piątek, 22 maja 2015

Siedem pytań do pisarza. Wyniki. Agnieszka Krawczyk.




Głos oddaję Pisarce:



1.     Przeczytałam gdzieś, że kolekcjonuje Pani książki o piratach. Co jest takiego w nadmorskich rozbójnikach, że tak się Pani nimi fascynuje? A może podsunie nam Pani tytuł jakiejś ciekawej opowieści o nich? Pozdrawiam
iwona067@gmail.com

Agnieszka Krawczyk: To prawda, kolekcjonuję książki o piratach, podobnie zresztą jak bohater „Magicznego miejsca”, Witold Mossakowski. Przyznam, że właśnie w tej książce przedstawiłam moje ulubione powieści „pirackie” – to przede wszystkim dzieła autorstwa Rafaela Sabatiniego, twórcy słynnego Kapitana Blooda. Z czystym sercem mogę polecić „Sokoła morskiego” jego autorstwa oraz serię polskiego autora Janusza Meissnera (tego od „Dywizjonu 303”) zatytułowaną „Opowieść o korsarzu Janie Martenie”,  a także „Czerwonego Korsarza” J.F. Coopera. Podobnie, jak bohatera „Magicznego miejsca” porywały mnie morskie opowieści i barwne przygody piratów, flibustierów i bukanierów (bo w branży pirackiej są różne „specjalizacje”), kiedyś dużo pływałam na jachtach – niestety nie po morzach, ale po polskich jeziorach, więc myślę, że stąd ta moja słabość do przygód na wodzie!

2.     Dolina mgieł i róż to w mojej ocenie powieść o odkrywaniu siebie, przyjaźni i międzyludzkich relacjach. O konflikcie, którego rozwiązanie zależy jedynie od dobrej woli zainteresowanych, oraz o tym, że każdy kij ma dwa końce. To także niespieszna opowieść o prostych życiowych przyjemnościach, zapachach, książkach i magii małych miejscowości, a smaczku dodaje klimat jak z powieści Jane Austen. Skąd czerpie Pani inspirację, by pisać tak ciepłe powieści? lustro.rzeczywistosci@gmail.com

AK: Pierwszą część tej tetralogii napisało mi się bardzo łatwo, potem miałam kilka lat przerwy. Już kiedyś o tym mówiłam, ale fabuła „Doliny mgieł i róż” przyśniła mi się od A do Z – choć może brzmi to trochę niewiarygodnie! „Ogród księżycowy” i ostatnia część „Jezioro marzeń” (wyjdzie na jesień), to próby dokończenia całej historii. A skąd biorę inspirację? Niedawno ktoś zadał mi podobne pytanie, właściwie zapytano mnie, czy w tych książkach widać jakieś moje marzenia i tęsknoty. Zapewne tak. Lubię świat moich książek – pogodny i ciepły i sama chciałabym w nim żyć. Od czasów dzieciństwa chętnie wyobrażałam sobie różne historie, tworzyłam jakieś światy. Mam wrażenie, że już wtedy stworzyłam zalążek tego, co teraz mogą Państwo przeczytać w moich powieściach. Skąd więc to biorę? Z samej siebie – to moje przemyślenia, fantazje i pragnienia. Chciałabym, żeby świat wokół nas był lepszy, a ludzie się lepiej rozumieli.

3.    W swojej biblioteczce posiadam kilka książek Pani autorstwa, nie tylko tych obyczajowych ;) Czy pisząc książkę obyczajową, nie korci Pani, żeby zmienić zamiar i stworzyć kryminał? Czy kiedyś coś takiego już się stało?
wersja.Asia@vp.pl

