sobota, 25 października 2014

Pisaninka najlepsza zdaniem czytelników.

Kochani moi. To wszystko dzięki Wam. Najważniejsza dla blogera książkowego nagroda-najlepszy blog zdaniem Czytelników. Dziękuję  
Jestem szczęśliwa, że zaglądacie na mój blog, za to, że jesteście  
Dzisiejszy dzień był dla mnie szczególny. Niebawem relacja na blogu.



niedziela, 19 października 2014

Dwa targowe patronaty medialne.

Moi drodzy, od wtorku do niedzieli będę niewiele czasu spędzać przed monitorem komputera. Wyjeżdżam na zasłużony wypoczynek, a przy okazji zamierzam odwiedzić Targi Książki w Krakowie. Do podpisania szykuję kilka książeczek moich dzieci, sama też mam zamiar spotkać się z kilkoma pisarkami, które cenię najbardziej. Na pewno chciałabym otrzymać autograf Romy Ligockiej, którą darzę ogromnym szacunkiem. Z miłą chęcią zerknę na stoiska, na których pojawią się Ałbena Grabowska, Krystyna Mirek i Ewa Bauer. Relacja z mojego pobytu w Krakowie na pewno pojawi się na blogu.

Chciałabym jeszcze wspomnieć o dwóch ważnych dla mnie wydarzeniach targowych. Otóż dwie premiery książkowe ukażą się z moim logo na okładce jeszcze w październiku, właśnie na Krakowskich Targach Książki pojawią się po raz pierwszy. Szczegółowe relacje niebawem na Pisanince.







piątek, 17 października 2014

"Ostatni rycerz" Marcin Mortka




Książka ta przeznaczona jest dla dziecka  co najmniej ośmioletniego, ale myślę, że i z siedmiolatkiem, pierwszoklasistą, można spokojnie ją czytać, na przykład przed snem lub w długie zimowe wieczory. Oczywiście taki mały człowiek może mieć problemy z samodzielnym przeczytaniem całości, ale wspólnie z rodzicem może to być już świetna zabawa i niesamowita przygoda. Co już na samym początku dostrzegamy, biorąc do ręki "Ostatniego rycerza"? Po pierwsze bardzo podoba mi się oprawa graficzna, duża czcionka, idealna dla czytelnika, który dopiero rozpoczyna czytanie. Każdy rozdział jest opisany, wiemy z góry, co możemy w nim znaleźć i czego będzie dotyczył.

Nazwiska autora niestety nie miałam przyjemności poznać wcześniej, na okładce również nie ma ani słowa na jego temat, ale jeżeli trafię kiedyś na jakąkolwiek jego inną publikację, na pewno się nią zainteresuję, ponieważ pisze w sposób idealny dla młodego czytelnika. Nie zanudza, potrafi go zainteresować, fantastyka w jego wykonaniu jest naprawdę ciekawa.

Kogo spotkamy w tym nierzeczywistym świecie? Przede wszystkim dobrego Valdemara, który tak naprawdę jest właśnie tytułowym, ostatnim już, rycerzem. Nie ma z kim walczyć, nie ma przeciwko komu podnosić miecza, bo w królestwie panuje ład, porządek i spokój. Karczmarz Florian po raz kolejny przypomina mu o zaciągniętym u niego długu, jednocześnie tłumacząc mu, że czas znaleźć porządną pracę, bo

"To całe rycerstwo najwyraźniej ci nie służy." [1]


Czy nasz bohater będzie miał mimo wszystko możliwość wykazania się? Jak myślicie, pojawi się jakiś czarny charakter w naszej historii? Oczywiście, że tak! Zły książę Valgerd podstępem przejmie władzę w królestwie, a nasz tytułowy rycerz wraz z innymi niezwykłymi bohaterami powieści będzie musiał stawić czoła przeciwnościom. Wyprawa w poszukiwaniu pomocy okaże się być może niebezpieczna, ale za to jaka ciekawa.

