środa, 5 sierpnia 2015

Siedem pytań do pisarza. Grażyna Mączkowska

W moim środowym cyklu SIEDEM PYTAŃ DO PISARZA tym razem debiutująca autorka-Grażyna Mączkowska. Stworzyła przepiękną i do głębi poruszającą historię, o której nie mogę zapomnieć do tej pory, choć czytałam ją już jakiś czas temu.





Grażyna Mączkowska pochodzi z Nowego Miasta Lubawskiego, ale od kilkunastu już lat mieszka w pobliżu Szczytna. Miłośniczka przyrody, książek, wieczna marzycielka, która uwielbia Mazury. Przez wiele lat była właścicielką stajni i prowadziła rekreację konną. Uważa, że każdy człowiek jest jak księga, z której można czytać. Opiekuje się psinką o imieniu Sonia, zabraną ze schroniska. Nie potrafi pojąć okrucieństwa wobec zwierząt. Zakochana w życiu żona, mama, babcia, teściowa.

SIEDEM PYTAŃ DO PISARZA:
1. Zabawa zaczyna się dzisiaj, 5 sierpnia i potrwa do 12 sierpnia, do godziny 23:00. 
2. Jeżeli chcecie wziąć udział w konkursie, pod tym postem powinniście zadać niebanalne pytanie autorce książki, zostawiając również adres e-mail, bym mogła się z Wami skontaktować w przypadku wygranej. 
3. Należy dodać mój blog do obserwowanych, polubić profil bloga na FB: https://www.facebook.com/pisaninkaasymaka, udostępnić ten konkursowy post. 
4. Nagrodę w postaci egzemplarza książki ufundowało wydawnictwo Akurat i autorka. Organizatorem konkursu jestem ja, prowadząca blog Pisaninka. 
5. Ogłoszenie wyników nastąpi w chwili, gdy autorka wybierze SIEDEM pytań i odpowie na nie, a ja opublikuję post w formie wywiadu na blogu. 
6. Wygra osoba, która zada najbardziej interesujące pytanie. 









Miasta widma w Toskanii. Przewodnik, historia, tradycja, ludzie. Aleksandra Seghi



Aleksandra Seghi jest filologiem włoskim, dziennikarką magazynu "La Rivista" i współredaktorem portalu informacyjnego www.polacywewloszech.com. Prowadzi kursy kulinarne i mieszka na stałe w Toskanii. Spod jej pióra wyszły już takie tytuły, jak: "Smaki Toskanii", "Zielona Toskania", „Słodkie pieczone kasztany czyli toskańskie opowieści ze smakiem”,"Domowa kuchnia włoska", „Toskania Pascal 360°”, „Fanklub bułeczek z rozmarynem czyli ciąg dalszy toskańskich opowieści ze smakiem”. Autorka bloga: http://aleksandraseghi.com/

"Miasta widma w Toskanii..." to publikacja niezwykła. Autorka książki napisała do tej pory kilka książek o miejscu, w którym mieszka, ale ta jej propozycja literacka jest zupełnie inna. Stworzyła w niej aurę tajemniczości, magii. Chcemy jeszcze bardziej niż kiedykolwiek wcześniej podążać śladami Aleksandry Seghi, jej rodziny i przyjaciół, którzy w tych wyprawach i odkrywaniu zapomnianych miast jej towarzyszyli. Chcemy i my poczuć się jak Indiana Jones, odkryć sekrety i zagadki, znaleźć odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Pisarka odpowiada na nie, ale zobaczyć na własne oczy te wszystkie naszpikowane historią, tradycjami i opuszczone przez ludzi miejsca, to byłaby dla nas niecodzienna, wspaniała przygoda. 

