieszkowska "Prawdziwa historia Ireny Sendlerowej", Wydawnictwo Marginesy, 2014, s. 7
[2] Tamże, s. 8
[3] Tamże, s. 10
Subskrybuj:
Posty (Atom)











