czwartek, 16 stycznia 2014

Już w lutym...

W najbliższym czasie dwukrotnie fragmenty moich recenzji pojawią się na okładkach, a takich propozycji  mam o wiele, wiele więcej. To bardzo miłe i dziękuję za zaufanie.

I tak między innymi mój fragment zagości na okładce "Brudnego świata" Agnieszki Lingas-Łoniewskiej.


 Moja recenzja tutaj: http://asymaka.blogspot.com/2014/01/brudny-swiat-agnieszka-lingas-oniewska.html

Druga powieść, którą przeczytałam jako jedna z pierwszych to kontynuacja "Szkoły żon" Magdaleny Witkiewicz o tytule "Pensjonat Marzeń". Całość recenzji na moim blogu pojawi się za jakiś czas.
Tutaj mój i nie tylko mój fragment:
A tutaj okładka:
Dziękuję :))))

Ala Betka i Demon miasta Ida Pierelotkin




To zabawnie napisana książeczka skierowana do czytelnika w wieku od 8 do 10 lat, ale uważam, że równie dobrze mogę ją przeczytać mojemu sześciolatkowi, jak sięgnąć po nią może moja starsza córka. 
Alicja Betka ma, podobnie jak moja Gosia, dwanaście lat i wybiera się właśnie do nowej szkoły. Nie jest tym faktem zachwycona, można wręcz powiedzieć, że jest przerażona i  za nic w świecie nie chce być "nową". Nie zdziwiło mnie to jednak, ponieważ na samą myśl, że miałabym teraz 12 lat i musiałabym stanąć na środku sali i się przedstawić, przed całą klasą zaciekawionych osób, robi mi się słabo i współczuję naszej bohaterce, jak też łączę się z nią w bólu. Oni przecież tam doskonale się znają, wiedzą o sobie sporo, o zwyczajach nauczycieli również, a ona... ona ma do samego końca nadzieję, że stanie się coś niezwykłego, dzięki czemu ominie ją ta wątpliwa przyjemność. 
Dlaczego Ala ma przeżywać te katorgi? Co takiego się stało, że musiała opuścić dobrze jej znane domostwo i przenieść się do samego centrum stolicy? Jej mama otrzymała w spadku po 101-letniej krewnej mieszkanie przy ulicy Koszykowej 33 w Warszawie. "Zdolną, lecz ubogą krawcową z dwojgiem dzieci na samotnej głowie, wiecznie zalegającą z czynszem za wynajem pokoju z kuchnią i łazienką w obskurnej kamienicy, zapożyczającą się u znajomych na artykuły pierwszej potrzeby (...) przeszył dreszcz".* Postanowiła, po uprzednim udaniu się do sąsiadki wróżącej z fusów po herbacie, że czas najwyższy na zmiany! Dzieci o zdanie nie pytała, wszelkie rozmowy na ten temat ucięła, mówiąc, że to dla ich trójki wielka szansa. Ogłoszenie o pracę, znalezione w gazecie w tym samym mniej więcej czasie okazało się niezwykłym zbiegiem okoliczności, choć dla Ali raczej paskudnym pechem. I tak cała rodzinka wyprowadziła się z miasteczka, w którym zostały dwie wierne przyjaciółki naszej dwunastolatki: Kunia i Firleta. 
Ala Betka to dziewczynka, która opowiada nam o swoich losach, trudnych początkach w nowym miejscu, samotności i braku akceptacji ze strony rówieśników, ale cała ta historia jest napisana z wielkim poczuciem humoru, nie ma tu miejsca na smutki i nudę. Kim jest tytułowy Demon miasta? Czy pomoże naszej bohaterce poradzić sobie z otaczającą ją rzeczywistością, czy dzięki niemu jej nowy świat nabierze kolorów? 
Autorka pokazała nam, z jakimi problemami borykają się dzieci w tym wieku, poruszyła aktualne tematy, wskazała nietypowe sposoby na to, jak poradzić sobie z tym czy innym kłopotem. Na pewno dobrze by było, gdyby dzieci nieśmiałe i zastraszane przez rówieśników sięgnęły po ten tytuł, bowiem Ala nie pozwala sobie w kaszę dmuchać. Nie stoi jak słup soli, gdy jest obrażana, ale odbija piłeczkę. Jest to co prawda sposób mocno kontrowersyjny, ale na pewne jędzowate osoby nic innego nie działa. 
Książkę polecam, bo warta jest uwagi i poświęcenia jej chwili czasu. Nie będzie to może historia osadzona do końca w realiach, ale za to za sprawą naszej wybujałej często wyobraźni można się bawić dużo lepiej i nic nie jest w stanie nas ograniczyć! 
A tak mi się przypomniał fragment piosenki z mojego dzieciństwa:
"Bo fantazja, bo fantazja, bo fantazja jest od tego, 
aby bawić się, aby bawić się, aby bawić się na całego!"(1)


* cytat pochodzi z książki
(1) cytat pochodzi z piosenki Fasolek "Moja fantazja". 

