Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SIEDEM PYTAŃ DO PISARZA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SIEDEM PYTAŃ DO PISARZA. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 kwietnia 2016

Siedem pytań do pisarza wyniki Iwona Wilmowska




Główna bohaterka "Tajemnic Leokadii" - Agata amatorsko wciela się w rolę detektyw. Pani Iwono, ciekawi mnie, czy gdyby zaszła taka okoliczność, czy Pani podjęłaby się takiego wyzwania? I czy brak doświadczenia byłby dla Pani przeszkodą?
Ho, ho! To bardzo trudne pytanie! W końcu wiemy o sobie tyle, na ile nas sprawdzono, a ja na razie nie znalazłam się w takiej sytuacji. Chcę wierzyć, że dałabym radę. Zawsze staram się stawiać czoła wyzwaniom. Mój mąż śmieje się ze mnie, że moja dewiza życiowa to „To nie może być trudne”. I cóż, na razie nie zaliczyłam jakiejś spektakularnej porażki, więc mam nadzieję, że i w tym wypadku bym sobie poradziła. To nie może być trudne... J

Pani Iwono! pierwsza powieść skierowana do dorosłego czytelnika. Czy taki plan miała Pani od początku pisania? Dla której kategorii wiekowej pisze się Pani łatwiej? Dzisiaj z pewnością już Pani zna odpowiedź?
Nic z tych rzeczy! Zawsze piszę takie książki, na które mam w danym momencie ochotę. Nie mam w żaden sposób zaplanowanej ścieżki kariery pisarskiej. Nigdy nie myślałam w ten sposób, że najpierw napiszę i wydam książkę A, bo potem z książką B będzie mi łatwiej. Uważam, że rynek jest zbyt nieprzewidywalny, by tworzyć takie plany i najlepiej jest pisać to, co nam aktualnie w duszy gra. Gdy pisałam Pogromców Nudy, nie miałam nawet pomysłów na Julkę, a tym bardziej na Tajemnice Leokadii. Koniec końców wyszło to jednak dobrze, bo fakt, że mam opublikowane książki dla każdej grupy wiekowej sprawia, że nadal mam tę wolność pisania tego, na co akurat przyjdzie mi ochota i nie ma ryzyka, że ktoś mi powie: „No co ty? Przecież ty piszesz książki dla innej grupy wiekowej!” Kolejny dowód na to, że warto ufać sobie!

Skąd zainteresowanie ukulele i czy to jest jakiś sposób na odreagowanie?
Ukulele to przypadek. Zawsze chciałam grać na jakimś instrumencie, albo chociaż ładnie śpiewać, ale nigdy mi się to nie udawało. Zawsze byłam totalnym beztalenciem muzycznym. Naprawdę, proszę mi wierzyć, nie ma tu ani odrobiny kokieterii – totalnym beztalenciem. Gitara, flet, keyboard – różnych instrumentów próbowałam, wszystko z opłakanym skutkiem. Aż w końcu moja córka napisała do Mikołaja list, w którym zażyczyła sobie ukulele. Mikołaj ukulele przyniósł, tyle że gra na tym instrumencie okazała się dla niej za trudna. Ja jednak jak zwykle postanowiłam spróbować i okazało się, że jest to pierwszy instrument, na którym jestem w stanie nauczyć się grać – cztery struny i niewielki gryf nie przekraczały moich możliwości. Skoro więc znalazłam coś, na czym moje brzdąkanie nie brzmi wręcz odstraszająco, to się tego trzymam. Proszę sobie nie wyobrażać, że jestem jakimś wirtuozem, ale kilka piosenek potrafię zagraćJ. I daje mi to dużo radości.

Dla kogo pisze się trudniej, dla dzieci czy dla dorosłych, czy zgadza się Pani ze mną, że dzieci są bardziej wymagającymi czytelnikami? Bo mnie się wydaje, że jeżeli w dzieciństwie złapie się bakcyla czytania, to książki zostają z nami na całe życie:)
Mówi się, że dzieci są o tyle bardziej wymagające, że nie mają tolerancji dla nudnych fragmentów. To, przez co dorosły przebrnie w nadziei na ciekawszy ciąg dalszy często sprawi, że dziecko odłoży książkę i więcej do niej nie wróci. Ja tak do tego nie podchodzę. Nie ma dla mnie czytelnika, o którym mogłabym sobie powiedzieć, że „OK., tu nie muszę się tak starać, najwyżej sobie ten fragment ominie” J. Tak więc każdą książkę piszę z takim samym zaangażowaniem, tak samo starając się utrzymać uwagę czytelnika w każdym akapicie, w każdym zdaniu. A jeśli moja książka przyczyni się do tego, że jakieś dziecko zapała miłością do literatury, to ja będę przeszczęśliwa!:-)

Gdyby wiedziała Pani, że ma przed sobą tylko jeden dzień życia, jakby go Pani spędziła i co by robiła w tych ostatnich minutach? Oprócz spędzenia czasu z najbliższymi, bo tego pragnie każdy z nas.
Gdy po raz pierwszy przeczytałam to pytanie, pomyślałam, że nie dam rady na nie odpowiedzieć, bo ostatni dzień życia po prostu spędziłabym z najbliższymi i naprawdę nie robiłabym niczego innego, więc cokolwiek bym odpowiedziała, byłoby to po prostu kłamstwo. Pytanie za mną chodziło, chodziło, aż w końcu wpadłam na pomysł, co by to mogło być. Myślę, że stworzyłabym dla moich córek listę książek, które chciałabym, żeby przeczytały, gdy mnie już nie będzie. Na pewno znalazłoby się na niej moje ukochane Sto lat samotności (pierwsza „dorosła” książka, która naprawdę mnie zachwyciła), zapewne Ronja córka zbójnika (moja ukochana powieść z dzieciństwa), moje ostatnie odkrycie, czyli Czasomierze Davida Mitchella, powieści Iris Murdoch. W ten sposób mogłabym nadal przy córkach być. I jadłabym dużo pysznego jedzenia, popijając je wybornym winem!

Droga pisarza do sukcesu niekoniecznie usłana jest różami. Czasami brakuje drogowskazów, pojawia się zwątpienie i łzy, ale i są na pewno chwile radości. Kiedy Pani skakała ze szczęścia - gdy przyszedł mail potwierdzający chęć wydania książki, gdy otrzymała Pani wydrukowane egzemplarze czy gdy pojawiła się pierwsza pozytywna recenzja? A może jeszcze Pani wyczekuje takie radosnego momentu?
Praca pisarza jest o tyle trudna i niewdzięczna, że wszelkie zewnętrzne gratyfikacje są po pierwsze niepewne, a po drugie (o ile w ogóle wystąpią), odwleczone w czasie. Dlatego w zajęciu tym, jak w rzadko którym, przydaje się "wewnątrzsterowność", czyli poleganie na swoich sądach. Ja, na szczęście, mam tę cechę dość silnie rozwiniętą. Tak więc dla mnie momentem największego poczucia spełnienia i wręcz szczęścia jest moment, w którym stawiam ostatnią kropkę, gdy już wiem, że udało mi się stworzyć od początku do końca ciekawą historię, napisać powieść. Potem oczywiście jest sprawdzanie tekstu, wysyłka do wydawnictwa i czekanie w napięciu, czy znajdzie się ktoś, kto zdecyduje się książkę wydać. Moment, gdy przychodzi odpowiedź pozytywna jest wspaniały, ale nie aż tak jak ten pierwszy, po ostatniej kropce. Bo w tym momencie ja już i tak wiem, że napisałam fajną książkę (inaczej bym jej przecież nie wysłała), a to, czy ktoś zdecyduje się w nią zainwestować, to zupełnie inna sprawa. Trzeba pamiętać, że w wydawnictwach też pracują ludzie, ludzie o różnych gustach. Jednego powieść zachwyci, inny rzuci ją w kąt po kilku stronach. Poza tym wydawnictwa mają plany wydawnicze, rozpisane budżety i często mimo że książka się podoba, nie zdołają wydać jej w sensownym terminie. Dlatego fakt znalezienia wydawcy nie jest dla mnie najważniejszym wskaźnikiem tego, czy moje pisanie ma sens (choć tu może łatwo mi mówić, bo jak dotąd wszystko, co napisałam, poza świeżo skończonymi utworami, znalazło wydawcęJ). Gdy książka zostanie zaakceptowana, rozpoczyna się proces wydawniczy, który bywa długi i żmudny (choć nie zawsze taki jest). Gdy wydrukowane egzemplarze trafiają w moje ręce oczywiście jest radość, ale też ulga, że to już. A potem następuje kolejny najważniejszy moment, czyli zewnętrzne opinie. Pisarz pisze po to, by inni go czytali – to oczywista oczywistośćJ Dlatego tym, co obok postawienia ostatniej kropki dostarcza najwięcej emocji, są reakcje czytelników. Te pozytywne dodają skrzydeł, a negatywne... no cóż, tu znów przydaje się wewnątrzsterownośćJ. I – odpowiadając na ostatnie pytanie – oczywiście wierzę w to, że największy sukces jest nadal przede mną, ale to nie jest tak, że rozmyślam o nim dniami i nocami. Cieszę się tym, co jest tu i teraz (na przykład odpowiadaniem na Państwa ciekawe pytania, za które przy okazji dziękujęJ)

Czy tajemnice Leokadii mają coś z magii Julki?

Nie. Jedyne, co łączy te książki, to osoba autoraJ. Tajemnice Leokadii to powieść skierowana do dorosłych czytelników, kryminał z silnie zarysowanym wątkiem obyczajowym, bez krztyny fantastyki. Natomiast Julka to seria dla młodzieży (choć dorosłym też może się spodobać), w której dużą rolę odgrywa magia. Inni bohaterowie, inne tło, inny gatunek literacki – te książki to zupełnie odrębne byty.


Autorka postanowiła nagrodzić Edytę, gratuluję. 

niedziela, 3 kwietnia 2016

Siedem pytań do pisarza Agnieszka Pruska wyniki




Z wykształcenia jest Pani nauczycielką, jak przeczytałam na stronie. Czy to był wybór świadomy i czy czasami nie tęskni Pani za pracą w wyuczonym fachu?
            Częściowo pochodzę z rodziny nauczycielskiej, więc wybór zawodu był świadomy, choć może nie do końca przemyślany. Wiedziałam, jak wygląda praca nauczyciela, że to nie tylko godziny spędzone w szkole, ale i te poświęcone na przykład na sprawdzanie klasówek lub zeszytów, że to praca stresująca, a uczniowie bywają rozmaici. Do ostatniej chwili wahałam się, czy nie wybrać jednak historii, teraz pewnie bym tak zrobiła. Czy uczyłabym? Nie wiem… Przez pewien czas jednocześnie uczyłam i pracowałam w firmie, w której pracuję do dzisiaj, jakoś udawało mi się to połączyć. Muszę jednak przyznać, że miałam prawie idealne warunki pracy, bo uczyłam w szkole prywatnej, a rodzicom zależało na tym, żeby dzieci uczyły się (z dziećmi bywało różnie), a nie tylko były „przechowywane” w szkole. Mam córkę, chodziła do szkoły podstawowej, gimnazjum, liceum, to były dobre szkoły, ale i tak momentami byłam prawie przerażona tym, co się dzieje, szczególnie w gimnazjum. I to zarówno zachowaniami niektórych dzieci, jak i ich rodziców, którzy uważali, że ”moje dziecko jest najlepsze, wszyscy się na nie uwzięli”, (a dziecko stało obok i słuchało). Zero krytycyzmu, chęci sprawdzenia, co się dzieje z potomkiem i zrzucanie wszystkich problemów na szkołę, bo przecież przebywa tam ono osiem godzin dziennie. Być może nieco przesadzam, ale to temat, który zawsze mnie „nakręca”. Dzieci powinny być wychowywane przez rodziców, nie przez instytucje państwowe lub jakiekolwiek inne. Uczyłam krótko i nie potrafię jednoznacznie powiedzieć, czy tęsknię za zawodem wyuczonym, przypuszczam, że gdzieś we mnie  to nauczycielstwo trochę siedzi i czasem daje znać o sobie. Z drugiej strony, gdybym chciała uczyć, nie przekwalifikowywałabym się.

            Czytałam kilka recenzji "Literata" i "Hobbysty", recenzenci piszą, że widać, iż zna Pani policyjne procedury prowadzenia dochodzeń oraz to, że zgłębiła Pani tajniki kryminologii. Mnie ciekawi, jak przygotowywała się Pani do pisania właśnie tych wątków, skąd czerpała Pani tę wiedzę?          
            Do zgłębienia tajników kryminologii to jeszcze mi bardzo daleko :-) Mam natomiast o tyle dobrze, że mogę konsultować różne zagadnienia z fachowcami, którzy chętnie odpowiadają na moje pytania i korygują nie zawsze słuszne wyobrażenia. Gdy mam już wymyśloną fabułę książki i  napisane plany (ogólny i szczegółowy), wiem, z jakimi zagadnieniami z zakresu kryminalistyki będę miała do czynienia i staram się uzupełnić wiedzę na ten temat. Moja „kryminalna” biblioteczka stale rośnie, z tych książek korzystam często i wolę mieć własne. Podczas pisania rodzą się kolejne pytania, na które nie zawsze mogę znaleźć odpowiedź w opracowaniach, czasem jakaś kwestia jest bardziej skomplikowana i potrzebuję porady specjalistów.  Bywa i tak, że pytam o coś banalnego dla policjantów,  kiedyś spytałam rzecznika prasowego KWP o ustronne miejsce do rozmowy w komendzie :-) Grunt, to mieć kogo podpytać!
           
            Pani Agnieszko, zastawiam się, dlaczego wybrała Pani tego rodzaju literaturę, jaką jest kryminalistyka? Skąd czerpie Pani pomysły i historie do swoich książek? Czy wszystkie opisane tak szczegółowo miejsca w książce odzwierciedlają rzeczywistość?
            Najważniejszym powodem jest to, że interesuje mnie kryminologia i kryminalistyka i to nie tylko dlatego, że czytam kryminały. Czytam również książki dotyczące tych zagadnień, a te zainteresowania towarzyszą mi chyba od zawsze. To nie było tak, że któregoś dnia postanowiłam napisać „coś”, rzuciłam kostką i wybór padł na kryminał, piszę po prostu o tym, co mnie interesuje. Kryminał jest gatunkiem, w którym tak naprawdę można połączyć różne wątki poczynając od historycznego, poprzez obyczajowy, a na miłosnym kończąc. Ze względu na morderstwo,  świadków, miejsce popełnienia zbrodni oraz charakter tak ofiary, jak i zabójcy, informacje zawarte w powieści kryminalnej muszą być spójne, nie przeczyć sobie wzajemnie, być realne. Aby uzyskać ten efekt trzeba sprawdzić całkiem sporo informacji, co bardzo lubię, tym bardziej, że czasem trafiam na coś, o czym bym nie przeczytała, gdyby nie książka, którą akurat piszę. Poza tym proszę zwrócić uwagę na to, jak różne są podgatunki kryminału, wystarczy wymienić retro kryminał, kryminał polityczny i typowo policyjny, każdy z nich jest inny, wymaga innej wiedzy. Wydarzenia, które opisuję są całkowicie fikcyjne, tak samo jak postacie występujące w „Literacie”, „Hobbyście” czy też „Żeglarzu”, który ma się ukazać w czerwcu. Zdarza się natomiast, że wykorzystuję sytuacje, z którymi spotkałam się kiedyś, a były na tyle ciekawe lub charakterystyczne, że uznałam, że dobrze by je było opisać w książce. Dotyczy to jednak głównie tła, a nie głównego wątku. Są jednak wyjątki: w przypadku „Żeglarza” kilkukrotnie wykorzystałam autentyczne wydarzenia, a w książce, którą obecnie piszę sięgam do faktów historycznych. Miejsca, w których toczy się akcja moich książek można podzielić na dwie kategorie: przestrzeń publiczną i prywatną. W pierwszym przypadku staram się opisać realia jak najdokładniej i rzeczywiście opisy odzwierciedlają rzeczywistość, w drugim przeważnie podaję przybliżoną lokalizację, nie piszę, że morderstwo miało miejsce przy ulicy Grunwaldzkiej 1010, w mieszkaniu 128, na dwudziestym piętrze. Powody są dwa: po pierwsze, nie każdy by chciał, aby w jego mieszkaniu autor kogoś „mordował”, a po drugie, uważam, że czasem dobrze coś zostawić wyobraźni czytelnika.

