niedziela, 16 sierpnia 2015

Obietnica Łucji Dorota Gąsiorowska




Dorota Gąsiorowska uciekła od zgiełku miasta, by zamieszkać pod Krakowem. Pisała odkąd pamięta, ale długo nosiła się z zamiarem przesłania swojej powieści wydawcy. Wreszcie się odważyła.

Zadebiutowała tą obszerną opowieścią o miłośniczce zabytków, Łucji, opowiedziała nam o jej smutnej przeszłości, od której bohaterka postanowiła wyzwolić się za sprawą przeprowadzki do małego, urokliwego miasteczka. To w Różanym Gaju zamieszkała, tutaj chciała odnaleźć siebie, przy okazji odkrywając sekrety tego niezwykłego miejsca.


Książkę czyta się szybko, ale nie znajdziemy w niej w gruncie rzeczy niczego nowego, tylko czy tak naprawdę zawsze szukamy w literaturze czegoś odkrywczego, innego? Czytelnik potrzebuje czasem pocieszenia i w tej powieści na pewno znajdzie to, czego szuka. Wiarę i nadzieję na to, że będzie lepiej. Z góry wiadomo, jak zakończy się ta historia, to prawda, że jest przewidywalna. To taka idealna lektura na kilka wieczorów, relaksująca i dosyć banalna, sympatyczna można powiedzieć. Dobry "umilacz" czasu.

Sympatyzujemy z główną bohaterką, jesteśmy po jej stronie, a nawet uczymy się od niej, ponieważ za sprawą tej powieści możemy uświadomić sobie, że przeszłości nie da się zmienić i nie ma sensu rozpamiętywać jej po wielokroć i rozkładać na czynniki pierwsze, wciąż i wciąż na nowo. Spójrzmy z radością i optymizmem w to, co dopiero przed nami. Na tym się skupmy. Zapewniam, że warto, bo o ile przeszłości zmienić już nie możemy, o tyle przyszłość zależy od nas samych. I tego się trzymajmy.

Pomimo przewidywalności oceniam książkę dosyć wysoko i polecam ją czytelnikom mojego bloga, ponieważ dzięki tej lekturze możemy miło spędzić czas, dobrze się bawiąc i rozwiązując zagadki sprzed lat.

czwartek, 13 sierpnia 2015

Krystyna Mirek Szczęśliwy dom. Premiera: 26.08.2015

Krystyna Mirek „Szczęśliwy dom” recenzja 





Twórczość Krystyny Mirek znam i cenię już od kilkunastu miesięcy, a z każdą kolejną powieścią jestem coraz bardziej oczarowana talentem, warsztatem i stylem pisarki. Absolwentka polonistyki 
na UJ w Krakowie potrafi wciągnąć czytelnika w swoje historie i naprawdę zainteresować go stworzoną przez siebie fabułą. Jej bohaterowie nigdy nie są papierowi, zawsze wzbudzają emocje i to często całkiem skrajne. Dzięki wykreowanej przez nią rzeczywistości sami zaczynamy zastanawiać się, jak postąpilibyśmy w tej czy innej sytuacji, ale też równie często odnajdujemy nasze własne dylematy, rozterki i problemy.
Krystyna Mirek to mama czwórki dzieci: trzech dorastających córek i jednego, najmłodszego synka. Przez wiele lat pracowała jako nauczycielka, obecnie skupiła się na tworzeniu powieści i opiece nad dziećmi.
„Szczęśliwy dom” to pierwsza część serii zatytułowanej „Jabłoniowy Sad”. W historii tej poznajemy cztery córki małżeństwa, które właśnie szykuje się do uroczystości związanej z czterdziestą rocznicą ślubu. Zdawać by się mogło, że wszystko w tej rodzinie układa się wspaniale, kłopoty ją omijają szerokim łukiem i nic nie spędza snu z powiek żadnemu z członków tej familii. Mają przecież siebie, kochają się, ufają sobie nawzajem i mogą liczyć jeden na drugiego w każdej sytuacji.
Do pięknej, klimatycznej scenerii przenosimy się szybko i lekko. Nie sprawia nam to najmniejszego problemu, wszak mamy wakacje, a akcja powieści dzieje się z końcem lipca i początkiem sierpnia. Doskonale odnajdujemy się w świetnie opisanej przez autorkę rzeczywistości. Chcemy pomóc rodzinie zbierać soczyste i aromatyczne żółto-zielone jabłka prosto z drzewa, przy okazji wgryzając się w jedno z nich. Ślinka cieknie mi na samą myśl… przypominam sobie dzieciństwo u babci.
Nawet jeżeli nie zdążymy udać się do sadu, w koszach w kuchni stoją już owoce i czekają tylko na to, byśmy wzięli się za ich obieranie i przetwarzanie. Marta, ciocia i siostra pani domu na pewno nie da nam po łapkach, jeśli ładnie się do niej uśmiechniemy i w zamian za jedno jabłuszko zaoferujemy swoją pomoc przy smażeniu konfitur.
Julia, jedna z córek Heleny, uwielbia papierówki i zajada się nimi z rozkoszą, rozmawiając z siostrą matki o miłości. Marta uważa, że jest przereklamowana.

„Nie przejmuj się tak bardzo. Przeceniamy miłość. Zbyt wielkie oczekiwania niosą tylko rozczarowania, płacz, zawiedzione nadzieje. Dobry, uczciwy układ jest o niebo lepszy.”

Czy zapracowana pani weterynarz, mająca niebawem podjąć arcyważną decyzję w sprawie swojej przyszłości, zgadza się z ciotką? Czy i ona uważa, że należy kierować się głosem rozsądku, zapominając o porywach serca i innych tego typu dyrdymałach?

Kolejna z sióstr, Gabrysia, pragnie z całego serca dziecka. Poświęci dla tego marzenia wiele, może nawet swoje małżeństwo. Czy wreszcie przejrzy na oczy i czy nie będzie za późno na zmiany?

Marylka, mama dwóch synów, rozwódka, na siłę próbuje znaleźć sobie partnera. Czy naprawdę potrzebny jest jej mężczyzna, a życie w samotności jest aż tak przykre, jak jej się wydaje?

I wreszcie pracująca wraz z ojcem w ukochanej księgarni Anielka, samotna matka Ani, której ojca nie poznał nikt. Ta ostatnia zdaje sobie świetnie ze wszystkim radzić. Panuje nad własnym życiem i nigdy nie skarży się na swój żywot. Martwi ją tylko stan taty, bo Jan za bardzo przejmuje się losem swoich córek i uważa, że czegoś nie dopilnował, skoro żadna z nich nie jest teraz w pełni szczęśliwa. Czy ma rację?

Prowincjonalne miasteczko gdzieś pod Krakowem zdaje się być idealnym miejscem dla rodzinnej sagi. To tutaj rozgrywają się niemalże wszystkie sceny, tu poznajemy głównych, jak i pobocznych bohaterów. Jabłoniowy Sad jawi się nam jako sielankowa, bajeczna przystań, gdzie można się zatrzymać, odpocząć, pomyśleć, odnaleźć na nowo nadzieję na lepsze jutro. Czy Szczęśliwy dom oprze się każdej burzy, po której zza chmur wyłoni się słońce?


"Z pewnością są na świecie ludzie, którzy zdecydowanym krokiem idą przez życie, podejmując przewidywalne decyzje i budując związki oparte na racjonalnych przesłankach. Ale nawet ktoś taki, kto pod wpływem impulsu akwizytora do domu nie wpuści, w obliczu prawdziwej miłości może zupełnie stracić głowę. 
Dlatego to takie ważne, żeby rozumieć, co dzieje się w naszych sercach. Budować życie na fundamencie prawdziwego, żywego uczucia. I nie pozwolić się okłamać."


Książka pełna życiowej mądrości, pozwalająca nam się zrelaksować i doskonale bawić, przy okazji dająca do zrozumienia, co jest istotne w naszej egzystencji i na czym powinniśmy się skupić. Po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że Krystyna Mirek jest aktualnie jedną z najlepiej piszących polskich autorek, a jej historie mogą wzruszyć, zaciekawić i zainspirować nas do zmian. Jej bohaterki, tak różne, a jednocześnie tak sobie bliskie, pokazują nam, co znaczą prawdziwe więzy krwi. Scena rozgrywająca się w kuchni pomiędzy dwiema siostrami, Martą i Heleną, została opisana tak pięknie, z niebywałą prostotą, czułością i ciepłem, że nie sposób było nie uronić choć jednej łzy. 
Powróciłam za sprawą tej opowieści do miejsca, które ukochałam w dzieciństwie, do Zielonego Wzgórza i Avonlea, do rudowłosej i krnąbrnej Ani. Co prawda nie ma między tymi historiami zbyt wiele podobieństw, ale klimat jest niemalże identyczny. Polecam, polecam i jeszcze raz polecam. Z całego serca.



Anna Grzyb


Premiera: 26.08.2015 

Siedem pytań do pisarza. Wyniki. Jacek Ostrowski.


Głos oddaję autorowi.
Ania



Na wstępie chciałbym Państwu podziękować za udział w zabawie. Muszę przyznać, że pytania są bardzo ciekawe i miałem poważny problem z wyborem „tych siedmiu”.  No i stało się, na polu bitwy zostało osiem pytań, dlaczego osiem? O tym napiszę później.
A zatem, zaczynamy.

Pragnę zacząć nietypowo, gdyż chciałam najpierw podziękować Pisanince (Annie Grzyb) nie tylko za świetną zabawę, jaka miała miejsce w ostatni wtorek (Dzień z książką Transplantacja Jacka Ostrowskiego), ale przede wszystkim za odkrycie autora, o którym istnieniu jak dotąd nie miałam pojęcia i oczywiście jego książkach. Mam wyrzuty sumienia, że nie przeczytałam dotychczas żadnej książki autorstwa Jacka Ostrowskiego, ale wiem , że wszystko przede mną. Nietypowe połączenie tak różnorodnego zainteresowania, pasji robi wrażenie. Studiował Pan prawo, z zawodu programista maszyn cyfrowych, prowadzi Pan firmę informatyczną, pisze książki - brzmi imponująco - tyle dokonań. Akcja niektórych książek toczy się we Włoszech. Intryguje mnie postać Raula Gomesa, ciekawi historia Julity. Porusza Pan tak wielu uniwersalnych problemów, tematów, nie boi się Pan mówić ( pisać) o najbardziej mrocznych zakamarkach człowieka. Na myśl przychodzi mi tu "Zbrodnia i kara " Dostojewskiego i "List do ludożerców" Różewicza - w głowie tyle pytań. Ale można zadać tylko jedno. Zatem pytam: Jak brzmiało by Pana przesłanie do współczesnych ludzi, jakich rad by Pan udzielił, przed czym przestrzegł?

