środa, 26 listopada 2014

wyniki :)))

Książkę

wygrywa osoba ukrywająca się pod pseudonimem: 

Oblicza Róży.
Gratuluję. 

Na licytację dla Kubusia.

O Kubusiu pisałam tutaj: http://asymaka.blogspot.com/2013/09/kubus-nadal-potrzebuje-pomocy.html

6 grudnia druga zbiórka na rzecz Kubusia.
W imieniu rodziców Kubusia dziękuję pięknie pisarce Agnieszce Agnieszka Lingas-Łoniewska Autorka za przekazanie kubeczka i książki na licytację. 
Dziękuję również Ani Ania Bachor, którą historia chłopczyka poruszyła do tego stopnia, że i ona postanowiła dać fanty na zbiórkę. 
Ludzie o wielkich sercach są wśród nas!!! 
Książki od wydawców także docierają, jak tylko znajdę czas, porobię zdjęcia. Wszystkim dziękuję. 




wtorek, 25 listopada 2014

Książka dnia czyli dzień z książką. "Szukaj mnie wśród lawendy. Zuzanna" Agnieszka Lingas-Łoniewska

Książka dnia czyli dzień z książką. 
"Szukaj mnie wśród lawendy. Zuzanna" Agnieszka Lingas-Łoniewska 
Fragment trzeci. 
"Najgorsze było to, że w nielicznych związkach, w których była, ciągle szukała tej iskry, tego ognia, tego powalającego uczucia, które ogarniało ją za każdym razem, gdy była przy nim. Na próżno. On w jej życiu był jak nikły płomyk-rozgrzał na chwilę, by potem zniknąć, zgasnąć. Złamał ją. Nie tylko jej serce, ale także wiarę w czystość, szczerość, wiarę w potęgę uczucia, w przekonanie, że istnieje coś takiego, jak miłość. Może dlatego nie była w stanie się przemóc, otworzyć na drugiego człowieka, nie umiała być po prostu sobą, zawsze grała jedną z wielu ról, jakie narzuciło jej życie. Tu zapewne tkwiła przyczyna tego, że mężczyźni uciekali od niej. Bo jak można być z kimś, kto tylko udaje, nie jest sobą, kto ciągle szuka w drugim człowieku kłamstwa, fałszu, podejrzliwie mu się przypatrując i analizując każdy ruch?"

Książka dnia czyli dzień z książką.
"Szukaj mnie wśród lawendy. Zuzanna" Agnieszka Lingas-Łoniewska

Fragment czwarty.
"Zofia rozejrzała się po swoim zagraconym mieszkaniu. Jej dzieci, Jacek i Agata, wyjeżdżały na cały tydzień na zieloną szkołę do Karpacza. W związku z tym kończyło się właśnie wielkie pakowanie.
-Nie będę brać tej kurtki!-Agata siedziała naburmuszona, rzucając czerwoną ocieplaną kurtałą, w sam raz w góry.
-Tam może być chłodno, chcesz po górach chodzić w skórze?-Zofia starała się zachować spokój.
-Ona jest wieśniacka, poza tym wcześniej chodził w niej Jacek.
-Głupia jesteś, byłem w niej tylko raz na wycieczce.-Starszy o rok brat grał na playstation i nie odrywał wzroku od ekranu, na którym trwał właśnie mecz o puchar świata.
-Sam jesteś głupi!
-A ty ruda!
-A ty ślinisz się do tej durnej Aśki!
-A ty do Darka, myślisz, że jest ślepy?!
-Zamknij się, ty...
-Spokój!-Zofia wreszcie musiała zareagować. Jak zawsze do niej należały wszelkie mediacje i łagodzenie sporów pomiędzy dwójką dzieci. Adam, jej mąż, był z reguły nieobecny, bo albo pracował w firmie, albo pracował w domu. Od szesnastu lat prowadził firmę informatyczno-programistyczną, która z dnia na dzień rozwijała się, a teraz przeżywała prawdziwy rozkwit."

