niedziela, 31 lipca 2016

Aneta Rzepka wywiad z pisarzem

Aneta Rzepka wywiad z pisarzem






Aneta Rzepka jest absolwentką filologii polskiej, Jej debiut powieściowy przypadł na rok 2010 kiedy to na rynku wydawniczym pojawiła się „Tohańska branka”. Mieszka w stolicy, ale marzy o drewnianej chatce w górach. Czyta od dziecka. Pisanie jest dla niej najpiękniejszą przygodą i sposobem na oderwanie się od rzeczywistości. 


Anna Grzyb: Szukając dokładniejszych informacji o Tobie natrafiłam na takie zdanie: „czytelnik nadaje wartość dziełu”. Czy odbiorca Twoich powieści jest dla Ciebie ważny? Czy śledzisz recenzje swoich książek w Internecie, słuchasz rad innych w sprawie Twoich historii, masz pierwszych czytelników, z których zdaniem się liczysz?

Aneta Rzepka: Czytelnik jest bardzo ważny dla powieści, bo dzięki niemu nabiera ona innego wymiaru. Fabuła oglądana przez pryzmat doświadczeń odbiorcy jest zawsze nieco inna od tej stworzonej przeze mnie, bogatsza o doświadczenia innej osoby. Czytając recenzje często się dziwię, że ktoś coś takiego wypatrzył w moim tekście, przecież ja tam tego nie napisałam. Dopiero po zastanowieniu dochodzę do wniosku, że pewne sprawy można było tak zrozumieć. Bardzo ważny jest ten filtr osobisty, on powoduje, że jeden tekst można na wiele sposobów interpretować.
Tak, śledzę recenzje, bo one mówią mi nie tylko o tym, jak jest odbierana powieść, ale też, co należałoby ewentualnie dopracować, zmienić, doprecyzować. Mam też piszących znajomych, którzy wielokrotnie mi pomogli pokazując nieścisłości w fabule, kierunkując postaci i dając bardzo cenne wskazówki stylistyczne. 


AG: Jak powstają Twoi bohaterowie? Czy z góry wiesz, jaki charakter będzie miała ta czy inna osoba, którą opisujesz w swojej powieści?

AR: Na początku wiem tylko jak mniej więcej będzie wyglądał bohater i jakie cechy są mi potrzebne do stworzenia fabuły. Później dodaję mu pasję, sposób mówienia, różne manieryzmy. Ożywa w trakcie akcji, dostając konkretny strój, zawód, gadżet, jak na przykład okulary, pędzel, rower, staje się namacalny. Czasem ci, którzy mieli być negatywni się zmieniają, bo ktoś, kto lubi zwierzęta, słucha jakiejś muzyki albo podziwia zachód słońca nie może być skończonym draniem albo pustą lalką. Może natomiast mieć ich cechy.




AG: Czy któryś z Twoich bohaterów nie próbował wymykać się spod Twojej kontroli? Którego darzysz szczególnym sentymentem?

AR: Mam wrażenie, że bohaterowie tacy, jakich oglądają czytelnicy nigdy nie są do końca tacy, jakich ich sobie wymyśliłam w fazie przed zaczęciem pisania. Oni po prostu zawsze się zmieniają, bo muszą żyć tak, jak normalni ludzie. Inaczej nie byliby wiarygodni. Łatwiej tworzy mi się bohaterów negatywnych. Dla nich wystarczy kilka wyrazistych cech osobowości, nie trzeba ocieplać ich wizerunku ani poświęcać im dużo uwagi, bo mają do wykonania konkretną rolę: być tymi złymi. Inaczej jest z postaciami, z którymi chciałabym, żeby czytelnik się utożsamił, zrozumiał. Muszą mieć wady i zalety, złożone osobowości, ciekawe charaktery. Tu chyba najlepszym przykładam będzie Ola najpierw ta z „Kieszeni przeszłości”, później z „Czego o Tobie nie wiem”. To miała być taka pusta dziewuszka zepsuta pieniędzmi rodziców, bez wyższych uczuć, egoistyczna, nawet głupiutka blondynka. Ktoś taki jednak nie byłby zdolny do prawdziwej przyjaźni i poświęcenia. Dlatego Ola się zmieniła. Zmieniała się przez całe dwie powieści.






AG: Nie ukrywam, że Twoja najnowsza powieść „Czego o Tobie nie wiem” jest według mnie najlepszą, jaką napisałaś. Wyraziste, nietuzinkowe postaci, świetne dialogi, problemy „z życia wzięte”, doskonały, nienaganny styl wszystko to urzekło mnie i spowodowało, że nie mogłam oderwać się od lektury! Skąd czerpałaś pomysły, jak długo trwały prace nad książką?

AR: Pomysły leżą na ulicy, wystarczy je pozbierać, posłuchać opowieści ludzi, rozumieć, co tak naprawdę może boleć współczesnego człowieka i nieco ubarwić literacką fikcją. Bo, nie ukrywajmy, samo życie jednak nie czytałoby się dobrze, wyszedłby reportaż albo opowieść sąsiadki zasłyszana w kolejce. Literatura to coś więcej. Lubię sięgać po to „więcej”, ono nadaje smaczku codzienności. Pisanie akurat tej powieści nie trwało długo, bo wszystko wcześniej miałam poukładane w głowie. Długo natomiast tekst czekał na wydanie. Dwa lata leżał w szufladzie.

AG: Czy wierzysz w moc kobiecej przyjaźni, o której tak autentycznie napisałaś w „Czego o Tobie nie wiem”?

AR: Wierzę w przyjaźń. Sama mam taką przyjaciółkę, z którą mogę wszystko. Zdarza się, że nie rozmawiamy ze sobą bardzo długo, a kiedy się spotkamy, to jest tak, jakby nie było tego czasu. Jest to rodzaj szczególnego porozumienia, więź silniejsza od tych rodzinnych. Bo przyjaciół wybieramy sobie sami, a rodziny nie.

AG: Uważasz, że kobiety są na tyle silne, by pokonać wszelkie przeciwności losu i zawalczyć o własne szczęście? Jeżeli tak, to jak myślisz, z czego wynika ich siła?

AR: A kto ma walczyć o szczęście kobiet, jeśli nie one same? Każdy człowiek sam wie najlepiej, co jest mu potrzebne do szczęścia, co chce osiągnąć. Czasem potrzebuje pomocy w doborze środków, ale walczyć musi sam, ewentualnie przy wsparciu najbliższych. Siłę dają efekty. Dlatego trzeba sobie wyznaczać realne cele i do nich dążyć. Cieszyć się z małych sukcesów, a po niepowodzeniach wstawać, otrzepywać kolana i iść dalej. 




AG: Czy Twoim zdaniem to, jakie nosimy w sobie doświadczenia odciskają piętno na naszej przyszłości? Czy ją determinują?

AR: Na pewno. Przeszłość wypracowuje w nas cechy charakteru, czerpiemy z jej doświadczeń i osiągnięć. Ktoś, kto nigdy nie uprawiał sportu nie może nagle stać się wybitnym siatkarzem. Myślę, że pewnych doświadczeń nie można wymazać, ale można nad sobą pracować i negatywne emocje zastępować nowymi, dobrymi. Z doświadczeń pozytywnych należy natomiast czerpać.

AG: Jak wygląda Twój zwykły dzień? O jakiej porze najchętniej zasiadasz do pisania? Czy pracujesz przy biurku, w domowym zaciszu, czy wybierasz inne, bardziej wyszukane miejsce?

AR: Rano jest szykowanie dziecka do szkoły, później praca, przeważnie z przerwą na pójście do domu, wtedy mam czas, żeby coś ugotować, pomóc w odrabianiu lekcji, jakieś zajęcia dodatkowe, basen, kółko plastyczne, te sprawy... Piszę, kiedy mam czas. Najczęściej wieczorem, kiedy już nikt nic ode mnie nie chce. Pracuję zwykle przy biurku, tak jest mi najwygodniej. 

AG: Jakich rad mogłabyś udzielić osobom, które dopiero zaczynają swoją przygodę z pisaniem?


AR: Żeby się nie zniechęcały po pierwszych niepowodzeniach. Pisania trzeba się nauczyć, tak samo jak mówienia, chodzenia, czytania, liczenia... I nie chodzi tu wcale o umiejętność składania liter w słowa, a słów w zdania, ale głównie  umiejętność stworzenia ciekawej fabuły i opowiedzenia jej tak, żeby ktoś chciał przeczytać. Przeczytać nie z obowiązku, życzliwości czy na prośbę, ale dla własnej przyjemności.

AG: Czy trudniej jest wydać pierwszą czy kolejną powieść, gdy oczekiwania czytelników są już większe?

AR: Nie wiem, jak jest z oczekiwaniami czytelników. O tym mogę napisać tylko z własnego doświadczenia, że od autorów, których coś przeczytałam i mi się spodobało oczekuję utrzymania przynajmniej takiego samego poziomu. Na wielu się zawiodłam.
Moim zdaniem nie wystarczy wypracować sobie nazwiska, a później na nim żerować, produkując kiepskie książki, sztuką jest pisać tak, żeby każda kolejna powieść była lepsza od poprzedniej. Sama też staram się rozwijać warsztat, wprowadzać nowe techniki narracji, inaczej budować fabułę, efekty jednak mogą ocenić tylko czytelnicy. Czasem za duża innowacja albo zbyt odważne eksperymenty nie są dobrze przyjmowane. 
Samo wydanie książki... Nie wiem, czy trudniej wydać pierwszą czy kolejne. Nikt nie zamawia moich książek, nie obiecuje wydania na podstawie konspektu, nie walczy o podpisanie lojalki. Na pewno zdobywa się pewne doświadczenie we współpracy z redaktorami, wie czego się spodziewać po wydawcy, w czym jest dobry. Jeden robi świetną okładkę, drugi przykłada się do opracowania tekstu, inny fantastycznie promuje...


AG: Czy czytasz powieści „koleżanek po piórze”? Mogłabyś jakąś polecić czytelnikom mojego bloga?

AR: Czytam. Moim zdaniem nie można pisać, jeśli samemu się nie jest czytelnikiem. Literatura się zmienia, trzeba ją podpatrywać, żeby samemu nie tkwić w jednym punkcie, a wciąż się rozwijać. Jeśli miałabym polecać autora, to kryminały Małgorzaty Rogali, powieści Joanny Sykat, różnorodna jest też twórczość Kasi Bulicz-Kasprzak, ostatnio odkryłam Katarzynę Kołczewską. 


AG: Czy Twoim zdaniem istnieje przyjaźń między pisarkami?

AR: Istnieje. Pisarki to też ludzie zdolni do przyjaźni. Nie zawieram przyjaźni łatwo, ale mam kilka znajomych pisarek, z którymi łączą mnie ciepłe relacje. Wiem, że często zdarzają się niemiłe sytuacje, ale sama nie doświadczyłam zawiści, złośliwości czy innych przykrości ze strony innych pisarek. Zakładam, że może im się moja twórczość nie podobać, bo nie wszystko podoba się każdemu, mnie też nie każda książka przypada do gustu. Krytykę można jednak wyrazić w sposób cywilizowany i konstruktywny.




AG: Kiedy pojawi się kolejna powieść Twojego autorstwa? Czy możesz zdradzić nam, nad czym obecnie pracujesz?

AR: Nie wiem, kiedy się pojawi. W grudniu pewnie będę wiedziała, czy weźmie ją mój obecny wydawca. Jest to fabularna kontynuacja „Czego o Tobie nie wiem”, ale również tworzy zamkniętą całość.  I problematyka jest nieco inna, bardziej romans, ale też bolesna tajemnica z przeszłości, która odcisnęła piętno na wielu osobach. Główną bohaterką jest Marika, siostra Marcina. A obecnie układam sobie w głowie powieść z motywem detektywistycznym. Nie wiem, jak mi wyjdzie.

AG: Jakie publikacje dla dzieci uważasz za najbardziej wartościowe, bo zapewne niejedną książkę przeczytałaś swojej córeczce?

AR: Takie, które kształtują wyobraźnię, odwołują się do wartości, są pozytywne w odbiorze i pokazują, że dziecko może naprawdę wiele, jeśli chce. Obecnie jesteśmy na etapie „Opowieści z Narnii”, ale miło wspominamy Astrid Lindgren i wcale nie "Dzieci z Bullerbyn”, ale „Ronię, córkę zbójnika”.


AG: Dziękuję za rozmowę.

AR: Również dziękuję za miłą rozmowę i pozdrawiam serdecznie.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza