sobota, 6 września 2014

Miasto z lodu Małgorzata Warda recenzja premiera: 11. 09. 2014



To, że Małgorzata Warda pisze bardzo dobrze wiedziałam już dwa lata temu, gdy sięgnęłam po "Dziewczynkę, która widziała zbyt wiele". Powieść ową zresztą uznałam za najlepszą, jaką czytałam w 2012 roku. Zapadła mi głęboko w pamięć, poruszyła do głębi i wywołała ogromne emocje. "Jak oddech" również uważam za lekturę wartą uwagi, dlatego nie zastanawiałam się ni minuty nad tym, czy chcę przeczytać najnowszą, która wyszła spod pióra pisarki. "Miasto z lodu" zaskoczyło mnie. Nie tym, że poruszona została w książce trudna tematyka, bo czegóż innego można spodziewać się po Wardzie? Z góry możemy założyć, że nie napisze lekkiego romansidełka, które czytać będziemy dla relaksu. Ona stworzy historię, od której włosy będą nam się jeżyć  na głowie, jednocześnie nie zapominając o tym, by coś nam uświadomić. Jej powieści za każdym razem uczą nas czegoś nowego, dają nam do myślenia, zmieniają nas. Naprawdę.

"Miasto z lodu" ma nie tylko doskonale dobrany tytuł, to opowieść trudna, budząca skrajne emocje, po zakończeniu której mamy w głowie mętlik i masę najróżniejszych odczuć, z którymi nie do końca potrafimy sobie poradzić. Zastanawiamy się, jak sami zachowalibyśmy się w podobnej, niełatwej przecież sytuacji. Czy mamy prawo kogokolwiek oceniać?
Autorka na pewno sporo czasu poświęciła na dopracowanie szczegółów, na zapoznanie się z tematyką, którą postanowiła w owej publikacji poruszyć. I tak poznajemy dzięki niej osobę chorą, jej najbliższych, jak też ludzi całkowicie jej obcych. Ciekawym aspektem książki jest to, jak reagują inni, jak szybko osądzają kogoś, kto rzekomo zrobił coś złego, coś karygodnego... ale o tym za moment. Wracając do szczegółów nie mogę nie wspomnieć o czymś, co rzuciło mi się w oczy. Mam dziecko trzynastoletnie, a tyle lat ma bohaterka "Miasta z lodu". Moja trzynastolatka od września poszła do pierwszej klasy gimnazjum i pewnie dlatego zwróciłam uwagę na to, że książkowa rówieśniczka mojej córki zgodnie z planem powinna w tym wieku albo kończyć szóstą klasę szkoły podstawowej, albo zaczynać pierwszą gimnazjum. Z uwagi na to, że Agata poszła do szkoły jesienią, powinna być w pierwszej klasie gimnazjum, a jest w drugiej. Pomyślałam, że widocznie rozpoczęła szkołę podstawową podobnie jak ja, jako dziecko sześcioletnie i faktycznie tak było, bo dopytałam już u źródła.
Książka pisana jest w pierwszej osobie. Całą historię opowiada nam wspomniana przed chwilą Agata. Trzeba przyznać, że autorka potrafi zaciekawić i zaintrygować czytelnika, do tego stopnia, że zarwałam dzisiejszą noc. Po prostu nie mogłam się oderwać, nie mogłam przestać czytać. Ciekawość zwyciężyła ze zmęczeniem i dopiero, gdy zobaczyłam na czytniku 100%, co oznacza, że nie ma następnej strony odłożyłam książkę. Odłożyłam, to prawda, ale zasnąć dalej nie mogłam. Obrazy krążyły w mojej głowie, wyobraźnia szalała. Musiałam przemyśleć, zastanowić się, ale jednego byłam pewna-to bardzo dobra powieść, a pisarka bezsprzecznie ma talent.

"Znaleziono mnie rankiem następnego dnia, kiedy okolica pokryła się grubą warstwą śniegu. Leżałam nad brzegiem rzeki, z daleka od cywilizacji. Grupa turystów wybrała się tam na wycieczkę: dwie studentki i ich chłopcy, zaprawieni w górskich wędrówkach. 
-Zejdę nad rzekę.-Jedna z dziewczyn, oświetlając drogę latarką czołową, ruszyła w dół zbocza, skąd dobiegał szum płynącej wody. 
Powietrze ochładzało się z każdą minutą, turystka trzymając się zmarzniętych gałęzi, schodziła coraz niżej, aż w ciemności zobaczyła rzekę. Jeszcze nie ściął jej lód, jeszcze miała wartki nurt na powierzchni. Na brzegu leżał stary, zniszczony pień obrośnięty hubą. I właśnie dlatego, że skierowała na nią światło latarki, zobaczyła mnie leżącą." [1] 

Tak zaczyna się książka. Przyznacie, że od samego początku jesteście  zaciekawieni i chcecie  szybko poznać ciąg dalszy?