Książka dnia czyli dzień z książką.
"Szukaj mnie wśród lawendy. Zuzanna" Agnieszka Lingas-Łoniewska

Fragment piąty, ostatni.
"-Dzieciaki są już duże, przecież skończyłaś plastyka, zrobiłaś kurs grafiki komputerowej. Adam ma mnóstwo kontaktów w tej branży, niech cię gdzieś poleci, będziesz robić, nie wiem, okładki do książek!-Zuza niemal zgrzytała zębami, nie mogąc zrozumieć, że nie każdy musi spełniać się w pracy zawodowej.
-Zuzka ma trochę racji, ślicznie rysujesz, projektujesz, mogłabyś też na tym zarabiać.-Gabrysia była mniej obcesowa, ale też nie umiała zrozumieć, dlaczego Zosia samowolnie skazała się na bycie kurzyskiem, jak złośliwie nazywała ją starsza bliźniaczka.
-Ja kurzysko, ty korposzczur, widać nasza rodzina przeżywa zezwierzęcenie.
-A ja?-Gabrysia się upomniała.
-Ty? Ty jesteś ten szakal z półwyspu!
Zosia z rozrzewnieniem wspominała liczne siostrzane kłótnie, wiedząc, że oddałaby wszystko, aby znowu spotkać się ze złośliwą Zuzką i zwariowaną Gabrysią i poczuć się młodo i beztrosko, jak zawsze czuła się w towarzystwie dziewczyn.
Gdy zanosiła brudne ubrania Jacka do łazienki, zerknęła w lustro. Blada twarz upstrzona piegami, rude kręcone włosy, zielone oczy. Identyczna Zuzka, może oprócz tych oczu, bo u starszej bliźniaczki wystąpiła chyba jakaś mutacja.
-Jesteś mutant, z kosmosu.
-Jasne, zaraz powalę cię spojrzeniem-Zuzka szczerzyła się, jeszcze gdy były małe, i obie piszczały, a przestraszona Gabrysia płakała.
Zosia uśmiechnęła się do wspomnień, dojrzała w odbiciu kurze łapki w kącikach oczu.
-Chyba naprawdę jestem kurzysko domowe-westchnęła i przystąpiła do dalszego sprzątania.
Po południu usiadła przy swoim biureczku i zaczęła szykować nową dostawę koralików, kolczyków i zakładek na kolejną aukcję na rzecz zwierzaków. Z lubością się temu oddawała, wierząc, że chociaż w niewielki sposób przyczyni się do pomocy potrzebującym czworonogom.
-Och, ty altruistko-uśmiechał się Adam, całował ją mechanicznie w czoło i wracał do swoich developów, macierzy i innych branchów."



Książka dnia Agnieszka Lingas-Łoniewska "Szukaj mnie wśród lawendy"

Fragment pierwszy. 

"Szedłem w dół, kierując się w stronę morza i małego wzgórza, które czarowało prawdziwą feerią barw. Dalej, idąc tropem drzew piniowych, znalazłem się wśród niskich i aromatycznych krzewów lawendy. Ten zapach chyba zawsze będzie mnie prześladował. Czy można sobie wyobrazić zapach? Dla mnie zawsze będzie miał jej twarz. Bladą, lekko piegowatą, otoczoną kręconymi rudymi włosami. I te oczy... niepowtarzalne. Te oczy, w których utonąłem, i które stały się moim przekleństwem. Te oczy, o których nigdy nie byłem w stanie zapomnieć. Jej spojrzenie, które wyryło w mojej duszy bolesne wyznanie. Wyznanie miłości. Takie samo, jakie ona mogła widzieć w moich oczach. Dlaczego więc się pogubiliśmy? Kiedy straciliśmy to wszystko? Za dużo niedopowiedzeń, za mało rozmów i zaufania. Długo nie mogłem tego zrozumieć i sobie wybaczyć.
A teraz wróciłem tu. Do tego kraju na południu, gdzie lawenda kwitnie, oszałamiając zapachem, gdzie szczyty odbijają się w krystalicznej, lazurowej wodzie, a ja ponownie odzyskałem i straciłem część swojego serca.
Gdy minąłem niebieskie niskie krzewy, zamknąłem oczy i wyobraziłem sobie, że ona jest tuż obok mnie. Często tak robiłem, katowałem się obrazami, wizualizowałem sobie jej postać, niemal czułem gładkość jej skóry pod opuszkami palców.
A teraz musiałem... Po prostu musiałem spróbować ją znaleźć. Nie istniałem bez niej.
Dlatego wciąż szukałem. Szukałem jej wśród lawendy."




