wtorek, 30 czerwca 2015

Dzień z książką. Katedrale. Joanna Kubica. Fragment trzeci.

Dzień z książką.
Katedrale. Joanna Kubica.
Fragment trzeci.
"-Cześć! Jestem przy Hali Targowej... Idę pieszo, bo uciekł mi nocny autobus, a następny będzie za pół godziny. 
-Miałam straszny sen.
-Przyśnił ci się oblany egzamin?
Natalia prychnęła.
-Nie, to nie to. Wbrew pozorom są gorsze rzeczy. Wyobraź sobie, że... dyrektora mojego dawnego gimnazjum kazała mi skoczyć z Mostu Tumskiego do Odry. I nazwała mnie Karoliną. W sumie chciałam się kiedyś tak nazywać.
-Och...-chłopak nie bardzo wiedział, jak powinien skomentować wyzwanie swojej najlepszej przyjaciółki.-Jak dotrę do ciebie, to porozmawiamy, okej?
-Dobrze.
-Twoja mama na pewno nie ma nic przeciwko temu, żebym u was nocował?
-Przecież ją znasz. Ona chyba ma nadzieję, że nas zeswata. Ku uciesze wszystkich sąsiadów.
-Tylko się upewniam. Do zobaczenia!
Natalia wyłączyła komórkę i położyła się na kanapie. Naprawdę nie ma się czym przejmować, to był tylko głupi sen."


Dzień z książką. Katedrale. Joanna Kubica. Fragment drugi.

Dzień z książką.
Katedrale. Joanna Kubica.
Fragment drugi.


"-Pamiętaj... dwie strony, by dopełnić... dwie strony, by zrozumieć... dwie strony, by prawdę poznać... gdy będziesz gotowy... I nie mów... nikomu...
Po tych słowach znieruchomiał. Jego oczy przybrały barwę srebra, podobną do ran, których mnóstwo prześwitywało przez rozerwaną czarną szatę. Karolina dotknęła jego szyi w złudnej nadziei, że może jeszcze wyczuje puls. Gwałtownie cofnęła dłoń. Chociaż panował straszny upał, ciało nieznajomego było zimne jak lód.
Wstała i w pierwszej chwili chciała uciec. Świat zawirował albo to jej zaczęło kręcić się w głowie z nerwów. Serce waliło jak oszalałe, a ona chwiała się na nogach. Nie mogła tego mężczyzny tak po prostu zostawić. Uniosła drżącą rękę i spojrzała w górę. Wyszeptała wezwanie SOS. W niebo wystrzeliły czerwone promienie niczym sylwestrowe fajerwerki, ale te bynajmniej nie zwiastowały powitania Nowego Roku. Oznaczały prośbę o pomoc."

Dzień z książką. Katedrale. Joanna Kubica. Fragment pierwszy.

Dzień z książką.
Katedrale. Joanna Kubica.
Fragment pierwszy.
" Ołowiane chmury nadciągnęły ze wschodu i zawisły nad sparzonym słońcem Wrocławiem. Mieszkańcy witali je z radością jako zapowiedź końca tego piekła. Sierpień powoli zbliżał się do końca.
Natalia siedziała w samochodzie, wdzięczna niebiosom, że egzaminator nie mógł widzieć jej łez, skrywanych przez ogromne okulary słoneczne. Już trzeci raz oblała praktyczny egzamin na prawo jazdy. Udawała, że nie słyszy moralizatorskiej przemowy egzaminującego. Torturował ją opisem wszystkich karygodnych błędów, które popełniła. Pewnie spodziewał się takich rezultatów od chwili, gdy stanęła przed nim na drżących nogach.
Wreszcie padło znienawidzone pytanie: wraca do ośrodka czy woli wysiąść od razu? Oczywiście, że wysiadła. Obędzie się bez łaski, panie egzaminatorze. Była zbyt grzeczna, aby rzucić mu to w twarz. Za to na pożegnanie strzeliła drzwiami granatowego Renault Clio z numerem trzydzieści jeden. Kartkę z negatywnym wynikiem egzaminu wrzuciła do torby i truchtem pobiegła na przystanek 'ósemki'. Byle dalej od własnej porażki."



poniedziałek, 29 czerwca 2015

Siedem pytań do pisarza. Anna Sakowicz.

W dniu premiery trzeciej publikacji Anny Sakowicz zapraszam do udziału w zabawie.



Anna Sakowicz prowadzi dwa blogi:
http://anna-sakowicz.blog.pl/
http://kuradomowa.blogujaca.pl/


Jest polonistką, redaktorką, blogerką i kolekcjonerką starych książek.
Debiutowała w 2014 roku zbiorem humoresek "Żółta tabletka", druga z kolei książka to "Złodziejka marzeń". Obecnie pracuje nad jej kontynuacją.
"Szepty dzieciństwa" polecam na okładce:

Całość recenzji tutaj:
http://asymaka.blogspot.com/2015/06/szepty-dziecinstwa-anna-sakowicz.html

Opinia na temat "Złodziejki marzeń":
http://asymaka.blogspot.com/2014/09/zodziejka-marzen-anna-sakowicz-recenzja.html

I "Żółtej tabletki": http://asymaka.blogspot.com/2014/06/anna-sakowicz-zota-tabletka-opowiadania.html


SIEDEM PYTAŃ DO PISARZA:
Zabawa zaczyna się dzisiaj, 29 czerwca i potrwa do 6 lipca do godziny 23:00.
Każdy z czytelników Pisaninki może zadać autorce jedno pytanie. Im ciekawsze i mniej banalne, tym lepiej. Pytania proszę zadawać w komentarzach pod tym postem, nie zapominając o pozostawieniu adresu e-mail, bym mogła skontaktować się ze zwycięzcą.
Spośród wszystkich pytań zostanie wybranych SIEDEM, na które autorka odpowie w osobnym poście, w formie wywiadu. Osoba, która zada najbardziej interesujące pytanie, zostanie nagrodzona egzemplarzem powieści.
Nagrodę ufundowało Wydawnictwo Szara Godzina i Autorka. 


Kochając pana Danielsa. Brittainy C. Cherry Najlepsza książka, jaką czytałam w tym roku!

W którym momencie przepadłam?
Czy widząc przepiękną, klimatyczną okładkę?
Czy poznając tytuł, jakże romantyczny i wymowny?
Czytając opis na okładce?
Nie, nie, nie i jeszcze raz nie!



Przepadłam naprawdę, gdy zobaczyłam wzmiankę o Tupacu Shakur, którego muzykę uwielbiałam, gdy uczęszczałam do szkoły średniej.







"Kochając pana Danielsa" to książka, która od pierwszych stron wciągnęła mnie, jak rzadko która. Zapomniałam o całym świecie, czytając o dramatycznych chwilach z życia głównej bohaterki. Trafiłam na pogrzeb jej ukochanej, starszej od niej o piętnaście minut siostry bliźniaczki. Gabriela, bo tak miała na imię była zabawna, inteligentna i cudowna. Ashlyn straciła nie tylko ukochaną siostrę, ale też najlepszą przyjaciółkę i część siebie. Nie potrafi odnaleźć się w świecie, w którym nie ma Gabby. Wszystko straciło sens... Nie jest w stanie powstrzymać łez choćby na chwilę, nie myśleć, nie wspominać, nie zastanawiać się, dlaczego została sama?
Na dodatek w momencie, gdy całe jej życie rozsypuje się niczym domek z kart pod wpływem delikatnego podmuchu wiatru, okazuje się, że matka już jej nie chce. Ma zamieszkać z ojcem, którego nie zna. Z dala od znajomych miejsc, od rodzinnych stron. Gdy trafia do domostwa ojca, okazuje się, że ma on własną szczęśliwą rodzinę i dwoje przybranych dzieci. Ma dzielić pokój z Hailey, która do jej ojca mówi: "Tato" i zna go o wiele lepiej niż ona, jego biologiczne dziecko. Wszystko to przytłacza Ashlyn i gdyby nie fakt, iż w pociągu poznała Pana Cudne Oczęta chyba nigdy już nie odzyskałaby nadziei na spokojne i dobre życie.
A kim jest właściciel tych pięknych oczu?
To równie zagubiony jak ona dwudziestodwuletni mężczyzna. Na jego oczach zmarła mama, niedawno stracił także ojca. Brat stale przysparza mu tylko zmartwień i trosk. Jedyną radością jest zespół muzyczny, w którym gra.
Czy Ash i Danny będą mieli szansę na wspólną przyszłość? A może spotkają się tylko po to, by pomóc sobie nawzajem wyjść z otchłani rozpaczy, w jakiej się znaleźli?

