niedziela, 25 sierpnia 2013
Świat w mroku Pamiętnik ojca DZIEWCZYNKI W ZIELONYM SWETERKU Ignacy Chiger
Obejrzałam jakiś czas temu film "W ciemności", nominowany do Oscara, stworzony przez wspaniałą reżyserkę Agnieszkę Holland, która wcześniej reżyserowała między innymi "Tajemniczy ogród", uwielbiany przeze mnie. Pod wpływem "W ciemności" zapragnęłam poznać książkę napisaną przez małą dziewczynkę, która wraz ze swoimi rodzicami i młodszym bratem, jak również z innymi Żydami ukrywała się w kanałach przez czternaście miesięcy. Było to dla mnie niebywałe, wzruszające, przejmujące...
Uratowane dziecko to Krystyna Chiger, a tytuł książki to "Dziewczynka w zielonym sweterku". Przy okazji dowiedziałam się o powstaniu powieści z tego samego okresu, czasu niewoli widzianej oczami jej ojca, którą właśnie tutaj chciałabym zaprezentować.
Dzisiejszy dzień w większości spędziłam wśród jedenastu żydowskich uciekinierów z lwowskiego getta, byłam tam tylko przez jedną niedzielę i było mi ciężko, bardzo trudno to znieść, więc nie mogę sobie nawet wyobrazić, jak oni byli w stanie wytrzymać tam ponad rok? Dla mnie każda z tych osób to bohater, nie tylko ci, którzy pomagali im tam przetrwać, lecz także ONI, ci, którzy mieszkali w tych trudnych, nieludzkich warunkach, za przyjaciela mając szczury. Większość tej historii przepłakałam, obgryzłam też wszystkie paznokcie, świat obok mnie przestał istnieć, były tylko te wojenne lata i kanały...
Ignacy Chiger, jak inni Żydzi był człowiekiem zamożnym, wykształconym, szczęśliwym, do czasu. Miał żonę i dwójkę malutkich dzieci, córeczkę Krystynę, którą zwał Krzysią i synka Pawełka. Urodził się jednak w "złym" momencie, nie w tym czasie, co trzeba. Musiał zamienić dostatnie życie na warunki niegodne człowieka, getto, a po nim ciemność, strach, ból, wycieńczenie, smród, głód, niepewność o przyszłość swoją i swoich najbliższych. Cudem ocaleli, dzięki pracownikom kanałów, którzy pomagali im przetrwać w tych nieludzkich warunkach, którzy przynosili im jedzenie, narażając życie swoje i swoich rodzin. Jednym z nich był przestępca i złodziej, Polak Poldzio Socha, który zlitował się nad "kanią z pisklętami", jak mawiał o żonie Ignacego i ich dzieciach, stał się ich Aniołem Stróżem.
Książka jest naprawdę niezwykła, pozostanie w moim sercu i myślach, cieszę się, że i takie historie się zdarzały, wiem, były wyjątkami, ale jednak były. Czy my potrafilibyśmy z narażeniem własnego życia chronić życie innych, obcych nam zupełnie ludzi? Czy w naszych czasach kogokolwiek stać na ludzkie odruchy, czy panuje powszechna znieczulica i przestępcy chodzą wolni i beztroscy ulicami miast?
Na koniec cytat:
"Gdy wracałem z pracy, żona i dzieci cieszyły się, że mnie widzą żyjącego - ja zaś cieszyłem się, że zastałem przy życiu rodzinę. Tak mijał dzień po dniu w lęku o siebie nawzajem."
To naprawdę piękna opowieść, w dodatku oparta na historii prawdziwej, smutnej, ale kończącej się szczęśliwie. Polecam ją całym sercem, napisało ją samo życie.
Ze swojej strony bardzo, bardzo, bardzo dziękuję Wydawnictwu Naukowemu PWN, a sama zabieram się za "Dziewczynkę w zielonym sweterku".