Książka dnia czyli dzień z książką. 
"Szukaj mnie wśród lawendy. Zuzanna" Agnieszka Lingas-Łoniewska 

Fragment drugi. 
"Praca była dla niej wszystkim, dziewczyna żyła nią, żyła firmą. Wiedziała, jak mówią o niej podwładni-Żyleta. Taką miała ksywkę i wcale nie uważała tego określenia za obraźliwe. Taka właśnie była: ostra, bezkompromisowa i zawsze lojalna. Korpozwierzę. To ona, Zuzanna Skotnicka. 
Gdy weszła do biura, kiwnęła głową w stronę asystentki, która natychmiast poderwała się ze swojego miejsca i ruszyła za szefową do jej gabinetu. 
-Umów mnie z działem prawnym na jedenastą, mam pilna umowę do domknięcia, potem idę na lunch, po powrocie chcę rozmawiać z kierownikami działów. Czy przedstawiciele już są?
Zuzanna rozbierała się, jednocześnie klikając coś w laptopie, odbierając maile i logując się do aplikacji sprzedażowej."



Siedem pytań do pisarza Barbara Kosmowska

Zdjęcie: Ola Marcinkowska 


Głos oddaję pisarce: 

Siedem pytań do… Basi Kosmowskiej.

Kochani,
Mój problem polega na tym, że nie ma w zestawie żadnego zbędnego pytania. Wszystkie są inspirujące i „dopieszczające”. Wszystkie stawiane z pasją i pamięcią o autorce. To zaszczyt mieć takich „rozmówców”. Odpowiem zatem... na wszystkie, żałując, że tylko jedno wygrywa. Serdecznie dziękuję Państwu za udział w zabawie, a Ani – za niestrudzony i cierpliwy PR. Jeśli jest niebo dla miłujących książki, to powstało z myślą o Ani…


Zbliża się Boże Narodzenie,jaki prezent chciałaby Pani znaleźć pod choinką?
ewaudala77@op.pl

To może wydać się dziwne, ale święta bez książki pod choinką są jak choinka bez bombek. Marzę o dobrej powieści (na przykład „nowa” Tokarczuk lub Iwasiów) i .. o kalendarzu. Bez niego życie po świętach jest niemożliwe do ogarnięcia.



Zakładając, że Niebo istnieje, co chciałaby Pani usłyszeć od Boga u bram Raju?
monweg@wp.pl

„Dobrze, że już jesteś. Ktoś tu bardzo na ciebie czeka…"

Przygodę z twórczością Pani autorstawa zaczęłam będąc nastolatką od świetnej "Buby" i towarzyszy mi ona do dzisiaj. Uważam, że książki typu "Buba" czy "Buba .Sezon ogórkowy" chociaż są skierowane do młodzieży mogą być czytane i nawet powinne przez dorosłych. I na odwrót jak np. "Teren prywatny" który moim zdaniem pokazuje, że osoba dorosła może dalej dojrzewać. Czy takie wejście w skórę nastolatki, pokazanie jej emocji, jest łatwe czy przysparza jakichś trudności?
wersja.Asia@vp.pl

To praca dla cierpliwych. Uczenie się wciąż od nowa nastoletniego  myślenia i rozumienia nie jest łatwe, ale możliwe. Wystarczy wierzyć, że od czasu naszej młodości zmieniły się głównie dekoracje, a radości i smutki są wciąż takie same lub bardzo podobne.

W rozmowie z Anią Grzyb znalazłam informacje o tym, że jeździ pani na spotkania autorskie m.in. do bibliotek :) Pisze pani książki zarówno dla młodzieży jak i dorosłych. Czy do tych spotkań przygotowuje się pani jakoś szczególnie. Czy może przebiegają one spontanicznie bez wcześniej ustalonego programu. Ania P. anpit@interia.pl

Staram się pracować bez scenariusza. Dzięki temu spotkania są bardziej spontaniczne i łatwiej jest spełnić oczekiwania słuchaczy. Konspekt, choćby najlepszy, zawsze w jakiś sposób krępuje i mnie i rozmówców. Tak myślę… 


Co sprawia Pani większą trudność – opisywanie uczuć, myśli, nastrojów czy może samych wydarzeń? Gosia maginst@wp.pl

Myślę, że z psychologią postaci mam mniej problemów niż z fabularnością zdarzeń. Bywa i tak, jak w „Gorzko”, że fabuła interesuje mnie wręcz marginalnie. Jest pretekstem do pisania o tym, co dla mnie ważne – o ludziach…

Dlaczego na czas akcji w "Gorzko" wybrała Pani właśnie PRL, gdzie szarość za oknem przeplata się z marzeniami? Czy ma Pani jakiś szczególny sentyment do tamtych czasów?

pozdrawiam serdecznie :)
iza.81@o2.pl


Sentyment mam ogromny, to prawda. I poczułam wielką potrzebę zanurzyć się w minionym. Spojrzeć na własną młodość z dystansem. To także czasy wciąż wymagające ponownego nazwania, wyjaśnienia, zrozumienia. Zdefiniowania raz jeszcze i historii i uwikłanych w nią ludzi. A szarość lubię najbardziej. Poza marzeniami, oczywiście.


