Wybór najlepszej pracy był naprawdę niebywale trudny, dlatego postanowiłam nagrodzić wychowanków przedszkola, w którym pracuje Iwona. Zwyciężyły te cztery prace:
Dzieci mają zaledwie cztery latka, a ich prace są takie barwne, żywe, dopracowane. Dziękuję wszystkim za udział.
poniedziałek, 16 listopada 2015
piątek, 13 listopada 2015
Siedem pytań do pisarza. Agnieszka Rusin.
Tym razem zapraszam moich czytelników do zadawania pytań Agnieszce Rusin, Oprócz tego, że jest autorką trzech książek: "Rodzinnego sekretu", "Miłości w spadku" i czytanego i recenzowanego przeze mnie wczoraj "Przypadkowego spotkania", któremu patronuję medialnie (opinia tu: http://asymaka.blogspot.com/2015/11/przypadkowe-spotkanie-agnieszka-rusin.html ) niewiele mogę na temat tej początkującej pisarki powiedzieć. Może to Wam opowie o sobie, odpowiadając na Wasze niebanalne pytania? Do wygrania egzemplarz książki.
SIEDEM PYTAŃ DO PISARZA:
1. Zabawa zaczyna się dzisiaj, 13 listopada i potrwa do 20 listopada, do godziny 23:00.
2. Jeżeli chcecie wziąć udział w konkursie, pod tym postem powinniście zadać nietuzinkowe pytanie autorce książki, zostawiając również adres e-mail, bym mogła się z Wami skontaktować w przypadku wygranej.
3. Należy dodać mój blog do obserwowanych, polubić profil bloga na FB: https://www.facebook.com/pisaninkaasymaka, udostępnić ten konkursowy post.
4. Nagrodę w postaci egzemplarza książki ufundowało wydawnictwo Replika i autorka. Organizatorem konkursu jestem ja, prowadząca blog Pisaninka.
5. Ogłoszenie wyników nastąpi w chwili, gdy autorka wybierze SIEDEM pytań i odpowie na nie, a ja opublikuję post w formie wywiadu na blogu.
czwartek, 12 listopada 2015
Przypadkowe spotkanie Agnieszka Rusin
Właśnie ukazała się kolejna powieść obyczajowa z moim logo na okładce. Nazwisko autorki wcześniej nic mi nie mówiło, to moje pierwsze spotkanie z twórczością Agnieszki Rusin, która napisała takie książki, jak: "Rodzinny sekret" czy "Miłość w spadku".
"Przypadkowe spotkanie" to historia zapracowanej i zabieganej kobiety, która wybiera się na zakupy, ale nie może znaleźć wolnego miejsca parkingowego. Staje tam, gdzie nie powinna, a mianowicie na miejscu dla osoby niepełnosprawnej, co szczerze mówiąc mocno mnie poirytowało i rozgniewało. Na szczęście początkowa antypatia w stosunku do głównej bohaterki w miarę zagłębiania się w lekturze mijała i zaczęłam jej w pewnym momencie wręcz kibicować. Zaintrygowana, ale i rozzłoszczona tym, że pozwala, by rodzina traktowała ją przedmiotowo, by była tylko praczką, sprzątaczką i kucharką, ciekawa byłam, jak rozwinie się ta opowieść i czy idealna matka i żona wreszcie się zbuntuje. Kalina jednak długo znosiła humory najbliższych, spełniając ich życzenia bez mrugnięcia okiem. Gdyby była naprawdę szczęśliwa żyjąc w ten sposób, na pewno nie życzyłabym jej jakiejkolwiek zmiany, ale już od pierwszych stron wyczuć można było, że ma dosyć takiego życia i braku szacunku ze strony męża i córki.
Na zakupach spożywczych przydałaby się silna, męska ręka, która pomogłaby w taszczeniu siat, prawda? I ktoś taki zjawia się, jak za sprawą magicznego zaklęcia. Nieznajomy zaprasza nawet naszą kurę, tfu, Kalinę na kawę, ale kobieta waha się i waha, zastanawia, czy powinna? Co wyniknie z tego tytułowego, przypadkowego spotkania i czy bohaterka tej powieści ma jeszcze szansę na szczęśliwe, satysfakcjonujące życie?