"Wiedziałam o istnieniu opuszczonych miast, ale zaskoczyła mnie ich liczba. Wchłonięte przez naturę zaszyły się przed ludzkimi oczyma. Niektóre zniknęły nawet z map. Nie pozostawiły po sobie śladu. Trudne do znalezienia, niewidoczne, zapomniane, umarłe. Wiedzą o nich tylko najstarsi z najstarszych. niektórzy nie pamiętają nawet, jak do nich trafić. Zaszyte w lasach, kryją w sobie historię, która niekiedy sięga początku wieków naszej ery." [1] 


Czy kiedykolwiek wcześniej mieliśmy o tym pojęcie? A może to właśnie Aleksandra Seghi otworzy nam oczy na wiele spraw związanych z toskańskimi miastami widmami? Przyswoimy dzięki niej wiele ciekawych, niesztampowych informacji, przeniesiemy się w miejsca mroczne, odległe, w przeszłość, posłuchamy wspomnień ludzi niezwykłych. Dowiemy się, dlaczego miejsca te opustoszały, z jakich powodów mieszkańcy postanowili je opuścić. Czy zawsze robili to dobrowolnie? Dlaczego niektórych z tych miast nie ma już na mapach? Od jak dawna są opustoszałe? 
Nie jest to zwyczajny przewodnik, jakich wiele możemy znaleźć na półkach w księgarni. To coś zupełnie innego, niecodziennego. Nie zajrzymy do muzeów czy galerii. Nie spotkamy tu tłumów turystów, bo nie są to miejsca odwiedzane i popularne. Jeszcze nie są. Aby trafić do nich, musielibyśmy przede wszystkim zaopatrzyć się w wygodne, sportowe obuwie, ubrać się również odpowiednio do sytuacji. Będziemy wszak pokonywać spore odległości, schylać się, wspinać, przedzierać się przez chaszcze. Tutaj nie spotkamy zbyt wielu ludzi, będziemy szli w ciszy, z dala od hałasu wielkich miast. Ta cisza będzie aż dzwonić w naszych uszach. Pozwoli na rozmyślanie, zastanawianie się, jak się tu żyło. Co jedli tamtejsi mieszkańcy, gdzie pracowali, czy często opuszczali miasteczko, by wyruszyć do większej metropolii, w jakim celu? 

To książka, w której autorka zamknęła kawał historii. Zajęło jej to na pewno mnóstwo czasu, ale uważam, że  warto było odkryć te miejsca i pokazać je światu, nam, czytelnikom. Lektura ta dostarczy nam wielu wrażeń, zainspiruje nas, zainteresuje naprawdę. Z pewnością wielu z nas ruszy trasą, jaką wyznaczyła nam autorka. 
Jeżeli nie jesteście zaciekawieni miejscami sztampowymi, ścieżkami oklepanymi i wydeptanymi, szlakami utartymi przez wielu innych turystów, chcecie przeżyć coś innego, niezwykłego, warto zainteresować się tą publikacją. Naprawdę macie szansę poczuć się jak odkrywcy, dotknąć miejsc, które zapomniane czekają właśnie na Was. Całości dopełnią piękne zdjęcia, zarówno aktualne, jak i te wykonane w przeszłości. Poznamy przepisy kulinarne, z których korzystali mieszkańcy miast widm, będziemy oddychać tym cudownym powietrzem, przesiąkniętym tradycją, przeszłością i historią. Te miejsca aż się proszą o to, by o nich pamiętać. Polecam zdecydowanie! 


[1] Aleksandra Seghi "Miasta widma w Toskanii", Wydawca Barwa, 2015, s. 7 








Transplantacja Jacek Ostrowski




"Transplantacja" to najnowsza propozycja literacka Jacka Ostrowskiego. Ta sensacyjna powieść obyczajowa umiejscowiona została w scenerii klimatycznej, nastrajającej nas wakacyjnie. Kto z nas nie chciałby spędzić urlopu w słynącej z wina i oliwek, słonecznej Toskanii?

Trafiamy w sam środek lata. Jest upalnie, gorąco, duszno. Nic jednak nie jest w stanie przestraszyć turystów, zniechęcić ich i odciągnąć od leżenia na plaży i leniwego, sielankowego wypoczynku.
Nie wszyscy jednak mogą korzystać ze słońca. Osoby takie jak stary Domingo, emerytowany kucharz z hotelu Villa la Fonte, wcale nie przepada za upałami. Akurat szykuje się na przyjazd bardzo ważnego gościa, zamiata taras i krząta się po obejściu. Chciałby, żeby wszystko było przygotowane idealnie. Jego małżonka, Eleonora, również stara się z całych sił, sprząta pokój gościnny. Co prawda brat Julity, na którą czeka ta niezwykła para próbuje przekonać staruszków, że opieka nad jego siostrą może być ponad ich siły, ale oni nie słuchają jego dobrych rad. Wiedzą swoje. Dziewczynę traktują jak własne dziecko i żadne sprzeciwy Antonia nie są w stanie zmienić ich decyzji.
Julita niknie w oczach. Cierpi straszliwie i zdaje się, że nie ma dla niej żadnego ratunku. Choroba wyniszcza ją i zmienia nie do poznania. Domingo zrobiłby wszystko, by uśmierzyć jej ból i ponownie zobaczyć w jej oczach radość. Dać jej choćby odrobinę nadziei. Sprzedałby duszę diabłu...