            "Gdy odrzucisz to, co niemożliwe wszystko pozostałe, choćby najbardziej nieprawdopodobne, musi być prawdą". To cytat, który umieściła Pani na swojej stronie internetowej. Świetnie oddaje on Pani książki, ale mam wrażenie, że w pewnym stopniu i Pani życie. Kobieta pisząca kryminały, posiadająca czarny pas w aikido według mnie musi być kobietą silną i niezależną. Prawda czy pozory?
            Sądzę, że prawda wygląda jeszcze inaczej, leży zapewne gdzieś pośrodku. Chyba mało jest ludzi, o których dałoby się powiedzieć ze stuprocentową pewnością, że są silni i niezależni. Mogą sprawiać takie wrażenie, może im się tak wydawać, ale tak naprawdę dopiero zaskakujące i przeważnie traumatyczne przeżycia bezlitośnie to weryfikują. Na pewno jestem w stanie w miarę poprawnie ocenić swoje reakcje i zachowania w niektórych sytuacjach, znam samą siebie dosyć dobrze, ale nie wiem, czy jestem silna. Bo co to w unormowanym życiu oznacza? Poradzenie sobie ze zwykłymi codziennymi sprawami? Umiejętność bycia asertywnym? Kierowanie własnym życiem? Jeżeli tak, to jestem silna. Łatwiej mi jest ustosunkować się do niezależności. Jestem niezależna jeżeli chodzi własne zdanie i poglądy (niekoniecznie  polityczne, wszystkie), cenię je sobie i nie idę za tłumem tylko dlatego, że większość tak robi. Natomiast jeżeli chodzi o życie społeczne, to nie jestem kobietą niezależną, dostosowuję się do rodziny i znajomych, przy czym jest to układ symbiotyczny.

            Spotkałam się z określeniem "kryminał kobiecy", czy według pani kryminał ma płeć?
            Nie powinien, ale chyba ma, a w każdym razie tak się mówi. Przyjęło się, że lżejsze kryminały, takie z dużą domieszka humoru lub wyeksponowanym wątkiem romansowym są „babskie”, a te, w których są mocne opisy zmasakrowanych zwłok, lub siejący strach psychopata są… No właśnie, męskie? Proszę zwrócić uwagę, że podział jest raczej jednostronny, mówi się „kryminał kobiecy”, ale szczerze mówiąc nie spotkałam się z określeniem „kryminał męski”. Szowinizm? Zresztą proszę się zastanowić, czy mówiąc o kryminale „kobiecym” mamy na myśli autora (płeć obojętna) czy odbiorcę? Według mnie ten podział jest sztuczny, a opiera się na pewnych stereotypach. Kobiety są delikatniejsze, więc na pewno piszą i czytają mniej drastyczne książki? Raczej nie. A co z mężczyznami, którzy wolą przeczytać powieść z mniejszą ilością kryminału w kryminale, ale za to z elementami humorystycznymi? Mają poczuć się kobietami? A co z autorami? Jestem kobietą, więc powinnam zrezygnować z psychopaty i nie opisywać pracy techników lub lekarza sądowego? Przecież to po prostu… ciekawe. Muszę jednak przyznać, że napisałam również kryminał, który według tej klasyfikacji będzie należał do „kobiecych”, powinien ukazać się na jesieni. Jako czytelniczki nie interesuje mnie ani płeć autora, ani to, czy jest on uznawany za „babski”czy „męski”, ważne, żeby to była dobra lektura.

            Gdyby Pani mogła spędzić jeden dzień z wybraną osobą to kto by to był?

            Rozumiem, że nie chodzi o kogoś, z kim widuję się dosyć często, a spotkanie nie jest jakimś ewenementem i nie muszę wybierać spośród żyjących? Szczerze mówiąc, chyba nie umiałabym się zdecydować i losowałabym, bo chętnie spotkałabym się z wieloma osobami, które są mi z różnych względów niedostępne. Część z nich wypytałabym o czasy im współczesne, część interesowałaby mnie ze względu na osobowość, inni na wykonywany zawód, lub dokonane odkrycia na rozmaitych polach. Jedna osoba, jeden dzień, to naprawdę trudny wybór. W grę wchodziłyby trzy opcje. Dwie pierwsze dotyczyłby osób zmarłych, z którymi z jakichś względów chciałabym porozmawiać - to  rodzina (bo kto nie ma wśród bliskich osoby zmarłej, do której tęskni?)  i ktoś znany, ciekawy (pisarz, jakiś wódz z czasów rzymskich, a może znany archeolog?), trzecia możliwość, to spotkanie z kimś żyjącym, ale z jakichś powodów trudno dostępnym. Czyli moja lista wyglądałaby na przykład tak: babcia, mama, profesor Kazimierz Michałowski, jeden z pilotów walczący w Bitwie o Anglię, egipski kapłan, Robert Ballard, Ueshiba Moriteru, kilku pisarzy, parę osób, które były świadkami nie wyjaśnionych do dzisiaj zbrodni i… i może na tym poprzestanę, bo lista mi się rozrasta.

Co skuteczniej Panią "odstresowuje" - pisanie czy aikido, bycie literatem czy hobbystką :)
            Ja chyba jestem w ogóle mało zestresowana, odpukać, rzadko mi się trafiają sytuacje generujące naprawdę duże nerwy, natomiast takie „zwykłe” zdenerwowanie albo zaczytuję, albo zagaduję albo "zatrenowuję". Wszystkie te czynności pozwalają mi oderwać się od rzeczywistości, zapomnieć o czymś nieprzyjemnym, co się niedawno wydarzyło. Jeżeli czytam, to przenoszę się w innym świat, wyłączam się, tworzę barierę oddzielającą mnie od rzeczywistości. Rozmawiając albo skupiam się na rozmówcy, na tym, o czym rozmawiamy, co skutecznie odrywa moje myśli od problemu, albo przedyskutowuję to, co mnie niepokoi i przeważnie dochodzę do wniosku, że tak naprawdę to nie mam co się stresować, bywają gorsze problemy. Jeżeli chodzi o trening, to w momencie dotknięcia stopami maty przełączam się w inny „tryb”, liczy się tu i teraz, a nie to, co dzieje się poza matą. Poza tym wysiłek generuje przypływ endorfin, co skutecznie wpływa na poprawę nastroju, o ile istnieje taka potrzeba. Jeżeli chodzi o pisanie, to nie "odstresowuję" się pisząc z prostego powodu – jeżeli jestem czymś podenerwowana, czy choćby mocno podekscytowana – nie potrafię się skupić na pisanym tekście.

Według mnie najciekawsze pytanie zadała Ewa Udała i to ona wygrywa powieści Agnieszki Pruskiej. Gratuluję. 


niedziela, 6 marca 2016

Siedem pytań do pisarza Wyniki Wioletta Leśków-Cyrulik



Na moment oddaję głos autorce książki: 

Dziękuję wszystkim Uczestniczkom konkursu za udział i za inspirujące pytania. Odpowiedziałam na nie z dużą przyjemnością. Serdecznie wszystkie Panie pozdrawiam, Zwyciężczyni gratuluję i życzę miłej lektury "Sezonu zamkniętych serc".


Jakie to uczucie chodzić po księgarni i dotykać grzbietu własnej książki? Już chyba raczej bardziej nie można wówczas „otworzyć serca”? Czy ma pani dalsze plany wydawnicze?

Przyznam się, że to uczucie nie do opisania. Szczęście pomieszane z tremą i obawą, jak przyjmą książkę Czytelnicy. Prawdziwym „otwarciem serca” jest jednak przelanie na papier historii, która powstała w głowie, i emocji, które jej towarzyszyły. O planach wydawniczych jeszcze mi nic nie wiadomo, choć kolejna książka jest już w jednej trzeciej napisana J


Jak czytam w recenzji Ani Grzyb, w „Sezonie zamkniętych serc” stworzyła pani bohaterów dalekich od doskonałości, z wadami, ale przez to prawdziwych i świetnie wykreowanych. Czy czytając książki, lubi pani spotykać w nich bohaterów idealnych czy z wadami oraz których jest pani trudniej stworzyć?

Czytając książki, lubię spotykać na ich kartach bohaterów prawdziwych, co niekoniecznie znaczy mających tylko wady, jak się często uważa. Jednocześnie nie chcę, by byli oni idealni. Wystarczy mi, gdy mają o kilka dobrych cech więcej niż ludzie w rzeczywistym świecie – przychodzi wtedy refleksja, że ja sama nie muszę być idealna, wystarczy, jeśli będę trochę lepsza J. Tak skonstruowana postać stanowi inspirację, a nie niedościgły dla prawdziwych ludzi ideał. I takich bohaterów jest mi najtrudniej powołać do życia w książce.