Świat stworzony przez autora jest zabawny, pełen magii, niebanalnych postaci, fascynujących przygód. Myślę, że zarówno młodszy, jak i starszy czytelnik może tu znaleźć coś dla siebie. Zabawa będzie przednia, czyta się bowiem szybko i z prawdziwym zainteresowaniem. Może opowieść ta nie zaskoczy starszych dzieci, ale na pewno młodsze będą zachwycone i nie będą się spodziewały tego, co może się zdarzyć. To idealna lektura dla młodego człowieka, który dopiero rozpoczyna przygodę z fantastyką.


[1] "Ostatni rycerz" Marcin Mortka, Grupa Wydawnicza Foksal, 2013, strona 17



W nadziei na lepsze jutro Ewa Bauer




To pierwsza powieść autorki, którą znam z jej najnowszej publikacji, ale też miałam przyjemność spotkać się z nią osobiście podczas tegorocznych Warszawskich Targów Książki.
Moja recenzja "Kurhanka Maryli", który rekomenduję
na okładce: http://asymaka.blogspot.com/2014/04/ewa-bauer-kurhanek-maryli-recenzja.html,
opinia ta jest jedną z najpopularniejszych na moim blogu.
Strona Ewy Bauer: http://www.ewabauer.pl/
Profil autorki na FB: https://www.facebook.com/ewabauerautor?fref=ts

Ewa Bauer to pisarka, która z wykształcenia jest prawnikiem, jednak z wielką pasją oddaje się literaturze. Do jej zainteresowań należą także psychologia i podróżowanie. Biegle włada językiem hiszpańskim i dosyć często jeździ do Barcelony, choć na stałe mieszka w Krakowie. Uwielbia "Małego Księcia" i zbiera wydania w różnych językach owej książki, ma w swojej kolekcji już ponad dwadzieścia egzemplarzy. Zadebiutowała trzy lata temu powieścią, o której mam zamiar dzisiaj Wam opowiedzieć. Po "W nadziei na lepsze jutro" w 2013 roku pojawiła się na rynku wydawniczym druga propozycja literacka pisarki, zatytułowana "Kruchość jutra". "Kurhanek Maryli" ukazał się w maju tego roku.

"W nadziei na lepsze jutro" to opowieść o Annie. Poznajemy ją w momencie, gdy zamawia posiłek w knajpce przy plaży. Znajdujemy się w Barcelonie, gdzie nasza bohaterka tymczasowo pracuje w dziale zajmującym się analizą rynku nieruchomości. Jest piękną kobietą, obok której żaden mężczyzna nie przejdzie obojętnie, co jednak zdaje się nie mieć znaczenia i nie robi na niej żadnego wrażenia. Jest

"Zawsze cicha, spokojna, skupiona na pracy (...)"

Intryguje nas ta postać od samego początku. Zaczynamy się zastanawiać, dlaczego jest tak samotna, odizolowana od pozostałych pracowników, jaką tajemnicę kryje w sobie? Wszelkie próby nawiązania bliższych kontaktów z Anną kończą się fiaskiem. Przebywa tu już od sześciu miesięcy, ale wciąż czuje się tu nie na miejscu, obco.
Autorka powoli, krok po kroku, odsłania przed nami niełatwą przeszłość stworzonej przez siebie postaci. Okazuje się, że zostawiła ona w Polsce mężczyznę, którego jednocześnie kocha i nienawidzi.
Wielkim atutem powieści jest jej psychologiczny aspekt. Ewa Bauer naprawdę ciekawie tworzy swoich bohaterów, zagłębia się w ich psychice, pokazuje ogromne emocje, jakie nimi targają. Metamorfoza, jaką przechodzą jest dla nas zaskakująca, daje nam do myślenia. Wyciągamy z tej lektury lekcję nie tylko pokory, ale dowiadujemy się też wiele na temat prawdziwego życia, tego brutalnego, odzierającego nas z nadziei. Niestety dosyć szybko okazuje się, że człowiek jest tylko człowiekiem, popełnia błędy, rani najbliższe mu osoby, zdradza je i okłamuje. Czy potraktowana w ten sposób osoba kiedykolwiek podźwignie się, czy zaświeci dla niej znowu słońce? Czy tytułowa nadzieja na lepsze jutro kiedykolwiek zapuka do drzwi naszej przesympatycznej Anny?

Ewa Bauer pisze prosto z mostu o tym, co boli jej bohaterkę, nie owija niczego w bawełnę. Mówi całkiem otwarcie o uczuciach trudnych czasem do opisania, nie stanowi to dla niej żadnego problemu. Porusza nas wymyśloną przez siebie historią do głębi, trafia do serca czytelnika. Zapominamy na moment o otaczającym nas świecie, przenosimy się w rzeczywistość wykreowaną przez autorkę. Myślę, że ta książka uczy nas empatii, pozwala nam zrozumieć, jak może zachować się człowiek w dramatycznej sytuacji, jak może sobie z ową traumą poradzić. Zdecydowanie polecam "W nadziei na lepsze jutro" i zapewniam, że nie zawiedziecie się sięgając po nią. To lektura warta uwagi, której zakończenie wbije nas w fotel i z niecierpliwością będziemy oczekiwać kolejnej dawki twórczości Ewy Bauer. Na szczęście miałam ten komfort, że po skończeniu debiutanckiej powieści mogłam od razu zacząć czytać drugi tom opowieści o Annie, jaki znaleźć można w "Kruchości jutra". Opinia o kontynuacji niebawem, może jeszcze dzisiaj?





Krew, pot i łzy Carla Mori





Carla Mori to pseudonim literacki początkującej autorki, która uwielbia oglądać horrory i filmy akcji. Pod wpływem tych jakże niecodziennych zainteresowań powstała debiutancka powieść młodej mamy i gospodyni domowej, która poszukuje przepisu na idealną "pomidorówkę". Ponadto autorka zafascynowana jest tatuażami i słucha z wielką przyjemnością muzyki. Taka mieszanka wybuchowa nie mogła być zaczątkiem do powieści obyczajowej, lecz raczej do mrocznej i kontrowersyjnej książki, która nie nadaje się dla każdego czytelnika.

Carla Mori doskonale buduje napięcie już od pierwszych stron. Chce nas zaintrygować, dać nam do myślenia, zaskoczyć nas i przerazić być może. W sumie powinniśmy być przygotowani na lekturę przesiąkniętą złem, tytułową krwią i teoriami spiskowymi, ale mimo wszystko książka niejednego zadziwi. Spotykamy w niej Klarę, która spodziewa się dziecka, co również ma znaczenie w całej tej historii. Ponadto jest dziennikarką, która przyjeżdża do Częstochowy, by zebrać materiał do artykułu. Nie jest tym zleceniem zachwycona, ma zamiar szybko uporać się z wyznaczonym zadaniem i wracać do siebie. Jest to jej miasto rodzinne i obawia się, że spotka znajomych, a nie wspomina spędzonego tutaj czasu pozytywnie. Nawet nie jest pewna, czy powiadomi rodziców o swoim przyjeździe.

"Od dziecka czuła się tu jak w getcie. Zamknięta i bez końca inwigilowana. A teraz ten koszmar miał wrócić." [1]

Nie wiem, czy akurat porównanie do getta jest tu na miejscu, jak wiecie na tematy związane z wojną jestem wyczulona, zapewne dlatego zwróciłam baczniejszą uwagę na ten fragment.

Klara w każdym bądź razie przyjeżdża tu, by napisać tekst o skorumpowanym "człowieku u władzy", a po spotkaniu z przyjaciółką Zuzanną, która pełni funkcję prokuratora, zaczyna zajmować się śledztwem w bardzo dziwnej sprawie. Staje się to coraz bardziej niebezpieczne, a nie zapominajmy, że nasza bohaterka jest w zaawansowanej ciąży. Dziennikarka, prokurator i komisarz, jedyny mężczyzna w tym trio, to główne postaci, którym przyjdzie zmierzyć się z czymś nieprawdopodobnym. Czy uda im się znaleźć odpowiedź na nurtujące ich pytania?
Nie bez znaczenia jest tu miejsce akcji-Częstochowa. Wygląda na to, że klasztor jasnogórski skrywa wiele sekretów, a czasu jest coraz mniej...

Autorka całkiem dobrze radzi sobie w tej konwencji. Widać, że zna się na tym, o czym pisze i ma sporą wiedzę związaną z tego typu opowieścią. Przemyślała i dopracowała swoją historię, zakończenie też zdaje się być idealne, wie, jak szokować i zaniepokoić czytelnika. Na pewno ta publikacja budzi kontrowersje, szczególnie, że została osadzona w mieście kultu religijnego.
Wiele wątków zostanie poruszonych w tej książce. Carla Mori rozprawiła się z obłudą i zakłamaniem ludzi, księży, katolików. Myślę, że warto zainteresować się tą fabułą, choć nie do końca są to moje klimaty.

[1] "Krew, pot i łzy" Carla Mori Wydawnictwo Oficynka, 2013, strona 22




Zielone kalosze Wanda Szymanowska



Zawodowo zajmuje się nauczaniem języka polskiego w prowincjonalnej szkole gdzieś w Wielkopolsce. Praca jest spełnieniem Jej marzeń i nie wyobraża sobie, by mogła parać się inną profesją. Uwielbia czytać książki, słuchać muzyki, jest wrażliwa na sztukę w każdej postaci. Uważa, że realizować pragnienia można w każdym wieku. 

"Zielone kalosze"  to debiutancka powieść Wandy Szymanowskiej. W zasadzie opowiada nam ona w niej historię, jakich wiele spotkać możemy na kartach tej czy innej powieści. Schemat zawsze jest podobny, kobieta ma dosyć swojego życia, wyjeżdża na prowincję, na której odnajduje... hmmm, no właśnie, co takiego odnajduje nasza bohaterka w zielonych kaloszach? 

Trzydzieści lat małżeństwa, znoszenia upokorzeń, krytyki to stanowczo zbyt wiele. Czy naprawdę ktokolwiek byłby w stanie wytrzymać tyle czasu i nie uciec od znienawidzonego małżonka? Niestety tak. Jest bardzo wiele kobiet, które cierpliwie znoszą utyskiwania męża, bicie, pogardę. Pozornie wydawać by się mogło, że to taka lekka i ciepła opowieść, ale poruszony w niej został temat trudny i skomplikowany. Zresztą nie tylko o nieudanym związku jest ta książka, znajdziemy w niej również świetnie opisaną społeczność małomiasteczkową, oddaną wprost idealnie. Poznamy od podszewki problemy ludzi niewykształconych, brak perspektyw, jednostajność i poczucie, że nic nigdy się nie zmieni. Ci, którzy dorwali się mówiąc kolokwialnie do koryta, nigdy nie pozwolą na jakiekolwiek reformy, chyba, że... Co takiego musi się stać, by w zapomnianej wiosce na końcu świata wreszcie ktoś przejrzał na oczy? 
Czy Antonina, kobieta po przejściach, z bogatym doświadczeniem życiowym, inteligentna, do tej pory zależna od męża, przyzwyczajona do luksusów odnajdzie się w tej nowej dla niej rzeczywistości, pozbawionej wielkomiejskich wygód? Czy odkurzy swoje wspomnienia sprzed lat, przetrze je ściereczką, by grać pierwsze skrzypce, chociażby na starym pianinie? Czy z zadowoleniem będzie wkładać na nogi zielone kalosze, by przemierzać ubłocone ścieżki? 
Często trudno nam podjąć jakąkolwiek decyzję, boimy się, że może być gorzej, choć już przecież jest źle. Autorka w tej historii daje nam nadzieję i pokazuje w sposób nieco bajkowy, że warto walczyć o siebie i swoje szczęście. 

Dialogi jak najbardziej realistyczne, a całość okraszona ogromną dawką humoru, co akurat teraz, na jesienną słotę polecam zdecydowanie. Bohaterowie zabawni, ciekawie opisani, z wadami i zaletami, na pewno nie zostali przerysowani. Całość czyta się niebywale szybko, z zainteresowaniem. Styl autorki bez zarzutu, jedno wynika z drugiego, myślę, że warto zagłębić się w tej lekturze i przekonać, jak wielka pani z miasta radzi sobie na wsi zabitej dechami. Coś dzisiaj za dużo tego kolokwializmu,  ale co tam. Czasami trzeba. 