poniedziałek, 19 sierpnia 2013
Wyniki konkursu z Kasią Bulicz-Kasprzak
Jak ja się cieszę, że to nie ja musiałam wybrać tę jedną, jedyną osobę! Kasia po uważnym przeczytaniu wszystkich Waszych zgłoszeń wybrała to:
Świetne pytanie! Zważywszy,że mam niespełna dwie godziny czasu na odpowiedź, a rozmyślam już nad nią dosyć długo...Jaką książkę lubisz najbardziej? To jakby pytać- którą część ciała wolałabyś oddać? Jak mam odpowiedzieć, skoro lubię wszystkie? :P
Porównanie nie jest przypadkowe. Lubię książki, które uderzają w tkliwą strunę mego serca. I takie, które tłuką się pod czaszką wiele dni po przeczytaniu. Szczególnie jestem fanką takich chwytających za szyję i zapierających dech. Nie gardzę takimi, dzięki którym mam "krew na rękach", chociaż wolę iść w ślad za tropiącym zbrodniarzy. Nie uważam,że najlepsze są te jeszcze nieczytane. Zawsze mam wtedy obawę,że mi się nie spodoba i nie dotrwam do końca. To jakoś nie fair wobec Autora... Może właśnie na ostatniej stronie znajdę coś wartościowego, oryginalnego, niebanalnego- może tam znajdę moje motto na resztę życia? Dla dobrej książki mogę wypłakać oczy, albo przymknąć na niedociągnięcia. Tylko przy typowych romansach nieco mi ręce opadają- nie robi na mnie wrażenia jak ona go strasznie kocha, a on jej tak okrutnie nie chce, a w ogóle to na przeszkodzie stoją rodzice, krewni, tajemnicza przepowiednia i brak posagu. Póki co przekonałam się do "obyczajówek", które poza nieco mdlącą warstwą rozmemłania emocjonalnego :P potrafią celnie ukazać rozterki ludzi w różnym wieku, pozycji i w różnorodnych okresach swego życia. Łatwiej znieść swoje problemy czytając o kryzysach jakie dosięgają innych. Więc co lubię najbardziej? Sama nie wiem.Raz potrzeba rozrywki, a czasem wzruszenia, czy chwili wspomnień jak przy rudej Ani S. Jednej nocy drżenia na każde skrzypnięcie przy lekturze mrożącej krew w żyłach, a innym razem wybuchów śmiechu jak przy czytaniu Chmielewskiej lub Kursy. Każdy dzień jest nieco inny, ja też mam różne nastroje... Dziś mam ochotę na zwłoki, ale jutro...chętnie się zatopię w "Nalewce zapomnienia "
Wysłałam Kasi wszystkie zgłoszenia anonimowo, bez podpisów, spodobało jej się najbardziej to, które jest powyżej, ale:
"Chciałabym jednak przyznać nagrodę specjalną od siebie dla odpowiedzi numer 10 - bo ja też kocham Magdę Szabo.
Pozdrawiam.
Kasia"
Gratuluję zatem Jantarek, wszystkim dziękuję za udział i zapraszam do czytania bloga, ponieważ już niebawem kolejne wywiady i konkursy!
A jeszcze chciałam się pochwalić. Właśnie przed chwilą skończyłam czytać "Zamek z piasku" Magdaleny Witkiewicz. Premiera na Targach Książki w Krakowie 24-27 października :)
Już teraz mogę napisać, że warto przeczytać, przemyśleć, zastanowić się... Miłość nie zawsze bywa tak mocna i silna, jak nam się wydaje, czasem może zniszczyć ją byle podmuch, choć z mozołem budujemy nasz Zamek z piasku nigdy nie możemy być pewni, jak długo potrwa nasze szczęście...
Zapraszam też do czytania przedpremierowej, pierwszej recenzji Łatwopalnych :) http://asymaka.blogspot.com/2013/08/recenzja-przedpremierowa-atwopalni.html
Świetne pytanie! Zważywszy,że mam niespełna dwie godziny czasu na odpowiedź, a rozmyślam już nad nią dosyć długo...Jaką książkę lubisz najbardziej? To jakby pytać- którą część ciała wolałabyś oddać? Jak mam odpowiedzieć, skoro lubię wszystkie? :P
Porównanie nie jest przypadkowe. Lubię książki, które uderzają w tkliwą strunę mego serca. I takie, które tłuką się pod czaszką wiele dni po przeczytaniu. Szczególnie jestem fanką takich chwytających za szyję i zapierających dech. Nie gardzę takimi, dzięki którym mam "krew na rękach", chociaż wolę iść w ślad za tropiącym zbrodniarzy. Nie uważam,że najlepsze są te jeszcze nieczytane. Zawsze mam wtedy obawę,że mi się nie spodoba i nie dotrwam do końca. To jakoś nie fair wobec Autora... Może właśnie na ostatniej stronie znajdę coś wartościowego, oryginalnego, niebanalnego- może tam znajdę moje motto na resztę życia? Dla dobrej książki mogę wypłakać oczy, albo przymknąć na niedociągnięcia. Tylko przy typowych romansach nieco mi ręce opadają- nie robi na mnie wrażenia jak ona go strasznie kocha, a on jej tak okrutnie nie chce, a w ogóle to na przeszkodzie stoją rodzice, krewni, tajemnicza przepowiednia i brak posagu. Póki co przekonałam się do "obyczajówek", które poza nieco mdlącą warstwą rozmemłania emocjonalnego :P potrafią celnie ukazać rozterki ludzi w różnym wieku, pozycji i w różnorodnych okresach swego życia. Łatwiej znieść swoje problemy czytając o kryzysach jakie dosięgają innych. Więc co lubię najbardziej? Sama nie wiem.Raz potrzeba rozrywki, a czasem wzruszenia, czy chwili wspomnień jak przy rudej Ani S. Jednej nocy drżenia na każde skrzypnięcie przy lekturze mrożącej krew w żyłach, a innym razem wybuchów śmiechu jak przy czytaniu Chmielewskiej lub Kursy. Każdy dzień jest nieco inny, ja też mam różne nastroje... Dziś mam ochotę na zwłoki, ale jutro...chętnie się zatopię w "Nalewce zapomnienia "
Wysłałam Kasi wszystkie zgłoszenia anonimowo, bez podpisów, spodobało jej się najbardziej to, które jest powyżej, ale:
"Chciałabym jednak przyznać nagrodę specjalną od siebie dla odpowiedzi numer 10 - bo ja też kocham Magdę Szabo.