AK: Bardzo mnie korci, żeby napisać kryminał – dwa mam już zaczęte, a w tle czeka cały cykl powieści kryminalnych na wesoło. Zwłaszcza pomysł tego cyklu bardzo mi się podoba, bo to będzie coś naprawdę fajnego i śmiesznego. Ale ja jestem też autorką jak najbardziej poważnych kryminałów. Są to kryminały historyczne, akcja obu toczy się w Krakowie: „Dziewczyna z aniołem” to rok 1959, zaś „Noc zimowego przesilenia” rok 1942, czas okupacji. Są bardzo mroczne i zupełnie inne niż moje powieści obyczajowe. Obecnie na warsztacie mam trzeci kryminał krakowski, tym razem całkowicie współczesny. Myślę, że czytelnicy znowu się zdziwią, kiedy go przeczytają. Lubię tworzyć w obu gatunkach, uważam, że taki „płodozmian” – kryminał przeplatany powieściami obyczajowymi, dobrze robi zarówno mojej twórczości, jak i psychice. Kryminał to gatunek wymagający większej samodyscypliny niż powieść obyczajowa, tu nie można się rozpisać na 500 stronach, trzeba z żelazną konsekwencją trzymać się planu fabuły, by nie popełnić jakiegoś błędu, co spowoduje rozczarowanie czytelnika. Powieść obyczajowa nie wymaga tak szczegółowej drabinki wydarzeń, jest tu miejsce na odrobinę szaleństwa. Właśnie dlatego piszę i powieści obyczajowe, i kryminalne, by zyskać równowagę.

4.      Urodziła się Pani w Krakowie, ludzie mówią, że to magiczne miasto. A co Pani o nim sądzi? Co poleciłaby Pani zwiedzić ludziom, którzy wybierają się do Krakowa? Może zdradzi Pani jakieś ciekawe zakątki, w których lubi Pani spędzać czas?
Pozdrawiam,
sensei-bud@o2.pl

AK: Bardzo kocham moje miasto, jest naprawdę magiczne, zwłaszcza rankiem po deszczu. A jeżeli miałabym zostać Państwa przewodnikiem, to polecam uwadze kamienice secesyjnego architekta Teodora Talowskiego – cały ich rząd znajduje się na ulicy Piłsudskiego, ale najładniejsza z nich stoi przy ulicy Karmelickiej. To tzw. Dom Pod Pająkiem, opisany przeze mnie w „Dziewczynie z aniołem”. Polecam też Stare Podgórze – wciąż nieodkrytą, fascynującą, choć zaniedbaną dzielnicę miasta i Salwator ze Wzgórzem Świętej Bronisławy i cudowną kasztanową aleją Waszyngtona, prowadzącą na Kopiec Kościuszki. Wreszcie moją własną dzielnicę – okolice Parku Krakowskiego i Parku Jordana. Celowo pomijam wszystkie znane zabytki – właśnie dlatego, że są takie znane. Uważam, że magię miasta można poznać, gubiąc się w bocznych uliczkach, tych oddalonych od turystycznych szlaków. Polecam poznanie Krakowa szlakiem znanych literatów, czy artystycznych kawiarni. Także trasą krakowskich kryminałów, tutaj sama mogłabym zostać przewodnikiem!

5.     Czy chciałaby Pani napisać kiedyś powieść kryminalną opartą na autentycznych wydarzeniach? 
Pozdrawiam serdecznie
kudlata-89@o2.pl


AK: Oczywiście! „Dziewczyna z aniołem” jest do pewnego stopnia oparta na autentycznych wydarzeniach, no i teraz właśnie piszę taką powieść, ale nie zdradzę nic więcej!

6.      Witam Pani Agnieszko :)Bardzo dziękuję za to, że Pani pisze :)
Moje pytanie: ile ze swoich marzeń daje Pani swoim bohaterom? Czy np. któryś z bohaterów posiada cechy, o których Pani zawsze marzyła, żeby mieć, ale jakoś tak wyszło, że ich nie posiada? Albo np. czy któryś z bohaterów robi rzeczy o których Pan marzyła, a nie udało się tego marzenia spełnić? Pozdrawiam 
ruda.ela@o2.pl

AK: Na razie nie udało mi się spełnić marzenia o „wielkiej ucieczce”. Kocham wielkie miasta, ale czasem czuję się też nimi zmęczona. I wtedy myśli biegną w kierunku wsi na końcu świata, gdzie czas się zatrzymał i wszystko płynie swoim niespiesznym rytmem. Gdy się zastanawiam nad tym pytaniem, widzę, że moi bohaterowie zrealizowali wiele moich marzeń – na przykład o produkcji perfum domowymi sposobami, czy artystycznym rękodziele. Bohaterowie moich książek mają wiele cech mojego charakteru, ale również takie, których ja nie mam – jestem na przykład bardzo niecierpliwa i nie potrafię patrzeć spokojnie na życie, jak przykładowo Sabina.

7.      Witam Pani Agnieszko! Zanim zadam jedno pytanie chciałabym podzielić się moim dzisiejszym odkryciem. Przeczytałam kilka recenzji Pani książek i wiem, że na pewno chętnie po nie sięgnę ( na razie dodaję do mojej listy - Czytelnicze odkrycia i wyzwania 2015 :) ). Przeczytałam również kilka wywiadów. Jak wiele mamy wspólnego. Choćby ukochane książki "Tajemniczy ogród", "Imię róży" i filmy "Przed wschodem słońca", "Pożegnanie z Afryką". Wspomina Pani również moją ukochaną serię Jeżycjadę. Można by rzec bratnia dusza. Moje pytanie dotyczy czasów dzieciństwa: Jaki jest Pani ulubiony smak, zapach, kolor, wspomnienie dzieciństwa? Pozdrawiam. monika.platek.79@gmail.com

AK: „Ludzie znający Józefa” tak chyba mówiło się w cyklu o Ani z Zielonego Wzgórza o takich pokrewnych duszach, prawda? Mam wiele szczęśliwych wspomnień z dzieciństwa, przede wszystkim zapachów: majowych bzów, betonowych chodników po letnim deszczu, rozgrzanych słońcem drewnianych podkładów kolejowych. A ulubiony smak to rabarbar z cukrem i jabłka papierówki, teraz kiedy o tym mówię, czuję ich cierpki sok na języku. Także lipowa herbata, z samodzielnie zbieranych lipowych kwiatów i oranżada w woreczku (tak, jestem z tych czasów!). A wspomnienia zwykle dotyczą wakacji – budowania z przyjaciółmi tam z kamieni na rzece, gry w makao na kocu na trawie, różnych zabaw, gdy padał deszcz… Ech, rozmarzyłam się tymi wspomnieniami, może je opiszę w jakiejś książce!


Bardzo dziękuję Pani Annie za zaproszenie do Pisaninki i cyklu „Siedem pytań do pisarza”, było mi ogromnie miło odpowiadać na Państwa pytania, były niezwykle ciekawe i inspirujące. Wiem, że mogę nagrodzić książką jedną osobę. Wybieram Panią Monikę Płatek, bo dzięki jej pytaniu wróciłam do czarownych chwil mego dzieciństwa, przypomniałam sobie te cudowne chwile i uśmiechnęłam się do nich. Jeszcze raz bardzo wszystkim dziękuję!



Ogród księżycowy trafi zatem do Moniki, i ja gratuluję. 
Ania :)



Barbara Freethy Nie mów nic.





Wyobraźcie sobie, że zupełnie przypadkowo dowiadujecie się, iż Wasze życie pełne było zakłamania i tajemnic. Stoicie przed decyzją istotną, macie zrobić wielki krok w przyszłość, planujecie ślub, choć zaczynają dopadać Was wątpliwości, czy to na pewno TEN mężczyzna. Umiera matka po walce z wyniszczającą chorobą. Ojciec nie potrafi poradzić sobie z tym traumatycznym doświadczeniem i zaczyna zaglądać do kieliszka. Wszystko, w co do tej pory wierzyliście i czego byliście pewni, okazuje się tylko pozornie prawdziwe. Cały Wasz świat zmienia się, rozpada niczym domek z kart.

Czego dowie się Julia, idąc tropem zdjęcia z wystawy popularnego fotografa? Uchwycona w kadrze mała dziewczynka wydaje jej się taka znajoma, bliska... Czy to na pewno ona, sprzed wielu, wielu lat? I dlaczego nikt nigdy nie powiedział jej prawdy? Czy jej ojciec nie jest nim w rzeczywistości? Co ukrywała przed nią matka? Czy była dzieckiem adoptowanym i dlatego zawsze czuła, że różni się od reszty rodziny?
Kto wyjawi naszej zagubionej i zdesperowanej bohaterce prawdę? Fotograf, który wykonał to zdjęcie od dawna nie żyje, matka Julii również. Jedyne źródło wiedzy to syn autora fotografii, tylko Alex może jej pomóc poznać tajemnicę z przeszłości. I tylko on chce jej pomóc, nie zważając na grożące im niebezpieczeństwo. Najprawdopodobniej jego ojciec wcale nie zginął w wypadku, a został zamordowany. Akcja nabiera tempa, ale nasi zdeterminowani i odważni nie cofną się przed niczym, byleby tylko dowiedzieć się, co wydarzyło się przed laty. Kim jest Julia, kim była, skąd pochodzi? Dopiero gdy znajdzie odpowiedzi na dręczące ją pytania, będzie mogła myśleć o swojej przyszłości i ślubie.

Historia ciekawa, napisana doskonałym językiem, prostym i przystępnym. Czyta się ją szybko, z wielkim zainteresowaniem. To lektura pasjonująca, intrygująca i wciągająca. Autorka wie, jak zaciekawić czytelnika. Książka nie zawiodła mnie, podobnie jak wcześniej dwie części  z serii "Zatoka aniołów", które miałam przyjemność czytać. Polecam zdecydowanie, warto!

czwartek, 21 maja 2015

Szukaj mnie wśród lawendy. Tom III Gabriela. Agnieszka Lingas-Łoniewska patronat medialny Pisaninki.

Premiera: 22.06.2015 


Seria lawendowa Agnieszki Lingas-Łoniewskiej to jak dotąd jedyna trylogia, której patronowałam medialnie przy wszystkich częściach, więc tym trudniej jest mi się rozstać z siostrami Skotnickimi. Kibicowałam im i szczerze je polubiłam, choć nie zawsze popierałam ich decyzje i wybory, jednak z żalem muszę napisać, że to naprawdę już koniec. Wiem, że będą kolejne książki pisarki, bo przecież zacieram ręce na "Skazanych na ból", bowiem czuję przez skórę, że to będzie coś wyjątkowego, na miarę "Zakrętów losu", ale i tak mi smutno. Lawendowa seria była o wiele bardziej zrównoważona, spokojniejsza, ale nie mniej ciekawa od pasjonującej historii braci Borowskich.


Gabriela, bo to na jej opowieść nadszedł wreszcie czas, jest najmłodszą z trzech sióstr. Tylko ona na stałe przebywa poza granicami naszego kraju, wśród lawendy właśnie. Tam wychowuje jedynego i ukochanego synka, tam też mieszka mężczyzna, który skradł jej serce. Niestety od dawna nie są już razem. Co takiego wydarzyło się w życiu tej dwójki, że nie są w stanie żyć ze sobą, tworząc rodzinę? Czy wzajemne pretensje i żale pokonają gorące uczucie, jakim się wzajemnie obdarzyli? Czy tajemnice i niedomówienia zniszczą ich wielką miłość? Szkoda by było, ale wiemy doskonale, że w życiu nie wszystko układa się po naszej myśli, a i autorka tej trylogii potrafi nas zaskoczyć niekonwencjonalnym i mało szczęśliwym zakończeniem...

Czytając tom pierwszy i drugi nieustannie zadawałam sobie pytanie, co takiego przydarzyło się w życiu Gabrysi, że rozstała się z przystojnym i jakże interesującym Chorwatem. Czym zawiniła, co złego on jej uczynił, czego nie potrafią wzajemnie sobie wybaczyć? Nie chciała o tym rozmawiać nawet z własnymi siostrami, z którymi przecież była bardzo zżyta. Intrygowała mnie ta tajemnica i nie mogłam doczekać się, by poznać prawdę. W tym ostatnim tomie właśnie ową prawdę poznajemy. I rozumiemy nareszcie, dlaczego stało się tak, a nie inaczej. Tylko czy aby na pewno nie tli się między naszymi upartymi i temperamentnymi bohaterami choćby iskierka uczucia, nie ma nadziei na to, by mogli być razem, uszczęśliwiając i siebie i synka?

Agnieszka Lingas-Łoniewska po raz kolejny pokazała nam, jak ważna jest szczera rozmowa. Z niedomówień rodzą się plotki, intrygi, bo zamiast zapytać wprost osobę, na której nam zależy, kluczymy i miotamy się, wierząc ludziom postronnym. Czy ta para otrzyma od losu drugą szansę, czy raczej zgorzkniali i rozczarowani rozstaną się na zawsze i każde z nich pójdzie w swoją stronę, nie oglądając się za siebie?

Jak każdą książkę pisarki, tę również czyta się szybko i z wielkim zainteresowaniem. Prędko i bez jakiegokolwiek problemu przenosimy się w wykreowany przez autorkę świat, obserwujemy doskonale stworzone przez nią postaci, sympatyzujemy z nimi lub też kręcimy głowami nad ich negatywnymi cechami charakteru i niecierpliwością. Emocji nam na pewno nie zabraknie, bo Lingas-Łoniewska nie potrafi pisać byle jak i bez uczucia. Jej bohaterowie są pełni namiętności, charyzmatyczni, to osobowości silne i charakterne. Nie dające sobie w kaszę dmuchać, o nie!
Za to właśnie tak cenię twórczość pisarki. Za żywe, realistyczne postaci, przemyślane w każdym calu i dopracowane. Polecam z całego serca całą lawendową serię, choć jest mniej dynamiczna od innych historii wymyślonych przez Lingas-Łoniewską, bardziej stonowana i refleksyjna, warto i na nią zwrócić uwagę.


"-A ja chciałabym, abyś mnie pocałował.
Patrzył na nią i już jej nie widział. Krew szumiała mu w uszach, a Gabrysia była tak blisko i pachniała tak pięknie. Przypomniały mu się te cudowne chwile na Korculi i późniejsze momenty, kiedy byli razem, we dwójkę, tuż po urodzeniu Dario, daleko od innych ludzi, problemów i kłamstw. Zapragnął z całego serca znowu mieć to niesamowite wrażenie przynależności i oddania. Wiedział, że tylko przy niej będzie mógł coś takiego odczuwać. Przysunął się bliżej i objął jej twarz dłońmi. 
-To nie rozwiąże niczego-szepnął. 
-To w tej chwili jest wszystkim, co mogę ci dać-odparła także szeptem i dotknęła ustami jego ust." [1]

autor kolażu: Magda Cała



[1] Agnieszka Lingas-Łoniewska "Szukaj mnie wśród lawendy. Gabriela", Wydawnictwo Novae Res, 2015, s. 125




Recenzja tomu pierwszego: http://asymaka.blogspot.com/2014/09/szukaj-mnie-wsrod-lawendy-zuzanna-tom.html
i drugiego: http://asymaka.blogspot.com/2015/02/szukaj-mnie-wsrod-lawendy-zofia-tom-ii.html






środa, 20 maja 2015

Jolanta Czarkwiani Siedem pytań do pisarza.



Jolanta Czarkwiani jest lekarką, mieszka i pracuje w stolicy, to tutaj wychowywała dwie dorosłe już córki. Jedna studiuje anglistykę  w Warszawie, druga w Londynie doktoryzuje się w dziedzinie genetyki. Początkująca pisarka oczywiście uwielbia dobrą literaturę, filmy, podróże i rozmowy z przyjaciółmi trwające do rana. Obecnie pracuje nad kolejną powieścią, równie ważną społecznie jak pierwsza, ponieważ nie mogłaby pisać o niczym. Pasjonują ją tematy trudne, postaci złożone, historie wielowątkowe, dzięki którym czytelnik może coś zrozumieć. 




SIEDEM PYTAŃ DO PISARZA:
1. Zabawa zaczyna się dzisiaj i potrwa do 27 maja, do godziny 23:30.
2. Każdy z Was może zadać pisarce jedno pytanie, zostawiając je w komentarzu pod tym postem wraz z adresem mailowym.
3. Autor najciekawszego pytania zostanie nagrodzony egzemplarzem książki.
4. Spośród wszystkich pytań wybranych zostanie SIEDEM, na które autorka odpowie na moim blogu. Odpowiedzi zostaną opublikowane w osobnym poście.

Moja recenzja tej książki: http://asymaka.blogspot.com/2015/04/nie-waz-sie-jolanta-czarkwiani.html



Siedem pytań do pisarza. Wyniki. Katarzyna Enerlich.




1. Czy do napisania PROWINCJII PELNYCH SNóW zainspirował Panią sen - ten najpiękniejszy sen ? Jeżeli nawet to nie był sen, proszę opowiedzieć o Pani śnie , który utkwił Pani w pamięci i był dla Pani tym najjjjjj?

Katarzyna Enerlich: Niespecjalnie lubię opowiadać publicznie swoje sny, bo są dla mnie tajemnicą. Ich opowiadanie pokazuje, co w nas tkwi i jakie historie kryją się w podświadomości. Tak myślę. To więcej, niż odpowiadać na pytania. To więcej, niż pisać książki z jakimś ukrytym ja za woalem liter. Są zbyt osobiste. Do napisania tej Prowincji zainspirowało mnie znów życie. Jakieś opowieści wysłuchane, jakieś listy wyczytane.


2. Pani Katarzyno, czy mieszka Pani na takiej prowincji pełnej snów czy raczej to marzenie o niej? 

KE: Mieszkam na podobnej prowincji i jestem na niej szczęśliwa. Uważam, że to nie jest stan umysłu, a miejsce do życia w szczęściu. Wierzę też głęboko, że każdy ma w sercu jakąś prowincję i każdy może ją odkryć wokół siebie, nawet na osiemnastym piętrze wieżowca na Marszałkowskiej.

3. Witaj Kasiu Emotikon smile Wyobraź sobie, że trafiasz do zespołu szkół i musisz przeprowadzić lekcje języka polskiego w klasie V szkoły podstawowej i klasie II gimnazjum. Jakie tematy byś poruszyła? O jakich lekturach rozmawiała z uczniami?
Pozdrawiam z sąsiedniej Prowincji
Marta

KE: Myślę, że na pewno wróciłabym do lektur z dawnych lat - Dzieci z Bullerbyn i Muminków. Na pewno przeczytałabym piękną Dolinę Muminków w listopadzie, w której tak pięknie jest opisany świat jesieni i odchodzenia. Porozmawiałabym o tym odchodzeniu i o szacunku do własnego życia oraz do życia tych, którzy są blisko.

4. Uważa Pani, że ludzie powinni dzielić się na różne warstwy społeczeństwa? Czy bycie biednym oznacza bycie gorszym?

KE: Bycie prostym - nie. Bycie prostakiem - tak. Nie na warstwy społeczne się dzielimy, ale na to, co nosimy w sobie. Czego pokłady w nas drzemią. Dzieli nas to przede wszystkim. Biblia mówi, by nie rzucać perłę przed wieprze. Zdrowy rozsądek mówi, by nie zaniżać swego poziomu i nie równać się z prostakami. No właśnie.

5. Wydaje mi się, że każdy pisarz marzy o tym, aby jego książki się spodobały, aby trafiły do serca czytelników, którzy z niecierpliwością będą czekać na kolejne powieści. Jak się Pani czuje na spotkaniach autorskich - stresuje się Pani, cieszy, czy jakieś wydarzenie/ czyjeś słowa szczególnie zapadły Pani w pamięci?

KE: Dla mnie to piękna wymiana energii i dobrych myśli oraz prawdziwych historii. W oczach czasem jest więcej niż na ustach. Patrzę w oczy Czytelników i już wiem, o czym mówić na spotkaniu. Czy o lokalnym patriotyzmie, zdrowym jedzeniu czy pięknych książkach, czekających na przeczytanie. Intuicja?

6. Czy czuje się Pani spełniona jako pisarka?
Czy jednak czasami gdzieś w podświadomości błąka się myśl, że można było inaczej? (niekoniecznie lepiej, ale inaczej) Inaczej coś ująć, inaczej ubrać w słowa?
I ogólnie rzecz ujmując jak Pani spogląda wstecz na swoje dokonania pisarskie to co Pani czuje?

KE: Oczywiście, że nie jestem jeszcze spełniona. Gdyby tak było, to już tylko siąść i płakać. Mam jeszcze tyle historii do opowiedzenia, ile z nich mnie znajdzie. O ile się potknę. Życie jest na szczęście niewyczerpalne. Mam jeszcze kilka innych marzeń, ale chcę je spełniać równolegle. Wiem, że dam radę. Chcę zostać nauczycielem jogi. Doskonale można połączyć obie pasje. Jestem więc na drodze do tego połączenia.

7. Wyobraź sobie, że na jeden dzień masz się przemienić w dowolne zwierzę. Jakie zwierzę wybierasz i dlaczego?

KE: Oczywiście, że zmieniam się w kota. Bo to pierwsze zwierzę, z jakim miałam w życiu kontakt. Bo całe życie mi towarzyszy. Bo ich ZEN jest zagadką. I tylko mogę się go od nich uczyć.


Książkę wygrywa Gosia, która zadała pytanie o to, czy Kasia czuje się spełniona jako pisarka.
Przepraszamy za poślizg czasowy wyników, sprawy prywatne niestety uniemożliwiły szybsze uporanie się z konkursem.






W głąb labiryntu Sigge Eklund




Potrafię docenić dobry kryminał, powieść obyczajową, ale nie stronię również od książek takich, jak "W głąb labiryntu". To klasyczny moim zdaniem thriller, który może zaintrygować, momentami przerazić, a na pewno dać do myślenia. Autorem jest szwedzki literat, tworzący książki, które szybko stają się bestsellerami, scenarzysta i producent telewizyjny. Prywatnie ojciec trójki dzieci, który mieszka ze swoją żoną i gromadką pociech w Sztokholmie.

Niniejsza publikacja jest próbą znalezienia odpowiedzi na pytanie, co stało się z jedenastoletnią córką zbyt zajętych i zapracowanych rodziców? Zaginęła, gdy oni przebywali w restauracji, dziecko w tym czasie było w domu. Niby lokal nie był jakoś mocno oddalony od ich domostwa, ojciec zaglądał do małej, chorej dziewczynki, ale nie po raz pierwszy nie była dopilnowana. Już jako siedmiolatka zostawała sama. Matka, pani psycholog i ojciec, znany wydawca, mogli przecież znaleźć dla Magdy opiekunkę, nasuwało mi się wielokrotnie podczas czytania, ale niestety żadne z nich o tych chyba nie pomyślało, uważając, że jest wystarczająco samodzielna i dorosła. Jak się okazało, mylili się i był to najgorszy błąd w ich życiu.

Córka była osobą skrytą, wyalienowaną, stroniła od rówieśników i widać było, że różni się od nich. Rodzice małej dalecy od ideału, myśleli chyba głównie o sobie, swojej pracy, nie dostrzegając potrzeb dziecka i nie licząc się z jej zdaniem. Już wcześniej nie potrafili się porozumieć, a teraz w obliczu tragedii, okazuje się, że oboje skrywają jakieś tajemnice, sekrety. Asa, matka dziewczynki, próbuje za wszelką cenę ją odnaleźć, ojciec, Martin, jest podejrzanym w całej tej sprawie. Czy słusznie?
Oprócz punktu widzenia tych dwóch postaci poznamy jeszcze relację dwóch innych osób, zamieszanych skądinąd w ten dramat. Tom, jeden z pracowników Martina, zrobiłby wszystko, by mu się przypodobać, a jego dziewczyna Katja, szkolna higienistka, z którą Magda miała bezpośredni kontakt, ma mnóstwo problemów i niezałatwionych spraw jeszcze z dzieciństwa.

Co z tym wszystkim ma wspólnego tytułowy labirynt? Kto się zagubił w nim, komu uda się uporać z przeszłością i poczuciem winy, a kto odniesie na tym polu porażkę? Pasjonująca to była lektura. Ukazana z różnych punktów widzenia, poznaliśmy wydarzenia sprzed tragedii i po niej. Dowiedzieliśmy się, co głęboko skrywali w zakamarkach duszy poszczególni bohaterowie, o czym myśleli, czy mieli wyrzuty sumienia. Ich wspomnienia pomogły nam zrozumieć istotę problemu, a autor umiejętnie oprowadzał nas po znanych sobie ścieżkach, zagmatwał całość po mistrzowsku i w gruncie rzeczy nie wiadomo już było, kto przyczynił się do zaginięcia dziecka, kto maczał w tym palce. Emocje, jakie targały bohaterami, były doprawdy rewelacyjnie opisane, zaczynaliśmy patrzeć ich oczyma na wiele trudnych spraw, dostrzegać niuanse i rozumieć ich poniekąd. Okazało się, że nic tu nie jest czarno-białe, że mamy do czynienia z historią zakorzenioną w odległych czasach, gdy Magdy nie było jeszcze na świecie. Każda z postaci ma coś do ukrycia, ma powód do wstydu i popełniła jakiś błąd. Nie spotkamy tu ideałów, a ludzi z krwi i kości, prawdziwych i rozdartych wewnętrznie. Nie będziemy jednak skupieni na poszukiwaniu sprawcy, to powieść psychologiczna, w której niebagatelną rolę odegrają odczucia jej bohaterów, zmiany, jakie nastąpią w ich życiu, decyzje, jakie podejmą i wybory, przed jakimi staną. Poznamy szereg zachowań, zmuszeni zostaniemy do chwili zadumy i zastanowienia. Polecam. Warto.

Dzień z książką. "Zebra w barze... czyli Polak potrafi." Jacek Ślusarczyk Fragment czwarty, ostatni.

Dzień z książką.
"Zebra w barze... czyli Polak potrafi." Jacek Ślusarczyk
Fragment czwarty, ostatni.
"Filip zastanawiał się przez chwilę, czy powiedzieć, w końcu wypalił:
-Tato... chcę wyjechać! Nie pasuję do tego systemu. Co bym nie zrobił, to mi nie wychodzi.
Ojciec przyglądał mu się spokojnie i po chwili powiedział:
-Wiem, tak cię wychowałem. Jesteś idealistą. Nie kłamiesz, nie kręcisz, nie kombinujesz. Nie wiem, czy to dobrze. Boję się o ciebie.
-Dobrze, tatku, dobrze! Jest super! Wyjadę, jak się lepiej poczujesz. Wiem, że tego chcę, nie chcę tylko...-tu głos mu się załamał-rozstawać się z tobą.
-Życie idzie w jednym kierunku, synku. Oddasz, co czujesz, swoim dzieciom, ...one swoim, tak to się toczy. Jedź, szukaj, ucz się, korzystaj. Każdy ma do tego prawo. Ale potem wracaj. Żaden system nie jest idealny, a Polska, to Polska. Nie ma innej. Ja sobie świetnie poradzę. Napisz tylko czasem. Jesteś wszystkim, co mam.
Filipowi zaszkliły się oczy.
-Kocham cię, tatko.
-Ja ciebie też, synku.
Tego samego wieczoru Filip usiadł do ojcowskiej maszyny do pisania.
"Dear Sirs!
My name is Filip Kostrzewa, I am Polish, and I would like to learn..."
Na 75 wysłanych listów dostał jedną odpowiedź. W ciągu miesiąca otrzymał zaproszenie do USA na praktykę rolniczą."