poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Dzień wczorajszy i ciekawa promocja Merlina :)

Wczoraj byliśmy nad morzem...

Wczorajszy dzień był bardzo udany: byliśmy nad morzem i na koncercie grupy Pectus i mojej ukochanej Maryli Rodowicz z radiową Jedynką!

sobota, 3 sierpnia 2013

„Nieśmiały prosiaczek” Holly Webb



Czy prosiaczka można polubić?


„Nieśmiały prosiaczek” to kolejny tytuł z serii Magic Molly, który miałam przyjemność przeczytać razem z moimi dziećmi. Początkowo byliśmy mało przychylnie nastawieni do tej świnki, ponieważ kojarzyła nam się z błotem, mało estetycznym wyglądem i nieciekawym zapachem, ale pisarka potrafiła tak przedstawić to zwierzątko, że nabraliśmy do niego sympatii i polubiliśmy je. Prosiaczek zaczął nam się jawić jako postać sympatyczna i bardzo miła. Holly Web ma ogromny dar zjednywania otoczenia, czytelników, potrafi świetnie pokazać walory stworzonych przez siebie bohaterów, ukazać nam ich ciekawe cechy. Pisze po prostu przystępnie dla każdego dziecka, dla małego miłośnika wszelkich zwierzątek, uczy dziecko wrażliwości na los tych żywych przecież stworzeń.

Piąta część serii o dziewczynce, która potrafi rozmawiać ze zwierzętami i jako jedna z niewielu rozumie je, myśli o nich, współczuje im. Stara się pomóc każdemu stworzonku, które jest smutne, ma jakieś problemy, z czymś sobie nie radzi.

Tutaj akurat mamy do czynienia, jak sam tytuł wskazuje, z wielką nieśmiałością prosiaczka. Mieszka on w zoo, niewielkim, ale popularnym i lubianym przez dzieci. Molly zwraca uwagę właśnie na Myszorka, ponieważ on jako jedyny nie wychyla się ze swojego miejsca, wstydzi się, boi i nie potrafi tego zwalczyć. Ma zaufanie jedynie do naszej utalentowanej dziewczynki, czy uda jej się jednak mu pomóc?

Molly uwielbia zwierzęta, w ich towarzystwie czuje się wspaniale, zaszczepił jej tę miłość tata, który pracuje jako weterynarz. Dziewczynka także chce w przyszłości stać się lekarzem zwierząt, leczyć je, pomagać im. Kocha każde stworzonko całym sercem, każde, które potrzebuje pomocy. Potrafi im pomóc, chce to robić i świetnie jej to wychodzi. Myszorem ma wielką moc, magiczną, jest w stanie rozśmieszyć ludzi, rozbawić im, poczuć się lepiej, mieć lepszy humor, tryskać energią.

Jak zawsze Holly Webb potrafi przekonać młodego czytelnika do swojej opowieści, dzieci pokochają kolejnego bohatera jej historii, będą mu współczuć, martwić się o niego, kibicować mu. Jest tu wszystko to, czego dziecko szuka w książeczce, i humor, i ciekawe przygody, tekst jest napisany interesująco, ciekawie, niebanalnie, ciepło, pobudza wyobraźnię i uczy empatii. Zadowoleni będą także rodzice, ponieważ ich dzieci miło spędzą czas, przy okazji doskonale się bawiąc. Bohaterów tych opowiadań nie można nie polubić, czy wręcz pokochać, są oni naprawdę doskonale opisani, wzbudzają od pierwszych stron książeczek sympatię, dzieci pokochają postaci występujące w każdej książeczce pisarki Holly Webb. Polecam całą serię, a sama z miłą chęcią rozejrzę się za innymi napisanymi przez tę niezwykłą kobietę tytułami. Idealna pozycja literacka dla młodego czytelnika, polecam JAK NAJBARDZIEJ!

„Nieśmiały prosiaczek” Holly Webb, Wydawnictwo Znak, 2013

Za ten tytuł bardzo dziękuję Wydawnictwu Znak i Sztukater.

piątek, 2 sierpnia 2013

Wyniki konkursu z Agnieszką Stelmaszyk.

