Poniedziałek zapowiada świetny tydzień, pod znakiem Aga Lingas-Łoniewska. Dziękuję, Agnieszko. Dzisiaj dotarły do mnie, jeszcze świeżutkie, przed premierą, egzemplarze książki "Łatwopalni" od Wydawnictwo FILIA i egzemplarz "Obrońcy nocy", także autorstwa Agnieszka Lingas-Łoniewska Autorka, który wydany został przez wydawnictwo Novae Res - Wydawnictwo Innowacyjne.
"Łatwopalni" będą do wygrania na moim blogu, niebawem, a póki co
chciałam pochwalić się tym, że fragment mojej recenzji jest na okładce. Dla mnie to jeden z najpiękniejszych momentów. Dziękuję!!!
poniedziałek, 16 września 2013
piątek, 13 września 2013
Wywiad z Ewą Nowak i konkurs z okazji dzisiejszej premiery książki zatytułowanej "Bransoletka".
„Sądzę, że jestem
człowiekiem spełnionym. Ponadto staram się lokować energię w dniu bieżącym, a
nie w marzeniach.”
Ewa Nowak wywiad
Ewa Nowak jest terapeutką i pedagogiem. Pisze dla dzieci i
młodzieży już od wielu lat i uważam, że jej twórczość jest potrzebna nie tylko
dzieciom, lecz także ich rodzicom, by coś zrozumieli, nad czymś się
zastanowili, coś przemyśleli. By nie szukali zawsze winy w swoim potomku, ale przyjrzeli
się także sobie z boku. To łatwe nie jest, ale na pewno potrzebne, by nasze
relacje z własnymi dziećmi były normalne, przyjazne, by nie stało się coś
złego, byśmy później nie żałowali. Warto z naszymi pociechami, czy może raczej
w tym trudnym wieku nie-pociechami, rozmawiać.
Przy okazji premiery najnowszej książki zatytułowanej
„Bransoletka” Ewa Nowak zgodziła się odpowiedzieć na kilka moich pytań.
Tradycyjnie, jak zawsze zaczynam od pytania, jak zaczęła się
Pani przygoda z pisaniem? Pasja pojawiła się nagle, czy wręcz przeciwnie,
dojrzewała w Pani, by wreszcie dać upust w poszczególnych książkach?
Moja przygoda z
pisaniem zaczęła się od artykułów i porad do czasopism. Po niezbyt długiej
przygodzie z tą krótką formą tekstu napisałam powieść „Wszystko, tylko nie
mięta”. Można więc powiedzieć, że pasja dojrzewała.
Czy młodzież chętnie sięga po Pani książki? Odnajduje w nich
siebie, swoje problemy, znajduje rozwiązania?
Nie mnie to oceniać,
jednak rozmawiając z moimi Czytelnikami podczas licznych spotkań autorskich w
całym kraju, widzę, że problemy, które poruszam w swoich książkach, trafiają do
nich i są im bliskie.
Czy darzy Pani sympatią stworzonych przez siebie bohaterów?
Jak najbardziej, choć
oczywiście nie wszystkich. Lubię tych, którym udaje się walczyć z
przeciwnościami losu, nie za bardzo przepadam natomiast za tymi negatywnymi,
których w moich powieściach też nie brakuje.
Czy wykreowanie tak żywych, realistycznych postaci wynika z
obserwacji innych ludzi, czy to wybujała wyobraźnia i nie opiera się Pani na
prawdziwych osobach, wymyślając danego bohatera?
Myślę, że istotą
rzeczy jest tu połączenie prawdziwych prototypów z powołaniem do życia postaci,
które na kartach powieści mają wolną wolę, a także własne emocje i pragnienia.
Z której swojej powieści jest Pani szczególnie zadowolona?
Którą poleciłaby Pani czytelnikowi, który nie zna jeszcze Pani twórczości?
Najbardziej
zadowolona jestem ze zbioru opowiadań pod tytułem „Mój Adam”, który, podobnie
jak „Bransoletka”, trafi do księgarń jesienią 2013 roku. Sądzę, że jest to
najważniejsza z dotychczas napisanych przeze mnie książek.
Jakie postaci literackie są Pani szczególnie bliskie?
Do moich ulubionych
bohaterów należą niewątpliwie: Michael Corleone z „Ojca Chrzestnego”, Salomea z
„Wiernej rzeki”, Polyanna, Ida Borejko z „Jeżycjady”, Stanisław Wokulski.
Jaka prywatnie jest Ewa Nowak?
Myślę, że żaden
człowiek nie powinien odpowiadać na tak sformułowane pytanie, bo zawsze zbyt
duży będzie w tym element autokreacji.
Czy ma już Pani pomysły na kolejne książki? Będą dotykały
trudnych relacji w rodzinie, problemów, z jakimi borykają się dorastające
dzieci?
Oczywiście. Aktualnie
piszę powieść „Dwie Marysie”, czyli piętnastą już część serii „miętowej”.
Jak Pani myśli, z czego wynika to, że w wielu rodzinach nie ma
nawet cienkiej nici porozumienia między dzieckiem a rodzicem?
Wynika to przede
wszystkim z faktu, że ludzie nie szanują sami siebie. Ściganie się z życiem,
zagubienie w pogoni za błyskotkami dnia codziennego powoduje, że umykają nam
rzeczy ważne i te najważniejsze, do których niewątpliwie należy wychowanie i
dobry kontakt z dziećmi.
