niedziela, 16 sierpnia 2015
Obietnica Łucji Dorota Gąsiorowska
Dorota Gąsiorowska uciekła od zgiełku miasta, by zamieszkać pod Krakowem. Pisała odkąd pamięta, ale długo nosiła się z zamiarem przesłania swojej powieści wydawcy. Wreszcie się odważyła.
Zadebiutowała tą obszerną opowieścią o miłośniczce zabytków, Łucji, opowiedziała nam o jej smutnej przeszłości, od której bohaterka postanowiła wyzwolić się za sprawą przeprowadzki do małego, urokliwego miasteczka. To w Różanym Gaju zamieszkała, tutaj chciała odnaleźć siebie, przy okazji odkrywając sekrety tego niezwykłego miejsca.
Książkę czyta się szybko, ale nie znajdziemy w niej w gruncie rzeczy niczego nowego, tylko czy tak naprawdę zawsze szukamy w literaturze czegoś odkrywczego, innego? Czytelnik potrzebuje czasem pocieszenia i w tej powieści na pewno znajdzie to, czego szuka. Wiarę i nadzieję na to, że będzie lepiej. Z góry wiadomo, jak zakończy się ta historia, to prawda, że jest przewidywalna. To taka idealna lektura na kilka wieczorów, relaksująca i dosyć banalna, sympatyczna można powiedzieć. Dobry "umilacz" czasu.
Sympatyzujemy z główną bohaterką, jesteśmy po jej stronie, a nawet uczymy się od niej, ponieważ za sprawą tej powieści możemy uświadomić sobie, że przeszłości nie da się zmienić i nie ma sensu rozpamiętywać jej po wielokroć i rozkładać na czynniki pierwsze, wciąż i wciąż na nowo. Spójrzmy z radością i optymizmem w to, co dopiero przed nami. Na tym się skupmy. Zapewniam, że warto, bo o ile przeszłości zmienić już nie możemy, o tyle przyszłość zależy od nas samych. I tego się trzymajmy.
Pomimo przewidywalności oceniam książkę dosyć wysoko i polecam ją czytelnikom mojego bloga, ponieważ dzięki tej lekturze możemy miło spędzić czas, dobrze się bawiąc i rozwiązując zagadki sprzed lat.
czwartek, 13 sierpnia 2015
Krystyna Mirek Szczęśliwy dom. Premiera: 26.08.2015
Krystyna Mirek „Szczęśliwy dom” recenzja
Twórczość Krystyny Mirek znam i cenię już od kilkunastu
miesięcy, a z każdą kolejną powieścią jestem coraz bardziej oczarowana
talentem, warsztatem i stylem pisarki. Absolwentka polonistyki
na UJ w Krakowie
potrafi wciągnąć czytelnika w swoje historie i naprawdę zainteresować go
stworzoną przez siebie fabułą. Jej bohaterowie nigdy nie są papierowi, zawsze
wzbudzają emocje i to często całkiem skrajne. Dzięki wykreowanej przez
nią rzeczywistości sami zaczynamy zastanawiać się, jak postąpilibyśmy w tej czy
innej sytuacji, ale też równie często odnajdujemy nasze własne dylematy,
rozterki i problemy.
Krystyna Mirek to mama czwórki dzieci: trzech dorastających
córek i jednego, najmłodszego synka. Przez wiele lat pracowała jako
nauczycielka, obecnie skupiła się na tworzeniu powieści i opiece nad dziećmi.
„Szczęśliwy dom” to pierwsza część serii zatytułowanej
„Jabłoniowy Sad”. W historii tej poznajemy cztery córki małżeństwa, które
właśnie szykuje się do uroczystości związanej z czterdziestą rocznicą ślubu. Zdawać
by się mogło, że wszystko w tej rodzinie układa się wspaniale, kłopoty ją
omijają szerokim łukiem i nic nie spędza snu z powiek żadnemu z członków tej familii. Mają przecież siebie, kochają się, ufają sobie nawzajem i mogą liczyć
jeden na drugiego w każdej sytuacji.
Do pięknej, klimatycznej scenerii przenosimy się szybko i
lekko. Nie sprawia nam to najmniejszego problemu, wszak mamy wakacje, a akcja
powieści dzieje się z końcem lipca i początkiem sierpnia. Doskonale odnajdujemy
się w świetnie opisanej przez autorkę rzeczywistości. Chcemy pomóc rodzinie
zbierać soczyste i aromatyczne żółto-zielone jabłka prosto z drzewa, przy
okazji wgryzając się w jedno z nich. Ślinka cieknie mi na samą myśl… przypominam
sobie dzieciństwo u babci.
Nawet jeżeli nie zdążymy udać się do sadu, w koszach w
kuchni stoją już owoce i czekają tylko na to, byśmy wzięli się za ich obieranie
i przetwarzanie. Marta, ciocia i siostra pani domu na pewno nie da nam po
łapkach, jeśli ładnie się do niej uśmiechniemy i w zamian za jedno jabłuszko zaoferujemy swoją pomoc przy smażeniu konfitur.
Julia, jedna z córek Heleny, uwielbia papierówki i zajada
się nimi z rozkoszą, rozmawiając z siostrą matki o miłości. Marta uważa, że
jest przereklamowana.
„Nie przejmuj się tak bardzo. Przeceniamy miłość. Zbyt
wielkie oczekiwania niosą tylko rozczarowania, płacz, zawiedzione nadzieje.
Dobry, uczciwy układ jest o niebo lepszy.”
Czy zapracowana pani weterynarz, mająca niebawem podjąć
arcyważną decyzję w sprawie swojej przyszłości, zgadza się z ciotką? Czy i ona
uważa, że należy kierować się głosem rozsądku, zapominając o porywach serca i
innych tego typu dyrdymałach?
Kolejna z sióstr, Gabrysia, pragnie z całego serca dziecka. Poświęci dla tego marzenia wiele, może nawet swoje małżeństwo. Czy wreszcie
przejrzy na oczy i czy nie będzie za późno na zmiany?