Pozdrawiam.
Kasia"
Gratuluję zatem Jantarek, wszystkim dziękuję za udział i zapraszam do czytania bloga, ponieważ już niebawem kolejne wywiady i konkursy!
A jeszcze chciałam się pochwalić. Właśnie przed chwilą skończyłam czytać "Zamek z piasku" Magdaleny Witkiewicz. Premiera na Targach Książki w Krakowie 24-27 października :)
Już teraz mogę napisać, że warto przeczytać, przemyśleć, zastanowić się... Miłość nie zawsze bywa tak mocna i silna, jak nam się wydaje, czasem może zniszczyć ją byle podmuch, choć z mozołem budujemy nasz Zamek z piasku nigdy nie możemy być pewni, jak długo potrwa nasze szczęście...
Zapraszam też do czytania przedpremierowej, pierwszej recenzji Łatwopalnych :) http://asymaka.blogspot.com/2013/08/recenzja-przedpremierowa-atwopalni.html
RECENZJA PRZEDPREMIEROWA „Łatwopalni” Agnieszka Lingas- Łoniewska
„Łatwopalni” Agnieszka Lingas –Łoniewska RECENZJA
PRZEDPREMIEROWA
NAJTRUDNIEJ JEST WYBACZYĆ SAMEMU SOBIE
„Bo nie jest sztuką
żyć na granicy, obarczać siebie i wszystkich dookoła winą, szukać zapomnienia w
alkoholu, ryzykować, tropić własną przeszłość i rozpamiętywać ją wciąż i wciąż,
bez końca. To każdy potrafi, bo to jest takie proste, idziesz za swoimi
emocjami i dajesz im sobą zawładnąć. Ale sztuką jest po prostu… żyć. W
równowadze. Żyć tak, aby nie patrzeć w przeszłość z nienawiścią. Aby dostrzec w
niej wszystko to, co było dobre i piękne. Żyć tak, aby uświadomić sobie
wszystkie błędy, które się popełniło i starać się już więcej nie iść tą błędną
drogą.”*
„Łatwopalni” to historia, w której poznajemy Jarka,
mężczyznę, jakiego pragnie każda kobieta: przystojnego, wykształconego,
inteligentnego, jednak żyjącego przeszłością. Nie potrafi on się uporać z tym,
co go spotkało, co mu się przydarzyło. Bolesne przeżycia nie pozwalają mu żyć
normalnie, na jego twarzy nie pojawia się uśmiech. Mężczyzna stale zmienia
miejsce pobytu, zamieszkania, pracy. Niczego nie czuje, nigdzie nie zagrzewa
miejsca, aż do momentu, w którym spotyka JĄ.
Ona to Monika, kobieta mająca masę swoich własnych problemów,
sekretów, demonów przeszłości. Czy tych dwoje ma szansę na spokojny związek, na
prawdziwe uczucie, na życie szczęśliwe, z dala od tego, co było? Czy uda im się
zostawić to, co minęło daleko za sobą, uporać się z tym, czego nie mogą już
zmienić?
Autorka porusza tu masę problemów, które przydarzają się
ludziom od wieków, które mogą dotyczyć każdego z nas. Uczula nas na to, co
ważne, istotne, wskazuje drogę, którą warto kroczyć, byśmy byli szczęśliwi,
zadowoleni, kochani. W sobie tylko znany sposób umiejętnie przeprowadza nas
przez tę opowieść, odsłaniając sekrety i tajemnice, nie tylko naszej dwójki
bohaterów. Jest tu i subtelna namiętność, rozpalająca zmysły i pobudzająca wyobraźnię,
a wszystko idealnie skrojone i doskonale uszyte na miarę naprawdę niebanalnej,
arcyciekawej historii.
Mamy tu do czynienia z wieloma fascynującymi, pełnymi emocji
sytuacjami, pisarka nie pozwala nam złapać tchu, spokojnie przejść z jednego
elementu fabuły, w kolejny. Wciąż dzieje się coś godnego uwagi, wywołującego
silne uczucia w nas, czytelnikach. Agnieszka Lingas - Łoniewska umiejętnie
operuje akcją, jej postaci są wyraziste, prawdziwe, postępują w sposób nieoczekiwany. Naprawdę nie można
przewidzieć, co za chwilę się wydarzy, a już zakończenie… Jest niebywale
zaskakujące i podobało mi się
szczególnie.
Nie jest to książka, o której możemy szybko zapomnieć,
odłożyć ją na półkę i nie myśleć o niej. Wzbudzi w nas wiele uśpionych emocji,
może wspomnień? Pomoże zrozumieć, poukładać sobie wszystko, wyjaśni i wytłumaczy
wiele tajemniczych zachowań. Może i my postanowimy za jej sprawą naprawić błędy
przeszłości, odezwiemy się do kogoś, z kim mamy niewyjaśnione sprawy, a może
sami sobie mamy coś do zarzucenia, do naprawienia, do wybaczenia?
Najtrudniej jest
wybaczyć samemu sobie, ale na pewno warto próbować, bo życie jest tylko jedno i
lepiej być szczęśliwym, niż samotnym…
Dla miłośników Dolnego Śląska będzie to naprawdę nie lada
kąsek, ponieważ autorka to tam umiejscowiła akcję powieści. Mamy tu i Wrocław,
i Wałbrzych, i Zamek Grodno, jest Palmiarnia w Lubiechowie i wiele innych ciekawych
miejsc. Podobały mi się też piosenki, przy jakich tworzona była ta książka,
jest tu moja ulubiona wokalistka, Anita Lipnicka i jej „Mosty”.
Agnieszka Lingas – Łoniewska w swojej najnowszej powieści
pokazuje nam, jak trudna i bolesna może być miłość, jak skomplikowane bywają
relacje międzyludzkie, jak ludzie potrafią sami sobie utrudniać życie, jak się
nie rozumieją, nie rozmawiają ze sobą, nie radzą sobie z emocjami, ze
wspomnieniami. Żal i złość, pretensje do samych siebie, nieumiejętność wybaczenia
samym sobie, to wszystko możemy znaleźć w tej powieści. Nie będzie to lektura
prosta, łatwa i przyjemna, ale dająca do myślenia, powodująca
zadumę, zmuszająca do refleksji.
Ciężko jest zrozumieć, jak ktoś, kto kocha, może nas tak
bardzo zranić, spowodować, że wszystko traci sens, że może zawieść nasze
zaufanie, zniszczyć to, co razem tworzyliśmy z mozołem i trudem. Niestety,
gdybyśmy nie kochali, strata nie bolałaby nas tak mocno, nie czulibyśmy się aż
tak bardzo zranieni, skrzywdzeni, sponiewierani.
Polecam całym sercem.
*cytat pochodzi z książki
„Łatwopalni” Agnieszka Lingas- Łoniewska, Wydawnictwo Filia,
premiera 25 września 2013

Za możliwość poznania "Łatwopalnych" bardzo dziękuję autorce i wydawnictwu Filia.
niedziela, 18 sierpnia 2013
Bransoletka. Ewa Nowak. RECENZJA PRZEDPREMIEROWA.
Bardzo lubię czytać książki przeznaczone dla młodzieży, ponieważ dzięki temu zaczynam lepiej rozumieć moją dorastającą córkę, widzę świat jej oczami, jej problemy stają się o wiele bardziej poważne i istotne, bliższe mi, niż wcześniej mogłoby się wydawać.
Ewa Nowak to osoba, której powieści czytuję z wielką chęcią, mam za sobą już kilka tytułów, takich jak: "Drzazga", "Lisia", "Drugi" i wiele innych. Za każdym razem zazdroszczę współczesnym nastolatkom, że mogą czytać o swoich kłopotach, utożsamiać się z bohaterkami historii opowiadanych przez pisarkę, że niejednokrotnie daje im to siłę, pomaga przetrwać. Nie są pozostawione same sobie, w tym trudnym dla nich okresie buntu, zmian w dziecka w kobietę, autorka uczy je wielu wartości, wprowadza w nieznany świat, pozwala, by zaczęły mówić o tym, co czują, co myślą, by mogły zrozumieć swoje zachowanie i samą siebie.
