poniedziałek, 19 sierpnia 2013

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA „Łatwopalni” Agnieszka Lingas- Łoniewska



„Łatwopalni” Agnieszka Lingas –Łoniewska RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

NAJTRUDNIEJ JEST WYBACZYĆ SAMEMU SOBIE

„Bo nie jest sztuką żyć na granicy, obarczać siebie i wszystkich dookoła winą, szukać zapomnienia w alkoholu, ryzykować, tropić własną przeszłość i rozpamiętywać ją wciąż i wciąż, bez końca. To każdy potrafi, bo to jest takie proste, idziesz za swoimi emocjami i dajesz im sobą zawładnąć. Ale sztuką jest po prostu… żyć. W równowadze. Żyć tak, aby nie patrzeć w przeszłość z nienawiścią. Aby dostrzec w niej wszystko to, co było dobre i piękne. Żyć tak, aby uświadomić sobie wszystkie błędy, które się popełniło i starać się już więcej nie iść tą błędną drogą.”*

„Łatwopalni” to historia, w której poznajemy Jarka, mężczyznę, jakiego pragnie każda kobieta: przystojnego, wykształconego, inteligentnego, jednak żyjącego przeszłością. Nie potrafi on się uporać z tym, co go spotkało, co mu się przydarzyło. Bolesne przeżycia nie pozwalają mu żyć normalnie, na jego twarzy nie pojawia się uśmiech. Mężczyzna stale zmienia miejsce pobytu, zamieszkania, pracy. Niczego nie czuje, nigdzie nie zagrzewa miejsca, aż do momentu, w którym spotyka JĄ.

Ona to Monika, kobieta mająca masę swoich własnych problemów, sekretów, demonów przeszłości. Czy tych dwoje ma szansę na spokojny związek, na prawdziwe uczucie, na życie szczęśliwe, z dala od tego, co było? Czy uda im się zostawić to, co minęło daleko za sobą, uporać się z tym, czego nie mogą już zmienić?

Autorka porusza tu masę problemów, które przydarzają się ludziom od wieków, które mogą dotyczyć każdego z nas. Uczula nas na to, co ważne, istotne, wskazuje drogę, którą warto kroczyć, byśmy byli szczęśliwi, zadowoleni, kochani. W sobie tylko znany sposób umiejętnie przeprowadza nas przez tę opowieść, odsłaniając sekrety i tajemnice, nie tylko naszej dwójki bohaterów. Jest tu i subtelna namiętność, rozpalająca zmysły i pobudzająca wyobraźnię, a wszystko idealnie skrojone i doskonale uszyte na miarę naprawdę niebanalnej, arcyciekawej historii.

Mamy tu do czynienia z wieloma fascynującymi, pełnymi emocji sytuacjami, pisarka nie pozwala nam złapać tchu, spokojnie przejść z jednego elementu fabuły, w kolejny. Wciąż dzieje się coś godnego uwagi, wywołującego silne uczucia w nas, czytelnikach. Agnieszka Lingas - Łoniewska umiejętnie operuje akcją, jej postaci są wyraziste, prawdziwe, postępują  w sposób nieoczekiwany. Naprawdę nie można przewidzieć, co za chwilę się wydarzy, a już zakończenie… Jest niebywale zaskakujące i  podobało mi się szczególnie.

Nie jest to książka, o której możemy szybko zapomnieć, odłożyć ją na półkę i nie myśleć o niej. Wzbudzi w nas wiele uśpionych emocji, może wspomnień? Pomoże zrozumieć, poukładać sobie wszystko, wyjaśni i wytłumaczy wiele tajemniczych zachowań. Może i my postanowimy za jej sprawą naprawić błędy przeszłości, odezwiemy się do kogoś, z kim mamy niewyjaśnione sprawy, a może sami sobie mamy coś do zarzucenia, do naprawienia, do wybaczenia?
Najtrudniej jest wybaczyć samemu sobie, ale na pewno warto próbować, bo życie jest tylko jedno i lepiej być szczęśliwym, niż samotnym…

Dla miłośników Dolnego Śląska będzie to naprawdę nie lada kąsek, ponieważ autorka to tam umiejscowiła akcję powieści. Mamy tu i Wrocław, i Wałbrzych, i Zamek Grodno, jest Palmiarnia w Lubiechowie i wiele innych ciekawych miejsc. Podobały mi się też piosenki, przy jakich tworzona była ta książka, jest tu moja ulubiona wokalistka, Anita Lipnicka i jej „Mosty”.