Ala Betka i Demon miasta Ida Pierelotkin, Wydawnictwo Akapit Press, 2013 




środa, 15 stycznia 2014

Ranczo powieść recenzja przed premierą Robert Brutter Jerzy Niemczuk

Gdy dowiedziałam się, że niebawem na rynku wydawniczym pojawi się książka zatytułowana "Ranczo" byłam pewna, że mi się spodoba i że muszę, po prostu muszę, ją przeczytać. Serial telewizyjny należy przecież do moich ulubionych, każdy odcinek rozbawiał mnie, żaden nie nudził. Z wielką niecierpliwością czekałam zatem na listonosza, który dostarczyć mi miał cenną przesyłkę w postaci przedpremierowego wydania. Pojawił się przedwczoraj, a wczoraj przed południem żegnałam mieszkańców Wilkowyj na 547 stronie z ogromnym smutkiem i żalem, że to już koniec! Czytało mi się to stanowczo za szybko!
Spotkanie z bohaterami "Rancza" było dla mnie wspaniałą zabawą. Świetnie opisane sytuacje, jakie pamiętamy z serialu, doskonale nam znane postaci, tak charakterystyczne, niezwykłe, pełne charyzmy, inteligentne, sprytne, przebiegłe, ale i te o złotym sercu, prawdziwe życie, a wszystko doprawione wielką dawką humoru to nie lada gratka nie tylko dla miłośników serialu. Rancza nie można przedawkować, przegapić, przejść obok tej historii obojętnie. Nie ma mowy!!!
Książka zaczyna się sceną przyjazdu zagubionej i zasmuconej, lecz jednocześnie pełnej ufności i naiwności Amerykanki, której niedawno legło w gruzach szczęśliwe zdawałoby się i poukładane życie. Jest świeżo po rozwodzie, bo mąż znalazł sobie towarzysza życia płci brzydszej, a praca w agencji reklamowej, która zdawałoby się, że jest dla niej idealna, okazała się mało satysfakcjonująca i równie niepewna, co orientacja seksualna byłego partnera. Lucy ma trzydzieści lat, jest ładna i szczupła, w jej żyłach płynie polska krew i to tutaj trafia w tym trudnym dla niej momencie, na polską wieś. Odziedziczyła dworek, który chce szybko sprzedać i wracać do Nowego Jorku. Czy prowincja będzie jej jednak straszna? Czy wyjedzie tak szybko, jak zamierzała? A może znajdzie tuż obok równie jak ona poturbowanego życiowo człowieka, który pod maską pozorów będzie krył interesujące wnętrze i niezwykłą wrażliwość? Może to tutaj pojawią się przed nią ciekawe perspektywy, a może wystarczy karimata i zapchlony pies jako najbliższy przyjaciel?
To zabawna powieść, która nie tylko ma na celu nas rozbawić, ale też zmusić do myślenia. Stawiane przez ławkowych pijaczków pytania, jak również zaskakująco inteligentne odpowiedzi tychże, zawstydzą nas niejednokrotnie i pozwolą na chwilę zastanowienia. Dialogi naprawdę śmieszą, nie są wymuszone i sztuczne, postaci stworzone fenomenalnie, a sceneria rewelacyjna. Nasza polska rzeczywistość pokazana w sposób wnikliwy i przemyślany.
Zwolennicy historii miłosnych również znajdą tu coś dla siebie. Osoby poszukujące trafnych spostrzeżeń na temat ówczesnej polskiej rzeczywistości też nie będą zawiedzeni. Aktualne tematy, poszukiwanie swojego miejsca na ziemi, uzdrawianie naszych wad. Uświadamianie ludziom, że nie muszą żyć w biedzie, godzić na złe warunki, że mają prawo do bycia szczęśliwymi. Poprawianie ich sytuacji materialnej, konkretna pomoc, wszystko to i o wiele więcej znajdziecie w tej powieści. Pozornie wydawać by się mogło, że to lekka satyra, historia o zwyczajnej polskiej prowincji, bez perspektyw i szans na zmianę. Lucy wprowadza dużo więcej niż świeżość do tego zaściankowego myślenia. Wykonuje ogromne prace porządkowe nie tylko we własnym zrujnowanym dworku, lecz przede wszystkim daje nadzieję i pokazuje, że zawsze mamy wybór. Wskazuje ścieżki, którymi warto kroczyć, zawstydza miejscowych przedsiębiorców, księdza, może nawet i wójta? Czy dzięki niej i ten człowiek może się zmienić? Czy zdarzy się cud i bracia bliźniacy, tak podobni zewnętrznie, a tak różni w poglądach i działaniach mogą przemówić jednym głosem dla dobra ogółu?
Naprawdę polecam!
"Lucy weszła do środka. Mężczyźni na ławeczce unieśli butelki i przepili do siebie. 
-Niebrzydka-odezwał się Hadziuk.
-Chuda-skwitował Japycz.
-Chuda... ale niebrzydka-stwierdził po namyśle najmłodszy z nich, Pietrek.
Ta ocena zdawała się zadowalać wszystkich trzech, ale Pietrka naraz ogarnęły wątpliwości. Podobały mu się kobiety spore, o pełnych kształtach, z wyjątkiem wójtówny, ale ta była wyjątkowa i do żadnej niepodobna.
-U nas tak nie ma-powiedział, a pozostali spojrzeli na niego wyczekująco.-Jak chuda to brzydka-wyjaśniał. Hadziuk pociągnął łyk.
-No.
-Bo u nas, jak która chuda, znaczy chora.
-Albo nerwowa. Z nerwów też chuda może być.I brzydka.
-To ta z czego chuda, jak niebrzydka?-zaczął się głośno zastanawiać Pietrek.
Japycz uśmiechnął się lekko.
-Z zagranicy."*

