poniedziałek, 17 października 2016

Słońce świeci wszystkim Monika Szwaja recenzja książki



Monika Szwaja od wielu, wielu lat należy do moich ulubionych pisarek. Czytałam wszystkie jej książki i każda z nich wywarła na mnie niesamowite wrażenie. Biją z nich: ciepło, optymizm, życiowa mądrość i doświadczenie. Cieszę się, że miałam przyjemność poznać Panią Monikę podczas Targów Książki.

"Słońce świeci wszystkim" to niezwykły zbiór opowiadań. Czytało się je z prawdziwą przyjemnością, niejednokrotnie zastanawiając się, jak przewrotny bywa los. Autorka doskonale posługiwała się językiem polskim, miała rewelacyjny, lekki styl, który nie nudzi czytelnika i nie denerwuje go. To wielka sztuka w dzisiejszych czasach pisać tak, by naprawdę zaciekawić odbiorcę, by chciał do naszej twórczości wracać. Piszących jest przecież tak wielu, a czytających niestety jak na lekarstwo. Tym bardziej żal, że Monika Szwaja niczego już dla nas nie stworzy...


Oczywiście niektóre z tych historii poznałam już wcześniej, ale kilka czytałam po raz pierwszy i ogólnie jestem bardzo zadowolona z lektury. Bohaterowie ciekawi i niebanalni, na pewno nie papierowi, opowiadania interesujące i zaskakujące. Polecam zdecydowanie!




poniedziałek, 10 października 2016

Pięć kilometrów do świtu Aldona Bognar





Aldona Bognar ma nastoletnią córkę, męża i trzy koty.
Bardzo się cieszę, że postanowiła napisać powieść, ponieważ to był naprawdę doskonały pomysł. "Pięć kilometrów do świtu" to książka, która nie tylko zaciekawi i zaintryguje czytelników, ale również oburzy ich i zdenerwuje. Wywoła skrajne emocje, a skoro tak się stanie, nie może to być historia płaska, banalna i nierzetelnie przygotowana. Wręcz przeciwnie, skupia uwagę, zmusza do refleksji i zastanowienia, co motywowało główną bohaterkę, dlaczego była tak zaślepiona i zwyczajnie głupia, bezwolna? Warto zaznajomić się z tą lekturą. Naprawdę. A dlaczego?


Natalia żyje jak księżniczka. Ma wszystko, czego potrzebuje. Jest szczęśliwa. Kochana. Spełniona.
Czy to możliwe? Czy cokolwiek z tego jest prawdziwe?


Jak mocno można być związanym z drugim człowiekiem? Jak bardzo od niego uzależnionym? Jak bardzo polegać na jego opinii? Jak bardzo być uległym, by mieć święty spokój?

To historia niezwykła, ponieważ zmusza nas do myślenia. Do postawienia trudnych pytań, do poszukiwania odpowiedzi na nie.

Co takiego wydarzy się w życiu Natalii, że wreszcie przejrzy na oczy?  Czy znajdzie sposób, by uniezależnić się od najbliższych, odseparować od nich, żyć z całych sił nie martwiąc się tym, co pomyślą o niej inni?

Książka ciekawie skonstruowana, dająca nadzieję, pokrzepiająca. Główna bohaterka wykreowana
w naprawdę dobrym stylu, przemyślana i interesująca. Potrafi perfekcyjnie tłumić emocje, jest doskonałą aktorką i tylko ona jedna wie, jak wiele ją to kosztuje. Czy naprawdę zrozumie, że można, a wręcz trzeba żyć inaczej? Czy da sobie drugą szansę? Jak bardzo zmieni się jej życie i co ta zmiana przyniesie? Czy można otrząsnąć się po tym, jak całe życie tkwiło się w kłamstwie i ułudzie?


