Pierwsza książka Teresy Moniki Rudzkiej, z jaką dane było mi się zapoznać. Nie miałam żadnego pojęcia, czego mogę się spodziewać po tej lekturze, ale ponieważ ktoś mi ją polecił, postanowiłam przeczytać. Autorka pracowała w bibliotece, była też sekretarką i agentką ubezpieczeniową. W tej chwili skupiła się na pracy dziennikarki, pisze opowiadania publikowane w prasie "kobiecej". Zadebiutowała tytułem "Bibliotekarki", przed ponad trzema laty.
"Kuzyneczki" przez kilka pierwszych stron interesowały mnie bardzo, ale szczerze mówiąc stopniowo, im więcej lektury miałam za sobą, tym mniej z niej rozumiałam. Gdyby nie to, że miałam możliwość przyjrzenia się drzewu genealogicznemu chyba nie dałabym rady przeczytać jej do końca i w pełni docenić jej walorów. Mnogość bohaterów, wątków, minimalna ilość dialogów to wszystko po prostu mnie przeraziło i musiałam nabrać dystansu, by spokojnie i choć odrobinę "zawodowo" podejść do tej historii. By napisać opinię sprawiedliwą i zgodną z moim sumieniem.
"Jakie jest najlepsze wyjście dla kobiety?
Powszechnie sądzi się, że wyjście za mąż, założenie rodziny. Cóż, 'z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu', mówiłam (nie pierwsza, nie ostatnia) po wielokrotnym wysłuchaniu tych samych historii opowiadanych przez kilka osób, z różnych punktów widzenia. Mając w pamięci także własne przypadki, zapragnęłam, podobnie jak wielu przede mną, spróbować opisać i wyjaśnić zagadkę trudnego życia wśród najbliższych"*
Po przeczytaniu tych słów byłam przekonana, że to książka, w której nie zabraknie humoru, życiowych prawd, przemyśleń wynikających z wieloletnich doświadczeń, ale też sporej dawki realizmu. Trochę się zawiodłam. Można powiedzieć, że ogrom smutnych wątków mnie przytłoczył, potrzebowałam nadziei i pokolorowania mojej szarej rzeczywistości, a nie zagłębiania się w mnogości problemów i trosk. Oczywiście czytuję takie książki, za przykład trudnej i dramatycznej historii mogę podać chociażby "Dobre dziecko" Romy Ligockiej czy "Przewrotność dobra" Jolanty Kwiatkowskiej, ale tym razem zabrakło mi choć odrobiny optymizmu. Wiem, życie do łatwych nie należy, ale staram się odnaleźć w nim pozytywy, szukam jasnych punktów zaczepienia, by jakoś trwać w otaczającej mnie rzeczywistości. Bez tego bym zginęła.
Książka ta opowiada o losach kobiet na przestrzeni wielu, wielu lat. Akcja rozpoczyna się zaraz po II wojnie światowej, ciągnie przez okres PRL-u, by dotrwać do czasów nam współczesnych. Poznajemy tu różne bohaterki, poczynając od Genowefy, zwanej Żenią, osoby o mocnym charakterze, nieskorej do kompromisów, zawsze stawiającej na swoim, matki Joanny, a kończąc na Ryszardzie, Rysi, rodzicielce Marceli i Renaty, która nie potrafi traktować córek jednakowo i sprawiedliwie. Rysię i Żenię, choć nie są złączone więzami krwi, łączy przyjaźń. Obie poślubiają mężczyzn z rodziny Radzkich, w ten sposób stając się rodziną. Ich córki, Asia i Renata również są ze sobą zżyte i to od wczesnych lat dziecięcych.
Wspomnienia, którymi dzielą się z nami tytułowe kuzyneczki to przede wszystkim opowieść o kobietach, ich roli w małżeństwie, w społeczeństwie. Czy na przestrzeni lat zmieniło się myślenie, zachowanie, życie przedstawicielek płci pięknej? Która droga daje szczęście, czy warto realizować swoje pasje, spełniać marzenia, czy może lepiej poświęcić całą swoją uwagę i czas na pielęgnowanie domowego ogniska, na dbanie o rodzinę? Rozczarowanie, zwątpienie, rutyna, nuda to wszystko odczuwają prawdziwe kobiety. Powieść bardzo realistyczna, chyba nawet za bardzo, trudna w odbiorze, nie czyta się jej jednym tchem, z radością. Nie śledzimy losów bohaterów z wypiekami na twarzy, czytamy raczej spokojnie, zastanawiając się i porównując życie literackich postaci z naszymi własnymi przeżyciami. To książka, która może nam pomóc, dzięki niej bowiem uświadomimy sobie wiele prawd, o których być może zapomnieliśmy, które przeoczyliśmy, z których nie zdawaliśmy sobie sprawy?
Jeżeli chcecie przeczytać powieść niezwykłą, inną, opowiadającą o prawdziwym, codziennym życiu, które nie rozpieszcza i każe nam dokonywać trudnych wyborów, to idealna dla Was lektura. Osadzona w realiach, mocna, warta uwagi. Polecam.
*fragment pochodzi z książki zatytułowanej "Kuzyneczki" Teresy Moniki Rudzkiej
piątek, 21 marca 2014
czwartek, 20 marca 2014
Elżbieta Śnieżkowska-Bielak Domik-przyjaciel Dominika recenzja książka dla dzieci
Nazwisko Elżbiety Śnieżkowskiej-Bielak poznałam przy okazji recenzowania książeczki zatytułowanej "Czekam na bajkę". Moja opinia tutaj: http://asymaka.blogspot.com/2013/04/czekam-na-bajke-sniezkowska-bielak.html. Autorka ma na swoim koncie trzy powieści dla dorosłych, osiem tomików poezji, ale najwięcej pisze dla najmłodszego czytelnika. Do tej pory ukazało się osiemnaście historii skierowanych do dzieci. Współpracowała z prasą dziecięcą, tutaj mogę wymienić takie czasopisma, jak: "Ciuchcia" czy "Domowe Przedszkole". Musi mieć bardzo wybujałą wyobraźnię, by tworzyć dla czytelnika tak wymagającego, tak szybko się nudzącego, jakim jest mały człowiek, dopiero poznający świat literatury.