To bardzo ciekawie opowiedziana historia z pogranicza życia i śmierci. Poznajemy w niej człowieka, który ma za zadanie znaleźć dawcę serca dla niezwykle wpływowego klienta. Człowiek ten to Raul Gomes, którego kiedyś łączyło coś z naszą młodą bohaterką. Czy i jej pomoże wygrać w walce z chorobą? Wszak uważa on, że cel uświęca środki. Mieszkańcy Rzymu nie mogą spać spokojnie, odkąd w wiecznym mieście grasuje sprytny i nieuchwytny morderca. Kimże on jest i co nim kieruje?

To niezwykle poruszająca książka. Dzięki niej zaczynamy się zastanawiać, jakiego dokonalibyśmy wyboru, będąc na miejscu chorego. To decyzja niebywale trudna, nie zazdroszczę nikomu, kto staje przed podobnymi dylematami, z jakimi borykają się bohaterowie tej powieści. Bezradność, bezsilność w obliczu cierpienia najbliższych, przyglądanie się temu, jak choroba odbiera im zdolność logicznego myślenia, jak ból staje się nie do zniesienia to najgorsze, co może spotkać bliskich chorego.
Julia jest bardzo dzielną kobietą i nie poddaje się bez walki. Niebawem poznaje też inną chorą, matkę małych dzieci. Czy uda się ocalić życie i jednej, i drugiej?

Świetnie skonstruowana powieść. Wciąga nas i trzyma w napięciu do ostatnich niemalże stron. Przenosimy się do Włoch, podążamy za naszymi bohaterami, pomagamy im podjąć niełatwe przecież decyzje. I uczymy się być lepszymi, dzięki tej lekturze. Pozwala nam ona bowiem spojrzeć z zupełnie innej perspektywy na życie, naszą codzienność i nasze problemy. Polecam.



wtorek, 4 sierpnia 2015

Dzień z książką. Anna Sakowicz "Szepty dzieciństwa" Fragment piąty, ostatni.

Dzień z książką.
Anna Sakowicz "Szepty dzieciństwa"
Zapraszam do lajkowania, udostępniania postu i informowania znajomych. Jedna z osób na koniec dnia otrzyma wiadomość, że to do niej trafi egzemplarz powieści.
Fragment piąty, ostatni. 

"-Nie rycz już, tylko powiedz, o co poszło.
-Bo on się ze mnie śmiał.
-Wielkie rzeczy. Pośmiałby się i już.
-Ale wszyscy w klasie mają komórki, tylko nie ja i mi dokuczają.-Znów szlocha.
-Jak to ci dokuczają?
-No, śmieją się, że nie mam telefonu, bo dziadek na pewno wszystko przepija-odpowiada.
-A co oni mają do dziadka?-oburzam się.-Za swoje pije, nie?
-No.
-Nie rycz. Zobaczysz, jak za kilka lat te komórki im dziury w mózgu zrobią. Wtedy to ty będziesz się z nich śmiał.
-Ale ja bym chciał taki telefon-mówi tak cichutko, że ledwo dosłyszałam.
-Jak będziemy mieli pieniądze, to ci kupię. Teraz nie ma mowy.
Do samego domu szlocha i ociera łzy chustką. Szkoda mi się tego mojego dzieciaka robi. Żal ściska mnie za serce. Przecież nie jego wina, że u nas z kasa krucho. A dzieciaki teraz to wiadomo, lansują się, jak mogą. I buty oryginalne, i ciuchy, i telefony, i laptopy. A u nas ani komputera, ani eleganckich ubrań."