Oprócz tego, że całkowicie poświęciła się dla dobra rodziny, ma za sobą ogromną stratę, z którą nie potrafi się pogodzić. W wypadku samochodowym zginęła jej córeczka i rodzice, a czas wcale nie zabliźnił tej rany w jej sercu. Brakuje jej mężowskiego wsparcia, zrozumienia i miłości, co dodatkowo nasila jej poczucie osamotnienia. Nikt też nie akceptuje jej decyzji i wyborów, dlatego tym trudniej jest Kalinie zawalczyć o siebie i spełnienie marzeń, które tkwią w niej głęboko uśpione.
To bardzo dobrze napisana opowieść o tym, że kobiety wbrew pozorom są silniejsze, niż początkowo im się wydaje. Potrafią znaleźć w sobie ogromne pokłady nadziei i pasji, wykrzesać radość i uśmiechnąć się do życia, czerpać z niego garściami, nie poddawać się wbrew wszystkiemu i wszystkim przeciwnościom losu.
Czterdziestoletnia Kalina może stać się inspiracją dla niejednej kobiety tkwiącej w poczuciu beznadziei i obowiązku, który sama na siebie nałożyła. Po co? Czy naprawdę musi tak żyć? Czy ktokolwiek docenia jej poświęcenie? Czasami warto zadać sobie te niełatwe, ale w gruncie rzeczy jakże potrzebne pytania. I szczerze samej sobie na nie odpowiedzieć.
Książkę polecam.
czwartek, 5 listopada 2015
Siedem pytań do pisarza. Agnieszka Lingas-Łoniewska.
Agnieszka Lingas-Łoniewska jest, jak nazwały Ją niedawno czytelniczki, dilerką Twoich emocji. Od pewnego już czasu uważam, że książki pisarki wyróżniają się na tle innych właśnie ze względu na emocje, jakie wywołują w odbiorcach, dlatego nie dziwi mnie to określenie. Widziałam, co działo się na tegorocznych Targach Książki w Krakowie i śmiem twierdzić, że kolejka do Agnieszki była rekordowo długa, a jednak żadna ze stojących w niej osób nie narzekała i nie żałowała, że znalazła się w tym właśnie miejscu. Agnieszce gratuluję, a Was zapraszam do zadawania Jej pytań.
SIEDEM PYTAŃ DO PISARZA:
1. Zabawa zaczyna się dzisiaj, 5 listopada i potrwa do 12 listopada, do godziny 23:00.
2. Jeżeli chcecie wziąć udział w konkursie, pod tym postem powinniście zadać niebanalne pytanie autorce książki, zostawiając również adres e-mail, bym mogła się z Wami skontaktować w przypadku wygranej.
3. Należy dodać mój blog do obserwowanych, polubić profil bloga na FB: https://www.facebook.com/pisaninkaasymaka, udostępnić ten konkursowy post.
4. Nagrodę w postaci egzemplarza książki ufundowało wydawnictwo Novae Res i autorka. Organizatorem konkursu jestem ja, prowadząca blog Pisaninka.
5. Ogłoszenie wyników nastąpi w chwili, gdy autorka wybierze SIEDEM pytań i odpowie na nie, a ja opublikuję post w formie wywiadu na blogu.
6. Wygra osoba, która zada najbardziej interesujące pytanie.
środa, 4 listopada 2015
Wakacje Kajtka Monika Madejek
Monika Madejek po raz drugi pozwala nam zajrzeć do
nietuzinkowego i zabawnego świata rezolutnego chłopca o imieniu Kajtek.
Prowadzenie dziennika spodobało mu się na tyle, że postanowił kontynuować to
niezwykłe zadanie domowe w kolejnym zeszycie. Opowiedział nam na jego kartach o
swoich pełnych przygód wakacjach w sposób idealny dla starszych dzieci, bo to
do nich przede wszystkim skierowana jest niniejsza propozycja literacka.
Autorka doskonale wcieliła się w rolę wchodzącego w wiek nastoletni chłopca,
pokazując nam, z jakimi problemami boryka się dzisiejsza młodzież, o czym myśli
i czym zajmuje na co dzień. Kajtek ma dwójkę młodszego rodzeństwa, brata Ediego
i siostrzyczkę Kasię.
Jego tata jest listonoszem, a mama prowadzi kącik kulinarny w lokalnej gazecie. Uwielbia gotować, choć jak wiemy z pierwszego tomu serii nie zawsze wychodzi jej to tak, jak powinno. Zazwyczaj jednak jej dania są wyśmienite i smakują wszystkim członkom rodziny, a nawet kolegom i koleżankom Kajtka.