"Domik-przyjaciel Dominika" to opowieść o pozornie szczęśliwym chłopcu. Mieszka z mamą i tatą w nowoczesnej kamienicy, akcja dzieje się współcześnie. Aktualny jest także temat, jakiego nie bała się tutaj poruszyć autorka. Dominik bowiem posiada rodziców, ale czuje się opuszczony i samotny, ponieważ jego opiekunowie należą do ludzi zapracowanych, zmęczonych, stale myślących o wszystkim innym, tylko nie o własnym dziecku. Obraz, jaki roztacza przed nami pisarka powinien dać nam do myślenia. Czy i my nie jesteśmy podobni do rodziców Dominika? Ile razy sama łapię się na tym, że nie mam czasu dla tych przecież najważniejszych dla mnie istotek! Dla moich ukochanych maluchów! Zanim się spostrzeżemy, dzieci dorosną, a my zostaniemy sami. Nasze latorośle nie będą już nas potrzebować, to one nie będą miały dla nas czasu, chęci na rozmowę, podzielenie się z nami swoimi troskami. Może warto nad tym wszystkim się zastanowić właśnie w tej chwili? Nie odkładać tego do jutra. Przytulić swojego szkraba właśnie dzisiaj, teraz, zaraz!
"Domik-przyjaciel Dominika" to książeczka napisana bardzo ciekawie, mądrze. Dziecko z wielkim zainteresowaniem będzie śledziło losy chłopca i Skrzata Domowego Domika. W takim towarzystwie nie sposób się nudzić! Świat przedstawiony nam przez autorkę jest niezwykły, kolorowy, barwny, pobudzający wyobraźnię. Ta historia i uczy, i bawi, co jest jej wielką zaletą. Dowiemy się wiele na temat Kuchenkowa, poznamy zagadkowy kredens, przeniesiemy się w bajkowy, magiczny świat, gdzie przygody nie są niebezpieczne, a interesujące, gdzie babcia może okazać się czarodziejką, gdzie czeka na małych odkrywców moc niespodzianek i pięknych przeżyć.
"Domik-przyjaciel Dominika" to opowieść o pozornie szczęśliwym chłopcu. Mieszka z mamą i tatą w nowoczesnej kamienicy, akcja dzieje się współcześnie. Aktualny jest także temat, jakiego nie bała się tutaj poruszyć autorka. Dominik bowiem posiada rodziców, ale czuje się opuszczony i samotny, ponieważ jego opiekunowie należą do ludzi zapracowanych, zmęczonych, stale myślących o wszystkim innym, tylko nie o własnym dziecku. Obraz, jaki roztacza przed nami pisarka powinien dać nam do myślenia. Czy i my nie jesteśmy podobni do rodziców Dominika? Ile razy sama łapię się na tym, że nie mam czasu dla tych przecież najważniejszych dla mnie istotek! Dla moich ukochanych maluchów! Zanim się spostrzeżemy, dzieci dorosną, a my zostaniemy sami. Nasze latorośle nie będą już nas potrzebować, to one nie będą miały dla nas czasu, chęci na rozmowę, podzielenie się z nami swoimi troskami. Może warto nad tym wszystkim się zastanowić właśnie w tej chwili? Nie odkładać tego do jutra. Przytulić swojego szkraba właśnie dzisiaj, teraz, zaraz!
"Domik-przyjaciel Dominika" to książeczka napisana bardzo ciekawie, mądrze. Dziecko z wielkim zainteresowaniem będzie śledziło losy chłopca i Skrzata Domowego Domika. W takim towarzystwie nie sposób się nudzić! Świat przedstawiony nam przez autorkę jest niezwykły, kolorowy, barwny, pobudzający wyobraźnię. Ta historia i uczy, i bawi, co jest jej wielką zaletą. Dowiemy się wiele na temat Kuchenkowa, poznamy zagadkowy kredens, przeniesiemy się w bajkowy, magiczny świat, gdzie przygody nie są niebezpieczne, a interesujące, gdzie babcia może okazać się czarodziejką, gdzie czeka na małych odkrywców moc niespodzianek i pięknych przeżyć.
Macocha Natasza Socha recenzja
Nie znałam wcześniej żadnej publikacji Nataszy Sochy, "Macocha" jest moim pierwszym spotkaniem z twórczością tej pisarki. Nie spodziewałam się, że będzie tak udane, zaskakująco zabawne, świeże! Autorka pisze lekko, bez wymuszenia, jedno wynika z drugiego. To po prostu książka, której nie można pominąć oglądając poszczególne tytuły na półce w księgarni czy bibliotece. Od pierwszych stron wiadomo, że to coś innego. "Wreszcie!" chciałoby się powiedzieć.
Natasza Socha jest dziennikarką, felietonistką, pisarką. Współprowadzi blog: http://chilifiga.pl/, gdzie oprócz sporej dawki humoru znajdziecie słów kilka o gotowaniu i codzienności autorki. Na swoim koncie ma takie tytuły, jak: "Ketchup", "Zbuki" i wydany w formie e-booka zbiór opowiadań "Nasza klasa". "Macocha", o której chciałabym Wam dzisiaj opowiedzieć wydana została właśnie po raz kolejny, ale to literacki debiut Sochy. Tym bardziej zaskakuje trafność jej spostrzeżeń, lekkość, z jaką pisze, wszystko współgra pięknie ze sobą. Prowadzi nas naprawdę ciekawym szlakiem, raczej rzadko spotykanym, gdzie kobieta prawie trzydziestoletnia nie chce być matką, choć nikt jej o zdanie nie pyta w tej sprawie. Nie urodziła, nie nosiła pod sercem maleństwa, na myśl o porodzie i pieluchach robi jej się słabo, prowadzi w miarę spokojne i poukładane życie ze świetnie dopasowanym do niej mężem, aż tu nagle! Bum! W drzwiach domostwa dwójki zakochanych w sobie osób pojawia się nastolatka. Gdyby chociaż było to grzeczne i miłe dziecko, można by jeszcze jakoś ten fakt przeboleć, gdyby przyjechała na weekend zaledwie! Ale gdzie tam! Zapałała gorącą miłością do ojca, pokłócona z matką ma zamiar mieszkać tu, a nasza biedna kobieta do tej pory szczęśliwa musi jakoś to znieść. Czy małolata da jej popalić? Czy wywróci całe życie do góry nogami?
Roma, bo tak ma na imię nasza tytułowa macocha, musi jakoś funkcjonować w tej niekomfortowej dla niej sytuacji, musi, choć nie chce. Kasia jest zupełnie inna niż ojciec, ukochany mąż i weterynarz Brunon. W niczym go nie przypomina, więc czy naszej bohaterce uda się choć odrobinkę polubić pasierbicę? Będzie biegać do szkoły, bo dziewczyna jest bezczelna i sprawia wiele kłopotów wychowawczych, ale jakby się tak przyjrzeć tym dwóm przedstawicielkom płci pięknej można dojść do zaskakujących wniosków. Może jednak więcej je łączy, niż dzieli?
Wesoła historia, pełna przekomicznych perypetii, osadzona idealnie w naszych realiach, choć pisana przed laty, nie straciła nic na aktualności. Polecam gorąco. Sympatyczna książka, z którą będziecie się rewelacyjnie bawić. Naprawdę.
środa, 19 marca 2014
Co się zdarzyło w hotelu Gold Grzegorz Kozera premiera: 19.03.2014
Nazwisko Grzegorza Kozery znane jest mi z dwóch poprzednich książek pisarza. Zarówno "Droga do Tarvisio", jak i "Berlin, późne lato" to powieści, które wywarły na mnie ogromne wrażenie i doskonale wpasowały się w mój czytelniczy gust. Autor nie ogranicza się jednak tylko do prozy, równie łatwo tworzy poezję. Ma na swoim koncie już sześć wydanych tomików z wierszami.
Powieść zatytułowana "Co się zdarzyło w hotelu Gold" spodobała mi się już od pierwszych stron, zainteresowała, zaintrygowała, wciągnęła. Nie zabrakło ciekawej zagadki kryminalnej, pojawił się niebanalny wątek miłosny. Ale nie tylko to ujęło mnie w tej lekturze.
Poznajemy tu z pozoru skromnego i zwyczajnego człowieka, smutnego i nieszczęśliwego, zdawałoby się, że niespełnionego w żadnej z życiowych ról. Doktora Antoniego Topolę. Zostaje on wezwany do gabinetu profesora Jareckiego, by wysłuchać opowieści o planowanym zabiegu przełożonego. Operacja ma się odbyć akurat w dniu, w którym mężczyzna miał przebywać na wiedeńskim kongresie. Przygotowywał się do niego od dłuższego czasu i cieszył na myśl o spotkaniu kolegów "po fachu". Teraz niestety nie pozostaje mu nic innego, jak wyznaczyć kogoś, kto będzie w miarę godnie reprezentował Instytut, kogoś, kto choć odrobinę zna się na kwestiach, jakie poruszane mają być w Austrii.
"Dobrze pan też wie, że tylko dwóch ludzi w Instytucie ma pojęcie o Żydach. Jednym z nich jestem ja, potem długo nic-i pan. Jeśli więc ktoś ma jechać do Wiednia, to tym kimś będzie właśnie pan. Nikt inny."*
Po takim postawieniu sprawy przez Jareckiego nasz główny bohater nie ma żadnego wyboru, musi zastąpić przełożonego. Nawet to, że boi się latać zdaje się nie mieć znaczenia, może przecież pojechać samochodem. Szczęśliwie udaje mu się dotrzeć do celu, jednak na miejscu szybko pakuje się w kłopoty. Zamiast spać grzecznie, jak przystało na osobę uczoną i spokojną, słysząc kobiecy krzyk dobiegający z pokoju obok w piżamie wychodzi na korytarz. Tam spotyka najprawdopodobniej, oceniając po jej stroju, przerażoną przedstawicielkę najstarszego zawodu świata. Antoni bez zahamowań wchodzi do pomieszczenia, z którego wybiegła kobieta i znajduje tam... trupa.
To książka, która nie pozwoli nam na nudę. Będziemy poirytowani zachowaniem organizatorów kongresu, zaciekawieni znajomością naszego bohatera z piękną Polką, ale też zasmuceni stereotypami, z jakimi będzie musiał się zmierzyć Topola. Autor nie byłby sobą, gdyby nie dorzucił sporej dawki ironii, ale też realizmu.
Z głównym bohaterem możemy się utożsamić, poczuć się jak on, ponieważ boryka się z problemami znanymi nam doskonale. Ma zarówno kłopoty finansowe, jak i rodzinne, jest w trakcie rozwodu. W pracy również nie czuje się komfortowo. Od lat zajmujący się judaizmem, przesiąknięty jest nim do granic możliwości. Miewa koszmary senne związane z pogromem Żydów, nie potrafi się od tego uwolnić. Może najwyższy czas na zmiany, i to radykalne? Może warto wreszcie pomyśleć o sobie?
Książka niezwykła. Wiarygodna i dopracowana. Przemyślana. Pisarz chciał, byśmy skupili się na opowiadanej historii. Byśmy nie tylko dobrze się bawili próbując rozwikłać tajemnicę, ale też zastanowili się, przystanęli na moment. Do samego końca nie wiadomo było, jak zakończy się ta przygoda. I czy nasz bohater przeżyje, ponieważ Kozera znany jest z radykalnych, ostrych cięć. Według mnie to doskonała propozycja literacka, obok której nie możemy przejść obojętnie. Naprawdę serdecznie polecam.
* fragment pochodzi z książki
"Co się zdarzyło w hotelu Gold" Grzegorz Kozera Wydawnictwo Dobra Literatura, premiera: 19.03.2014
Powieść zatytułowana "Co się zdarzyło w hotelu Gold" spodobała mi się już od pierwszych stron, zainteresowała, zaintrygowała, wciągnęła. Nie zabrakło ciekawej zagadki kryminalnej, pojawił się niebanalny wątek miłosny. Ale nie tylko to ujęło mnie w tej lekturze.
Poznajemy tu z pozoru skromnego i zwyczajnego człowieka, smutnego i nieszczęśliwego, zdawałoby się, że niespełnionego w żadnej z życiowych ról. Doktora Antoniego Topolę. Zostaje on wezwany do gabinetu profesora Jareckiego, by wysłuchać opowieści o planowanym zabiegu przełożonego. Operacja ma się odbyć akurat w dniu, w którym mężczyzna miał przebywać na wiedeńskim kongresie. Przygotowywał się do niego od dłuższego czasu i cieszył na myśl o spotkaniu kolegów "po fachu". Teraz niestety nie pozostaje mu nic innego, jak wyznaczyć kogoś, kto będzie w miarę godnie reprezentował Instytut, kogoś, kto choć odrobinę zna się na kwestiach, jakie poruszane mają być w Austrii.
"Dobrze pan też wie, że tylko dwóch ludzi w Instytucie ma pojęcie o Żydach. Jednym z nich jestem ja, potem długo nic-i pan. Jeśli więc ktoś ma jechać do Wiednia, to tym kimś będzie właśnie pan. Nikt inny."*
Po takim postawieniu sprawy przez Jareckiego nasz główny bohater nie ma żadnego wyboru, musi zastąpić przełożonego. Nawet to, że boi się latać zdaje się nie mieć znaczenia, może przecież pojechać samochodem. Szczęśliwie udaje mu się dotrzeć do celu, jednak na miejscu szybko pakuje się w kłopoty. Zamiast spać grzecznie, jak przystało na osobę uczoną i spokojną, słysząc kobiecy krzyk dobiegający z pokoju obok w piżamie wychodzi na korytarz. Tam spotyka najprawdopodobniej, oceniając po jej stroju, przerażoną przedstawicielkę najstarszego zawodu świata. Antoni bez zahamowań wchodzi do pomieszczenia, z którego wybiegła kobieta i znajduje tam... trupa.
