piątek, 7 sierpnia 2015

Siedem pytań do pisarza. Iwona J. Walczak Wyniki





Iwona J. Walczak to kobieta, która nie boi się zmian i chętnie podejmuje wyzwania. Uwielbia czytać książki, ale radość sprawia jej też ich pisanie. Mieszka w Poznaniu. Prywatnie mama dwóch dorosłych już synów. Do tej pory spod jej pióra wyszły cztery książki: "Nagie myśli", "Złocista Dolina", "Dom złudzeń. Iga" i "Dom złudzeń. Zosia". Ostatnia z powieści będzie do wygrania w dzisiejszym cyklu Siedem pytań do pisarza.



Ewelina Wiśniewska
Czym jest dla Ciebie "Dom złudzeń"? Domem, który został zbudowany na marzeniach czy domem zbudowanym na kłamstwie i bólu?    eve_ew@wp.pl

Dzień dobry, Ewelino, serdeczności. J
Oczywiście przyjemniej jest, gdy spełniają się marzenia. Nawet sobie tego życzymy z okazji rocznic, urodzin czy świąt. Niemniej złudzenia towarzyszą nam zawsze, są z nami, czy to nam się podoba czy nie. 
Mój literacki dom złudzeń zbudowany jest na marzeniach właśnie, ale bywa różnie, czasem w nim gości szczęście, spełnienie, ale jakże często, jak w życiu każdego z nas, kłamstwo, złość, niezgoda i rozczarowanie. Wtedy rodzą się złudzenia. Uważam, że to jest normalny dom, bez polewy czekoladowej, choć w przypadku każdej bohaterki nieco inny. Iga budowała go inaczej i Zosia także czyni to po swojemu.
Skąd nazwa? Niewielu czytelników wyławia z treści tę wiedzę. „Dom złudzeń” - tak dziadek Igi nazwał stojący na środku wsi (Złotniczki to prawdziwa nazwa) gminny dom dla ludzi bez ziemi. „Jedynym stanem posiadania kobiet z tego domu są niespełnione marzenia, co sprawia, że w konsekwencji karmią się one złudzeniami”. – Tak powiedział. Dla dziadka Igi najważniejsza była ziemia. Iga będąc dzieckiem wypatrywała znamion „nieposiadania ziemi”, ale mieszkanki tego domu niczym złym ani szczególnym się nie wyróżniały. Po latach, po bankructwie firmy i odejściu męża, zamieszkała w tym domu, pracując z pasją i wielkim talentem. Mimo iż był także miejscem jej kilku niespełnionych marzeń, dawał jej siłę, a także schronienie, bezpieczeństwo.
„Dom złudzeń” to jedna z nazw jaką miałam w głowie pisząc sagę, tak na marginesie. Druga to „Zapach kumaryny”. Polska wieś w maju i czerwcu pachnie suszoną trawą, która to zawiera właśnie tę substancję, kumarynę. I o tym „zapachu” polskiej wsi też są te książki.

Izabela 81
Pani Iwono, jaką definicję stworzyłaby Pani myśląc - DOM? Co dla Pani znaczy to słowo i w jakim stopniu jest ważne?
Pozdrawiam serdecznie :)  iza.81@o2.pl

Dzień dobry Izo, również pozdrawiam serdecznie
J
Dla mnie domem jest miejsce (i jego otoczenie), w którym czuję się bezpieczna, swobodna, który lubię budować, tworzyć. Jest to także obszar spraw, za które (gospodarując po swojemu) odpowiadam. Nie zawsze potrzebuję towarzystwa, więc poczucie bliskości z innym człowiekiem nie jest warunkiem dla istnienia mojego domu. Często się gdzieś udaję, wyjeżdżam, i dzisiaj po latach uważam, że w swoim życiu miałam wiele domów. Wieszam ubrania w hotelowej szafie, w łazience stawiam kosmetyki, odsłaniam okna, żeby otworzyć „drzwi” przyrodzie, parzę zieloną herbatę, i już jestem u siebie.  
W czerwcu i maju tego roku moim domem był niewielki pokoik w sanatorium, w lipcu zagracony (malarskimi akcesoriami) pokój hotelowy pod czeską Pragą. A ostatnio, podczas upałów, bywa nim pergola w ogrodzie. I choć kocham mój najważniejszy dom w Poznaniu, i jest on dla mnie po równo miłością, ale i utrapieniem (kosztowne remonty), to jednak wyjeżdżając z tamtych domów, wracając do mojego głównego domu, było mi smutno.