Poruszyła mnie do głębi ta historia i nie mogłam się od niej oderwać nawet na moment. Skończyłam ją czytać o drugiej w nocy, choć już dawno nie zdarzyło mi się nic podobnego. Od samego początku wiedziałam, że to lektura niezwykła, wyjątkowa, taka, o której nie sposób zapomnieć. To romantyczna opowieść, piękna, niebanalna, wyciskająca z oczu łzy. W żadnym momencie nie była sztuczna, niewiarygodna czy zbyt patetyczna. To książka, która pozostaje w sercu na długi, długi czas. Czasem zabawna, innym razem refleksyjna, wzruszająca. Pokazująca, jak ważnym uczuciem jest miłość ze wszystkimi odcieniami. Bo to historia naprawdę wielkiej miłości. Takiej, dzięki której chce nam się znowu oddychać pełną piersią.
Rzadko kiedy możemy spotkać na swojej życiowej drodze kogoś, w czyim towarzystwie czujemy się wyjątkowo. Ważni, doceniani, dowartościowani. Przed kim nie musimy udawać, ukrywać smutku czy radości, bo on będzie dzielił z nami wszystko to, czego doświadczamy. Prawdziwa bratnia dusza... Ktoś, kto śmieje się z tych samych dowcipów, co my, ktoś, kto myśli podobnie, ma podobne zainteresowania i doświadczenia.

Bohaterowie wykreowani rewelacyjnie, wyraziści i nietuzinkowi. Całość czyta się szybko i z prawdziwym zainteresowaniem. Można się bez reszty zapomnieć, poczuć klimat tej jakże romantycznej historii. Dawno nie spotkałam się z tak doskonałą publikacją. Dla mnie to mistrzostwo świata i chciałabym kiedyś tak pisać. Tak obrazowo, plastycznie, pokazując emocje swoich postaci, ich przemyślenia, wahania, rozterki i smutek tak wielki, że aż rozdzierający, łamiący serce.
Wszystko to przeplatane jest cytatami z Szekspira, ale też listami od zmarłej siostry, które miały uzmysłowić Ashlyn, że życie toczy się dalej i że Gabrieli zależało na tym, by jej bliźniaczka uśmiechała się i cieszyła każdym dniem. Nie opłakiwała jej nieustannie i nie wspominała tego, co było. Myślała raczej o tym, co przed nią.

"Kochając pana Danielsa" to książka, po przeczytaniu której zaczynamy się zastanawiać, jak dalej żyć? Czy jeszcze kiedykolwiek dane nam będzie zapoznać się z lekturą tak wyjątkową, subtelną i wartościową w każdym calu? Najpiękniejszą.
Dla mnie to na ten czas KSIĄŻKA ROKU.
Polecam.


"W moim życiu wydarzyło się wiele okropnych rzeczy. I z doświadczenia wiem, że jeśli nie powiesz tego, co musisz powiedzieć, kiedy masz ku temu okazję... będziesz tego żałowała. Nawet jeśli jesteś zła, powiedz to. Wykrzycz to światu, kiedy masz taką szansę. Ponieważ życie przemija, tak jak i wszystko inne. Podobnie jak niewypowiedziane słowa." [1]








[1] Brittainy C. Cherry "Kochając pana Danielsa", Wydawnictwo Filia, 2015, strona 363


niedziela, 28 czerwca 2015

Francuska opowieść Krystyna Mirek




Krystyna Mirek to jedna z tych polskich pisarek, której książki mogłabym polecać w ciemno, ponieważ jeszcze żadna z napisanych przez nią powieści nie zawiodła mnie. Czytałam już większość z nich i wszystkie na równi przypadły mi do gustu. Nie potrafiłabym jednoznacznie wskazać, która z historii stworzonych przez Krystynę Mirek urzekła mnie najbardziej, ponieważ pokochałam każdą z nich.
Na "Francuską opowieść" czekałam z wielką niecierpliwością. Zależało mi na chwili relaksu w pobliżu francuskiej winnicy. Chciałam skosztować przepysznych serów, którymi delektowałabym się w tej jakże klimatycznej atmosferze, popijając wino z dojrzałych winogron. Rozmarzyłam się...


Wyruszamy wraz z Krystyną Mirek na południe Francji. To tutaj najpiękniej świeci słońce, tu można marzyć i wierzyć w spełnienie tych marzeń o wiele bardziej niż w jakimkolwiek innym miejscu.