*cytat pochodzi z książki

Ranczo, Robert Brutter, Jerzy Niemczuk, Wydawnictwo Literackie, premiera: 6.02.2014





Gabriela Gargaś wywiad przy okazji premiery Namaluj mi słońce i konkurs.

Gabriela Gargaś z wykształcenia jest ekonomistką, ale literatura zawsze była jej bliska. Bez książek nie wyobraża sobie życia, tak samo, jak bez marzeń. Uwielbia wyprawy w nieznane, odkrywanie nowych miejsc, przygody. Doskonale oddaje w swoich powieściach naszą smutną i bolesną często rzeczywistość, jednocześnie pokazując drogę ku lepszemu, daje nam nadzieję. W jej historiach wyraźnie widać radość z pisania. Każde jej słowo przesiąknięte jest magiczną kroplą tej radości i czuć w nim jej życiowe motto: „Sztuka życia to cieszyć się małym szczęściem”. Gabriela Gargaś po prostu kocha życie i stara się czerpać z niego garściami.
fotografia A. Ślęzak

W związku z premierą najnowszej książki autorki, zatytułowanej „Namaluj mi słońce” postanowiłam przybliżyć jej sylwetkę czytelnikom.

Moje pierwsze pytanie, które zawsze zadaję brzmi: Jak zaczęła się twoja przygoda z pisaniem? To był impuls, ktoś Cię namówił, czy może myślałaś o tym od dawna?

Nie marzyłam o tym, by chwycić za pióro i napisać powieść.  To był impuls. Pomysł na pierwszą książkę  przyszedł do mnie sam, nagle, niespodziewanie. Zakupiłam zeszyt, wzięłam  długopis i zaczęłam w nim pisać. Przelewałam swoje myśli na papier. Po pewnym czasie zauważyłam, że może coś z tego być.  Przepisałam notatki do komputera. Wystukiwałam kolejne słowa, zdania. Powieść zaczęła żyć własnym życiem.

Debiutowałaś w roku 2011 powieścią „Jutra może nie być”, której nie miałam jeszcze przyjemności przeczytać, ale postaram się jak najszybciej nadrobić zaległości w lekturze. Skąd pomysł na przedstawienie w książce trudnej, bolesnej miłości? Czy Twoja bohaterka to zlepek różnych cech, które dostrzegłaś u kilku prawdziwych osób, czy jest całkowicie fikcyjną postacią?

