Po zapoznaniu się ze streszczeniem tej książki nabrałam pewności, że to idealna lektura dla mnie.
Zmuszająca do refleksji, niebanalna. Tak inna od wszystkich, jakie dane mi było do tej pory przeczytać. Wzruszająca, boleśnie prawdziwa, nie omija tematów trudnych, nie bagatelizuje ich,
nie mówi, że nic się nie stało. Bo stało się. Bo dzieje się ciągle. I tylko my sami możemy to przerwać. Nienawiść przecież rodzi nienawiść. Bez zrozumienia tego nic nie ma sensu... i nic się nie zmieni.
Michelle Cohen Corasanti ma polsko-żydowskie korzenie, zapewne dlatego tak realistycznie oddała rzeczywistość w opowiedzianej przez siebie historii. Czuła to wszystko po prostu, rozumiała, o czym pisze. "Drzewo migdałowe" dojrzewało w niej dwadzieścia lat zanim ujrzało światło dziennie, zanim zdecydowała się ubrać w słowa swoją opowieść, podzielić się nią z czytelnikami. Dojrzewało i nabierało kształtu, rosło, rozwijało się pączek po pączku, by w ostatecznej formie urzekać i powodować wzruszenie tak wielkie, jakiego doznałam i ja. Już pierwsze strony stworzonej przez autorkę historii szokują i wyciskają łzy z oczu. Podążamy za brutalnymi obrazami, widzimy dzięki plastycznemu językowi książki główkę małej dziewczynki odrzuconą gdzieś w dal po tym, jak jej drobne ciałko rozleciało się na kawałki. Dziecko było tak żywe, takie roześmiane, jeszcze chwilę temu biegło za motylkiem, nie zdając sobie sprawy z grożącego mu niebezpieczeństwa, a już za moment go nie było...
Książka nie należy do relaksujących powieści, które czytamy, by odpocząć. By się dobrze bawić. Jeżeli szukacie lektury lekkiej, łatwej i przyjemnej to nie jest to historia dla Was. Zdecydowanie nie jest. Ona za to pokaże nam, jak ważna jest ciężka praca, rodzina, przyjaźń.
Poznajemy Ahmada Hamida. Jest jeszcze dzieckiem, ale rozumie wszystko, co dzieje się wokół niego. To on opowiada nam o życiu swoim i swoich bliskich. O śmierci, która czyha na nich na każdym kroku, o poczuciu zagrożenia, o niebezpieczeństwie, o braku podstawowych, niezbędnych do funkcjonowania środków. Braku dachu nad głową, jedzenia, obuwia. Chłopiec jest bystry, ale musi przerwać naukę, by utrzymać rodzinę. Oczywiście jest tylko dzieckiem i wielokrotnie zdarza mu się popełnić błąd, ponadto los nie uważa, że wystarczająco już wycierpieli i ciągle podrzuca im kolejne kłody pod nogi. Ile jest w stanie znieść rodzina Palestyńczyków? Jak wiele muszą jeszcze przejść w swoim życiu, by wreszcie mogli być w miarę szczęśliwi i bezpieczni?
Ahmad ciężko pracuje, za wzór stawiając sobie własnego ojca. To on jest jego drogowskazem, przyjacielem, to on wierzy w chłopca od samego początku. Właśnie Baba bowiem uczy go wybaczenia, wyzbycia się nienawiści, tłumaczy mu, jak ważna jest edukacja, dążenie do celu wytrwale i za wszelką cenę, lecz nie po trupach. Jak wielką siłę mamy w sobie, siłę i determinację.
Poprzez różne koleje losu wiedzie nas ta opowieść. Dorastamy i my wraz z naszym głównym bohaterem. Zmienia nas ta historia, uczy pokory. Zaczynamy rozumieć, co chciała przekazać nam za sprawą tej książki autorka, pokazać nie tylko konflikt udręczonej ojczyzny Ahmada, ale też relacje panujące w poszczególnych rodzinach, wielopokoleniowe tradycje, ale i zakłamanie niektórych ludzi. Okazuje się, że niełatwo jest wybaczyć wrogowi, ale też trudno pojednać się z własnym bratem, szczególnie, gdy tak wiele nas dzieli. To piękna, poruszająca, mądra, wspaniale napisana powieść, obok której nie powinniśmy przejść obojętnie. Która zmieni być może nas samych. Na pewno poruszy do głębi i nie pozwoli o sobie szybko zapomnieć. Polecam całym sercem.
"Drzewo migdałowe" Michelle Cohen Corasanti, Wydawnictwo SQN, premiera: 18.06.2014
wtorek, 24 czerwca 2014
poniedziałek, 23 czerwca 2014
Emma chce grać jazz! Przemysław Wechterowicz
Książeczka bardzo kolorowa, barwna i przykuwająca uwagę, ale chyba nie do końca mnie do siebie przekonała. Moje dzieci szczerze mówiąc też nie zainteresowały się nią na tyle, bym mogła doczytać im opowieść o małpce do końca. Zakończenie poznałam już sama, w czasie, gdy moje dzieci poszły się bawić.
Grafika dosyć ciekawa, zmiana rozmiaru czcionki zachęcała do zapoznania się z lekturą, ale sama treść nie wzbudziła w moich dzieciach wielkich emocji, jak też nadmiar kolorów.
Małpka Emma wraca pewnego dnia ze szkoły do domu zasmucona. Mama szybko zauważa jej niewesoły nastrój i od progu pyta o powód rozżalenia. Zwierzątko przyznaje, że nie ma pojęcia, kim chciałoby zostać w przyszłości!
Na pewno jest to książeczka, dzięki której i my możemy rozpocząć rozmowę z naszym dzieckiem na temat tego, co chciałoby robić, jak dorośnie. W jakim zawodzie chciałoby się realizować? Nasza pociecha, podobnie jak małpka Emma zacznie rozmyślać i marzyć, zastanawiać się, jakie zajęcie dawałoby jej radość, szczęście, spełnienie?
Według mnie zbyt wiele dzieje się w tej opowieści. Zbyt dużo rzeczy przykuwa uwagę dziecka, trudno jest mu się skupić i odnaleźć. Zbyt wiele bodźców i informacji możemy tutaj znaleźć.
Małpka, jak mówi sam tytuł, wreszcie znajduje upragniony cel w życiu, postanawia grać jazz! Jej rodzice nie są zachwyceni pomysłem córeczki, martwią się o jej edukację. Dziwna jest to opowieść, brakuje mi w niej planu, wszystko jest chaotyczne i nie tworzy jednolitej całości. Autor przeskakuje od jednego zdarzenia do drugiego, nie opisując tego, że mamy już następny dzień, czy dany fragment dotyczy innej sytuacji. Rodzicowi trudno się odnaleźć czasem w tej historii, a co dopiero ma powiedzieć dziecko?
Książeczka ma ciekawą puentę i warto się z nią zapoznać, ponieważ zmusza do refleksji i pobudza do myślenia. Uczy naszą latorośl tego, że warto marzyć, wierzyć w siebie, jednocześnie pamiętając jednak o tym, że nauka w szkole jest nie mniej ważna.
Iza Skabek wywiad i konkurs
Iza Skabek wywiad i konkurs
IS: Bardzo mi miło, że dzieciom podobają się książeczki. Po to
właśnie powstają, aby dzieci nie mogły się od nich oderwać. Skąd czerpię
pomysły? Z dwóch źródeł. Przede wszystkich pamiętam, jak to było być dzieckiem.
Pamiętam radości, smutki, marzenia i rozczarowania własnego dzieciństwa, jakby
to było wczoraj. Po drugie natomiast, bardzo lubię przebywać z dziećmi. Głównie
ze względu na ich otwartość, ciekawość świata i samych siebie, chęć czy wręcz
konieczność sprawdzenia każdej prawdy. Jest taki wiersz Wisławy Szymborskiej
pt. „Mała dziewczynka ściąga obrus” i ten wiersz oddaje doskonale to, w jaki
sposób mały człowiek postrzega świat. Wszystko musi sprawdzić, wszystkiego
doświadczyć na samym sobie. Jeśli chodzi o pisanie dla dzieci jest to sztuka,
której musiałam się uczyć. Musiałam znaleźć drogę od pisania artykułów dla
gazet, tekstów popularno-naukowych, prac z zakresu historii literatury i analizy tekstu do
pisania dla wymagającego, szczerego czytelnika. Czytelnika, który oczekuje
konkretów, prawdy, szczerości, uczuć. To prawdziwe wyzwanie.
AG: Na Pani stronie internetowej: http://izaskabek.pl/ znalazłam informację, że zaczęła Pani pisać już w dzieciństwie. Zatem, ile miała
Pani lat? Jak właściwie te pierwsze literackie próby wyglądały? Czy brat, dla
którego postanowiła Pani stworzyć opowieść docenił Pani starania?
IS: Pisać zaczęłam, kiedy byłam naprawdę małą dziewczynką.
Miałam osiem, może dziewięć lat, gdy powstawać zaczęły moje pierwsze wierszyki.
Pierwsze poważne historyjki to były opowieści przygodowe, które pozwalały
mojemu młodszemu bratu poznawać zwierzęta i rośliny, z różnych stron świata.
Miałam wtedy 13 lat, a mój brat 6. Dla nas obojga było to wspaniałe przeżycie.
Ja pisałam i ilustrowałam książeczki (dziś na szczęście zarzuciłam ten zwyczaj,
bo nie mam talentu malarskiego), on czytał i zachwycał się, jak tylko
sześciolatek potrafi.IS: Miłość do książek, czytania i pisania zaszczepiły mi moja mama i babcia. Książki stały się dla mnie szczególnie ważne, gdy zmarł mój tata. Dla mnie, dwunastoletniej wówczas dziewczynki, było to przeżycie, które ukształtowało mnie na całe życie. Zaszyłam się w świecie książek, czytałam i pisałam w każdej wolnej chwili. Mama dziś mówi, że moje pisarstwo jest naturalną konsekwencją tych wszystkich przeczytanych stron. Chociaż wtedy w dzieciństwie, kiedy dostawałam złe oceny z matematyki, nie była specjalnie zadowolona.
IS: Właściwie trzeba by zacząć od początku. W żeńskiej części mojej rodziny funkcjonuje takie „zaklęcie”. Moja prapabka mówiła mojej babci, kiedy ta była jeszcze dziewczynką, moja babcia mamie, mama mnie, a ja teraz mówię swoim dziewczynom: „Zobaczysz, że urodzi ci się taka sama zołza, jaką ty jesteś”. Wypowiada się te słowa w złości oczywiście, ale oddają one naturę dziewczynek w mojej rodzinie. Wszystkie jesteśmy trochę nieznośne, samodzielne w myśleniu i działaniu, uparte i krnąbrne. Inspiracją do powstania postaci Gaby były więc i moje córki, i babcia, i mama, a nawet ja sama.
AG: W tej książeczce poznajemy świat widziany oczami dziecka,
czy dorosłemu człowiekowi trudno jest wcielić się z tego typu rolę? Moim
zdaniem trzeba mieć wybujałą wyobraźnię, chyba Pani takową posiada?
IS: Mam nie tylko wyobraźnię, ale przede wszystkim „ucho”. Bo
aby stworzyć niezwykłe opowieści potrzebne jest „ucho” do tego, o czym dzieci
rozmawiają i do tego, w jaki sposób mówią. Wtedy historie same się piszą, kiedy
słucha się dzieci i dużo z nimi rozmawia.
AG: Kto jako pierwszy czyta napisane przez Panią, dopiero co
ukończone książki? Czy córki są tymi pierwszymi krytykami? Co mówią, po
zapoznaniu się z daną lekturą?
IS: Zwykle to moje dziewczynki są pierwszymi czytelniczkami. To
im czytam teksty opowiadań i wierszyków, aby sprawdzić, czy coś gdzieś nie
„zgrzyta” i czy nie ma napuszonego, wymuszonego stylu. Dzieci natychmiast
wyłapują takie fałszywe nuty. Na tym etapie mam jeszcze możliwość zmiany i
poprawienia tu i ówdzie niedociągnięć. Córki lubią książki, chyba wszyscy u nas w domu uznają czytanie za główną
rozrywkę i sposób spędzania wolnego czasu.
AG: Jakiego typu literaturę Pani preferuje? Co czyta, bądź
czytała Pani córkom?
IS: Sama najchętniej czytam kryminały. Wiem, jak to brzmi, ale
aby się wytłumaczyć, muszę dodać, że jestem pracującą w liceum polonistką. To
wiele tłumaczy, prawda? Co roku omawiam z uczniami, a co za tym idzie,
powtarzam, albo nawet czytam jeszcze raz, Reymonta, Wyspiańskiego, Szekspira i
Borowskiego. Muszę znajdować jakiś sposób na oddech. Jeśli już wiadomo, że w
celach zawodowych czytam i dla rozrywki czytam, musi to być literatura, która
albo mnie pochłania bez reszty, jak Mario Vargas Llosa, Marquez, David Lodge, albo coś, co nie wymaga
ode mnie specjalnego wysiłku intelektualnego.
AG: „Uczę się od nowa być dzieckiem” czytamy na Pani stronie
internetowej. Czy to trudna sztuka, znowu myśleć, czuć jak dziecko? Widzieć
świat jego oczami?
IS: Chyba nie jest to specjalna sztuka, kiedy się jeszcze pamięta
to, jak to jest być dzieckiem. Moje dzieciństwo to był zarówno czas radości,
spokoju i harmonii, bo miałam szczęście dorastać w kochającej się i zżytej
rodzinie, jak i czas rozczarowań i smutku w związku z różnymi wydarzeniami,
przed którymi nawet dziecka nie da się czasem uchronić. Może dlatego tak
dokładnie pamiętam, jak to jest być dzieckiem, co czują i w jaki sposób myślą
dzieci.
AG: Jaką mamą jest Iza Skabek?
IS: Wymagającą i wybuchową. Ale także niepoważną, roześmianą i
skłonną do wygłupów. Mamą, która cale wakacje ćwiczy z dziećmi kaligrafię i
matematykę, ale także pozwala budować zamki, bazy i twierdze ze wszystkich
tkanin w domu i nie wymaga ich natychmiastowego sprzątnięcia.
AG: O czym Pani marzy?
IS: Marzę, aby dzieciństwo nie musiało się stykać ze złem
świata. Wcale i nigdy. A jeżeli już musi, marzę, aby zawsze znaleźli się
ludzie, którzy pomogą dziecku, będą je kochać, szanować i wspierać. Bo
szczęśliwe dzieciństwo kształtuje sprawiedliwego, odpowiedzialnego, otwartego
na świat dorosłego. W ten sposób koło się zamyka.