Marylka, mama dwóch synów, rozwódka, na siłę próbuje znaleźć
sobie partnera. Czy naprawdę potrzebny jest jej mężczyzna, a życie w samotności
jest aż tak przykre, jak jej się wydaje?
I wreszcie pracująca wraz z ojcem w ukochanej księgarni
Anielka, samotna matka Ani, której ojca nie poznał nikt. Ta ostatnia zdaje
sobie świetnie ze wszystkim radzić. Panuje nad własnym życiem i nigdy nie
skarży się na swój żywot. Martwi ją tylko stan taty, bo Jan za bardzo przejmuje
się losem swoich córek i uważa, że czegoś nie dopilnował, skoro żadna z nich
nie jest teraz w pełni szczęśliwa. Czy ma rację?
Prowincjonalne miasteczko gdzieś pod Krakowem zdaje się być
idealnym miejscem dla rodzinnej sagi. To tutaj rozgrywają się niemalże
wszystkie sceny, tu poznajemy głównych, jak i pobocznych bohaterów. Jabłoniowy
Sad jawi się nam jako sielankowa, bajeczna przystań, gdzie można się zatrzymać,
odpocząć, pomyśleć, odnaleźć na nowo nadzieję na lepsze jutro. Czy Szczęśliwy
dom oprze się każdej burzy, po której zza chmur wyłoni się słońce?
"Z pewnością są na świecie ludzie, którzy
zdecydowanym krokiem idą przez życie, podejmując przewidywalne decyzje i
budując związki oparte na racjonalnych przesłankach. Ale nawet ktoś taki, kto
pod wpływem impulsu akwizytora do domu nie wpuści, w obliczu prawdziwej miłości
może zupełnie stracić głowę.
Dlatego to takie ważne, żeby rozumieć, co dzieje się w naszych sercach. Budować życie na fundamencie prawdziwego, żywego uczucia. I nie pozwolić się okłamać."
Dlatego to takie ważne, żeby rozumieć, co dzieje się w naszych sercach. Budować życie na fundamencie prawdziwego, żywego uczucia. I nie pozwolić się okłamać."
Książka pełna życiowej mądrości, pozwalająca
nam się zrelaksować i doskonale bawić, przy okazji dająca do zrozumienia, co
jest istotne w naszej egzystencji i na czym powinniśmy się skupić. Po raz
kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że Krystyna Mirek jest aktualnie jedną
z najlepiej piszących polskich autorek, a jej historie mogą wzruszyć,
zaciekawić i zainspirować nas do zmian. Jej bohaterki, tak różne, a
jednocześnie tak sobie bliskie, pokazują nam, co znaczą prawdziwe więzy krwi.
Scena rozgrywająca się w kuchni pomiędzy dwiema siostrami, Martą i Heleną,
została opisana tak pięknie, z niebywałą prostotą, czułością i ciepłem, że nie
sposób było nie uronić choć jednej łzy.
Powróciłam za
sprawą tej opowieści do miejsca, które ukochałam w dzieciństwie, do Zielonego
Wzgórza i Avonlea, do rudowłosej i krnąbrnej Ani. Co prawda nie ma między tymi historiami zbyt wiele podobieństw, ale klimat jest niemalże identyczny.
Polecam, polecam i jeszcze raz polecam. Z całego serca.
Anna Grzyb
Premiera: 26.08.2015
Siedem pytań do pisarza. Wyniki. Jacek Ostrowski.
Głos oddaję autorowi.
Ania
Na wstępie chciałbym Państwu podziękować za udział w
zabawie. Muszę przyznać, że pytania są bardzo ciekawe i miałem poważny problem
z wyborem „tych siedmiu”. No i stało
się, na polu bitwy zostało osiem pytań, dlaczego osiem? O tym napiszę później.
A zatem, zaczynamy.
Pragnę zacząć nietypowo, gdyż chciałam najpierw
podziękować Pisanince (Annie Grzyb) nie tylko za świetną zabawę, jaka miała
miejsce w ostatni wtorek (Dzień z książką Transplantacja Jacka Ostrowskiego),
ale przede wszystkim za odkrycie autora, o którym istnieniu jak dotąd nie
miałam pojęcia i oczywiście jego książkach. Mam wyrzuty sumienia, że nie
przeczytałam dotychczas żadnej książki autorstwa Jacka Ostrowskiego, ale wiem ,
że wszystko przede mną. Nietypowe połączenie tak różnorodnego zainteresowania,
pasji robi wrażenie. Studiował Pan prawo, z zawodu programista maszyn
cyfrowych, prowadzi Pan firmę informatyczną, pisze książki - brzmi imponująco -
tyle dokonań. Akcja niektórych książek toczy się we Włoszech. Intryguje mnie
postać Raula Gomesa, ciekawi historia Julity. Porusza Pan tak wielu
uniwersalnych problemów, tematów, nie boi się Pan mówić ( pisać) o najbardziej
mrocznych zakamarkach człowieka. Na myśl przychodzi mi tu "Zbrodnia i kara
" Dostojewskiego i "List do ludożerców" Różewicza - w głowie
tyle pytań. Ale można zadać tylko jedno. Zatem pytam: Jak brzmiało by Pana
przesłanie do współczesnych ludzi, jakich rad by Pan udzielił, przed czym
przestrzegł?
Szanowna Pani, świetnie, że ma
Pani wyrzuty sumienia. Nic tak nie cieszy pisarza, jak następny potencjalny
czytelnik, wszak jesteśmy po to, by dać Wam wszystko to, co najlepsze. Autor
jest wyrobnikiem w służbie czytelnika. Odnośnie samego pytania, to do dziś przez ten
świat przewinęło się mnóstwo mądrych ludzi. Byli to myśliciele, niekiedy
politycy, mężowie stanu. Głosili mądre rzeczy, pisali ciekawe księgi, ale czy
ktoś ich wysłuchał? Płonęli na stosach, stawali przed plutonami egzekucyjnymi,
czy też tracili głowy pod toporem kata.
Dlaczego tak się działo? Bo głupota jest powszechniejsza od mądrości i z
całą zaciekłością ją zwalcza. Życie jednego z bohaterów „Transplantacji” niejakiego Batuttiego daje pośrednią odpowiedź
na pytanie, czy warto wyjść poza ramy wszechobecnej głupoty. Uważam, że szkoda czasu na udzielanie rad, czy
na przesłania. Dużo lepszym, efektywniejszym rozwiązaniem jest zmuszenie
czytelnika do myślenia, do zastanowienia się nad losami bohaterów powieści, nad
motywami ich poczynań. To są ukryte przesłania, które dużo łatwiej docierają do
czytelnika niż mądre wywody filozofów. Myślę, że lektura powieści „UT”,
„Posiadłości w Portovenere” czy „Transplantacji” da Pani wyczerpująca odpowiedź na to pytanie.
Panie Jacku, w jednym z wywiadów z Panem wyłonił mi się
obraz człowieka obdarzonego niesamowitą wręcz wyobraźnią. Pan nie obserwuje
ludzi, pan "widzi" powieść w konkretnych realiach. Mam na myśli
genezę powstania "UT". Czy każda Pana książka "powstaje" w
takich okolicznościach jak to co się wydarzyło w toskańskim hotelu "z
duszą"? Czy wena przychodzi również w innych sytuacjach?
Po treści pytania domyślam się,
że zapoznała się Pani z „UT”, co mnie niezmiernie raduje. Tak, widzę powieść, to jest bardzo trafne
określenie i dopiero później przelewam ją na papier. Uważam, że każde nawet
drobne zdarzenie można rozwinąć w ciekawą opowieść. Na pewno uroczy hotelik, opuszczone
zamczysko, podupadły wiatrak, czy spalony dom wariatów bardziej pobudza
wyobraźnię, ale nawet krasnal ogrodowy może być zalążkiem świetnej historii, to
tylko kwestii wyobraźni. Krasnal może być narzędziem zbrodni, można w nim
przemycić narkotyki, również może być nim ukryta kamera szpiegowska. Teraz
tylko należy historię rozwinąć i powieść jest gotowa.
Czy uważa Pan,
że transplantacja głowy może się udać?:) jeśli tak, jakie może mieć
skutki?(przejęcie cudzych cech czy sposobu rozumowania?) pozdrawiam serdecznie
!
Domyślam
się, że słyszała Pani o zamierzeniach włoskiego neurochirurga Sergio Canavero i
stąd to pytanie. W Transplantacji
skupiłem się na przeszczepie serca i możliwości przejmowania cech dawcy. Zapoznałem
się z opiniami znanych filozofów, wyznawców różnych religii. Owszem, istnieją teorie mówiące o wyższości
mózgu nad sercem, ale nie są wiodące.
Lekarze stanowczo odrzucają hipotezę o przejmowaniu cudzych cech , czy
sposobu rozumowania. Oni jednak na każdym kroku starają się nas obedrzeć z tego co w nas najpiękniejsze,
czyli duszy. Czekam na pierwszy
przeszczep i zobaczymy, co się później wydarzy.
Gdyby miał Pan mieć transplantację, po której przejąłby
Pan cechy dawcy to kto miałby nim być i dlaczego?
Gdybym odpowiedział na to pytanie to oznaczałoby, że chcę
czyjejś śmierci, a nikomu tego nie życzę.
Jestem Jacek Ostrowski i dobrze się czuję w swojej skórze, nie chcę być
nikim innym.
No cóż, transplantacja, to jeden z największych cudów
medycyny, a ponieważ bądź co bądź jestem na profilu jej bliskim, pytanie brzmi:
Czy sądzi Pan, ze przeszczep serca od zmarłej osoby, w jakiś sposób włącza
biorcę do grona rodziny dawcy, czy ma on do tego jakiekolwiek prawa? Pozdrawiam
serdecznie, proszę ucałować ode mnie...a niech będzie...wszystkie pieski.
Ponownie wracamy do aspektów
etycznych samej transplantacji. No cóż, to wszystko zależy jak podchodzimy do
zagadnienia. Jeśli podejdziemy do tematu od strony medycznej to biorca nie jest
w żaden sposób związany z rodziną dawcy. Jednak pisarz nie powinien w ten sposób ogarniać tego
tematu, on powinien czuć w tym pewną metafizykę, jakąś duchowość. Jak powiedział Raul Gomes, bohater Transplantacji „Kiedy
człowiek przestanie wierzyć, że ma duszę, kocha sercem, myśli głową, to kim
będzie?”. Skoro dostanie czyjeś serce, to po części stanie się kimś innym.
Czy wierzy Pan w istnienie przypadku czy bliżej Panu do
przekonania, że nic nie dzieje się bez przyczyny? Może przedstawi nam Pan jakąś
ciekawą historię z własnego życia dotyczącą działania przypadku :)
Pozdrawiam!
Pozdrawiam!
Każda z tych teorii jest tak
samo trudna do obalenia, jak i obrony. Im dłużej żyję tym bardziej skłaniam się
do teorii, że w moim życiu nic nie dzieje się przypadkowo. No niemniej to nie
oznacza, że akurat ja jestem celem tego spisku przeznaczenia. Może chodzić tu o
jakiegoś mojego potomka lub dalekiego kuzyna. Daleki jestem od stwierdzenia,
że życie wszystkich ludzi jest w jakiś sposób zaprogramowane. Uważam, że żyjemy w pewnym chaosie wydarzeń,
ale z tego bałaganu wyłania się pewien dość stabilny kręgosłup zdarzeń, które
mają doprowadzić do takiej, a nie innej sytuacji. Niektórzy z nas są tylko
zwykłymi statystami w zdarzeniach, które zmieniają historię, a inni biorą w tym
aktywny udział .
Nieraz sam czuję się statystą w
zdarzeniach dotyczących mojej córki, która jest młodym
ambitnym naukowcem zajmującym się onkologią eksperymentalną. Jeśli wymyśli lek na raka przestanę być statystą, a poczuję się elementem tej układanki, bo to co ona wyniosła z domu, co jej zaszczepiliśmy z żoną nie wspominając o tym, że jest moją córką mogło mieć tu duże znaczenie.
ambitnym naukowcem zajmującym się onkologią eksperymentalną. Jeśli wymyśli lek na raka przestanę być statystą, a poczuję się elementem tej układanki, bo to co ona wyniosła z domu, co jej zaszczepiliśmy z żoną nie wspominając o tym, że jest moją córką mogło mieć tu duże znaczenie.
Panie Jacku,
W swoich książkach nie boi się Pan zadawać trudnych pytań, "dręczyć" czytelnika moralnymi zagadnieniami, podsuwać skrajne opinie. Nie obawia się Pan też oceny, pragnie, by czytelnik zaczął myśleć, wysuwać własne wnioski. A czy Pan, pisząc o trudnych, kontrowersyjnych tematach, miewa moralne wybory/rozterki? Jak sobie Pan z nimi radzi?
Pozdrawiam
W swoich książkach nie boi się Pan zadawać trudnych pytań, "dręczyć" czytelnika moralnymi zagadnieniami, podsuwać skrajne opinie. Nie obawia się Pan też oceny, pragnie, by czytelnik zaczął myśleć, wysuwać własne wnioski. A czy Pan, pisząc o trudnych, kontrowersyjnych tematach, miewa moralne wybory/rozterki? Jak sobie Pan z nimi radzi?
Pozdrawiam
Oczywiście poruszając jakiś problem wcześniej myślę o nim i
analizuję. Raczej staram się podsuwać tematy ciekawe, nieraz zupełnie
zapomniane, ale często bardzo ważne.
Mam rozterki duchowe, bo wiem, że każdy kij ma dwa końce, że
dojście do prawdy nie zawsze jest wygodne, że niejednemu jest zupełnie nie na
rękę. Często do bohatera negatywnego
czuję prawdziwą odrazę, ale staram się być obiektywny. Nawet zbrodniarz ma
prawo do obrony, warto spojrzeń na środowisko w jakim wyrastał i co przyczyniło
się do jego deprawacji. Ustalenie przyczyn demoralizacji człowieka może pomóc w
zapobieganiu przestępczości, wyeliminować zagrożenia. To są trudne tematy, ale
staram się przedstawić je w zjadliwej formie, czyli w postaci powieści
sensacyjnej lub kryminału.
Na koniec chciałbym
się odnieść do jeszcze jednego pytania.
W czym pies potrafi być lepszy od pisarza?
Chciałbym
zaapelować do młodych ludzi, żeby nie sięgali po dopalacze i narkotyki, to
naprawdę lasuje mózg i zmienia człowieka.
Szkoda marnować życie, tym bardziej, że nie ma pewności, że istnieje
drugie, to po śmierci. Serdecznie dziękuję za zainteresowanie moją skromną
osobą, polecam najnowszą powieść „Transplantację” oraz zapraszam do konkursu, w
którym będzie do wygrania komplet moich książek.
Jacek Ostrowski
Książkę wygrywa Monika Płatek. Gratuluję.
Przy okazji chciałabym jeszcze nagrodzić kogoś z innego konkursu, bardzo długo czekałam na odpowiedzi na Wasze pytania przy okazji Siedmiu pytań do pisarza do pewnej autorki. Nie otrzymałam ich do tej pory, dlatego muszę Was przeprosić. Wywiadu nie będzie, ale wyniki tak.
Egzemplarz książki "Nie waż się" trafi do Jolanty Murawskiej.
Ania
niedziela, 9 sierpnia 2015
Pierwsza, przedpremierowa recenzja mojej powieści.
"Anna Grzyb w swojej debiutanckiej powieści przedstawiła świat, którego częścią jesteśmy, w sposób absolutnie pozbawiony złudzeń. Jej powieść odziera z obłudy, wskazuje rzeczy, które skrzętnie pomijamy pragnąc zachować tym samym pozory normalnego, niczym nieróżniącego się od innych życia. Wyraźnie pokazuje błędy, wady i niedoskonałości naszej egzystencji w sposób ironiczny a momentami nawet prześmiewczy. Która bowiem matka przyzna, że wychowanie dzieci sprawia jej problem, bądź najzwyczajniej w świecie potrafi przerosnąć? Grzyb bezceremonialnie otwiera drzwi do naszych domów i mieszkań a czyni to z wyjątkową precyzją i prostotą ukazując prawdziwe oblicze życia bez zasłon, ogródek. Bezwzględnie.
Książka, którą dane mi było przeczytać, napisana jest językiem prostym, nieskomplikowanym, czym autorka podkreśla szeroki zasięg odbiorców, do których kieruje swój przekaz. A czego on dotyczy?
Ja swoje wnioski wyciągnęłam.
Z pewnością powieść Anny Grzyb stanie na mojej półce wśród innych wartościowych pozycji, do których wracam.
Gorąco polecam lekturę tej powieści ze względu na świeży i niebanalny sposób, w jaki przedstawiono w niej rzeczy oczywiste i przyziemne."
Całość opinii tutaj: http://www.granice.pl/ksiazka,Zycie-z-drugiej-reki,3447140
i tu: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/260915/zycie-z-drugiej-reki.
Książka, którą dane mi było przeczytać, napisana jest językiem prostym, nieskomplikowanym, czym autorka podkreśla szeroki zasięg odbiorców, do których kieruje swój przekaz. A czego on dotyczy?
Ja swoje wnioski wyciągnęłam.