Jego tata jest listonoszem, a mama prowadzi kącik kulinarny w lokalnej gazecie. Uwielbia gotować, choć jak wiemy z pierwszego tomu serii nie zawsze wychodzi jej to tak, jak powinno. Zazwyczaj jednak jej dania są wyśmienite i smakują wszystkim członkom rodziny, a nawet kolegom i koleżankom Kajtka.
Tata chłopca w Dniu Ojca usłyszał smutną historię samotnego
staruszka i pod jej wpływem zaczął wspominać swoje własne dzieciństwo, spędzone
w Domu dziecka, ale wbrew pozorom szczęśliwe. Wziął w pracy tydzień urlopu i
zaplanował budowę domku na drzewie dla własnych dzieci, uważając, że tym sposobem
spełni jedno z ich marzeń. Problem pojawił się wówczas, gdy okazało się, że pod
ich domem nie rośnie żadne drzewo. Tata nie przejął się tym jednak zbyt mocno,
postanowił, że zbuduje domek na krzaku, bo taki rósł nieopodal. Ostatecznie
przy budowaniu domku pomógł mu pan Zygmunt, ponieważ tata nie nadawał się do
tego typu prac, o czym mowa już była w pierwszej części.
Kajtek i jego przyjaciele wyjechali, pomimo obaw każdej z
mam, na obóz przetrwania. Co prawda nie było tam tak, jak sobie wyobrażali, ale
nauczyli się wielu pożytecznych rzeczy, w tym wiązania supełków na różne
sposoby, jak też budowania tratwy. Kajtek poznał też nowy rodzaj zmęczenia,
który był całkiem przyjemny.
„Wakacje Kajtka” to książeczka, którą można czytać nawet bez
znajomości „Zeszytu z aniołami”. Pozwala naszym dzieciom doskonale się bawić,
ale uczy też wartości ponadczasowych, uniwersalnych. Młody czytelnik świetnie
odnajduje się w rzeczywistości wykreowanej przez autorkę, utożsamia z
rewelacyjnie przez nią stworzonymi bohaterami, przeżywając wraz z nimi
niesamowite przygody. To lektura idealna dla nastoletniego odbiorcy,
pobudzająca wyobraźnię i pozwalająca na samodzielne myślenie. Dziecko dzięki
niej staje się bardziej otwarte, odważne i pozytywnie nastawione do świata.
Przyjaźń, jaka narodziła się między Kajtkiem i jego kompanami jest niezwykła i
ciekawie opisana. Relacje panujące w rodzinie chłopca również warte są
naśladowania.
Nasz mały bohater marzy o tym, by zostać poczytnym i
popularnym pisarzem, czy uda mu się spełnić to marzenie? I czy to prawda, że
jest zakochany? Jak zakończy się jego przygoda z zajęciami tanecznymi? Na te i
wiele innych pytań znajdziecie odpowiedź w najnowszej publikacji Moniki
Madejek. Nie ma mowy, by ktoś nie obdarzył Kajtka sympatią, bo to naprawdę
niebanalny chłopiec, z głową pełną wspaniałych pomysłów. Nie boi się żadnych
wyzwań, a jeżeli czegoś nie potrafi, stara się z całych sił ćwiczyć, by
osiągnąć upragniony rezultat. Uważam, że warto zapoznać nasze dzieci z tą
historią, ponieważ dzięki niej nawet ten, kto nie przepada za czytaniem
książek, może się do tego zajęcia przekonać i pokochać je całym sercem.
Doskonała zabawa gwarantowana. Polecam ciepłą, dowcipną opowieść z
sympatycznymi postaciami wszystkim, bez względu na wiek, bo i ja, dorosła
przecież osoba, przeczytałam ją z radością.
Całości dopełniają smakowicie zapowiadające się przepisy
kulinarne, które z pewnością wypróbuję we własnej kuchni. Smacznego!
Recenzja debiutanckiej powieści dla dzieci autorki: http://asymaka.blogspot.com/2013/06/zeszyt-z-anioami-monika-madejek.html
wtorek, 3 listopada 2015
Siedem pytań do pisarza. Joanna Sykat. Wyniki.
1. Jaka była mała Asia? Córeczką
mamy czy taty? Czy najbardziej w szkole lubiła j. polski i pisanie wymyślonych
przez siebie opowiadań?
Mała Asia była jedną wielką nieśmiałością, ale nie przeszkadzało jej to w
obserwowaniu świata. Lubiła siedzieć na drzewach, kryć się w gąszczu zarośli i
fasoli, która na tyczkach rosła aż do nieba. W szkole nie wyróżniała się
osobowością. Ot, była grzeczną, dobrą uczennicą. Rzeczywiście pisała
dobre wypracowania, w których szeleściły liście. Miłość do pisania i jesieni,
widać, została.
2. Pani Joanno, jak wybaczyć
"matce, która jest źródłem lęku i destrukcji" swojego dziecka?
Trzeba wybaczyć, bo inaczej blokuje się siebie i swój rozwój. Trudno
przeżyć życie i ciągle przerabiać swoje smutki i krzywdy. Trzeba zaakceptować
przeżycia, bo one są częścią nas i trzeba wybaczyć, także i sobie. Z jakiegoś
powodu otrzymaliśmy bolesne lekcje. One mają nas czegoś nauczyć. Być może poczucie
niedowartościowania przez własnego rodzica tak naprawdę pokaże nam, że to my
sami siebie nie akceptujemy??? Poza tym, trzeba zawsze pamiętać, że ta matka,
która krzywdzi nas, najprawdopodobniej też została skrzywdzona. Więc wybaczamy.
I robimy to dla siebie. Tylko my sami możemy się wyzwolić. Nikt za nas tego nie
zrobi.
3. Zawsze, kiedy w moim życiu wydarza się coś nie po mojej myśli, próbuję
sobie tłumaczyć, że "tak właśnie miało być". Czuję się wtedy lepiej i
podświadomie mi to pomaga. Tłumaczę sobie, że czasami trzeba zaakceptować
zdarzenia, które nas spotykają i albo szukać w nich pozytywów, albo odstawić je
gdzieś na bok, a najlepiej o nich zapomnieć. Jak Pani uważa? Robię dobrze, czy źle? Zastanawiam się, czy postępuję właściwie?
Trudno akceptuje się coś, co wydaje się być dla nas niedobre. Ale te sprawy
trzeba zweryfikować w przyszłej perspektywie. Dopiero ona przyniesie właściwy
ogląd i refleksję, że to, co zdawało się być złe, niekorzystne, wcale takie nie
jest. A wręcz przeciwnie. Sama mam kilka takich doświadczeń i wiem, że obróciły
się one w coś dobrego. Dzięki jednej z takich traum piszę i teraz widzę, że
warto było przeżyć coś bardzo bolesnego, aby się rozwinąć w taki sposób.
4. Moje pytanie brzmi, jak to jest z pisaniem w Pani przypadku? Czy jest ono
reakcją na to, co Panią otacza, buntem przeciwko niegodziwości, czy też ma
pełnić rolę poniekąd wychowawczą? Bo pisanie bronią stać się może, nieprawdaż?
A może ma Pani inną teorię na ten temat?
Nie piszę z żadnego konkretnego powodu. Po prostu czuję taką potrzebę.
Chyba zgromadziłam w życiu sporo przeżyć, historii, obrazów i teraz muszę je z
siebie wyrzucić. Lubię pisać, lubię tworzyć bohaterów, a raczej patrzeć, jak
oni siebie lepią. To fascynująca sprawa. Dla mnie jak magia i nie pozwolę sobie
wmówić, że jest inaczej.
5. Proszę sobie wyobrazić drzwi. Otwiera je pani i po drugiej stronie znajduję
się inna rzeczywistość
[podobnie jak w książce Lew, Czarownica i Stara szafa -
Opowieści z Narnii]. Co chciałaby pani zobaczyć za tymi drzwiami? Może bezludną
wyspę, góry, morze, tajemniczy ogród, a może zupełnie coś innego. Proszę w
kilku słowach opisać to miejsce, gdzie czułaby się pani szczęśliwa, bezpieczna.
Jako że zawsze lubiłam stare domy, pałacyki, sekretne przejścia, niech to
będzie takie miejsce. Otwieram tę szafę, przekopuję się przez pachnące dawnymi
epokami ubrania i… znajduję się w wąskim korytarzyku, który prowadzi do
gabinetu z biurkiem pod oknem i sypialni z łożem pod baldachimem. Najlepiej,
żeby ktoś tam mieszkał. Niechby nawet był nocnik pod łóżkiem J Niechby kręciła się służba, a lokaj przysypiał na krześle obok drzwi.
6. Matka Anity z "Jutro zaświeci słońce" jest despotyczną, do
wszystkiego wtrącającą się kobietą. Pani również jest matką. Czy może Pani
zdradzić jaką jest Pani mamą?