Szanowna Pani, świetnie, że ma Pani wyrzuty sumienia. Nic tak nie cieszy pisarza, jak następny potencjalny czytelnik, wszak jesteśmy po to, by dać Wam wszystko to, co najlepsze. Autor jest wyrobnikiem w służbie czytelnika.  Odnośnie samego pytania, to do dziś przez ten świat przewinęło się mnóstwo mądrych ludzi. Byli to myśliciele, niekiedy politycy, mężowie stanu. Głosili mądre rzeczy, pisali ciekawe księgi, ale czy ktoś ich wysłuchał? Płonęli na stosach, stawali przed plutonami egzekucyjnymi, czy też tracili głowy pod toporem kata.  Dlaczego tak się działo? Bo głupota jest powszechniejsza od mądrości i z całą zaciekłością ją zwalcza. Życie jednego z bohaterów „Transplantacji”  niejakiego Batuttiego daje pośrednią odpowiedź na pytanie, czy warto wyjść poza ramy wszechobecnej głupoty.  Uważam, że szkoda czasu na udzielanie rad, czy na przesłania. Dużo lepszym, efektywniejszym rozwiązaniem jest zmuszenie czytelnika do myślenia, do zastanowienia się nad losami bohaterów powieści, nad motywami ich poczynań. To są ukryte przesłania, które dużo łatwiej docierają do czytelnika niż mądre wywody filozofów. Myślę, że lektura powieści „UT”, „Posiadłości w Portovenere” czy „Transplantacji”  da Pani wyczerpująca odpowiedź na to pytanie.

Panie Jacku, w jednym z wywiadów z Panem wyłonił mi się obraz człowieka obdarzonego niesamowitą wręcz wyobraźnią. Pan nie obserwuje ludzi, pan "widzi" powieść w konkretnych realiach. Mam na myśli genezę powstania "UT". Czy każda Pana książka "powstaje" w takich okolicznościach jak to co się wydarzyło w toskańskim hotelu "z duszą"? Czy wena przychodzi również w innych sytuacjach?


Po treści pytania domyślam się, że zapoznała się Pani z „UT”, co mnie niezmiernie raduje.  Tak, widzę powieść, to jest bardzo trafne określenie i dopiero później przelewam ją na papier. Uważam, że każde nawet drobne zdarzenie można rozwinąć w ciekawą opowieść.  Na pewno uroczy hotelik, opuszczone zamczysko, podupadły wiatrak, czy spalony dom wariatów bardziej pobudza wyobraźnię, ale nawet krasnal ogrodowy może być zalążkiem świetnej historii, to tylko kwestii wyobraźni. Krasnal może być narzędziem zbrodni, można w nim przemycić narkotyki, również może być nim ukryta kamera szpiegowska. Teraz tylko należy historię rozwinąć i powieść jest gotowa.   

Czy uważa Pan, że transplantacja głowy może się udać?:) jeśli tak, jakie może mieć skutki?(przejęcie cudzych cech czy sposobu rozumowania?) pozdrawiam serdecznie !
Domyślam się, że słyszała Pani o zamierzeniach włoskiego neurochirurga Sergio Canavero i stąd to pytanie.  W Transplantacji skupiłem się na przeszczepie serca i możliwości przejmowania cech dawcy. Zapoznałem się z opiniami znanych filozofów, wyznawców różnych religii.  Owszem, istnieją teorie mówiące o wyższości mózgu nad sercem, ale nie są wiodące.  Lekarze stanowczo odrzucają hipotezę o przejmowaniu cudzych cech , czy sposobu rozumowania. Oni jednak na każdym kroku starają się nas  obedrzeć z tego co w nas najpiękniejsze, czyli duszy.  Czekam na pierwszy przeszczep i zobaczymy, co się później wydarzy.

Gdyby miał Pan mieć transplantację, po której przejąłby Pan cechy dawcy to kto miałby nim być i dlaczego?
        
Gdybym odpowiedział na to pytanie to oznaczałoby, że chcę czyjejś śmierci, a nikomu tego nie życzę.  Jestem Jacek Ostrowski i dobrze się czuję w swojej skórze, nie chcę być nikim innym. 

No cóż, transplantacja, to jeden z największych cudów medycyny, a ponieważ bądź co bądź jestem na profilu jej bliskim, pytanie brzmi: Czy sądzi Pan, ze przeszczep serca od zmarłej osoby, w jakiś sposób włącza biorcę do grona rodziny dawcy, czy ma on do tego jakiekolwiek prawa? Pozdrawiam serdecznie, proszę ucałować ode mnie...a niech będzie...wszystkie pieski.

Ponownie wracamy do aspektów etycznych samej transplantacji. No cóż, to wszystko zależy jak podchodzimy do zagadnienia. Jeśli podejdziemy do tematu od strony medycznej to biorca nie jest w żaden sposób związany z rodziną dawcy. Jednak pisarz  nie powinien w ten sposób ogarniać tego tematu, on powinien czuć w tym pewną metafizykę, jakąś duchowość. Jak powiedział  Raul Gomes, bohater Transplantacji „Kiedy człowiek przestanie wierzyć, że ma duszę, kocha sercem, myśli głową, to kim będzie?”. Skoro dostanie czyjeś serce, to po części stanie się kimś innym.

Czy wierzy Pan w istnienie przypadku czy bliżej Panu do przekonania, że nic nie dzieje się bez przyczyny? Może przedstawi nam Pan jakąś ciekawą historię z własnego życia dotyczącą działania przypadku :)
Pozdrawiam!

Każda z tych teorii jest tak samo trudna do obalenia, jak i obrony. Im dłużej żyję tym bardziej skłaniam się do teorii, że w moim życiu nic nie dzieje się przypadkowo. No niemniej to nie oznacza, że akurat ja jestem celem tego spisku przeznaczenia. Może chodzić tu o jakiegoś mojego potomka lub dalekiego kuzyna. Daleki jestem od stwierdzenia, że  życie wszystkich ludzi  jest w jakiś sposób zaprogramowane.  Uważam, że żyjemy w pewnym chaosie wydarzeń, ale z tego bałaganu wyłania się pewien dość stabilny kręgosłup zdarzeń, które mają doprowadzić do takiej, a nie innej sytuacji. Niektórzy z nas są tylko zwykłymi statystami w zdarzeniach, które zmieniają historię, a inni biorą w tym aktywny udział .
Nieraz sam czuję się statystą w zdarzeniach dotyczących mojej córki, która jest młodym
ambitnym naukowcem zajmującym się onkologią eksperymentalną. Jeśli wymyśli lek na raka przestanę być statystą, a poczuję się elementem tej układanki, bo to co ona wyniosła z domu, co jej zaszczepiliśmy z żoną nie wspominając o tym, że jest moją córką mogło mieć tu duże znaczenie.  

Panie Jacku,
W swoich książkach nie boi się Pan zadawać trudnych pytań, "dręczyć" czytelnika moralnymi zagadnieniami, podsuwać skrajne opinie. Nie obawia się Pan też oceny, pragnie, by czytelnik zaczął myśleć, wysuwać własne wnioski. A czy Pan, pisząc o trudnych, kontrowersyjnych tematach, miewa moralne wybory/rozterki? Jak sobie Pan z nimi radzi?
Pozdrawiam
                                                                                                                          
Oczywiście poruszając jakiś problem wcześniej myślę o nim i analizuję. Raczej staram się podsuwać tematy ciekawe, nieraz zupełnie zapomniane, ale często bardzo ważne.   
Mam rozterki duchowe, bo wiem, że każdy kij ma dwa końce, że dojście do prawdy nie zawsze jest wygodne, że niejednemu jest zupełnie nie na rękę. Często do  bohatera negatywnego czuję prawdziwą odrazę, ale staram się być obiektywny. Nawet zbrodniarz ma prawo do obrony, warto spojrzeń na środowisko w jakim wyrastał i co przyczyniło się do jego deprawacji. Ustalenie przyczyn demoralizacji człowieka może pomóc w zapobieganiu przestępczości, wyeliminować zagrożenia. To są trudne tematy, ale staram się przedstawić je w zjadliwej formie, czyli w postaci powieści sensacyjnej lub kryminału.  

Na koniec chciałbym się odnieść do jeszcze jednego pytania.

W czym pies potrafi być lepszy od pisarza?

Chciałbym zaapelować do młodych ludzi, żeby nie sięgali po dopalacze i narkotyki, to naprawdę lasuje mózg i zmienia człowieka.  Szkoda marnować życie, tym bardziej, że nie ma pewności, że istnieje drugie, to po śmierci. Serdecznie dziękuję za zainteresowanie moją skromną osobą, polecam najnowszą powieść „Transplantację” oraz zapraszam do konkursu, w którym będzie do wygrania komplet moich książek.
Jacek Ostrowski


Książkę wygrywa Monika Płatek. Gratuluję. 

Przy okazji chciałabym jeszcze nagrodzić kogoś z innego konkursu, bardzo długo czekałam na odpowiedzi na Wasze pytania przy okazji Siedmiu pytań do pisarza do pewnej autorki. Nie otrzymałam ich do tej pory, dlatego muszę Was przeprosić. Wywiadu nie będzie, ale wyniki tak. 
Egzemplarz książki "Nie waż się" trafi do Jolanty Murawskiej. 
Ania 


niedziela, 9 sierpnia 2015

Pierwsza, przedpremierowa recenzja mojej powieści.

"Anna Grzyb w swojej debiutanckiej powieści przedstawiła świat, którego częścią jesteśmy, w sposób absolutnie pozbawiony złudzeń. Jej powieść odziera z obłudy, wskazuje rzeczy, które skrzętnie pomijamy pragnąc zachować tym samym pozory normalnego, niczym nieróżniącego się od innych życia. Wyraźnie pokazuje błędy, wady i niedoskonałości naszej egzystencji w sposób ironiczny a momentami nawet prześmiewczy. Która bowiem matka przyzna, że wychowanie dzieci sprawia jej problem, bądź najzwyczajniej w świecie potrafi przerosnąć? Grzyb bezceremonialnie otwiera drzwi do naszych domów i mieszkań a czyni to z wyjątkową precyzją i prostotą ukazując prawdziwe oblicze życia bez zasłon, ogródek. Bezwzględnie.
Książka, którą dane mi było przeczytać, napisana jest językiem prostym, nieskomplikowanym, czym autorka podkreśla szeroki zasięg odbiorców, do których kieruje swój przekaz. A czego on dotyczy? 
Ja swoje wnioski wyciągnęłam.
Z pewnością powieść Anny Grzyb stanie na mojej półce wśród innych wartościowych pozycji, do których wracam. 
Gorąco polecam lekturę tej powieści ze względu na świeży i niebanalny sposób, w jaki przedstawiono w niej rzeczy oczywiste i przyziemne." 

Całość opinii tutaj:  http://www.granice.pl/ksiazka,Zycie-z-drugiej-reki,3447140
i tu: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/260915/zycie-z-drugiej-reki.



sobota, 8 sierpnia 2015

Zapłata Małgorzata Rogala




Małgorzata Rogala ma na swoim koncie już trzecią powieść i z każdą kolejną pisze coraz lepiej. Rozwija swój warsztat pisarki i naprawdę przyciąga czytelnika do swojej twórczości. Moim zdaniem doskonałym pomysłem było pisanie powieści kryminalnych, bo zarówno "Kiedyś Cię odnajdę", jak i najnowsza-"Zapłata" wciągają i intrygują. Osadzona w polskich realiach, w stolicy, ówcześnie, nie jest historią przegadaną i przejaskrawioną.