Siedem pytań do pisarza Wyniki Aleksandra Seghi





Wywiad z Aleksandrą Seghi.


Aleksandra Seghi publikuje na łamach magazynu "La Rivista", jest współredaktorem portalu informacyjnego: http://www.polacywewloszech.com/, z wykształcenia zaś filologiem włoskim. Na stałe mieszka w Toskanii i prowadzi tam kursy kulinarne, bo gotowanie jest jej wielką pasją. Spod jej pióra wyszły już takie publikacje, jak: "Smaki Toskanii", „Słodkie pieczone kasztany czyli toskańskie opowieści ze smakiem”,"Domowa kuchnia włoska", "Zielona Toskania", „Toskania Pascal 360°stopni”, „Fanklub bułeczek z rozmarynem czyli ciąg dalszy toskańskich opowieści ze smakiem”.
Przy okazji premiery najnowszej książki autorki-"Miasta widma w Toskanii. Przewodnik, historia, tradycja, ludzie", postanowiłam zadać jej kilka pytań.
Zapraszam na blog zawsze uśmiechniętej i radosnej Aleksandry: 
http://www.aleksandraseghi.com/.


Anna Grzyb:
Skąd wzięła się Twoja miłość do Italii i kiedy pomyślałaś, że warto zarazić nią Polaków, pisząc książki o włoskich potrawach, zwyczajach, miejscach?

Aleksandra Seghi: Miłość do Włoch wzięła się już w odległych czasach podstawówki, kiedy to razem z mamą i siostrą wybrałyśmy się na tzw. objazdówkę po tym kraju. Musnęłyśmy tylko włoskiego klimatu, obejrzałyśmy trochę zabytków i posmakowałyśmy kuchni. Ale to wystarczyło, by stało się początkiem wielkiej pasji do Włoch. Potem poszłam na Italianistykę i zostałam filologiem włoskim. Pomysł napisania książki kulinarnej dotyczącej Toskanii był jednym z moich pierwszych idei wydawniczych, gdyż wtedy na rynku brakowało takiej pozycji. Było to mniej więcej w 2009, może na początku 2010 roku. Mieszkałam już w tym regionie od wielu lat i doskonale orientowalam się w tradycjach kulinarnych. Chciałam, żeby książka miała mały format oraz obfitowała w piękne i smakowite fotografie.To był traf w dziesiątkę! Od razu zgłosiły się trzy wydawnictwa!


Pytanie od Iwony, czytelniczki:
Pani Aleksandro, zazdroszcząc Pani cudownego miejsca zamieszkania, również pod kątem niebiańskiej kuchni, mam pytanie: Czy jest coś czego Pani w tym Raju brakuje? I to niekoniecznie, jeśli chodzi o kulinaria:) Pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję, na spotkanie w Bibliotece w Rybniku:)

AS: Dzień dobry pani Iwono, jeśli chodzi o kulinaria to już pewnie pani wie z Rybnika, że uwielbiam ogórki kiszone. Tego brakuje mi we Włoszech. Natomiast pozostawiając temat jedzenia: brakuje mi rodziny i przyjaciół, którzy mieszkają w Polsce. Widzę ich raz-dwa razy do roku.


I od Bąblowej Mamy:
Niestety nie byłam jeszcze nigdy w Toskanii nawet na chwileczkę i bardzo Pani zazdroszczę, że ma Pani możliwość być tam na stałe :)
Pisze Pani książki o "obcym" kraju, jego kuchni, tradycji, kulturze, historii itp. Czy trudno jest, będąc jednak z pochodzenia Polką, wczuć się w klimat innego państwa? Musi Pani dużo czytać, dopytywać, sprawdzać? Czy może czuje się już bardziej jego częścią i pisanie o nim nie stanowi najmniejszego problemu?