O tym wypowie się syn, gdy dorośnie. Ja mogę tylko mieć nadzieję, że źle
nie jest. Staram się podążać za dzieckiem, za jego zainteresowaniami, chęciami
i… niechęciami. Jednakże wytyczam granice, informując młodego, że jednak nie
wszystko wolno i czasem trzeba pójść na kompromis. Staram się też być
refleksyjna. Po jakimś problemie oceniam go „na zimno” i wyciągam wnioski.
Czasem mogę się pochwalić, czasem muszę się skarcić. Ot, normalkaJ
7. Co zabrałaby Pani na bezludną wyspę?
Boże! Niech mnie ktoś tam zabierze na jakiś tydzień. Wystarczy na totalny
reset. Nie wiem, czy w ogóle coś zabrałabym z sobą, bo wszystko, czego
potrzebuję, to czas dla siebie, woda i gapienie się w widoczki.
A nagroda w postaci egzemplarza powieści trafi do... autora pytania numer 3. Gratulujemy. Jutro w cyklu Siedem pytań do pisarza Agnieszka Lingas-Łoniewska i "Skazani na ból" do wygrania. Zapraszam.
piątek, 30 października 2015
Krystian Głuszko "Podaj łapkę, misiu"
Dzisiaj chciałabym opowiedzieć o książeczce niezwykłej. Napisał ją Krystian Głuszko, ilustracje stworzyła Beata Kulesza-Damaziak. Patronuję jej medialnie, dlatego możecie liczyć na egzemplarze konkursowe. Planuję również wywiad z autorem tej historyjki.
Przypomnę opis wydawcy:
Kostek jest wyjątkowym misiem. Ma piękne czarne oczka, brązowe futerko i duże puchate łapki. Jest ładnym, ale smutnym niedźwiadkiem. Najchętniej bawi się sam. Często chowa się w swoim pokoju i czyta książeczki. Lubi też układać klocki. I całkiem dobrze mu to wychodzi. Mało mówi, a z jego oczek czasem płyną diamentowe łezki. Misiaczek ma bardzo dobre serduszko, chociaż bywa, że się złości. Dlaczego? Po prostu drażni go wiele rzeczy, a wtedy krzyczy i tupie łapkami. Tak to już z tym misiem jest. Na szczęście złość szybko mu mija...
Nie każdy jest taki sam, a niektórzy są zupełnie ODMIENNI. I niełatwo takim "dziwakom" w życiu, trudno im znaleźć przyjaciół. A przecież to, że ktoś jest inny, nie oznacza wcale, że jest gorszy. Trzeba tylko zobaczyć, jak wiele dobrego kryje się pod tą odmiennością. Pełna ciepła i uroku bajka o potrzebie akceptacji, przyjaźni i tolerancji.
Bajka adresowana jest do dzieci z Zespołem Aspergera (i ich rodziców), ale też do dzieci zdrowych (i ich rodziców). Pokazuje ona różne aspekty tego zaburzenia i sposoby radzenia sobie z nimi. W ten sposób może służyć wsparciem tym, których ono dotknęło, a dzieci neurotypowe oswajać ze zjawiskiem, pokazywać, że "nie taki diabeł straszny" i udowadniać, że nawet z dzieckiem zaburzonym można się kolegować, przyjaźnić. Nie trzeba chyba przekonywać, jak bardzo jest to ważne.
Patroni i partnerzy wydania:
Qlturka.pl, Klub Mamuśki, babyboom.pl, Pisaninka.pl, Stowarzyszenie "Czajnia",
partner merytoryczny - Fundacja Synapsis, a ponadto Akademia Pedagogiki Specjalnej, Instytut Terapii i Edukacji Społecznej, Polskie Towarzystwo Biblioterapeutyczne, Poradnia Psychologiczno-Pedagogiczna nr 2 w Krakowie, Gabinet Psychiatryczny dr nauk med. doktor Bożena Śpila, Biblioteka Pedagogiczna w Skawinie, a także firma Haidelberg Polska Sp z o.o.
Pierwsze moje spotkanie z twórczością Krystiana było bardzo udane, związane z Jego drugą książką skierowaną do dorosłego czytelnika. Opinia o niej znajduje się tu: http://asymaka.blogspot.com/2014/11/szukaj-mnie-wsrod-szalencow-krystian.html.