To książka, która nie pozwoli nam na nudę. Będziemy poirytowani zachowaniem organizatorów kongresu, zaciekawieni znajomością naszego bohatera z piękną Polką, ale też zasmuceni stereotypami, z jakimi będzie musiał się zmierzyć Topola. Autor nie byłby sobą, gdyby nie dorzucił sporej dawki ironii, ale też realizmu.
Z głównym bohaterem możemy się utożsamić, poczuć się jak on, ponieważ boryka się z problemami znanymi nam doskonale. Ma zarówno kłopoty finansowe, jak i rodzinne, jest w trakcie rozwodu. W pracy również nie czuje się komfortowo. Od lat zajmujący się judaizmem, przesiąknięty jest nim do granic możliwości. Miewa koszmary senne związane z pogromem Żydów, nie potrafi się od tego uwolnić. Może najwyższy czas na zmiany, i to radykalne? Może warto wreszcie pomyśleć o sobie?
Książka niezwykła. Wiarygodna i dopracowana. Przemyślana. Pisarz chciał, byśmy skupili się na opowiadanej historii. Byśmy nie tylko dobrze się bawili próbując rozwikłać tajemnicę, ale też zastanowili się, przystanęli na moment. Do samego końca nie wiadomo było, jak zakończy się ta przygoda. I czy nasz bohater przeżyje, ponieważ Kozera znany jest z radykalnych, ostrych cięć. Według mnie to doskonała propozycja literacka, obok której nie możemy przejść obojętnie. Naprawdę serdecznie polecam.
* fragment pochodzi z książki
"Co się zdarzyło w hotelu Gold" Grzegorz Kozera Wydawnictwo Dobra Literatura, premiera: 19.03.2014
KONKURS Z OKAZJI 100000 WEJŚĆ NA MÓJ BLOG :) DZIĘKUJĘ.
Nie dalej jak przedwczoraj "stuknęło mi" sto tysięcy wejść. Takie statystyki cieszą, naprawdę bardzo cieszą. Wcześniej mój blog aż tak popularny, ale dzięki mojej ciężkiej pracy zdobyłam wielu czytelników, którzy co prawda nie zawsze komentują, ale zaglądają, czytają moje opinie, sugerują się nimi. Często słyszę, że dzięki mnie ta czy inna osoba zaczęła czytać, zainteresowała się polecanym przeze mnie tytułem. Trafiam w gusta idealnie, pewnie nie zawsze i nie za każdym razem, ale wszystkich zadowolić nie sposób. Rozwijam się, piszę coraz lepiej, choć wiem, że do pisania profesjonalnych recenzji daleka jeszcze przede mną droga. Staram się jednak pracować nad sobą, słucham rad starszych i mądrzejszych ode mnie osób, choć początkowo słowa krytyki mocno mnie bolały. Nie powiem, że teraz nie obchodzą mnie wcale, szczególnie te uwagi złośliwe i niesprawiedliwe, ale wokół mnie jest tak wiele sympatycznych ludzi, iż ci sfrustrowani giną we własnych niespełnionych ambicjach, zdają się nie mieć znaczenia. Niech zajmą się własnym życiem, to na pewno im wyjdzie na zdrowie.
Teraz o współpracach recenzenckich. Zaczynałam mniej więcej półtora roku temu nawiązując pierwsze kontakty z wydawnictwami. Co prawda pierwszy blog zaczęłam pisać w październiku 2008 roku, ale nie był typowym blogiem książkowym. Często wspominałam na nim o lekturach, które wywarły na mnie ogromne wrażenie, ale nie korzystałam z książek do recenzji od wydawnictw. Początkowo opisywałam powieści z własnej biblioteczki, jak też z biblioteki miejskiej.
Bardzo szybko udało mi się nawiązać pierwsze współprace zarówno z wydawcami, jak i z portalami, czy też autorami. Dokładnie rok temu napisała do mnie Magdalena Witkiewicz i to ona po raz pierwszy zaproponowała mi czytanie książki jeszcze przed jej premierą. Prosiła mnie o szczerą opinię, a ja poczułam, że to moment ważny. Przełomowy. Od tamtej pory wiele razy doradzałam pisarkom, czasem wydawcom, uwielbiam czytać przed innymi dany tytuł. Czuję się wtedy wyjątkowo. Nie ukrywam tego, to dla mnie za każdym razem ogromne szczęście i wielki zaszczyt. Czytuję przed innymi książki kilku polskich pisarek, ale dwie z nich darzą mnie szczególnym zaufaniem. To wspomniana wcześniej Magdalena Witkiewicz i druga niezwykle popularna w ostatnim czasie autorka, Agnieszka Lingas-Łoniewska. Dziękuję :))) Naprawdę dziękuję :)))
Czego szukam w książkach?
Emocji. Tych namacalnych, które mogę poczuć, których mogę dotknąć niemalże, próbować zrozumieć. Które dają mi wiarę i nadzieję, utwierdzają w przekonaniu, że nie jestem skałą. Że mam serce. Wierzę w ludzi, w to, że nie wszyscy są źli, pozbawieni skrupułów i zahamowań. Książki traktuję jak dobrych znajomych. Szanuję je i przyjmuję najlepiej, jak potrafię. Zapraszam na dobrą kawę i kawałek serniczka. A Wy? Czego szukacie w książkach? Co Wam daje czytanie? To właśnie pytania konkursowe, zabawę zaczynam dzisiaj 19 marca, potrwa do 26 marca, do godziny 24:00. Oprócz odpowiedzi na to pytanie proszę o pozostawienie w komentarzu adresu e-mailowego, bym mogła się skontaktować ze zwycięzcami. Bardzo miło byłoby mi, gdybyście polubili mój blog, dodali do obserwowanych, jak też udostępniali link do tego konkursu. Im nas więcej, tym lepsza zabawa.
A teraz nagrody. Udało mi się zdobyć bardzo ciekawe książki, różnorodne w swej tematyce, by każdy mógł znaleźć tu coś dla siebie. Proszę w komentarzu wskazać, które chcielibyście otrzymać najbardziej. Do wygrania będzie jeden wybrany przez Was tytuł, sami zdecydujcie, o który walczycie.
I teraz podziękowania dla wydawców. Rok temu prosiłam wydawnictwa o książki na licytację dla wcześniaka, wiele z nich pozytywnie rozpatrzyło moją prośbę i przysłało mi powieści na ten szczytny cel. Tym razem też nie odmówiono mi pomocy.