Agnieszka Lingas – Łoniewska w swojej najnowszej powieści pokazuje nam, jak trudna i bolesna może być miłość, jak skomplikowane bywają relacje międzyludzkie, jak ludzie potrafią sami sobie utrudniać życie, jak się nie rozumieją, nie rozmawiają ze sobą, nie radzą sobie z emocjami, ze wspomnieniami. Żal i złość, pretensje do samych siebie, nieumiejętność wybaczenia samym sobie, to wszystko możemy znaleźć w tej powieści. Nie będzie to lektura prosta, łatwa i przyjemna, ale dająca do myślenia, powodująca zadumę, zmuszająca do refleksji.

Ciężko jest zrozumieć, jak ktoś, kto kocha, może nas tak bardzo zranić, spowodować, że wszystko traci sens, że może zawieść nasze zaufanie, zniszczyć to, co razem tworzyliśmy z mozołem i trudem. Niestety, gdybyśmy nie kochali, strata nie bolałaby nas tak mocno, nie czulibyśmy się aż tak bardzo zranieni, skrzywdzeni, sponiewierani.
Polecam całym sercem.


*cytat pochodzi z książki

„Łatwopalni” Agnieszka Lingas- Łoniewska, Wydawnictwo Filia, premiera 25 września 2013
Dzień przed premierą, 22 września 2013 roku Agnieszka Lingas - Łoniewska będzie podpisywać książkę na targach w Katowicach, na stoisku portalu Granice.pl .

Za możliwość poznania "Łatwopalnych" bardzo dziękuję autorce i wydawnictwu Filia. 

niedziela, 18 sierpnia 2013

Bransoletka. Ewa Nowak. RECENZJA PRZEDPREMIEROWA.

Bardzo lubię czytać książki przeznaczone dla młodzieży, ponieważ dzięki temu zaczynam lepiej rozumieć moją dorastającą córkę, widzę świat jej oczami, jej problemy stają się o wiele bardziej poważne i istotne, bliższe mi, niż wcześniej mogłoby się wydawać.
Ewa Nowak to osoba, której powieści czytuję z wielką chęcią, mam za sobą już kilka tytułów, takich jak: "Drzazga", "Lisia", "Drugi" i wiele innych. Za każdym razem zazdroszczę współczesnym nastolatkom, że mogą czytać o swoich kłopotach, utożsamiać się z bohaterkami historii opowiadanych przez pisarkę, że niejednokrotnie daje im to siłę, pomaga przetrwać. Nie są pozostawione same sobie, w tym trudnym dla nich okresie buntu, zmian w dziecka w kobietę, autorka uczy je wielu wartości, wprowadza w nieznany świat, pozwala, by zaczęły mówić o tym, co czują, co myślą, by mogły zrozumieć swoje zachowanie i samą siebie.

Czy człowiek zawsze jest taki, jakim my go widzimy?

Poznajemy piętnastoletnią Weronikę, która nie potrafi dogadać się z ojcem, z bratem, nawet z własnym psem. Mama dziewczyny niby jej słucha, ale nie słyszy tego, co mówi jej córka. Nastolatka wprowadza nas do swojego świata szybko i lekko, wiele dowiadujemy się o  jej przyjaciółce Magdzie, z którą również nie potrafi się porozumieć w ostatnim czasie, jest też pewien Łukasz z innej klasy. To za jego sprawą nasza bohaterka wyjeżdża na warsztaty teatralne w okresie ferii zimowych. Czy dzięki tym zajęciom coś zmieni się w jej życiu? Może kogoś pozna, coś zrozumie? Czy to pozwoli jej nawiązać zdrowe relacje, spojrzeć na siebie z dystansem, bez emocji? Czy dostrzeże to, co ważne, najważniejsze? I co ma do tego tytułowa bransoletka?
Pierwsza miłość, skomplikowane relacje z rodzicami i rodzeństwem to nieunikniona kolej rzeczy, coś, co trzeba po prostu przeżyć. Jednym przychodzi to łatwiej, innym trudniej, jedni buntują się, inni niczym nie przejmują. Czasem wchodząca w życie młoda osoba mało ważne sprawy zaczyna postrzegać jako to, co może wszystko zmienić, jako coś, od czego zależy całe jej jestestwo, drobna na pozór błahostka urasta do rangi tragedii,  z którą nie potrafi sobie poradzić samodzielnie. Dobrze mieć wtedy przy sobie kogoś, kto wskaże drogę, wyprowadzi na prostą, spojrzy obiektywnie.
Dlaczego tak szybko i łatwo osądzamy innych? Coś, co widzimy na własne oczy, co zdaje nam się mówić wszystko o kimś, kogo w ogóle nie znamy, kogo widzimy po raz pierwszy daje nam prawo do wyciągania często zbyt naiwnych i prędkich opinii? Jak można pod wpływem jednej sytuacji oceniać człowieka, o którym tak naprawdę nic nie wiemy?
Pisarka porusza w tej książce wiele istotnych problemów, pokazuje nam, jak trudne bywają niektóre relacje i z jakimi kłopotami borykają się często nastolatki. Niezwykle wnikliwie i bardzo ciekawie opowiada nam o świecie dojrzewających, dopiero wchodzących w dorosłe życie młodych ludzi. Jest doskonałą obserwatorką tych dużych dzieci, wie, jak z nimi rozmawiać, jakim językiem pisać, by był on wiarygodny. Idealnie orientuje się w czytanych przez młodzież lekturach, dzięki czemu jest jeszcze bardziej przekonująca w tej roli. Polecam i stwierdzam jednoznacznie, że takie książki są niebywale potrzebne, dzięki nim młody człowiek może wiele zrozumieć, dużo więcej da taka lektura, niż krzyki, awantury, bicie, kary, bo nie ma tu przymusu, jest spokój, a wnioski czytelnik wyciąga sam, samodzielnie czyta, rozumie, zastanawia się, uczy i zmierza do tego, co powinno mieć dla niego największą wartość.

"Bransoletka" Ewa Nowak, Wydawnictwo Literackie, premiera 11.09

W okolicach dnia premiery zapraszam na mój blog, będę miała do wygrania dwa egzemplarze książki i bransoletkę ze zdjęcia powyżej, być może uda mi się również przeprowadzić wywiad z pisarką?





"Ballada Lili K" Blandine Le Callet


Co to jest za książka! W życiu bym się nie spodziewała czegoś takiego!!!
Z okładki zerka na nas biedna, smutna dziewczyna, a opis sugeruje traumatyczne przeżycia z dzieciństwa, ale nie ma ani słowa o tym, że wszystko to dzieje się w przyszłości. Mamy rok 2100, tak mniej więcej, ponieważ nasza Lili i wspomina, i opowiada o tym, co dzieje się teraz w jej życiu.
Autorka urodziła się w roku 1969, ukończyła studia w Lyonie, jak dowiadujemy się z okładki książki, od 10 roku życia marzyła o tym, by zostać pisarką, jak widać udało się jej to pragnienie spełnić. Pierwszy tytuł opublikowany w 2006 r. to "Tort weselny". Obecnie autorka jest mężatką, ma trójkę dzieci, tak jak ja, mieszka koło Paryża.
Czytamy o tytułowej Lili, małej dziewczynce, która zostaje brutalnie rozdzielona z ukochaną matką. Przebywa teraz w Centrum, miejscu dla ludzi nieprzystosowanych, gdzie dochodzi do siebie dzięki pomocy pewnego lekarza, a później jego następcy. Marzy tylko o tym, by znowu być z rodzicielką i przypomnieć sobie to, co się działo w jej życiu "przed Centrum", niestety niewiele pamięta i nie jest to takie proste, jakby chciała... Wreszcie wychodzi na wolność, choć boi się ludzi, tłumów i skupisk ludzkich. Jest bardzo dzielna i szczerze ją podziwiam, że tak wspaniale radzi sobie w społeczeństwie.
"Ballada Lili K." opowiada w gruncie rzeczy o miłości, wielkiej, bezsprzecznej miłości dziecka do rodzica, której nie potrafią zniszczyć bezduszni pracownicy Centrum, której nic nie jest w stanie zachwiać ani zburzyć. Odkrywamy z każdą kolejną stroną tej niesamowicie ciekawej, tajemniczej historii prawdę, krok po kroku dowiadujemy się, jakie było dzieciństwo Lili i stosunek jej matki do niej samej. Czy kochała swoje dziecko, czy świadomie robiła mu krzywdę? Czy coś takiego można wybaczyć, czy istnieją jakieś okoliczności łagodzące?
Trudna to lektura, ponieważ miejscami niezwykle traumatyczne, dramatyczne opisy, pobudzają naszą wyobraźnię, zmuszają do tego, by myśleć i czuć się jak ta maleńka, niewinna istotka, biedna, brudna, zjadająca zawartość puszki przeznaczonej dla kota i oblizująca się ze smakiem po tym "posiłku"... i do tego mieszkająca w garderobie... miejscu ciemnym, ciasnym... a jednak to jej ukochany dom, jej ukochana matka... czy można to zrozumieć???
I na dodatek to wszystko nie dzieje się w naszych czasach, tylko w przyszłości... wszystko jest tam inne, nowe, nieznane nam...
I wyobraźcie sobie coś jeszcze, to, że w tych przyszłych czasach książka, prawdziwa, papierowa jej forma to ... przeżytek, tak!!! Na koniec ciekawy fragment dotyczący książki właśnie, taki tekst dotyczący środków ostrożności, jakie należy zachować przy dotykaniu papierowej lektury:
"Zadrukowany papier może zawierać substancje toksyczne  i mikroorganizmy, które u osób wrażliwych mogą wywołać reakcje alergiczne, w tym zmiany chorobowe na skórze i zaburzenia oddychania. Zachować ostrożność. Nie zostawiać w zasięgu dzieci..."
 
I co o tym myślicie??? Czy kiedyś naprawdę tak będzie... ?




Wyniki czyli kto wygrał Niespodziewanego trupa Małgorzaty Kursy.

Zgłoszeń było trzynaście, wiele rozbawiło mnie i przyznaję, że dla mnie byłaby to ciężka sprawa, wybrać jedną osobę. Jak to jednak zazwyczaj u mnie bywa zwycięzcę wyłoniła sama autorka, anonimowo wybierając najzabawniejszą, a może najciekawszą odpowiedź. Bardzo ucieszyła się, że ta akurat osoba chciałaby zostać jej synową, choć byłby z tym chyba większy problem, gdyż pani Kursa nie posiada syna :)

Wygrywa zatem Monika:
Pokochałam Panią Małgorzatę Kursę!!! Miłością bezwzględną! Jeśli jest jakaś szansa, by została moją teściową, jestem do wzięcia;)
Nie znam twórczości Pani Małgorzaty i pojęcia nie mam, dlaczego! A dlaczego chciałabym poznać? Zacznę od po drugie: wychowana na Agacie Christie, uwielbiam lekkie kryminały. A po pierwsze: coś mi się wydaje, że mamy taki sam poziom/gatunek/rasę poczucia humoru:) A uwielbiam książki sprawiające wrażenie, że nie napisałabym inaczej!


Wszystkim dziękuję za udział, przypominam, że do dzisiejszego wieczora, do 24:00  można brać udział w  konkursie z Kasią Bulicz - Kasprzak, do wygrania jej książka, która miała premierę 14 sierpnia czyli "Nalewka zapomnienia...":  http://asymaka.blogspot.com/2013/08/wywiad-z-kasia-bulicz-lasprzak-i.html
Monika wygrywa
Za pomoc dziękuję Pani Małgosi Kursie, jak też wydawnictwu Prozami. 


sobota, 17 sierpnia 2013

"Żona tygrysa" Tea Obreht


Zanim zaczęłam czytać tę książkę nie miałam pojęcia, co mnie czeka. Byłam pewna tylko tego, że musi być niezwykła, skoro autorka pomimo młodego wieku jest porównywana do "Wielkich" literatury.
Przenosiłam się w świat młodej lekarki niebywale szybko i zaskakująco lekko. Po prostu nie byłam obecna we własnym domu, pełnym moich cudownych dzieci, lecz powróciłam za sprawą tej utalentowanej pisarki
do swojej podróży po Chorwacji, którą odbyłam wraz z moim mężem nie dalej jak dwa miesiące temu. Miała być to wycieczka pełna słońca, spokoju, wypoczynku, a zapamiętałam z niej przede wszystkim budynki z wielkimi dziurami po kulach, zniszczone pożarem ogromne przestrzenie i opuszczone domy, popadające w ruinę.
Mam przed oczami też obraz bardziej optymistyczny, ciekawe doznania smakowe po rakii, w lodówce słoiczki z pysznym ajvarem, dżem z fig z orzechami, piękne  muszelki. Nie zapomnę również widoku oleandrów, są prześliczne, a historia o ich trujących właściwościach  występuje  i w tej książce, dotyczy dziadka naszej bohaterki. 
Wiedziałam zatem o czym pisze autorka, co próbuje nam nakreślić słowami, z czym nas chce zapoznać, widziałam to wszystko oczami wyobraźni, rozumiałam poniekąd temat wojny i jej następstwa. Jednego jednak kompletnie nie mogę zrozumieć, jak mogą tam być po tylu latach tereny zaminowane? Ostrzeżenia o minach widziałam na własne oczy!

Tea Obreht opowiada nam historię swego dziadka, pełną tajemniczych, nie do końca zrozumiałych zdarzeń, uwielbiającego od dzieciństwa "Księgę dżungli", ale wplata też wątki baśniowe, mamy tu tygrysa, prawie Shere Khana, i jego tytułową żonę, których łączy pewnego rodzaju więź, trudna do zrozumienia dla mieszkańców małej wioski. Jest też temat śmierci, głęboko osadzony w realiach wojny domowej, ale nie tylko. Nawet teraz, po skończeniu tej książki mam w sobie jej magnetyczną, nierealną wręcz, potrzebę spojrzenia za siebie, czy tuż obok nie czai się na wpół dziki tygrys, czy zagadkowy nieśmiertelnik...
"W ziemi wciąż są miny przeciwpiechotne, nawet tam, wysoko w górach, gdzie była kiedyś wioska. Większość rozbrojono, ale o tych, które zostały dowiadujemy się, kiedy ktoś na nie nadepnie. Pasterz, albo chłop, albo jakieś dziecko, które biegło na skróty. Niechętnie się o tym mówi."
"Człowiek dorosły umiera w lęku(...) Bierze od ciebie wszystko, czego potrzebuje, a ty jako lekarz musisz mu to zapewnić, bo na tym polega twoja praca, musisz dodawać mu otuchy, trzymać za rękę. Ale dzieci umierają tak, jak żyły - pełne nadziei. Nie wiedzą, co się dzieje, niczego się nie spodziewają, nie proszą cię, byś je trzymała za rękę i ostatecznie to ty potrzebujesz, by wzięły za rękę ciebie. Z dziećmi jesteś zdana tylko na siebie. Rozumiesz?"*

*fragmenty pochodzą z książki
Za możliwość przeniesienia się w ten mocno nierealny świat "Żony tygrysa" dziękuję pięknie pani Oli i wydawnictwu Drzewo Babel!

Recenzja pochodzi z mojego bloga, z 22 listopada 2012 r. KLIK
Zdjęcia są robione przeze mnie, z mojej wycieczki do Chorwacji. 

piątek, 16 sierpnia 2013

Dziewczynka w zielonym sweterku. W CIEMNOŚCI. Krystyna Chiger Daniel Paisner

Czternaście miesięcy we lwowskich kanałach oczami dziecka.


"Jestem ostatnią żyjącą z naszej grupy ocalonych, uważam, że mam obowiązek opowiedzieć, co się z nami działo. Jeśli nie ja, to kto? Jeśli ja tego nie upamiętnię, kto to zrobi? Jeśli historia naszego przetrwania w kanałach odejdzie nieopowiedziana wraz ze mną, przyszłe generacje mogą uwierzyć, że Holokaust nigdy się nie wydarzył, był mitem, wymysłem."*
To tematyka, która zajmuje w moim sercu szczególne miejsce, historie tragiczne, traumatyczne przejścia napisane przez samo życie zawsze będą o wiele bardziej ciekawe niż wydarzenia nieprawdziwe, wymyślone. Warto pamiętać, o tych wszystkich, którzy żyli odważnie, bohatersko, umierali zbyt młodo, przedwcześnie, zupełnie bez sensu... Im więcej o tym czytam, tym bardziej nie mogę pojąć, ogarnąć tego, co się zdarzyło, jak mogło do tego dojść?

"Pamięć to zabawna rzecz. Taka sprytna gierka, którą toczymy sami ze sobą, by podtrzymać związek z tym, kim byliśmy, co myśleliśmy, jak żyliśmy. Poprzerywana jak sen, powraca w okruchach i fragmentach. Jest odpowiedzią na zapominanie."*

Krystyna Chiger opowiada o swoim życiu, o tym, co zapamiętała mała Krzysia z okresu: przed wojną, w czasie wojny i po wojnie. Wcześniej byli normalną rodziną, dobrze sytuowaną, niczego im nie brakowało. Krzysia miała piękne ubranka, zabawki, nic nie martwiło jej i nie smuciło. W późniejszym okresie musiała opiekować się młodszym braciszkiem, ukrywać się wraz z nim  w ciasnych miejscach i czekać na powrót rodziców, choć pewności, co do tego powrotu nigdy nie miała. Zbyt wielki to był ciężar dla dziecka, przerażonego, zagubionego małego człowieka, który powinien mieć zapewnione bezpieczeństwo, powinien w spokoju, miłości i zrozumieniu dorastać, nie bać się każdego dnia o życie swoje, młodszego brata i całej swojej rodziny. Mała dziewczynka nie powinna widzieć śmierci, być tuż obok, gdy inni umierali, nie powinna cierpieć głodu, zimna i na pewno nie powinna ukrywać się w nieludzkich warunkach, wśród szczurów, bez dostępu do powietrza i wody, chyba, że nie było innego wyjścia, a nie było niestety. To prawdziwe bohaterstwo, że udało im się przeżyć w kanałach, przetrwać tam 14 miesięcy, dla nas to nie do wyobrażenia, prawda??? A jednak to nie tylko książka, to nie tylko film znany ("W ciemności"), to prawdziwe życie, to wszystko działo się we lwowskich kanałach.
Czytałam wcześniej relację ojca Krystyny Chiger, ciekawym doświadczeniem było skonfrontowanie tego, co on zapamiętał, z tym, co ona dostrzegła i co rozumiała. Była dzieckiem niezwykle mądrym i inteligentnym, spostrzegawczym i pomocnym w wielu sytuacjach. Nie skarżyła się i naprawdę dobrze znosiła całą tę trudną walkę o przetrwanie, miała wybujałą wyobraźnię i wciągała w ciche zabawy też braciszka.
Dziewczynka w zielonym sweterku była jedną z jedenastu ocalonych przez kanalarzy lwowskich Żydów, którzy uciekli z getta, dosłownie w ostatniej chwili, gdy było już ono likwidowane. Plan ucieczki przygotowywany był już od jakiegoś czasu, ale gdyby nie pomoc Poldka Sochy i jego kolegów, nigdy nie przeżyliby tak długo w takim miejscu. To oni dostarczali im pożywienie, dbali i opiekowali się nimi, codziennie przychodzili. Najbardziej przywiązany do ocalałych był jednak Socha, szczególnie polubił mamę Krzysi, o jej rodzinie mówił " Kania z pisklętami", nie bacząc na zagrożenie, z narażeniem własnego życia starał się chronić ich.
Książka pokazuje, że warto mieć nadzieję, że mimo traumatycznych wydarzeń, mimo tego, że ludzie zachowywali się czasem jak krwiożercze zwierzęta, byli i tacy, którym należy się szacunek i pamięć. Sięgnijcie po ten tytuł, bo naprawdę warto.
Obok Dziennika Anny Frank, "Dziewczynki w czerwonym płaszczyku" Romy Ligockiej,  jedna z najlepszych powieści, jaką napisało samo życie. Polecam całym sercem. 
 Moja recenzja książki Ignacego Chigera "Świat w mroku" jest tutaj: http://asymaka.blogspot.com/2013/02/swiat-w-mroku-pamietnik-ojca.html. Zapraszam.
* fragmenty pochodzą z książki
Dziewczynka w zielonym sweterku. W CIEMNOŚCI. Krystyna Chiger Daniel Paisner, Wydawnictwo Naukowe PWN, 2011









środa, 14 sierpnia 2013

"Kadisz dla Ruth" Kurt Witzenbacher

Chciałabym tym razem zapoznać Was z książką niezwykłą, opowiadającą o przyjaźni małego niemieckiego chłopca z żydowską dziewczynką. Akcja toczy się na terenie Niemiec przed II wojną światową, czasy są więc niebezpieczne, podobnie jak ta niecodzienna znajomość. Z dnia na dzień staje się coraz bardziej jasne to, co czeka Żydów mieszkających w tym miejscu, widać nieprzychylność najbliższych sąsiadów, słychać wyzwiska typu "śmieci" w stosunku do rodzin żydowskich, szerzy się antysemityzm. 
Ta dwójka dzieci nie może bawić się przed domem, ale świetnie się czuje w swoim towarzystwie i na szczęście może liczyć na przychylność ze strony obu rodzin. 

Kadisz oznacza modlitwę do Boga z nadzieją na zbawienie. Ruth ma dziesięć lat, całe życie przed sobą, a jednak nie dane jej będzie dorosnąć, nie doczeka przyszłości. Zginie w Auschwitz - Birkenau.
Wspomnienia autora, choć przecież tak odległe wydają się nam bliskie, jakby to, co opisał działo się wczoraj i nie zatarł tego czas. Przybliża nam on religię żydowską, prowadzi do synagogi i do mieszkania państwa Rosenberg  w czasie ważnych dla nich świąt. Nie jest to książka opisująca tak drastyczne sytuacje, z jakimi mamy do czynienia na przykład w Dzienniku Anny Frank czy w "Dziewczynce w czerwonym płaszczyku" Romy Ligockiej, dlatego myślę, że mogą ją przeczytać również osoby unikające cierpienia i starające się o nim nie myśleć.
II wojna światowa to według mnie najciekawszy okres  w literaturze i chętnie czytam publikacje dotyczące tej tematyki. Często też zastanawiam się jaka bym była, gdyby przyszło mi żyć w tych okropnych czasach. Mam nadzieję, że nie miałabym się czego wstydzić i nigdy nie miałabym wyrzutów sumienia, ponieważ postępowałabym uczciwie. Uważam, że choć tyle jesteśmy winni ludziom, którzy oddali życie za to, byśmy my żyli w wolnym kraju, powinniśmy o nich czytać, pisać, pamiętać. Tym bardziej cieszę się, że mogę oglądać serial "Czas honoru", który teraz, gdy historii w szkole jest tyle, co nic, pomaga nam zaznajomić się z tamtymi latami.  
"Opłakuję Ruth. To za nią odmawiam kadisz tego wieczoru. Pojawia się przede mną jej twarz: długie, ciemne włosy, ciemnobrązowe oczy i ten zawsze nieco łobuzerski uśmiech na ustach, jej cichy i czasami perlisty śmiech. Jest w moich myślach tak bliska, niemalże na wyciągnięcie ręki, a jednak tak niedosięgle daleka."*

fragment pochodzi z książki
Za możliwość przeczytania "Kadisz dla Ruth" z całego serca dziękuję wortalowi granice.pl tutaj wygrałam właśnie tę książkę w konkursie!!!

Recenzja pochodzi z mojego bloga  http://asymaka.blog.interia.pl/  z dnia 21 listopada 2012 r.