Z pewnością powieść Anny Grzyb stanie na mojej półce wśród innych wartościowych pozycji, do których wracam.
Gorąco polecam lekturę tej powieści ze względu na świeży i niebanalny sposób, w jaki przedstawiono w niej rzeczy oczywiste i przyziemne."
Całość opinii tutaj: http://www.granice.pl/ksiazka,Zycie-z-drugiej-reki,3447140
i tu: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/260915/zycie-z-drugiej-reki.
sobota, 8 sierpnia 2015
Zapłata Małgorzata Rogala
Małgorzata Rogala ma na swoim koncie już trzecią powieść i z każdą kolejną pisze coraz lepiej. Rozwija swój warsztat pisarki i naprawdę przyciąga czytelnika do swojej twórczości. Moim zdaniem doskonałym pomysłem było pisanie powieści kryminalnych, bo zarówno "Kiedyś Cię odnajdę", jak i najnowsza-"Zapłata" wciągają i intrygują. Osadzona w polskich realiach, w stolicy, ówcześnie, nie jest historią przegadaną i przejaskrawioną.
Wszystko zaczyna się w 1993 roku od niezwykłej przyjaźni dwóch skrzywdzonych dziewczynek. Jedna z nich okazuje się na tyle silna, że znajduje sposób, by uwolnić się od oprawcy. Druga postanawia zostać policjantką i spełnia to przyrzeczenie, dane samej sobie.
Współcześnie trafiamy do męskiej toalety znajdującej się w popularnym klubie. Tam właśnie mocno już wstawiony syn wpływowego adwokata zostaje zamordowany. Kto mógłby chcieć jego śmierci? To pytanie na krótko pozostaje bez odpowiedzi, bo szybko okazuje się, jak bezdusznym i pozbawionym kręgosłupa moralnego był osobnikiem. Nie jest nam nawet go żal...
Czy zagadka śmierci mężczyzny zostanie rozwiązana? Czy ma jakikolwiek związek z niechlubną przeszłością ofiary? Kim jest morderca i czy poprzestanie na zabiciu tego jednego człowieka? A może ktoś jeszcze jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie, choć kompletnie nie zdaje sobie z tego sprawy?
Świetnie się czytało "Zapłatę". Byłam zaskoczona rozwiązaniem, zainteresowana zachowaniem głównych bohaterów kryminału. Wielokrotnie zastanawiałam się, jak postąpiłabym, gdybym znalazła się w sytuacji, w jakiej oni się znaleźli. Emocje sięgały zenitu, kipiałam ze złości i z bezsilności. Nie mogłam pojąć, dlaczego ludzie mogą zachowywać się w ten sposób...
Moim zdaniem to bardzo realistycznie opowiedziana historia. Poznajemy za jej sprawą prawdziwe ludzkie oblicza, reakcje. Dowiadujemy się, jakie są między nimi relacje, w jaki sposób myślą i dokonują wyborów. Czy zawsze warto coś przemilczeć, chronić tych, którzy na to nie zasługują? To książka o dylematach, przed jakimi stają: matka, ojciec, siostra, dziewczyna, przyjaciółka.
O tym, że bywamy bezmyślni, okrutni, brutalni czasem zupełnie bez powodu. Także o tym, że rany goją się bardzo, bardzo długo, a bywa, że nie zabliźniają się nigdy. Niestety.
Czy tym razem prawda zwycięży? Czy istnieje coś takiego, co może usprawiedliwić zbrodnię?
"Zapłata" daje nam do myślenia. Autorka zwodzi nas i mami. Próbujemy połączyć fakty, znaleźć zabójcę, zrozumieć, dlaczego dzieje się tak, a nie inaczej. Wiarygodna, doskonale napisana, bez zbędnych słów historia, o której nie sposób zapomnieć. Wstrząsa i odziera ze złudzeń, bo niestety coraz częściej dochodzi do podobnych zbrodni.
Z bohaterami tej książki, parą policjantów, chciałabym się spotkać ponownie na kartach kolejnej powieści kryminalnej autorki. Stworzyła ich w sposób wiarygodny i ciekawy. Wzbudzili moją sympatię. Całość polecam.
Tam, gdzie rodzi się zazdrość. Recenzja. Edyta Świętek. Premiera: 11.08.2015
Tam, gdzie rodzi się zazdrość. Recenzja.
Druga część książki zatytułowanej „Tam, gdzie rodzi się
miłość” opowiada o dalszych losach rodziny Hajdukiewiczów i osób z nimi
powiązanych. Zaczyna się od ślubu Marka i Darii, którzy po pokonaniu wielu
przeszkód, wreszcie osiągają pełnię szczęścia i zamierzają być ze sobą na dobre
i na złe. Uczucie, które ich połączyło zdaje się być gorące, pełne namiętności,
ale czy idealne, pozbawione zazdrości? Czy dzięki przysiędze małżeńskiej
wreszcie zapanuje w tej familii spokój? Czy niebezpieczeństwo minęło, a teraz
wszyscy będą wieść sielankowe, stateczne życie? Bez trosk, zmartwień?
Chyba nie będzie im to dane…
Edyta Świętek ma na swoim koncie już kilka bardzo dobrych
powieści. Za przykład mogę tutaj podać chociażby: „Cienie przeszłości” czy
„Banki mydlane”, ale i „Zanim odszedł” czy „Zakręcone życie Madzi Kociołek” to
podobno świetne historie. Niebawem ukaże się także „Cappuccino z cynamonem”,
która to książka szalenie mnie interesuje. Pisarka tworzy coraz więcej i zdobywa
kolejne rzesze zadowolonych czytelników.
„Tam, gdzie rodzi się miłość” to powieść obyczajowa z
wątkiem sensacyjnym, którą czytało się z prawdziwym zaciekawieniem. Nie inaczej
jest w przypadku jej kontynuacji. Szybko i bez jakiegokolwiek problemu przenosimy
się w świat stworzony przez autorkę, przypominając sobie, za co obdarzyliśmy
jej bohaterów sympatią, bądź wręcz przeciwnie, dlaczego odrzucało nas na samą
myśl o postaciach mniej wzbudzających zaufanie. Czy i tym razem uda nam się
zrozumieć postępowanie tej czy innej osoby?