AS: Dzień dobry Bąblowa Mamo, rzeczywiście na temat kuchni toskańskiej chcę dowiedzieć się jak najwięcej. Kolekcjonuję książki kucharskie z tego regionu, zbieram wszelakie wycinki, a sąsiadki oddają mi stare gazety lub dodatki do gazet traktujące o tej właśnie kuchni. Jednym słowem: im więcej informacji, tym lepiej. W torebce noszę zawsze dyktafon i kiedy mam okazję, to nagrywam przepis, który jest mi opowiedziany. Wszystkie informacje sprawdzam, dopytuję się i eksperymentuję w kuchni. Uwielbiam jeździć na festyny, święta tradycyjnych produktów regionalnych. Zaglądam do kuchni i podziwiam jak mieszkanki smażą tysiące frittelli (kulek ryżowych), przygotowują naleśniki kasztanowe czy gotują polentę.


Pytanie od Marty:
Jest Pani współredaktorem portalu informacyjnego: http://polacywewloszech.com/ i moje pytanie dotyczy tej części Pani życia: z czym mają największe problemy Polacy przyjeżdżający do Włoch? Co sprawia im najwięcej trudności, z jakiego rodzaju kłopotami się borykają, gdy chcą osiąść na stałe we Włoszech?

AS: Wiele osób szuka pracy i zwraca się do nas o pomoc. Czasami ktoś prześle zapytanie dotyczące załatwienia formalności, dokumentów w urzędach włoskich. Współpracujemy z prawniczką, która odpowiada na takie pytania, dzieli się z nami nowinkami ze świata prawniczego. Zwracają się do nas rodziny z prośbą o znalezienie członka rodziny, który zaginął we Włoszech. Już kilka razy udało się nam pomóc. Mamy nadzieję, że nasz portal będzie ważnym punktem odniesienia dla Polaków mieszkających w tym kraju.

Od Rudej Eli:
Szczerze przyznam, że nigdy nie byłam w Toskanii. Mam pytanie: jak w jednym zdaniu zachęciłaby mnie Pani do odwiedzenia właśnie tej części świata?

AS: Świetne wyzwanie mi pani zadała :) Postaram się w jednym zdaniu:
Toskania to cudowny region, w którym wszystko mamy na wyciągnięcie ręki: góry, morze, doliny, jaskinie, groty, ciepłe wody termalne, zabytki światowej klasy, historyczne miasta, ojczyznę języka włoskiego, największych poetów, pisarzy i artystów, a na koniec uśmiechniętych ludzi, bezchmurne niebo i słońce niemalże każdego dnia!

I od Ani Mani:
Wyszperałam, choć nie było to trudne :D, że jest Pani tłumaczką książek prof. Arnolda Ehret’a. Skąd wziął się taki pomysł, dlaczego akurat On i jak Pani zachęci do przeczytania jego książek?

AS: Arnold Ehret otworzył nam oczy, w jaki sposób powinien odżywiać się człowiek. Spotkanie z tłumaczem jego książek na włoski zmieniło nasze życie. Mój mąż jest chory na cukrzycę i książki Ehreta spadły nam dosłownie z nieba. Mąż nie bierze lekarstw, bo dzięki odpowiedniej diecie może kontrolować poziom cukru we krwi. Znamy wiele osób, które stały się erethistami, bo miały problemy zdrowotne, a teraz czują się wyśmienicie. 


AG:
Ile czasu trwały prace nad najnowszą publikacją? Czy trudno było dotrzeć do tych wszystkich niezwykłych miejsc, które opisałaś? Jak reagowali byli mieszkańcy miast widm, gdy pytałaś ich o przeszłość? Czy wspominali z nostalgią, żalem, rozgoryczeniem, czy niełatwo było im opuścić tamte tereny?

AS: Prace nad publikacją trwały ponad rok. Tak naprawdę w pewnym momencie musiałam zadecydować o zaprzestaniu pisania i przystąpieniu do składu. Materiał wciąż się jednak powiększa i kiedyś, w przyszłości powstanie albo wersja rozszerzona albo druga część książki. Do niektórych miast było trudno dotrzeć. Pytaliśmy o drogę osoby, które mieszkały w pobliskich miasteczkach, czasem pukaliśmy do drzwi. Wszyscy chcieli nam pomóc jak tylko mogli. Zdołaliśmy dotrzeć do ostatnich mieszkańców obecnie opuszczonych miast. To były spotkania pełne emocji nie tylko dla nas, ale również dla nich. Cofali się w przeszłość, wspominali czasy, do których bardzo chcieliby wrócić.Wyraźnie czuć było nostalgię i smutek w ich opowiadaniach. To było całkiem inne życie oparte na wspólnym pomaganiu sobie, dzieleniu się tym, co się miało. Żalili się, że obecna młodzież nie jest zainteresowana historią i uratowaniem tych miasteczek.