Czy człowiek zawsze jest taki, jakim my go widzimy?
Poznajemy piętnastoletnią Weronikę, która nie potrafi dogadać się z ojcem, z bratem, nawet z własnym psem. Mama dziewczyny niby jej słucha, ale nie słyszy tego, co mówi jej córka. Nastolatka wprowadza nas do swojego świata szybko i lekko, wiele dowiadujemy się o jej przyjaciółce Magdzie, z którą również nie potrafi się porozumieć w ostatnim czasie, jest też pewien Łukasz z innej klasy. To za jego sprawą nasza bohaterka wyjeżdża na warsztaty teatralne w okresie ferii zimowych. Czy dzięki tym zajęciom coś zmieni się w jej życiu? Może kogoś pozna, coś zrozumie? Czy to pozwoli jej nawiązać zdrowe relacje, spojrzeć na siebie z dystansem, bez emocji? Czy dostrzeże to, co ważne, najważniejsze? I co ma do tego tytułowa bransoletka?
Pierwsza miłość, skomplikowane relacje z rodzicami i rodzeństwem to nieunikniona kolej rzeczy, coś, co trzeba po prostu przeżyć. Jednym przychodzi to łatwiej, innym trudniej, jedni buntują się, inni niczym nie przejmują. Czasem wchodząca w życie młoda osoba mało ważne sprawy zaczyna postrzegać jako to, co może wszystko zmienić, jako coś, od czego zależy całe jej jestestwo, drobna na pozór błahostka urasta do rangi tragedii, z którą nie potrafi sobie poradzić samodzielnie. Dobrze mieć wtedy przy sobie kogoś, kto wskaże drogę, wyprowadzi na prostą, spojrzy obiektywnie.
Dlaczego tak szybko i łatwo osądzamy innych? Coś, co widzimy na własne oczy, co zdaje nam się mówić wszystko o kimś, kogo w ogóle nie znamy, kogo widzimy po raz pierwszy daje nam prawo do wyciągania często zbyt naiwnych i prędkich opinii? Jak można pod wpływem jednej sytuacji oceniać człowieka, o którym tak naprawdę nic nie wiemy?
Pisarka porusza w tej książce wiele istotnych problemów, pokazuje nam, jak trudne bywają niektóre relacje i z jakimi kłopotami borykają się często nastolatki. Niezwykle wnikliwie i bardzo ciekawie opowiada nam o świecie dojrzewających, dopiero wchodzących w dorosłe życie młodych ludzi. Jest doskonałą obserwatorką tych dużych dzieci, wie, jak z nimi rozmawiać, jakim językiem pisać, by był on wiarygodny. Idealnie orientuje się w czytanych przez młodzież lekturach, dzięki czemu jest jeszcze bardziej przekonująca w tej roli. Polecam i stwierdzam jednoznacznie, że takie książki są niebywale potrzebne, dzięki nim młody człowiek może wiele zrozumieć, dużo więcej da taka lektura, niż krzyki, awantury, bicie, kary, bo nie ma tu przymusu, jest spokój, a wnioski czytelnik wyciąga sam, samodzielnie czyta, rozumie, zastanawia się, uczy i zmierza do tego, co powinno mieć dla niego największą wartość.
"Bransoletka" Ewa Nowak, Wydawnictwo Literackie, premiera 11.09
W okolicach dnia premiery zapraszam na mój blog, będę miała do wygrania dwa egzemplarze książki i bransoletkę ze zdjęcia powyżej, być może uda mi się również przeprowadzić wywiad z pisarką?
Ewa Nowak to osoba, której powieści czytuję z wielką chęcią, mam za sobą już kilka tytułów, takich jak: "Drzazga", "Lisia", "Drugi" i wiele innych. Za każdym razem zazdroszczę współczesnym nastolatkom, że mogą czytać o swoich kłopotach, utożsamiać się z bohaterkami historii opowiadanych przez pisarkę, że niejednokrotnie daje im to siłę, pomaga przetrwać. Nie są pozostawione same sobie, w tym trudnym dla nich okresie buntu, zmian w dziecka w kobietę, autorka uczy je wielu wartości, wprowadza w nieznany świat, pozwala, by zaczęły mówić o tym, co czują, co myślą, by mogły zrozumieć swoje zachowanie i samą siebie.
Czy człowiek zawsze jest taki, jakim my go widzimy?
