Dzień z książką.
"Zebra w barze... czyli Polak potrafi." Jacek Ślusarczyk
Fragment trzeci.
"-Za co cię wsadzili?-zapytał chrapliwie łysy facet w swetrze.
-Za brak dowodu i prawa jazdy...zostawiłem portfel w recepcji.
-Mnie też z drogi zgarnęli-powiedział łysy po chwili.
-Wiozłem sklejkę do pocięcia... do szwagra, jakieś trzy kilometry. Nie miałem rachunku przy sobie. No i mają handlarza sklejką, k... ich mać! Ten w garniturze-pokazał palcem-był trochę wypity i pomylił bloki we mgle. Swoim kluczem otworzył nieswoje drzwi i wszedł do cudzego mieszkania. Światła nie zapalał, tylko położył się do nie swojego łóżeczka...
-Jak śpiąca królewna!-zauważył ktoś piskliwym głosem.
-...obok nie swojej żony-dokończył łysy.
-Patrz pan, mamy takie same domy, samochody, ubrania, to teraz robią takie same zamki do drzwi... to już prawdziwy komunizm nadszedł!-wtrącił ktoś z boku z pewną zadumą w głosie.
-Nad ranem przyszedł mąż, no i nieco się zdenerwował. Przypadkowo były to przewodniczący Rady Miejskiej."
wtorek, 19 maja 2015
Dzień z książką. "Zebra w barze... czyli Polak potrafi." Jacek Ślusarczyk Fragment drugi.
Dzień z książką.
"Zebra w barze... czyli Polak potrafi." Jacek Ślusarczyk
Fragment drugi.
"Zebra w barze... czyli Polak potrafi." Jacek Ślusarczyk
Fragment drugi.
"Milicjant zaczął wolno obchodzić samochód. Filip dobrze wiedział, o co chodzi. Facet był z tych wyalienowanych samotników, znienawidzonych przez wszystkich, łącznie z własną żoną. Nic dziwnego, że zbierał pieniądze w taką pogodę i o takiej porze. Milicjant z kolei też nienawidził wszystkich, a szczególnie tego cwaniaka z Warszawy w żółtym dostawczym mercedesie, od którego zaraz weźmie jałmużnę zwaną łapówką.
Filip znał swoje słabe strony. Po pierwsze, nie potrafił nigdy o nic prosić, korzyć się albo przymilać. Po drugie, mówił innym językiem niż milicjant z drogówki-płynnie i poprawnie formułował zdania, jak to inteligent. Dlatego płacił łapówki dwukrotnie wyższe niż przeciętny kierowca. Teraz, dodatkowo, był wściekły i niewyspany. Milicjant-tęgawy kurdupel z przekrwionymi oczami i przepitym głosem, w koszuli z brudnym kołnierzykiem-wyraźnie szukał dziury w całym. Śmierdział papierosami.
-Prawa opona łysawa...-stwierdził.
W tym momencie Filip powinien powiedzieć: "Ooo! Naprawdę? Muszę jutro zmienić, panie władzo!" i wręczyć łapówkę. Tymczasem powiedział:
-To dziwne, że pan cokolwiek zobaczył w tej mgle i to po ciemku. Opony są nowe.
Sam nie wierzył w to, co mówi. Milicjant był zaskoczony, ale po chwili, wyraźnie już zdenerwowany, powiedział:
-Światła źle ustawione!
-Samochód był wczoraj w warsztacie-warknął Filip."
Filip znał swoje słabe strony. Po pierwsze, nie potrafił nigdy o nic prosić, korzyć się albo przymilać. Po drugie, mówił innym językiem niż milicjant z drogówki-płynnie i poprawnie formułował zdania, jak to inteligent. Dlatego płacił łapówki dwukrotnie wyższe niż przeciętny kierowca. Teraz, dodatkowo, był wściekły i niewyspany. Milicjant-tęgawy kurdupel z przekrwionymi oczami i przepitym głosem, w koszuli z brudnym kołnierzykiem-wyraźnie szukał dziury w całym. Śmierdział papierosami.
-Prawa opona łysawa...-stwierdził.
W tym momencie Filip powinien powiedzieć: "Ooo! Naprawdę? Muszę jutro zmienić, panie władzo!" i wręczyć łapówkę. Tymczasem powiedział:
-To dziwne, że pan cokolwiek zobaczył w tej mgle i to po ciemku. Opony są nowe.
Sam nie wierzył w to, co mówi. Milicjant był zaskoczony, ale po chwili, wyraźnie już zdenerwowany, powiedział:
-Światła źle ustawione!