Anna Dudkowiak
Gdyby Pani życie zamieniło się w książkę, jaki byłby jej tytuł i gatunek?
Pozdrawiam serdecznie.
annis16@op.pl

Dzień dobry Aniu, dziękuję za pozdrowienia. Odwzajemniam je serdecznie J
To bardzo ciekawe pytanie, wymuszające poszperanie w duszy i w pamięci. Niedawno, podczas spotkania autorskiego, kiedy się już „rozkręciłam” i powiedziałam sporo o sobie, pewien mężczyzna zapytał, kiedy napiszę autobiografię. Odpowiedziałam wtedy, że nie miałabym o czym pisać, w sumie miałam życie nudne, jeden mąż, przeciętna liczba potomków, tylko trzy przeprowadzki, zero botoksów i plastycznych operacji, no, może tylko ciekawych podróży uzbierałoby się kilka. No, interesujących znajomych też. To wszystko. Mało spektakularna byłaby to biografia, może nawet dyskwalifikująca mnie jako osobę coś tam tworzącą. Poza tym, ja wcale siebie nie słucham, nie rozmyślam o swoim życiu, rzadko wracam do przeszłości. Najchętniej słucham innych. Nawet wtedy, gdy przez parędziesiąt minut ktoś snuje opowieść o zamrażaniu owoców albo wyjaśnia mi, jak się obsługuje pocztę e-mailową J  
„To proszę kłamać, wymyślać” – zaproponował wtedy ten mężczyzna. Pozostali uczestnicy go poparli. Zaczęłam intensywnie myśleć. Za chwilę miałam ewentualny tytuł.
A było to taka sytuacja:
Wielkanoc. Drugi dzień świąt. Synowie z żonami wyjechali już do domów, nawet nie chcieli zjeść obiadu. Zasłaniali się długą podróżą. Zostaliśmy sami z tonami jedzenia w lodówce. W domu zapadła cisza, zrobiło się smutno, siedliśmy po przeciwnych stronach długiego, pustego stołu. Coś tam migało w telewizorze. Po chwili na stole stanęła waza pełna ciepłej zupy. I usłyszałam słowa: „Nieco żurku, mój Kocurku?”.  
Świetny tytuł! – usłyszałam, gdy opowiedziałam tę historię.
„Nieco żurku, mój Kocurku?” – mogłaby to być moja biografia, ale pewnie będzie to książka o życiu, o upadkach i podnoszeniu się, o rozstaniach i powrotach, o smutku i radości. O dramacie i niewiarygodnym szczęściu. O cudzie narodzin i tajemnicy śmierci. Gatunek? Nieco komedia, nieco dramat, nieco romans. Jak w życiu. Nie o mnie.
Gdybym jednak na poważnie miała napisać o swoim życiu użyłabym tytułu: „Biografia  niezwykle zwyczajna” J

Bogumiła Sławska
Czy podróżując i fotografując szuka Pani "domu" dla swoich bohaterek?
Jaki wpływ mają Pani fotografie na Pani książki?
Pozdrawiam. 
bm101@op.pl