Zapomniałabym. Szalenie podoba mi się relacja między Antoniną a jej dorosłą już przecież córką. Do pozazdroszczenia, wszystkim życzę takiej przyjaźni z rodzicem. Albo z dzieckiem. 

czwartek, 16 października 2014

Latarniczka Karol Kłos



"Latarniczka" jest kontynuacją debiutanckiej powieści Karola Kłosa, zatytułowanej "Latarnik". Moja recenzja pierwszej części znajduje się tutaj: http://asymaka.blogspot.com/2014/09/latarnik-karol-kos.html.
Autora cechuje specyficzny styl pełen powtórzeń, niecodziennego humoru, ma także tendencję do fantazjowania. Uwielbia mieszać rzeczywistość ze światem wyobrażeń, z jednej strony porusza tematy ważne społecznie, z drugiej ironizuje, bawi się. Bywa sentymentalny, potrafi nas wzruszyć, rozśmieszyć, zapewnia nam doskonałą rozrywkę, choć nie do każdego czytelnika trafi jego niezwykły język. Zazwyczaj wolimy jednak teksty wypełnione dialogami, mniej przemyśleniami, a publikacja ta jest przecież pisana w formie dziennika. Znajdziemy w niej również listy do redakcji, korespondencję naszej tytułowej bohaterki wysyłaną do dyrekcji. Absurdalne wydawać nam się będą niektóre informacje, sytuacje, ale w gruncie rzeczy bardzo często możemy je spotkać w naszym własnym życiu, szczególnie te dotyczące władzy.

Karol Kłos porusza tematy aktualne, jego bohaterka zakłada na przykład konto na portalu społecznościowym, co w ostatnich latach stało się bardzo modne. Moją uwagę przykuł już  na samym początku króciutki wiersz, który pozwolę sobie zacytować:

"Czytam.
Fotografuję.
Próbuję pisać.
Słowami maluję.
To by było na tyle.
Dziękuję." [1]

W tych słowach autor zawarł chyba istotę tego, co sprawia mu radość.

Zaciekawił mnie fragment, w którym opisał pracę fotoreportera, czasem frustrującą, choć jakże pasjonującą jednocześnie. Pokazał stworzoną przez siebie postać jako osobę jak najbardziej rzeczywistą, na pewno nie wolną od ludzkich uczuć, ułomności, zazdrości. Przynajmniej na ten moment.
"Po powrocie do domu wciąż jeszcze nie mogłam się uspokoić. Ona miała tyle wspaniałych fotografii, tyle opowieści do opowiadania, tyle wspomnień do zapamiętania, a ja chociaż spotykałam bardzo wielu wspaniałych ludzi i bardzo często ich fotografowałam w najróżniejszych sytuacjach, to na żadnym z tych zdjęć mnie nie było. Aparat fotograficzny robi zdjęcia tylko z jednej swojej strony. To jest straszne! To jest niesprawiedliwe! To najprawdziwszy koszmar! Chyba zwariuję!" [2]

I wreszcie fragment, który tak bardzo ważną kwestię porusza:

"Nadeszła rocznica powstania warszawskiego. Żyje jeszcze wiele osób mających w rodzinie kogoś walczącego w powstaniu, a jeszcze więcej tych, którym krewni w powstaniu zginęli, dlatego w rocznicę wybuchu pierwszego sierpnia upominają się o pamięć, zwłaszcza że przez wiele lat socjalizmu i budowania komunizmu w naszym kraju nie wolno było o tym mówić ani nawet pamiętać. Nic więc dziwnego, że prześladowani ludzie pragną wreszcie odczuć osobiście wolność,
zaznać wolności politycznej, wolności przekonań i poglądów. Oni pragną tej wolności zaznawać codziennie, manifestować ją i być z niej dumni, bo o nią przecież walczyli, za nią ginęli ich rodzice, dziadkowie, bracia i siostry." [3]

Całość polecam. Książkę czyta się szybko, z rozbawieniem. Momentami wzrusza nas, innym razem daje do myślenia, zadziwia.


[1] "Latarniczka" Karol  Kłos, Wydawnictwo Poligraf, 2011, strona 8
[2] tamże, strona 108
[3] tamże, strona 158