Bohaterka "Szczęścia all inclusive" wróciła właśnie z Grecji. Nie wszystko jednak odbyło się tak, jak widziała to oczami wyobraźni. Pragnęła, by ukochany czekał na nią na lotnisku, by podarował jej kwiaty i złożył na jej ustach gorący pocałunek. By powiedział jej, jak bardzo za nią tęsknił i przypomniał jej, jak wielkim uczuciem pała w stosunku do niej. Nic takiego jednak nie miało miejsca. Na krótkotrwały powrót do Polski, po to tylko, by za moment wyruszyć do Francji, złożyło się zniechęcenie, zmęczenie, rozterki. Niepewność, czy to tak miało być? Czy to właśnie z nim powinna spędzić resztę życia, skoro wszystkie znaki wskazywały, że już to kiedyś przeżyła? W innym miejscu, w innym czasie, z kimś innym...
Nie miała ochoty na powtórkę "z rozrywki", zwłaszcza, że tamten czas przyniósł jej tyle cierpienia i przysporzył nie lada kłopotów.
Mimo wszystko Beata wyjeżdża z ukochanym do Francji. Planują rychły ślub. Nic jednak nie idzie po jej myśli. W podróż wybierają się wraz z nimi jej były i była jej obecnego chłopaka. Czy ta czwórka może się dogadać? Czy ich wspólna wyprawa może komukolwiek przynieść korzyści?
Poznamy w tej historii również Aleksa, Polaka, który od wielu lat pracuje dla tajemniczego właściciela wiekowego zamku i jest raczej wrogo nastawiony do rodaków próbujących znaleźć płatne zajęcie w winnicy. Opryskliwy i mało sympatyczny, ma za sobą wiele traumatycznych przeżyć, a błędy, które popełnił w przeszłości nie dają o sobie zapomnieć.
Oliwia, pani każdej sytuacji, nagle zostaje postawiona naprzeciw człowieka, który szczerze jej nie znosi i na którego jej urok zwyczajnie nie działa. Chciałoby się powiedzieć, że trafił swój na swego. Co z tego wyniknie?
Oczywiście arcyciekawą jest również postać samego Hrabiego, nurtuje nas ona i intryguje od samego początku.

To historia o wielu ludzkich dylematach, rozterkach, przeciwnościach, samotności i ogromnym cierpieniu. O tym, że czasem bardzo trudno jest dokonać rozsądnych wyborów, podjąć decyzje właściwe i zgodne z naszym sumieniem. Nie zawsze wiemy, co jest dla nas i naszych bliskich dobre, dlatego warto słuchać rad innych. Tych, którzy patrzą z dystansem i bez emocji na nasze życie. Nie zapominajmy, że stawka jest najwyższa, bo chodzi wszak o nas samych i nasze własne szczęście.


Cudownie pisze Krystyna Mirek. Tak klimatycznie, ciekawie, inspirująco... Przeniosłam się w okamgnieniu do francuskiej winnicy, czułam zapach winogron, jadłam ze smakiem sery, popijałam je przepysznym winem, spoglądałam w niebo... ach, wspaniale spędziłam czas. Krysiu, dziękuję. Przepięknie opowiadasz te swoje niebanalne historie. Dla kogoś, kto nie ma funduszy na wyjazd "Francuska opowieść", podobnie jak zeszłoroczne "Szczęście all inclusive", może okazać się czasem niezapomnianych, wspaniałych wakacji. Cudowny relaks! I jeszcze te Twoje postaci, jak żywe, początkowo irytujące, a później... no właśnie. Nie zdradzam już szczegółów, powiem tylko, że pozory mylą. I warto zmienić zdanie, nie trzymać się uparcie swojego, jeżeli nie mamy racji.

sobota, 27 czerwca 2015

Wywiad z Jackiem Ślusarczykiem.

Jacek Ślusarczyk wywiad




Autor niebanalnej i niezwykle zabawnej powieści „Zebra w barze… czyli Polak potrafi” zgodził się odpowiedzieć na kilka moich pytań. Może za sprawą tej rozmowy uda mi się dowiedzieć coś więcej o Jacku Ślusarczyku.