Natalia swego czasu miała prawdziwą przyjaciółkę. Czy relacja, jaka ją z nią łączyła przetrwała próbę czasu? Czy nowo poznany mężczyzna pokaże naszej bohaterce inny, nieznany jej wcześniej świat? Czy spodoba jej się to, co zobaczy i co poczuje? Czy bez wahania rzuci się na głęboką wodę, poświęci wszystko, by wreszcie być szczęśliwą, spełnioną, a co najważniejsze - wolną?

Autorka tej historii pokazuje nam, że wszystko jest możliwe, że w każdym wieku możemy rozpocząć zmianę. Dać sobie szansę. Spełniać marzenia. Znaleźć rozwiązanie problemów, zacząć żyć dla siebie, nie dla innych. Całość serdecznie polecam, powieść czyta się w tempie ekspresowym.

niedziela, 9 października 2016

Wyprzedaż snów Marzena Rogalska recenzja powieści




Marzena Rogalska jest urodzoną w Przasnyszu polską dziennikarką, która postanowiła zadebiutować w nowej roli. Jej pierwsza powieść obyczajowa nosi tytuł "Wyprzedaż snów" i pojawi się na półkach księgarń już 26 października. To ciepła, optymistyczna opowieść o kobiecie, która specjalizuje się w ucieczkach bez słowa wyjaśnienia. Czy tym razem zostanie na zawsze w miejscu, które pokochała dawno temu?


Nie jest łatwo wrócić do świata, który opuściło się osiem lat wcześniej. Nie jest łatwo odszukać ludzi, których zraniło się do głębi opuszczając ich na blisko dekadę. Jak wyjaśnić powód ucieczki i jak opowiedzieć o wszystkich tych latach, które minęły? A może wcale nie trzeba niczego wyjaśniać, tłumaczyć, komplikować tego, co jest proste? Wystarczy tylko chcieć...


Agata jest okaleczona i doprawdy głęboko zraniona, ale stara się po raz kolejny na nowo poukładać swoje życie. Niestety nie jest to proste, ponieważ z poprzedniego nie zabrała zbyt wiele. Nie ma pieniędzy, mieszkania, pracy, perspektyw. Ma za to ogromny dar, z którego nie do końca zdaje sobie sprawę, albo którego nie chce przyjąć i zaakceptować.

Znajduje się w miejscu, w którym spędziła najpiękniejsze chwile. Z ogromnym sentymentem wspomina ten okres, wie, że czas tu spędzony był najszczęśliwszym w całym jej życiu. Co prawda wiele się tutaj zmieniło, nie utrzymywała kontaktu z przyjaciółmi i nie wie, czy tamte relacje da się odbudować, ale ma w sobie sporą dawkę nadziei i optymizmu.

To dosyć przewrotna historia, która pokazuje nam, że nawet gdy sami nie mamy zbyt wiele, możemy pomóc innym. Uświadomić im, jak ważne są marzenia, że warto dążyć do ich realizacji, że zmiany w naszym życiu są możliwe tylko dzięki nam samym. To my musimy zrozumieć, co jest istotne, to my musimy przypomnieć sobie, czego pragniemy i zawalczyć o samych siebie.

Mnie ta książka poruszyła do głębi. Czytałam ją w bardzo trudnym momencie mojego życia, dlatego tym bardziej doceniam jej przesłanie. To powieść, która przypomina nam, że na świecie jest wielu dobrych, serdecznych i życzliwych ludzi, wystarczy tylko szeroko otworzyć oczy i przestać skupiać się na własnych problemach, własnej egzystencji.

"Wyprzedaż snów" to bardzo udany debiut. Książkę czyta się szybko, styl autorki jest lekki, a jej bohaterowie prawdopodobni. To historia o prawdziwej przyjaźni, takiej, o jakiej marzymy, jakiej szukamy. Jestem zauroczona tą fabułą i polecam ją wszystkim. Nie zawiedziecie się, bo to naprawdę wciągająca i ciepła powieść. Zaskakująca, nieprzewidywalna, niebanalna, nieprzesłodzona, co w przypadku powieści obyczajowej jest nie lada sztuką. Czekam na kolejne książki Marzeny Rogalskiej z wielką niecierpliwością.
Premiera: 26.10.2016 


niedziela, 18 września 2016

Mimo wszystko... pożegnanie...