Znajomość z książkami Pani Barbary zaczęła się w moim przypadku od "Pozłacanej rybki", którą kupiłam moim córkom - przeczytałam, zachwyciłam się i... przepadłam. Na mnie akurat, jak dotąd - a nie czytałam niestety "Ukrainki" - największe wrażenie zrobiła książka "Gobelin". Anna, wrażliwa i utalentowana artystka, w pewnym momencie życia dochodzi do ściany, po drodze jest alkohol, zdrada męża, niefortunny romans, ale są też wspaniałe przyjaciółki. Czy ma Pani taką oddaną przyjaciółkę, a może to Pani jest kołem ratunkowym, opoką dla kogoś ze swojego otoczenia?
Agnieszka; wojcik.aga@interia.pl

Jak każdy, potrzebuję wsparcia, i jak pewnie wielu z nas, staram się także dawać je potrzebującym. Mam szczęście przyjaźnić się z moimi córkami, którym ufam i podziwiam ich dojrzałość. A historia „Gobelinu” jest związana z ważnym dla mnie epizodem. Kiedyś, z grupą przyjaciół, stworzyliśmy ośrodek pomagający osobom uzależnionym. Walczyliśmy, aby mógł powstać. Udało się, dzięki dobrej woli wielu ludzi. Dziś „Homo Liber” świetnie sobie radzi. Książkę napisałam w prezencie dla ośrodka i jego pacjentów.   

Pani, jako obserwatorka ludzi. Kogo jest łatwiej opisać w książkach,- ludzi ubogich, średniozamożnych czy bogatych i jeszcze pragnących więcej?
dana1403@interia.pl

Najwdzięczniejszym tematem są ludzie, którzy potwierdzają swą wielkość w każdej sytuacji. „Dzieci gorszego boga” i ich losy bywają piękną lekcją mądrości i pokory. O nich piszę najchętniej.


Jeśli miałaby Pani opisać swój proces pisania powieści według smaków - to co byłoby gorzkie (trudniejsze), a co słodsze (łatwiejsze)?
Pozdrawiam,
kwiatusia1@gmail.com

Gorycz jest smakiem życia, słodycz – smakiem chwili. Gorzkie, a więc i trudniejsze są wyzwania wymagające od nas szczególnej wrażliwości. Dlatego owej gorzkości jest więcej w losach moich bohaterów.  A słodycz rezerwuję na życiowe desery, kiedy się okazuje, że nic nie jest do końca złe czy beznadziejne…

Jaki jest Pani sposób na osładzanie tego, co w życiu gorzkie? Czy nie robi Pani tego, wychodząc z założenia, że każdy smak jest ważny i ma znaczenie?
To pytanie niemal nakłada się na wcześniejsze, dlatego jednym zdaniem: Jeśli już osładzać, to tak, aby nie zgubić innych smaków. Taką miarką jest pamięć o prawdzie i prawdopodobieństwie. Uważnie operuję przyprawami…
Każdy smak jest ważny!

Napisała Pani świetną książkę o gorzkim tytule. Czy czytelnicy mogą liczyć również na coś słodkiego Pani autorstwa?

karolina_23-1985@o2.pl

Tak! Może nieco młodsi czytelnicy, ale będzie zdecydowanie weselej!

Co Pani życiu nadaje smak?
antoniak24@wp.pl

Miłość, tęsknota… Słodko-gorzkie to moje życie…


Pisanie książek wymaga lekkiego pióra. Jak z jego lekkością było w czasach szkolnych? Jak Pani wypracowania oceniali poloniści – co chwalili, a co krytykowali? Czy widzieli w Pani talent literacki czy wręcz przeciwnie?
martucha180@tlen.pl

Poloniści to chyba jedyni nauczyciele, którzy we mnie wierzyli. Innym tego nie ułatwiałam. 
Chwalono moją wybujałą wyobraźnię, ganiono za błędy ortograficzne. O talencie wspominano, ale nie wierzyłam. I do dziś mam z tym problem. Ufam raczej swojej pracowitości, choć pióro rzeczywiście lekkie i trzeba je mocno trzymać na wodzy.