Wiecie co, wiedziałam, że Pani Agnieszka jest niesamowita, ale tego się kompletnie nie spodziewałam...
Osobę, która wygrywa zawsze wybiera u mnie w konkursach sam autor i tym razem było podobnie. Pani Agnieszka wyłoniła zwycięzcę głównego:
"Najbardziej zaskakująca jest przygoda ze świnką, dlatego jej przyznaję pierwsze miejsce i Koalicję Szpiegów, dołożę jeszcze ostatni tom Kronik Archeo"
to słowa Pani Agnieszki. 
A teraz niespodzianka, znowu zacytuję słowa pisarki:
 
"Pani Aniu,

bardzo fajne te historie! Aż mnie pozytywnie nastroiły i rozbawiły. Niektóre przypomniały mi własne przygody z dzieciństwa ;-)
Osoby, które zechciały opisać swoje przygody naprawdę się napracowały, dlatego je również chciałabym uhonorować, każdej osobie przyznać jakiś tom Kronik Archeo. 
Tak więc wygrywa zabawna przygoda ze świnką. Autorka otrzyma „Koalicję Szpiegów” oraz „Zaginiony Klucz do Asgardu” z serii Kroniki Archeo.
Pozostałe trzy osoby, których historie również były ciekawe, otrzymują „Zagadkę Diamentowej Doliny” z serii Kroniki Archeo.

Pozdrawiam!
Agnieszka Stelmaszyk"

Wygrywa zatem Małgorzata, a pozostałe osoby: Julita, Alicja Magdalena i Nieidentyczna otrzymają nagrody dodatkowe. 
Pierwszy raz jestem naprawdę zadowolona z wyników, bo nikt nie będzie smutny! 
Zaraz napiszę do Was e-maile!  Gratuluję i zapewniam, że każda książka Pani Agnieszki rozbawi Was i zachwyci! 
Koalicja szpiegów
Zaginiony klucz do Asgardu z serii Kroniki Archeo, najnowsza część
dla Małgosi
a reszta uczestników zabawy otrzyma Zagadkę diamentowej doliny, czytałam i polecam! 
Pozdrawiam serdecznie, a Pani Agnieszce bardzo dziękuję :)


Wyniki konkursu z Grzegorzem Gajkiem.

Mamy dwóch wybrańców, którzy otrzymają egzemplarz książki Grzegorza Gajka "Ciemna strona Księżyca". Nie będę przedłużać, Pan Grzegorz zdecydował, że jego najnowsza powieść trafi:
do osoby ukrywającej się pod Nick Avatar
za komentarz, który i mnie przekonał:
1.Bo chcem:)
2. Bo napiszę Gregowi taką recenzję, że spadnie mu kapelusz z głowy, a jego sandały (tak, te ze zdjęcia) dostaną obcasów.
3.Bo jak już przeczytam, zaniosę ją (książkę) w darze do miejscowej biblioteki, gdzie na specjalnym regale z fantastyką będzie prężyć się dumnie między Asimovem a Kingiem. (Taki mam zwyczaj, że książki zdublowane w domowej biblioteczce, bądź te które posiadam, a odmówiono im niesłusznie szerokiej dystrybucji ogólnopolskiej, zanoszę po prostu do biblioteki, ku zgrozie pań tam pracujących, które, biedne znowu muszą wycinać foliowe okładki, stawiać stemple i wspinać się po chybotliwych drabinach by te moje podarki umieścić na półkach:)
W ten sposób Greg zdobędzie nowych czytelników, czego mu z całego serca życzę. (milionów na koncie też:)

Pozdrawiam, i cieszę się że na ten blog trafiłem, śledząc przez wujka googla kolejne wieści nt. "Ciemnej strony księżyca"


i 

do Agnieszki
za komentarz:
Dlaczego? Bo coś czuję, że nie tylko ja w domu ją przeczytam, ale trójka z piątki mojego rodzeństwa także. To zdecydowanie ich klimaty!

Dziękuję za wspólną zabawę i zapraszam do kolejnego konkursu, tym razem do wygrania książka Ałbeny Grabowskiej -Grzyb "Coraz mniej olśnień".


„Mateuszek” Elvira Lindo




Zabawna opowieść ośmioletniego gaduły.