Bardzo ucieszyła mnie wiadomość, że autor nie spoczął na laurach, a dalej pisze i rozwija swój talent, chcąc jednocześnie pomagać innym. Tym razem stworzył publikację dla młodszego czytelnika, być może zmagającego się, podobnie jak on, z odmiennością. Nie jest to jednak książka tylko i wyłącznie dla dzieci mających problemy, ponieważ wszyscy czytelnicy mogą zaprzyjaźnić się z sympatycznym, choć nieco zagubionym misiem. Mało tego, lepiej zaczną go rozumieć, widzieć świat jego oczami, uświadomią sobie, że inność wcale nie jest taka zła i że nie trzeba się jej obawiać. Historyjka ta uczy tolerancji, ale też pokazuje dzieciom dotkniętym chorobą, że nie są same, że mają szansę na normalne życie. Krystian Głuszko staje się, zapewne nieświadomie, ale jednak, wzorem do naśladowania. Wiele podobnych do niego osób zrozumie, że warto walczyć. Można wszak jak On żyć i cieszyć się tym życiem. Być ojcem, mężem, pisarzem wreszcie! Opowiadać innym o trudach, problemach i porażkach, ale też sukcesach, radościach i spełnianiu marzeń. Autor pokazuje, że bariery są po to, by je przekraczać, że tematy tabu nie istnieją. Przełamuje stereotypu, łamie schematy, wychodzi do ludzi, choć tłumy przerażają go, udowadnia, że można pokonać wszelkie przeszkody, jeżeli tylko się tego bardzo chce.
W książeczce znajdziemy krótkie wierszyki, dla nieco młodszego dziecka, i tekst pisany prozą dla tego starszego. Bohater historyjki ma na imię Kostek, nosi zabawne ogrodniczki w niebieską kratkę i jest naprawdę wyjątkowy. Jego oczy są czarne jak węgielki, futerko brązowe i lśniące, a łapki duże i puchate. To bardzo ładny niedźwiadek, tylko odrobinkę smutny. Uwielbia bawić się sam, układa wówczas klocki, albo czyta książeczki. Nie mówi zbyt wiele, a czasami płacze diamentowymi łezkami.
Kostuś ma naprawdę dobre serduszko, ale czasami się złości. Na szczęście złość nie trwa długo. Nie marzy o towarzystwie, bo woli spacerować samotnie po łące, wtedy myśli intensywnie, jest we własnym świecie. Docenia ciszę i spokój, to daje mu największe szczęście i zadowolenie. A jednak... kiedy zajączek o imieniu Kuba wybawia go z kłopotów, okazuje się, że może i chce mieć przyjaciela.
Razem jest przecież raźniej, weselej.
Jakie przygody staną się udziałem dwójki niezwykłych przyjaciół? Zagubionego i smutnego misia i mądrego, pomysłowego zajączka? Każdy z nich jest inny, a jednak nie przeszkadza im to we wspólnej zabawie. Wspaniale spędzają razem czas, szanując swoją odmienność. Przed Kostkiem jeszcze wiele wyzwań, pójdzie do pana doktora, który zna czarodziejskie sztuczki, wykaże się wielką odwagą, udając się wraz z Kubą do wesołego miasteczka,
"-Od tego są przyjaciele, misiu. Są przy tobie nie tylko wtedy, gdy jest wesoło, ale również wtedy, gdy jest smutno." [1]
"Podaj łapkę, misiu" to wyjątkowa lektura o przepięknej przyjaźni, ale też o tym, że "inny" nie znaczy "gorszy". Uczy dzieci empatii, wrażliwości, ale i rodzicom pokazuje, że warto rozmawiać o problemach, dzielić się swoimi doświadczeniami związanymi z odmiennością ich pociech. Nie jesteście sami, warto o tym mówić. Warto przełamywać stereotypy, wyjść do ludzi, którzy poznając Was, zrozumieją, że nie ma powodów do lęku. Boimy się tego, czego nie znamy, a tak naprawdę strach ma tylko wielkie oczy.
Ciepła, piękna, mądra opowieść o poszukiwaniu swojego miejsca w świecie, o tym, że każdy z nas potrzebuje akceptacji i przyjaciół. Polecam, nie tylko dzieciom, ale również ich rodzicom, bo ta lektura uczy, bawi i pozwala oswoić odmienność. Warto o tym rozmawiać. Polecam, polecam i jeszcze raz polecam zdecydowanie. Całość ozdobiona jest przepięknymi, kolorowymi ilustracjami, które dzieci pokochają tak samo szybko, jak obdarzą sympatią głównego bohatera tej niezwykłej opowieści. Innego, pracowitego, wytrwałego, dokładnego i konsekwentnego misia Aspi.
[1] "Podaj łapkę, misiu" Krystian Głuszko, Wydawnictwo Alegoria, 2015 r., str. 27
Subskrybuj:
Posty (Atom)