Edyta Świętek wykreowała pełen tajemnic i intryg świat,
który wbrew pozorom wcale nie jest aż tak bardzo odległy od naszego własnego.
Miłość, nienawiść, zazdrość, zawiść, wszystkie te uczucia targają przecież
ludźmi od zarania dziejów. Wielu z nich marzy o zemście, o odebraniu wrogowi
tego, na czym najbardziej mu zależy, o upodleniu go, zniszczeniu,
unicestwieniu. Niejednokrotnie dochodzi do morderstwa… bez cienia skrupułów czy
wyrzutów sumienia.
Daria, wychowana w rodzinie Hajdukiewiczów, zawsze czuła, że
grozi jej jakieś niebezpieczeństwo, jednak po śmierci najbardziej zagorzałego
wroga ojca wydawało jej się, że wreszcie może spać spokojnie. Tylko, czy na
pewno tak jest? Czy z ręką na sercu może powiedzieć, że nie zagraża jej już
nikt inny? Że nie ma nikogo, kto źle by życzył jej i jej najbliższym?
Wydawało jej się, że małżeństwo z Markiem będzie spełnieniem
marzeń, ale nie wszystko układa się po jej myśli. Rozterki i obawy, jakie odczuwała w
związku ze zmianą stanu cywilnego, okazują się nie być bezpodstawne. Ukochany
jest porywczy, charyzmatyczny, zazdrosny. Ma wybuchowy charakter, najpierw mówi
i działa, a myśli dopiero później i po raz kolejny Daria boleśnie się o tym
przekonuje. Czy mimo wszystko miłość będzie w stanie pokonać przeciwności losu?
Całość wciąga od pierwszych stron. Fabuła zaskakuje nas i
nie pozwala na chwilę wytchnienia. To historia pełna niesamowitych zwrotów
akcji, dla czytelnika, który z radością rozwiązuje zagadki, szuka wskazówek. Dla
miłośnika rodzinnych tajemnic mających początek przed wieloma laty to idealna
lektura. Trzyma w napięciu do ostatniego niemalże momentu. Emocjonująca i
ciekawie skonstruowana, choć przypomina trochę amerykańskie historie, dzieje
się w polskich realiach, mniej lub bardziej nam bliskich. Nie rozczaruje nas, a
szybko przekona do siebie. Polecam.
Konkurs z dwoma tomami: https://www.facebook.com/pisaninkaasymaka/posts/871979229539491
piątek, 7 sierpnia 2015
Siedem pytań do pisarza. Iwona J. Walczak Wyniki
Iwona J. Walczak to kobieta, która nie boi się zmian i chętnie podejmuje wyzwania. Uwielbia czytać książki, ale radość sprawia jej też ich pisanie. Mieszka w Poznaniu. Prywatnie mama dwóch dorosłych już synów. Do tej pory spod jej pióra wyszły cztery książki: "Nagie myśli", "Złocista Dolina", "Dom złudzeń. Iga" i "Dom złudzeń. Zosia". Ostatnia z powieści będzie do wygrania w dzisiejszym cyklu Siedem pytań do pisarza.
Ewelina Wiśniewska
Czym jest dla Ciebie "Dom złudzeń"? Domem, który został zbudowany na marzeniach czy
domem zbudowanym na kłamstwie i bólu?
eve_ew@wp.pl
Dzień
dobry, Ewelino, serdeczności. J
Oczywiście
przyjemniej jest, gdy spełniają się marzenia. Nawet sobie tego życzymy z okazji
rocznic, urodzin czy świąt. Niemniej złudzenia towarzyszą nam zawsze, są z
nami, czy to nam się podoba czy nie.
Mój
literacki dom złudzeń zbudowany jest na marzeniach właśnie, ale bywa różnie, czasem
w nim gości szczęście, spełnienie, ale jakże często, jak w życiu każdego z nas,
kłamstwo, złość, niezgoda i rozczarowanie. Wtedy rodzą się złudzenia. Uważam,
że to jest normalny dom, bez polewy czekoladowej, choć w przypadku każdej
bohaterki nieco inny. Iga budowała go inaczej i Zosia także czyni to po
swojemu.
Skąd
nazwa? Niewielu czytelników wyławia z treści tę wiedzę. „Dom złudzeń” - tak
dziadek Igi nazwał stojący na środku wsi (Złotniczki to prawdziwa nazwa) gminny
dom dla ludzi bez ziemi. „Jedynym stanem
posiadania kobiet z tego domu są niespełnione marzenia, co sprawia, że w
konsekwencji karmią się one złudzeniami”. – Tak powiedział. Dla dziadka Igi najważniejsza była ziemia. Iga będąc dzieckiem wypatrywała znamion
„nieposiadania ziemi”, ale mieszkanki tego domu niczym złym ani szczególnym się
nie wyróżniały. Po latach, po bankructwie firmy i odejściu męża, zamieszkała w
tym domu, pracując z pasją i wielkim talentem. Mimo iż był także miejscem jej
kilku niespełnionych marzeń, dawał jej siłę, a także schronienie,
bezpieczeństwo.
„Dom
złudzeń” to jedna z nazw jaką miałam w głowie pisząc sagę, tak na marginesie.
Druga to „Zapach kumaryny”. Polska wieś w maju i czerwcu pachnie suszoną trawą,
która to zawiera właśnie tę substancję, kumarynę. I o tym „zapachu” polskiej
wsi też są te książki.
Izabela 81
Pani Iwono, jaką definicję stworzyłaby Pani myśląc - DOM? Co
dla Pani znaczy to słowo i w jakim stopniu jest ważne?