Anna Grzyb: Skąd wziął się pomysł na „Zebrę w barze…”? 
Naprawdę uważa Pan, że to książka skierowana przede wszystkim do mężczyzn? Według mnie i kobiety mogą świetnie się z nią bawić…
Jacek Ślusarczyk: Pomysł na książkę?
Zbieg okoliczności. Myślę, że każdy ma kiedyś w życiu taki moment, kiedy chce podzielić się swoimi spostrzeżeniami, doświadczeniami albo przemyśleniami z kimś, kogo kocha. A ja kocham ludzi. Kiedy podróżowałem po świecie nie chodziłem do muzeów, nie "zwiedzałem zabytków"i nie łaziłem, żeby zobaczyć... i zaliczyć. Byłem... i wpisałem się... /na murze/! Pierwsza rzecz... znaleźć lokalnych tubylców, zaprzyjaźnić się i pogadać o życiu. Miałem szczęście poznać i pracować razem z teatrem awangardowym "Akademia Ruchu". Zwiedziłem w ten sposób kawał Europy. Cudowna przygoda ze wspaniałymi ludźmi. Tak, że... ochota podzielenia się.
Następną sprzyjającą okolicznością był przestój w pracy. Naokoło wszyscy ciężko udawali, że coś robią, a ja nie musiałem...tłukłem w klawisze laptopu i...zawsze wyglądałem na zapracowanego.
Trzecim powodem była frustracja. Cały rynek w Polsce opanowały kobiety. Pani Grochola, Pani Gutowska -Adamczyk... nie muszę udowadniać, wystarczy spojrzeć na półkę z książkami. Właśnie teraz piszę do pani, Pani Aniu, a moim wydawcą jest Joasia. Kobiety piszą dla kobiet. Domy stoją nad Rozlewiskami, wszędzie pleni się miłość i tragedia gdzieniegdzie. Proszę mnie źle nie zrozumieć. Książki są świetne, wszystkie przeczytałem, ale jak zobaczyłem kiedyś okładkę, na której mężczyzna leży w łóżeczku i ssie paluszek jak jakiś obsrany niemowlaczek... to mną zatrzęsło. Pomyślałem, że może czas na książkę TEŻ dla mężczyzn. To sobie sam napisałem.
W ten sposób odpowiedziałem przy okazji na pytanie drugie.

 AG: Opowiedział Pan, i to jak... Takiego rozmówcy jeszcze nie miałam. 
 Którego ze stworzonych przez siebie bohaterów obdarzył Pan największą sympatią, z którym mógłby się Pan zaprzyjaźnić?
Czy historia ta zawiera elementy autobiograficzne, czy czerpał Pan inspirację z życia swojego lub swoich znajomych? 
JŚ: Bohaterowie mojej powieści istnieli naprawdę, i byłem zaprzyjaźniony z nimi / i jestem / też naprawdę. Jak już napisałem... kocham ludzi i biorę ich takimi, jakimi są. Nie przebieram. Ludzie są fajni i każdy ma w sobie coś ciekawego. Ludzie skłóceni ze sobą nie szukają przyjaźni, męczą się sami.
I tu widzę odpowiedziałem częściowo na pytanie czwarte. Książka jest autobiograficzna. Niektóre elementy podkoloryzowane trochę, zmienione nazwiska i nazwy, poza tym... historia prawdziwa.

 AG: Jaką literaturę preferuje Jacek Ślusarczyk?
JŚ: Czytam wszystko, poza historiami o wampirach. Moja kochana siostra Barbara przysyła mi książki bez przerwy. Dzięki jej za to. Dobre książki czytam czasem parę razy. / Harry Potter...kto napisał, że to dla dzieci?!/


AG: Czy tworzy Pan kolejną powieść? Jeżeli tak, o czym ona będzie?
JŚ: Mam plan i początek powieści dla młodzieży. Za dwa lata będę na emeryturze /Hurrrra!/... może wtedy dokończę, bo w pracy, cholera, jesteśmy teraz wyjątkowo zajęci, a jak Smoleń mówił..."żyć trzeba".

 AG: Jakimi słowami zachęciłby Pan czytelnika do sięgnięcia po „Zebrę w barze…”?
JŚ: Jeżeli ktoś chce przeczytać książkę, którą się czyta lekko, jest zabawna i która pokazuje Stany Zjednoczone oczami kogoś, kto żyje tu od lat trzydziestu...to jest "Zebra w barze...".
Dziękuję za wywiad, Pani Aniu.



AG: Dziękuję za ciekawą rozmowę.