Poznajemy piętnastoletnią Weronikę, która nie potrafi dogadać się z ojcem, z bratem, nawet z własnym psem. Mama dziewczyny niby jej słucha, ale nie słyszy tego, co mówi jej córka. Nastolatka wprowadza nas do swojego świata szybko i lekko, wiele dowiadujemy się o jej przyjaciółce Magdzie, z którą również nie potrafi się porozumieć w ostatnim czasie, jest też pewien Łukasz z innej klasy. To za jego sprawą nasza bohaterka wyjeżdża na warsztaty teatralne w okresie ferii zimowych. Czy dzięki tym zajęciom coś zmieni się w jej życiu? Może kogoś pozna, coś zrozumie? Czy to pozwoli jej nawiązać zdrowe relacje, spojrzeć na siebie z dystansem, bez emocji? Czy dostrzeże to, co ważne, najważniejsze? I co ma do tego tytułowa bransoletka?
Pierwsza miłość, skomplikowane relacje z rodzicami i rodzeństwem to nieunikniona kolej rzeczy, coś, co trzeba po prostu przeżyć. Jednym przychodzi to łatwiej, innym trudniej, jedni buntują się, inni niczym nie przejmują. Czasem wchodząca w życie młoda osoba mało ważne sprawy zaczyna postrzegać jako to, co może wszystko zmienić, jako coś, od czego zależy całe jej jestestwo, drobna na pozór błahostka urasta do rangi tragedii, z którą nie potrafi sobie poradzić samodzielnie. Dobrze mieć wtedy przy sobie kogoś, kto wskaże drogę, wyprowadzi na prostą, spojrzy obiektywnie.
Dlaczego tak szybko i łatwo osądzamy innych? Coś, co widzimy na własne oczy, co zdaje nam się mówić wszystko o kimś, kogo w ogóle nie znamy, kogo widzimy po raz pierwszy daje nam prawo do wyciągania często zbyt naiwnych i prędkich opinii? Jak można pod wpływem jednej sytuacji oceniać człowieka, o którym tak naprawdę nic nie wiemy?
Pisarka porusza w tej książce wiele istotnych problemów, pokazuje nam, jak trudne bywają niektóre relacje i z jakimi kłopotami borykają się często nastolatki. Niezwykle wnikliwie i bardzo ciekawie opowiada nam o świecie dojrzewających, dopiero wchodzących w dorosłe życie młodych ludzi. Jest doskonałą obserwatorką tych dużych dzieci, wie, jak z nimi rozmawiać, jakim językiem pisać, by był on wiarygodny. Idealnie orientuje się w czytanych przez młodzież lekturach, dzięki czemu jest jeszcze bardziej przekonująca w tej roli. Polecam i stwierdzam jednoznacznie, że takie książki są niebywale potrzebne, dzięki nim młody człowiek może wiele zrozumieć, dużo więcej da taka lektura, niż krzyki, awantury, bicie, kary, bo nie ma tu przymusu, jest spokój, a wnioski czytelnik wyciąga sam, samodzielnie czyta, rozumie, zastanawia się, uczy i zmierza do tego, co powinno mieć dla niego największą wartość.
"Bransoletka" Ewa Nowak, Wydawnictwo Literackie, premiera 11.09
W okolicach dnia premiery zapraszam na mój blog, będę miała do wygrania dwa egzemplarze książki i bransoletkę ze zdjęcia powyżej, być może uda mi się również przeprowadzić wywiad z pisarką?
"Ballada Lili K" Blandine Le Callet
Z okładki zerka na nas biedna, smutna dziewczyna, a opis sugeruje traumatyczne przeżycia z dzieciństwa, ale nie ma ani słowa o tym, że wszystko to dzieje się w przyszłości. Mamy rok 2100, tak mniej więcej, ponieważ nasza Lili i wspomina, i opowiada o tym, co dzieje się teraz w jej życiu.
Autorka urodziła się w roku 1969, ukończyła studia w Lyonie, jak dowiadujemy się z okładki książki, od 10 roku życia marzyła o tym, by zostać pisarką, jak widać udało się jej to pragnienie spełnić. Pierwszy tytuł opublikowany w 2006 r. to "Tort weselny". Obecnie autorka jest mężatką, ma trójkę dzieci, tak jak ja, mieszka koło Paryża.
Czytamy o tytułowej Lili, małej dziewczynce, która zostaje brutalnie rozdzielona z ukochaną matką. Przebywa teraz w Centrum, miejscu dla ludzi nieprzystosowanych, gdzie dochodzi do siebie dzięki pomocy pewnego lekarza, a później jego następcy. Marzy tylko o tym, by znowu być z rodzicielką i przypomnieć sobie to, co się działo w jej życiu "przed Centrum", niestety niewiele pamięta i nie jest to takie proste, jakby chciała... Wreszcie wychodzi na wolność, choć boi się ludzi, tłumów i skupisk ludzkich. Jest bardzo dzielna i szczerze ją podziwiam, że tak wspaniale radzi sobie w społeczeństwie.