-Samochód był wczoraj w warsztacie-warknął Filip."
Dzień z książką. "Zebra w barze... czyli Polak potrafi." Jacek Ślusarczyk Fragment pierwszy.
Dzień z książką.
"Zebra w barze... czyli Polak potrafi." Jacek Ślusarczyk
Fragment pierwszy.
"Zebra w barze... czyli Polak potrafi." Jacek Ślusarczyk
Fragment pierwszy.
"Był wykończony. Tylko kierowcy ciężarówek po dwudziestu paru godzinach w trasie znają tę senność, na granicy utraty przytomności. Nie wiedział, jak dojechał do tego motelu. Pamiętał tylko moment parkowania, urywki rozmowy z recepcjonistką i walkę z zamkiem w drzwiach. Szybki rzut ciała na łóżko... nicość.
Budził się jak z ciężkiej narkozy. Leżał w ubraniu, w tej samej pozycji, w jakiej zasnął.
Próbował jeszcze raz ześlizgnąć się w sen, ale coś mu w tym przeszkadzało. Był to rytmiczny jęk, wysoki kobiecy sopran zza ściany. Z trudem podniósł rękę do oczu. Boże kochany! Druga rano! Przykrył głowę poduszką. Nowoczesny hotel miał ściany cienkie jak gazeta.
Świdrujący dźwięk wbijał się jak cienki gwóźdź prosto w mózg. Wzbierająca wściekłość rozbudziła go. Zwlókł się z łóżka i wyjrzał przez okno. Na parkingu stało przynajmniej dwadzieścia ogromnych TIR-ów. Padał deszcz. Jego mały, żółty, dostawczy mercedes "Miś" uśmiechnął się do niego. Usiał na brzegu łóżka. Czekał. Bez zmian. Dostał szału. Chwycił ciężki, drewniany chodak i zaczął walić nim w ścianę. Po chwili zorientował się, że nie tylko on nie może spać. Walili w ścianę wszyscy goście hotelowi i po paru sekundach łomot się ujednolicił. Niewyspani kierowcy TIR-ów zaczęli kuć w ścianę w rytm zawodzenia. Jęk... łup...jęk... łup...jęk..."
Budził się jak z ciężkiej narkozy. Leżał w ubraniu, w tej samej pozycji, w jakiej zasnął.
Próbował jeszcze raz ześlizgnąć się w sen, ale coś mu w tym przeszkadzało. Był to rytmiczny jęk, wysoki kobiecy sopran zza ściany. Z trudem podniósł rękę do oczu. Boże kochany! Druga rano! Przykrył głowę poduszką. Nowoczesny hotel miał ściany cienkie jak gazeta.
Świdrujący dźwięk wbijał się jak cienki gwóźdź prosto w mózg. Wzbierająca wściekłość rozbudziła go. Zwlókł się z łóżka i wyjrzał przez okno. Na parkingu stało przynajmniej dwadzieścia ogromnych TIR-ów. Padał deszcz. Jego mały, żółty, dostawczy mercedes "Miś" uśmiechnął się do niego. Usiał na brzegu łóżka. Czekał. Bez zmian. Dostał szału. Chwycił ciężki, drewniany chodak i zaczął walić nim w ścianę. Po chwili zorientował się, że nie tylko on nie może spać. Walili w ścianę wszyscy goście hotelowi i po paru sekundach łomot się ujednolicił. Niewyspani kierowcy TIR-ów zaczęli kuć w ścianę w rytm zawodzenia. Jęk... łup...jęk... łup...jęk..."
Gobelin Barbara Kosmowska
Ocieram łzy. Jestem doprawdy poruszona. Właśnie przed chwilą skończyłam czytać opowieść o Annie. Kobiecie zagubionej, nieszczęśliwej, tkającej dzielnie swój gobelin, próbującej poskładać w całość to pełne dramatyzmu i tragizmu życie. Jest we mnie tyle emocji, odczuć tak trudnych do nazwania, tyle tematów do przemyśleń...
I jeszcze to moje sobotnie z Basią spotkanie. Jestem taka dumna, że mogłam po raz kolejny zamienić z Nią kilka słów. Przebywać w pobliżu osoby tak wrażliwej, mądrej, a jednocześnie tak normalnej. Pełnej pokory, akceptacji niełatwej przecież rzeczywistości, bo każdy z nas nosi jakieś smutki...
"Gobelin" to powieść niezwykła. Okładkę chciałoby się głaskać bezustannie, pocieszając w ten sposób główną bohaterkę, przytulając ją w ten osobliwy sposób. Nie jest to książka o niczym. To naprawdę mocna, przytłaczająca lektura. Do bólu prawdziwa, cholernie życiowa. Nie ma w niej ni krztyny fałszu. Droga przez piekło, bo tam, na samo dno kieliszka spada Anna, jest brudna, odpychająca i pełna kolejnych upadków, coraz niżej i niżej. Jak wiele musi utracić alkoholik, by wreszcie przejrzeć na oczy? By otrzepać się z traumatycznych doświadczeń, jednocześnie zapominając o nich i pamiętając, ku przestrodze?
Barbara Kosmowska włożyła w usta Anny słowa tak niebanalne, proste, aczkolwiek często zbyt trudne do pojęcia, nadające sens całej tej walce o siebie. Bo alkoholik musi walczyć. I akceptować swoją przeszłość, pogodzić się z nią, aby się uzdrowić. Czy ona znajdzie w sobie tyle siły? Czy wsparcie przyjaciół okaże się wystarczające, by zawalczyć o własną egzystencję? O siebie? Swoje życie? Co będzie ważne, a co stanie się nieistotne, miałkie?
Bohaterką tej historii jest kobieta zamężna, artystka. Na strychu ogromnego domostwa zamknięta i odizolowana od świata zewnętrznego tka przepiękne gobeliny. Ma co prawda męża, wiecznie zapracowanego prawnika, który w gruncie rzeczy jest jej całkowicie obcy. Mieszka tu jeszcze ciotka jej męża, która nie potrafi jej zaakceptować. Anna czuje się w tym miejscu osamotniona. Ma przyjaciół, ale nawet oni nie są w stanie odciągnąć jej od butelki dającej przecież zapomnienie i ukojenie. Złudne poczucie bezpieczeństwa i radości.
"Można powiedzieć, że nigdzie mnie nie ma. Poza materacem, kołdrą, nocnym sklepem, w ogóle nie bywam. Pozostałam na wyciągach z konta w postaci kilku liter. Z nazwiskiem, które też straciło ważność. Jak ja." [1]
Barbara Kosmowska przepięknie maluje słowem najbardziej wartościowe obrazy, jak jej bohaterka Anna tka najcudowniejsze gobeliny. Dzięki temu czytelnik bardzo szybko odnajduje się w realiach powieści, jakby żywcem wyjętych w jego własnego życia. Często dostrzega wiele podobieństw i utożsamia się z postaciami rewelacyjnie stworzonymi przez pisarkę. Zaczyna zastanawiać się nad własną egzystencją, swoimi problemami, pragnie znaleźć rozwiązanie i wyjście z patowej zdawałoby się sytuacji. To za sprawą Anny chce mu się walczyć, wyjść naprzeciw troskom i kłopotom, by poradzić sobie z nimi. Całość polecam. Prawdziwa i świetnie naszkicowana historia. Wyjątkowa!
[1] Barbara Kosmowska "Gobelin", Wydawnictwo Replika, 2015, s. 443
poniedziałek, 18 maja 2015
Warszawskie Targi Książki 2015
To były naprawdę wyjątkowe Targi.
Otrzymałam wzruszające, naprawdę przepiękne wpisy w książkach ulubionych pisarek. Odchodząc od stoisk niejednokrotnie miałam w oczach łzy. Poczułam się wspaniale, doceniana i chyba wyższa o kilka centymetrów Emotikon wink
Dodało mi to wszystko tyle pozytywnej energii, chęci do dalszej pracy i siły do walki o spełnianie marzeń. Dziękuję za wszystkie spotkania. Te planowane i te, które były dla mnie kompletnym zaskoczeniem.
Czytelnikom bloga dziękuję za przemiłe słowa, ten blog jest naprawdę dla WAS i gdyby nie Wy... zresztą doskonale o tym wiecie Emotikon wink
Wydawcom dziękuję za sympatyczne spotkania. Pytaliście mnie, czy naprawdę mam zamiar ograniczyć blogowanie i współprace. Tak, naprawdę, ale kilka najmilszych współprac na pewno zostawię, więc nie musicie się martwić o to. Będzie dobrze.
Pisarkom za wiarę we mnie i naprawdę cudowne chwile, które z Wami spędziłam.