"Mimo wszystko..."

Żal tych uśmiechów,
okrzyków radości,
których nie zobaczysz
i nie usłyszysz.
Największy skarb bez Ciebie
będzie dążył do dorosłości,
lecz z Twoją ciekawością świata i wrażliwością.
Żal pochwał, których nie wypowiesz,
pękanie z dumy nie będzie Ci pisane,
lecz to, co ważne, to prawda o Tobie,
którą poznać na pewno będzie Jej dane.

Szkoda słów, z których nie ułożysz zdań,
jakby mimochodem,
w dwa tygodnie tworząc całość,
której nigdy już nie przeczytamy.
Nie zachłyśniemy się Twoim światem,
tak nam dalekim,
tak nieodgadnionym,
a jednocześnie bliskim tak.
Inności Twojej już nie zrozumiemy,
choć inspiracją byłeś
i przyjacielem.
Pomagałeś pojąć, co istotne,
a co nie ma żadnego znaczenia...
Uczyłeś serdeczności i optymizmu,
wygrałeś tyle walk.
Walczyłeś wytrwale przez wiele, wiele lat.
I miałeś w sobie magnetyzm,
dawałeś innym nadzieję,
siłę,
której tak często nam brakuje.
Od kilku dni noszę w sobie ciężar,
nie umiem zrzucić go ze swoich ramion,
wszystko inne jest takie nieważne,
zupełnie bez sensu...


Żegnam się z Tobą słowami
pamiętając, ile ciepła
od Ciebie otrzymałam.
Gdziekolwiek jesteś-
Trzymaj się!
Do zobaczenia
po jaśniejszej stronie...
mimo wszystko
kochałeś życie,
ja to wiem,
choć ono tak rzadko
kochało Ciebie.



poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Niebieskie migdały Katarzyna Zyskowska-Ignaciak recenzja książki





"Niebieskie migdały" to kolejna powieść Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak, którą miałam przyjemność przeczytać. Książka ta zaskoczyła mnie i to bardzo. Nie spodziewałam się, że autorka potrafi tworzyć historie z humorem, lekkie i zabawne, choć poruszające tematykę aktualną i bliską wielu kobietom. Do tej pory Zyskowską-Ignaciak znałam jedynie jako pisarkę tworzącą literaturę osadzoną w dalekiej przeszłości, jej powieści były bardziej poetyckie, subtelne, delikatne. Tym razem poznałam zupełnie inną jej twarz.



"Niebieskie migdały" przeczytałam w mgnieniu oka, z najprawdziwszą przyjemnością. Historia ta urzekła mnie i wciągnęła od samego początku. Już po przeczytaniu kilku pierwszych stron wiedziałam, że to powieść interesująca, zabawna i naprawdę dobrze napisana.



Ina nie myśli już o tytułowych niebieskich migdałach. Co prawda jest jeszcze całkiem młoda, ale ponieważ wkrótce przyjdzie na świat jej pierwsze dziecko, zdaje sobie sprawę z tego, że czas dorosnąć. Za wszelką cenę chce być samodzielna, dlatego robi wszystko, co w jej mocy, by nie korzystać z pomocy ekscentrycznej i nadopiekuńczej matki. Na ojca swojego dziecka nie może liczyć, ponieważ jego reakcja na wieść o ciąży nie pozostawiała żadnych wątpliwości...



Pora, by zapomnieć o niebieskich migdałach zdawała się być zatem idealna. I Ina z całych sił starała się twardo stąpać po ziemi, postępować rozsądnie i nie wierzyć już ani w miłość, ani w to, że marzenia mogą się spełnić.
Czy główna bohaterka tej historii dorośnie do roli matki? Czy wybaczy egoistycznemu, narcystycznemu prezenterowi telewizyjnemu i zapomni o tym, że nie mogła na niego liczyć, gdy w jej łonie rosło jego dziecko? Jaką rolę w całej tej opowieści odegra dopiero co rozwiedziony, smutny i zagubiony lekarz?