Teresa chce uciec z Miasteczka do Miasta...nie ma tu nazw konkretnych miejsc, co sugeruje, że chciała Pani pokazać uniwersalizm w treści powieści. Czy dziś młodzi ludzie postrzegają wieś jako "tą bez perspektyw", a wielkie aglomeracje to oaza szczęścia...jak Pani myśli? Czy przez te 50 czy 60 lat tak mało się zmieniła mentalność młodzieży?

Pozdrawiam!
obliczarozy@wp.pl


Dzięki dostępowi informacji, wszechobecnemu Internetowi i komórkom, nie ma już chyba takiej klaustrofobicznej wizji wsi. Raczej jej renesans, bo coraz częściej mieszkańcy dużych aglomeracji uciekają w sielskie klimaty. Dziś można być obywatelem każdej przestrzeni i odnaleźć siebie. Na pewno jest inaczej, choć wciąż pokutują stare przekonania, że prawdziwe życie to anonimowość wielkich skupisk. Zaświadcza o tym chociażby komentowana ze złośliwym uśmieszkiem kariera „słoików”. 


Czy dzieli Pani literaturę na kobiecą i dla mężczyzn? 
Marek 
marekudala@op.pl

Nie, Panie Marku. Dzielę ją wyłącznie na dobrą i złą.

Jestem właśnie po "Ukraince". Niesamowita, miękka i okrutna zarazem, językowo zachwycająca. Od kilku tygodni nie mogę się z niej otrząsnąć bo historia jak z baśni i jak z horroru zarazem, więc pytanie będzie dotyczyć tej właśnie książki. Jej język jest śpiewny i ma akcent mimo, że przecież tego nie słyszymy, a czytamy. Czy trudno było to uzyskać, i czy tak samo zadziałałoby w innym języku np. francuskim? Czy dałoby się powtórzyć ten zabieg na tyle inaczej by zadziałał tak samo dla innego języka? 
Iwona
imarba@wp.pl


Bardzo trudne pytanie, Pani Iwonko. Ze wschodnim zaśpiewem nie miałam kłopotów, bo rosłam w kresowej rodzinie. Wprawdzie nie ukraińskiej, ale mówiącej w charakterystyczny dla Wschodu sposób. Sądzę, że każdy język można stylizować, jednak potrzebna jest jego autentyczna nuta. I najlepiej zapisana w sercu.

 
Młodzież to wymagający odbiorcy, ale Pani potrafi do niej dotrzeć. Wprawdzie uczymy się całe życie, ale w wieku nastoletnim w dużej mierze kształtuje się charakter. Czy wierzy Pani w to, że książki (w tym również te Pani autorstwa) mogą w znaczący sposób zmienić człowieka - zmotywować do działania, pomóc w poradzeniu sobie z problemami czy otworzyć oczy na otoczenie?

Pozdrawiam!
edyta.cha@wp.pl

Muszę w to wierzyć. Muszę, ale i chcę. Sama wychowywałam się na książkach, bo w czasach mojej młodości były jedynym paszportem do lepszego świata. Teraz trochę przeraża konkurencja, z jaką musi mierzyć się literatura. Ufam jednak, że zawsze będą nowi czytelnicy. I w książkach właśnie odnajdą odpowiedzi na niejedno nurtujące pytanie czy niejedną bolesną wątpliwość.


Serdecznie wszystkim dziękuję raz jeszcze.  Czy pozwolą Państwo, że książka trafi do Monweg? To pytanie było dla mnie osobiście bardzo ważne. Najważniejsze. Gorąco pozdrawiam. Basia Kosmowska.

poniedziałek, 24 listopada 2014

Ucieczka z tajemniczego ogrodu. Rafał Witek.



Książeczką zainteresowałam się z uwagi na nazwisko autora. Miałam zaszczyt patronować medialnie jego poprzedniej propozycji literackiej i dlatego postanowiłam przeczytać "Ucieczkę z tajemniczego ogrodu". Jest to opowieść z serii 'Bzik i Makówka przedstawiają', ale nie ma znaczenia, czy znamy poprzednią, pierwszą część, czy nie. Ja w każdym bądź razie nie miałam problemu z odnalezieniem się w rzeczywistości wykreowanej przez autora w tej historii. I bawiłam się znakomicie, ale to chyba Was nie dziwi, bo wiecie, że ja wszelkie książki dla dzieci i młodzieży uwielbiam.

"Ucieczka z tajemniczego ogrodu" to opowieść o Gabrysi Bzik i Nilsonie Makówce. Jak mówi sama Gabrysia, wszystko przez jej nazwisko!

"Gdybym nazywała się Gabrysia Grzeczniutka, to ludzie inaczej by mnie traktowali. Ale Gabrysi Bzik mogą się czepiać do woli. Dlatego ciągle ląduję na dywaniku u dyrektora. Któregoś razu wylądowałam tam z Nilsonem Makówką, kolega z klasy. Od tego czasu trochę się kumplujemy, ale nie myślcie, że ze sobą chodzimy! Łączą nas sprawy... jak by to powiedzieć... przygodowe." (fragment pochodzi z okładki)

Nilson wygląda na naprawdę zdenerwowanego, ale nie chce powiedzieć koleżance, co doprowadziło go do takich nerwów. Nie może wprost uwierzyć, że do tego doszło! Próbuje się nawet dodzwonić i wyjaśnić całą sytuację, ale nikt po drugiej stronie słuchawki się nie zgłasza. Wreszcie dzieli się z Gabrysią tym, co go gnębi. Okazuje się, że nie pojedzie do ojca, do Oslo. Planował wspólne wakacje z tatą, miał być u niego dwa tygodnie, ale niestety Norwegowi wypadł pilny wyjazd służbowy do Londynu i musi być "elastyczny". Syna dziwi to, że "kiedy dziecko zmienia zdanie, jest kapryśne, kiedy dorosły zmienia zdanie, jest elastyczny". Słuszne stwierdzenie moim zdaniem i właśnie za taki dowcip lubię szczególnie powieści dla dzieci. Rozbawiona coraz bardziej wciągałam się w życie Nilsona, było mi go żal i ciekawa byłam, jak to wszystko się zakończy? Co to za wakacje, jak się siedzi w domu. Zaraz przypomniałam sobie swoje własne, jak też moich dzieci przesiadywanie w czterech ścianach w letni czas. Nie ma nic gorszego!
Jakże współczułam temu chłopcu, martwiłam się wręcz o niego. Zero przygód, zero dobrej zabawy, nic tylko szara i smutna rzeczywistość, a na dodatek on przecież za tym ojcem tęskni! Tęskni bardzo!

Gabrysia wpada jednak na genialny jej zdaniem pomysł. Sroce spod ogona w końcu nie wypadła! Tata kolegi na pewno będzie się czuł winny, a ojciec, który ma wyrzuty sumienia, kupi dziecku wszystko! Wszystko, nawet drogą zabawkę czy gadżet. Nasza niebanalna dwójka bohaterów na pewno w życiu sobie poradzi, pomyślałam, a poza tym robi się coraz ciekawiej i zabawniej. I tak faktycznie było. Po wybraniu najbardziej wymarzonych rzeczy, jakie chciałby dostać Nelson wysyła do rodzica e-mail. W załącznikach znajdują się zdjęcia dwóch przedmiotów niezbędnych dziesięciolatkowi.
Po kilku dniach przychodzi paczka od taty, a tam... tam nie ma wymarzonego telefonu, o nie! To jakaś pomyłka! Jest tam tylko stara, drewniana fujarka... Jak myślicie, dlaczego właśnie ten przedmiot przysłał ojciec Nelsona? Na to i wiele innych pytań odpowiedź znajdziecie w książce, którą serdecznie Wam polecam.

Dzieci będą miały niesamowite przygody. Przeniosą się bowiem do... tajemniczego ogrodu. Wśród wrzosowisk będą próbowały rozwiązać zagadkę swojej podróży w czasie. Niestety zapadnie zmrok i będą musiały znaleźć jakieś schronienie. Trafią do rezydencji pani Burnett, autorki "Tajemniczego ogrodu". Co ich tu spotka i czy uda im się wrócić do domu?