Wszystkim za to, że pytaliście o JEDNO: Kiedy ukaże się moja książka, o czym jest, itd... Czułam się zakłopotana, zażenowana, niepewna, bo to dla mnie zupełnie nowa sytuacja, ale Wasze zainteresowanie wiele dla mnie znaczy. Dziękuję Emotikon heart
Tylko jedno spotkanie mnie zasmuciło, ale podobnie było rok temu, więc nie wiem dlaczego spodziewałam się czegoś innego.
Otrzymałam wzruszające, naprawdę przepiękne wpisy w książkach ulubionych pisarek. Odchodząc od stoisk niejednokrotnie miałam w oczach łzy. Poczułam się wspaniale, doceniana i chyba wyższa o kilka centymetrów Emotikon wink
Dodało mi to wszystko tyle pozytywnej energii, chęci do dalszej pracy i siły do walki o spełnianie marzeń. Dziękuję za wszystkie spotkania. Te planowane i te, które były dla mnie kompletnym zaskoczeniem.
Czytelnikom bloga dziękuję za przemiłe słowa, ten blog jest naprawdę dla WAS i gdyby nie Wy... zresztą doskonale o tym wiecie Emotikon wink
Wydawcom dziękuję za sympatyczne spotkania. Pytaliście mnie, czy naprawdę mam zamiar ograniczyć blogowanie i współprace. Tak, naprawdę, ale kilka najmilszych współprac na pewno zostawię, więc nie musicie się martwić o to. Będzie dobrze.
Pisarkom za wiarę we mnie i naprawdę cudowne chwile, które z Wami spędziłam.
Wszystkim za to, że pytaliście o JEDNO: Kiedy ukaże się moja książka, o czym jest, itd... Czułam się zakłopotana, zażenowana, niepewna, bo to dla mnie zupełnie nowa sytuacja, ale Wasze zainteresowanie wiele dla mnie znaczy. Dziękuję Emotikon heart
Tylko jedno spotkanie mnie zasmuciło, ale podobnie było rok temu, więc nie wiem dlaczego spodziewałam się czegoś innego.
Przybyłam na miejsce.
Wyjątkowe chwile z Basią.
Cudowna rozmowa. I wspaniała osoba. Kasia Zyskowska-Ignaciak.
Wreszcie poznałam Anetę, z którą wcześniej znałam się wyłącznie wirtualnie. Dziękuję.
Spotkanie z Karoliną Wilczyńską.
Szczera i naturalna, wśród pisarek to jednak rzadkość.
Basia Sęk.
Jodełki lubią się z Grzybkami, stwierdziła pani Joanna Jodełka.
Pochodzimy z jednego miasteczka. Dumna jestem!
Z Mariuszem Cieślikiem.
Z Mariuszem Cieślikiem.
Anna Kasiuk, kolejna pisarka, z którą wspaniale mi się rozmawia.
To są CZYTELNICZKI! Totalnie mnie zatkało, tyle komplementów!!! Justyna i Marta zarażają energią i optymizmem. Dziękuję.
Z Krysią Mirek także uwielbiam rozmawiać, to niesamowita osoba. Skromna i serdeczna.
Bardzo ważne dla mnie spotkanie. Książka Pani Anny Janko naprawdę mnie poruszyła.
Przekazuję Autorce książki na konkursy, Wasze egzemplarze będą z autografami!
Nareszcie poznałam Panią od Nalewki i Kota Emotikon wink
Kasia była prywatnie, ale znalazła dla mnie czas. Z Kasią Bulicz-Kasprzak.
Kasia była prywatnie, ale znalazła dla mnie czas. Z Kasią Bulicz-Kasprzak.
Ostatnie targowe spotkanie z autorką niebywale poruszających powieści. Dziękuję. — z: Katarzyna Michalik-Jaworska.
Karolina Wilczyńska. Zaplątana miłość Stacja Jagodno tom pierwszy
Wielu z Was myślało zapewne, że weekend spędziłam na Warszawskich Targach Książki. Nie jest to jednak do końca prawdą. Wybrałam się bowiem do Jagodna, a właściwie do maleńkiej miejscowości oddalonej od Jagodna o 1,5 kilometra. Tam spędziłam część sobotniej podróży do domu, niedzielnej nocy i dzisiejszy poranek. Powiem Wam szczerze, że wcale nie miałam ochoty wracać do mojej codzienności. Rozstawać się z bohaterami nowej serii napisanej przez Karolinę Wilczyńską.
Urzekła mnie Jej "Ta druga", która, o ile dobrze pamiętam jeszcze w tym roku doczeka się wznowienia, kibicowałam głównej bohaterce "Jeszcze raz, Nataszo", zresztą tej ostatniej książce patronowałam medialnie. Muszę się jednak przyznać do tego, że najnowsza powieść budziła we mnie pewne obawy. Wydawało mi się, że będzie to cukierkowa i mocno idylliczna historia, z niebywale pozytywnymi postaciami, urokliwymi miejscami, sami rozumiecie, słodko, słodko i jeszcze raz słodko... Prawdą jest, że takie książki czytuję, ale ponieważ ukazuje się ich ostatnio zatrzęsienie, staram się wyszukiwać nieco ambitniejsze powieści, które pozwolą mi na chwilę zadumy i zastanowienia. Cenię publikacje, które dają do myślenia, wzbudzają we mnie nie lada emocje, wyciskają z moich oczu łzy, z których bohaterami mogę się utożsamiać.
Jak już wspomniałam przenosimy się w okolice Jagodna, a przynajmniej tak nam się wydaje za sprawą tytułu, okładki, czy opisu znajdującego się na okładce. Nie jest to jednak do końca opowieść o jakże urokliwym miejscu gdzieś w górach, to bardziej historia kobiety, która jest zagubiona i przemęczona. Jej życie nie jest pełne chwil idealnych, spokojnych, beztroskich. Ma spore kłopoty z córką, którą wychowuje samotnie, z matką, która starała się wychować ją na osobę chłodną i pozbawioną uczuć pozytywnych. Okazywanie emocji nie było w domu rodzinnym Tamary na porządku dziennym. Zresztą ów dom skrywa, zdaje się, niejedną tajemnicę.
W Tamarze zostaje zasiane ziarno niepewności. Podczas pobytu na prowincji, gdzie zadaniem kobiety jest tworzenie pozytywnego wizerunku pewnego lokalnego polityka, okazuje się, że uczestnicy spotkania zaczynają atakować właśnie ją, oceniając jako osobę, która nie odwiedza kogoś bliskiego.
"Ja dobrze panią pamiętam, jak tu przyjeżdżała z matką. Wiadomo, jak dzieciaka na lato podrzucić, to wtedy rodzina na wsi dobra. Ale jak pomóc by trzeba, to już się o starej zapomni-rozejrzał się po twarzach zebranych i widząc potakujące głowy, kontynuował jeszcze śmielej.-Teraz z miasta przyjechała, żeby swoje interesy tu robić, bo pieniądze pewnie czuje. A nie wiadomo, czy Marciszowa opał na zimę ma za co kupić. Wstyd!" [1]
Tamara naprawdę nie rozumie, co wspomniana Marciszowa ma z nią wspólnego, dlatego nie wie, jak ma się bronić. Zaistniała sytuacja nie nastawia społeczności przychylnie ani w stosunku do niej, ani do kandydata na wójta. Od tego właśnie fragmentu zaczyna się ta pasjonująca i jakże intrygująca powieść.
Autorka przedstawia nam poszczególnych bohaterów, a są nimi oczywiście Tamara, jej córka Marysia i pani Marciszowa ze wsi Borowa. Dwie pierwsze kobiety mieszkają w Kielcach i to tam głównie rozgrywa się akcja niniejszej powieści. Na prowincję jednak ciągnie zarówno nas, czytelników, jak i naszą zapracowaną Tamarę. Jakieś mgliste wspomnienia z dzieciństwa zaczynają zaprzątać myśli głównej bohaterki. z kolei jej córka, szesnastoletnia Marysia, nie potrafi odnaleźć się w szkolnej społeczności. Powoduje to u nastolatki bunt i prowadzi do sytuacji nie do pozazdroszczenia. Każda matka dorastającego dziecka rozumie Tamarę doskonale i na pewno podobnie jak ona odczuwa wielkie wyrzuty sumienia. Bo jak znaleźć czas dla jedynej córki, jeżeli w pracy wymagają od niej stuprocentowego zaangażowania, a sprzeciwić się szefowi nie można z uwagi na to, iż trzeba zapewnić wikt i opierunek nie tylko sobie? O dobrze płatne zajęcie w Kielcach wcale nie jest tak łatwo...
Na horyzoncie pojawia się pewien pan, więc Tamara ma coraz mniej czasu, a coraz więcej zobowiązań. Jak rozwinie się znajomość z mężczyzną? I kim jest Marciszowa? Czy Marysia zrozumie, że mama chce tylko i wyłącznie jej dobra?