A może Ina wybierze kogoś zupełnie innego? Na przykład bez pamięci w niej zakochanego, zakompleksionego początkującego tancerza? A może nie wybierze nikogo, bo kto powiedział, że kobieta musi żyć w związku?


Całość czyta się w tempie ekspresowym. To książka optymistyczna, dowcipna, dająca nadzieję. Autorka stworzyła ciekawych, nietuzinkowych bohaterów, zaintrygowała doskonale oddając złożoność relacji między dorosłym dzieckiem a nadopiekuńczym rodzicem, interesująco opowiedziała o niełatwej rzeczywistości samotnej matki, o tym, co ją niepokoi, a co dodaje otuchy. Nie mogę zapomnieć o pięknie, ciepło opisanej przyjaźni, której niestraszne są poparzone palce i bałagan w kuchni. Ta książka sprawdziła się doskonale. Spędziłam czas w doborowym towarzystwie i nie żałuję, że poświęciłam jej kilka godzin. Zdawało mi się, że to zaledwie parę chwil...



Bawiłam się wyśmienicie! "Kupuję" Zyskowską-Ignaciak w takim wydaniu, choć wcześniej wydawało mi się, że znam już styl autorki i wiem, czego mogę się po niej spodziewać. Myślałam, że pisarka ta idealnie sprawdza się w lirycznych, nieco odrealnionych fabułach, a jednak myliłam się. Powieści obyczajowe osadzone we współczesnych realiach z jej nazwiskami na okładce okazują się być równie interesujące i niesztampowe. Czekam na podobne historie z wielką niecierpliwością. Polecam, polecam i jeszcze raz polecam. I nie zapominajcie o niebieskich migdałach. Dzieci naprawdę wolą szczęśliwe mamy, a nie te, które ze wszystkiego dla nich rezygnują i nie pamiętają, jak to jest być radosnym i beztroskim.

Recenzja książki "Niebieskie migdały" Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak, Wydawnictwo Filia 2016 r. 


Książkę można nabyć tutaj: http://bonito.pl/k-90526449-niebieskie-migdaly.

sobota, 6 sierpnia 2016

Wyniki czyli kto wygrywa Sabat czterdziestek

Jedna z odpowiedzi była bardzo zabawna i oryginalna, dlatego postanowiłam nagrodzić egzemplarzem powieści autorkę tej wypowiedzi: 

Myśląc "sabat czarownic" przed oczami pojawia mi się grupa dojrzałych kobiet przemykających przez miasto na nowoczesnych miotłach - motocyklach. Spod czarnych kasków wystają falujące na wietrze długie włosy. Pędzą pewnie na jakiś koncert, aby przy muzyce odstresować się i oderwać od rzeczywistości. Po sabacie wrócą przecież do swoich domów i będą przykładnymi żonami i matkami.

Pozdrawiam i gratuluję pomysłowości! 

niedziela, 31 lipca 2016

Aneta Rzepka wywiad z pisarzem

Aneta Rzepka wywiad z pisarzem






Aneta Rzepka jest absolwentką filologii polskiej, Jej debiut powieściowy przypadł na rok 2010 kiedy to na rynku wydawniczym pojawiła się „Tohańska branka”. Mieszka w stolicy, ale marzy o drewnianej chatce w górach. Czyta od dziecka. Pisanie jest dla niej najpiękniejszą przygodą i sposobem na oderwanie się od rzeczywistości. 


Anna Grzyb: Szukając dokładniejszych informacji o Tobie natrafiłam na takie zdanie: „czytelnik nadaje wartość dziełu”. Czy odbiorca Twoich powieści jest dla Ciebie ważny? Czy śledzisz recenzje swoich książek w Internecie, słuchasz rad innych w sprawie Twoich historii, masz pierwszych czytelników, z których zdaniem się liczysz?