Mogłam liczyć na wydawnictwo Replika: http://www.replika.eu/, które przeznaczyło dwa tytuły na konkurs:
"Uśpione marzenia" czytałam, moja recenzja tutaj: http://asymaka.blogspot.com/2014/01/uspione-marzenia-natalia-bieniek.html.
Replika to wydawnictwo, które powstało 12 lat temu. Ma do zaoferowania swoim czytelnikom książki różnego gatunku, a mianowicie: "historyczne, literaturę faktu, biografie, thrillery, poradniki, literaturę obyczajową oraz grozy. Wspiera również debiuty i organizuje konkursy literackie – z pewnością każdy znajdzie tu coś dla siebie."*
* fragment pochodzi ze strony wydawnictwa
Dla miłośników erotyki mam:
od wydawnictwa: http://www.wydawnictwofilia.pl/
To jedno z młodszych wydawnictw, za to w ostatnim czasie niezwykle popularnych. Wydają książki Magdaleny Witkiewicz, ale nie gardzą też dobrym kryminałem, jak "List z Powstania" Anny Klejzerowicz, czy "Słodkich snów, Anno" Joanny Opiat-Bojarskiej.
Od wydawnictwa Novae Res, które postawiło na Agnieszkę Lingas-Łoniewską już kilka lat temu otrzymałam dwie nowości:
"Zostało powołane do życia w sierpniu 2007 roku przez Wojciecha Gustowskiego i Krzysztofa Szymańskiego(...)
Wydawnictwo Novae Res zajmuje się publikacją, dystrybucją oraz promocją książek z zakresu beletrystyki i literatury popularnonaukowej.
Szczególnie otwarci jesteśmy na Autorów, którzy nie zaistnieli dotychczas na rynku wydawniczym, a ich dzieła mają ku temu odpowiedni potencjał."*
* informacje pochodzą ze strony: http://novaeres.pl/.
Nie odmówiło mi również wydawnictwo SOL:
recenzja "Anioła w kapeluszu": http://asymaka.blogspot.com/2014/01/anio-w-kapeluszu-monika-szwaja.html
i "Okna z widokiem": http://asymaka.blogspot.com/2013/07/okno-z-widokiem-magdalena-kordel.html.
Dobra Literatura przekazała na konkurs następujące tytuły:
Moja recenzja: http://asymaka.blogspot.com/2013/11/droga-do-tarvisio-grzegorz-kozera.html
Moja opinia: http://asymaka.blogspot.com/2013/08/przewrotnosc-dobra-jolanta-kwiatkowska.html
I ostatni sponsor nagród czyli Egmont.
Tym razem do wygrania będzie książka dla młodszego czytelnika, z serii o Basi i druga, dla młodzieży, pierwsza część serii "Pas Deltory".
Basia może będzie taka:
A może jakaś inna? Zobaczymy.
Tutaj moja recenzja pierwszej części Pana Deltory: http://asymaka.blogspot.com/2013/01/emily-rodda-puszcze-milczenia-pas.html.
Jeszcze jedno wydawnictwo postanowiło przeznaczyć książki na nagrody.
"Od 1993 roku Wydawnictwo nosi skróconą nazwę Wydawnictwo WAM.
Dziś WAM nie przypomina tego sprzed lat. Jest największą oficyną katolicką w Polsce. Publikuje ponad 200 nowości i wznawia około 150 tytułów rocz"nie. Oferuje książki naukowe, poradniki, literaturę piękną i dziecięcą. Posiada własną drukarnię, księgarnię internetową oraz sieć księgarń własnych (w Krakowie, Bielsku-Białej, Nowym Sączu, Opolu i Warszawie).
Wydawnictwo WAM jest największym wydawcą podręczników i materiałów pomocniczych do nauki religii. Wieloletnie doświadczenie w tej dziedzinie zaowocowało nowatorskimi opracowaniami katechizmów dla dzieci i młodzieży."*
Nie czytałam żadnej z tych książek, ale wydaje mi się, że zarówno ta historyczna, jak i obyczajowa mogą znaleźć odbiorców.
Teraz o współpracach recenzenckich. Zaczynałam mniej więcej półtora roku temu nawiązując pierwsze kontakty z wydawnictwami. Co prawda pierwszy blog zaczęłam pisać w październiku 2008 roku, ale nie był typowym blogiem książkowym. Często wspominałam na nim o lekturach, które wywarły na mnie ogromne wrażenie, ale nie korzystałam z książek do recenzji od wydawnictw. Początkowo opisywałam powieści z własnej biblioteczki, jak też z biblioteki miejskiej.
Bardzo szybko udało mi się nawiązać pierwsze współprace zarówno z wydawcami, jak i z portalami, czy też autorami. Dokładnie rok temu napisała do mnie Magdalena Witkiewicz i to ona po raz pierwszy zaproponowała mi czytanie książki jeszcze przed jej premierą. Prosiła mnie o szczerą opinię, a ja poczułam, że to moment ważny. Przełomowy. Od tamtej pory wiele razy doradzałam pisarkom, czasem wydawcom, uwielbiam czytać przed innymi dany tytuł. Czuję się wtedy wyjątkowo. Nie ukrywam tego, to dla mnie za każdym razem ogromne szczęście i wielki zaszczyt. Czytuję przed innymi książki kilku polskich pisarek, ale dwie z nich darzą mnie szczególnym zaufaniem. To wspomniana wcześniej Magdalena Witkiewicz i druga niezwykle popularna w ostatnim czasie autorka, Agnieszka Lingas-Łoniewska. Dziękuję :))) Naprawdę dziękuję :)))
Czego szukam w książkach?
Emocji. Tych namacalnych, które mogę poczuć, których mogę dotknąć niemalże, próbować zrozumieć. Które dają mi wiarę i nadzieję, utwierdzają w przekonaniu, że nie jestem skałą. Że mam serce. Wierzę w ludzi, w to, że nie wszyscy są źli, pozbawieni skrupułów i zahamowań. Książki traktuję jak dobrych znajomych. Szanuję je i przyjmuję najlepiej, jak potrafię. Zapraszam na dobrą kawę i kawałek serniczka. A Wy? Czego szukacie w książkach? Co Wam daje czytanie? To właśnie pytania konkursowe, zabawę zaczynam dzisiaj 19 marca, potrwa do 26 marca, do godziny 24:00. Oprócz odpowiedzi na to pytanie proszę o pozostawienie w komentarzu adresu e-mailowego, bym mogła się skontaktować ze zwycięzcami. Bardzo miło byłoby mi, gdybyście polubili mój blog, dodali do obserwowanych, jak też udostępniali link do tego konkursu. Im nas więcej, tym lepsza zabawa.
A teraz nagrody. Udało mi się zdobyć bardzo ciekawe książki, różnorodne w swej tematyce, by każdy mógł znaleźć tu coś dla siebie. Proszę w komentarzu wskazać, które chcielibyście otrzymać najbardziej. Do wygrania będzie jeden wybrany przez Was tytuł, sami zdecydujcie, o który walczycie.
I teraz podziękowania dla wydawców. Rok temu prosiłam wydawnictwa o książki na licytację dla wcześniaka, wiele z nich pozytywnie rozpatrzyło moją prośbę i przysłało mi powieści na ten szczytny cel. Tym razem też nie odmówiono mi pomocy.
Mogłam liczyć na wydawnictwo Replika: http://www.replika.eu/, które przeznaczyło dwa tytuły na konkurs:
"Uśpione marzenia" czytałam, moja recenzja tutaj: http://asymaka.blogspot.com/2014/01/uspione-marzenia-natalia-bieniek.html.
Replika to wydawnictwo, które powstało 12 lat temu. Ma do zaoferowania swoim czytelnikom książki różnego gatunku, a mianowicie: "historyczne, literaturę faktu, biografie, thrillery, poradniki, literaturę obyczajową oraz grozy. Wspiera również debiuty i organizuje konkursy literackie – z pewnością każdy znajdzie tu coś dla siebie."*
* fragment pochodzi ze strony wydawnictwa
Dla miłośników erotyki mam:
od wydawnictwa: http://www.wydawnictwofilia.pl/
To jedno z młodszych wydawnictw, za to w ostatnim czasie niezwykle popularnych. Wydają książki Magdaleny Witkiewicz, ale nie gardzą też dobrym kryminałem, jak "List z Powstania" Anny Klejzerowicz, czy "Słodkich snów, Anno" Joanny Opiat-Bojarskiej.
Od wydawnictwa Novae Res, które postawiło na Agnieszkę Lingas-Łoniewską już kilka lat temu otrzymałam dwie nowości:
"Zostało powołane do życia w sierpniu 2007 roku przez Wojciecha Gustowskiego i Krzysztofa Szymańskiego(...)
Wydawnictwo Novae Res zajmuje się publikacją, dystrybucją oraz promocją książek z zakresu beletrystyki i literatury popularnonaukowej.
Szczególnie otwarci jesteśmy na Autorów, którzy nie zaistnieli dotychczas na rynku wydawniczym, a ich dzieła mają ku temu odpowiedni potencjał."*
* informacje pochodzą ze strony: http://novaeres.pl/.
Nie odmówiło mi również wydawnictwo SOL:
"Wydawnictwo SOL – Monika Szwaja i Mariusz Krzyżanowski, Spółka Cywilna,
z siedzibą w Dużym Dole pod Grójcem, zarejestrowane w Dniu Dziecka 2007
(trzecim założycielem był Sławek Brudny, obecnie samodzielny wydawca)
– za swoje motto przyjęło sentencję z Satyriconu Petroniusza:
„Sol omnibus lucet”, czyli „słońce świeci wszystkim”.
Wydawcy mają nadzieję, że uda im się tę prawdę swoim Czytelnikom przekazać.
Generalną naszą zasadą jest wydawanie książek, które zapewnią Czytelnikom
inteligentną (to ważne!) rozrywkę, pozwalającą im na jakiś czas oderwać się
od problemów codzienności."*
z siedzibą w Dużym Dole pod Grójcem, zarejestrowane w Dniu Dziecka 2007
(trzecim założycielem był Sławek Brudny, obecnie samodzielny wydawca)
– za swoje motto przyjęło sentencję z Satyriconu Petroniusza:
„Sol omnibus lucet”, czyli „słońce świeci wszystkim”.
Wydawcy mają nadzieję, że uda im się tę prawdę swoim Czytelnikom przekazać.
Generalną naszą zasadą jest wydawanie książek, które zapewnią Czytelnikom
inteligentną (to ważne!) rozrywkę, pozwalającą im na jakiś czas oderwać się
od problemów codzienności."*
* informacja zaczerpnięta ze strony: http://wydawnictwosol.pl/
i "Okna z widokiem": http://asymaka.blogspot.com/2013/07/okno-z-widokiem-magdalena-kordel.html.
Dobra Literatura przekazała na konkurs następujące tytuły:
Moja recenzja: http://asymaka.blogspot.com/2013/11/droga-do-tarvisio-grzegorz-kozera.html
Moja opinia: http://asymaka.blogspot.com/2013/08/przewrotnosc-dobra-jolanta-kwiatkowska.html
"Wydawnictwo Dobra Literatura powstało
z połączenia pasji literackiej, wiernego umiłowania książek i potrzeby
odkrywania rzeczy ważnych. Działamy na rynku od 2010 roku.
Proponujemy mocną, wyrazistą prozę
opartą na faktach, ważne tematy przełamujące tabu, reportaże,
publicystykę popularnonaukową. Literaturę piękną, która urzeka
dojrzałością językową. Książki wywołujące burzę emocji, często popychające do działania, czasem wyciszające, ale zawsze dające do myślenia."*
*opis ze strony wydawnictwa: http://www.dobraliteratura.pl/Default.aspx
Tym razem do wygrania będzie książka dla młodszego czytelnika, z serii o Basi i druga, dla młodzieży, pierwsza część serii "Pas Deltory".
Basia może będzie taka:
A może jakaś inna? Zobaczymy.
Tutaj moja recenzja pierwszej części Pana Deltory: http://asymaka.blogspot.com/2013/01/emily-rodda-puszcze-milczenia-pas.html.
" Polska firma Egmontu powstała w 1990 roku.
Pierwszym produktem był komiks ze słynnym Kaczorem Donaldem.
Dziś po dwudziestu latach, jesteśmy największym w Polsce wydawcą książek i czasopism dla dzieci i młodzieży wydając ponad 40 tytułów prasowych i kilkaset książek rocznie, za które nierzadko otrzymujemy cenne nagrody i wyróżnienia."*
Dziś po dwudziestu latach, jesteśmy największym w Polsce wydawcą książek i czasopism dla dzieci i młodzieży wydając ponad 40 tytułów prasowych i kilkaset książek rocznie, za które nierzadko otrzymujemy cenne nagrody i wyróżnienia."*
* informacja ze strony: http://www.egmont.pl/.
Jeszcze jedno wydawnictwo postanowiło przeznaczyć książki na nagrody.
"Od 1993 roku Wydawnictwo nosi skróconą nazwę Wydawnictwo WAM.
Dziś WAM nie przypomina tego sprzed lat. Jest największą oficyną katolicką w Polsce. Publikuje ponad 200 nowości i wznawia około 150 tytułów rocz"nie. Oferuje książki naukowe, poradniki, literaturę piękną i dziecięcą. Posiada własną drukarnię, księgarnię internetową oraz sieć księgarń własnych (w Krakowie, Bielsku-Białej, Nowym Sączu, Opolu i Warszawie).
Wydawnictwo WAM jest największym wydawcą podręczników i materiałów pomocniczych do nauki religii. Wieloletnie doświadczenie w tej dziedzinie zaowocowało nowatorskimi opracowaniami katechizmów dla dzieci i młodzieży."*
*Tekst pochodzi ze strony wydawcy: http://www.wydawnictwowam.pl/ Takie dwie książki macie do wyboru:
Nie czytałam żadnej z tych książek, ale wydaje mi się, że zarówno ta historyczna, jak i obyczajowa mogą znaleźć odbiorców.
Dziękuję wszystkim wydawnictwom za ufundowanie nagród. Zapraszam do udziału w konkursie.
wtorek, 18 marca 2014
Panny roztropne Magdalena Witkiewicz
"Panny roztropne" to druga część przesympatycznego i niezwykle zabawnego "Milaczka", w nowej szacie graficznej. Jeszcze w tym roku pojawić ma się na rynku wydawniczym tom trzeci, dlatego postanowiłam nadrobić zaległości i poznać dalsze losy Mileny i jej najbliższych jak najszybciej. Teraz mogę nareszcie powiedzieć, że wszystkie książki napisane i wydane przez Magdalenę Witkiewicz czytałam. To jedyna pisarka, której nie tylko każdą powieść miałam przyjemność poznać, ale też w swojej ukochanej biblioteczce mam. Posiadam, stoją dumnie obok siebie na półeczce "Milaczek", "Panny roztropne", "Lilka i spółka", "Zamek z piasku", "Szkoła żon", "Pensjonat marzeń", "Ballada o ciotce Matyldzie" i powinnam dodać jeszcze "Opowieść niewiernej", ale ten tytuł pożyczyłam komuś i jeszcze do mnie nie wrócił.
"Panny roztropne" to po debiutanckim "Milaczku" kolejna ciekawa propozycja literacka autorki. Taka na jeden, góra dwa wieczory przy kominku, z gorącą herbatką i miękkim kocem. Czyta się ją bardzo szybko, jest wesoło, a wszystko, co się dzieje, idzie chyba nareszcie ku dobremu. Milena dalej na diecie, nie może zdecydować się, który mężczyzna lepiej całuje, za to bez wahania wynajmuje mieszkanie pod lasem, co odbije się właścicielowi czkawką. Jak to dobrze mieć sąsiada, który nie spuszcza oka z naszego lokum, oj, dobrze! Bo jak to, dom publiczny w takim miejscu! Do tego nie wolno dopuścić!
Aleksandra, dziewczyna, która postanawia mimo młodego jeszcze wieku przejść na emeryturę i przenieść się do Gdańska, nie ma pojęcia jak wielkiej zmianie ulegnie jej życie. Nasz kochany Milaczek również na nudę narzekać nie będzie. Ciocia Zofia z powodu braku zaufania do byłego narzeczonego Milenki, natknie się na niezbyt profesjonalnego dentystę i ktoś będzie musiał wybawić ją z opresji! Parys Antonio ze smakiem zajadać będzie lody, krówki, ale też Ferrero Rocher, a ja po raz kolejny przypomnę sobie piosenkę "Wind of Change" Scorpionsów. Uwielbiam te klimaty.
"Panny roztropne" to idealna książka dla czytelniczek, które nie boją się śmiać głośno i nie martwią się tym, że ta historia wciąga i interesuje z każdą stroną coraz bardziej. To komedia romantyczna w najlepszym wydaniu. Czy Milaczek odnajdzie wreszcie szczęście? A Bachor? Czy baterie okażą się skutecznym sposobem na znalezienie wielbiciela? I co ma do tego wszystkiego Harry Potter? Polecam całym sercem. Nie wiem, czy to możliwe, ale kontynuacja "Milaczka" wydaje mi się bić go na głowę! Jeżeli macie kilka wolnych chwil, to śmiało zabierajcie się za tę arcyzabawną lekturę. Na odprężenie, na poprawę humoru, na smutki wszelakie Witkiewicz jest idealnym lekiem! I to bez recepty i stania w kolejce.
A tak prezentować się będzie trzecia część:
Zjawiskowa okładka, prawda?
"Panny roztropne" to po debiutanckim "Milaczku" kolejna ciekawa propozycja literacka autorki. Taka na jeden, góra dwa wieczory przy kominku, z gorącą herbatką i miękkim kocem. Czyta się ją bardzo szybko, jest wesoło, a wszystko, co się dzieje, idzie chyba nareszcie ku dobremu. Milena dalej na diecie, nie może zdecydować się, który mężczyzna lepiej całuje, za to bez wahania wynajmuje mieszkanie pod lasem, co odbije się właścicielowi czkawką. Jak to dobrze mieć sąsiada, który nie spuszcza oka z naszego lokum, oj, dobrze! Bo jak to, dom publiczny w takim miejscu! Do tego nie wolno dopuścić!
Aleksandra, dziewczyna, która postanawia mimo młodego jeszcze wieku przejść na emeryturę i przenieść się do Gdańska, nie ma pojęcia jak wielkiej zmianie ulegnie jej życie. Nasz kochany Milaczek również na nudę narzekać nie będzie. Ciocia Zofia z powodu braku zaufania do byłego narzeczonego Milenki, natknie się na niezbyt profesjonalnego dentystę i ktoś będzie musiał wybawić ją z opresji! Parys Antonio ze smakiem zajadać będzie lody, krówki, ale też Ferrero Rocher, a ja po raz kolejny przypomnę sobie piosenkę "Wind of Change" Scorpionsów. Uwielbiam te klimaty.
"Panny roztropne" to idealna książka dla czytelniczek, które nie boją się śmiać głośno i nie martwią się tym, że ta historia wciąga i interesuje z każdą stroną coraz bardziej. To komedia romantyczna w najlepszym wydaniu. Czy Milaczek odnajdzie wreszcie szczęście? A Bachor? Czy baterie okażą się skutecznym sposobem na znalezienie wielbiciela? I co ma do tego wszystkiego Harry Potter? Polecam całym sercem. Nie wiem, czy to możliwe, ale kontynuacja "Milaczka" wydaje mi się bić go na głowę! Jeżeli macie kilka wolnych chwil, to śmiało zabierajcie się za tę arcyzabawną lekturę. Na odprężenie, na poprawę humoru, na smutki wszelakie Witkiewicz jest idealnym lekiem! I to bez recepty i stania w kolejce.