Pozdrawiam serdecznie :) iza.81@o2.pl
Pozdrawiam serdecznie :) iza.81@o2.pl
Dzień dobry Izo, również pozdrawiam serdecznie J
Dla mnie domem jest miejsce (i jego otoczenie), w
którym czuję się bezpieczna, swobodna, który lubię budować, tworzyć. Jest to
także obszar spraw, za które (gospodarując po swojemu) odpowiadam. Nie zawsze
potrzebuję towarzystwa, więc poczucie bliskości z innym człowiekiem nie jest warunkiem dla istnienia mojego domu. Często się gdzieś udaję, wyjeżdżam, i
dzisiaj po latach uważam, że w swoim życiu miałam wiele domów. Wieszam ubrania
w hotelowej szafie, w łazience stawiam kosmetyki, odsłaniam okna, żeby otworzyć
„drzwi” przyrodzie, parzę zieloną herbatę, i już jestem u siebie.
W czerwcu i maju tego roku moim domem był niewielki
pokoik w sanatorium, w lipcu zagracony (malarskimi akcesoriami) pokój hotelowy
pod czeską Pragą. A ostatnio, podczas upałów, bywa nim pergola w ogrodzie. I
choć kocham mój najważniejszy dom w Poznaniu, i jest on dla mnie po równo
miłością, ale i utrapieniem (kosztowne remonty), to jednak wyjeżdżając z
tamtych domów, wracając do mojego głównego domu, było mi smutno.
Anna Dudkowiak
Gdyby Pani życie
zamieniło się w książkę, jaki byłby jej tytuł i gatunek?
Pozdrawiam serdecznie. annis16@op.pl
Pozdrawiam serdecznie. annis16@op.pl
Dzień dobry Aniu, dziękuję za pozdrowienia.
Odwzajemniam je serdecznie J
To bardzo ciekawe pytanie, wymuszające poszperanie w
duszy i w pamięci. Niedawno, podczas spotkania autorskiego, kiedy się już
„rozkręciłam” i powiedziałam sporo o sobie, pewien mężczyzna zapytał, kiedy
napiszę autobiografię. Odpowiedziałam wtedy, że nie miałabym o czym pisać, w
sumie miałam życie nudne, jeden mąż, przeciętna liczba potomków, tylko trzy
przeprowadzki, zero botoksów i plastycznych operacji, no, może tylko ciekawych
podróży uzbierałoby się kilka. No, interesujących znajomych też. To wszystko. Mało
spektakularna byłaby to biografia, może nawet dyskwalifikująca mnie jako osobę
coś tam tworzącą. Poza tym, ja wcale siebie nie słucham, nie rozmyślam o swoim
życiu, rzadko wracam do przeszłości. Najchętniej słucham innych. Nawet wtedy,
gdy przez parędziesiąt minut ktoś snuje opowieść o zamrażaniu owoców albo
wyjaśnia mi, jak się obsługuje pocztę e-mailową J
„To proszę kłamać, wymyślać” – zaproponował wtedy ten
mężczyzna. Pozostali uczestnicy go poparli. Zaczęłam intensywnie myśleć. Za
chwilę miałam ewentualny tytuł.
A było to taka sytuacja:
Wielkanoc. Drugi dzień świąt. Synowie z żonami
wyjechali już do domów, nawet nie chcieli zjeść obiadu. Zasłaniali się długą
podróżą. Zostaliśmy sami z tonami jedzenia w lodówce. W domu zapadła cisza,
zrobiło się smutno, siedliśmy po przeciwnych stronach długiego, pustego stołu.
Coś tam migało w telewizorze. Po chwili na stole stanęła waza pełna ciepłej
zupy. I usłyszałam słowa: „Nieco żurku, mój Kocurku?”.
Świetny tytuł! – usłyszałam, gdy opowiedziałam tę
historię.
„Nieco żurku, mój Kocurku?” – mogłaby to być moja biografia,
ale pewnie będzie to książka o życiu, o upadkach i podnoszeniu się, o
rozstaniach i powrotach, o smutku i radości. O dramacie i niewiarygodnym
szczęściu. O cudzie narodzin i tajemnicy śmierci. Gatunek? Nieco komedia, nieco
dramat, nieco romans. Jak w życiu. Nie o mnie.
Gdybym jednak na poważnie miała napisać o swoim życiu
użyłabym tytułu: „Biografia niezwykle
zwyczajna” J
Bogumiła Sławska
Czy podróżując i
fotografując szuka Pani "domu" dla swoich bohaterek?
Jaki wpływ mają Pani fotografie na Pani książki?
Pozdrawiam. bm101@op.pl
Jaki wpływ mają Pani fotografie na Pani książki?
Pozdrawiam. bm101@op.pl
Dzień dobry Bogumiło, pozdrawiam i za pozdrowienia
pięknie dziękuję. J
Chciałabym, żeby moje fotografie miały jakiś związek z
moimi książkami, ale tak nie jest. Jako kobieta „pracująca”, mam wielką wadę
(pewnie niejedną)-staram się być samowystarczalna. Pisząc książkę chodzę z
projektem okładki w głowie, choć nie do mnie należy jej wymyślenie, oczywiście wyobrażam
sobie lico, które bazuje na mojej fotografii.
Z tego rzecz jasna nic nie wychodzi, bo Wydawca ma inny pomysł. Czy to
dobrze, czy źle? Nie mnie oceniać. Najbardziej zbliżona do mojej wizji jest
okładka książki „Dom złudzeń. Zosia”.
Najmniej „Nagie myśli”.
Podróżując (i fotografując) zbieram pomysły na książki
i podświadomie szukam domów dla bohaterów, oczywiście tutaj słowo „dom” jest
bardzo pojemne. Szukam też ciekawych (zwłaszcza wizualnie) protoplastów moich
bohaterów. Ich nie fotografuję J
Czasem usłyszę ciekawe zdanie, inspirującą historię, nieraz
zobaczę piękny obraz. Bywa, że umieszczę coś z podróżniczych inspiracji w swojej
książce, ale przekonałam się, że to, co mnie uwiedzie, nie zawsze zainteresuje czytelnika.