Aneta Rzepka: Czytelnik jest bardzo ważny dla powieści, bo dzięki niemu nabiera ona innego wymiaru. Fabuła oglądana przez pryzmat doświadczeń odbiorcy jest zawsze nieco inna od tej stworzonej przeze mnie, bogatsza o doświadczenia innej osoby. Czytając recenzje często się dziwię, że ktoś coś takiego wypatrzył w moim tekście, przecież ja tam tego nie napisałam. Dopiero po zastanowieniu dochodzę do wniosku, że pewne sprawy można było tak zrozumieć. Bardzo ważny jest ten filtr osobisty, on powoduje, że jeden tekst można na wiele sposobów interpretować.
Tak, śledzę recenzje, bo one mówią mi nie tylko o tym, jak jest odbierana powieść, ale też, co należałoby ewentualnie dopracować, zmienić, doprecyzować. Mam też piszących znajomych, którzy wielokrotnie mi pomogli pokazując nieścisłości w fabule, kierunkując postaci i dając bardzo cenne wskazówki stylistyczne. 


AG: Jak powstają Twoi bohaterowie? Czy z góry wiesz, jaki charakter będzie miała ta czy inna osoba, którą opisujesz w swojej powieści?

AR: Na początku wiem tylko jak mniej więcej będzie wyglądał bohater i jakie cechy są mi potrzebne do stworzenia fabuły. Później dodaję mu pasję, sposób mówienia, różne manieryzmy. Ożywa w trakcie akcji, dostając konkretny strój, zawód, gadżet, jak na przykład okulary, pędzel, rower, staje się namacalny. Czasem ci, którzy mieli być negatywni się zmieniają, bo ktoś, kto lubi zwierzęta, słucha jakiejś muzyki albo podziwia zachód słońca nie może być skończonym draniem albo pustą lalką. Może natomiast mieć ich cechy.




AG: Czy któryś z Twoich bohaterów nie próbował wymykać się spod Twojej kontroli? Którego darzysz szczególnym sentymentem?

AR: Mam wrażenie, że bohaterowie tacy, jakich oglądają czytelnicy nigdy nie są do końca tacy, jakich ich sobie wymyśliłam w fazie przed zaczęciem pisania. Oni po prostu zawsze się zmieniają, bo muszą żyć tak, jak normalni ludzie. Inaczej nie byliby wiarygodni. Łatwiej tworzy mi się bohaterów negatywnych. Dla nich wystarczy kilka wyrazistych cech osobowości, nie trzeba ocieplać ich wizerunku ani poświęcać im dużo uwagi, bo mają do wykonania konkretną rolę: być tymi złymi. Inaczej jest z postaciami, z którymi chciałabym, żeby czytelnik się utożsamił, zrozumiał. Muszą mieć wady i zalety, złożone osobowości, ciekawe charaktery. Tu chyba najlepszym przykładam będzie Ola najpierw ta z „Kieszeni przeszłości”, później z „Czego o Tobie nie wiem”. To miała być taka pusta dziewuszka zepsuta pieniędzmi rodziców, bez wyższych uczuć, egoistyczna, nawet głupiutka blondynka. Ktoś taki jednak nie byłby zdolny do prawdziwej przyjaźni i poświęcenia. Dlatego Ola się zmieniła. Zmieniała się przez całe dwie powieści.






AG: Nie ukrywam, że Twoja najnowsza powieść „Czego o Tobie nie wiem” jest według mnie najlepszą, jaką napisałaś. Wyraziste, nietuzinkowe postaci, świetne dialogi, problemy „z życia wzięte”, doskonały, nienaganny styl wszystko to urzekło mnie i spowodowało, że nie mogłam oderwać się od lektury! Skąd czerpałaś pomysły, jak długo trwały prace nad książką?