Wydaje mi się, że większość z nas choć raz w życiu ulokowała niewłaściwie uczucia. Została odrzucona lub zraniona przez drugą osobę. Zakochane kobiety są kłębowiskiem emocji, często postepują wbrew zdrowemu rozsądkowi. Napisałam w powieści, że: „zakochane kobiety nie potrafią myśleć racjonalnie. Nawet jeśli cały świat by do nich przemówił i negował ich miłość, one i tak ślepo i zaciekle bronią swoich racji. A może to jest tak, że chcą wierzyć w miłość, za wszelką cenę. Tak bardzo pragną miłości, że zdolne są do największych poświęceń. Oszukują siebie i wszystkich dookoła. Tylko te najbardziej odważne kończą z kłamstwem już na samym początku, jeszcze inne nie budzą się z letargu, żyją nadzieją, że coś się zmieni.”
Miłość między główną bohaterką a M. jest z góry skazana na porażkę. Jest na krótki okres, bo takie są romanse, na chwilę.
Kinga jest postacią fikcyjną, lecz historia, która jej się przytrafiła mogła się przydarzyć każdej z nas. Słyszałam dużo podobnych opowieści. Łatwo ją osądzać, krytykować, ale kiedy jesteśmy zakochane czasami trudno posłuchać rozumu, kierujemy się wyłącznie sercem. Czyż można potępić główną bohaterkę za jej miłość? Miłość jest albo jej nie ma, czasami przydarza się nie w porę. Trudno zapomnieć o kimś, kto uczynił twój świat piękniejszym.
„ Jutra może nie być” to również powieść o miłości matki do nienarodzonego dziecka. O ogromnej stracie i bólu.

Tym chętniej przeczytam, zaciekawiłaś mnie jeszcze bardziej.
Zastanawiam się, jak Ty to robisz? Tak szybko można się utożsamić z Twoimi bohaterami, tyle ludzkich historii jest w Twoich książkach? I to wcale nie prostych i łatwych. Tyle emocji, wzruszeń, żalu, przemyśleń…

Piszę o kobietach i dla kobiet. Sądzę, że każda z nas odnajdzie choć cząstkę siebie na stronicach moich powieści. Staram się wykreować bohaterki z krwi i kości, które nie są idealne. Mają swoje wady i zalety, popełniają błędy, dokonują wyborów i często wbrew wszystkiemu kierują się głosem serca.
Piszę o przyziemnych sprawach, kryzysach, granicach, jakie jesteśmy w stanie przekroczyć dla ukochanych osób, upadkach i wzlotach, a także o spełnianiu marzeń.   We wszystkich książkach poruszam kwestie relacji międzyludzkich. Książki ukazują całą panoramę spraw, problemów czasem śmiesznych, czasem poważnych. Szarą codzienność, zmaganie z przeciwnościami losu, udane związki i mniej udane rozwiązki.

Sabina, bohaterka Twojej najnowszej powieści o przepięknym tytule „Namaluj mi słońce”, to kobieta, która momentalnie wzbudza sympatię, choć zajęcie, jakie wykonuje do popularnych chyba nie należy? Skąd ten pomysł?

Przyjaciel do wynajęcia jest zawodem mało popularnym, w Polsce prawie nieznanym. Za granicą działa kilka portali oferujących wynajęcie osoby, która pójdzie z tobą do kina, wysłucha twoich zwierzeń, wypije z tobą filiżankę kawy. Coraz więcej jest samotnych ludzi.  Samotni z wybo­ru, samotna matka, którą zostawił ukochany mąż, samotny mężczyzna, od którego tylko się wymaga, by kochał, zarabiał, był romantyczny i zadbany, samotny starzec, któremu się wydaje, że przeżył już wszystko, samotna kobieta u boku ukochanego męż­czyzny.  Kontakty międzyludzkie, w tym przyjaźnie, się rozluźniają. A czasami po prostu łatwiej jest otworzyć się przed nieznajomą osobą.

Tak, myślę, że wiele w tym racji. Ktoś obcy nie będzie nas oceniał, krytykował.
Myślisz, że miłość naprawdę wszystko wybaczy? Nie chcę zdradzać fabuły tej czy innej powieści… pytam tak na marginesie, jakie jest Twoje własne zdanie na ten temat?

Hanka Ordonówna, pięknie śpiewa:
„Miłość Ci wszystko wybaczy
Smutek zamieni Ci w śmiech.

Miłość tak pięknie tłumaczy:
Zdradę i kłamstwo i grzech.”
Myślę, że prawdziwa miłość potrafi wybaczyć wiele. Życie z drugim człowiekiem to lepsze i gorsze chwile. Miłość potrafi wybaczyć, nawet jeśli krzywda jaką wyrządził nam drugi człowiek tak bardzo boli. Przebaczenie oznacza pozbycia się złych wspomnień z przeszłości, życie w teraźniejszości.
Wszyscy popełniamy błędy, czasami raniąc przy tym bliskie nam osoby. Czasami krzywda, jaką popełniamy wobec ukochanej osoby przekracza jednak granice wyrozumiałości, wtedy nie potrafimy tego zaakceptować, a tym bardziej przebaczyć. Sądzę jednak, że im więcej jesteśmy w stanie przebaczyć, tym do większej miłości jesteśmy zdolni.