Zabawna, wciągająca i ciekawa historia. Rysunki choć nie są kolorowe naprawdę są idealnym dodatkiem do tekstu. Całość polecam zdecydowanie, zarówno czytelnikom w wieku bohaterów książki, jak też dzieciom starszym i młodszym. Nie będziecie się z nią nudzić, w żadnym wypadku! A ja koniecznie muszę przeczytać część pierwszą, zatytułowaną "Zgniłobrody i Luneta Przeznaczenia". Czekam też z niecierpliwością na trzeci tomik. "Autograf za milion dolarów" również może okazać się interesującą pozycją dla młodego człowieka.


Gdy zakwitną poziomki Agnieszka Walczak-Chojecka




Agnieszka Walczak-Chojecka to autorka dwóch książek, która w wieku pięciu lat stworzyła pierwszą rymowankę. Zarażona miłością do literatury w domu rodzinnym (jest córką cenionego literata), długo opierała się przeznaczeniu. W czasach studenckich publikowała w pismach literackich, współpracowała z radiem, ale później na wiele lat uśpiła swoje marzenia, by oddać się całkowicie pracy w korporacji. O dwudziestoletnich doświadczeniach z tego okresu czasu opowiedziała w swojej debiutanckiej powieści "Dziewczyna z Ajutthai. Niezbyt grzeczna historia", ale dopiero w "Gdy zakwitną poziomki" w pełni pokazała swój talent literacki.


"Gdy zakwitną poziomki" zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie, ponieważ poprzednia historia Agnieszki Walczak-Chojeckiej nie powaliła mnie niestety na kolana. I tym razem spodziewałam się więc książki napisanej poprawnie, ale bez wielkich emocji i zrywów. Byłam pewna, że przeczytam dosyć banalną opowieść o kobiecie, która szuka spełnienia. Tylko tyle i aż tyle. Dlatego, gdy tylko zagłębiłam się w fabule wiele razy otwierałam szeroko oczy ze zdumienia. Różnica jest kolosalna. Naprawdę. Ta książka nie nudzi, wzbudza w nas od samego początku całą gamę emocji, porusza nas, dotyka naszej wrażliwości. Podążając za bohaterką niełatwymi w gruncie rzeczy ścieżkami, wiele razy przystajemy, by przemyśleć, zastanowić się, jak sami postąpilibyśmy w zaistniałej sytuacji?

Karolina jest przed czterdziestką i naprawdę wie, czego chce. Potrzebuje miłości i... dziecka. W związku z Filipem czuje się bardzo dobrze, ale czy tak naprawdę jest szczęśliwa? A może jednak czegoś jej w nim brakuje? Tego, co może dać jej tajemniczy i przystojny Milan, przyjaciel sprzed lat? Czy ten ostatni obudzi w niej dawno uśpione emocje, czy nasza bohaterka straci dla niego głowę? Jakie decyzje podejmie kobieta i czy będą one słuszne?

Autorka po raz kolejny zaszczepi w nas miłość do podróżowania. Zarówno w tej, jak i w poprzedniej swojej propozycji literackiej pokazuje nam przepiękne miejsca, nieznane zakątki świata, wyruszamy wraz z nią w egzotyczne i klimatyczne wyprawy. Walczak-Chojecka ma niesamowity talent do oprowadzania nas i zarażania miłością do miejsc niebanalnych.

Ta książka jest bardzo ciekawa. Pisarka poruszy w niej wiele naprawdę trudnych i jakże aktualnych tematów, pokaże zagubienie swojej postaci, jej rozdarcie wewnętrzne, dwoistość jej natury, bo raz będzie silna i twarda, innym razem pełna nadziei, ale jednak niepewna tego, jak postąpić, szukająca własnej drogi. Będzie popełniać błędy, miewać rozterki sercowe, a jakby tego było mało, jej relacje z rodzicami dalekie będą od ideału. Czy uda jej się zachować równowagę w tym wszystkim? Czy ujawnienie tajemnic rodzinnych zmieni całkowicie jej i tak zwariowane życie? A ponadto, czy Karolina wreszcie znajdzie odpowiedź na pytanie, czego tak naprawdę chce? Co da jej prawdziwe szczęście, oparcie, z kim czeka ją przyszłość usłana różami?

Polecam najnowszą powieść autorki. To niezwykła historia. Tytuł dobrany idealnie, a całość napisana w sposób szalenie interesujący. Będzie intrygująco, klimatycznie, nietuzinkowo. Dylematy moralne świetnie opisane, bohaterowie wykreowani przepięknie, realistycznie, dialogi prawdopodobne. Książkę czyta się niebywale szybko, wciąga jak diabli. Nie zawiedziecie się.