AR: Pomysły leżą na ulicy, wystarczy je pozbierać, posłuchać opowieści ludzi, rozumieć, co tak naprawdę może boleć współczesnego człowieka i nieco ubarwić literacką fikcją. Bo, nie ukrywajmy, samo życie jednak nie czytałoby się dobrze, wyszedłby reportaż albo opowieść sąsiadki zasłyszana w kolejce. Literatura to coś więcej. Lubię sięgać po to „więcej”, ono nadaje smaczku codzienności. Pisanie akurat tej powieści nie trwało długo, bo wszystko wcześniej miałam poukładane w głowie. Długo natomiast tekst czekał na wydanie. Dwa lata leżał w szufladzie.

AG: Czy wierzysz w moc kobiecej przyjaźni, o której tak autentycznie napisałaś w „Czego o Tobie nie wiem”?

AR: Wierzę w przyjaźń. Sama mam taką przyjaciółkę, z którą mogę wszystko. Zdarza się, że nie rozmawiamy ze sobą bardzo długo, a kiedy się spotkamy, to jest tak, jakby nie było tego czasu. Jest to rodzaj szczególnego porozumienia, więź silniejsza od tych rodzinnych. Bo przyjaciół wybieramy sobie sami, a rodziny nie.

AG: Uważasz, że kobiety są na tyle silne, by pokonać wszelkie przeciwności losu i zawalczyć o własne szczęście? Jeżeli tak, to jak myślisz, z czego wynika ich siła?

AR: A kto ma walczyć o szczęście kobiet, jeśli nie one same? Każdy człowiek sam wie najlepiej, co jest mu potrzebne do szczęścia, co chce osiągnąć. Czasem potrzebuje pomocy w doborze środków, ale walczyć musi sam, ewentualnie przy wsparciu najbliższych. Siłę dają efekty. Dlatego trzeba sobie wyznaczać realne cele i do nich dążyć. Cieszyć się z małych sukcesów, a po niepowodzeniach wstawać, otrzepywać kolana i iść dalej. 




AG: Czy Twoim zdaniem to, jakie nosimy w sobie doświadczenia odciskają piętno na naszej przyszłości? Czy ją determinują?

AR: Na pewno. Przeszłość wypracowuje w nas cechy charakteru, czerpiemy z jej doświadczeń i osiągnięć. Ktoś, kto nigdy nie uprawiał sportu nie może nagle stać się wybitnym siatkarzem. Myślę, że pewnych doświadczeń nie można wymazać, ale można nad sobą pracować i negatywne emocje zastępować nowymi, dobrymi. Z doświadczeń pozytywnych należy natomiast czerpać.

AG: Jak wygląda Twój zwykły dzień? O jakiej porze najchętniej zasiadasz do pisania? Czy pracujesz przy biurku, w domowym zaciszu, czy wybierasz inne, bardziej wyszukane miejsce?

AR: Rano jest szykowanie dziecka do szkoły, później praca, przeważnie z przerwą na pójście do domu, wtedy mam czas, żeby coś ugotować, pomóc w odrabianiu lekcji, jakieś zajęcia dodatkowe, basen, kółko plastyczne, te sprawy... Piszę, kiedy mam czas. Najczęściej wieczorem, kiedy już nikt nic ode mnie nie chce. Pracuję zwykle przy biurku, tak jest mi najwygodniej. 

AG: Jakich rad mogłabyś udzielić osobom, które dopiero zaczynają swoją przygodę z pisaniem?


AR: Żeby się nie zniechęcały po pierwszych niepowodzeniach. Pisania trzeba się nauczyć, tak samo jak mówienia, chodzenia, czytania, liczenia... I nie chodzi tu wcale o umiejętność składania liter w słowa, a słów w zdania, ale głównie  umiejętność stworzenia ciekawej fabuły i opowiedzenia jej tak, żeby ktoś chciał przeczytać. Przeczytać nie z obowiązku, życzliwości czy na prośbę, ale dla własnej przyjemności.

AG: Czy trudniej jest wydać pierwszą czy kolejną powieść, gdy oczekiwania czytelników są już większe?