Aleksandra z przyjaciółką Andreą. 

AG: Olu, którą potrawę z włoskiego menu uważasz za najsmaczniejszą? Jakie jest Twoje popisowe danie? A co najchętniej pałaszuje Twoja córeczka Julka?

AS: Jest wiele potraw włoskich, które uwielbiam. Prowadzę serię postów pt. Viva la pasta, dzięki której bardzo często zagniatam makaron :) Uwielbiam pizzę, te na grubym cieście, najlepiej wegetariańską, z grillowanymi warzywami. Mam wiele popisowych dań. Lubie przygotowywać peperonatę z dodatkiem wina, różne rodzaje pesto, ciasta: marchewkowe, buraczkowe czy z zielonego ogórka. W zimę sięgam po cavolo nero, czarną kapustę, którą duszę na wolnym ogniu z czosnkiem i oliwą lub gotuję zawiesiste zupy. Lubię tartę porową i smażone karczochy. Moje nietypowe dżemy są lubiane nie tylko przez znajomych, ale i czytelników.

AG: Które miasto widmo szczególnie Cię zainteresowało i w którym sama chętnie byś zamieszkała? Czy było takie, które budziło w Tobie grozę, w którym czułaś się nieswojo?

AS: Muszę powiedzieć, że wszystkie miasteczka wzbudzały we mnie ogromne zainteresowanie. Chciałam dowiedzieć się o nich jak najwięcej. Czasem nie było to możliwe, gdyż dokumentacja historyczna jest bardzo skromna. Chętnie zamieszkałabym w Bivignano, które spodobało się również mojemu mężowi i Julci. To mała osada, do której łatwo dotrzeć, położona dość blisko zaludnionych miast. Grozę budziło we mnie Bugnano. Szliśmy do przodu, ale coś wewnętrznego mówiło nam, żeby nie zagłębiać się zbyt daleko. Być może była to jakaś sugestia. Powiem tak: chętnie wróciłabym tam z tasakiem, by swobodnie przedrzeć się przez chaszcze i ponownie poczuć klimat miejsca. Może zmieniłabym zdanie? Podczas naszej wizyty ptaki strasznie skrzeczały. Tak jakby chciały coś powiedzieć, może ostrzec lub po prostu nas wypłoszyć. A na skrzyżowaniu czekał na nas lis. Kolejnym miastem z dreszczykiem jest Toiano, do którego podobno wraca duch pięknej Elviry. Jestem pełna podziwu dla Cateriny, która mieszkała tam kiedyś sama, a obecnie w miasteczku mieszka na stałe Rosita oraz druga pani. Przed nimi też chylę czoła. O legendarnym wężu z Bergioli dowiedziałam się dopiero podczas wspinaczki do tej osady. Potem poczytałam trochę informacji i muszę napisać, że studnia, w której rzekomo śpi, trochę mnie przeraża. Nawet jak patrzę tylko na zrobione zdjęcia...

AG: Na koniec chciałabym jeszcze zapytać, o czym będzie Twoja kolejna książka? Czy zastanawiałaś się nad napisaniem przewodnika dla dzieci, albo książeczki skierowanej do młodszego polskiego czytelnika, na przykład o włoskich zwyczajach?

AS: Mam kilka książek w przygotowaniu. Rozpoczęte, niektóre napisane do połowy lub skończone. Myślę, że ponownie wrócę do kulinariów. Mam już umówioną sesję kulinarną z fotografem. W przygotowaniu również duży projekt, bardzo trudny do zrealizowania...Ale ja lubię wyzwania :) Książeczkę dla dzieci już napisałam, ale na razie czeka na wydanie :)


AG: Dziękuję za rozmowę.


AS: Ja również serdecznie dziękuję za rozmowę i pozdrawiam wszystkich czytelników twojego bloga.


Egzemplarz książki trafi do... Bąblowej Mamy. 