AG: Którą swoją książeczkę darzy Pani największym
sentymentem? A którą pisało się najtrudniej?
IS: Najbliższa mi jest chyba „Gaba i Pająk”. To pierwsza książka
z serii „Gabagada” i taka, która najlepiej oddaje to, czym jest pisanie dla
dzieci. Obserwowaniem, towarzyszeniem dziecku i zwracaniem uwagi na to, czego
dziecko od literatury oczekuje. Nie ma chyba wśród moich książek takiej, która
stawiałaby jakiś opór podczas powstawania. Wszystkie tworzyły się we własnym
tempie, a później już tylko stukały, pukały, śpiewały i buczały, aby się
wydostać. I wyskakiwały prawie gotowe.
AG: Czy uważa Pani, że spotkania z czytelnikami są potrzebne
autorowi? Czy mogą przynieść korzyści
obu stronom?
IS: Spotkania autorskie są nieodzowną częścią tworzenia. Otrzymuje
się wówczas najcenniejszą opinię, opinię w postaci żywej reakcji. Zwłaszcza w
moim przypadku, w przypadku spotkań z dziećmi.
AG: Jak odbierane są Pani propozycje literackie przez dzieci?
Czy zachwycają się nimi, słuchają z zainteresowaniem, czytają samodzielnie, czy
podobają im się ilustracje? Dostaje Pani listy od czytelników, a może na
spotkaniach w przedszkolach dowiaduje się Pani od nich, jak to wygląda?
IS: Trudno znaleźć bardziej satysfakcjonującą formę kontaktu z
odbiorcą niż kontakt autor – czytelnik dziecięcy. Jest to wartość niewymierna.
Dzieci reagują żywiołowo, prawdziwie i szczerze. Dla mnie to największa
gratyfikacja. Dostaję bardzo wiele maili, przedszkola biorą udział z
organizowanych przeze mnie konkursach na ilustrację. Wiem od rodziców, że
książeczki z serii „Gabagada” czyli „Gaba i Pająk” oraz „Gaba i Grzebień” są
całkowicie sczytane, że dzieci uczą się alfabetu na moich wierszykach. Bardzo
wiele to dla mnie znaczy. Przede wszystkim, w mojej ocenie, kształtuje się w
ten sposób nowego człowieka. Takiego, o którego my, ludzie kultury zabiegamy
najusilniej, człowieka uczestniczącego w kulturze. Mam nadzieję chociaż trochę
przyczynić się do wizji świata, w którym żyją ludzie otwarci na kulturę i
sztukę.Bardzo dziękuję za rozmowę.
AG: Ja również.
Zapraszam jeszcze na FB Autorki: https://www.facebook.com/izaskabekdladzieci
Konkurs:
Zabawa rozpoczyna się dzisiaj, 23 czerwca i potrwa do 30 czerwca, do godziny 23:59. Wystarczy zapytać dziecko, co myśli na dany temat i odpowiedź wpisać w komentarzu pod tym postem, nie zapominając o dodaniu adresu e-mail. Autorka zadała dwa pytania:
1. Jakie owoce farbują buzię i ręce dziecka na granatowo?
2. Jakie zwierzę lubi, kiedy jest dżdżysto?
Do wygrania jest jedna z dwóch książeczek: "Gaba i Grzebień" lub "Alfabet owocowo - warzywny" ufundowanych przez Izę Skabek. Dziękuję i zachęcam do udziału w konkursie.
niedziela, 22 czerwca 2014
Wyniki razy dwa.
Po pierwsze chciałabym powiadomić Was, wiernych czytelników mojego bloga o tym, kto wygrywa jedną z książek Oli Seghi, ale też kto otrzyma egzemplarz nowej powieści Magdaleny Kordel.
Dziękuję za wszystkie zgłoszenia, bardzo chętnie organizuję dla Was konkursy, bo to miłe uczucie obdarowywać kogoś. Uwielbiam czytać Wasze maile, w których cieszycie się z wygranych i dziękujecie mi za to, że zostaliście wybrani. Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie :))))
Na kuchni włoskiej nie znam się wcale, szczerze mówiąc, dlatego tym chętniej zapoznam się z publikacjami Oli.
A teraz już wyniki:
Domowa kuchnia włoska trafi do: Edyty S.
a Słodkie pieczone kasztany do: Izy Buryło i Małgosi.
Gratuluję :)))))
Z kolei egzemplarz książki zatytułowanej "Malownicze. Wymarzony czas" otrzyma autorka tego komentarza:
"Mój wymarzony/ulubiony czas, to ten, który roztacza magię „zwyczajnego – wyjątkowego” BYCIA TU I TERAZ z małym człowiekiem, jakim jest mój wnuk Ziemowit.
