Krystyna Mirek jest pisarką powieści obyczajowych
skierowanych przede wszystkim do kobiet, porusza bowiem w swojej twórczości
tematy dotyczące głównie płci pięknej. Wykreowane przez nią postaci nie są
wyidealizowane, nie mieszkają w bajkowym, wymyślonym świecie, nie żyją pod
kloszem, z dala od trosk i problemów. Ich losy bywają pogmatwane, skomplikowane, trudne i pełne przeciwności,
ale one nie poddają się tak łatwo, bo wierzą w miłość i w to, że musi być
lepiej.
Pisarka ukończyła polonistykę, ma męża i trójkę dzieci. Pod tym adresem:
http://krystynamirek.blogspot.com/
znajduje się strona autorska Krystyny Mirek. Przy okazji premiery najnowszej
książki zatytułowanej „Miłość z jasnego nieba” chciałabym przybliżyć
czytelnikom sylwetkę tej autorki.
Proszę powiedzieć nam kilka słów o Pani debiucie. Czy trudno
było wydać pierwszą powieść? Skąd pomysł na zostanie pisarką?
KM: W moim przypadku najtrudniej było się odważyć wysłać tekst.
Odpowiedź przyszła błyskawicznie, więc potem już było łatwiej. Ale od momentu, kiedy pierwszy raz
pomyślałam, że bardzo bym chciała napisać książkę, do wysłania tekstu minęło aż
dziesięć lat.
Pomysł, by to zrobić, pochodzi z wnętrza, to jedno z
pierwotnych pragnień, wpisane w osobowość chyba od urodzenia. Zawsze mi
towarzyszyło, podobnie jak miłość do książek, ale nigdy się do niego nie
przyznawałam, początkowo nawet sama przed sobą . Wydawało mi się zbyt wielkie.
Uważa Pani, że miłość to wdzięczny temat na książkę? Jest
jej tyle odcieni, że można o niej pisać, pisać i jeszcze raz pisać?
KM: To z pewnością jeden z powodów, dla których warto się nią
zajmować, gwarantuje, że pomysły na książki nigdy się nie skończą, bo choć
tysiące autorów od tysięcy lat wciąż o miłości piszą, nie zdołali wyczerpać
tematu.
Ale piszę na ten temat także dlatego, iż uważam, że miłość, we
wszystkich swoich postaciach: do ukochanej osoby, rodziców, dzieci, rodzeństwa,
świata, samego siebie, jest podstawą naszego życia. Jest najważniejsza. Jeśli popełniamy błędy, to one
bardzo często mają swoje źródło w zaburzeniu którejś z tych relacji, jeśli
jesteśmy prawdziwie szczęśliwi, to dlatego, że w tych dziedzinach się układa.
Kiedy jest się odpowiedzialnym za dom, dzieci i pracę, nie ma czasu na
błahostki, piszę więc o tym, co uważam za najistotniejsze.
„Miłość z jasnego nieba”, najnowsza Pani książka, to historia o uczuciu, które nie ma
prawa się spełnić, zakończyć szczęśliwie. Bohaterowie znajdują się po dwóch
stronach barykady, stają przed trudnym wyborem, to sytuacja nie do
pozazdroszczenia...
KM: Owszem, ale za to spotka ich w życiu coś bardzo cennego, co
nie zdarza się każdemuJ
Co Pani myśli na temat modnych ostatnio „powieści z
pieprzykiem”, czy proponowano Pani napisanie książki erotycznej? Jaki jest Pani
stosunek do tego typu lektur?
KM: Tak, proponowano i były to kuszące oferty. Pojawiały się rok temu, kiedy na listach
bestsellerów królowały czarne i szare okładki zagranicznych erotyków. Wydawcy
szukali wtedy polskich pisarek, które chciałyby podjąć temat. Ale nie przyjęłam
tych propozycji, z różnych powodów. Nie mam takich planów i nie żałuję swojej
decyzji.
Czy opisywane przez Panią historie są osadzone w realiach,
mogłyby się zdarzyć w naszym prawdziwym życiu? Pytam, ponieważ nie miałam jeszcze przyjemności poznać Pani twórczości, przeczytałam tylko najnowszą powieść.
