poniedziałek, 28 grudnia 2020

Tak naprawdę mam na imię Hanna Tara Lynn Masih

 



Tara Lynn Masih jest pisarką i redaktorką, której debiutancką powieść miałam przyjemność właśnie przeczytać. 

Książka ta nie jest historią opartą na faktach, ale inspirowaną wydarzeniami prawdziwymi. 

Główna bohaterka, Hanna Śliwka, to młoda, inteligentna i pracowita dziewczyna. W chwili wkroczenia do Kwasowej armii niemieckiej nie ma jeszcze nawet czternastu lat. Przyjaźni się z sąsiadką Ałłą, która moim zdaniem jest jedną z najciekawszych i najbardziej niesamowitych postaci, doskonale stworzonych, przemyślanych i świetnie wykreowanych przez autorkę. To osoba, która przekazuje Hannie wiedzę, uczy nie tylko malowania pisanek, wspiera ją, wreszcie ratuje życie jej i jej najbliższym. 

Świat widziany oczami młodej kobiety jest po stokroć interesujący. Dowiadujemy się, jak wyglądało jej życie przed wybuchem wojny, jak bardzo było beztroskie i szczęśliwe w porównaniu z tym, z którym przyszło jej się mierzyć później. 

Hanna przeżywa wiele różnorodnych emocji, od niepewności jutra, pierwszego pocałunku czy życia w lesie i w jaskini. Musi szybko dorosnąć, być opoką dla młodszego rodzeństwa, staje się dumą rodziców i przyjaciół. 

Ta opowieść jest spójna, ciekawa, przeznaczona zarówno dla dorosłych, jak i dla młodzieży. Pokazuje, że ludzie są w stanie wiele znieść, jeśli tylko mają przy sobie najbliższą rodzinę, na którą zawsze mogą liczyć. Na której mogą polegać, do której mogą się przytulić i wesprzeć wtedy,  gdy odbiera się im już niemalże wszystko. To również historia o tym, jacy bywają ludzie. Jak w poczuciu zagrożenia zachowują się sąsiedzi, znajomi. Jedni z narażeniem własnego życia bezinteresownie pomagają ukrywającym się Żydom, inni biorą od nich kosztowności w zamian za jedzenie i ocalenie, a jeszcze inni noszą ich skradzione sukienki i udają, że ich nie znają, gdy ci wychodzą z ukrycia. 

Najgorsze jest to, że nie tylko Niemcy ścigali Żydów, ale i wielu Ukraińców zachowywało się nie do pojęcia. Do tej pory mam przed oczami mrożący krew w żyłach obraz, jaki niebywale sugestywnie namalowała przede mną pisarka. Moment, gdy ukraińscy chłopi zastawili ukrywającym się w jaskini Żydom jedyne wyjście ogromnym kamieniem wzbudził we mnie gniew, złość i rozgoryczenie. Jak można było tak postąpić? Skazać ich na pewną śmierć? Jak mogli spokojnie wrócić do domów, do swoich rodzin, żon, dzieci??? 

"Tak naprawdę mam na imię Hanna" to bardzo dobrze napisana powieść. Jej bohaterowie są silni, zdeterminowani, odważni, ale i oni miewają chwile zwątpienia. 

Mimo trudnej tematyki publikację czyta się szybko, stworzona jest w sposób subtelny, delikatny. Pozwala na chwilę  zadumy, refleksji, wyciszenia. Myślę, że warto podsunąć ją naszym dorastającym dzieciom, ale i dorośli wiele z tej lektury wyniosą. Wiem, że ostatnio coraz więcej jest historii wojennych, ale ta akurat wyróżnia się na tle innych. Jest nietuzinkowa, magiczna, inna. Autorka wplotła w swoją fikcję literacką sporo interesujących faktów, przekazała nam prawdziwe emocje osób, którym przyszło żyć w tym dramatycznym czasie. Przedstawiła nam skrajnie różne zachowania ludzkie i przypomniała, że nadzieja umiera ostatnia. Dzięki niej pomimo chłodu za oknem poczułam ciepło promieni słonecznych, jakie otoczyły główną bohaterkę, gdy opuściła jaskinię. Tara Lynn Masih bardzo sugestywnie opisała moment, w którym Hanna znów mogła oddychać świeżym powietrzem, cieszyć się odzyskaną wolnością i spotkaniem z przyjaciółką. 

Książkę polecam. Wydanie w twardej oprawie, pięknie wykonane, czcionka w sam raz, a treść naprawdę wyjątkowa. Przenieście się do niezwykłego świata Hanny. Naprawdę warto!