Kiedy najważniejsze są nie tylko działania, ale także podarowana małemu człowiekowi uważność, cierpliwość, i właśnie... wspólnie spędzany czas. Czas radości, zabawy, spontanicznej radości. Czas - kiedy do wspólnej zabaw zapraszam również i swoje wewnętrzne dziecko :)
pozdrawiam
Aniela"
Miała wygrać Pani Wolińska, ponieważ jej odpowiedź najbardziej przypadła mi do gustu, ale wzięła udział po 19-stym czerwca, a tylko do 19-stego można było brać udział, przykro mi. Później wybrałam odpowiedź Agnieszki, ale nie zostawiła adresu e-mail, pamiętajcie, by uważnie czytać regulamin.
Gratuluję i zapraszam do udziału w kolejnych konkursach. Już jutro na moim blogu wywiad i możliwość wygrania jednej z dwóch książeczek dla dzieci. A za tydzień rozmowa z Nataszą Sochą, autorką "Macochy", przy której bawiłam się rewelacyjnie. Polecam!
Dziękuję za wszystkie zgłoszenia, bardzo chętnie organizuję dla Was konkursy, bo to miłe uczucie obdarowywać kogoś. Uwielbiam czytać Wasze maile, w których cieszycie się z wygranych i dziękujecie mi za to, że zostaliście wybrani. Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie :))))
Na kuchni włoskiej nie znam się wcale, szczerze mówiąc, dlatego tym chętniej zapoznam się z publikacjami Oli.
A teraz już wyniki:
Domowa kuchnia włoska trafi do: Edyty S.
a Słodkie pieczone kasztany do: Izy Buryło i Małgosi.
Gratuluję :)))))
Z kolei egzemplarz książki zatytułowanej "Malownicze. Wymarzony czas" otrzyma autorka tego komentarza:
"Mój wymarzony/ulubiony czas, to ten, który roztacza magię „zwyczajnego – wyjątkowego” BYCIA TU I TERAZ z małym człowiekiem, jakim jest mój wnuk Ziemowit.
Kiedy najważniejsze są nie tylko działania, ale także podarowana małemu człowiekowi uważność, cierpliwość, i właśnie... wspólnie spędzany czas. Czas radości, zabawy, spontanicznej radości. Czas - kiedy do wspólnej zabaw zapraszam również i swoje wewnętrzne dziecko :)
pozdrawiam
Aniela"
Miała wygrać Pani Wolińska, ponieważ jej odpowiedź najbardziej przypadła mi do gustu, ale wzięła udział po 19-stym czerwca, a tylko do 19-stego można było brać udział, przykro mi. Później wybrałam odpowiedź Agnieszki, ale nie zostawiła adresu e-mail, pamiętajcie, by uważnie czytać regulamin.
Gratuluję i zapraszam do udziału w kolejnych konkursach. Już jutro na moim blogu wywiad i możliwość wygrania jednej z dwóch książeczek dla dzieci. A za tydzień rozmowa z Nataszą Sochą, autorką "Macochy", przy której bawiłam się rewelacyjnie. Polecam!
Zaczaruj mnie Karolina Frankowska premiera: 03.07.2014
Kiedy tylko usłyszałam, że ta historia jest o przyjaźni, postanowiłam się z nią zapoznać. Dlaczego? Chyba z uwagi na to, że dużo chętniej sięgam po lektury mówiące nie o miłości, przynajmniej nie przede wszystkim o niej, bo to przyjaźń jest moim zdaniem dużo ważniejsza. Miłość bez przyjaźni również nie istnieje, bo aby być naprawdę szczęśliwym w związku należy zaprzyjaźnić się ze swoim partnerem. Mieć do niego szacunek, zaufanie.
W tej opowieści poznajemy troje przyjaciół. Prawdziwych przyjaciół, którzy co prawda posiadają rozliczne wady, ale są dla siebie istotni, znają się doskonale, świetnie się ze sobą bawią, potrafią się rozśmieszyć, pocieszyć nawzajem, ale nie owijają w bawełnę, kiedy zajdzie taka potrzeba, mówią wprost, co myślą o błędach, mniej lub bardziej błahych powodach do wstydu czy zażenowania. Czy nic nigdy ich nie poróżni, nie będzie w stanie zniszczyć tej wyjątkowej więzi, jaka ich połączyła?
Nazwiska Karoliny Frankowskiej wcześniej nie znałam, jednak ponieważ to ona stworzyła popularną i lubianą również przeze mnie postać Agaty Przybysz, prawniczki z serialu "Prawo Agaty", który jako jeden z nielicznych oglądam i który mnie ciekawi postanowiłam zapoznać się z jej książką.
"Zaczaruj mnie" to literacki debiut Karoliny Frankowskiej, według mnie bardzo udany. Bardzo. Najbardziej podobał mi się barwny język powieści. Widać, że autorka ma wiedzę, doświadczenie i talent do pisania, choć to jej pierwsza powieść.
Główną bohaterką jest Zosia, która ukończyła niedawno psychologię i marzy o pracy w zawodzie. Jak wiadomo pomarzyć można, bo marzenia nic nie kosztują, gorzej z ich realizacją. Zwłaszcza w prawdziwym życiu, zderzenie z rzeczywistością bywa doprawdy bolesne. W sumie nic nie układa się w egzystencji naszej Zosieńki tak, jak mogłoby się układać. Nie ma chłopaka, nie ma upragnionej pracy, w której mogłaby realizować się i spełniać każdego dnia, po prostu być szczęśliwą. Mieszkanie wynajmuje z przyjaciółmi: Kasią, którą zna od pierwszej klasy szkoły podstawowej i która jako jedyna z całej trójki ma świetną pracę, a także z Bartkiem, który boi się zaangażować w "coś poważniejszego" i przeskakuje "z kwiatka na kwiatek", to samo tyczy się też jego zatrudnienia. Zmienia pracodawców w tempie ekspresowym, jest nieodpowiedzialny i dziecinny.
W jakich okolicznościach poznajemy tę trójkę? Być może sytuacja wyda nam się zabawna, choć im wcale do śmiechu nie było. Zosia wpadła na pomysł, by zakopać marzenia swoje i pozostałej dwójki w parku. W ten sposób chciała dopomóc szczęściu. Kasia i Bartek chętnie przystali na propozycję naszej głównej bohaterki i przystąpili do realizacji tego niezwykłego planu. To wszystko działo się jednak wieczorem, a dwóch policjantów zauważyło ich podejrzane zachowanie. W dodatku butelka wina i saperka w rękach Bartka to niezwyczajne parkowe atrybuty. Jak wytłumaczyli się stróżom prawa ze swojego szczeniackiego zachowania? Czy udało im się wyjść cało z tej, jak też z innych opresji?
Książka napisana naprawdę świetnym językiem, dialogi niesamowicie żywe i prawdopodobne, postaci stworzone przez Frankowską ciekawe, całość zabawna, choć dosyć przewidywalna. Zosia być może znajdzie miłość swego życia, być może uda jej się w końcu znaleźć wymarzone zajęcie, ale też przy okazji odkryje gorzką prawdę o sobie samej, swojej rodzinie, innych bliskich jej osobach. Czy wreszcie uda jej się dorosnąć, czy nadal będzie uciekać przed problemami, chować się i udawać, że smutna prawda jej nie dotyczy? Czy tak zachowują się ludzie dorośli? A może warto znaleźć w sobie siłę i chęć do pokonania własnych słabości?
Siła przyjaźni jest ogromna. To główne przesłanie tej powieści i pamiętajmy, aby doceniać naszych przyjaciół, dziękując im za to, że SĄ.
Nieważne, czy w naszym życiu jest dobrze czy źle, najistotniejsze jest to, by mieć na kogo liczyć. By znalazł się ktoś, kto przytuli, gdy tego potrzebujemy, kto dzieli z nami radość, cieszy się naszym szczęściem, nie zazdrości, a powie, że wszystko będzie dobrze, że jakoś się ułoży. O tym właśnie jest ta historia. Czyta się ją naprawdę ekspresowo, dodaje nam wiary we własne siły, jest świetnym antydepresantem, wielokrotnie wywołuje uśmiech na twarzy czytającego. Pokazuje nam, że popełniamy błędy, bo jesteśmy tylko ludźmi, nie myślimy logicznie, często ufamy tym, którym nie powinniśmy i płacimy za to wysoką cenę. Tak to w życiu bywa niestety.
"Chociaż jesteśmy tak różni, że patrzymy na siebie jak na kosmitów, to wszystkim-oprócz tlenu-do egzystencji niezbędna jest... przyjaźń. Bez niej nie ma ani szczęśliwej miłości, ani rodziny.
A z przyjaciółmi nawet życie jest całkiem do ogarnięcia-serio, tego akurat jestem pewna."*
*cytat pochodzi z książki
"Zaczaruj mnie" Karolina Frankowska, Wydawnictwo Literackie, premiera: 03.07.2014
środa, 18 czerwca 2014
Wszystko inne poczeka. Barbara Ciwoniuk
Zapraszam na stronę autorki: http://barbaraciwoniuk.pl/.
Wczoraj po południu robiąc porządki w moich książkach "do przeczytania" znalazłam właśnie ten tytuł. Po zapoznaniu się ze streszczeniem powieści pomyślałam sobie, że właśnie teraz chcę się z nią zapoznać. Gdy tylko zaczęłam ją czytać, wiedziałam, że przepadłam, że nie pójdę spać, dopóki nie dowiem się, jakie jest zakończenie. Nie jest to lektura łatwa, lekka i przyjemna, choć czyta się ją bardzo szybko i jest naprawdę interesująca. Mówi o sprawach ważnych społecznie, wciąga i intryguje, daje do myślenia. W trakcie czytania zastanawiałam się wielokrotnie, jak ja bym się zachowała, gdybym była na miejscu Aidy? Czy miałabym tyle co ona odwagi? A może odznaczała się wyjątkową lekkomyślnością, wyciągając pomocną dłoń do człowieka bezdomnego? Nie wiedziała o nim nic, a jednak postanowiła mu pomóc, chciała, by stanął na nogi. Nie wycofała się z tego postanowienia nawet wtedy, gdy okazało się, iż ów włóczęga dopiero co wyszedł z więzienia, w którym siedział za... gwałt zbiorowy. Czy naprawdę można zaufać komuś takiemu, dać mu szansę? Zaprosić go do mieszkania, znaleźć mu pracę, nie pytając o nic?
Aida jest kobietą dojrzałą i wykształconą, inteligentną, jednak zawsze zachowuje się tak, jak powinna, jak się od niej oczekuje. Stara się nie łamać zasad, żyje zachowawczo, dlaczego więc nagle, pod wpływem impulsu postanawia wyzbyć się uprzedzeń? Czy będzie w stanie zaufać sobie, swojej intuicji na tyle, by nie odrzucić rodzącego się w niej uczucia?
Na te i inne pytania znajdziecie odpowiedź właśnie w powieści "Wszystko inne poczeka". Jestem nią zauroczona. Zachwyciła mnie już od pierwszych stron łatwość, z jaką autorka pisze o naprawdę trudnych sprawach. Jak dalece prawdziwa jest ta historia. Doprawdy życiowa, intrygująca i zaskakująca. Otwiera nam oczy na wiele spraw, obnaża nasze lęki, obala stereotypy, mówi o tym, ile w nas zakłamania. Bohaterowie wykreowani przez pisarkę nie są idealni, piękni i nieomylni. To do bólu prawdziwe, z krwi i kości, żywe postaci, stworzone w sposób przemyślany. Język, jakim posługuje się autorka jest wyjątkowo plastyczny, obrazowy. Świetne, realistyczne dialogi, dopracowane szczegóły, typowo polska rzeczywistość naprawdę umiejętnie opisana. Polecam zdecydowanie i każdemu. Nie zawiedziecie się i długo będziecie o niej myśleć, jestem tego pewna.
wtorek, 17 czerwca 2014
Amelka Katarzyna Majgier
Książka wyglądała na dosyć sporawe tomisko, ale czytało się ją tak szybko, że zajęło mi to o wiele mniej czasu niż początkowo myślałam. Właściwie dzisiaj rano ją zaczęłam, a przed momentem skończyłam. Bawiłam się doskonale i nie ma co tego ukrywać. Pod koniec nawet się wzruszyłam, ale dlaczego, to już musicie odkryć sami.
Cieszę się, że poznałam Kasię Majgier. I to nie tylko za sprawą twórczości pisarki, ponieważ na Warszawskich Targach Książki miałam okazję chwilkę z nią porozmawiać. "Amelkę" mam z dedykacją dla moich dzieci, ale póki co przeczytałam ją sama. Myślę, że spodoba się Gosi, bo raczej nie nadaje się na lekturę przed snem dla całkiem małych dzieci. Bohaterka książki ma 10 lat i moim zdaniem właśnie dla starszych dzieci będzie to idealna powieść.
Amelka jest najstarszym dzieckiem w rodzinie, ale nie oznacza to wcale, że daje młodszemu rodzeństwu dobry przykład. Co prawda uczy się bardzo dobrze, ale potrafi też przysporzyć rodzicom nie lada zmartwień. Skacze po drzewach, przyjaźni się z chłopakami, żyje z głową w chmurach. Marzy o karierze aktorskiej, więc gdy okazuje się, że na prowincji, na której mieszka mają kręcić film wszystko inne przestaje mieć dla niej znaczenie. Są oczywiście na wsi dziewczynki o wiele bardziej od niej atrakcyjne, pełne uroku, ładne, ubierające się modnie i mające środki finansowe na to, by dobrze wyglądać, ale to właśnie Amelka zagra główną rolę. Dlaczego? Wygląda na to, że nie szata zdobi człowieka i ważniejsze jest jednak to, co ów człowiek ma w głowie, a nie na głowie. Nasza główna i tytułowa postać zostaje więc wybrana do roli pierwszoplanowej w "Pannie z mokrą głową". Czy życie naszej prawie jedenastolatki ulegnie zmianie? Czy dziewczynka będzie zachwycona filmem, czy raczej będzie wolała prowadzić dalej spokojne i poukładane życie najlepszej w klasie uczennicy? A może zacznie otrzymywać oceny niedostateczne, przestanie się uczyć, bo nie będzie widziała w tym sensu? Jest przecież gwiazdą i wcale nie musi chodzić do szkoły, skoro już teraz, w ciągu kilku miesięcy potrafi zarobić więcej niż jej tata przez cały rok? Jak zakończy się ta historia?
Moim zdaniem to jest rewelacyjnie napisana powieść. Pokazuje nam różne sytuacje, w których możemy się znaleźć. Da do myślenia, pozwoli nam na analizę własnych zachowań, ale nade wszystko udowodni, że pomimo błędów, jakie zdarzy nam się popełnić, mamy szansę na zawrócenie ze źle obranej drogi, że mamy prawo do pomyłek, bo jesteśmy tylko ludźmi. Dowiemy się z niej tego, jak wiele zależy od nas samych, ale też od tego, jak zostaliśmy wychowani, z jakich domów się wywodzimy. I jak istotna jest przyjaźń, ale nie ta udawana, gra pozorów, gdy jesteśmy ważni tylko przez chwilę, bo coś znaczymy, bo jesteśmy na szczycie. Jak istotna jest przyjaźń a nie udawanie przyjaciela. Polecam naprawdę gorąco. Podsuńcie ją swoim dzieciom akurat teraz, na czas wakacji, a zobaczycie, że nie pożałujecie. Podziękują Wam za tę lekturę. Ważną, mądrą, wartą uwagi. Będzie i zabawnie, i prawdziwie, i doprawdy ciekawie.
"Trudno odzyskać zaufanie. Znacznie trudniej niż przyjaźń, bo tylko przyjaciele czekają na człowieka mimo wszystko. O całą resztę trzeba się postarać, ale to i tak przychodzi łatwiej, kiedy ma się przyjaciół."*
*fragment pochodzi z książki, strona 324
Za możliwość poznania historii Amelki serdecznie dziękuję Autorce, Kasi Majgier. Brawo! To rewelacyjna książka!
Cieszę się, że poznałam Kasię Majgier. I to nie tylko za sprawą twórczości pisarki, ponieważ na Warszawskich Targach Książki miałam okazję chwilkę z nią porozmawiać. "Amelkę" mam z dedykacją dla moich dzieci, ale póki co przeczytałam ją sama. Myślę, że spodoba się Gosi, bo raczej nie nadaje się na lekturę przed snem dla całkiem małych dzieci. Bohaterka książki ma 10 lat i moim zdaniem właśnie dla starszych dzieci będzie to idealna powieść.
Amelka jest najstarszym dzieckiem w rodzinie, ale nie oznacza to wcale, że daje młodszemu rodzeństwu dobry przykład. Co prawda uczy się bardzo dobrze, ale potrafi też przysporzyć rodzicom nie lada zmartwień. Skacze po drzewach, przyjaźni się z chłopakami, żyje z głową w chmurach. Marzy o karierze aktorskiej, więc gdy okazuje się, że na prowincji, na której mieszka mają kręcić film wszystko inne przestaje mieć dla niej znaczenie. Są oczywiście na wsi dziewczynki o wiele bardziej od niej atrakcyjne, pełne uroku, ładne, ubierające się modnie i mające środki finansowe na to, by dobrze wyglądać, ale to właśnie Amelka zagra główną rolę. Dlaczego? Wygląda na to, że nie szata zdobi człowieka i ważniejsze jest jednak to, co ów człowiek ma w głowie, a nie na głowie. Nasza główna i tytułowa postać zostaje więc wybrana do roli pierwszoplanowej w "Pannie z mokrą głową". Czy życie naszej prawie jedenastolatki ulegnie zmianie? Czy dziewczynka będzie zachwycona filmem, czy raczej będzie wolała prowadzić dalej spokojne i poukładane życie najlepszej w klasie uczennicy? A może zacznie otrzymywać oceny niedostateczne, przestanie się uczyć, bo nie będzie widziała w tym sensu? Jest przecież gwiazdą i wcale nie musi chodzić do szkoły, skoro już teraz, w ciągu kilku miesięcy potrafi zarobić więcej niż jej tata przez cały rok? Jak zakończy się ta historia?
Moim zdaniem to jest rewelacyjnie napisana powieść. Pokazuje nam różne sytuacje, w których możemy się znaleźć. Da do myślenia, pozwoli nam na analizę własnych zachowań, ale nade wszystko udowodni, że pomimo błędów, jakie zdarzy nam się popełnić, mamy szansę na zawrócenie ze źle obranej drogi, że mamy prawo do pomyłek, bo jesteśmy tylko ludźmi. Dowiemy się z niej tego, jak wiele zależy od nas samych, ale też od tego, jak zostaliśmy wychowani, z jakich domów się wywodzimy. I jak istotna jest przyjaźń, ale nie ta udawana, gra pozorów, gdy jesteśmy ważni tylko przez chwilę, bo coś znaczymy, bo jesteśmy na szczycie. Jak istotna jest przyjaźń a nie udawanie przyjaciela. Polecam naprawdę gorąco. Podsuńcie ją swoim dzieciom akurat teraz, na czas wakacji, a zobaczycie, że nie pożałujecie. Podziękują Wam za tę lekturę. Ważną, mądrą, wartą uwagi. Będzie i zabawnie, i prawdziwie, i doprawdy ciekawie.
"Trudno odzyskać zaufanie. Znacznie trudniej niż przyjaźń, bo tylko przyjaciele czekają na człowieka mimo wszystko. O całą resztę trzeba się postarać, ale to i tak przychodzi łatwiej, kiedy ma się przyjaciół."*
*fragment pochodzi z książki, strona 324
Za możliwość poznania historii Amelki serdecznie dziękuję Autorce, Kasi Majgier. Brawo! To rewelacyjna książka!
Subskrybuj:
Posty (Atom)