Wszystko zaczyna się w 1993 roku od niezwykłej przyjaźni dwóch skrzywdzonych dziewczynek. Jedna z nich okazuje się na tyle silna, że znajduje sposób, by uwolnić się od oprawcy. Druga postanawia zostać policjantką i spełnia to przyrzeczenie, dane samej sobie.


Współcześnie trafiamy do męskiej toalety znajdującej się w popularnym klubie. Tam właśnie mocno już wstawiony syn wpływowego adwokata zostaje zamordowany. Kto mógłby chcieć jego śmierci? To pytanie na krótko pozostaje bez odpowiedzi, bo szybko okazuje się, jak bezdusznym i pozbawionym kręgosłupa moralnego był osobnikiem. Nie jest nam nawet go żal...
Czy zagadka śmierci mężczyzny zostanie rozwiązana? Czy ma jakikolwiek związek z niechlubną przeszłością ofiary? Kim jest morderca i czy poprzestanie na zabiciu tego jednego człowieka? A może ktoś jeszcze jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie, choć kompletnie nie zdaje sobie z tego sprawy?


Świetnie się czytało "Zapłatę". Byłam zaskoczona rozwiązaniem, zainteresowana zachowaniem głównych bohaterów kryminału. Wielokrotnie zastanawiałam się, jak postąpiłabym, gdybym znalazła się w sytuacji, w jakiej oni się znaleźli. Emocje sięgały zenitu, kipiałam ze złości i z bezsilności. Nie mogłam pojąć, dlaczego ludzie mogą zachowywać się w ten sposób...

Moim zdaniem to bardzo realistycznie opowiedziana historia. Poznajemy za jej sprawą prawdziwe ludzkie oblicza, reakcje. Dowiadujemy się, jakie są między nimi relacje, w jaki sposób myślą i dokonują wyborów. Czy zawsze warto coś przemilczeć, chronić tych, którzy na to nie zasługują? To książka o dylematach, przed jakimi stają: matka, ojciec, siostra, dziewczyna, przyjaciółka.
O tym, że bywamy bezmyślni, okrutni, brutalni czasem zupełnie bez powodu. Także o tym, że rany goją się bardzo, bardzo długo, a bywa, że nie zabliźniają się nigdy. Niestety.
Czy tym razem prawda zwycięży? Czy istnieje coś takiego, co może usprawiedliwić zbrodnię?

"Zapłata" daje nam do myślenia. Autorka zwodzi nas i mami. Próbujemy połączyć fakty, znaleźć zabójcę, zrozumieć, dlaczego dzieje się tak, a nie inaczej. Wiarygodna, doskonale napisana, bez zbędnych słów historia, o której nie sposób zapomnieć. Wstrząsa i odziera ze złudzeń, bo niestety coraz częściej dochodzi do podobnych zbrodni.

Z bohaterami tej książki, parą policjantów, chciałabym się spotkać ponownie na kartach kolejnej powieści kryminalnej autorki. Stworzyła ich w sposób wiarygodny i ciekawy. Wzbudzili moją sympatię. Całość polecam.


Tam, gdzie rodzi się zazdrość. Recenzja. Edyta Świętek. Premiera: 11.08.2015

Tam, gdzie rodzi się zazdrość. Recenzja.




Druga część książki zatytułowanej „Tam, gdzie rodzi się miłość” opowiada o dalszych losach rodziny Hajdukiewiczów i osób z nimi powiązanych. Zaczyna się od ślubu Marka i Darii, którzy po pokonaniu wielu przeszkód, wreszcie osiągają pełnię szczęścia i zamierzają być ze sobą na dobre i na złe. Uczucie, które ich połączyło zdaje się być gorące, pełne namiętności, ale czy idealne, pozbawione zazdrości? Czy dzięki przysiędze małżeńskiej wreszcie zapanuje w tej familii spokój? Czy niebezpieczeństwo minęło, a teraz wszyscy będą wieść sielankowe, stateczne życie? Bez trosk, zmartwień?

Chyba nie będzie im to dane…

Edyta Świętek ma na swoim koncie już kilka bardzo dobrych powieści. Za przykład mogę tutaj podać chociażby: „Cienie przeszłości” czy „Banki mydlane”, ale i „Zanim odszedł” czy „Zakręcone życie Madzi Kociołek” to podobno świetne historie. Niebawem ukaże się także „Cappuccino z cynamonem”, która to książka szalenie mnie interesuje. Pisarka tworzy coraz więcej i zdobywa kolejne rzesze zadowolonych czytelników.

„Tam, gdzie rodzi się miłość” to powieść obyczajowa z wątkiem sensacyjnym, którą czytało się z prawdziwym zaciekawieniem. Nie inaczej jest w przypadku jej kontynuacji. Szybko i bez jakiegokolwiek problemu przenosimy się w świat stworzony przez autorkę, przypominając sobie, za co obdarzyliśmy jej bohaterów sympatią, bądź wręcz przeciwnie, dlaczego odrzucało nas na samą myśl o postaciach mniej wzbudzających zaufanie. Czy i tym razem uda nam się zrozumieć postępowanie tej czy innej osoby?