Czy uważa pani, że naprawdę istnieje coś takiego jak zamknięte serce, którego żadną siłą nie można już otworzyć? Czy też wytrwałość, dobroć i wiara potrafią roztopić każdy lód i otworzyć nawet najbardziej skrzywdzone i zamknięte z serc?

Trudno powiedzieć… Być może istnieją serca skrzywdzone tak bardzo, że nie potrafią się otworzyć wobec najbardziej nawet wytrwałej dobroci, ale to wcale nie znaczy, że nie warto tej dobroci cierpliwie praktykować. Uważam, że bycie dobrym dla drugiego człowieka zawsze przynosi owoce, choć niekoniecznie tam, gdzie się ich spodziewamy. A może czyjeś zamknięte serce otworzyło się wcześniej, niż nam się wydaje, tylko nie potrafi tego okazać? Niełatwo wyjść ze skorupy, kiedy się w niej bardzo długo przebywało.


Chciałam zapytać, jak pani to robi, że jest mamą na cały etat i jeszcze ma czas na pisanie? Pewnie jest pani dobrze zorganizowana? Widzę, jak bardzo pani się cieszy z debiutu i trzymam kciuki za następne książki.

Rzeczywiście bardzo cieszę się z wydania książki, dlatego serdecznie dziękuję za trzymanie kciuków! Jeśli chodzi o pytanie, dodam jeszcze: pracownica na cały etat. I blogerka. Ale praktykuję to od siedemnastu lat, tylko wcześniej zamiast pisania i blogowania był wolontariat w Fundacji „Cała Polska czyta dzieciom” i teatrzyk dziecięcy. Plus normalna praca. Muszę być choć trochę zorganizowana, inaczej nie dałabym rady. Przy czym dla porządku nadmienię, że napisałam „Sezon” na długo przed urodzeniem trzeciego dziecka, a więc pięć lat temu, w ciągu ostatniego roku tylko go szlifowałam. Poza tym cała rodzina jest dość zgraną drużyną, w której wszyscy razem staramy się o to, by dom dobrze funkcjonował i każdy miał trochę czasu dla siebie. To podstawa. Gdybym była zdana wyłącznie na siebie, na pewno nie dałabym rady.

Uwielbiam czytać ciekawe książki. Po przeczytaniu opisu przedstawionego przez panią Annę Grzyb pani książka „Sezon zamkniętych serc” wydaje mi się naprawdę ciekawa. Skąd bierze pani pomysły na napisanie takiej powieści, co czuje i czy pisząc, przeżywa pani losy swoich bohaterów?

Cieszę się, że opinia Ani Grzyb wzbudziła u Pani zainteresowanie moją książką. Pomysł i w ogóle całość historii zrodziła się w mojej wyobraźni, to w niej przeżyłam z Agnieszką, Darkiem i resztą osób kilka lat ich życia. W trakcie zapisywania, czyli po ponad roku, musiałam ponownie zagłębić się w ich emocje, ponieważ to właśnie z uczuć biorą początek wypowiadane przez bohaterów słowa. Kształt zdań i dobór słów wynika z tego, co się między ludźmi i w ludziach dzieje. Dlatego tak, pisząc, przeżywam losy swoich bohaterów, na ile to tylko możliwe, bo przecież polegam wyłącznie na wyobraźni. Troszkę inaczej mają się sprawy, gdy idzie o przedstawienie niektórych miejsc – tu słowa nie opisują tego, co zrodziło się w wyobraźni, lecz to, co istnieje naprawdę i co musiałam zobaczyć, by móc opisać. W jednym z miejsc wspomogła mnie Monika, autorka bloga „Francuskie i inne notatki Niki” (http://notatkiniki.blogspot.com/), której chciałabym w tym miejscu podziękować za piękne określenie domu użyczone bohaterom „Sezonu”. To „północna Arkadia”, w której było im tak dobrze, że dosłownie zapomnieli o całym świecie J.

Czy uważa Pani, że jest odpowiedni czas na miłość? Czy można wykalkulować, wybrać miejsce by złapać w sidła tego jedynego?

Hm, zależy, co rozumie się pod pojęciem „miłość”. Myślę, że nie warto w tym względzie kalkulować ani tym bardziej nikogo „łapać w sidła”, że nie da się w ten sposób w nikim wzbudzić miłości, bo to uczucie musi opierać się na szczerości, a ona z „łapaniem w sidła” nie ma nic wspólnego. Warto okazywać sympatię, życzliwość – bez kalkulowania, czy uda się w ten sposób kogoś usidlić, czy nie. Te cechy prędzej czy później zaowocują!

Uwielbiam czytać i cieszy mnie fakt kolejnego debiutu. Muszę przyznać, że okładka bardzo, ale to bardzo, bardzo zachęca do sięgnięcia po książkę, recenzje również.
Agnieszka sprawia wrażenie nieszczęśliwej, smutnej, momentami przytłoczonej życiem dziewczyny. Jest jakby zamknięta na świat i otaczających ją ludzi, przynajmniej ja mam takie wrażenie po przeczytaniu różnych fragmentów zamieszczonych przez panią Annę. Z tym wiąże się moje pytanie: Skąd czerpała pani natchnienie do wykreowania postaci Agnieszki? Dlaczego jest akurat taka?

            To prawda, Agnieszka nie jest najszczęśliwszą osobą na świecie, jak Pani zauważyła. Na ten              stan jej ducha składa się kilka okoliczności, których źródła należy szukać wyłącznie w mojej               wyobraźni J

Pani Wioletto, czy moment zakończenia książki i postawienia ostatniej kropki był dla pani od dawna upragnionym, czy raczej odwlekała pani tę chwilę, bo tak związała się pani z bohaterami, ich emocjami i relacjami, że żal było ich opuścić?


Moment postawienia ostatniej kropki był jednocześnie wyczekiwany i oddalany. Radosny i smutny. Wyobraziłam sobie tę historię, leżąc w łóżku podczas grypy, a kiedy po wyzdrowieniu wróciłam do pracy i życia domowego, bardzo długo nie miałam czasu na jej zapisanie. Dopiero po ponad roku, to znaczy w 2009 r., po kryjomu wzięłam do łóżka blok listowy, długopis i zapisałam kilka pierwszych, długo dopieszczanych w głowie akapitów. Potem pisałam w wolnych chwilach, kiedy rodziny nie było w domu, przed pracą lub po powrocie. Taki sposób pisania książki bardzo rozwleka cały proces w czasie, a zważywszy na to, że żyłam z tą historią w wyobraźni przez ponad rok wcześniej, przyzwyczaiłam się i przywiązałam do postaci. Dlatego żal mi było postawić ostatnią kropkę. Zrobiłam to w 2012 roku. A potem zaczęło się przepisywanie na komputerze, poprawianie, no i na koniec – publikacja. Ze szczęśliwym finałem w roku 2016. To sporo czasu, by się do bohaterów przywiązać J

Jeszcze nie czytałam „Sezonu zamkniętych serc”. Jak pani zachęciłaby mnie do lektury?


Pani Izo, bardzo trudno jest zachwalać swoją książkę. Sądzę, że nie warto wyrabiać sobie własnej opinii na podstawie opinii cudzej, a już zwłaszcza na podstawie wyobrażeń autora o tym, czym jego książka jest, a czym nie jest J Zawsze warto polegać na osobistym przeżyciu opowieści. Serdecznie pozdrawiam

Kocham książki z przesłaniem, a „Sezon zamkniętych serc” podobno taki właśnie jest! Czy pisząc tę książkę, starała się pani o to, by czytelnik mógł znaleźć w niej jakieś głębsze refleksje? By mógł się przez chwilę zastanowić nad własną egzystencją? By po przeczytaniu z ręką na sercu mógł powiedzieć: „Nie zmarnowałem ani jednej minuty poświęconej lekturze tej książki”?

To wielka satysfakcja – dowiedzieć się, że moja książka podobno jest „z przesłaniem”! Dziękuję i ufam, że czytelnik nie zostanie z poczuciem zmarnowanego czasu. Odpowiadając na pytanie – tak, pisząc, miałam nadzieję, że uda mi się nawiązać z czytelnikiem nić porozumienia. Oby mi się to udało!


Dużo czasu spędza pani z dziećmi – jako mama i instruktorka teatrów dziecięcych – ale debiutancką powieść napisała pani dla dorosłych. Czy dzieci są bardziej wymagającymi odbiorcami literatury niż dorośli? Kogo trudniej nakłonić do czytania – dzieci czy dorosłych?


            Rzeczywiście sporo czasu spędzam z dziećmi – z racji zawodu, ale także jako mama własnej trójki. Może właśnie dlatego moja powieść skierowana jest do osób dorosłych? Co do dzieci… Doświadczenie podpowiada mi, że są one bardzo wymagającymi odbiorcami literatury, a także sztuki w ogóle, ponieważ nie przejmują się konwenansami, a swoje opinie wyrażają wprost – szeroko ziewając albo równie szeroko otwierając buzie z zaciekawienia J.



Czy tworząc bohaterów w swojej książce, wzorowała się pani na osobach, które zna, czy tworzyła ich od podstaw?


Bohaterowie „Sezonu” pochodzą z mojej wyobraźni, ich perypetie nie są inspirowane życiem. Jednak emocje czy sposób przeżywania niektórych sytuacji siłą rzeczy muszą być „ze mnie”, ponieważ to właśnie moja wyobraźnia była tu źródłem, a trudno wiarygodnie opisać uczucia, samemu ich nie przeżywając. Ponadto osoby, które mnie znają, wiedzą, dlaczego na przykład kogoś w mojej książce mdli od zapachu świeżego czosnku lub używa on do gotowania drewnianych łyżek J.

Studiowała pani bibliotekoznawstwo. Jako uczennica liceum również planowałam je studiować, by móc pracować w bibliotece, ale rodzice mi nie pozwolili, twierdząc, że wówczas już całkiem „zakopię się” w książkach zamiast wyjść do ludzi, i zostanę starą panną. Jak się okazało, przeznaczenie i tak nie dało się oszukać
J. Czy uważa pani, że powinnam była walczyć o swoje marzenia?


Oprócz bibliotekoznawstwa w pierwszej kolejności studiowałam filologię polską, a potem zostałam nauczycielką, więc może dlatego nie groziło mi „zakopanie się w książkach”, w którym nie ma chyba nic złego, o ile tylko nie stanowi ono ucieczki od realnego świata i ludzi. Co do przeznaczenia… zawsze warto walczyć o swoje marzenia, ale nie warto uparcie trzymać się idei, która się nie sprawdza. Osobiście staram się wsłuchiwać w swoje pragnienia, potem sprawdzać, czy ich zaspokojenie nie odbywa się kosztem innych, i dążyć do ich spełnienia – czego z serca życzę również Pani!



Egzemplarz książki trafi do Izabeli81. Gratuluję i zapraszam już teraz do kolejnego 


Siedem pytań do pisarza Agnieszka Pruska

Agnieszka Pruska to autorka powieści zatytułowanej "Literat", którą rozpoczyna serię o Barnabie Uszkierze, komisarzu mającym do rozwiązania niebanalne zagadki kryminalne. Pisarka jest członkinią Oliwskiego Klubu Kryminału, felietonistką i recenzentką portalu "Zbrodnia w Bibliotece", podobnie jak bohater jej książek, ćwiczy aikido. Prowadzi stronę: http://agnieszkapruska.pl/




SIEDEM PYTAŃ DO PISARZA:
1. Zabawa zaczyna się dzisiaj, 6 marca i potrwa do 13 marca, do godziny 23:00. 
2. Jeżeli chcecie wziąć udział w konkursie, pod tym postem powinniście zadać jedno nietuzinkowe pytanie autorce książki, zostawiając również adres e-mail, bym mogła się z Wami skontaktować w przypadku wygranej. 
3. Należy dodać mój blog do obserwowanych, polubić profil bloga na FB: https://www.facebook.com/pisaninkaasymaka, udostępnić ten konkursowy post. 
4. Nagrodę w postaci dwóch książek ufundowało wydawnictwo Oficynka i autorka. Organizatorem konkursu jestem ja, prowadząca bloga Pisaninka. 
5. Ogłoszenie wyników nastąpi w chwili, gdy autorka wybierze SIEDEM pytań i odpowie na nie, a ja opublikuję post w formie wywiadu na blogu. 

A do wygrania jest taki zestaw książek:



Zapraszam też na FP bloga, gdzie można zapoznać się z fragmentami "Hobbysty": https://www.facebook.com/pisaninkaasymaka/photos/a.471852652885486.1073741828.459786130758805/987965487940864/?type=3&theater

czwartek, 25 lutego 2016

Siedem pytań do pisarza Wioletta Leśków-Cyrulik




Wioletta Leśków-Cyrulik ukończyła bibliotekoznawstwo i filologię polską, jest koordynatorką kampanii "Cała Polska czyta dzieciom" i instruktorką teatrów dziecięcych. Miłośniczka twórczości Jarosława Iwaszkiewicza i Małgorzaty Południak uwielbiająca morze, listopadowe deszcze i uważne spoglądanie na życie. Prowadzi bloga: http://myslownicelife.blogspot.com/. Prywatnie mama trójki dzieci. Od urodzenia mieszka w Jastrzębiu-Zdroju.

"Sezon zamkniętych serc" to jej debiut powieściowy.





SIEDEM PYTAŃ DO PISARZA:
1. Zabawa zaczyna się dzisiaj, 25 lutego i potrwa do 3 marca, do godziny 23:00. 
2. Jeżeli chcecie wziąć udział w konkursie, pod tym postem powinniście zadać jedno nietuzinkowe pytanie autorce książki, zostawiając również adres e-mail, bym mogła się z Wami skontaktować w przypadku wygranej. 
3. Należy dodać mój blog do obserwowanych, polubić profil bloga na FB: https://www.facebook.com/pisaninkaasymaka, udostępnić ten konkursowy post. 
4. Nagrodę w postaci egzemplarza książki "Sezon zamkniętych serc" ufundowało wydawnictwo Zysk i Spółka i autorka. Organizatorem konkursu jestem ja, prowadząca bloga Pisaninka. 
5. Ogłoszenie wyników nastąpi w chwili, gdy autorka wybierze SIEDEM pytań i odpowie na nie, a ja opublikuję post w formie wywiadu na blogu. 


Recenzja http://asymaka.blogspot.com/2016/02/wioletta-leskow-cyrulik-sezon.html

Siedem pytań do pisarza Joanna Kruszewska wyniki




W "Małych wojnach" porusza Pani szereg codziennych tematów, z jakimi w świecie rzeczywistym mamy do czynienia. Zastanawia mnie, czy książka przypadnie do gustu także młodzieży, zwłaszcza tej z okresu nastoletniego buntu? Czy oni również mogą z fabuły "Małych wojen" coś dla siebie wynieść?
Pozdrawiam :)
iza

Okres nastoletniego buntu ma to do siebie, że bardzo ciężko określić co może przypaść do gustu tym, którzy go aktualnie przeżywają. Rzeczywiście, w powieści pojawiają się dwa wątki – Majki i Igora, oni należą do pokolenia nieco starszej młodzieży, która już buntowanie się przeciwko otaczającej rzeczywistości ma chyba za sobą. Niemniej jednak wydarzenia, które ich bezpośrednio dotyczą, mogą powodować swoisty regres. Oboje radzą sobie ze zmianami lepiej lub gorzej, podejmują próby odnalezienia samych siebie w nowych sytuacjach… Czy ich perypetie mogłyby być rzeczywiście jakąś wskazówką dla młodzieży? Możliwe, bardziej jednak zależało mi na tym, aby ukazać koszt, jaki muszą w obliczu tych zmian ponieść i jak często decyzje dorosłych obarczają zupełnie niepotrzebnym bagażem kolejne pokolenie.

Najpierw marzyła Pani „Aby do mety” dotrzeć, później zdarzyła się jakaś „Awaria uczuć”, którą rozpatrywała Pani „Na trzy sposoby” (ciekawe jakie? – chyba musze przeczytać), by wreszcie posmakować „Szczęścia spod igły” i przeżyć „Miłość raz jeszcze”. Dziś toczy Pani „Małe wojny”. Taka huśtawka emocjonalna… Czy, dzięki takiemu literackiemu „poszukiwaniu”, znalazła Pani może jakąś receptę na szczęście i mogłaby podszepnąć?
Pozdrawiam
Iwona

:)
Czasami sobie myślę, że miło by było z konkretnym problemem, jak z konkretną jednostką chorobową, móc się do kogoś zgłosić po receptę z wytycznymi jak ten problem rozwiązać. Jakie kroki podjąć, żeby zażegnać nieprzyjemny konflikt, co zażyć w przypadku uczucia samotności, żalu, poczucia niezrozumienia… Innym razem dochodzę do wniosku, że samodzielne znalezienie sposobu, żeby wyjść z jakiejś niekomfortowej sytuacji daje poczucie satysfakcji, wiele kosztuje, czasami bardzo boli, ale też i w pewien sposób uczy. Poza tym czy stan permanentnego szczęścia faktycznie jest pożądany? Dałoby się to szczęście wtedy docenić i cieszyć się nim w pełni…? Chyba nie.


Co było Pani inspiracją do napisania książki o tej właśnie tematyce? Własne doświadczenia a może zasłyszane historie?
Pozdrawiam, Iza.


Jak zwykle – życie. Szereg usłyszanych historii, które w miarę spójnie, mam nadzieję:), udało mi się połączyć i stworzyć jednolitą całość. Występujące w powieści postaci są czysto fikcyjne, zawierają w sobie jedynie elementy swoich odpowiedników z rzeczywistości. Cechy charakteru, upodobania, podejście do życia…

Czy jeśli mogłaby Pani przeżyć jeszcze raz jeden dzień swojego życia to jaki byłby to dzień i dlaczego? A może lepiej nie wracać do przeszłości?
Pozdrawiam Agnieszka


Chwila zastanowienia.
Czy chciałabym coś zmienić, przeżyć jeszcze raz... Raczej nie. Pierwsza rzecz – zmiana, nie wiem czy przyniosłaby zamierzony efekt, czy mogłaby ukształtować przyszłość wedle mojego widzimisię, czy raczej spowodowała lawinę zdarzeń, nie dających się w żaden sposób przewidzieć…
Przeżyć coś jeszcze raz… Mam wspomnienia, do których czasami zabiera mnie jakaś kojarząca się z konkretnym wydarzeniem nuta, zdjęcie, słowo. Do wspomnień się uśmiecham, zdarzy się westchnąć tęsknie, ale wracać…? Tak żeby jeszcze raz przeżyć… Raczej nie. Nastawiam się na „tu i teraz”, czasem na jutro, a przeszłości dziękuję, że ułożyła się tak a nie inaczej.

Czy podziela Pani moje twierdzenie, że codzienne małe wojny pomimo tego, że czasami niszczą, to jednak tak naprawdę nadają smak życiu?
Nierzadko też sprawiają, że stajemy się lepsi.
Pozdrawiam
Sylwia

Podzielam, zdecydowanie podzielam… I chociaż chciałoby się powiedzieć, po co one komu? Te wojny, konflikty i dość często niczym nieuzasadnione potyczki, to nie da się ukryć, że bez nich bylibyśmy ubożsi. O wiedzę  przede wszystkim. Wiedzę o samych sobie i o tych, z którymi często przychodzi nam kruszyć kopie w codzienności życia. Każdy zupełnie inny, potrzebujący czegoś innego, odmiennie postrzegający rzeczywistość i to właśnie na styku tych potrzeb i różnic w postrzeganiu, najczęściej słychać ostre zgrzyty…  Jeżeli tylko nie stoimy twardo przy swoim stanowisku, jeżeli uda się chociaż trochę odpuścić, istnieje spora szansa poszerzenia horyzontu:). I oczywiście dojścia do porozumienia.

Pani Joanno, jakie to uczucie zobaczyć swoją książkę na półce w księgarni lub u kogoś w domu? ewa

Tutaj słownik jakim pisarz dysponuje, okazał się zbyt ubogi w adekwatne określenia…:) jedynych zaś, jakie cisną się na końce palców nie napiszę, bo za nimi nie przepadam i kojarzą mi się niezmiennie z cukierkowymi kolorami, nie żebym miała cokolwiek przeciwko słodyczom… Na poważnie zaś – nakłada się na siebie wiele, naprawdę pozytywnych emocji.

Czy "Małe wojny" doczekają się kontynuacji w postaci kolejnej książki w postaci "Dużej wojny"? Czy są takie plany, pomysły...?
1benia

Czy będzie to duża wojna… czy może krajobraz po tym, co zaistniało… Możliwe. Nie chcę mówić na pewno, bo nigdy nie mam stuprocentowej pewności, czy z tych pojedynczych myśli, które co jakiś czas domagają się uwagi, powstanie cała, kompletna powieść. Chciałabym.

Czy cieszy Panią powrót w rodzinne strony po studiach w stolicy? Czy nie czuła Pani pokusy, aby pozostać w Warszawie - czy nie żyło się tam ciekawiej, nie było lepszych perspektyw niż w Białymstoku? Interesuje mnie odpowiedź na to pytanie, ponieważ sama kilka lat temu uciekłam z miasta na wieś i chociaż wymaga to wysiłku i poświęceń, uważam, że była to najlepsza decyzja w moim życiu :)
Pozdrawiam
melisa

Perspektywy oczywiście były lepsze, większe możliwości tylko… nieco zbyt dużym kosztem. Nagle zdałam sobie sprawę, że miasto oferujące mnóstwo atrakcji dla aktywnej studentki, zmieniło swój charakter i zaczęło być bardzo pazerne. Na mój czas. Zaczęły się długie dojazdy do pracy i spędzanie w środkach komunikacji miejskiej całych godzin, pojawiły się nowe obowiązki, a gdzieś z tyłu głowy kołatała się myśl – co będzie dalej? Czy może być jeszcze szybciej? Białystok okazał się alternatywą nie do odrzucenia. Spokojną, wolniejszą i pełną sentymentalnych wspomnień, czyli miejscem gdzie czuję się u siebie.  

Nie czytałam jeszcze Pani książek, czym by mnie Pani zachęciła do przeczytania?
Którą z książek najbardziej Pani ceni?
Od której z książek powinnam zacząć poznawać Pani twórczość ?
avrea

Nie zachęcałabym, choć przewrotnie to może zabrzmieć. Jako autor mogę jedynie próbować się wprosić na jakiś leniwy, chłodny wieczór, do towarzystwa herbaty, lub filiżanki kawy… podeprzeć na kocu otulającym kolana:). Możliwe, że historia znajdzie się we właściwym miejscu i czasie, trafi na odpowiedni nastrój... możliwe, że wciągnie, pozwoli przenieść się w tworzoną przeze mnie rzeczywistość i spędzić tam miło czas… możliwe też, że po paru stronach, lub zdaniach książka zostanie zatrzaśnięta z hukiem i odłożona w daleki kąt z obietnicą nie sięgania po nią nigdy więcej…
Tyle w kwestii zachęcania:).
 Cenię sobie wszystkie, każdą w zupełnie inny sposób,  z kolei zupełny brak obiektywizmu z jakimi się do nich odnoszę nie pozwala mi zasugerować żadnej na początek…

Czym jest dla Pani szczęście? Korzystam z konta żony ;) Marek Udała 


Każdego dnia może być zupełnie czymś innym. Ciężko odpowiadać na takie pytania, wymagają o wiele dłuższej chwili zastanowienia i ważenia słów… Dużo rzeczy potrafi sprawić, że czuję się szczęśliwa, nawet drobiazgi mogą wywołać tą szczególną i bezcenną świadomość, że wszystko jest tak jak być powinno. Tą świadomość, której niejednokrotnie towarzyszy cień i wypatrywanie na horyzoncie miejsca skąd spodziewać się chmur…

Pisanie jest nie tylko pracą, ale i pasją. Nagle okazuje się, że w głowie ma Pani jedynie pustkę, a kolejne dni nie przynoszą poprawy...zero weny! Kursor miga nerwowo, wydawca dzwoni z przypomnieniem o terminach, a tu ani literki gotowego tekstu. Jedynym sposobem na odnalezienie inspiracji jest wynajęcie owianego tajemniczą sławą "Pokoju dla artystów". Wie Pani, że nie czyha tam śmierć, ale ludzie wychodzą z pokoju zupełnie odmienieni. Czy podjęłaby Pani ryzyko i sprawdziła działanie pokoju? Jak wiele znaczy dla Pani pisanie?
Pozdrawiam :)
obliczarozy

Szczęśliwym zrządzeniem losu pisanie jest przede wszystkim moją pasją. Jest sposobem na zabicie tych resztek wolnego czasu, które mi zostają. Wentylem potrafiącym uwolnić od natrętnych myśli, czy codziennych bolączek nękających chyba każdego. Możliwością wyrażenia zdania na tematy, które w jakiś sposób mnie poruszają czy bulwersują. Innymi słowy – wiele dla mnie znaczy. Kursor nie miga nerwowo, raczej zachęcająco, bo nie wiążą mnie terminy. Tak więc z jednej strony mam swoją pracę, której staram się oddawać bez reszty, z drugiej zaś hobby – pisanie. I chociaż wena bywa chwilami bardzo kapryśna… nie wybrałabym się na jej poszukiwania. 


Egzemplarz książki trafi do osoby o pseudonimie Melisa. Gratuluję. 







czwartek, 11 lutego 2016

Siedem pytań do pisarza Joanna Kruszewska



Tym razem autorka "Szczęścia spod igły", "Awarii uczuć", "Na trzy sposoby", "Małe wojny" i "Miłość raz jeszcze" odpowie na zadane przez Was pytania. Joanna Kruszewska pochodzi z Białegostoku. To tam mieszkała jako dziecko i nastolatka, uczęszczała do szkoły podstawowej i średniej. Studiowała w Warszawie na Wydziale Pedagogicznym, ale po ukończeniu studiów wróciła w rodzinne strony.
Zadebiutowała w 2009 roku tytułem "Aby do mety". 



SIEDEM PYTAŃ DO PISARZA:
1. Zabawa zaczyna się dzisiaj, 11 lutego i potrwa do 18 lutego, do godziny 23:00. 
2. Jeżeli chcecie wziąć udział w konkursie, pod tym postem powinniście zadać nietuzinkowe pytanie autorce książki, zostawiając również adres e-mail, bym mogła się z Wami skontaktować w przypadku wygranej. 
3. Należy dodać mój blog do obserwowanych, polubić profil bloga na FB: https://www.facebook.com/pisaninkaasymaka, udostępnić ten konkursowy post. 
4. Nagrodę w postaci egzemplarza książki "Małe wojny" ufundowało wydawnictwo Replika i autorka. Organizatorem konkursu jestem ja, prowadząca blog Pisaninka. 
5. Ogłoszenie wyników nastąpi w chwili, gdy autorka wybierze SIEDEM pytań i odpowie na nie, a ja opublikuję post w formie wywiadu na blogu. 

Recenzje książek autorki na moim blogu:
http://asymaka.blogspot.com/2014/09/joanna-kruszewska-miosc-raz-jeszcze.html
http://asymaka.blogspot.com/2016/01/mae-wojny-joanna-kruszewska.html

wtorek, 9 lutego 2016

Siedem pytań do pisarza Hanna Greń wyniki



Ekonomia i pisanie, dwa różne kierunki i zamiłowania. Co zwyciężyłoby w Pani sytuacji, gdyby musiała Pani wybierać?

Jeszcze kilka lat temu miałabym dylemat, gdyż ekonomia zapewniała mi byt materialny. Dzisiaj na szczęście nie muszę już dokonywać takich wyborów i mogę robić to, co zawsze było moim pragnieniem. Czyli pisać.

 Jakie jest Pani ulubione danie? Jeśli już przy tym jesteśmy załóżmy, że proces napisania i wydania książki to potrawa, jakie według Pani powinny być jej składniki?

Moje ulubione danie jest aż do bólu zwyczajne – kluski śląskie z gulaszem. Jeśli porównać napisanie i wydanie książki do potrawy to nasuwają mi się dwie główne zasady, które stosuję przy gotowaniu – nie przedobrzyć i nie pozwolić, by przepis (w przypadku pisania plan) zabił wszelką kreatywność. Składniki muszą mieć odpowiednie proporcje, żeby potrawa nie była zbyt pikantna (chyba że prokurujemy chili lub powieść erotyczną), nie może też zawierać za dużo cukru, bo wywoła mdłości. Z kolei ścisłe trzymanie się przepisu sprawi, że potrawa wyjdzie dokładnie taka jak tysiące jej podobnych, przygotowanych przez innych ludzi. Powinna zawierać coś, co odróżni ją od tamtych, sprawi, że zostanie zapamiętana.

Pani mąż jest policjantem. Jak to jest mieć u boku kogoś takiego i pisać powieść kryminalną, w jakim stopniu pomógł Pani przy pisaniu książki, opisywaniu wątków, wątpliwości kryminalnych, śledczych?

Dla autorki kryminałów jest to rozwiązanie idealne, gdyż można o każdej porze dnia i nocy zadawać pytania. A zapewniam, że takich pytań było wiele. Jako ekonomistka mam zamiłowanie do dokładności, wobec czego weryfikowałam niemal każdy pomysł. Jeżeli mąż twierdził, że w realnym świecie dany sposób postępowania nie mógłby mieć miejsca, rezygnowałam z pomysłu i zastępowałam go innym. Czasami wyłania się problem, bo nie na wszystkie pytania mąż jest w stanie mi odpowiedzieć. Większość naszych znajomych to policjanci i dzięki temu zawsze znajdzie się ktoś, kto zna odpowiedź.

Dlaczego właściwie tytuł "Cynamonowe dziewczyny"? Co ma wspólnego cynamon z bohaterkami?

Pierwotnie powieść nosiła tytuł Yellowknifer, lecz w wydawnictwie uznano go za niemarketingowy. Nie wszyscy znają angielski, więc nie każdy umiałby ten tytuł wymówić czy napisać. Nie miałam pomysłu na inny tytuł i gdy zaproponowano Cynamonowe dziewczyny, uznałam, że jest niezły, dlatego że zmusza do zastanowienia, co cynamon ma wspólnego ze zbrodnią. Otóż z samą zbrodnią nic, za to wiele z bohaterkami. Jedna z głównych postaci, czyli Petra, ma włosy w kolorze cynamonu, a i włosy ofiar Yellowknifera można podciągnąć pod tę barwę. Stąd wzięły się Cynamonowe dziewczyny.

Czy świętuje Pani i nagradza ukończenie, bądź wydanie książki i w jaki sposób ?

Ukończenia nie świętuję. Czuję się wówczas dziwnie, bo z jednej strony jest to niesamowita satysfakcja, z drugiej zaś uczucie, jakbym straciła kogoś bliskiego. Świętuję natomiast wydanie, ale dopiero wtedy, gdy mam w ręce egzemplarz autorski. To takie małe zabezpieczenie przeciw zapeszeniu. Siadamy wówczas z mężem przy stole, na którym leży książka, zjadamy dobre ciastko i pijemy tak zwaną książkówkę, czyli kupionego specjalnie na tę okazję Jacka Danielsa.
     
  Dlaczego akurat kryminały? Jest to moja ulubiona literatura, odkąd pamiętam wybierałam zawsze książki z "dreszczykiem", nawet będąc dzieckiem zamiast baśni czytałam krwawe historie. Czy w Pani przypadku też tak było? Jaka jest Pani ulubiona literatura?

Odpowiedź w zasadzie zawarta jest w pytaniu, bo również od dzieciństwa byłam zafascynowana tą tematyką. Gdy inne dziewczynki wyrywały sobie w bibliotece Pollyannę, ja zaczytywałam się Agatą Christie i Edigeyem. W szóstej klasie na fizyce zaczęłam pisać pierwszy kryminał. Wydało mi się to lepsze od tracenia czasu na przedmiot, którego nigdy się nie nauczę. Niestety nauczycielka miała inne zdanie.

Potrafi nas otoczyć, śledzi każdy nasz krok, może zawładnąć umysłem i zaoferować kilka nieprzespanych nocy...to ona - Inspiracja ;) Tematy podobno leżą na ulicy, wystarczy po nie sięgnąć. Skąd Pani czerpie inspirację? Czyta Pani rubryki kryminalne w gazetach, wykorzystuje zasłyszane historie czy to wyłącznie działanie wyobraźni?

Odpowiem historyjką. Kiedyś znałam chłopca. Ładny, inteligentny, grzeczny sześciolatek z tak zwanej dobrej rodziny. A jednak coś z nim było nie tak. Ciężko mówić tak o dziecku, ale w tym chłopcu mieszkało zło objawiające się wówczas, gdy myślał, że nikt go nie obserwuje. Lubił krzywdzić inne dzieci. Do dziś pamiętam wyraz zadowolenia na jego buzi, gdy udało mu się sprawić, że ktoś cierpiał.