Dołożę jeszcze do kompletu: 



Przypominam, że można zadawać pytania Jackowi Ostrowskiemu, do wygrania "Transplantacja": http://asymaka.blogspot.com/2015/07/siedem-pytan-do-pisarza-jacek-ostrowski.html


Dzień z książką. Anna Sakowicz "Szepty dzieciństwa" Fragment czwarty.

Dzień z książką.
Anna Sakowicz "Szepty dzieciństwa"
Zapraszam do lajkowania, udostępniania postu i informowania znajomych. Jedna z osób na koniec dnia otrzyma wiadomość, że to do niej trafi egzemplarz powieści.
Fragment czwarty.
"Przy okazji w dłonie wpada mi akt zgonu mamy. Przelatuję po nim wzrokiem. Spoglądam na datę. Niby tak niedawno, a dawno. Pamiętam, jakby to było dziś. Nagle mama zmarła. Bez ostrzeżenia. To znaczy chorowała, leżała w łóżku, ale sam koniec przyszedł nieoczekiwanie. Nawet się nie pożegnała. Ot tak, z dnia na dzień, z minuty na minutę, i już jej nie było. Kręci mi się łezka w oku na to wspomnienie, choć pamiętam, że jej śmierć przyniosła mi nieopisaną ulgę. Zastanawiałam się wtedy, czy nie jestem złym człowiekiem. Do konstruktywnych wniosków nie doszłam. Matkę pochowało się na cmentarzu i tyle po niej. Z ojca też już niewiele zostało. Kiedyś był z niego porządny mężczyzna. Pracowity. Zawsze dbał o utrzymanie domu. A teraz? Dba jedynie o to, żeby się napić. Początkowo to mi nawet nie przeszkadzało, bo siedział w swoim pokoju, wino albo wódkę popijał. Nigdy się potem nie awanturował. Ot tak, po cichutku zatracał się w sobie i w alkoholu. Może mu od tego było lepiej? Wszyscy liczyliśmy na to, że potrwa to miesiąc, może dwa, a potem wróci do normy. Ale gdzie tam. Jak zassał butelkę, tak do dzisiaj się od niej oderwać nie może. Dobrze, że się udało załatwić mu rentę, to przynajmniej jest z niego jakiś dochód."



Dzień z książką. Anna Sakowicz "Szepty dzieciństwa" Fragment trzeci.

Dzień z książką.
Anna Sakowicz "Szepty dzieciństwa"
Fragment trzeci.
"-Co czytasz?-pyta gruba Anka. 
-Ulotkę-odpowiadam i macham jej przed oczami. Wścibskie babsko, zawsze wszystko chce wiedzieć i wtyka nos wszędzie, gdzie jej nie chcą.
-O, Prawiebank-odpowiada.-Znam, znam-stwierdza z przemądrzałą miną. No, proszę, fachowiec od siedmiu boleści się znalazł.
-Skąd?
-Pożyczkę u nich ostatnio wzięłam. I powiem ci, że fajnie, bo nie muszę na pocztę chodzić, żeby wpłacić, tylko do mnie przyjeżdża taki gość w gajerku i kasuje. A żebyś widziała, jaki przystojniak. Normalnie ciacho do schrupania.
-A odsetki duże?-pytam, bo przecież to ważne, żeby nie przepłacić.
-Czy ja wiem? Ratę w sumie niedużą płacę. Wzięłam tysiąc, bo mi potrzebne było. Na pół roku i osiem dyszek tylko płacę. Facet co tydzień przyjeżdża po kasę.
-Osiem dych na tydzień? To niedużo?
-Czy ja wiem? W banku dać mi nie chcieli, bo niby zdolności nie mam.
-Że ty zdolności nie masz, to wiadomo.-Śmieję się ze swojego żartu i bystrej riposty. Anka tylko się chmurzy i przez chwile milczy, chyba analizując, czy ma się obrazić, czy jeszcze nie.
-Śmiej się, śmiej. Jak ci kasa będzie potrzebna, to też nie będziesz wybrzydzać, tylko weźmiesz, gdzie dadzą.
-To fakt.-Trzeba było jej przyznać rację, bo niestety tak było. Jak człowiek miał nóż na gardle, to musiał sobie jakoś poradzić."