niedziela, 11 maja 2014

Czarownica i kot Maja Strzebońska



Czarownica przedstawiona w tej historyjce nie należy do typowych przedstawicielek niezwykłej profesji, jaką jest uprawianie magii. Mieszka w niewielkiej chatynce na obrzeżach lasu, ale doskwiera jej samotność. Z tego powodu jest bardzo, ale to bardzo smutną osobą, ale czy możemy jej się dziwić, jeśli za jedyne towarzystwo służą jej dwie małe myszki? Prawdę mówiąc nasza bohaterka była już tak zdesperowana, że i z nimi próbowała nawiązać dialog, ale nic z tego nie wychodziło, bo za każdym razem, gdy tylko otwierała usta, myszki uciekały do swoich norek. Jakiż to przygnębiający i ponury był żywot!
To zadziwiająca czarownica, bo zamiast się jej bać zaczynamy jej współczuć i pałać do niej sympatią. Jest nam jej zwyczajnie szkoda. Marzymy o tym, by wreszcie znalazł się ktoś, kto stanie się jej towarzyszem, przyjacielem, powiernikiem. I wtedy właśnie nasza ciekawa i nietuzinkowa postać słyszy ciche dźwięki dochodzące z lasu. Ciemnego lasu za domem.
Nie boi się na szczęście ciemności, więc wybiera się tam, by odkryć zagadkę. Co takiego znajdzie tam nasza główna bohaterka? Jak myślicie? Nie zdradzę Wam jednak tej tajemnicy, sami musicie znaleźć odpowiedź na to pytanie. A warto! Możecie być tego pewni, że warto.
Książeczka napisana świetnym językiem, szybko zainteresuje naszych małych czytelników. Czcionka idealna dla dzieci samodzielnie próbujących czytać, a ilustracje barwne, wesołe. Całość przykuwa uwagę i naprawdę potrafi zainteresować dziecko, nie ucieka znudzone po chwili, a słucha z zaciekawieniem, myśląc, co stanie się za chwilę. Moja trzyipółlatka zachwycona historyjką, myślę, że seria o Czarownicy stanie się jedną z jej ulubionych. Nie jest ani za krótka, ani za długa, zabawna, dopracowana w każdym szczególe. Mądra i pobudzająca wyobraźnię, zapewniająca dziecku i świetną rozrywkę, i naukę. Ciepła, niebanalna opowieść godna polecenia.

Moja Zuzia oprócz tego, że codziennie prosi mnie o czytanie co najmniej czterech, pięciu książeczek, uwielbia też układanie puzzli.




Mysz jak nie mysz Joanna Kulmowa recenzja książki dla dzieci

Nazwisko Joanny Kulmowej znamy chyba wszyscy. Jest poetką, ale tworzy też prozę, skierowaną, i do dorosłego czytelnika, i do młodszego pokolenia. Ma na swoim koncie wiele pięknych wierszy dla dzieci, które zawierają sporą dawkę humoru, ale też zadumę i refleksję nad otaczającym nas światem. Wracamy dzięki nim do własnych wspomnień, do lat dzieciństwa.

"Mysz jak nie mysz" to krótka opowieść o niezwykłej myszce. Poznajemy ją w nocy, gdy wiatr zatrzymuje się w gałęziach jabłoni i zawodzi, próbując się uwolnić. Zaplątał się w jej konarach, choć miał zamiar ją przeskoczyć. Uwięziony wiatr żalił się najpierw głośno, ale gdy opadł już z sił jęczał cichutko. To wtedy usłyszała go  nasza tytułowa bohaterka. Początkowo myślała, że to śpiew księżyca.
 Słysząc śpiew księżyca marzyło jej się polecieć w jego kierunku.
"Ale co to byłaby za mysz fruwająca? Mysz jak nie mysz."*
Czy uda się naszemu małemu zwierzątku uwolnić wiatr? Jest w końcu myszą prawie odważną!
Myślę, że warto się o tym przekonać.
Książeczka z ciekawymi ilustracjami, grafiką, różnorodnym rozmiarem czcionki. Niektóre słowa są wyróżnione, inne pisane zwyczajnie. Dowiadujemy się z tej historii, że warto próbować, wierzyć we własne siły nawet wtedy, gdy inni już dawno w nas nie wierzą. Jak myślicie, czy mysz może pofrunąć tylko dlatego, że marzy o tym z całego serca? Czy to jest możliwe?