Nie wiem, jak potoczyły się jego dalsze losy. Być może wyrósł na porządnego człowieka, niemniej jednak to ten właśnie chłopiec jest pierwowzorem mojego Yellowknifera z Cynamonowych dziewczyn. Podobnie było ze Sprzedawcą Snów. Na wpół zatarte wspomnienie zasłyszanej gdzieś opowieści skutkowało wykreowaniem postaci zabójcy. Czyli w moim przypadku to konglomerat codziennych obserwacji oraz wyobraźni. 

Egzemplarz powieści trafi do Ewy, gratuluję. 

środa, 27 stycznia 2016

Siedem pytań do pisarza. Hanna Greń.

Kolejna odsłona mojego środowego cyklu.

Tym razem chciałabym zaprezentować Wam sylwetkę autorki dwóch powieści kryminalnych z wątkiem obyczajowym.



Hanna Greń jest mieszkanką Bielska-Białej, urodziła się w Wiśle, ukończyła Akademię Ekonomiczną w Katowicach. Zawodowo zajmuje się ekonomią, pisarką jest z zamiłowania. Cykl wiślański rozpoczęła debiutancką powieścią "Cień Sprzedawcy Snów". "Cynamonowe dziewczyny" to kolejna publikacja wydana w tej serii.



SIEDEM PYTAŃ DO PISARZA:
1. Zabawa zaczyna się dzisiaj, 27 stycznia i potrwa do 3 lutego, do godziny 23:00. 
2. Jeżeli chcecie wziąć udział w konkursie, pod tym postem powinniście zadać nietuzinkowe pytanie autorce książki, zostawiając również adres e-mail, bym mogła się z Wami skontaktować w przypadku wygranej. 
3. Należy dodać mój blog do obserwowanych, polubić profil bloga na FB: https://www.facebook.com/pisaninkaasymaka, udostępnić ten konkursowy post. 
4. Nagrodę w postaci egzemplarza książki ufundowało wydawnictwo Replika i autorka. Organizatorem konkursu jestem ja, prowadząca blog Pisaninka. 
5. Ogłoszenie wyników nastąpi w chwili, gdy autorka wybierze SIEDEM pytań i odpowie na nie, a ja opublikuję post w formie wywiadu na blogu. 

Moje recenzje książek autorki: 
http://asymaka.blogspot.com/2016/01/cynamonowe-dziewczyny-hanna-gren.html
http://asymaka.blogspot.com/2015/12/cien-sprzedawcy-snow-hanna-gren.html

wtorek, 8 grudnia 2015

Siedem pytań do pisarza. Wyniki. Agnieszka Rusin.




1.Chciałabym dowiedzieć się czegoś o Pani dzieciństwie. Opowie mi Pani coś o nim? Może ulubiony zapach, zabawa, czasy szkolne, gry, jakieś tradycje? Jak Pani wspomina ten czas?

AR: Gdy byłam mała lubiłam dużo jeść i byłam grubaskiem. Szczególnie przepadałam za takimi małymi ciasteczkami z nadzieniem kakaowym w środku. Uwielbiałam też skakać 
w gumę i linkę. Teraz dzieci już się w to nie bawią :). Za przedszkolem, ani szkołą raczej nie przepadałam, za to lubiłam spędzać czas u mojej babci, szperając ciągle na starym strychu i w ogrodzie.  Pamiętam jak chadzałam z dziadkiem na stację kolejową, gdzie w sklepiku z gazetami sprzedawał jego kolega. Oni sobie rozmawiali, a ja wertowałam kolorowe czasopisma. 

2. Wszelkie zdarzenia w życiu - ludzie często podsumowują w następujący sposób: "ach, to był przypadek''. Takie stwierdzenia pojawiają się szczególnie wtedy, gdy spotkało daną osobę coś bardzo miłego, pięknego, wyjątkowego.
Innym rodzajem reakcji na przeżyte sytuacje (mniej przyjemne) jest stwierdzenie: ta historia musiała się źle zakończyć - takie było przeznaczenie; nie mogłam nic na to poradzić, nic zrobić.
Wierzy Pani w przeznaczenie? Jak Pani uważa - znaczna część wydarzeń w naszym życiu ma określony, konkretny cel czy po prostu są kwestią przypadku? Czy mało istotne, z pozoru niewiele znaczące rzeczy, sytuacje, spotkania, mogą posiadać ważny cel i zmienić coś w naszym życiu?


AR: Każdy z nas ma wpływ na swoje życie i kieruje nim wedle własnych zamierzeń, jednak sądzę, że nad każdym z nas „ktoś" czuwa, jakiś anioł stróż... i czasem stawia nam na drodze przeróżne wyzwania i przeszkody, nadając naszemu życiu inny bieg, niekoniecznie gorszy, po prostu inny. To takie drogowskazy, które mają coś wnieść do naszego życia, sprawić, byśmy spojrzeli na nie z innej perspektywy. 

3. Ania przedstawiła Panią jako tajemniczą początkującą pisarkę. Moje pytanie więc brzmi: do napisania pierwszej książki dojrzewa się zapewne długo (a może się mylę?). Co w Pani przypadku było tą "iskrą", momentem, że to już? 

AR: Kiedyś siedziałam sama w domu i czytałam książkę. I nie wiadomo skąd uświadomiłam sobie nagle, że od dawna chodzi mi po głowie pewna historia. Pomyślałam, że mogłabym zaryzykować i spróbować ją opisać. W końcu spróbowałam, choć mój pierwszy tekst nigdy nie został opublikowany.  

4. Czy lubi Pani kończyć pisać książki, czy może wręcz przeciwnie, odwleka Pani moment postawienia ostatniej kropki, bo podczas powstawania powieści związała się Pani na tyle z bohaterami, ich historiami, relacjami, uczuciami, że aż żal ich opuścić?

AR: To zależy od historii, którą opisuję, z niektórymi bohaterami czuję bardzo mocną wieź, z innymi mniejszą. Zawsze jednak pisanie zakończenia budzi emocje i refleksje na temat stworzonej książki i bohaterów. Zaczyna się myśleć o napisanym tekście jak o całości, podsumowywać, oceniać... każda przygoda z bohaterami kiedyś jednak się kończy, niestety. Najbardziej polubiłam moją bohaterkę z książki „Miłość w spadku". Jej postać najbardziej przypadła mi do serca.

5. Jest Pani autorką trzech książek (są sekrety rodzinne, miłość), a czy jest w Pani głowie jakiś temat do opisania w kolejnej książce (trudny temat), który odkładany jest na potem, na jeszcze nie teraz... aby później wszystkich zaskoczyć?

AR: Oj, tak, ale na razie to nie wychodzi :)
Planuję napisać książkę dla dzieci, taką przygodową, ale nie chcę zapeszać, zobaczymy czy mi się to uda. Pisanie dla młodszych czytelników wymaga zupełnie innego podejścia, języka. To tak, jakbym chciała opowiedzieć pewną historię mojej córce.

6. Mówi Pani o sobie, że jest marzycielką, a jednym z marzeń, które udało się zrealizować było wydanie książki. Czym dla Pani są marzenia? Czy uparcie i systematycznie dąży Pani do spełnienia kolejnych czy raczej łatwo się Pani poddaje?


AR: Marzenia kreują nasze życie. Od nich wszystko się zaczyna. Z natury jestem uparta i jeśli bardzo mi na czymś zależy, to podążam w wybranym kierunku. Zdarza mi się też poddawać, ale to rzadziej i przeważnie znajduję sobie wtedy inny cel, inne marzenie. Dla mnie marzenia są częścią życia, bez której go sobie nie wyobrażam.


7.Oprócz tego, że jest Pani początkującą pisarką nic o Pani nie wiemy. Jak wygląda zwykły dzień z Pani życia?

AR: Mój dzień nie wyróżnia się niczym szczególnym. W ciągu tygodnia zaprowadzam córeczkę do przedszkola, a sama jadę do pracy, potem szybkie zakupy  i wracamy z dzieckiem do domu. Czeka tam na nas już piesek i idziemy z nim na spacer, potem obiad  i inne... ( sprzątanie, pranie gotowanie). W weekendy, gdy mam więcej czasu i można dłużej pospać ( o ile dziecko mi pozwoli :) to czasem uda mi się wieczorem albo w nocy popisać :) i tak to wygląda.

Egzemplarz powieści "Przypadkowe spotkanie" trafi do...


Kasi Piwody. Gratuluję.