Edyta Świętek wykreowała pełen tajemnic i intryg świat, który wbrew pozorom wcale nie jest aż tak bardzo odległy od naszego własnego. Miłość, nienawiść, zazdrość, zawiść, wszystkie te uczucia targają przecież ludźmi od zarania dziejów. Wielu z nich marzy o zemście, o odebraniu wrogowi tego, na czym najbardziej mu zależy, o upodleniu go, zniszczeniu, unicestwieniu. Niejednokrotnie dochodzi do morderstwa… bez cienia skrupułów czy wyrzutów sumienia.

Daria, wychowana w rodzinie Hajdukiewiczów, zawsze czuła, że grozi jej jakieś niebezpieczeństwo, jednak po śmierci najbardziej zagorzałego wroga ojca wydawało jej się, że wreszcie może spać spokojnie. Tylko, czy na pewno tak jest? Czy z ręką na sercu może powiedzieć, że nie zagraża jej już nikt inny? Że nie ma nikogo, kto źle by życzył jej i jej najbliższym?

Wydawało jej się, że małżeństwo z Markiem będzie spełnieniem marzeń, ale nie wszystko układa się po jej myśli. Rozterki i obawy, jakie odczuwała w związku ze zmianą stanu cywilnego, okazują się nie być bezpodstawne. Ukochany jest porywczy, charyzmatyczny, zazdrosny. Ma wybuchowy charakter, najpierw mówi i działa, a myśli dopiero później i po raz kolejny Daria boleśnie się o tym przekonuje. Czy mimo wszystko miłość będzie w stanie pokonać przeciwności losu?

Całość wciąga od pierwszych stron. Fabuła zaskakuje nas i nie pozwala na chwilę wytchnienia. To historia pełna niesamowitych zwrotów akcji, dla czytelnika, który z radością rozwiązuje zagadki, szuka wskazówek. Dla miłośnika rodzinnych tajemnic mających początek przed wieloma laty to idealna lektura. Trzyma w napięciu do ostatniego niemalże momentu. Emocjonująca i ciekawie skonstruowana, choć przypomina trochę amerykańskie historie, dzieje się w polskich realiach, mniej lub bardziej nam bliskich. Nie rozczaruje nas, a szybko przekona do siebie. Polecam.

Premiera: 11.08.2015 







piątek, 7 sierpnia 2015

Siedem pytań do pisarza. Iwona J. Walczak Wyniki





Iwona J. Walczak to kobieta, która nie boi się zmian i chętnie podejmuje wyzwania. Uwielbia czytać książki, ale radość sprawia jej też ich pisanie. Mieszka w Poznaniu. Prywatnie mama dwóch dorosłych już synów. Do tej pory spod jej pióra wyszły cztery książki: "Nagie myśli", "Złocista Dolina", "Dom złudzeń. Iga" i "Dom złudzeń. Zosia". Ostatnia z powieści będzie do wygrania w dzisiejszym cyklu Siedem pytań do pisarza.



Ewelina Wiśniewska
Czym jest dla Ciebie "Dom złudzeń"? Domem, który został zbudowany na marzeniach czy domem zbudowanym na kłamstwie i bólu?    eve_ew@wp.pl

Dzień dobry, Ewelino, serdeczności. J
Oczywiście przyjemniej jest, gdy spełniają się marzenia. Nawet sobie tego życzymy z okazji rocznic, urodzin czy świąt. Niemniej złudzenia towarzyszą nam zawsze, są z nami, czy to nam się podoba czy nie. 
Mój literacki dom złudzeń zbudowany jest na marzeniach właśnie, ale bywa różnie, czasem w nim gości szczęście, spełnienie, ale jakże często, jak w życiu każdego z nas, kłamstwo, złość, niezgoda i rozczarowanie. Wtedy rodzą się złudzenia. Uważam, że to jest normalny dom, bez polewy czekoladowej, choć w przypadku każdej bohaterki nieco inny. Iga budowała go inaczej i Zosia także czyni to po swojemu.
Skąd nazwa? Niewielu czytelników wyławia z treści tę wiedzę. „Dom złudzeń” - tak dziadek Igi nazwał stojący na środku wsi (Złotniczki to prawdziwa nazwa) gminny dom dla ludzi bez ziemi. „Jedynym stanem posiadania kobiet z tego domu są niespełnione marzenia, co sprawia, że w konsekwencji karmią się one złudzeniami”. – Tak powiedział. Dla dziadka Igi najważniejsza była ziemia. Iga będąc dzieckiem wypatrywała znamion „nieposiadania ziemi”, ale mieszkanki tego domu niczym złym ani szczególnym się nie wyróżniały. Po latach, po bankructwie firmy i odejściu męża, zamieszkała w tym domu, pracując z pasją i wielkim talentem. Mimo iż był także miejscem jej kilku niespełnionych marzeń, dawał jej siłę, a także schronienie, bezpieczeństwo.
„Dom złudzeń” to jedna z nazw jaką miałam w głowie pisząc sagę, tak na marginesie. Druga to „Zapach kumaryny”. Polska wieś w maju i czerwcu pachnie suszoną trawą, która to zawiera właśnie tę substancję, kumarynę. I o tym „zapachu” polskiej wsi też są te książki.