„W plątaninie uczuć” to nie tylko książka o trzech przyjaciółkach, lecz także o miłości. Uważasz, że to wdzięczny temat na powieść? Tak wiele jest jej obliczy, odłamów, rodzajów?

O miłości napisano dużo i zapewne wiele jeszcze książek powstanie na ten temat. Miłość, jej blaski i cienie jest wdzięcznym tematem na książkę. Wydawać by się mogło, że miłość w książkach jest już przegadana, ale mimo wszystko lubimy czytać miłosne historie.
 Czy to ta jedna, jedyna, do końca życia? Czy warto o nią walczyć za wszelką cenę raniąc przy tym postronne osoby? Jakie decyzje podjąć, aby być szczęśliwym? Pytania, które podsuwam czytelnikowi, a na które nie ma jednoznacznych odpowiedzi.
Powieść o miłości, jeśli tylko napisana jest z duszą będzie chętnie czytana.
Moje książki pokazują nie tylko miłość kobiety do mężczyzny, ale przede wszystkim miłość macierzyńską, która jest jedną z najmocniejszych i najpiękniejszych miłości.

Zgadzam się z tym oczywiście. Moje dzieci są dla mnie najważniejsze na świecie, dopiero, gdy stałam się matką przekonałam się, jak silna jest więź między rodzicem a dzieckiem.
Wszystkie Twoje książki są raczej obszerne, lecz mimo tego czyta się je niebywale szybko. Ile czasu tworzysz daną historię? Czy po prostu siadasz i piszesz, bo słowa układają się same? Czy cierpisz czasem na brak weny?

Są dni, kiedy książka praktycznie: „pisze się sama”. Miewam jednak dni, że trudno mi  jest zebrać myśli. Kiedy zaczynam pisać książkę, staram się to robić systematycznie. Pisanie to pasja połączona z ciężką pracą. Powieści nie wytrząsa się z powietrza. Nie wystarczy dobry pomysł i świetny konspekt. Natchnienie i wena raz są, innym razem ich nie ma. Cała reszta to praca, praca i jeszcze raz praca.
Pracuję nad książką dobrych kilka miesięcy.

Którą swoją bohaterkę darzysz szczególnym sentymentem, która jest Ci najbliższa? A może któraś irytowała Cię, wymykała się poza utarty szlak, schodziła z niego?

Każdą z moich bohaterek na swój sposób lubię. W każdej z bohaterek jest jakaś mała cząstka mnie. Czasami ich wybory czy zachowanie mnie irytują, ale wciąż są mi bliskie.
Moje bohaterki są wrażliwymi, często niezrealizowanymi kobietami. Każda inaczej pojmuje sens życia, walczy o siebie i swoje marzenia. Są do bólu prawdziwe, a przy tym nie pozbawione autoironii i poczucia humoru.
 Kochają i zatracają się w tej miłości.  W swoich powieściach pokazuję kobiety takie, jakie są naprawdę, z ich zaletami i ułomnościami. Kobiety szczęśliwe i te które przechodzą życiowe kryzysy, te które są na zakręcie i boją się zaryzykować, by spełnić swoje marzenia. Niekiedy są chimeryczne i oderwane od rzeczywistości. Staram się pokazać ich skomplikowaną naturę, aby zaciekawić czytelnika.

I świetnie Ci to wychodzi.
Czy myślałaś kiedyś o napisaniu książki dla dzieci?

Myślałam, ale nic nie wymyśliłam;-) Może kiedyś, nie mówię nie.

O! To czekam na tego typu literaturę z niecierpliwością!
Czytanie to Twoja wielka pasja, która lektura zapadła Ci w pamięć najbardziej? Masz taką jedną, a może kilka?

Tyle ich jest.;-) Nie wyobrażam sobie życia bez czytania. Każda opowieść zawiera w sobie coś z magii, jakąś historię, która porusza, czegoś uczy, ma swoje przesłanie.
Do  moich ulubionych książek  należą:  „Pasja Życia” , „ Ojciec Chrzestny” „Anna Karenina”,  „Oscar i Pani Róża” „ Zbyt dumna, zbyt krucha”, „Mistrz i Małgorzata”. Nieustannie  wzrusza mnie „Mały książe”.
Czytam kryminały, biografie, książki obyczajowe, podróżnicze, a także bajki dla dzieci;-)
Nie wyobrażam sobie życia bez czytania. Mam w domu istną „bibliotekę”.

Tak właśnie myślałam!
Chciałabym jeszcze wiedzieć, czy coś Ci daje kontakt z czytelnikiem? Czy słuchasz rad, wskazówek innych? Czy dobra recenzja uskrzydla Cię, pozwala góry przenosić, dodaje pozytywnej energii? A jak jest z krytyką, czy i taka się zdarza?