Ba, najczęściej nawet bywa niezauważone.
Martucha 180
Mieszka Pani w
Poznaniu, a w „Złocistej Dolinie" opisywała Pani piękno mazurskiej ziemi w
okolicach Ełku. Co łączy Panią z Mazurami? Pozdrawiam z Mazur. martucha180@tlen.pl
Witaj Marto, pozdrawiam
cudnie J
Na Mazurach byłam tylko
raz, ale intensywnie. Obezwładniła mnie cisza domu na wsi, w jakim
zamieszkałam. To było pierwsze, ale tak mocne doznanie, że będąc tam postanowiłam napisać książkę. („Złocista Dolina” to moja pierwsza książka, ale
wydana później, po „Nagich myślach”)
Umieściłam ten pierwszy
mazurski obraz w „Złocistej Dolinie”, która (mam nadzieję) oddaje moje wrażenia
z tamtych stron, w tamtym domu. Równie dobrze książka mogłaby się zacząć
słowami: „Dzień zaczął się leniwie, a jednak miałam wrażenie, że ów spokój nie
będzie mi dany na zawsze.” Lubię Mazury, zachwyciłam się tym regionem, ludźmi,
historią. Nic więcej.
Tak przy okazji –
zapraszam do Wielkopolski i do zainteresowania się między innymi pięknem
secesyjnych willi, których niemało w Poznaniu, czy realizacjami artystycznymi
nad Maltą, albo do zgłębiania tajemnic Powstania Wielkopolskiego. Zapraszam też
nad polodowcowe jeziora, do wielkopolskich lasów, do odwiedzenia licznych u nas
dworków i pałaców. J
Edyta Chmura
Nie wyobrażam sobie
życia bez marzeń, wyznaczają cel, popychają do działania, a czasami zwyczajnie
wywołują uśmiech na twarzy. Wiadomo, że wszystkie spełnić się nie mogą, ale
czasami przecież się udaje. Jakie marzenie z dzieciństwa Pani udało się zrealizować
(chodzi mi o takie, z którym łączy Pani najwięcej radości)?
Pozdrawiam :) edyta.cha@wp.pl
Pozdrawiam :) edyta.cha@wp.pl
Dzień dobry Edyto, pozdrawiam cudnie J
Tutaj będę precyzyjna. Bo choć ciągle marzyłam,
zwłaszcza przed snem, niewiele z tych dziecinnych marzeń mi się spełniło.
Pamiętam, że zawsze chciałam mieć aksamitną sukienkę w kolorze purpury i czarne
lakierowane buciki. Długo o tym marzyłam, ale zamiast tego otrzymałam sukienkę
żółtą uszytą z amerykańskiej tkaniny i białe buty. Choć ta żółta sukienka była
śliczna, ja nadal marzyłam przed snem o aksamitnej purpurowej, tak długo, aż z
niej „wyrosłam”. Ale kilka marzeń mi się spełniło.
Podobnie jak w „Domu złudzeń. Iga” – i ja w
dzieciństwie chciałam podróżować, wyjeżdżać „do świata”. To marzenie spełniło
mi się, nawet z nawiązką. Dokładnie tak samo jak mała Iga, będąc dzieckiem siadałam
na kamiennych schodach dworca kolejowego w Pobiedziskach i marzyłam, by pojechać
pociągiem choć paręnaście kilometrów. To byłaby bardzo daleka podróż! Kiedy
poznałam region pobliski, zamarzyłam o dalszych podróżach, zaczęłam zbierać
mapy, w szafie miałam ich wiele, a później doszły książki - tak zwane
przewodniki turystyczne. Do dzisiaj mi to zostało. Niedawno otrzymałam w
prezencie bon podarunkowy do empiku – i
już wiem, w jaki sposób go zrealizuję. Nie kupię beletrystyki, bo używam
czytnika, ale widziałam takie niewielkich rozmiarów przewodniki... Bo ja wciąż
marzę o podróżach J
Ania Mania
Ma Pani na swoim
koncie już parę książek. Wiem, że ciężko wskazać swoje ukochane dziecko, ale
niech Pani spróbuje wybrać książkę, której historia bądź któryś z wątków
narodził się z Pani własnego doświadczenia i dlatego ta powieść jest najbliższa Pani sercu. Więc, którą Pani wybiera? Ania_0970@wp.pl
Dzień dobry Aniu, pozdrawiam miło J
W każdej mojej książce są fragmenty, z którymi się
utożsamiam. Nie zawsze słusznie. Fikcja z rzeczywistością nieraz mi się
pomieszała J Bywa, że po pewnym
czasie pisania i wchodzenia w emocje moich bohaterów, życia z nimi,
zastanawiam się, czy to jeszcze ona czy już ja? Ale nie. Większość treści, wszystkie historie
to wyobraźnia.
Najbardziej emocjonalnie związana jestem z „Domem
złudzeń. Iga”. Dziadek Igi w jakimś stopniu przypomina mojego dziadka, który był
bardzo ciekawym mężczyzną. To właśnie mój dziadzio Jan „wysłał mnie do świata”,
on mi o nim opowiadał, on też zaszczepił we mnie pracowitość i
obowiązkowość.
Oczywiście ja nie jestem powieściową Igą, moi rodzice
zmarli w mojej dorosłości, nie jestem bogata, ani tym bardziej nikt mi nie
podrzucał ruloników ze stówkami z przeznaczeniem na „cukiereczki”. A tak przebojowa
jak Iga chciałabym być. Tylko. J
Autorka postanowiła wyróżnić trzy osoby:
1. Anna Dudkowiak!!!! Bardzo dobre pytanie
2. Ewelina Wiśniewska
3. Bogumiła Sławska
Subskrybuj:
Posty (Atom)