Agata wyjeżdża z Gdyni wraz z mamą. Mamą, która nie zawsze czuje się dobrze, ponieważ od wielu lat boryka się z chorobą afektywną dwubiegunową. Czy jest to jednak powód, by wykluczyć ją ze społeczeństwa, by nie miała prawa do w miarę normalnego życia? Oczywiście i ja byłam przerażona czytając o zmianach, jakie następowały w Teresie, gdy choroba zaczynała jej o sobie przypominać. Martwiłam się, jak poradzi sobie dziecko. Myślałam o tym naprawdę intensywnie i byłam coraz bardziej zaniepokojona. Teresa kochała córkę i tego nie można jej odmówić, chciała dać sobie i jej szansę, chciała być dla niej matką. Czy udało jej się to?
Trzydziestojednoletnia kobieta ze swoją trzynastoletnią córką po długotrwałej podróży wreszcie osiada na dłużej, być może nawet na stałe, w pobliżu gór. To tutaj postanawiają rozpocząć wspólne życie, tylko we dwie. Matka z całych sił stara się zapewnić Agacie bezpieczeństwo, ale czy potrafi zadbać choć o samą siebie?
To powieść, która odpowie nam zapewne na wiele pytań. Zaczniemy zastanawiać się dzięki niej, czy warto być otwartym, prawdomównym, ufnym? Poznamy przedziwne i niepojęte dla nas być może wzorce zachowań w sytuacjach skrajnych, przerażających, mrożących krew w żyłach. Nie będziemy mieli do czynienia z osobami, które łatwo można zaszufladkować, osądzić. Na pewno ta czy inna postać wzbudzi w  nas współczucie, litość, odrazę, pogardę. Być może postępowanie jednych będziemy w stanie zrozumieć, usprawiedliwić, ale zachowania innych nie będziemy w stanie pojąć. Nie jest łatwo oceniać innych, a autorka pokaże nam, że zawsze są dwie strony medalu. Coś, co pozornie wydawać się nam będzie oczywiste, jednoznaczne, być może za moment okaże się o wiele bardziej skomplikowane. Bohaterowie stworzeni przez Wardę ciekawi, niebanalni, a rozwiązanie zagadki wcale nie jest takie proste. Całość polecam zdecydowanie.

[1] fragment pochodzi z książki "Miasto z lodu" Małgorzata Warda, wydawnictwo Prószyński i S-ka, premiera: 11.09.2014 











piątek, 5 września 2014

Scenariusz z życia Anna M. Brengos


Ta debiutancka powieść niesamowicie mnie zaskoczyła i rozbawiła. Pokazała, że zemsta na niewiernym mężu może być nie tylko słodka, ale też może przynieść wymierne korzyści osobie zdradzanej. Jej życie może odmienić się na lepsze i tak naprawdę należałoby takiemu ktosiowi wręcz podziękować.

Anna M. Brengos wiele lat poświęciła pracy w oświacie, by wreszcie powiedzieć: Dość! Postanowiła zrealizować swoje ciche i uśpione marzenia, obudzić je i pokazać sobie i innym, że można robić to, co się kocha. Jest współzałożycielką fundacji o pięknej nazwie "Ocean Marzeń", pracuje też w Obywatelskiej Fundacji Pomocy Dzieciom. To kobieta, która organizuje zbiórki na rzecz potrzebujących, festiwale i akcje społeczne.

"Scenariusz z życia" to zabawna i ciekawie napisana powieść, którą dostrzeżono w konkursie literackim wydawnictwa, otrzymała wyróżnienie i została wydana przez Naszą Księgarnię.

Takie książki naprawdę chętnie i szybko się czyta. Właściwie nie wiadomo kiedy następuje koniec i pozostajemy z żalem i pytaniem, czy to naprawdę już? Czuć w tego typu lekturach niesamowitą lekkość pióra autorek, nie ma żadnej przesady, wymuszenia, pisania z niechęcią.

Co mnie najbardziej urzekło w tej historii? Po raz kolejny uczyłam się wraz z bohaterką "Scenariusza z życia" asertywności, próbowałam samej sobie przemówić do rozsądku, bo czasem nadal miewam problemy z powiedzeniem: Nie!

Główna postać tej powieści obyczajowej to Marta. Kobieta dojrzała, zamężna, matka, babcia. Jak dotąd zawsze doskonała, niezastąpiona, potrzebna. Bez niej ani w pracy, ani w domu nikt by sobie nie poradził. Stara się ze wszystkich sił sprostać oczekiwaniom najbliższych i szefa, jednak czy jest szczęśliwa i spełniona? Przemęczona, zabiegana, brakuje jej chwili wytchnienia, czasu dla siebie, to na pewno, ale radości w niej nie ma. A dlaczego? Ponieważ nie potrafi odmówić nikomu pomocy, brak jej asertywności. Do czasu!
Już na początku książki dowiadujemy się, że ukochany mężuś "zabawia się na boku z Konferencją", córka nie szanuje matki i nie pyta jej nigdy o zdanie, wciskając na siłę wnuka tak, jakby to nie ona była jego matką! Ależ szarpały mną emocje, gdy czytałam fragmenty o tej cudownej córusi, zwłaszcza, że wiem, iż takie osoby istnieją w rzeczywistości. Życie Marty, jej plany czy pragnienia nie są dla nikogo istotne, ale uważam, że sporo w tym winy jej samej, bo pozwalała się tak traktować, bo nie powiedziała, że już dosyć, że basta!

Jestem naprawdę pod wielkim wrażeniem tej powieści. Polecam ją kobietom w każdym wieku, ponieważ znajdziecie na kartach tej książki nie tylko doskonałą fabułę, ale też receptę i nadzieję na to, iż zmian można dokonać w każdym wieku. Czasami potrzebujemy do tego impulsu, zdarzenia wcale nie przyjemnego, raczej dramatycznego i wywracającego wszystko do góry nogami. Takiego, jak w przypadku Marty-zdrady nie życzę nikomu, ale chyba lepiej przestać żyć w kłamstwie i wreszcie zacząć oddychać pełną piersią.
Powieść przezabawna, poprawiająca humor. Polecam zdecydowanie.

"-Halo. 
-Boguś ma kochankę-wyrzuciłam z siebie bez żadnego wstępu.
-Marta?
-Albo moje truchło, bo chyba już nie żyję.
-Co ty gadasz?-zdziwiła się.
-Co ja gadam? Gadam, że mój ślubny właśnie łamie śluby małżeńskie. Z Konferencją-mruknęłam i gwałtownie wydmuchałam nos. 
-Piłaś?-spytała Kasia podejrzliwie.
-Jestem trzeźwa jak kijanka, tylko zdradzona przez własnego męża. Z Konferencją.
-Boguś cię zdradza?
-Z Konferencją.
-Jeśli ty nie piłaś, to ja muszę się napić-stanowczo oświadczyła moja przyjaciółka. -Zaraz u ciebie będę. Mam tylko nadzieję, że go nie zastanę. Gdzie on teraz jest?
-Z Konferencją-powtórzyłam jak echo." [1]


[1] fragment pochodzi z książki "Scenariusz z życia" Anna M. Brengos, wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2014, strona 9-10




Renata Piątkowska "Szczęście śpi na lewym boku" patronat medialny Pisaninki





Renata Piątkowska jest pisarką, której książki mogę polecać w ciemno. Są idealne zarówno dla dzieci, jak i dla rodziców, którzy swoim pociechom je czytają. Ani dorosły, ani maluch nie będzie się bowiem nudził z propozycjami literackimi autorki, nie może być o tym mowy. Opowieści Renaty Piątkowskiej są nie tylko zabawne i pouczające, ale też inteligentnie i niebanalnie napisane. Świat przedstawiany oczami naszych latorośli, jak w przypadku "Opowiadań dla przedszkolaków" jest stworzony po mistrzowsku, jakby pisarka "siedziała w głowie maluchów", tak doskonale rozumie ich myśli, problemy, troski i radości. Wyjątkowa dla mnie i moich dzieci była również lektura traktująca o czasach II wojny światowej-"Wszystkie moje mamy". Byłam więc zaszczycona propozycją objęcia patronatem medialnym drugiego wydania książki zatytułowanej "Szczęście śpi na lewym boku". Przeprowadziłam wywiad z autorką, jest też możliwość wygrania tej publikacji na stronie, którą założyłam na FB: Czytajmy dzieciom i z dziećmi. Serdecznie zapraszam. A wracając do samych opowiastek...

Wydanie jest naprawdę piękne, w twardej oprawie. Ilustracje wykonane ręką Edwarda Lutczyna kolorowe i przyciągające wzrok. Całość dopracowana w każdym szczególe. Dziecko z zainteresowaniem ogląda książeczkę, a tekst nie nudzi naszego szkraba, za to pozwala na myślenie, refleksje, zadawanie pytań związanych z tematem. To doskonała propozycja dla dzieci w wieku przedszkolnym i szkolnym.

Zastanawialiście się kiedykolwiek nad tym, skąd wzięły się te wszystkie przesądy? Dlaczego uważamy, że czarny kot przyniesie nam pecha, a kominiarz szczęście? Skąd wiadomo, że odpukać należy w niemalowane, a stłuczone lusterko to siedem lat nieszczęścia? Że już nie wspomnę o czterolistnej koniczynie...

Autorka w sposób zabawny, ciepły i mądry uświadamia nam absurdy tych naszych przekonań. Może nie do końca w nie wierzymy, ale w razie czego wolimy omijać biednego czarnego kotka, który niczemu nie jest przecież winien. Warto przeczytać tę książeczkę, naprawdę gorąco zachęcam, i to nie tylko osoby, które mają dzieci. Spędziłam z nią czas bardzo miło, czytając ją dzieciom przed snem na urlopie.

Wszystkich historyjek jest dziewięć, a pierwsza z nich dotyczy czterolistnej koniczyny. Poznajemy w niej królewnę Rozalię, która ma nieposkromiony apetyt. Wkrótce jedzenie staje się jej ulubionym zajęciem, je pierwsze, drugie, a nawet piąte śniadanie, a od stołu odchodzi tylko po to, by się wyspać. W pewnym momencie jest już tak ciężka, że postanawia coś w swoim życiu zmienić. Marzy o tym, by schudnąć, uzależnia powodzenie swojego planu od tego, czy znajdzie czterolistną koniczynę, przynoszącą rzekomo szczęście. Jak myślicie, czy uda jej się zdobyć upragnioną sylwetkę i poślubić rycerza, który nie jest jej obojętny i który również myśli o niej ciepło? Kolejna opowieść, o kominiarzu i jego guziku, jest tak samo zajmująca i pasjonująca. Autorka udowadnia nam w niej, ile zapamiętujemy z danego wydarzenia. Co ma wspólnego szczęście z guzikiem kominiarza? Rozbudziłam Waszą wyobraźnię? Dlaczego los miałby się do nas uśmiechnąć tylko dlatego, że na widok kominiarza łapiemy się za guzik? Nadal uważacie, że ma to jakikolwiek sens? Jest jeszcze w owej książeczce słów kilka na temat grosika wrzucanego do wody, rozbitego lustra, wspomnianego wcześniej nieszczęsnego, ale niewinnego czarnego kota, rzekomo pechowej trzynastki czy lewej strony. Polecam zdecydowanie i z całego serca.







Patronat medialny:



czwartek, 4 września 2014

Latarnik Karol Kłos



Karol Kłos pracował jako redaktor w lokalnej prasie, reporter mediów elektronicznych. Jest elektrykiem, amatorsko zajmuje się fotografią i podobnie jak jego książkowy bohater pracuje jako latarnik. Czy tylko wykonywany zawód ich łączy? Na to i inne nurtujące czytelnika pytania odpowiedzi znajdziemy w debiutanckiej powieści autora. Czy istnieje jakiekolwiek podobieństwo między tą publikacją, a dużo starszą, wydaną pod tym samym tytułem?

Latarnik zdaje się być pamiętnikiem mężczyzny dojrzałego, który naprawdę wiele ciekawych rzeczy ma do powiedzenia. Jego spostrzeżenia, niebanalne rozważania, obserwacja otaczającego go świata są doprawdy pasjonujące i interesujące. Początkowo trochę razi brak dialogów, zwłaszcza czytelnika przyzwyczajonego do nich. Autor ma również niecodzienną tendencję do opisywania danego zagadnienia w sposób bardzo szczegółowy, nie unika powtórzeń, wręcz bawi się językiem polskim, pokazując przy okazji jak wiele synonimów można znaleźć dla tego czy innego słowa.
Nie znajdziemy tu dat, lecz numery, nie ma też jakiejś reguły, co do wpisów w dzienniku. Czasem są one krótkie, innym razem dłuższe, więcej się dzieje w życiu bohatera, więcej ma do powiedzenia.

Dowiemy się mnóstwa ciekawych rzeczy, czy to o pracy w latarni, o turystach, kłopotach sąsiada, jak też o bezrobociu. Nie zawsze nasz bohater stoi twardo na ziemi, czasem zdaje się być odrealniony, fantazjuje, ale też daje nam do myślenia. Ma spore poczucie humoru, ironizuje, czasem jest sentymentalny. lecz bywa, że nawiedzają go straszne, koszmarne sny, a jego życie zaczyna przypominać serial kryminalny, momentami wręcz horror. Zaburzenia osobowości, utożsamianie się raz z mężczyzną, innym razem z kobietą, wszystko to powoduje dezorientację czytelnika i intryguje go, ciekawi. Tym chętniej sięgnęłam po kontynuację powieści-"Latarniczkę", by przekonać się, dlaczego bohater raz pisze jak kobieta, innym razem jak mężczyzna. Może właśnie w drugiej książce znajdę odpowiedź na nurtujące mnie pytania?

Czytając tę powieść nie sposób nie zastanawiać się nad tym, ile jest w niej fikcji literackiej, a ile prawdziwego życia autora. Niebawem będę przeprowadzać wywiad z Karolem Kłosem i nie omieszkam zapytać go o inspirację.
Nie mogę uznać tej książki za powieść, która stanie się bestsellerem, ponieważ wiem, że czytelnik zazwyczaj woli łatwiejszą lekturę. Mniej skomplikowaną, przy której można się zrelaksować, nie myśleć i nie zastanawiać się zbyt wiele. Przyznam jednak, że warto. Warto czasami przystanąć, sprawdzić się, przeczytać o czymś trudniejszym, bo tego typu książki mogą nas zmienić na lepsze. Coś nam uświadamiają.
Bardzo podobało mi się to, że autor miał odwagę powiedzieć o lokalnych problemach, prowincjonalnych i zazwyczaj niewielu interesujących, jak chociażby bezrobocie i brak perspektyw. W sezonie letnim praca oczywiście jest, lecz poza nim nie jest już tak łatwo o płatne zajęcie. Sama zastanawiałam się nad tym, przebywając na urlopie nad morzem, tam wszystko nastawione jest na turystów, każde wolne miejsce zajęte jest przez budynki mieszkalne, drewniane, murowane, na każdym ogłoszenie o wolnych pokojach. A co dzieje się tam jesienią, zimą? Z czego utrzymują się mieszkańcy?

Tego typu problemy porusza autor w swojej debiutanckiej książce, czasem jest zabawnie, kiedy indziej nostalgicznie, groteskowo, na pograniczu rzeczywistości i fantazji, ale widać, że Karol Kłos ma wiele ciekawych rzeczy do powiedzenia. Książkę czyta się dosyć szybko, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że nie ma w niej zbyt wielu dialogów. Polecam, choć zastrzegam, że nie jest to lektura dla każdego.



środa, 3 września 2014

Wywiad i konkurs z książką "Szósty" Agnieszki Lingas-Łoniewskiej.

Agnieszka Lingas-Łoniewska wywiad i konkurs


 Tegoroczne Warszawskie Targi Książki. 



Agnieszka Lingas-Łoniewska to pisarka, która ma na swoim koncie już kilkanaście książek. Jej czytelniczki mówią, że wyróżnia się na tle innych autorek, ponieważ pisze powieści przesiąknięte emocjami. Obok historii stworzonych przez Lingas-Łoniewską nie można przejść obojętnie. Doskonale sprzedają się dwie napisane przez autorkę serie-„Zakręty losu” i „Łatwopalni”. Już pod koniec października miłośnicy Jej pióra poznają sagę chorwacką-„Szukaj mnie wśród lawendy”, w której spotkamy trzy siostry, ale o tym będziemy rozmawiać jesienią. Na razie chciałabym przypomnieć Wam o książce zatytułowanej „Szósty”, przy okazji jej wznowienia. Drugie wydanie ukazało się pod koniec lipca.


 „Szósty” to opowieść, w której główną rolę odgrywa postać znana czytelnikom z innej książki. Zauważyłam, że u Ciebie dosyć często w kolejnych powieściach pojawiają się bohaterowie, których miłośnicy Twojego pisania znają z wcześniejszych historii. Moim zdaniem to świetny pomysł, znowu możemy spotkać chociażby Lukasa Borowskiego w „Łatwopalnych”, czy właśnie Marcina w „Szóstym”. Czy zamierzasz korzystać z tego patentu i przy okazji następnych publikacji?


Być może, czasami pojawia się to pod wpływem chwili, coś wpada mi do głowy i stwierdzam, że będzie pasował tutaj bohater, którego już wcześniej stworzyłam. Poza tym, jeśli chodzi o Lukasa, to jest to postać, która cieszy się chyba największą popularnością u moich Czytelników i Czytelniczek (tych ostatnich szczególnie). Kto czytał Zakręty losu, a zwłaszcza III tom-Historię Lukasa, wie, za co można uwielbiać tego bohatera. Dlatego niewykluczone, że będzie pojawiał się w moich kolejnych książkach, zwłaszcza w tych z nutą sensacji.

Marcin jest młodszym bratem Michała, którego poznałam w książce zatytułowanej „W zapomnieniu”. Tam był zaledwie dzieckiem, ślepo zapatrzonym w starszego brata. Czy wiele zmieniło się w życiu tamtego chłopca? Czy dramatyczna przeszłość miała jakikolwiek wpływ na jego dorosłe życie?

Na pewno w jakiś sposób go naznaczyła, ale i ukształtowała w postanowieniach. Gdy widział, jak żył jego starszy brat, na granicy prawa i ryzyka, powziął decyzję o tym, aby iść inną drogą. Dostał się na prawo, a potem wstąpił do policji. Czasami złe dzieciństwo kieruje człowieka w gorszą stronę, w przypadku Marcina Langera było inaczej. Na szczęście i nieszczęście dla niego, bo jego losy też były bardzo dramatyczne.

Czym ta książka różni się od pozostałych Twoich publikacji? Wiem, że i tutaj znajdziemy uczucie, emocje, ale też zagadkę kryminalną, którą trudno będzie rozwikłać.

Zdecydowanie jest to kryminał, z dużą dawką romansu, jak to u mnie. Książka jest jednak o wiele bardziej ponura, szara, bohaterowie są po przejściach, łączy ich też coś niepojętego, coś, co ciężko wytłumaczyć. Główna postać negatywna, czyli tytułowy Szósty, to człowiek zły i zniszczony przez dzieciństwo. Ale jednocześnie jest w nim coś, co sprawia, że czytelnik, wbrew zdrowemu rozsądkowi zaczyna mu kibicować. Co w przypadku seryjnego mordercy kobiet jest nieco kuriozalne. A jednak tak właśnie dzieje się podczas lektury tej książki. Dobrym świadectwem na to właśnie niech będą niezliczone zapytania na spotkaniach autorskich i mailowo od czytelników, którzy chcą wiedzieć, czy powstanie II tom Szóstego.

Którego bohatera, teraz, z perspektywy kilku lat i kilkunastu napisanych książek, najtrudniej było Ci stworzyć? Który budził w Tobie skrajne emocje, wymykał się spod kontroli? A może któregoś darzysz największym sentymentem?

Z bohaterami zwykle tak bywa, że wymykają się spod kontroli, biorą sprawy we własne ręce i potem trzeba zmieniać koncepcję lub poszczególne elementy fabuły. Jednak zawsze mówię, że dużym sentymentem darzę postać Lukasa z trylogii Zakręty losu. Jeśli chodzi o skrajne emocje, to na pewno dała mi do wiwatu para z Brudnego świata. Powiem, że decyzję o takim zakończeniu tej akurat książki podjęłam pod sam koniec. Pierwotne założenie było całkiem inne. W sumie mogę powiedzieć, że niezwykle silnie identyfikuję się z każdą tworzoną postacią, żyję życiem moich bohaterów, dopóki nie skończę danej powieści i nie przeniosę się w kolejny, tworzony przez siebie świat.

Jak przyjmowana była ta książka zaraz po tym, gdy się ukazała po raz pierwszy? Czy czytelnicy byli nią zachwyceni, czy raczej wolą Twoje historie obyczajowe niż te z wątkiem sensacyjnym lub kryminalnym?

Opinie, jak zawsze, były różne, ale przeważały i przeważają te pozytywne. Wielokrotnie słyszałam, że świetnie wychodzi mi połączenie gatunków i czytelnicy bardzo lubią, gdy w romansie pojawiają się wątki sensacyjne lub kryminalne. Podobno nieźle mi to wychodzi :)

Agnieszko, jesteś idealnym przykładem na to, że ciężką pracą można osiągnąć prawdziwy sukces. Co powiedziałabyś tym początkującym, debiutującym autorom? Czy miałabyś dla nich jakąś radę?

No cóż, rada jest jedna: trzeba być bardzo pracowitym, chcieć się uczyć, z uwagą przyjmować konstruktywne rady, kochać pisać i… robić to codziennie. Jeśli pracujecie nad daną książką, należy pisać codziennie. Tak jak radzi Stephen King i od lat stosuję tę zasadę. Odstąpiłam od niej dwa razy i oto dwie książki leżą niedokończone. Tak więc coś w tym jest.

Chciałabym jeszcze zapytać Cię o serię z lawendą w tle… zdradzisz nam kilka szczegółów „Szukaj mnie wśród lawendy”? Będzie o trzech siostrach, które…


Które głęboko skrywają wiele tajemnic. Zuzanna jest bohaterką I tomu, który ukaże się 25 października i będzie miał swoją premierę na Krakowskich Targach Książki. Zofia obejmie we władanie tom II - premiera w lutym 2015, a Gabriela prym wiodła będzie w tomie III - premiera w czerwcu 2015. Akcja książek dzieje się w Chorwacji, na półwyspie Peljesac, gdzie zawsze spędzam wakacje. Pojawią się także: Wrocław, Warszawa, Dubrownik, wyspa Korcula, Frankfurt nad Menem (w tomie II) i Werona (w tomie III). Do każdej książki przygotowałam pakiet fotografii, które obrazują miejsca, w jakich pojawiają się moi bohaterowie. Zdjęcia te będzie można obejrzeć za pomocą QRcode umieszczonego na okładce książki, a także na moim blogu. Jeśli chodzi o charakterystykę tej trylogii, to oprócz wycieczek do różnych krajów, zafunduję jak zawsze olbrzymią dawkę emocji i uczuć. Tom I jest chyba najbardziej pod tym względem wyważony, bo i taka też jest jego bohaterka-Zuzanna. Tom II porusza kontrowersyjne tematy i jest w nim wiele emocji, a tom III będzie najbardziej namiętny i nieco erotyczny nawet. A tajemnice, zranione uczucia, wielkie miłości będą w każdej odsłonie.

Czy planujesz wydać jeszcze kiedyś książkę kryminalną? A może zaskoczysz nas jeszcze czymś innym?

Tak, w sumie będzie to powieść sensacyjna, opowiadająca o zabójcy na zlecenie. Tytuł roboczy to „Zabij mnie delikatnie”.

Dziękuję za rozmowę.

Również serdecznie dziękuję :)

KONKURS: 
Już w październiku będzie można wygrać u mnie na blogu "Szukaj mnie wśród lawendy. Zuzanna", ponieważ patronuję medialnie tej książce, a póki co zapraszam do zabawy z "Szóstym". 
Konkurs zaczyna się dzisiaj, 3 września i potrwa do 10 września, do godziny 22:00. 
Nagrodę ufundowało wydawnictwo Replika i Autorka. 
Wystarczy pod tym postem napisać czego szukacie w kryminałach, jakich bohaterów wolicie, tych spokojnych, metodycznych, czy tych, którzy rozwiązują zagadki kryminalne pozornie chaotycznie, bez jakiegokolwiek planu? Który detektyw/policjant wzbudził w Was największą sympatię? 
Nie zapomnijcie o adresie e-mail,  bym mogła skontaktować się ze zwycięzcą. 








wtorek, 2 września 2014

Joanna Kruszewska Miłość raz jeszcze? premiera: 16.09.2014 wydana pod moim patronatem



Z twórczością Joanny Kruszewskiej spotkałam się w czasie wakacji. Zdawać by się mogło, że to optymistyczne babskie książeczki, a jednak nie do końca tak jest. Autorka jawi się w każdej z powieści, jakie miałam okazję czytać, jako świetna znawczyni życia po prostu. Nie serwuje nam lektury łatwej, lekkiej i przyjemnej, pokazuje nam różne oblicza miłości, przyjaźni, relacji międzyludzkich. Najnowsza Jej publikacja zaskoczyła mnie w pozytywny sposób i chyba jest najlepszą książką tej pisarki. Bardzo lubię właśnie takie, a nie inne zakończenia. Nietypowe można by rzec.

W tej historii poznajemy świeżo  poślubioną żonę. Justyna, bo tak ma na imię nasza główna bohaterka nie miała do tej pory szczęścia w miłości i powoli traciła już nadzieję na stabilizację, bezpieczeństwo, prawdziwe uczucie i założenie rodziny. Dopiero Maciek okazał się być jej szansą na małżeństwo. Przystojny, ideał wprost z marzeń, kochający i czuły? Wątpliwości co do jego zalet zaczynamy mieć już na początku książki, gdy okazuje się, że ma WIELKI problem z mamusią. Właściwie powinniśmy powiedzieć, że on nie ma żadnego problemu, że kłopoty z teściową ma raczej Justyna. Kiedy dodam, że mieszkają pod wspólnym dachem, myślę, że obraz zaistniałej, mało komfortowej sytuacji będzie w miarę klarowny. Czy miłość jest w stanie przezwyciężyć wszystko? Na tego typu pytania na pewno znajdziecie odpowiedź w tej książce.

Justyna jest lekarzem, docenianym przez pacjentów, lubianym przez współpracowników. Ma też kochających rodziców i siostrę, ma oddanych i wiernych przyjaciół. Posiada własne mieszkanie, jest kobietą atrakcyjną i silną, do czasu związania się z Maćkiem radzi sobie w życiu doskonale, ale tęskni za kimś bliskim, szuka miłości. Kiedy mężczyzna jej życia wreszcie się pojawia, jest tak szczęśliwa, że nie dostrzega jego wad, a właściwie jednej wady, za to jakże uciążliwej! Czy uda jej się wyjść cało z konfliktu z teściową? Jestem zdania, że młode małżeństwo powinno mieszkać osobno, na pewno nie z jedną czy drugą mamusią. Wspólnie  układać sobie nową, niełatwą przecież rzeczywistość, uczyć się akceptacji drugiego człowieka, czasem odpuścić, pójść na kompromis, kiedy indziej postawić na swoim. Obecność osób trzecich, które obserwują, krytykują, dają rzekomo dobre rady nie zawsze pozytywnie wpływa na związek dwojga ludzi. Szczególnie, jeżeli para nie ma po dwadzieścia lat, za to kilka doświadczeń już ma za sobą.

"-Maciuś, przyniosłam ci mleko. I miód, zimno powoli się robi, więc wzięłam i gryczany, i lipowy. Ty dziecko-starsza pani odwróciła się w stronę Justyny-pewnie nie wiesz, ale Maciuś co wieczór musi wypić szklankę mleka, a jak zbliża się już zimowa pora, to koniecznie z miodem. Tobie też radzę.

Radzi, ale drugiej szklanki nie przyniosła, pomyślała Justyna, obserwując w zdumieniu, jak Maciek z delikatnym uśmiechem poddaje się maminym zabiegom. Pomogła mu podnieść poduszkę i ubiła ją lekko pięścią. Jak małemu, choremu dziecku, przemknęło Justynie przez myśl." [1]


Całość niezwykle interesująca, bardzo miło spędziłam czas z tą pasjonującą lekturą, choć bywały momenty, w których potrząsnęłabym tą czy inną osobą mocno i zdecydowanie, by nabrała rozumu. Dowiemy się wiele, nie tylko o problemach młodego stażem małżeństwa, ale też o parach, w których związek wkrada się nuda, w których brakuje chęci do rozmowy, poruszony również zostanie temat zdrady. Książka naprawdę ciekawa, ponieważ pokazuje nam prawdziwe życie, zarówno z jego radościami, jak i troskami.

Postaci stworzone przez Kruszewską jak żywcem wyjęte z naszej codzienności, dialogi niebywale prawdopodobne, problemy nastoletnich, ale i dorosłych ciekawe i często spotykane wśród nas. Warto sięgnąć po "Miłość raz jeszcze?", szczególnie, że zakończenie powieści zaskoczy zapewne niejednego. Bardzo dobrze napisana książka, którą polecam zdecydowanie. Do końca zastanawiałam się, czy Justyna znajdzie wyjście z tej patowej sytuacji i jaki finał będzie miała ta historia.



[1] fragment pochodzi z książki

"Miłość raz jeszcze?" Joanna Kruszewska, wydawnictwo Replika, premiera: 16.09.2014








Wyniki czyli kto wygrywa egzemplarz "Dwudziestej szóstej ofiary".

Egzemplarz książki, ufundowany przez Autorkę, Panią Monikę Siudę, wygrywa Aniela M.
Gratuluję.