AR: Nie wiem, jak jest z oczekiwaniami czytelników. O tym mogę napisać tylko z własnego doświadczenia, że od autorów, których coś przeczytałam i mi się spodobało oczekuję utrzymania przynajmniej takiego samego poziomu. Na wielu się zawiodłam.
Moim zdaniem nie wystarczy wypracować sobie nazwiska, a później na nim żerować, produkując kiepskie książki, sztuką jest pisać tak, żeby każda kolejna powieść była lepsza od poprzedniej. Sama też staram się rozwijać warsztat, wprowadzać nowe techniki narracji, inaczej budować fabułę, efekty jednak mogą ocenić tylko czytelnicy. Czasem za duża innowacja albo zbyt odważne eksperymenty nie są dobrze przyjmowane. 
Samo wydanie książki... Nie wiem, czy trudniej wydać pierwszą czy kolejne. Nikt nie zamawia moich książek, nie obiecuje wydania na podstawie konspektu, nie walczy o podpisanie lojalki. Na pewno zdobywa się pewne doświadczenie we współpracy z redaktorami, wie czego się spodziewać po wydawcy, w czym jest dobry. Jeden robi świetną okładkę, drugi przykłada się do opracowania tekstu, inny fantastycznie promuje...


AG: Czy czytasz powieści „koleżanek po piórze”? Mogłabyś jakąś polecić czytelnikom mojego bloga?

AR: Czytam. Moim zdaniem nie można pisać, jeśli samemu się nie jest czytelnikiem. Literatura się zmienia, trzeba ją podpatrywać, żeby samemu nie tkwić w jednym punkcie, a wciąż się rozwijać. Jeśli miałabym polecać autora, to kryminały Małgorzaty Rogali, powieści Joanny Sykat, różnorodna jest też twórczość Kasi Bulicz-Kasprzak, ostatnio odkryłam Katarzynę Kołczewską. 


AG: Czy Twoim zdaniem istnieje przyjaźń między pisarkami?

AR: Istnieje. Pisarki to też ludzie zdolni do przyjaźni. Nie zawieram przyjaźni łatwo, ale mam kilka znajomych pisarek, z którymi łączą mnie ciepłe relacje. Wiem, że często zdarzają się niemiłe sytuacje, ale sama nie doświadczyłam zawiści, złośliwości czy innych przykrości ze strony innych pisarek. Zakładam, że może im się moja twórczość nie podobać, bo nie wszystko podoba się każdemu, mnie też nie każda książka przypada do gustu. Krytykę można jednak wyrazić w sposób cywilizowany i konstruktywny.




AG: Kiedy pojawi się kolejna powieść Twojego autorstwa? Czy możesz zdradzić nam, nad czym obecnie pracujesz?

AR: Nie wiem, kiedy się pojawi. W grudniu pewnie będę wiedziała, czy weźmie ją mój obecny wydawca. Jest to fabularna kontynuacja „Czego o Tobie nie wiem”, ale również tworzy zamkniętą całość.  I problematyka jest nieco inna, bardziej romans, ale też bolesna tajemnica z przeszłości, która odcisnęła piętno na wielu osobach. Główną bohaterką jest Marika, siostra Marcina. A obecnie układam sobie w głowie powieść z motywem detektywistycznym. Nie wiem, jak mi wyjdzie.

AG: Jakie publikacje dla dzieci uważasz za najbardziej wartościowe, bo zapewne niejedną książkę przeczytałaś swojej córeczce?

AR: Takie, które kształtują wyobraźnię, odwołują się do wartości, są pozytywne w odbiorze i pokazują, że dziecko może naprawdę wiele, jeśli chce. Obecnie jesteśmy na etapie „Opowieści z Narnii”, ale miło wspominamy Astrid Lindgren i wcale nie "Dzieci z Bullerbyn”, ale „Ronię, córkę zbójnika”.


AG: Dziękuję za rozmowę.

AR: Również dziękuję za miłą rozmowę i pozdrawiam serdecznie.