A tak prezentować się będzie trzecia część:
Zjawiskowa okładka, prawda?
poniedziałek, 17 marca 2014
"Nieszpory" Agnieszka Drotkiewicz recenzja premiera: 27.03.2014
Agnieszka Drotkiewicz zadebiutowała wcześnie, a mianowicie w wieku 22 lat. Jej pierwsza powieść nosi tytuł "Paris London Dachau". "Nieszpory", czwarta książka autorki, to ciekawa, choć niełatwa historia o spełnionej miłości. Największą uwagę przykuwa chyba Joanna, fascynuje jej walka wewnętrzna, szamotanina. Jest typową przedstawicielką naszego pokolenia, wiecznie w biegu, cierpi na chroniczny brak czasu, jest zestresowana i nerwowa. Zapomina o tym, co powinno być dla niej ważne. Najistotniejsze. Nie dziwi więc fakt, że ulega znanemu niejednej osobie syndromowi wypalenia. Pustka, jaka zdaje się ją otaczać, próba zapanowania nad własnym życiem, które wymknęło się spod jej kontroli to zjawisko niezwykle interesujące i aktualne. Matka naszej bohaterki wie, że miłość to coś, o co trzeba dbać i co należy pielęgnować. Kocha Romana, malarza. Spotkamy tu jeszcze Helenę, z całą jej tęsknotą za Miastem Świateł, w wieku dojrzałym, potrzebującą kogoś bliskiego, samotną. Jedni są szczęśliwi, inni po omacku próbują znaleźć swoją drogę, starają się dogonić marzenia albo zmienić plany. Pokładają nadzieję w czymś innym.
To książka niezwykła, o ogromnym ładunku emocjonalnym, otwierająca nam oczy na wiele spraw. Za wszelką cenę próbujemy zrozumieć jej bohaterów, trzymamy za nich kciuki, chcemy, by Joanna dostrzegła w czym tkwi jej siła, by podźwignęła się, by oczyściła organizm i zaczęła na nowo budować alfabet, literka po literce. Kibicujemy każdej z tych postaci na swój sposób, zależy nam na tym, by odnalazły własny sens i cel, bo każdy człowiek jest inny i co innego przynosi mu radość, spełnienie. Ukojenie. Spokój.
Ciekawe przemyślenia, całkowicie odmienne relacje międzyludzkie, refleksje, uczucia, priorytety, pozory i schematy, którym ulegamy czasem zbyt łatwo, widzimy siebie jako zupełnie innych, niż jesteśmy w rzeczywistości. Czy warto przyjrzeć się samym sobie z dystansem, z boku? Z drugiej strony? Co wtedy dostrzeżemy? Czy czegoś się nauczymy? Poszukajmy odpowiedzi na te i inne pytania. W tej właśnie książce. Niepozorna, niewielkich rozmiarów, idealna na jeden wieczór, choć wracać możemy do niej wielokrotnie, by odkrywać co rusz coś nowego, co wcześniej pominęliśmy, zlekceważyliśmy być może. Niby cieniutka, a zawiera tak dużo treści. Ważnych słów. Polecam jak najbardziej.
"...wydaje mi się, że każde ubranie ma swoją podszewkę. Tak, jestem słaba, podatna na uzależnienia, marzenia, złudzenia. Tak, tworzyłam swój charakter z tego, co wszyscy-z filmów, książek i gazet. Ten charakter dał mi jakąś pozycję w społeczeństwie i pozwolił zarobić na szminki Heleny Rubinstein i takie tam. Tak, jestem trochę wdzięczna. Ale wypalił mi także część wnętrzności, teraz to czuję. Charakter to drąg, którego się chwytałam, żeby się podciągnąć. Ale potrafił on także żyć swoim życiem. I tłuc mnie po nerkach. A nerki, jak wiadomo, są ważne dla organizmu człowieka, kiedy szwankują, nie ma jak pozbywać się toksyn."*
* fragment pochodzi z książki
"Nieszpory" Agnieszka Drotkiewicz, Wydawnictwo Literackie, premiera: 27.03.2014
To książka niezwykła, o ogromnym ładunku emocjonalnym, otwierająca nam oczy na wiele spraw. Za wszelką cenę próbujemy zrozumieć jej bohaterów, trzymamy za nich kciuki, chcemy, by Joanna dostrzegła w czym tkwi jej siła, by podźwignęła się, by oczyściła organizm i zaczęła na nowo budować alfabet, literka po literce. Kibicujemy każdej z tych postaci na swój sposób, zależy nam na tym, by odnalazły własny sens i cel, bo każdy człowiek jest inny i co innego przynosi mu radość, spełnienie. Ukojenie. Spokój.
Ciekawe przemyślenia, całkowicie odmienne relacje międzyludzkie, refleksje, uczucia, priorytety, pozory i schematy, którym ulegamy czasem zbyt łatwo, widzimy siebie jako zupełnie innych, niż jesteśmy w rzeczywistości. Czy warto przyjrzeć się samym sobie z dystansem, z boku? Z drugiej strony? Co wtedy dostrzeżemy? Czy czegoś się nauczymy? Poszukajmy odpowiedzi na te i inne pytania. W tej właśnie książce. Niepozorna, niewielkich rozmiarów, idealna na jeden wieczór, choć wracać możemy do niej wielokrotnie, by odkrywać co rusz coś nowego, co wcześniej pominęliśmy, zlekceważyliśmy być może. Niby cieniutka, a zawiera tak dużo treści. Ważnych słów. Polecam jak najbardziej.
"...wydaje mi się, że każde ubranie ma swoją podszewkę. Tak, jestem słaba, podatna na uzależnienia, marzenia, złudzenia. Tak, tworzyłam swój charakter z tego, co wszyscy-z filmów, książek i gazet. Ten charakter dał mi jakąś pozycję w społeczeństwie i pozwolił zarobić na szminki Heleny Rubinstein i takie tam. Tak, jestem trochę wdzięczna. Ale wypalił mi także część wnętrzności, teraz to czuję. Charakter to drąg, którego się chwytałam, żeby się podciągnąć. Ale potrafił on także żyć swoim życiem. I tłuc mnie po nerkach. A nerki, jak wiadomo, są ważne dla organizmu człowieka, kiedy szwankują, nie ma jak pozbywać się toksyn."*
* fragment pochodzi z książki
"Nieszpory" Agnieszka Drotkiewicz, Wydawnictwo Literackie, premiera: 27.03.2014
Subskrybuj:
Posty (Atom)





.jpg)