Serdecznie polecam podróż do Jagodna. Książkę czyta się bardzo dobrze, ponieważ napisana jest językiem przystępnym i barwnym. Poruszone w niej problemy dotyczą wielu z nas. Sympatyzujemy z bohaterami, trzymamy za nich kciuki, jesteśmy ciekawi, jak potoczą się ich losy, jak zakończy się ta opowieść. Jakby tego wszystkiego było mało rozsmakujemy się w konfiturze z fiołków, która pomaga na smutki wszelakie, skosztujemy tarty szpinakowej, którą uwielbia Tamara, a nawet samodzielnie przygotujemy wyżej wymienione pyszności, ponieważ znajdziemy przepisy na nie na końcu książki.
Powrót do Jagodna wskazany. Jesienią pojawi się kolejny tom. Czekam z niecierpliwością. Chętnie zajrzę ponownie do tego jakże urokliwego i pełnego ciepłego miejsca. Tutaj odnajdziemy spokój, szczęście, to, co gdzieś po drodze zagubiliśmy, o czym na długie lata być może zapomnieliśmy. Warto spędzić czas właśnie tutaj. Zatrzymać się na chwilę.
[1] Karolina Wilczyńska "Zaplątana miłość. Stacja Jagodno", Wydawnictwo Czwarta Strona, 2015, s. 6
niedziela, 17 maja 2015
Targi Warszawskie, część pierwsza.
Relację zaczynam od moich skromnych zdobyczy targowych. Od razu wielkie podziękowania kieruję w stronę Wydawnictwa Znak, bo mogłam wybierać, jakbym była w sklepie to, co chciałabym przeczytać. Ogromne dzięki za to!
Poznałam wielu wydawców, których znałam jedynie "mejlowo", na przykład panią Zosię ze Świata Książki, która również bez żadnego problemu przekazała mi egzemplarz książki.
I niesamowity jest pan Piotr z Poznańskiego.
Spotkałam się również z panią z Bis, z którą bardzo lubię rozmawiać i z którą współpracę cenię sobie szczególnie.
I wielki buziak dla Alegorii, bo to naprawdę zupełnie inny wymiar współpracy.
Nawiązałam mnóstwo nowych kontaktów. Spotkałam się z tymi, których znam.
Pozdrawiam Olgę i Marysię przy okazji.
Dowiedziałam się, co "się pisze" i poznałam "tajne przez poufne" plany wydawnicze na kolejne miesiące, jak też przyszły rok.
Było suuuuuper. Rok temu strasznie nieśmiało i niepewnie czułam się naWarszawskie Targi Książki / Warsaw Book Fair. Tym razem było zupełnie inaczej.
Pokazuję tylko i wyłącznie autografy w książkach, które dostałam na targach. Wiele z innych wpisów jest bardzo prywatnych, napisanych specjalnie dla mnie, a gdy je czytałam, kilka razy zakręciła mi się łezka w oku. Dla takich chwil warto żyć i przejechać pół Polski.
I oczywiście dostałam egzemplarz ZEBRY. Premierę książka miała na targach, a ja patronuję jej przecież medialnie.
Poznałam wielu wydawców, których znałam jedynie "mejlowo", na przykład panią Zosię ze Świata Książki, która również bez żadnego problemu przekazała mi egzemplarz książki.
I niesamowity jest pan Piotr z Poznańskiego.
Spotkałam się również z panią z Bis, z którą bardzo lubię rozmawiać i z którą współpracę cenię sobie szczególnie.
I wielki buziak dla Alegorii, bo to naprawdę zupełnie inny wymiar współpracy.
Nawiązałam mnóstwo nowych kontaktów. Spotkałam się z tymi, których znam.
Pozdrawiam Olgę i Marysię przy okazji.
Dowiedziałam się, co "się pisze" i poznałam "tajne przez poufne" plany wydawnicze na kolejne miesiące, jak też przyszły rok.
Było suuuuuper. Rok temu strasznie nieśmiało i niepewnie czułam się naWarszawskie Targi Książki / Warsaw Book Fair. Tym razem było zupełnie inaczej.
Pokazuję tylko i wyłącznie autografy w książkach, które dostałam na targach. Wiele z innych wpisów jest bardzo prywatnych, napisanych specjalnie dla mnie, a gdy je czytałam, kilka razy zakręciła mi się łezka w oku. Dla takich chwil warto żyć i przejechać pół Polski.
I oczywiście dostałam egzemplarz ZEBRY. Premierę książka miała na targach, a ja patronuję jej przecież medialnie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