Dzień dobry Bogumiło, pozdrawiam i za pozdrowienia pięknie dziękuję. J
Chciałabym, żeby moje fotografie miały jakiś związek z moimi książkami, ale tak nie jest. Jako kobieta „pracująca”, mam wielką wadę (pewnie niejedną)-staram się być samowystarczalna. Pisząc książkę chodzę z projektem okładki w głowie, choć nie do mnie należy jej wymyślenie, oczywiście wyobrażam sobie lico, które bazuje na mojej fotografii.  Z tego rzecz jasna nic nie wychodzi, bo Wydawca ma inny pomysł. Czy to dobrze, czy źle? Nie mnie oceniać. Najbardziej zbliżona do mojej wizji jest okładka  książki „Dom złudzeń. Zosia”. Najmniej „Nagie myśli”.
Podróżując (i fotografując) zbieram pomysły na książki i podświadomie szukam domów dla bohaterów, oczywiście tutaj słowo „dom” jest bardzo pojemne. Szukam też ciekawych (zwłaszcza wizualnie) protoplastów moich bohaterów. Ich nie fotografuję J
Czasem usłyszę ciekawe zdanie, inspirującą historię, nieraz zobaczę piękny obraz. Bywa, że umieszczę coś z podróżniczych inspiracji w swojej książce, ale przekonałam się, że to, co mnie uwiedzie, nie zawsze zainteresuje czytelnika. Ba, najczęściej nawet bywa niezauważone.   

Martucha 180
Mieszka Pani w Poznaniu, a w „Złocistej Dolinie" opisywała Pani piękno mazurskiej ziemi w okolicach Ełku. Co łączy Panią z Mazurami? Pozdrawiam z Mazur.   martucha180@tlen.pl

Witaj Marto, pozdrawiam cudnie J
Na Mazurach byłam tylko raz, ale intensywnie. Obezwładniła mnie cisza domu na wsi, w jakim zamieszkałam. To było pierwsze, ale tak mocne doznanie, że będąc tam postanowiłam napisać książkę. („Złocista Dolina” to moja pierwsza książka, ale wydana później, po „Nagich myślach”)
Umieściłam ten pierwszy mazurski obraz w „Złocistej Dolinie”, która (mam nadzieję) oddaje moje wrażenia z tamtych stron, w tamtym domu. Równie dobrze książka mogłaby się zacząć słowami: „Dzień zaczął się leniwie, a jednak miałam wrażenie, że ów spokój nie będzie mi dany na zawsze.” Lubię Mazury, zachwyciłam się tym regionem, ludźmi, historią. Nic więcej. 
Tak przy okazji – zapraszam do Wielkopolski i do zainteresowania się między innymi pięknem secesyjnych willi, których niemało w Poznaniu, czy realizacjami artystycznymi nad Maltą, albo do zgłębiania tajemnic Powstania Wielkopolskiego. Zapraszam też nad polodowcowe jeziora, do wielkopolskich lasów, do odwiedzenia licznych u nas dworków i pałaców. J  

Edyta Chmura
Nie wyobrażam sobie życia bez marzeń, wyznaczają cel, popychają do działania, a czasami zwyczajnie wywołują uśmiech na twarzy. Wiadomo, że wszystkie spełnić się nie mogą, ale czasami przecież się udaje. Jakie marzenie z dzieciństwa Pani udało się zrealizować (chodzi mi o takie, z którym łączy Pani najwięcej radości)?
Pozdrawiam :)  
edyta.cha@wp.pl

Dzień dobry Edyto, pozdrawiam cudnie J
Tutaj będę precyzyjna. Bo choć ciągle marzyłam, zwłaszcza przed snem, niewiele z tych dziecinnych marzeń mi się spełniło. Pamiętam, że zawsze chciałam mieć aksamitną sukienkę w kolorze purpury i czarne lakierowane buciki. Długo o tym marzyłam, ale zamiast tego otrzymałam sukienkę żółtą uszytą z amerykańskiej tkaniny i białe buty. Choć ta żółta sukienka była śliczna, ja nadal marzyłam przed snem o aksamitnej purpurowej, tak długo, aż z niej „wyrosłam”. Ale kilka marzeń mi się spełniło.
Podobnie jak w „Domu złudzeń. Iga” – i ja w dzieciństwie chciałam podróżować, wyjeżdżać „do świata”. To marzenie spełniło mi się, nawet z nawiązką. Dokładnie tak samo jak mała Iga, będąc dzieckiem siadałam na kamiennych schodach dworca kolejowego w Pobiedziskach i marzyłam, by pojechać pociągiem choć paręnaście kilometrów. To byłaby bardzo daleka podróż! Kiedy poznałam region pobliski, zamarzyłam o dalszych podróżach, zaczęłam zbierać mapy, w szafie miałam ich wiele, a później doszły książki - tak zwane przewodniki turystyczne. Do dzisiaj mi to zostało. Niedawno otrzymałam w prezencie bon podarunkowy do empiku –  i już wiem, w jaki sposób go zrealizuję. Nie kupię beletrystyki, bo używam czytnika, ale widziałam takie niewielkich rozmiarów przewodniki... Bo ja wciąż marzę o podróżach J   

Ania Mania
Ma Pani na swoim koncie już parę książek. Wiem, że ciężko wskazać swoje ukochane dziecko, ale niech Pani spróbuje wybrać książkę, której historia bądź któryś z wątków narodził się z Pani własnego doświadczenia i dlatego ta powieść jest najbliższa Pani sercu. Więc, którą Pani wybiera?  Ania_0970@wp.pl

Dzień dobry Aniu, pozdrawiam miło J
W każdej mojej książce są fragmenty, z którymi się utożsamiam. Nie zawsze słusznie. Fikcja z rzeczywistością nieraz mi się pomieszała J Bywa, że po pewnym  czasie pisania i wchodzenia w emocje moich bohaterów, życia z nimi, zastanawiam się, czy to jeszcze ona czy już ja?  Ale nie. Większość treści, wszystkie historie to wyobraźnia.
Najbardziej emocjonalnie związana jestem z „Domem złudzeń. Iga”. Dziadek Igi w jakimś stopniu przypomina mojego dziadka, który był bardzo ciekawym mężczyzną. To właśnie mój dziadzio Jan „wysłał mnie do świata”, on mi o nim opowiadał, on też zaszczepił we mnie pracowitość i obowiązkowość. 

Oczywiście ja nie jestem powieściową Igą, moi rodzice zmarli w mojej dorosłości, nie jestem bogata, ani tym bardziej nikt mi nie podrzucał ruloników ze stówkami z przeznaczeniem na „cukiereczki”. A tak przebojowa jak Iga chciałabym być. Tylko. J
Autorka postanowiła wyróżnić trzy osoby: 
1. Anna Dudkowiak!!!! Bardzo dobre pytanie
2. Ewelina Wiśniewska
3. Bogumiła Sławska

Gratuluję. Zapraszam też do kolejnej zabawy: http://asymaka.blogspot.com/2015/08/siedem-pytan-do-pisarza-grazyna.html

8 komentarzy:

  1. Gratuluję laureatkom.
    A skoro pani Iwona zaprasza mnie do Wielkopolski, to chyba powinnam skorzystać z zaproszenia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawy wywiad :) Wielu inspirujących podróży, pani Iwono! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hura, hura, hura :)))) bardzo się cieszę i bardzo dziękuję :), oczywiście gratuluję również Ani i Ewelinie :). Fajnie tak z zadawanych pytań dowiedzieć się czegoś więcej niż standardowe " dane ".
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie by było gdyby był autograf ale jeśli nie to i tak się cieszę :)

      Usuń
  4. Niezwykle ciekawy wywiad! Pani Iwona jest niezwykle ciepłą, wrażliwą i skromną osobą - takie odnoszę wrażenie.

    OdpowiedzUsuń