„Bransoletka” to opowieść o pierwszej miłości, o tym, że nie
zawsze jest lekko, że życie bywa skomplikowane, niesprawiedliwe. Moim zdaniem
dojrzewanie to najtrudniejszy okres w życiu każdego wchodzącego w dorosłość
młodego człowieka. Jak sobie radzić z tą kulminacją uczuć, emocji, problemów?
Być cierpliwym, spokojnym i opanowanym rodzicem? Jak to zrobić, by mieć świetne
relacje z dzieckiem, by być przyjacielem, nie wrogiem?
Jest to, niestety,
bardzo trudne, bo żeby mieć dobry kontakt z własnym dzieckiem, najpierw trzeba
być człowiekiem w miarę uporządkowanym i pogodzonym z samym sobą. Tymczasem
wielu dorosłych ludzi wciąż jest zagubionych w poszukiwaniu pomysłu na własne
życie.
Sądzę, że jestem
człowiekiem spełnionym. Ponadto staram się lokować energię w dniu bieżącym, a
nie w marzeniach.
Bardzo dziękuję za rozmowę.
Konkurs
Mam dla Was dwa egzemplarze najnowszej powieści Ewy Nowak "Bransoletka", ufundowane przez Wydawnictwo Literackie:
ze śliczną bransoletką:
Zabawę zaczynamy dzisiaj, 11 września, w dniu premiery książki. Potrwa do 18 września, do godziny 24:00. Udział mogą wziąć tylko osoby posiadające adres w Polsce, nie wysyłam przesyłek za granicę. Organizatorem konkursu jestem ja, nagrodę ufundowało Wydawnictwo Literackie. W ciągu trzech dni od zakończenia zabawy pojawią się wyniki, ale raczej prędzej niż później, do 21-go września na pewno. Pytania, na które należy odpowiedzieć pod tym postem to: Czy znasz twórczość Pani Nowak, jeżeli tak, która książka jest godna polecenia, jeżeli nie znasz, dlaczego chcesz poznać? Ponadto ciekawa jestem, czy lubicie czytać książki skierowane do młodzieży, czy uważacie, że są potrzebne, że młody człowiek szuka wskazówek, rad w literaturze? A może opowiecie mi o tym, co Wy czytaliście, zanim staliście się dorośli? Wiem, wiem, trochę mnie poniosło z tymi pytaniami :)
Czekam na Wasze komentarze, pod tym postem, poproszę też o
pozostawienie adresu e-mailowego, ponieważ tylko w ten sposób będę mogła
skontaktować się ze zwycięzcą konkursu. Można polubić moją stronę na
facebooku, jak też dodać mój blog do obserwowanych, nie jest to wymóg,
ale będzie mi bardzo miło :) Dziękuję za uwagę i pozdrawiam serdecznie!
Książka jest naprawdę warta uwagi, a o bransoletkę dołączoną do powieści też warto powalczyć :)
Za pomoc przy organizacji konkursu bardzo dziękuję Pani Agnieszce :)
A tu moja recenzja "Bransoletki": http://asymaka.blogspot.com/2013/08/bransoletka-ewa-nowak-recenzja.html.
A tu moja recenzja "Bransoletki": http://asymaka.blogspot.com/2013/08/bransoletka-ewa-nowak-recenzja.html.
czwartek, 12 września 2013
"Śmierć detektywa" Rhys Bowen
Czekałam na ten tytuł, odkąd przeczytałam "Prawo panny Murphy". Recenzja tutaj: http://asymaka.blogspot.com/2013/04/rhys-bowen-prawo-panny-murphy.html
Premiera jest właśnie dzisiaj.
Premiera jest właśnie dzisiaj.
Rezolutna Molly Murphy, która oczekuje od życia znacznie
więcej, niż może otrzymać z racji swego urodzenia, już od kilku miesięcy
przebywa w Nowym Jorku i ani myśli o powrocie do rodzinnej Irlandii. Marzy o
pełnej samodzielności. Zachęcona wcześniejszym sukcesem dochodzeniowym,
postanawia zostać detektywem. Żeby zaś poznać tajniki tej szczególnej i
niedostępnej dla kobiet profesji, postanawia pobierać nauki u doświadczonego
fachowca. Do tej roli idealnie nadaje się Paddy Riley, który wprawdzie
zatrudnia Molly jako pomocnicę, ale do jej zawodowych ambicji odnosi się ze
sporym sceptycyzmem. Nie wtajemnicza jej nawet w prowadzone przez siebie
śledztwa, dotyczące głównie malwersacji i spraw rozwodowych. Sama Molly widzi
się raczej w roli poszukiwaczki osób zaginionych. Absolutnie się nie spodziewa,
że czeka ją coś znacznie poważniejszego. Oto bowiem zostaje popełnione
morderstwo, którego zagadkę będzie musiała rozwiązać zupełnie sama. W jej życiu
pojawi się także irlandzki dramaturg Ryan O’Hare – mężczyzna równie atrakcyjny
jak zagadkowy. Podążając tropem mordercy, Molly wkrótce się przekona, że sama
może stać się jego ofiarą. Ten nierówny pojedynek zostanie zwieńczony
spektakularnym i mrożącym krew w żyłach finałem: nasza bohaterka będzie
świadkiem wydarzenia, które we wrześniu 1901 roku wstrząsnęło Ameryką.
Zapowiada się ciekawie, prawda?