Izabela 81
Pani Iwono, jaką definicję stworzyłaby Pani myśląc - DOM? Co dla Pani znaczy to słowo i w jakim stopniu jest ważne?
Pozdrawiam serdecznie :)  iza.81@o2.pl

Dzień dobry Izo, również pozdrawiam serdecznie
J
Dla mnie domem jest miejsce (i jego otoczenie), w którym czuję się bezpieczna, swobodna, który lubię budować, tworzyć. Jest to także obszar spraw, za które (gospodarując po swojemu) odpowiadam. Nie zawsze potrzebuję towarzystwa, więc poczucie bliskości z innym człowiekiem nie jest warunkiem dla istnienia mojego domu. Często się gdzieś udaję, wyjeżdżam, i dzisiaj po latach uważam, że w swoim życiu miałam wiele domów. Wieszam ubrania w hotelowej szafie, w łazience stawiam kosmetyki, odsłaniam okna, żeby otworzyć „drzwi” przyrodzie, parzę zieloną herbatę, i już jestem u siebie.  
W czerwcu i maju tego roku moim domem był niewielki pokoik w sanatorium, w lipcu zagracony (malarskimi akcesoriami) pokój hotelowy pod czeską Pragą. A ostatnio, podczas upałów, bywa nim pergola w ogrodzie. I choć kocham mój najważniejszy dom w Poznaniu, i jest on dla mnie po równo miłością, ale i utrapieniem (kosztowne remonty), to jednak wyjeżdżając z tamtych domów, wracając do mojego głównego domu, było mi smutno.

Anna Dudkowiak
Gdyby Pani życie zamieniło się w książkę, jaki byłby jej tytuł i gatunek?
Pozdrawiam serdecznie.
annis16@op.pl

Dzień dobry Aniu, dziękuję za pozdrowienia. Odwzajemniam je serdecznie J
To bardzo ciekawe pytanie, wymuszające poszperanie w duszy i w pamięci. Niedawno, podczas spotkania autorskiego, kiedy się już „rozkręciłam” i powiedziałam sporo o sobie, pewien mężczyzna zapytał, kiedy napiszę autobiografię. Odpowiedziałam wtedy, że nie miałabym o czym pisać, w sumie miałam życie nudne, jeden mąż, przeciętna liczba potomków, tylko trzy przeprowadzki, zero botoksów i plastycznych operacji, no, może tylko ciekawych podróży uzbierałoby się kilka. No, interesujących znajomych też. To wszystko. Mało spektakularna byłaby to biografia, może nawet dyskwalifikująca mnie jako osobę coś tam tworzącą. Poza tym, ja wcale siebie nie słucham, nie rozmyślam o swoim życiu, rzadko wracam do przeszłości. Najchętniej słucham innych. Nawet wtedy, gdy przez parędziesiąt minut ktoś snuje opowieść o zamrażaniu owoców albo wyjaśnia mi, jak się obsługuje pocztę e-mailową J  
„To proszę kłamać, wymyślać” – zaproponował wtedy ten mężczyzna. Pozostali uczestnicy go poparli. Zaczęłam intensywnie myśleć. Za chwilę miałam ewentualny tytuł.
A było to taka sytuacja:
Wielkanoc. Drugi dzień świąt. Synowie z żonami wyjechali już do domów, nawet nie chcieli zjeść obiadu. Zasłaniali się długą podróżą. Zostaliśmy sami z tonami jedzenia w lodówce. W domu zapadła cisza, zrobiło się smutno, siedliśmy po przeciwnych stronach długiego, pustego stołu. Coś tam migało w telewizorze. Po chwili na stole stanęła waza pełna ciepłej zupy. I usłyszałam słowa: „Nieco żurku, mój Kocurku?”.  
Świetny tytuł! – usłyszałam, gdy opowiedziałam tę historię.
„Nieco żurku, mój Kocurku?” – mogłaby to być moja biografia, ale pewnie będzie to książka o życiu, o upadkach i podnoszeniu się, o rozstaniach i powrotach, o smutku i radości. O dramacie i niewiarygodnym szczęściu. O cudzie narodzin i tajemnicy śmierci. Gatunek? Nieco komedia, nieco dramat, nieco romans. Jak w życiu. Nie o mnie.
Gdybym jednak na poważnie miała napisać o swoim życiu użyłabym tytułu: „Biografia  niezwykle zwyczajna” J

Bogumiła Sławska
Czy podróżując i fotografując szuka Pani "domu" dla swoich bohaterek?
Jaki wpływ mają Pani fotografie na Pani książki?
Pozdrawiam. 
bm101@op.pl

Dzień dobry Bogumiło, pozdrawiam i za pozdrowienia pięknie dziękuję. J
Chciałabym, żeby moje fotografie miały jakiś związek z moimi książkami, ale tak nie jest. Jako kobieta „pracująca”, mam wielką wadę (pewnie niejedną)-staram się być samowystarczalna. Pisząc książkę chodzę z projektem okładki w głowie, choć nie do mnie należy jej wymyślenie, oczywiście wyobrażam sobie lico, które bazuje na mojej fotografii.  Z tego rzecz jasna nic nie wychodzi, bo Wydawca ma inny pomysł. Czy to dobrze, czy źle? Nie mnie oceniać. Najbardziej zbliżona do mojej wizji jest okładka  książki „Dom złudzeń. Zosia”. Najmniej „Nagie myśli”.
Podróżując (i fotografując) zbieram pomysły na książki i podświadomie szukam domów dla bohaterów, oczywiście tutaj słowo „dom” jest bardzo pojemne. Szukam też ciekawych (zwłaszcza wizualnie) protoplastów moich bohaterów. Ich nie fotografuję J
Czasem usłyszę ciekawe zdanie, inspirującą historię, nieraz zobaczę piękny obraz. Bywa, że umieszczę coś z podróżniczych inspiracji w swojej książce, ale przekonałam się, że to, co mnie uwiedzie, nie zawsze zainteresuje czytelnika. Ba, najczęściej nawet bywa niezauważone.   

Martucha 180
Mieszka Pani w Poznaniu, a w „Złocistej Dolinie" opisywała Pani piękno mazurskiej ziemi w okolicach Ełku. Co łączy Panią z Mazurami? Pozdrawiam z Mazur.   martucha180@tlen.pl

Witaj Marto, pozdrawiam cudnie J
Na Mazurach byłam tylko raz, ale intensywnie. Obezwładniła mnie cisza domu na wsi, w jakim zamieszkałam. To było pierwsze, ale tak mocne doznanie, że będąc tam postanowiłam napisać książkę. („Złocista Dolina” to moja pierwsza książka, ale wydana później, po „Nagich myślach”)
Umieściłam ten pierwszy mazurski obraz w „Złocistej Dolinie”, która (mam nadzieję) oddaje moje wrażenia z tamtych stron, w tamtym domu. Równie dobrze książka mogłaby się zacząć słowami: „Dzień zaczął się leniwie, a jednak miałam wrażenie, że ów spokój nie będzie mi dany na zawsze.” Lubię Mazury, zachwyciłam się tym regionem, ludźmi, historią. Nic więcej. 
Tak przy okazji – zapraszam do Wielkopolski i do zainteresowania się między innymi pięknem secesyjnych willi, których niemało w Poznaniu, czy realizacjami artystycznymi nad Maltą, albo do zgłębiania tajemnic Powstania Wielkopolskiego. Zapraszam też nad polodowcowe jeziora, do wielkopolskich lasów, do odwiedzenia licznych u nas dworków i pałaców. J  

Edyta Chmura
Nie wyobrażam sobie życia bez marzeń, wyznaczają cel, popychają do działania, a czasami zwyczajnie wywołują uśmiech na twarzy. Wiadomo, że wszystkie spełnić się nie mogą, ale czasami przecież się udaje. Jakie marzenie z dzieciństwa Pani udało się zrealizować (chodzi mi o takie, z którym łączy Pani najwięcej radości)?
Pozdrawiam :)  
edyta.cha@wp.pl

Dzień dobry Edyto, pozdrawiam cudnie J
Tutaj będę precyzyjna. Bo choć ciągle marzyłam, zwłaszcza przed snem, niewiele z tych dziecinnych marzeń mi się spełniło. Pamiętam, że zawsze chciałam mieć aksamitną sukienkę w kolorze purpury i czarne lakierowane buciki. Długo o tym marzyłam, ale zamiast tego otrzymałam sukienkę żółtą uszytą z amerykańskiej tkaniny i białe buty. Choć ta żółta sukienka była śliczna, ja nadal marzyłam przed snem o aksamitnej purpurowej, tak długo, aż z niej „wyrosłam”. Ale kilka marzeń mi się spełniło.
Podobnie jak w „Domu złudzeń. Iga” – i ja w dzieciństwie chciałam podróżować, wyjeżdżać „do świata”. To marzenie spełniło mi się, nawet z nawiązką. Dokładnie tak samo jak mała Iga, będąc dzieckiem siadałam na kamiennych schodach dworca kolejowego w Pobiedziskach i marzyłam, by pojechać pociągiem choć paręnaście kilometrów. To byłaby bardzo daleka podróż! Kiedy poznałam region pobliski, zamarzyłam o dalszych podróżach, zaczęłam zbierać mapy, w szafie miałam ich wiele, a później doszły książki - tak zwane przewodniki turystyczne. Do dzisiaj mi to zostało. Niedawno otrzymałam w prezencie bon podarunkowy do empiku –  i już wiem, w jaki sposób go zrealizuję. Nie kupię beletrystyki, bo używam czytnika, ale widziałam takie niewielkich rozmiarów przewodniki... Bo ja wciąż marzę o podróżach J   

Ania Mania
Ma Pani na swoim koncie już parę książek. Wiem, że ciężko wskazać swoje ukochane dziecko, ale niech Pani spróbuje wybrać książkę, której historia bądź któryś z wątków narodził się z Pani własnego doświadczenia i dlatego ta powieść jest najbliższa Pani sercu. Więc, którą Pani wybiera?  Ania_0970@wp.pl

Dzień dobry Aniu, pozdrawiam miło J
W każdej mojej książce są fragmenty, z którymi się utożsamiam. Nie zawsze słusznie. Fikcja z rzeczywistością nieraz mi się pomieszała J Bywa, że po pewnym  czasie pisania i wchodzenia w emocje moich bohaterów, życia z nimi, zastanawiam się, czy to jeszcze ona czy już ja?  Ale nie. Większość treści, wszystkie historie to wyobraźnia.
Najbardziej emocjonalnie związana jestem z „Domem złudzeń. Iga”. Dziadek Igi w jakimś stopniu przypomina mojego dziadka, który był bardzo ciekawym mężczyzną. To właśnie mój dziadzio Jan „wysłał mnie do świata”, on mi o nim opowiadał, on też zaszczepił we mnie pracowitość i obowiązkowość. 

Oczywiście ja nie jestem powieściową Igą, moi rodzice zmarli w mojej dorosłości, nie jestem bogata, ani tym bardziej nikt mi nie podrzucał ruloników ze stówkami z przeznaczeniem na „cukiereczki”. A tak przebojowa jak Iga chciałabym być. Tylko. J
Autorka postanowiła wyróżnić trzy osoby: 
1. Anna Dudkowiak!!!! Bardzo dobre pytanie
2. Ewelina Wiśniewska
3. Bogumiła Sławska

Gratuluję. Zapraszam też do kolejnej zabawy: http://asymaka.blogspot.com/2015/08/siedem-pytan-do-pisarza-grazyna.html