"Ballada Lili K." opowiada w gruncie rzeczy o miłości, wielkiej, bezsprzecznej miłości dziecka do rodzica, której nie potrafią zniszczyć bezduszni pracownicy Centrum, której nic nie jest w stanie zachwiać ani zburzyć. Odkrywamy z każdą kolejną stroną tej niesamowicie ciekawej, tajemniczej historii prawdę, krok po kroku dowiadujemy się, jakie było dzieciństwo Lili i stosunek jej matki do niej samej. Czy kochała swoje dziecko, czy świadomie robiła mu krzywdę? Czy coś takiego można wybaczyć, czy istnieją jakieś okoliczności łagodzące?
Trudna to lektura, ponieważ miejscami niezwykle traumatyczne, dramatyczne opisy, pobudzają naszą wyobraźnię, zmuszają do tego, by myśleć i czuć się jak ta maleńka, niewinna istotka, biedna, brudna, zjadająca zawartość puszki przeznaczonej dla kota i oblizująca się ze smakiem po tym "posiłku"... i do tego mieszkająca w garderobie... miejscu ciemnym, ciasnym... a jednak to jej ukochany dom, jej ukochana matka... czy można to zrozumieć???
I na dodatek to wszystko nie dzieje się w naszych czasach, tylko w przyszłości... wszystko jest tam inne, nowe, nieznane nam...
I wyobraźcie sobie coś jeszcze, to, że w tych przyszłych czasach książka, prawdziwa, papierowa jej forma to ... przeżytek, tak!!! Na koniec ciekawy fragment dotyczący książki właśnie, taki tekst dotyczący środków ostrożności, jakie należy zachować przy dotykaniu papierowej lektury:
"Zadrukowany papier może zawierać substancje toksyczne i mikroorganizmy, które u osób wrażliwych mogą wywołać reakcje alergiczne, w tym zmiany chorobowe na skórze i zaburzenia oddychania. Zachować ostrożność. Nie zostawiać w zasięgu dzieci..."
I co o tym myślicie??? Czy kiedyś naprawdę tak będzie... ?
Wyniki czyli kto wygrał Niespodziewanego trupa Małgorzaty Kursy.
Zgłoszeń było trzynaście, wiele rozbawiło mnie i przyznaję, że dla mnie byłaby to ciężka sprawa, wybrać jedną osobę. Jak to jednak zazwyczaj u mnie bywa zwycięzcę wyłoniła sama autorka, anonimowo wybierając najzabawniejszą, a może najciekawszą odpowiedź. Bardzo ucieszyła się, że ta akurat osoba chciałaby zostać jej synową, choć byłby z tym chyba większy problem, gdyż pani Kursa nie posiada syna :)
Wygrywa zatem Monika:
Pokochałam Panią Małgorzatę Kursę!!! Miłością bezwzględną! Jeśli jest jakaś szansa, by została moją teściową, jestem do wzięcia;)
Nie znam twórczości Pani Małgorzaty i pojęcia nie mam, dlaczego! A dlaczego chciałabym poznać? Zacznę od po drugie: wychowana na Agacie Christie, uwielbiam lekkie kryminały. A po pierwsze: coś mi się wydaje, że mamy taki sam poziom/gatunek/rasę poczucia humoru:) A uwielbiam książki sprawiające wrażenie, że nie napisałabym inaczej!
Wszystkim dziękuję za udział, przypominam, że do dzisiejszego wieczora, do 24:00 można brać udział w konkursie z Kasią Bulicz - Kasprzak, do wygrania jej książka, która miała premierę 14 sierpnia czyli "Nalewka zapomnienia...": http://asymaka.blogspot.com/2013/08/wywiad-z-kasia-bulicz-lasprzak-i.html
Monika wygrywa
Za pomoc dziękuję Pani Małgosi Kursie, jak też wydawnictwu Prozami.
Wygrywa zatem Monika:
Pokochałam Panią Małgorzatę Kursę!!! Miłością bezwzględną! Jeśli jest jakaś szansa, by została moją teściową, jestem do wzięcia;)
Nie znam twórczości Pani Małgorzaty i pojęcia nie mam, dlaczego! A dlaczego chciałabym poznać? Zacznę od po drugie: wychowana na Agacie Christie, uwielbiam lekkie kryminały. A po pierwsze: coś mi się wydaje, że mamy taki sam poziom/gatunek/rasę poczucia humoru:) A uwielbiam książki sprawiające wrażenie, że nie napisałabym inaczej!
Wszystkim dziękuję za udział, przypominam, że do dzisiejszego wieczora, do 24:00 można brać udział w konkursie z Kasią Bulicz - Kasprzak, do wygrania jej książka, która miała premierę 14 sierpnia czyli "Nalewka zapomnienia...": http://asymaka.blogspot.com/2013/08/wywiad-z-kasia-bulicz-lasprzak-i.html
Monika wygrywa
Za pomoc dziękuję Pani Małgosi Kursie, jak też wydawnictwu Prozami.
sobota, 17 sierpnia 2013
"Żona tygrysa" Tea Obreht
Zanim zaczęłam czytać tę książkę nie miałam pojęcia, co mnie czeka. Byłam pewna tylko tego, że musi być niezwykła, skoro autorka pomimo młodego wieku jest porównywana do "Wielkich" literatury. Przenosiłam się w świat młodej lekarki niebywale szybko i zaskakująco lekko. Po prostu nie byłam obecna we własnym domu, pełnym moich cudownych dzieci, lecz powróciłam za sprawą tej utalentowanej pisarki do swojej podróży po Chorwacji, którą odbyłam wraz z moim mężem nie dalej jak dwa miesiące temu. Miała być to wycieczka pełna słońca, spokoju, wypoczynku, a zapamiętałam z niej przede wszystkim budynki z wielkimi dziurami po kulach, zniszczone pożarem ogromne przestrzenie i opuszczone domy, popadające w ruinę.
Mam przed oczami też obraz bardziej optymistyczny, ciekawe doznania smakowe po rakii, w lodówce słoiczki z pysznym ajvarem, dżem z fig z orzechami, piękne muszelki. Nie zapomnę również widoku oleandrów, są prześliczne, a historia o ich trujących właściwościach występuje i w tej książce, dotyczy dziadka naszej bohaterki.
Wiedziałam zatem o czym pisze autorka, co próbuje nam nakreślić słowami, z czym nas chce zapoznać, widziałam to wszystko oczami wyobraźni, rozumiałam poniekąd temat wojny i jej następstwa. Jednego jednak kompletnie nie mogę zrozumieć, jak mogą tam być po tylu latach tereny zaminowane? Ostrzeżenia o minach widziałam na własne oczy!
Tea Obreht opowiada nam historię swego dziadka, pełną tajemniczych, nie do końca zrozumiałych zdarzeń, uwielbiającego od dzieciństwa "Księgę dżungli", ale wplata też wątki baśniowe, mamy tu tygrysa, prawie Shere Khana, i jego tytułową żonę, których łączy pewnego rodzaju więź, trudna do zrozumienia dla mieszkańców małej wioski. Jest też temat śmierci, głęboko osadzony w realiach wojny domowej, ale nie tylko. Nawet teraz, po skończeniu tej książki mam w sobie jej magnetyczną, nierealną wręcz, potrzebę spojrzenia za siebie, czy tuż obok nie czai się na wpół dziki tygrys, czy zagadkowy nieśmiertelnik...
"W ziemi wciąż są miny przeciwpiechotne, nawet tam, wysoko w górach, gdzie była kiedyś wioska. Większość rozbrojono, ale o tych, które zostały dowiadujemy się, kiedy ktoś na nie nadepnie. Pasterz, albo chłop, albo jakieś dziecko, które biegło na skróty. Niechętnie się o tym mówi."
"Człowiek dorosły umiera w lęku(...) Bierze od ciebie wszystko, czego potrzebuje, a ty jako lekarz musisz mu to zapewnić, bo na tym polega twoja praca, musisz dodawać mu otuchy, trzymać za rękę. Ale dzieci umierają tak, jak żyły - pełne nadziei. Nie wiedzą, co się dzieje, niczego się nie spodziewają, nie proszą cię, byś je trzymała za rękę i ostatecznie to ty potrzebujesz, by wzięły za rękę ciebie. Z dziećmi jesteś zdana tylko na siebie. Rozumiesz?"*
*fragmenty pochodzą z książki
Za możliwość przeniesienia się w ten mocno nierealny świat "Żony tygrysa" dziękuję pięknie pani Oli i wydawnictwu Drzewo Babel!
Recenzja pochodzi z mojego bloga, z 22 listopada 2012 r. KLIK
Zdjęcia są robione przeze mnie, z mojej wycieczki do Chorwacji.
Subskrybuj:
Posty (Atom)