KM: Myślę, że tak. Choć historie są w stu procentach fikcyjne,
wyrosły z życiowych obserwacji i doświadczeń.
Staram się pokazywać prawdziwe życie, a opinie recenzentów świadczą o
tym, że jest to słuszna droga, bo często ta cecha jest wskazywana jako zaleta
moich powieści.
„Pojedynek uczuć” z
kolei opowiada o samotnym macierzyństwie. Niełatwa to sytuacja, nie do
pozazdroszczenia, czy ciężko było o tym pisać? Czy odcisnęło to na Pani swoje
piętno?
KM: To moja do tej pory najważniejsza książka. Powstała z
impulsu. Zobaczyłam na własne oczy pewną bardzo przykrą sytuację i nie mogłam
pomóc. Ani ja, ani nikt inny, kto był wtedy obok.
Bo nasza władza nie sięgała tak daleko,
jak pana prezesa, a w tej małej miejscowości to był jedyny
zakład pracy. Zwolnić się i zostać z
małym dzieckiem bez środków do życia nie każdy może. Z tego poczucia
bezradności i frustracji narodziła się opowieść. Jej pisaniu towarzyszyły
bardzo silne emocje, ale to właśnie ona otworzyła mi drogę do serc czytelników.
Zaciekawiła mnie Pani i niebawem postaram się zapoznać z tym tytułem, czeka już na mojej półce na odpowiedni moment.
Czy wczuwa się Pani w historie swoich bohaterów, czy targają
Panią prawdziwe emocje przy pisaniu? Czy
oddaje Pani stworzonym przez siebie postaciom cząstkę siebie?
KM: Oczywiście, że tak, czasem wczuwam się nawet za bardzo i z
trudem wracam do rzeczywistości J
Ale pisanie to także sposób na uwolnienie się od pewnych
historii. One żyją w mojej głowie czasem całymi latami, przewijają się jak
taśma filmowa i często obserwowanie ich kosztuje sporo wysiłku emocjonalnego.
Zauważyłam z zaskoczeniem, że opowieści opisane milkną, zostają na papierze i nie nachodzą mnie już
nocami oraz w najmniej stosownych momentach.
Ale emocje zawsze są i z doświadczenia pięciu wydanych
książek, wiem, że muszą być prawdziwe.
Im więcej ich towarzyszy pisaniu, tym wyżej czytelnicy oceniają
opowieść, bo oni też chcą coś przeżyć podczas czytania. Jeżeli piszę o czymś,
co dla mnie naprawdę ważne, odbiorca to czuje. To trudne, ale chyba nie ma
innej drogi. Ja nie znamJ
„Droga do marzeń” jest o poszukiwaniu własnej drogi, o
nadziei, ale też o tym, że może się okazać, iż ludzie, którym ufaliśmy zawodzą
to nasze zaufanie. Jak Pani myśli, dlaczego tak się dzieje? Czy są zbyt słabi,
kieruje nimi zazdrość, a może chodzi o coś zupełnie innego?
KM: Z tego pytania można by stworzyć dziesiątki opowieści.
Tematu by nie zabrakło. Bywa naprawdę
różnie. Życie jest zawiłe, zaskakujące, często trudne. Dlatego z jednej strony
trzeba zawsze być czujnym, bo nigdy nie wiadomo, która błaha z pozoru decyzja
okaże się życiową, a z drugiej wybaczać sobie w miarę możliwości. Bo nie
wiadomo, co nas samych czeka za zakrętem.
Skąd pomysł na specjalną dedykację, którą znaleźć możemy w
najnowszej powieści?
KM: Powstał przypadkiem, a ma swoje korzenie w przeświadczeniu,
że nigdy dość okazji i sposobów, by sobie wyznawać uczucia. Zwłaszcza w
związkach o dłuższym stażu.
Którą swoją książkę poleciłaby Pani osobie, nie znającej jeszcze Pani twórczości?
KM: To zależy od wieku i zainteresowań. Ale zapewne ,,Pojedynek
uczuć” albo najnowszą.
Jakim rodzicem jest Krystyna Mirek, jako mama trzech córek?
KM: Zwyczajnym. Staram
się, ale jakieś błędy zawsze się wkradną. Dzieci i rodzina są dla mnie
najważniejsze, dlatego czasem jestem przewrażliwiona i nadopiekuńcza. Jestem
też taką mamą domową. Długo zostawałam z każdym nowonarodzonym dzieckiem, zanim
wróciłam do pracy i teraz znów mnie to czeka, bo jestem w dziewiątym miesiącu
ciążyJ
Piekę drożdżówki, gotuję obiady i chociaż złapanie równowagi między pracą a
rodziną nie jest łatwe, to właśnie godzenie tych dwóch sfer, bez zaniedbywania
żadnej z nich jest moim podstawowym życiowym celem.
W takim razie życzę szczęśliwego rozwiązania i dużo, dużo zdrowia.
Kto jako pierwszy czyta Pani powieści? Mąż, zaufana
przyjaciółka?
KM : Jako pierwsi od początku czytają przyjaciółka, mama i
najstarsza córka. To przedstawicielki trzech pokoleń, dzięki temu mam opinię z
różnych punktów widzenia. Jedna z powieści (a było to trzysta stron, nawet nie
chcę sobie przypominać, ile godzin pracy) którą wszystkie skrytykowały, została
w szufladzie, bo i wydawca miał zastrzeżenia. Więc choć to pierwsze jury z
pewnością nie jest w pełni obiektywne, to jednak dość miarodajne.
Czym jest dla Pani szczęście?
KM: Jest równowagą. Złapaniem balansu pomiędzy miłością, pracą,
rodziną, zdrowiem, stabilnością finansową, własnym rozwojem, czystym sumieniem.
Wszystkie te kierunki muszą się rozwijać razem, nie można jednego poświęcać, by
osiągnąć inny. Wtedy człowiek czuje się szczęśliwy.
W jakim miejscu: na fotelu, krześle, w łóżku, najlepiej się Pani pisze?
KM: Kiedyś umiałam pisać wszędzie, ale to było w czasach, kiedy
tworzenie opowieści stanowiło hobby, było zajęciem spontanicznym i wykonywanym
od przypadku do przypadku. Teraz jest to praca. Mam umowy, terminy i
czytelników, którzy zaczynają mnie obdarzać swoim kredytem zaufania. Musiałam więc zorganizować sobie miejsce do
pisania z prawdziwego zdarzenia, bo choć wyobraźnia najlepiej działa, kiedy
jestem zwinięta w kocyk na kanapie, to kręgosłup odmawia dłuższej współpracy w
takich warunkach. Mam więc biurko, fotel i ulubioną lampkę. Ale i tak chodzę z
laptopem po różnych miejscach i łapię każdą wolną chwilę. Tyle opowieści
jeszcze czeka, a czytelnicy chcą, by były długie. Trzeba pracować J
Bardzo dziękuję za rozmowę.
KM: Ja również dziękuję i pozdrawiam wszystkich serdecznie.
KONKURS:
Konkurs rozpoczynamy dzisiaj, 5 lutego, w dniu premiery. Potrwa do 12 lutego, do godziny 24:00. Wyniki ogłoszone zostaną do trzech dni roboczych, po zakończeniu zabawy. Krystyna Mirek chętnie zapozna się z Waszymi odpowiedziami na pytanie: Czy wierzysz w taką miłość jak grom z jasnego nieba, która pojawia się znienacka i zmienia życie?
Odpowiedzi proszę zostawiać pod tym postem, w komentarzach, pamiętając o adresie e-mail, bym mogła skontaktować się ze zwycięzcą konkursu. Nagrodę w postaci powieści "Miłość z jasnego nieba" ufundowało wydawnictwo Feeria i Pani Krystyna Mirek. Dziękuję :)))
Pozdrawiam wszystkich czytelników, przypominam, że biorę udział w konkursie na Blog Roku 2013 i że do jutra, do 6 lutego, do godziny 12.00 można oddać głos na mój blog. Wystarczy wysłać sms na numer 7122 w treści wpisując F00058. Koszt to 1,23 zł. Pieniądze idą na szczytny cel, na łódzkie hospicjum dla dzieci osieroconych.
Jej fragment pojawił się na okładce:
Otrzymałam też imienne podziękowanie: