sobota, 7 grudnia 2013

Spektakl w Zespole Szkół im. Lotników Polskich w Mirosławcu.



Poruszający spektakl poetycko-muzyczny w ZS w Mirosławcu.



Dyrekcja, nauczyciele i uczniowie Zespołu Szkół w Mirosławcu zapraszali mieszkańców miasta i gminy na piątkowy wieczór pełen wzruszeń. Spektakl muzyczno-poetycki, zatytułowany „Polskie drogi” odbył się w auli gimnazjum  ZS ósmego listopada o godzinie 17:00. Przysporzył wielu wzruszeń i emocji zaproszonym gościom, odnosił się do patriotycznych uczuć zgromadzonych na sali osób. Kompletna cisza świadczyła o zadumie i powadze spektaklu. Był on niebywale ważny, istotny, piękny, a występujący w nim uczniowie poradzili sobie rewelacyjnie z powierzonymi im zadaniami. Mają talent wokalny, świetnie interpretują poezję, warto było wziąć udział w tym doskonale przygotowanym i dopracowanym w  każdym szczególe przedsięwzięciu. 

Pojawił się niezwykle wzruszający wiersz Krzysztofa Kamila Baczyńskiego „Elegia o … [chłopcu polskim]”, „Biały krzyż”, niebywale patriotyczna pieśń z tekstem Janusza Kondratowicza, skomponowana przez Krzysztofa Klenczona, a wykonywana przez zespół Czerwone gitary i „Wojenko, wojenko”, bardzo popularna w Legionach pieśń, której autorstwa nigdy nie ustalono. „Tęskno mi, Panie”, wiersz Cypriana Kamila Norwida  również wykonany był ciekawie i przejmująco. Niesamowicie poruszył tekst Agnieszki Osieckiej w piosence z repertuaru Maryli Rodowicz „Polska Madonna”. Ponadto wykorzystano w spektaklu utwory: Władysława Broniewskiego, Tadeusza Gajcego, Zbigniewa Herberta, Anity Lipnickiej, Adama Mickiewicza, Czesława Miłosza, Stanisława Wyspiańskiego. Polskimi drogami prowadzili publiczność: Paulina Kołodziejczyk, Martyna Dziadosz, Adrianna Trzmiel, Katarzyna Janowska, Natalia Kołodziejczyk, Wiktoria Cichosz, Zosia Hurka, Michał Kozera, Piotr Turski, Martyna Stefaniak i Julia Swobodzińska.

Zarówno recytowane wiersze, jak i śpiewane piosenki poruszały do głębi, przypominały o tych, którzy za nasz kraj oddali życie. Wystąpili i uczniowie gimnazjum, i ich młodsi koledzy ze szkoły podstawowej. Koncert powstał z inicjatywy nauczycieli pracujących w ZS w Mirosławcu, między innymi: Barbary Antochowskiej, Anny Kasperskiej-Czech, Donaty Swobodzińskiej, dekoracje stworzył Janusz Górniak, a oświetlenie wymyśliła Martyna Janus.

Na sali nie zabrakło przedstawicieli władz, pojawił się Burmistrz Miasta i Gminy Mirosławiec - Piotr Pawlik, Przewodniczący Rady M i G Mirosławiec – Piotr Czech, dyrekcja ZS w Mirosławcu, na czele z panią dyrektor, Krystyną Górniak, która przywitała wszystkich zebranych bardzo serdecznie, jak też Przewodnicząca Rady Rodziców i członkowie tejże rady. Pojawili się również licznie rodzice występujących na scenie dzieci, a ponadto spektakl obejrzała także dyrektor Ośrodka Kultury w Mirosławcu, Anna Dzida.

Wszystko wypadło znakomicie, chociaż tego dnia spektakl ów prezentowany był publiczności już po raz czwarty i dzieci miałyby prawo czuć się zmęczone, nic takiego nie było jednak po nich widać. Za to odznaczają się na pewno wielkim talentem, zarówno wokalnym, jak i w recytowaniu, interpretacji poezji, skupiają na sobie uwagę i myśli widza, potrafią poruszyć do głębi i wycisnąć z oka niejedną ukradkiem ocieraną łzę. Oby jak najwięcej tego typu wzruszeń.

Anna Grzyb

Artykuł opublikowany również na łamach  "Faktów wałeckich" w wydaniu z 19-stego listopada 2013 roku.

czwartek, 5 grudnia 2013

Mikołajkowa promocja wydawnictwa BIS :)

Uwaga rabat na książki i audiobooki dla dzieci!
 Wydawnictwo BIS proponuje rabat 20% na wszystkie książki z działu literatura dziecięca i audiobooki. Promocja trwa do 06 grudnia 2013. 
http://www.wydawnictwobis.com.pl/productlist.php?id=121  
BIS zaprasza do zakupów!

Seria Czytam sobie wydawnictwa Egmont we współpracy z McDonald's.

Dzisiaj chciałabym opowiedzieć rodzicom o fantastycznej serii dla dzieci dopiero poznających świat literek. Mój Kamil ma 6 lat i jest to najwyższy już czas, by nauczyć go czytać. Z tego względu z jeszcze większą niż wcześniej uwagą przyjrzałam się kolekcji CZYTAM SOBIE. Mamy tu trzy poziomy trudności, a kilka książeczek pojawiło się w listopadzie w sieci McDonald's. Uważam, że to doskonały pomysł, szczególnie teraz, gdy dzieci tak niewiele czytają, uważają książkę za przeżytek i wolą grać w gry komputerowe. Świat przedstawiony w różnego rodzaju powieściach dla dzieci wcale nie musi nudzić. Zaskakuje, budzi zainteresowanie, rozśmiesza i ciekawi. To rewelacyjny pomysł na spędzenie czasu, poznanie nowych miejsc, przeżycie niezwykłych przygód. Dziecko uczy się czytać i mówić poprawnie, poznaje nowe słownictwo. Książka pobudza wyobraźnię, rozwija, bawi.

Czytać możemy wszędzie, zarówno w domu, w parku, czy szkole, w bibliotece, a teraz i...

w McDonald's!

Akcja przygotowana jest we współpracy z Biblioteką Narodową i Egmontem. W restauracjach pojawiły się te kolorowe i zabawne książeczki dokładnie 6 listopada. Mamy trzy etapy:
1. Składam słowa
2. Składam zdania
3. Połykam strony.


Moje sześcioletnie dziecko jak dotąd próbuje opanować pierwszy etap, co wcale do łatwych i prostych nie należy, ale warto oswajać szkraba z literaturą, od najmłodszych już lat.

Już wcześniej wraz z dziećmi poznałam serię Czytam sobie.
Koc Trolla Alojzego i Sekret ponurego zamku: http://asymaka.blogspot.com/2013/04/koc-trolla-alojzego-tekst-zofia.html i Walizkę pana Hanumana: http://asymaka.blogspot.com/2013/04/walizka-pana-hanumana-tekst-rafa-witek.html, jak też http://asymaka.blogspot.com/2013/04/grzegorz-kasdepke-kto-zamawia-koszmarna.html.

Tym razem mam do zrecenzowania kilka nowych książeczek z tej serii. Przedwczoraj przed snem czytałam dzieciom "Pokój niegościnny" Grzegorza Kasdepke. Tutaj więcej o tej historii: http://www.mcdonalds.pl/czytam-sobie/#page/24. Niebawem u mnie na blogu recenzja. 

Czarownica Anna Klejzerowicz

Anna Klejzerowicz jest pisarką i publicystką mieszkającą w Gdańsku. Ma na swoim koncie opowiadania grozy, powieści kryminalne, jak również wiele innych tekstów. Po "Czarownicy" spodziewać się mogłam zatem wszystkiego. Nastawiałam się głównie na historię magiczną, dramatyczną, tajemniczą. Zaznaczyć muszę jeszcze, że to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki. I zapewne dlatego, że nie zaszufladkowałam jej jako pisarki kryminałów właśnie, a odkrywałam nową, całkiem nieznaną mi twarz Anny Klejzerowicz tak bardzo przypadła mi ona do gustu. Nie miałam przecież żadnego wyobrażenia, o czym i jak pisze. Powodowała mną wyłącznie ciekawość. Zaspokojona została w stu procentach, a ja od wczoraj stałam się prawdziwą zwolenniczką pisarki. I jakże się cieszę z tego, że od razu, natychmiast po tym jak skończyłam czytać "Czarownicę", mogłam zapoznać się z jej kontynuacją, "Córką czarownicy".

Zacznę od tego, że okładka jest ujmująca, urokliwa, wzruszająca. Całość napisana została świetnym, czytelnym i ciekawym językiem. Duża czcionka dla osób, które podobnie jak ja mają kłopoty ze wzrokiem, jest idealnym rozwiązaniem. I objętościowo jest to książka jak najbardziej dla mnie. Nie zawsze trzeba się rozpisywać, przedłużać w nieskończoność tekst, bo czasami może mu to tylko zaszkodzić. Stanie się nudny i nijaki. Osobiście wolę krótsze historie, takie, które od pierwszych stron porywają mnie i przenoszą do miejsc, o których opowiadają. Takie, w których mogę spotkać ludzi niebanalnych, inteligentnych, dzięki którym mogę się czegoś nowego dowiedzieć. Pozostaję pod urokiem "Czarownicy", a nazwisko Anny Klejzerowicz stanie się bliskie memu sercu nieuleczalnego mola książkowego.

Czarownica wbrew pozorom nie opowiada o kobiecie latającej na miotle i uprawiającej magię w starej chatce na kurzej łapce. Nic bardziej mylnego. Sama do końca nie wiedziałam, czego spodziewać się po tej powieści, jednak byłam pewna, że nie może być ona tak prosta i jednoznaczna, jak wielu mogłoby sądzić. Kim jest tytułowa czarownica? To dobre pytanie. Rozczaruję Was, ponieważ nie podam Wam tej odpowiedzi na tacy. Przeczytajcie i odpowiedzcie na nie sobie sami, ta książka na to zasługuje. Nie przejdziecie obok niej obojętnie!

Poznajemy w owej powieści Michała, mężczyznę samotnego, dobrze sytuowanego, ale czy szczęśliwego? Dzięki namowom znajomych kupuje on działkę, na której ma stanąć letni domek, a on ma zamiar spędzać w tej sielskiej okolicy urlop. Intryguje go jednak pewna kobieta, która nosi ciemne okulary i mieszka całkiem sama w rozpadającej się chacie. Czy kryje w sobie jakąś tajemnicę? Czy mieszka tu z konieczności, a może raczej z wyboru?

Piękna historia, w której nieustannie plączą się pod naszymi nogami i stołami psy, koty, jak też inne zwierzęta, niekoniecznie typowo domowe. Swoje miejsce znajdzie tutaj również ciężko doświadczona przez los cudowna siedmiolatka. To ujmująca swoją prostotą, a jednocześnie niezwykle mądra i piękna opowieść o tym, co ważne, nie tylko dla nas samych, ale i dla otaczających nas osób, o niełatwych wyborach. Uczy nas bycia silnymi i twardymi w nierównej walce z przeciwnościami, ale także tego, że jeżeli kogoś kochamy to nie ograniczamy go i pozwalamy na podejmowanie decyzji, z którymi nie musimy się wcale zgadzać, ale potrafimy je akceptować i uszanować. Bo na tym polega miłość. Prawdziwa, nie filmowa, romantyczna, pełna ciągłych namiętności i uniesień, ale taka codzienna, z pozoru szara i nudna, jednak w gruncie rzeczy najwspanialsza, bo nie wyidealizowana i nie doskonała.

Bohaterowie można by rzec wycięci dokładnie, równiutko z obrazka prawdziwego, wiejskiego domostwa. Oczywiście nie wszyscy, ale Babcia od jajek czy Jadźka na pewno. Każda z postaci ciekawie przedstawiona, ma prawo do błędów, pomyłek, chwil zwątpienia, wybuchów złości. Historia ta pokazuje, że nic nie jest jednoznaczne i nie należy z góry czegoś zakładać, warto dostrzec nie tylko swoją prawdę, ale też racje innych. Książkę czyta się szybko, do samego końca nie mamy pewności jakie będzie zakończenie i to wielki atut tej historii. Nie jest cukierkowo, bajkowo, idealnie, ale na pewno prawdziwie. Jak to w życiu bywa. I pamiętajmy, że koniec może oznaczać nowy początek!

"Czarownica" Anna Klejzerowicz,  Prószyński i Spółka, 2012

środa, 4 grudnia 2013

Fragment książeczki Sylwii Chmiel.

Z okazji urodzin Gabrysia postanowiłyśmy wspólnie z autorką książki zamieścić na moim blogu fragment dotyczący urodzin misia właśnie:



"URODZINY GABRYSIA



Na początku grudnia spadł śnieg. Gabryś był zachwycony.
Hip, hip, hurra! Za kilka dni są moje urodziny – ale będzie
zabawa! (Uśmiechamy się: na przemian z pokazywaniem i bez
pokazywania ząbków). Tyle pyszności: tort (Mocno dmuchamy:
„zdmuchujemy świeczki”) i różne inne smakołyki (Oblizujemy się:
otwieramy szeroko usta).
– Ulepimy wielkiego bałwana – zaproponował Urwisek. – Jedna
kula... druga kula... i trzecia kula („Lepimy bałwanka”. Przy każdej
kuli mocno nadymamy policzki). Będzie ogromny! (Szeroko
otwieramy usta).
Ihaaa... Super pomysł! – pochwalił konik Urwiska. – Zorganizujemy
także kulig. Z przyjemnością pociągnę sanie (Energicznie
klaszczemy językiem o podniebienie, naśladując koński tętent).
Hurra! – Gabryś zaklaskał w łapki. – Do każdych sanek
przyczepimy dzwoneczki – dzyń, dzyń, dzyń. Już się nie mogę
doczekać! (Uśmiechamy się: na przemian z pokazywaniem i bez
pokazywania ząbków). Chcę, aby już była sobota.
– Jeszcze tylko cztery dni – pocieszył go konik. – Hmmm... Miejmy
nadzieję, że śnieg się utrzyma.
– Nie przeżyłbym, gdyby stopniał! – wykrzyknął miś. – To byłby
koniec świata! (Robimy smutną minę: usta układamy w podkowę).
Mijały dni. Każdego ranka Gabryś szybko wyskakiwał z łóżeczka
i biegł do okna – tup, tup, tup – by sprawdzić stan śniegu.
Niestety, śnieg topniał w oczach. Nastała odwilż – kap, kap, kap.
W sobotę nie było już ani śladu białego puchu (Robimy smutną
minę: usta układamy w podkowę). Gabryś usiadł na krzesełku
i wybuchnął głośnym płaczem – eee... eee...
66
Hopsa, hopsa! Wszystkiego najlepszego! – zawołał Urwisek,
jak tylko ujrzał misia. – Sto lat! – cmok, cmok (Przesyłamy całusy:
usta zaokrąglamy i wysuwamy do przodu).
Nasz miś jednak był bardzo smutny. Wciąż popłakiwał – eee...
eee...
– Głuptasie, nie przejmuj się, urodziny mogą być piękne również
bez śniegu – pocieszał go Urwisek. – Nie płacz, Gabrysiu.
Zobacz, przyniosłem twój ulubiony miodek.
Mniam, mniam – zamlaskał miś (Mlaszczemy i oblizujemy
się).
– Jeżeli masz ochotę, to pobawimy się w zgadywanki – zaproponował
Urwisek.
Hmmm... – zastanowił się miś (Myślimy: unosimy język do
góry, jego czubek opieramy o wałek dziąsłowy i chwilę przytrzymujemy).
– Zgoda, zaczynamy.
– Poczekaj, misiu – uspokoił go Urwisek. – Jeszcze nie ma gości.
Ojej! – wystraszył się Gabryś. – Nie przygotowałem niczego
do jedzenia (Robimy smutną minę: usta układamy w podkowę).
– Nie przejmuj się, zaraz ci pomogę. Pokój przyozdobimy kolorowymi
balonami (Nadymamy policzki), później pójdziemy do
kuchni i przyrządzimy coś pysznego (Oblizujemy się).
Gdy wieczorem przyszli goście, stół uginał się od smakołyków.
Niczego nie zabrakło.
– Cudowne te pierniczki – zachwyciła się Bzykuszka (Oblizujemy
się).
– Nigdy nie jadłem lepszej zupy z marchwi – pochwalił zając
Cezary – ach, och, ech, uch, ych.
Nie zabrakło również tortu. Był olbrzymi!
– Jaki wspaniały tort! – wykrzyknął Kasztanek. – Zaraz zrobię
mu zdjęcie! – pstryk, pstryk.
66– Sto lat! Sto lat! – wykrzykiwali goście. – Misiu, szybciutko pomyśl
marzenie i zdmuchnij świeczki.
Gabryś nabrał powietrza i mocno dmuchał, aż zgasły wszystkie
świeczki na torcie (…)"

Przypominam też o tym, że trwa konkurs z tą właśnie książeczką do wygrania! http://asymaka.blogspot.com/2013/11/wywiad-z-sylwia-chmiel-i-konkurs-z.html. Zapraszam!!! 

 



poniedziałek, 2 grudnia 2013

Wywiad z Patrycją Żurek i konkurs z książką "Z poczwarek w motyle" do wygrania.



„Bez prób, popełniania błędów, wyciągania wniosków – nie osiągnęłabym nic. Dlatego piszę, poprawiam, wydaję, słucham recenzji, wyciągam wnioski.”
 Patrycja Żurek wywiad



Patrycja Żurek jest młodą mamą, dziennikarką i początkującą pisarką. Napisała już dwie powieści, pierwszą, w zeszłym roku, zatytułowaną „Kobietki”, o czterech kobietach, o różnych charakterach, odmiennych poglądach i całkowicie odmiennym sposobie myślenia, każda ma inne priorytety, co innego uważa za istotne, ale łączy je przyjaźń. Druga, najnowsza książka to „Z poczwarek w  motyle”, opowiada z kolei losy dwóch przyjaciółek, które pomimo dzielącej je odległości nie oddaliły się od siebie i nadal ufają sobie, potrzebują się i mogą na sobie polegać.


Zawsze o to pytam, dlatego tym razem również zadam to pytanie: Jak zaczęła się Twoja przygoda z pisaniem? Poczułaś wewnętrzny impuls, a może ktoś Cię namówił, przekonał do tego, że Twoje historie powinni poznać i inni?

Mając osiem lat dostałam książkę „Ania z Zielonego Wzgórza”, przeczytałam ją jednym tchem i to była moja pierwsza styczność z książkami. W dzieciństwie babcia czytała mi „Baśnie” Andersena, ale przeczytać coś samemu – to zupełnie inna sprawa. Ania zaczarowała mnie, zainspirowała. Od tamtej pory miałam ochotę stworzyć coś równie pięknego, zaczarowanego. Zaczęłam pisać i piszę od tamtej pory. Czekałam długo z wydaniem czegokolwiek, ponieważ nigdy nie miałam wsparcia, słyszałam, że moje pisanie jest marne, więc robiłam to dla siebie. Nikt mnie nie namawiał, ono samo we mnie wyrosło, a z czasem stało się coraz lepsze.


„Kobietki” to Twój debiut literacki. Czy obawiałaś się, jak zastanie odebrana ta książka?

Nie. „Kobietki” miały być książką, która zostanie wysłana na konkurs, ale przyznam, że było mi żal tego tekstu. Gdybym wygrała ten konkurs, straciłabym prawa do tej książki. Dlatego postanowiłam ją wydać. To była tak spontaniczna decyzja, że nie myślałam o tym, jak zostanie ona odebrana przez Czytelników.

Którą z bohaterek polubiłaś najbardziej, a którą najmniej? Czy mają w sobie cechy znanych Ci osób, a może od początku do końca polegałaś tylko i wyłącznie na swojej wyobraźni?

Najbardziej lubię Dagmarę, bo to silna, pewna siebie kobieta, która wie, czego chce. Jej życie jest poukładane i chociaż ma pewne problemy z relacjami damsko – męskimi, to są to problemy wynikające z tego, że nie poddaje się mężczyźnie. Najmniej lubię chyba Martę, ale ciężko tu powiedzieć o całkowitym braku sympatii. Po prostu to nie jest mój typ człowieka. Jest mi daleka pod względem swoich przekonań, postępowania i myślenia.
Żadna z moich bohaterek nie jest wzorowana na kimkolwiek z rzeczywistości. Nigdy nie opisuję osób, które znam i zdarzeń, które miały miejsce. Polegałam całkowicie na swojej wyobraźni.


„Z poczwarek w motyle” opowiada o losach Zuzanny i Sylwii. Każda z nich ma problemy, ale jedna potrafi poradzić sobie z nimi lepiej, a druga gorzej. Czy to wynika z tego, że mają różne charaktery, wychowały się w innych rodzinach? Czy tak wiele zależy od naszych rodziców? Jakimi staniemy się ludźmi, jakie relacje będziemy tworzyć z kimś bliskim, jak myślisz?

Rodzina, moim zdaniem, ma ogromny wpływ na to, jakimi ludźmi jesteśmy. Rodzice kształtują swoje dzieci od początku, nadając ich charakterom jakiś tor. Zuzanna miała ciężkie dzieciństwo, Sylwia wręcz przeciwnie. Zuza musiała radzić sobie sama, Sylwia zawsze miała wsparcie i mogła liczyć na rozmowy i porady. To dla młodego człowieka jest bardzo ważne. Dlatego Sylwia radzi sobie o wiele lepiej, a Zuza się poddaje. Jednakże zauważyć należy, że Zuza wcale nie jest taka bezbronna, jej postawa wynika z nagromadzenia problemów, a także bólu migrenowego, który nie daje jej żyć.
Powracając do pytania, uważam, że wszystko co tworzymy w życiu dorosłym, jest efektem tego, jak zostaliśmy wychowani, jakie wzorce obserwowaliśmy, jak bardzo mogliśmy liczyć na rodziców. Ale też wiele zależy od naszego podejścia. Możemy chcieć, by wyglądało to, jak u nas w domu rodzinnym, albo wręcz przeciwnie. Wszystko zależy od tego, czego oczekujemy od życia.



Patrycja, nie ukrywam, że książka ta nie przypadła mi zbytnio do gustu, ale bardzo podoba mi się to, iż masz w sobie tak wiele dystansu, że chcesz pisać lepiej, że słuchasz rad innych. Skąd w Tobie tyle pokory, zawsze taka byłaś?

Wydaje mi się, że to naturalne. Jeśli nie posiadam wykształcenia, które zapewniałoby mi pewność, że umiem pisać i wszystko robię sama, to ta pokora jest niezbędna. Oczywiście chciałabym, by wszystko było idealne. Widzę w tym dużo wad, ponieważ te wady faktycznie tam są. Ale bez prób, popełniania błędów, wyciągania wniosków – nie osiągnęłabym nic, prawda? Dlatego piszę, poprawiam, wydaję, słucham recenzji, wyciągam wnioski i piszę nowe rzeczy – jeszcze lepsze. Myślę, że takim sposobem kiedyś dojdę do perfekcji. 


Brawo!
Czy jeździsz na spotkania autorskie, starasz się o dobry kontakt z czytelnikiem? Zależy Ci na jego opinii?

Oczywiście. Organizuję spotkania, aktywnie uczestniczę w eventach, na które jestem zaproszona. Z przyjemnością odpowiadam na pytania, podpisuję książki, czytam fragmenty, dyskutuję. Autor bez Czytelnika jest nikim. Ważne jest, by szanować siebie nawzajem i słuchać. Ich opinia sprawia, że ja staję się lepszym Autorem i lepszym człowiekiem.

Czy są tematy, których nie poruszyłabyś w książce?

Nie. Nie ma dla mnie tematów tabu. Jeśli poczuję potrzebę napisać o czymś, to to zrobię. Wydaje mi się, że wszystko jest ludzkie, dlatego nie ma się czego bać – nawet w trudnych tematach.

Opowiedz nam, jakie są Twoje plany, czy tworzysz kolejną powieść, o czym ona będzie? A może masz już coś gotowego, całkiem odmiennego, czym nas zaskoczysz?

Od roku mam gotowe Księżycowe Cienie, które dopieszczam i ciągle poprawiam. Jest to swego rodzaju wariacja erotyczna o wampirach, a więc temat całkiem odmienny od poruszanych w Kobietkach i Poczwarkach. Dodatkowo mam kilka zaczętych powieści – piszę je ciągle, w zależności od tego, na który temat mam ochotę.

Wiem, że pasjonujesz się literaturą, że sama dużo czytasz, jaka książka jest dla Ciebie ważna, który bohater bliski?

Na pewno wspomniana wcześniej Ania z Zielonego Wzgórza, do której powracam co jakiś czas. Jest jak dobra przyjaciółka. Bardzo silny wpływ na moje życie miał „Atlas Zbuntowany” Ayn Rand. Czytałam ją dwa razy i za każdym razem odkryłam coś nowego, ważnego dla siebie. To piękna książka. Ogromny wpływ ma na mnie proza Stephena Kinga, szczególnie „Ręka Mistrza” i „Bastion”. Jego „Bogeyman” przeraził mnie jak nigdy nic innego. Bardzo podobały mi się „Łaskawe” Jonathana Littell'a oraz „B Kompleks” Wiesława Lewoca.




Jaka jesteś prywatnie, jako mama?

Bycie mamą to niesamowita rola. Synek nauczył mnie cierpliwości. Uwielbiam obserwować jego codzienne zmagania z rzeczywistością, jego nowe umiejętności. Nigdy nie sądziłam, że posiadanie dzieci to tak ogromne szczęście. Mogę uczyć go, czytać mu do snu, dbać, gdy jest chory i po prostu kochać – za nic.


O czym marzysz?

Mam bardzo wiele marzeń. Chciałabym, by mój syn był szczęśliwy. Chciałabym, żeby na świecie panował pokój. Czasami patrząc w niebo i widząc lecący samolot myślę o miejscach, które chciałabym zwiedzić: Norwegii, Chinach, Rumunii. No i chciałabym kiedyś móc nazwać siebie pisarką.

Tego Ci życzę z całego serca.
Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję bardzo serdecznie!


Konkurs

Zaczynamy zabawę dzisiaj, 2 grudnia, potrwa do 9 grudnia, do godziny 24:00. Do wygrania mamy papierową wersję "Z poczwarek w motyle", której fundatorem jest Patrycja Żurek. Książka będzie z autografem! Tutaj moja recenzja tej powieści: http://asymaka.blogspot.com/2013/11/z-poczwarek-w-motyle-patrycja-zurek.html Wygrana wygląda tak:
Wystarczy pod tym postem zostawić odpowiedź na pytanie zadane przez autorkę książki: Jaka zmiana miała największy wpływ na Twoje życie? Nie zapomnijcie o adresie e-mail, bym mogła się skontaktować ze szczęśliwcem, który wygra. Wyniki pojawią się w ciągu trzech dni roboczych od momentu zakończenia konkursu. Życzę jak zawsze powodzenia i trzymam kciuki :)))))))))))))

Wyniki konkursu z książkami Anety Rzepki.

Dzisiaj będzie inaczej. Przemówi sama Autorka:


Bardzo długo się wahałam, którą wspomnieniową wypowiedź nagrodzić, bo każda ma w sobie coś ważnego, każda jest częścią istotnych przeżyć. Musiałam jednak podjąć decyzję i kierowałam się nie obiektywizmem, a subiektywnym czuciem opowiedzianych historii, emocjami w nich zawartymi. Najbardziej poruszyła mnie wypowiedź Małgorzaty Pyzik i uważam, że "Miseczka szczęścia" powinna pojechać właśnie do niej. Wyróżnić zaś postanowiłam: Sabinkę.t1, Edytę Ch., Katarzynę K. i Sylwię Wojtczak (kolejność przypadkowa). Dziękuję wszystkim za udział w konkursie, chęć zmierzenia się z niełatwym pytaniem i bardzo miłą zabawę. A najbardziej dziękuję Pani Ani Grzyb za wywiad, organizację konkursu i zainteresowanie moim pisaniem.




Jest mi bardzo miło i ja również dziękuję Autorce, że zgodziła się na wywiad i konkurs. Gratuluję wygranym, Miseczka trafi do Małgorzaty. A e-booki od RW2010 do wyboru są cztery. Każda z wyróżnionych osób może wybrać jeden. Powinna tylko podać, w jakim formacie podesłać jej e-book. 
I są to:
Więcej o książkach tutaj: http://www.rw2010.pl/go.live.php.

Dziękuję RW2010 za ufundowanie nagród w postaci e-booków.