Rhys Bowen to pseudonim pisarki,
która urodziła się w 1941 roku w Bath w
Anglii, a obecnie mieszka w San Francisco. Zanim w latach dziewięćdziesiątych
rozpoczęła przygodę pisarską, pracowała dla BBC i Australian TV. Dała się
poznać serią powieści o przygodach konstabla Evana Evansa, ale dopiero cykl o
śledztwach Molly Murphy ugruntował jej pozycję jako mistrzyni kryminału w stylu
retro. Sympatię czytelników wzbudziła główna bohaterka, która oczekuje od życia
znacznie więcej, niż może otrzymać z racji swego urodzenia. Wprawdzie
niewyparzony język często przysparza jej sporych kłopotów, ale od czego jest
inteligencja i poczucie humoru? Nie warto zadzierać z Molly.
RHYS BOWENŚmierć detektywa
Oficyna Literacka
Noir sur Blanc
Death of Riley
Warszawa
12 września 2013
|
"Wszechświaty" Leonardo Patrignani
Spotkać się w jednej rzeczywistości...
Leonardo Patrignani to kompozytor, aktor dubbingujący, czytelnik powieści Stephena Kinga i wielki miłośnik jego twórczości. Sam zaczął pisać opowiadania w wieku 6 lat. "Wszechświaty" to jego debiut w roli pisarza.
Poznajemy w tej historii szesnastoletniego Alexa, mieszkańca Mediolanu, Włocha, kapitana drużyny sportowej, od pewnego czasu miewającego zawroty głowy, omdlenia, których żaden lekarz nie potrafi zdiagnozować, podać przyczyny utraty świadomości, kontaktu z rzeczywistością. Podczas tych dziwnych stanów nastolatek rozmawia z pewną dziewczyną, która cierpi na podobne, jak on dolegliwości. Jenny, bo tak ma na imię nasza bohaterka, z którą nawiązuje nić porozumienia chłopak, od czterech lat próbuje sobie radzić z tą dziwną przypadłością. I ona, i on, bardzo chcą się poznać, zobaczyć, dotknąć, czują, że łączy ich tak wiele, choć dzieli ogromna ilość kilometrów, ponieważ ona mieszka w Melbourne. Gdy tylko Alex dowiaduje się za pomocą telepatycznych rozmów od Jenny, gdzie ona mieszka, postanawia ją odwiedzić. Umawiają się na molo, oboje zjawiają się tam, w tym samym czasie, tylko jedno nie widzi drugiego, bo... znajdują się w dwóch różnych światach.
To niesamowita opowieść, nie tylko dla fanów fantastyki, do których ja przecież nie należę. Znalazłam jednak w tej powieści wszystko to, czego szukam w literaturze, a nierealne sytuacje zainteresowały mnie i nie przeszkadzały w odbiorze całości, dałam się porwać lekturze. Książka jest ciekawa, akcja wartka, historia świetnie opowiedziana, pełna napięć, emocji, tajemnic, sekretów, jest zaufanie, przyjaźń, miłość, wszystko w idealnych proporcjach. Stworzeni przez autora bohaterowie szybko wzbudzają w nas sympatię, zaczynamy im współczuć, kibicujemy im. Zaintrygowani interesującą fabułą, niejednokrotnie jesteśmy zaskoczeni tym, co się dzieje, chcemy czytać dalej i jak najprędzej poznać resztę historii, dowiedzieć się, co się stanie, jak potoczą się losy tej niezwykłej pary.
Dla mnie to było naprawdę warte uwagi doświadczenie, zupełnie nowe, inne spojrzenie, świeże, śmiałe, oryginalne. Zafascynowała mnie opowiedziana przez tego debiutującego pisarza opowieść. Moim zdaniem doskonale sobie poradził w tej roli, wie, jak pisać, by zaciekawić czytelnika, ma niebanalny styl, tworzy postaci, które doskonale pasują do otaczającej ich rzeczywistości, utożsamiamy się z nimi, martwimy ich problemami, szukamy rozwiązań. Choć samotni i zagubieni, mają siebie, są odważni i silni. Miewają chwile zwątpienia, czasami uważają, że są szaleni, że zwariowali, ale szybko okazuje się, że z nimi jest wszystko w porządku. Gorzej ze światem, jaki ich otacza. Czy raczej ze światami, wszechświatami.
Zaskakująco ciekawa okazała się ta historia, niebywale szybko i lekko przeniosłam się do Mediolanu, do Australii, a nawet do różnych światów, może nawet sama zaczęłam trochę w to wszystko wierzyć? Tak wiarygodny i przekonujący był opis, tak dokładnie opowiedziane przez autora szczegóły, tak świetnie wytłumaczone wszystkie aspekty tej teorii, z pogranicza fantastyki, że zaczęłam wątpić w to, co jest mi znane, z trudem rozgraniczać to, co możliwe, od tego, co miejsca by mieć nigdy nie mogło. Wiarygodni, żywi bohaterowie, niezwykle interesujące przygody, to książka, po którą po prostu trzeba sięgnąć. Dobra zabawa gwarantowana, oderwanie od rzeczywistości zapewnione, nasza wyobraźnia będzie miała niesamowite pole do popisu. Polecam.
"Wszechświaty" Leonardo Patrignani, Wydawnictwo DREAMS, 2013
Leonardo Patrignani to kompozytor, aktor dubbingujący, czytelnik powieści Stephena Kinga i wielki miłośnik jego twórczości. Sam zaczął pisać opowiadania w wieku 6 lat. "Wszechświaty" to jego debiut w roli pisarza.
Poznajemy w tej historii szesnastoletniego Alexa, mieszkańca Mediolanu, Włocha, kapitana drużyny sportowej, od pewnego czasu miewającego zawroty głowy, omdlenia, których żaden lekarz nie potrafi zdiagnozować, podać przyczyny utraty świadomości, kontaktu z rzeczywistością. Podczas tych dziwnych stanów nastolatek rozmawia z pewną dziewczyną, która cierpi na podobne, jak on dolegliwości. Jenny, bo tak ma na imię nasza bohaterka, z którą nawiązuje nić porozumienia chłopak, od czterech lat próbuje sobie radzić z tą dziwną przypadłością. I ona, i on, bardzo chcą się poznać, zobaczyć, dotknąć, czują, że łączy ich tak wiele, choć dzieli ogromna ilość kilometrów, ponieważ ona mieszka w Melbourne. Gdy tylko Alex dowiaduje się za pomocą telepatycznych rozmów od Jenny, gdzie ona mieszka, postanawia ją odwiedzić. Umawiają się na molo, oboje zjawiają się tam, w tym samym czasie, tylko jedno nie widzi drugiego, bo... znajdują się w dwóch różnych światach.
To niesamowita opowieść, nie tylko dla fanów fantastyki, do których ja przecież nie należę. Znalazłam jednak w tej powieści wszystko to, czego szukam w literaturze, a nierealne sytuacje zainteresowały mnie i nie przeszkadzały w odbiorze całości, dałam się porwać lekturze. Książka jest ciekawa, akcja wartka, historia świetnie opowiedziana, pełna napięć, emocji, tajemnic, sekretów, jest zaufanie, przyjaźń, miłość, wszystko w idealnych proporcjach. Stworzeni przez autora bohaterowie szybko wzbudzają w nas sympatię, zaczynamy im współczuć, kibicujemy im. Zaintrygowani interesującą fabułą, niejednokrotnie jesteśmy zaskoczeni tym, co się dzieje, chcemy czytać dalej i jak najprędzej poznać resztę historii, dowiedzieć się, co się stanie, jak potoczą się losy tej niezwykłej pary.
Dla mnie to było naprawdę warte uwagi doświadczenie, zupełnie nowe, inne spojrzenie, świeże, śmiałe, oryginalne. Zafascynowała mnie opowiedziana przez tego debiutującego pisarza opowieść. Moim zdaniem doskonale sobie poradził w tej roli, wie, jak pisać, by zaciekawić czytelnika, ma niebanalny styl, tworzy postaci, które doskonale pasują do otaczającej ich rzeczywistości, utożsamiamy się z nimi, martwimy ich problemami, szukamy rozwiązań. Choć samotni i zagubieni, mają siebie, są odważni i silni. Miewają chwile zwątpienia, czasami uważają, że są szaleni, że zwariowali, ale szybko okazuje się, że z nimi jest wszystko w porządku. Gorzej ze światem, jaki ich otacza. Czy raczej ze światami, wszechświatami.
Zaskakująco ciekawa okazała się ta historia, niebywale szybko i lekko przeniosłam się do Mediolanu, do Australii, a nawet do różnych światów, może nawet sama zaczęłam trochę w to wszystko wierzyć? Tak wiarygodny i przekonujący był opis, tak dokładnie opowiedziane przez autora szczegóły, tak świetnie wytłumaczone wszystkie aspekty tej teorii, z pogranicza fantastyki, że zaczęłam wątpić w to, co jest mi znane, z trudem rozgraniczać to, co możliwe, od tego, co miejsca by mieć nigdy nie mogło. Wiarygodni, żywi bohaterowie, niezwykle interesujące przygody, to książka, po którą po prostu trzeba sięgnąć. Dobra zabawa gwarantowana, oderwanie od rzeczywistości zapewnione, nasza wyobraźnia będzie miała niesamowite pole do popisu. Polecam.
"Wszechświaty" Leonardo Patrignani, Wydawnictwo DREAMS, 2013
wtorek, 10 września 2013
Wyniki konkursu z książką "Jak oddech" Małgorzaty Wardy.
Oczywiście dziękuję wszystkim uczestnikom zabawy, a nie przedłużając ogłaszam wszem i wobec, że zwyciężyła ta odpowiedź:
To tylko książka, to tylko film... Żyjemy w dziwnych czasach, gdy wzruszając się nad poruszającą książką czy filmem, możemy narazić się na drwinę i śmieszność. W końcu to nie dzieje się naprawdę... Z tym może mogłabym się nawet pogodzić, tłumacząc sobie, że nie każdy osiąga ten sam poziom inteligencji emocjonalnej. Gorzej, że przestaje nas poruszać nawet rzeczywistość. Ile rodzin, również z małymi dziećmi, spożywa wieczorny posiłek oglądając wiadomości? Obrazki z wojen, ofiary zamachów czy ekologicznych katastrof, amatorskie filmiki przedstawiające ataki przemocy czy mobbingu na niewinnych ludziach... Spoglądamy zupełnie bezkrytycznie, co najwyżej przez moment zakiełkuje w naszych głowach myśl „co za świat” i już chwilę później skupiamy się na kolejnej informacji, choćby o zbliżającym się koncercie wielkiej gwiazdy czy zabawnym psie, który potrafi śpiewać. Być może i dobrze, że nie zadręczamy się nieustannie tragediami tego świata, jednak jakiś ludzki odruch, trwający więcej niż parę sekund byłby pożądany.
Mam duże szczęście, że w naszym obecnym mieszkaniu mogłam ustawić stół w pokoju bez telewizora. Jeżeli już przyjdzie mi oglądać coś przejmującego, chcę temu poświęcić całą moją uwagę. Myślę, że ofiary jakże licznych tragedii na to zasługują...
Czy lubię czytać książki opisujące traumatyczne przeżycia? W tym pytaniu troszkę przeszkadza mi słowo „lubię”. Napisałabym raczej, że odczuwam dużą potrzebę czytania takich książek, potrzebę przypominania sobie, że jestem istotą nie tylko myślącą ale również „odczuwającą”. Że zostałam obdarzona całym wachlarzem emocji, które potrafię wyrażać. Niestety wcale nie tak łatwo znaleźć dobrą książkę wywołującą głębokie emocje. Często pojawiają się książki poruszające wstrząsające tematy, jednak nie za bardzo wgłębiające się w ich istotę. Bywa, że mimo to wywołują emocje, bo w naszych głowach pojawiają się konkretne obrazy. Sami niezupełnie świadomie „dopowiadamy sobie” to, czego zabrakło w książce. To chyba najlepszy dowód na to, jak bardzo potrzeba nam bodźców, które wywołują szczere emocje. Na szczęście zdarzają się i perełki, autorzy tak utalentowani, że choćbyśmy się zapierali i tak dotrą do naszej duszy. Taką książką była dla mnie przykładowo „Przewrotność dobra” pani Kwiatkowskiej, która dosłownie wbiła mnie w fotel. Książka trafiła do mnie w ramach akcji „włóczykijkowej” i wywołała takie emocje, że nie potrafiłabym się z nią rozstać. Kilka dni po tym, jak wysłałam ją dalej, kupiłam własny egzemplarz, którego z rąk już nie wypuszczę. Książka ciągle jeszcze chodzi mi po głowie i wiem, że jeszcze niejednokrotnie do niej wrócę. Równie duże wrażenie zrobiła na mnie „Opowieść niewiernej” pani Witkiewicz. Książka nie tylko mnie poruszyła ale również wyzwoliła moje własne emocje. Bo choć możliwości zdrady nigdy nie brałam na poważnie, znam to uczucie, gdy w związku z pozoru jest wszystko w porządku a mimo to człowiek czuje się naprawdę źle.
Gdy tak się teraz zastanawiam, najczęściej to właśnie książki polskich autorek odbieram jako najbardziej poruszające. Być może dlatego, że to właśnie one wiodą życie podobne do naszego, na co dzień stykają się z problemami, które tak dobrze są nam znane... Dlatego właśnie od dłuższego czasu interesują mnie książki pani Wardy i wierzę, że po raz kolejny rozbudzą we mnie emocje, których tak bardzo potrzebuję...
alison2
gratuluję :)
Już jutro kolejny wywiad i kolejny konkurs, tym razem do wygrania będzie:
z bransoletką:
Moja prezentuje się pięknie :) Chcecie taką samą? Dwa egzemplarze "Bransoletki" z bransoletką do wygrania od jutra!
To tylko książka, to tylko film... Żyjemy w dziwnych czasach, gdy wzruszając się nad poruszającą książką czy filmem, możemy narazić się na drwinę i śmieszność. W końcu to nie dzieje się naprawdę... Z tym może mogłabym się nawet pogodzić, tłumacząc sobie, że nie każdy osiąga ten sam poziom inteligencji emocjonalnej. Gorzej, że przestaje nas poruszać nawet rzeczywistość. Ile rodzin, również z małymi dziećmi, spożywa wieczorny posiłek oglądając wiadomości? Obrazki z wojen, ofiary zamachów czy ekologicznych katastrof, amatorskie filmiki przedstawiające ataki przemocy czy mobbingu na niewinnych ludziach... Spoglądamy zupełnie bezkrytycznie, co najwyżej przez moment zakiełkuje w naszych głowach myśl „co za świat” i już chwilę później skupiamy się na kolejnej informacji, choćby o zbliżającym się koncercie wielkiej gwiazdy czy zabawnym psie, który potrafi śpiewać. Być może i dobrze, że nie zadręczamy się nieustannie tragediami tego świata, jednak jakiś ludzki odruch, trwający więcej niż parę sekund byłby pożądany.
Mam duże szczęście, że w naszym obecnym mieszkaniu mogłam ustawić stół w pokoju bez telewizora. Jeżeli już przyjdzie mi oglądać coś przejmującego, chcę temu poświęcić całą moją uwagę. Myślę, że ofiary jakże licznych tragedii na to zasługują...
Czy lubię czytać książki opisujące traumatyczne przeżycia? W tym pytaniu troszkę przeszkadza mi słowo „lubię”. Napisałabym raczej, że odczuwam dużą potrzebę czytania takich książek, potrzebę przypominania sobie, że jestem istotą nie tylko myślącą ale również „odczuwającą”. Że zostałam obdarzona całym wachlarzem emocji, które potrafię wyrażać. Niestety wcale nie tak łatwo znaleźć dobrą książkę wywołującą głębokie emocje. Często pojawiają się książki poruszające wstrząsające tematy, jednak nie za bardzo wgłębiające się w ich istotę. Bywa, że mimo to wywołują emocje, bo w naszych głowach pojawiają się konkretne obrazy. Sami niezupełnie świadomie „dopowiadamy sobie” to, czego zabrakło w książce. To chyba najlepszy dowód na to, jak bardzo potrzeba nam bodźców, które wywołują szczere emocje. Na szczęście zdarzają się i perełki, autorzy tak utalentowani, że choćbyśmy się zapierali i tak dotrą do naszej duszy. Taką książką była dla mnie przykładowo „Przewrotność dobra” pani Kwiatkowskiej, która dosłownie wbiła mnie w fotel. Książka trafiła do mnie w ramach akcji „włóczykijkowej” i wywołała takie emocje, że nie potrafiłabym się z nią rozstać. Kilka dni po tym, jak wysłałam ją dalej, kupiłam własny egzemplarz, którego z rąk już nie wypuszczę. Książka ciągle jeszcze chodzi mi po głowie i wiem, że jeszcze niejednokrotnie do niej wrócę. Równie duże wrażenie zrobiła na mnie „Opowieść niewiernej” pani Witkiewicz. Książka nie tylko mnie poruszyła ale również wyzwoliła moje własne emocje. Bo choć możliwości zdrady nigdy nie brałam na poważnie, znam to uczucie, gdy w związku z pozoru jest wszystko w porządku a mimo to człowiek czuje się naprawdę źle.
Gdy tak się teraz zastanawiam, najczęściej to właśnie książki polskich autorek odbieram jako najbardziej poruszające. Być może dlatego, że to właśnie one wiodą życie podobne do naszego, na co dzień stykają się z problemami, które tak dobrze są nam znane... Dlatego właśnie od dłuższego czasu interesują mnie książki pani Wardy i wierzę, że po raz kolejny rozbudzą we mnie emocje, których tak bardzo potrzebuję...
alison2
gratuluję :)
Już jutro kolejny wywiad i kolejny konkurs, tym razem do wygrania będzie:
z bransoletką:
Moja prezentuje się pięknie :) Chcecie taką samą? Dwa egzemplarze "Bransoletki" z bransoletką do wygrania od jutra!
"Przepis na szczęście" Katarzyna Michalak.
Bohaterki książek Michalak w otoczeniu przepisów na pyszne potrawy.
Nie jest to kolejna opowieść wymyślona przez popularną pisarkę, lecz ciąg dalszy, w ogromnym streszczeniu, losów czterech bohaterek jej książek. Na każdą porę roku możemy tu znaleźć inne przepisy na smaczne dania, niektóre tradycyjne, znane od pokoleń, inne inspirowane blogiem chilifiga.pl.
Historia zaczyna się od wiosny i od postaci Liliany, zdaniem wielu czytelniczek bohaterki najlepszej spośród wszystkich książek, jakie napisała Michalak, z "Nadziei". Czy Lila nadal żyje w domku zwanym Nadzieja? Czy jest sama, samotna, nieszczęśliwa? A może znalazła swój własny sposób, tytułowy "Przepis na szczęście"? Jakie potrawy proponuje nam Lilou? Dla kogo gotuje? Z przepisów na wiosnę, jakie proponuje nam autorka zainteresowała mnie prosta zupa kartoflana, nigdy nic takiego nie gotowałam, a może warto spróbować? I mielone piersi z kurczaka, podejrzewam, że moje dzieci zajadałyby się nimi.
Do letniej, upalnej pory roku wkraczamy z Bogusią. Co u niej słychać? Chcecie zajrzeć do jej Sklepiku z Niespodzianką? Czy dalej mieszka w Pogodnej? I co porabiają jej przyjaciółki? Może pisarka ujawniła tutaj coś więcej na temat troszkę pominiętej wcześniej postaci Stasi? Uchyli rąbka tajemnicy, pokaże nam kawałek świata tej najstarszej z nich wszystkich, niezwykle mądrej kobiety? Co dobrego zjemy u Bogusi? Spodobał mi się tu przepis na drożdżówki, różyczki kalafiora w cieście i konfitura gruszkowa z żurawiną. Aż ślinka cieknie na samą myśl o takich smakołykach! Jest też cudowny trójsernik, który nie tak dawno piekliśmy z mężem i uważam, że naprawdę wart jest uwagi, wygląda pięknie, a smakuje... wybornie! Polecam go całym sercem!
Jesień przenosi nas do rzeczywistości Danusi, bohaterki "Wiśniowego Dworku". Jak ona sobie radzi? Czy dalej pracuje jako pani "uczycielka"? Jaką ona ma receptę na szczęśliwe życie? Czy jeden z garści "cukierków oblepionych piaskiem, paprochami i Bóg wie,czym jeszcze"* może być najsmaczniejszym wspomnieniem z dzieciństwa? Wiem, że to dziwnie zabrzmi, może nie powinnam się do tego przyznawać, ale i ja miałam takie landrynki w kieszeniach, pamiętam też ich smak do dnia dzisiejszego, były cudowne!
Jakie jesienne przepisy proponuje nam Katarzyna Michalak? Pierogi z grzybami, uwielbiam! Oscypek panierowany, podawany z żurawiną, pyszności! I mnóstwo innych dań.
Dotarliśmy do zimy, mroźnej, zaśnieżonej, białej. A z kim? Która z bohaterek mieszka w poziomkowym świecie? I w której życie miesza się Ta Michalak? Pamiętacie tę postać? Jak zawsze zmienna, nie potrafi się zdecydować, brak jej cierpliwości, pokory. Czy usiądzie przy wigilijnym stole z najbliższymi, czy dalej będzie szukać dziury w całym i biegać za tym, co ulotne i nierealne, nie do spełnienia? Czy i ona odnajdzie swój "Przepis na szczęście"?
Chcecie spróbować leniwym pierogów? Albo chrupiących chrustów cioci Miry? Cudownie pachnącego ciasta marchewkowego? Sama z chęcią wypróbuję przepis na pierogi z soczewicą.
Jeżeli macie ochotę przenieść się do świata Katarzyny Michalak wystarczy przeczytać "Przepis na szczęście". Znajdziecie tu sprawdzone i przepyszne dania, na każdą porę roku, na święta, ale i takie, które można przygotowywać każdego dnia. Wszystko palce lizać, pobudzające zmysły i kubki smakowe.
Przyrządzane z miłością, wraz z pozostałymi członkami rodziny okażą się cudownym sposobem na wspólne spędzenie czasu, na chwile szczęścia z najbliższymi. Tak kruche i ulotne, a jednak znaczące wszystko.
Książkę polecam jak najbardziej, odnajdziecie tu dalsze losy swoich ulubionych bohaterek, opisane w lekkim stylu, jak zawsze przez autorkę pełnym ciepła i prostoty. Może poczujecie, podobnie jak ja, przy czytaniu zapach przyrządzanych przez te kobiety dań, a może same spróbujecie wykorzystać te przepisy w swojej kuchni? Chyba nie muszę życzyć dobrej zabawy, bo że taka będzie jestem pewna. Czyta się szybko, a na koniec pozostaje żal i niedosyt, że to już, że zjadło się ostatni okruszek trójsernika i nie ma nawet ociupinki więcej.
* fragment pochodzi z książki
"Przepis na szczęście" Katarzyna Michalak, Wydawnictwo Filia, premiera 11 września 2013.
niedziela, 8 września 2013
"Password" Mirjam Mous.
Prawdziwa przyjaźń.
Książka zapowiadała się ciekawie, ale nie spodziewałam się, że aż tak bardzo mnie do siebie przekona. Byłam naprawdę zainteresowana i zaintrygowana tym, co się wydarzy i co już miało miejsce. Próbowałam sama odkryć prawdę, jednak takiego rozwoju wypadków, tak zagadkowych, pełnych interesujących zwrotów akcji zdarzeń, nie byłam w stanie sobie wyobrazić.
Mirjam Mous jest Holenderką, która początkowo była nauczycielką w szkole specjalnej. Pisarstwem zajęła się później. Swoje książki kieruje do dzieci i młodzieży, podobno najlepiej wychodzą jej thrillery, ponieważ trzymają czytelnika stale w napięciu.
"Password" to pierwsza powieść autorki, którą miałam przyjemność czytać, ale chętnie poznałabym i ten tytuł:
Podejrzewam, że napisany jest w podobnym stylu, tak samo zagadkowy, pełen niedomówień i pytań...
W "Password" poznajemy Micka, 15-latka, który od trzech lat przyjaźni się z Jerro. Chłopcy nigdy się nie kłócili, ufali sobie, spędzali razem mnóstwo czasu i świetnie się rozumieli. Łączyły ich podobne zainteresowania, poglądy, choć pochodzili z różnych domów i ich rodziny bardzo się od siebie różniły. Jerro jako dziecko wpływowego i znanego człowieka, był stale pod opieką ochrony, jego rodzice bali się bowiem o jego bezpieczeństwo. Ktoś mógłby go przecież porwać...
I jak myślicie, czy najlepszy przyjaciel Micka zniknie? Czy ktoś zauważy jego nieobecność? Czy jest choć jedna osoba,która zna go na tyle dobrze, by go rozpoznać, by zrozumieć, co się dzieje? Na szczęście chłopcy, pod wpływem czytanych komiksów i oglądanych filmów postanawiają ustalić hasło, coś, co pomoże im w rozpoznaniu, czy wszystko jest w porządku. Znają je tylko oni i nikt więcej.
Jaką rolę ma do odegrania w tej historii trzeci 15-latek o imieniu Stefan? Czy tu cokolwiek pomoże nam dojść do prawdy, trafić na właściwy trop?
Pisarka umiejętnie oprowadza nas po wymyślonej przez siebie rzeczywistości, powoli odsłania przed nami poszczególne fakty, które zbliżają nas do rozwiązania zagadki. Nie jest to historia napisana szybko i od niechcenia, widać tu pasję i znajomość tematu. Nawiązania do świata z komiksów pokazują, że autorka wie, o czym pisze, zna się na tym doskonale. Wszelkie szczegóły są dopracowane, nic tu nie spowoduje u czytelnika jęku zawodu, bo coś się nie zgadza. Są tu ujęte i problemy nastolatków: wyśmiewanie się, brak integracji z grupą rówieśników, ale też prawdziwa przyjaźń, niezwykła w tym wieku, dojrzała, trwała, konsekwentna. Jest też ogromna samotność Jerro i próba zastąpienia miłości rodzicielskiej, brak czasu dla dziecka kupnem drogich gadżetów, najnowszych, trudno dostępnych części komiksów. To właśnie dzisiejszy świat, pogoń za pieniędzmi, prestiżem. Rodzice nie chcą, albo nie potrafią rozmawiać, okazywać uczuć własnemu dziecku, choć to rola nie do powtórzenia - nigdy już po raz drugi nie będą mogli wychować tego właśnie potomka, dorośnie i stracą swą szansę na bycie dobrym ojcem czy dobrą matką. Dlaczego nie chcą wykorzystać tej szansy?
To powieść o wielkiej przyjaźni dwóch nastolatków i o trzecim chłopcu, o tym, jak bardzo różnić się mogą losy dzieci, urodzonych w jednym roku, jednego dnia niemalże, ale w dwóch różnych domach, miejscach, w odmiennych środowiskach. Jak bardzo nasze życie może odbiegać od życia innych, z jakimi kłopotami borykają się bogaci, a z jakimi biedni, które z nich są ważniejsze, bardziej warte uwagi? Które rozwiązania mogą przynieść spokój, a które niebezpieczeństwo? Kto z nich igrać będzie z życiem i śmiercią i czy będzie choć cień szansy na dobre, pomyślne zakończenie?
"Password" czyta się bardzo szybko, po prostu się pochłania ten tytuł, ciekawość zżera nas z każdą kolejną stroną coraz bardziej. Bohaterowie opisani w sposób interesujący, prędko możemy się wczuć w ich role, poczuć ich emocje i lęki, czy radości. Z książką bawiłam się znakomicie, uważam, że to idealna propozycja dla młodzieży. Polecam.
"Password" Mirjam Mous Wydawnictwo Dreams, 2013
Książka zapowiadała się ciekawie, ale nie spodziewałam się, że aż tak bardzo mnie do siebie przekona. Byłam naprawdę zainteresowana i zaintrygowana tym, co się wydarzy i co już miało miejsce. Próbowałam sama odkryć prawdę, jednak takiego rozwoju wypadków, tak zagadkowych, pełnych interesujących zwrotów akcji zdarzeń, nie byłam w stanie sobie wyobrazić.
Mirjam Mous jest Holenderką, która początkowo była nauczycielką w szkole specjalnej. Pisarstwem zajęła się później. Swoje książki kieruje do dzieci i młodzieży, podobno najlepiej wychodzą jej thrillery, ponieważ trzymają czytelnika stale w napięciu.
"Password" to pierwsza powieść autorki, którą miałam przyjemność czytać, ale chętnie poznałabym i ten tytuł:
Podejrzewam, że napisany jest w podobnym stylu, tak samo zagadkowy, pełen niedomówień i pytań...
W "Password" poznajemy Micka, 15-latka, który od trzech lat przyjaźni się z Jerro. Chłopcy nigdy się nie kłócili, ufali sobie, spędzali razem mnóstwo czasu i świetnie się rozumieli. Łączyły ich podobne zainteresowania, poglądy, choć pochodzili z różnych domów i ich rodziny bardzo się od siebie różniły. Jerro jako dziecko wpływowego i znanego człowieka, był stale pod opieką ochrony, jego rodzice bali się bowiem o jego bezpieczeństwo. Ktoś mógłby go przecież porwać...
I jak myślicie, czy najlepszy przyjaciel Micka zniknie? Czy ktoś zauważy jego nieobecność? Czy jest choć jedna osoba,która zna go na tyle dobrze, by go rozpoznać, by zrozumieć, co się dzieje? Na szczęście chłopcy, pod wpływem czytanych komiksów i oglądanych filmów postanawiają ustalić hasło, coś, co pomoże im w rozpoznaniu, czy wszystko jest w porządku. Znają je tylko oni i nikt więcej.
Jaką rolę ma do odegrania w tej historii trzeci 15-latek o imieniu Stefan? Czy tu cokolwiek pomoże nam dojść do prawdy, trafić na właściwy trop?
Pisarka umiejętnie oprowadza nas po wymyślonej przez siebie rzeczywistości, powoli odsłania przed nami poszczególne fakty, które zbliżają nas do rozwiązania zagadki. Nie jest to historia napisana szybko i od niechcenia, widać tu pasję i znajomość tematu. Nawiązania do świata z komiksów pokazują, że autorka wie, o czym pisze, zna się na tym doskonale. Wszelkie szczegóły są dopracowane, nic tu nie spowoduje u czytelnika jęku zawodu, bo coś się nie zgadza. Są tu ujęte i problemy nastolatków: wyśmiewanie się, brak integracji z grupą rówieśników, ale też prawdziwa przyjaźń, niezwykła w tym wieku, dojrzała, trwała, konsekwentna. Jest też ogromna samotność Jerro i próba zastąpienia miłości rodzicielskiej, brak czasu dla dziecka kupnem drogich gadżetów, najnowszych, trudno dostępnych części komiksów. To właśnie dzisiejszy świat, pogoń za pieniędzmi, prestiżem. Rodzice nie chcą, albo nie potrafią rozmawiać, okazywać uczuć własnemu dziecku, choć to rola nie do powtórzenia - nigdy już po raz drugi nie będą mogli wychować tego właśnie potomka, dorośnie i stracą swą szansę na bycie dobrym ojcem czy dobrą matką. Dlaczego nie chcą wykorzystać tej szansy?
To powieść o wielkiej przyjaźni dwóch nastolatków i o trzecim chłopcu, o tym, jak bardzo różnić się mogą losy dzieci, urodzonych w jednym roku, jednego dnia niemalże, ale w dwóch różnych domach, miejscach, w odmiennych środowiskach. Jak bardzo nasze życie może odbiegać od życia innych, z jakimi kłopotami borykają się bogaci, a z jakimi biedni, które z nich są ważniejsze, bardziej warte uwagi? Które rozwiązania mogą przynieść spokój, a które niebezpieczeństwo? Kto z nich igrać będzie z życiem i śmiercią i czy będzie choć cień szansy na dobre, pomyślne zakończenie?
"Password" czyta się bardzo szybko, po prostu się pochłania ten tytuł, ciekawość zżera nas z każdą kolejną stroną coraz bardziej. Bohaterowie opisani w sposób interesujący, prędko możemy się wczuć w ich role, poczuć ich emocje i lęki, czy radości. Z książką bawiłam się znakomicie, uważam, że to idealna propozycja dla młodzieży. Polecam.
"Password" Mirjam Mous Wydawnictwo Dreams, 2013
Subskrybuj:
Posty (Atom)