Cenię sobie kontakt z czytelnikiem. Oczywiście, że słucham rad i wskazówek innych, chociaż nie zawsze się z nimi zgadzam.
Cenię konstruktywną krytykę. Zdaję sobie sprawę, że nie wszystkim moje książki przypadną do gustu, bo przecież ilu ludzi, tyle upodobań. Pochlebne recenzje szczerze mnie wzruszają i sprawiają, że motyle latają mi w brzuchu. Każda pozytywna opinia uświadamia mi, że warto pisać.

Jak prywatnie jest Gabriela Gargaś? Jako mama na przykład?

Gabriela Gargaś ma wiele twarzy. ;-) Zmienna jak typowa kobieta. Jestem niepoprawną optymistką i marzycielką.  Jestem silna, choć miewam gorsze dni i wtedy się rozklejam.
Mam dystans do siebie, chociaż jestem wrażliwa. Twardo stąpam po ziemi, są jednak dni, że fruwam w obłokach.
Nie mnie oceniać jaką jestem mamą, ale staram się być dobrą mamą. Nie zawsze mi to wychodzi.  Jestem mamą trochę szaloną, uśmiechniętą ale i niecierpliwą, czasami zmęczoną i przede wszystkim nieperfekcyjną.;-)

Kocham być mamą, chociaż czasami chciałabym uciec na bezludną wyspę, by pobyć chwilę sama i usłyszeć własne myśli. Założę się, że po kilku minutach, no, może kilkudziesięciu, już bym tęskniła, za dziecięcym śmiechem, krzykiem, porozrzucanymi zabawkami i nawoływaniem; „ Mamoooo!”


I ja mam podobnie.
Czy piszesz coś nowego? A może  kolejna historia czeka gotowa na wydanie, powiesz coś na ten temat?

Notuję pomysły na najnowszą powieść:  niedokończone zdania, kilka zasłyszanych historii, jakaś podpatrzona scenka, wspomnienia, przeżyte emocje, wszystko spisuję w zeszycie. Zobaczymy, co z tego powstanie...
Ślicznie dziękuję za rozmowę i pozdrawiam wszystkie czytelniczki.

I ja cieszę się, że mogłam z Tobą porozmawiać. 


I jeszcze konkurs. Nagrodę ufundowało wydawnictwo Feeria. Zabawa zaczyna się dzisiaj, 15 stycznia, w dniu premiery książki "Namaluj mi słońce". Potrwa do 22 stycznia, do godziny 24:00. Wystarczy napisać w komentarzu pod tym postem, dlaczego akurat do Ciebie ma trafić ten tytuł. Pamiętajcie o podaniu adresu kontaktowego, e-mail w komentarzu. 

niedziela, 12 stycznia 2014

Namaluj mi słońce Gabriela Gargaś premiera 15.01.2014




Moje drugie spotkanie z twórczością Gabrieli Gargaś wypadło jak najbardziej pozytywnie. Pierwszą książką, jaką czytałam tej autorki była "Trudna miłość", o której napisałam tutaj: http://asymaka.blogspot.com/2013/08/trudna-miosc-gabriela-gargas.html.
To czwarta propozycja literacka pisarki, moim zdaniem bardzo ciekawa i pięknie opowiedziana. Zdawałoby się, że nie może być mowy o czymś nowym, bo wszystko już w powieściach było, a jednak! Czy mieliśmy w którejkolwiek książce bohaterkę taką, jak Sabina? Jest "przyjacielem do wynajęcia", pozwala nam się wygadać do woli, słucha nas i nie ocenia, milczy lub rozmawia, w zależności od tego, czego w danym momencie potrzebujemy. Czasem łatwiej jest nam się zwierzyć komuś zupełnie obcemu, kogo nie znamy, kogo już być może nigdy nie spotkamy. A każdy z nas czasem jest w rozsypce, marzy o tym, by ktoś poświęcił mu swój czas, uwagę, by go zwyczajnie, po ludzku wysłuchał. Powiecie, że przyjaźni kupić nie można, ale tu od początku wiadomo, że to nie jest bliska znajomość, nazwa jest umowna. Sabina w ten sposób zarabia, pomaga innym, choć sama ze sobą ma masę problemów. Nie potrafi spojrzeć prawdzie w oczy i dostrzec tego, co najważniejsze. Oszukuje się, wmawiając sobie, że życie singielki jej odpowiada. Nie ma żadnych zobowiązań, wszystko planuje, nie pozwala sobie na spontaniczność i chaos. Pewnego dnia poznaje jednak siedmioletnią Marysię, która rozbraja ją prostą prośbą: "Namaluj mi słońce". Czy dzięki tej dziewczynce życie Sabiny nabierze kolorów, czy wywróci jej świat do góry nogami? Do tej pory kobieta nie chciała zostać matką, nie zaglądała do wózków dziecięcych, nie marzyła o tym, by mieć dziecko. Czy to się zmieni? Oprócz Marysi do jej życia wkracza Maks, ojciec dziewczynki, jednak nic nie jest takie proste w jego życiu, jak mogłoby się wydawać. Jak zakończy się ta historia? Czy kobieta znajdzie swoje słońce, czy zmieni swoje myślenie?