Ostatnia strona tej pięknej i mądrej lektury zapełniona jest wierszem. Wierszem równie niezwykłym, jak cała ta opowieść.
"...najlepsze
 co Bóg zesłał na ziemię
jest patrzenie
a nie liczenie.
Słuchanie a nie kupowanie
ptasich gwizdów
szumu brzóz na polanie."*

Polecam zdecydowanie. To najlepsze, co możemy dać dzieciom. Książkę z przesłaniem. Uwrażliwiającą.

 *cytaty pochodzą z książki






sobota, 10 maja 2014

Agenci. Gra planszowa. Egmont. Recenzja.

Dzisiaj po raz kolejny chciałabym zaprezentować ciekawą grę planszową, tak dla dorosłych, jak i dla dzieci. Według twórców można w nią grać dopiero od ósmego roku życia, ale jak wiecie, w moim domu nie ma mowy, by pominąć przy okazji zabawy Zuzankę czy Kamila. Gramy w nią więc my, dorośli, i nasza trójka szkrabów: syn lat 7, córka lat 4 i druga córka, lat 12. Dobrze, że nie ma górnej granicy.
W skład gry wchodzą: plansza, karty agentów, sztuk 7, pionki agentów, również w liczbie 7, siedem znaczników punktów, 26 kart Ściśle tajne, kostka i sejf. Przy okazji chciałam napisać, że poszczególne elementy są drewniane, oprócz kart oczywiście, w ładnych kolorach, porządnie wykonane.
Co ważne jest w tej grze? Przede wszystkim musimy pamiętać o tym, by nikomu nie zdradzać, którym z agentów jesteśmy. Im dłużej uda nam się zachować to w tajemnicy, tym lepiej. Zwiększamy tym samym nasze szanse na zwycięstwo, a przecież zależy nam na wygranej!
Instrukcja jest czytelna i zrozumiała dla odbiorcy.
Na początku losujemy kartę, by w ten sposób dowiedzieć się, którym agentem będziemy. Następnie robimy wszystko, by nasz agent wygrał grę, ale jednocześnie, by inni uczestnicy zabawy nie domyślili się, którym z agentów jesteśmy. To naprawdę świetna forma rozrywki, grę testowałam z mężem i dziećmi w niedzielę i naprawdę doskonale się bawiliśmy.
W skład każdego zestawu agenta wchodzą: pionek, karta i znacznik punktów w jednym kolorze. Do wyboru mamy dwa warianty: ten podstawowy i Ściśle tajny, w którym dodatkowo używamy kart specjalnych. Gra w wariancie trudniejszym przebiega bardzo podobnie, jak w wariancie podstawowym, z jedną tylko różnicą. Dokładne zasady znajdziecie w instrukcji.
Gra ma mocny i solidnie wykonany kartonik, w którym mieszczą się wszystkie elementy planszówki. Plansza jest równie trwała i mocna, pionki są wygładzone i dokładnie pomalowane na poszczególne kolory. Polecam. Gra godna uwagi. Zabawa jest rewelacyjna!




Kaftanik dla Dzieciątka. Legendy chrześcijańskie. Prezent z okazji Pierwszej Komunii Świętej, ale nie tylko. Recenzja.




Dzisiaj chciałabym przedstawić Wam mój pomysł na prezent z okazji Pierwszej Komunii Świętej. Co roku wiele osób szuka najlepszego ich zdaniem podarunku dla dziecka komunijnego. Uważam, że nie laptopy, gry, rowery, tablety są w tym dniu najważniejsze i że rodzice powinni wpajać swoim dzieciom istotę tego, co zmieni się w ich życiu po przystąpieniu po raz pierwszy do Komunii Świętej. Przyjmą do serca Pana Jezusa, a nie otrzymają rewelacyjne, drogie, najmodniejsze gadżety. To jest istota tego dnia, nie zabawki, pieniądze, wyścig. Niestety dzieci uważają często inaczej, a ten ich rówieśnik, który ma rodzinę raczej biedną i nie dostanie zbyt wiele atrakcyjnych podarków, jest wyśmiewany i wyszydzany, pokazywany często palcami. Ale wracając do tematu...

Legendy chrześcijańskie są naprawdę najpiękniejszym prezentem, jaki możemy sprawić dziecku. Niekoniecznie musi być to dar z okazji Pierwszej Komunii Świętej, ponieważ można równie dobrze kupić książkę bez dodatku. Wygląda tak:
A co znajdziemy w środku? Ciekawe, mądre, pouczające historie napisane przystępnym i prostym językiem, idealnym dla dziecka. Nie ma tu skomplikowanych sformułowań, za to są doprawdy interesujące opowiastki, z których bije ciepło i sympatia do czytelników. Dodatkiem godnym uwagi są śliczne ilustracje, kolorowe i niesztampowe. Zobaczcie sami:
Tego typu książeczki przybliżają dzieciom świat chrześcijaństwa, dobra i miłości. Dowiadujemy się, że nawet jeśli zbłądzimy nie zostajemy przekreśleni na zawsze, możemy być kochani i sprawiedliwie oceniani. Warto mieć dobre, uczciwe serce, co udowadnia sześć legend zawartych w tej lekturze. Warto się z nimi zapoznać.
Bardzo ujmująca jest pierwsza z legend, o trzech monetach, które rokrocznie otrzymywał bogaty chłopiec od ukochanego dziadka. Wyobrażał sobie właśnie, co kupi sobie za złoto, gdy tuż obok niego pojawiła się śliczna, urocza dziewczyna. Okazała się być duchem Bożego Narodzenia, dzięki któremu nasz młodzieniec bez trudu znalazł osoby potrzebujące dużo bardziej od niego prezentu nie tylko gwiazdkowego. Wzruszająca i pouczająca opowieść, dająca do myślenia.
Druga z historii opowiada o tym, że Pana Jezusa możemy zobaczyć w każdym potrzebującym pomocy człowieku, jeżeli tylko mamy dobre serce. Trzecia, mówiąca o złodzieju, który dostał niezłą nauczkę za swoje niecne uczynki i myśli, wskazuje nam drogę, którą warto kroczyć. To ścieżka uczciwości, bo tylko ciężką pracą możemy dojść do czegoś w życiu. Nie tylko do bogactw, ale i do satysfakcji, że nigdy nie złamaliśmy prawa, nie dorobiliśmy się kosztem innych. Tytułowy Kaftanik dla Dzieciątka pokazuje nam, że miłość jest najważniejsza  i że w jej imię możemy naruszać ludzkie prawa, jeżeli nie łamiemy praw Boskich.
Książeczka wydana po prostu pięknie, starannie, dokładnie. Polecam zdecydowanie, po raz kolejny powtarzając, że taki prezent będzie wyjątkowym podarunkiem, danym z serca i z miłości.







piątek, 9 maja 2014

Agencja artystyczna M-D-M i konkurs.



Agencja artystyczna M-D-M.

W związku z tym, że otrzymałam propozycję zrecenzowania książki Jacka Wąsowicza zatytułowanej  „100 kijów  w mrowisko” postanowiłam dowiedzieć się czegoś więcej na temat wydawcy owej publikacji. Tym samym rozejrzałam się po Internecie i trafiłam na stronę: http://www.m-d-m.pl/. Nigdy wcześniej o owej agencji nie słyszałam, ale trzeba przyznać, że środowisko „show biznesu” interesuje mnie raczej minimalnie.
Grupa M-D-M powstała w roku 2010, a jej twórcy postanowili wykorzystać zdobyte w latach wcześniejszych doświadczenie i wspólnie zawojować rynek związany z szeroko pojętą kulturą. Jak wiadomo, co trzy głowy, to nie jedna. A od 2012 roku nawet cztery. W skład grupy M-D-M wchodzą: Marek Dębski - Darek Piwowarski - Michał Jarkiewicz i  Antoni Dragan, który dołączył dwa lata temu do tego zacnego grona.
Współpracowali z wieloma znanymi i popularnymi polskimi agencjami koncertowymi oraz firmami fonograficznymi. Uczestniczyli w tworzeniu polskich koncertów i występów takich gwiazd, jak: Michael Jackson, The Rolling Stones, David Copperfield, Placido Domingo, Roger Waters. Jako menedżerowie bezpośrednio współpracowali z artystami i grupami takiego formatu, jak: Krystyna Prońko, Ryszard Rynkowski, Alicja Węgorzewska, Joanna Stefańska-Matraszek, AGRSSIVA 69, Ryszard Sygitowicz, Magda Piskorczyk, Night Rider Symphony, Alicja Węgorzewska, Wojciech Gąssowski.
Grupa M-D-M zna środowisko artystyczne, muzyczne doskonale, czuje się w nim niczym „ryba w wodzie”. Dlatego zajmuje się wszelkimi działaniami związanymi z koncertami, od ich organizacji po produkcję. Imprezy sportowe, wydawnicze, książkowe, fonograficzne, prywatne lub zawodowe, kampanie marketingowe, różnego typu festiwale nie stanowią dla niej żadnego problemu, nie mają przed nią żadnych tajemnic. Jak zaznaczają na swojej stronie internetowej: „Nasza indywidualna dotychczasowa działalność to sukcesy w pracy z najlepszymi i dla najlepszych”.
Działalność Grupy nie jest właściwie niczym ograniczona: wydanie albumu o malarstwie czy fotografii, książki, zorganizowanie wszystkiego, co tylko sobie można wymarzyć leży w zakresie ich zainteresowań. Z równą pasją oddają się przygotowaniu od podstaw imprez integracyjnych, korporacyjnych, oprawą muzyczną prestiżowych wydarzeń artystycznych, spotkań dyplomatycznych, widowisk, konferencji, recitali.  Agencja artystyczna M-D-M może się także poszczycić współpracą w zakresie fotografii z takimi osobami, jak:  Edyta Poźniak, Andrzej Heldwein czy Krzysztof Szewczyk.
Grupa M-D-M wydała do tej pory pozycje literackie takich autorów, jak: Bogdan Loebl, Antoni Kopff, Aleksander Kawalec i Marian T. Kutiak , a także wspomniany przeze mnie na samym początku Jacek Wąsowicz. Pierwszy z nich, Bogdan Loebl jest autorem zbiorów opowiadań, tomików poetyckich, jak też wielu powieści. Największą popularność przyniosło mu jednak tworzenie tekstów do ponad 300 piosenek, które wykonywane były przez tak niezwykłe osoby i zespoły, jak:  Włodzimierz Nahorny, Blackout, Breakout, Niebiesko-Czarni, Dżem, Krzysztof Cugowski, Nocna Zmiana Bluesa, Stan Borys, Zdrowa Woda, Grzegorz Markowski, Stare Dobre Małżeństwo i Magda Piskorczyk.
Niebawem mają zamiar wydać również książkę skierowaną do młodego czytelnika, piętnaście pełnych humoru i ciepła opowiadań Doroty Lipińskiej, kryjących się pod tytułem „Duda i wielka przygoda”.
Jacek Wąsowicz  i jego debiutancka książka-zbiór felietonów wydanych pod tytułem „100 kijów w mrowisko” to ciekawie zapowiadająca się publikacja, której recenzja już niebawem pojawi się na moim blogu. Egzemplarz krótkich tekstów Wąsowicza jest do wygrania na fanpage'u mojego bloga właśnie od dzisiaj! Serdecznie zapraszam: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=637652752972141&set=a.471852652885486.1073741828.459786130758805&type=1

Czynnie włączają się również w różnego rodzaju akcje i kampanie społeczne. Przykładem tego jest kampania społeczno-edukacyjna pt. „Masz prawo wiedzieć, prawie wszystko o prawie autorskim”. To akcja skierowana do autorów, kompozytorów, wykonawców, która ma na celu uświadomienie im, jakie mają prawa, pokazanie, że warto znać i stosować przepisy o prawie autorskim. Przedstawione zostało to wszystko w przystępny sposób, w oparciu o codzienne sytuacje zaczerpnięte z życia. Projekt ten składa się z trzydziestu pięciominutowych audycji, które użyczone były bezpłatnie i  zostały wyemitowane w latach 2012-13 przez kilkadziesiąt stacji radiowych.
Kolejnym przykładem zaangażowania Grupy  w działania mające szerszy wymiar społeczny było współorganizowanie w marcu br. „Dni Frankofoni” oraz udział w przygotowaniu w ramach tych „Dni” 29 marca 2014 roku wyjątkowego koncertu charytatywnego dla Haiti. Po raz pierwszy w naszym kraju wystąpił  haitański artysta Carlton Rara, który był m.in. inspiracją dla samego Pedro Almodovara. Wpływy ze sprzedaży „cegiełek” czyli biletów wstępu, w wysokości pięćdziesięciu złotych, zostały przekazane w całości na budowę przez „Fundację Polska-Haiti” szkoły w Jacmel, której patronem został Jan Paweł II. Zatem nie ma wątpliwości, że cel ten jest szczytny i warto było owo przedsięwzięcie wesprzeć. Agencja artystyczna M-D-M, Centrum Łowicka i Fundacja Polska-Haiti przygotowały także w ramach Dni Frankofoni  wystawę zatytułowaną „Słońce w zenicie -Malarstwo haitańskie w zbiorach polskich”. Wernisaż tej wystawy, który odbył się 7 marca zapoczątkował cykl imprez prezentujących Haiti w malarstwie, muzyce, jak też literaturze.  Godne podkreślenia jest także to, że Grupa M-D-M część dochodu ze sprzedaży albumu pt. „Malarstwo haitańskie w zbiorach polskich” przeznacza  za pośrednictwem „Fundacji Polska-Haiti” na budowę szkoły w Jacmel. Haiti było kiedyś kolonią francuską i wolność uzyskało, pokonując ponad dwieście lat temu wojska napoleońskiej Francji. Tam też zakończyło życie kilka tysięcy polskich legionistów wysłanych do tłumienia powstania mieszkańców Haiti. Część z nich przeszła  na stronę powstańców i od tego czasu Haitańczycy darzą Polaków szczególną sympatią i życzliwością. Dlatego tak ważne jest dzisiaj pokazywanie w Polsce, a nawet można powiedzieć, że odkrywanie kulturowego bogactwa Haiti. W tym też wymiarze trzeba postrzegać zaangażowanie się Grupy MDM w organizację Dni Frankofoni i wspomaganie działalności „Fundacji Polska –Haiti”.
Dni Frankofonii realizowane są między innymi z myślą o miłośnikach języka francuskiego. Od kilku lat w marcu odbywa się wspólne świętowanie polegające na dialogu kultur, umacnianiu więzi, poszanowaniu człowieka i jego praw. Szczególny nacisk kładzie się na dostęp do nauki, bowiem edukacja jest niebywale ważnym elementem kultury. Zachęca się przez cały miesiąc marzec do odkrywania bogactw kulturalnych krajów frankońskich, zarówno w formie koncertów, filmów, wystaw, różnego rodzaju spektakli teatralnych, spotkań z autorami. Warto poszerzać własne horyzonty, zdobywać wiedzę na tak interesujące tematy, poruszać te niezwykle istotne kwestie, ale też pomagać innym, tym, którzy tego potrzebują tak bardzo jak Haiti.

Anna Grzyb

czwartek, 8 maja 2014

Pamiątki Babuni. Emilia Waśniowska recenzja książki dla dzieci

Wiersze moim zdaniem wyjątkowe, piękne, poruszające. Niekoniecznie zrozumiałe dla całkiem małych dzieci, ale trafiające do serc tych starszych na pewno.
Jakie są pamiątki tytułowej babuni? To rzeczy dla niej niezwykle cenne, bo w nich zamknięte są jej wspomnienia. Zbierała jako dziewczynka różne przedmioty, nikomu innemu niepotrzebne, dla nikogo innego nieistotne, a dla niej naprawdę ważne. Pamiętacie swoje dzieciństwo? Czy i w Waszych kieszeniach można było znaleźć dosłownie wszystko? Piórko znalezione na ścieżce, kamyk, który mienił się tyloma barwami, guziki różnokolorowe, jakiś kawałek materiału, sznurek?
"Dzieciństwo babuni
zamknięte na kluczyk
czasu przeszłego 
tak miło nas uczy"*

Książeczka jest doprawdy ślicznie zilustrowana, znajdziemy tu bogactwo kolorów, rysunków niesztampowych, przykuwających uwagę. Całość wykonana bardzo starannie, oprawa twarda, dzięki czemu publikacja się nie zniszczy przy wielokrotnym użytkowaniu jej przez małe rączki naszych pociech.
Wiersze mówią nie tylko o tym, jak szybko przemija czas, jak ulotne są te najszczęśliwsze z chwil, nietrwałe... Wyrażają tęsknotę za dziadkiem Wawrzyńcem, za beztroskim dzieciństwem.




Jest tutaj opowieść o Nikiforze, w zielonym wyblakłym już płaszczu, który nie potrzebował wiele, raptem kęs chleba, a oprócz tego otrzymał uśmiech. Interesujące są losy osób opisanych przez autorkę. Barwnie przedstawia nam świat, jaki pamięta, o jakim myśli. Och, jakże wzrusza wiersz zatytułowany "Żydzi ze Złockiego":
"W palcach pani Kunegundy
garstka śniadej gliny. 
Z prochu ziemi ożywają
nieobecni Żydzi."*



Nie wszystkie wiersze są przepełnione nostalgią, melancholią. Bardzo wesoły jest utwór pod tytułem "Moje szczęście". Na pewno spodoba się mojej starszej córce, która uwielbia konie, bo tym jest radość dla podmiotu lirycznego w tej historii.
Każda z tych opowieści jest niezwykła, jak spacer z dziadkiem po lesie, wędrówka i rozmowa. Jest słówko o aniołach jesiennych, które piórka gubią, a dorośli niestety nie potrafią ich dostrzec, zauważyć, docenić. Myślą, że te zgubione piórka to spadające z drzew liście. Jest też mowa o pierwszym śniegu, pierniczkach, szaliku.

I ten wyjątkowy, którego nie mogę pominąć...

"Babunia

Babunia robi na drutach,
wełenkę na palec nawija,
oczko
jak czarna ćwierćnuta...

Co robisz babciu?

Przemijam..."*


Emocjonalne, mądre, refleksyjne, nasze dziecięce wspomnienia. Szczęśliwe i dobre. Czas mija nieubłaganie, ale dzięki tej książce możemy stać się choć na moment znowu małymi, kochanymi istotami. Beztroskie i bezpieczne lata wracają za sprawą doskonale opowiedzianych historii, pełnych ciepła, miłości, serdeczności. Polecam naprawdę gorąco. Warto zaznajomić się z tą cudowną, niezwykłą lekturą.






środa, 7 maja 2014

Dobble gra dla dzieci i dorosłych recenzja


Dzisiaj chciałabym opowiedzieć o grze, którą polecało mi już kilku moich znajomych w ostatnim czasie. Podchodziłam do ich zachwytów raczej pesymistycznie, nie dowierzałam im, bo co też ciekawego może być w tak małej, niepozornej grze?

Opakowanie kolorowe, dopracowane w każdym szczególe. Oznaczenia wyraziste, czytelne dla każdego, zrozumiałe. Zabawa może trwać 15 minut, przeznaczona jest dla osób powyżej szóstego roku życia, a w grze brać udział może od dwóch do ośmiu uczestników. W tej jednej, maleńkiej puszce mieści się aż pięć gier! Mamy 55 kart, świetnie wykonanych, barwnych, osiem symboli na każdej z nich, razem ponad 50 znaków. O co chodzi w tej grze? Należy znaleźć wspólny symbol dla dowolnych dwóch kart, wystarczy być szybkim, spostrzegawczym i mieć refleks. 

Nie zgadniecie zapewne, kto w moim domu ograł wszystkich i okazał się najlepszym w Dobble? Zuza, która ma 3,5 roku!!! Tak więc mogę z całą pewnością stwierdzić, że nie trzeba mieć 6 lat, by grać w tę grę. Nasza domowa mistrzyni nie ma nawet 4 lat.

Obrazki na kartach są ładne, a dziecko może dzięki nim poznać nowe słowa, znaki drogowe, symbole, z którymi wcześniej być może nie miało do czynienia. Uczy się poprzez zabawę, a to dla mnie jako rodzica jest bardzo ważne.
Ciekawe, kto w Waszym domu okaże się mistrzem refleksu i spostrzegawczości? Kto potraktuje grę jako interesującą formę rozrywki?
Zaczynamy od tego, że musimy na dwóch różnych kartach znaleźć jednakowe symbole. Gra wciąga i szybko zaczynamy rozumieć, na czym polega. Możemy grać krótko, najwyżej kwadrans, ale też o wiele dłużej, czy to powtarzając rundy, czy też wybierając inne opcje. A wybór jest całkiem spory, bo aż 5 różnych etapów możemy mieć do rozegrania. Wszystko zależy od nas samych. Nie znudzimy się Dobble w żadnym wypadku. Z czystym sumieniem mogę ją polecić i dzieciom, i dorosłym.
Pięć mini-gier jakie mamy do wyboru to:
1. Zatruty Podarunek, gdzie mamy zebrać jak najmniej kart,
2. Złap je wszystkie, tutaj możemy rozegrać kilka rund, a celem naszym jest zebranie w jak najkrótszym czasie jak największej ilości kart,
3. Parzy, mamy w niej jak najszybciej pozbyć się jednej karty,
4. Studnia, w której mamy w jak najkrótszym czasie pozbyć się wszystkich kart, upewniając się, że nie jesteśmy ostatnimi,
5. Piekielna wieża, na koniec gry należy mieć jak najwięcej kart ze stosu.

Instrukcja jest bardzo czytelna i zrozumiała, prowadzi nas krok po kroku. Według mnie idealnym pomysłem było stworzenie puszki, w której mieszczą się wszystkie karty, jak też instrukcja, bo czasem pudełko z kartonu może się zwyczajnie rozedrzeć, jeżeli użytkujemy grę często. Metalowa puszka nie jest tak łatwym materiałem do zniszczenia, jak karton i bardzo mnie to cieszy.

Grę polecam. Uważam, że może być świetnym prezentem na zbliżający się Dzień Dziecka.


Za możliwość zrecenzowania gry Dobble dziękuję pięknie