To naprawdę interesująca powieść. Przewija się tu wiele ludzkich dramatów, które autorka umiejętnie wplotła w wykreowaną przez siebie rzeczywistość. Pojawiają się w życiu głównej bohaterki tylko na moment, choć niektórzy zostają na dłużej. Wszystkie  przeżyte przez nich doświadczenia i opowiedziane historie dają do myślenia, uczą czegoś i nas, i Sabinę, pokazują, jak łatwo można się zagubić, popełnić błąd, nie wykorzystać danej od losu szansy. Wyciągamy wnioski z tych opowieści, czasem utożsamiamy się z tymi epizodycznymi postaciami, współczujemy im lub nie potrafimy zrozumieć. Wywołują w nas tak wiele emocji, uczą pokory i tego, że warto zawalczyć o siebie i swoje szczęście. Każdy z nas bowiem może mieć swoje słońce, coś takiego, co rozświetli nam mroczną drogę, pokaże bezpieczną przystań, wyjście z patowej zdawałoby się sytuacji.
"Namaluj mi słońce" to niezwykła lektura. Budzi w nas skrajne emocje, stawia przed nami szereg trudnych pytań, na które sami musimy znaleźć odpowiedź. Wzruszy, da nadzieję, ale też pokaże prawdziwe, ludzkie życie, bez koloryzowania i retuszu. Bolesne tajemnice, skomplikowane relacje międzyludzkie, ogromna samotność, wstyd, obawa przed odrzuceniem, niskie poczucie własnej wartości, wszystko to i jeszcze więcej znajdziecie na kartach tej powieści. Polecam całym sercem.

"Namaluj mi słońce" Gabriela Gargaś, Wydawnictwo Feeria, premiera: 15.01.2014 

piątek, 10 stycznia 2014

Jest taka historia. Opowieść o Januszu Korczaku. Beata Ostrowicka.




Beata Ostrowicka jest autorką wielokrotnie nagradzanych książek dla dzieci i młodzieży. Czyta od dziecka. Choć w latach szkolnych nie przepadała za pisaniem wypracowań z języka polskiego, teraz z wielkim zamiłowaniem tworzy historyjki dla młodego czytelnika. 

"Jest taka historia. Opowieść o Januszu Korczaku." to druga książeczka z tej serii, jaką dane było mi poznać. Pierwsza historyjka to: http://asymaka.blogspot.com/2013/10/wszystkie-moje-mamy-renata-piatkowska.html

Ta, o której chcę dzisiaj napisać opowiada o dzieciach, nad którymi opiekę sprawował Janusz Korczak w warszawskim Domu Sierot. To człowiek niezwykły, który mądrze wychowywał, bronił, uważał, że maluchy mają takie samo jak dorośli prawo głosu i szanował je. 
Nie mogę nie wspomnieć o pięknej, twardej oprawie tej powiastki, bajecznych rysunkach, interesującej grafice. Młodszy miłośnik książek nie będzie się nudził, bo oprócz ciekawego tekstu znajdzie tutaj naprawdę świetne ilustracje Joli Richter-Magnuszewskiej, które doskonale współgrają z opowiadaną przez autorkę historią. Oddają idealnie to, co chciała przedstawić słowami pisarka. 
Osoba, która wprowadza nas w świat wykreowany przez Beatę Ostrowicką to Jasiek z trzeciej c. Mieszka z rodzicami, młodszym bratem, siostrą Zuzą i ukochaną babcią Franią, która prawdę mówiąc jest jego prababcią. Ma ona znakomitą pamięć i potrafi pięknie opowiadać o swoim dzieciństwie. Nasz bohater, pomimo tego, że zna jej losy niemalże na pamięć, uwielbia słuchać o tym, co działo się tak dawno temu. Nie ma problemu z wyobrażeniem sobie miejsca, w którym dorastała babcia, choć było to jeszcze przed II wojną światową. Babcia Frania "nie miała siwych włosów, tylko dwa czarne warkocze"*, chodziła po drzewach, była "samiutka jak palec"*, jej rodzice bowiem nie żyli. Na początku trafiła do niezbyt przyjaznego dzieciom miejsca i często płakała. Po pewnym czasie przeniesiono ją do budynku na Krochmalnej 92, był to właśnie Dom Sierot, którym kierował "Pandoktor", właśnie tak o nim mówiły dzieci. Pokochały go całym sercem, podobnie jak on je. Wszystkie bez wyjątku. Uważały go za dobrego człowieka, którym niewątpliwie był. Oprócz niego dziećmi zajmowała się Stefa Wilczyńska. Wychowankowie domu przebywając tutaj stale się uśmiechały, były szczęśliwsze, choć miały obowiązki i zadania do wykonania. Dochodziło między nimi do sprzeczek i bójek, ale Janusz Korczak zawsze sprawiedliwie postępował wobec nich, był rozsądną i mądrą osobą. 
To piękna, wzruszająca opowieść, która chwyta za serce. W moim przypadku nie obyło się bez łez. Napisana w prosty i przystępny sposób, idealny dla młodego czytelnika, pokazuje codzienność dzieci z tamtego okresu. I wielką miłość, jak też szacunek, niezwykłą więź, jaka wytworzyła się między dyrektorem a wychowankami domu. 
"-Mówiłaś, że mógł się uratować -odzywam się po chwili i patrzę na babcię. Ma wilgotne oczy. Kiwa głową.  -Ale przecież nie mógł zostawić swoich dzieci. Dzieci są najważniejsze."*

Moim zdaniem ta książka powinna znaleźć się w każdej biblioteczce, w każdym polskim domu. Pamiętajmy o tych, którzy byli bohaterami, którzy oddali swe życie. Nasze dzieci powinny poznać tę i podobne opowieści. 


*wszystkie cytaty pochodzą z książki

"Jest taka historia. Opowieść o Januszu Korczaku." Beata Ostrowicka. Wydawnictwo Literatura, 2012 





czwartek, 9 stycznia 2014

Zapowiedź: Przypływ Daniela Sacerdoti




Nie znam jeszcze ten trylogii, ale jestem pewna, że przypadnie mi do gustu, bo zapowiada się całkiem ciekawie. 
Siedemnastoletnia Sara Midnight nigdy nie miała normalnego życia. Z pozoru to zwyczajna nastolatka, która w głębi serca skrywa niebywały sekret. Jej rodzice byli łowcami demonów i należeli do klanu Tajnych Rodzin, który poprzysiągł chronić świat. Po niewyjaśnionej śmierci rodziców życie Sary legło w gruzach. Pomimo trudności dziewczyna musi wziąć się w garść i, choć brakuje jej przygotowania, zacząć walczyć.
Trafia do świata pełnego niebezpieczeństw. Widzi rzeczy, których istnienia nigdy by nie podejrzewała. W dodatku nie wiadomo skąd, pojawia się jej dawno niewidziany kuzyn. Przychodzi do niej w chwili, gdy jest najbardziej potrzebny, i oświadcza, że chce jej pomóc. Tymczasem Sara nie wie już, komu ufać. Nie wie też, czy pożyje wystarczająco długo, aby misję rodziców doprowadzić do końca.
Poznaj świat, w którym czyhają demony, gdzie śmierć nie przebiera w środkach…




Trylogii Sary Midnight ciąg dalszy...
Sara Midnight nie jest zwyczajną nastolatką. To łowczyni demonów, która znalazła się w samym środku krwawej wojny. Osierocona w wieku szesnastu lat zmuszona jest nauczyć się śmiercionośnej profesji swojego rodu. Harry Midnight, który zaoferował pomoc jako daleki kuzyn nie jest tym, za kogo się podaje. To Sean Hannay. Chłopak z czasem staje się jej najlepszym przyjacielem i w mgnieniu oka życie Sary zmienia się nie do poznania.
Walka trwa. Sean i Sara wygrali pierwszą bitwę, lecz wojna szaleje i demony stają się coraz silniejsze. Dziewczyna pragnie się dowiedzieć, kto jest jej wrogiem, nim świat pogrąży się w chaosie. Misja doprowadza ją do posiadłości od pokoleń należącej do rodziny. Midnight Hall na wyspie Islay skrywa mroczne sekrety przodków oraz władcy demonów, który poprzysiągł zniszczyć Sarę.
Kiedy wokół niej zaczyna wirować nowy świat, dziewczyna musi uporać się z niełatwą przeszłością Midnightów i ich dziedzictwem, aby przebić się przez falę demonów i dotrzeć do ich władcy. 
Premiera 31 stycznia 2014 roku.




Zaciekawiłam Was?