Elvira Lindo studiowała dziennikarstwo, pisywała scenariusze, których bohaterem był między innymi właśnie Mateuszek, tytułowy bohater tej książeczki. Powstała cała seria historyjek związanych z przygodami tego niezwykłego chłopca, pomysł okazał się ciekawy i niebanalny, a sama postać sympatyczna i lubiana wśród czytelników.

„Mateuszek” to ośmiolatek, który wyróżnia się niespotykanym wprost gadulstwem, buzia po prostu mu się nie zamyka, stale ma coś do powiedzenia, do podzielenia się swoimi myślami, spostrzeżeniami, z innymi. Nieważne, czy jest to jego mama, tata, dziadek Mikołaj, przyjaciel zwany Uszatkiem, Pani wychowawczyni, czy koleżanka Zuzia-w- Brudnych-Majtkach. Swoją drogą, dlaczego część jej bielizny jest wiecznie upaprana w ziemi - tego nie wie nikt. Mateusz nosi okulary, przez co znany jest w swojej okolicy nie z nazwiska, lecz z pseudonimu, niezbyt oryginalnego zresztą, nazywany jest Matuszkiem Okularnikiem. Miewa wiele niesamowitych, przezabawnych, choć czasami niebezpiecznych przygód, w kółko coś się dzieje w jego pobliżu, nie sposób się z nim nudzić, chociaż z drugiej strony, gdy zaczyna swój monolog, potrafi zasnąć nawet Pani psychiatra, do której wysyła go zaniepokojona matka, martwiąc się o swoje, nie jego, zdrowie psychiczne. Nie wie bowiem, jak sobie poradzić z obsesyjnym gadulstwem syna, uważa, że nie jest ono normalne. Niestety pani doktor sama po dwóch 1,5 -godzinnych sesjach z Mateuszem dziękuje chłopcu za spotkania, ponieważ ma go już serdecznie dosyć.
Godny uwagi i pozazdroszczenia jest w tej książeczce dziadek ośmiolatka, ponieważ zawsze stoi po jego stronie, kibicuje mu, potrafi rozwiązać wszelkie problemy, pomóc w każdej, nawet bardzo trudnej, patowej wręcz sytuacji, obrócić wszystko w taki sposób, by największy wróg, najbardziej nieprzyjazny chłopcu Kamil, straszny łobuziak i zawadiaka, stał się jego kolegą.
To naprawdę ciekawa propozycja dla młodego czytelnika, ponieważ wiele w niej możemy znaleźć zabawnych zdarzeń, interesujące spojrzenie na otaczający świat. Do tego wszystkiego przystępny język, pisany jakby ręką osoby nastoletniej, a nie dorosłej, nie takiej, która nie  pamięta, jak to jest być dzieckiem, co się wtedy myśli, czuje, czym się można martwić, a czym smucić. Świetnie skomponowana lektura, aktualna i dotykająca problemów, jakie spotykają często na swojej drodze młodzi ludzie.
Mateusz jest chłopcem, którego nikt właściwie nie zna z nazwiska:  Mateusz García Moreno, wszyscy za to kojarzą go z nadanym mu pseudonimem Mateuszek Okularnik, z uwagi na to, iż nosi okulary, to tak proste i jednoznaczne, oczywiste, że aż banalne i zabawne. Polecam pierwszą, właśnie tę część, jak i drugą „Mateuszek i kłopoty”, o dalszych perypetiach tego niezwykłego młodego człowieka.

Szczerze polecam, zabawa będzie przednia!

„Mateuszek” Elvira Lindo, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2009

Za ten tytuł bardzo dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia i Sztukater.

czwartek, 1 sierpnia 2013

WYWIAD z Ałbeną Grabowską-Grzyb i konkurs - "Coraz mniej olśnień" do wygrania.



Ałbena Grabowska-Grzyb wywiad


Ałbena Grabowska-Grzyb to autorka sześciu wydanych książek, dwie z nich skierowane są do dorosłego czytelnika, cztery napisane z myślą o dzieciach. Pisarka z zawodu jest lekarzem neurologiem – epileptologiem, pracuje w Szpitalu Dziecięcym w Dziekanowie Leśnym. Prywatnie mama trójki dzieci, która z wielką pasją oddaje się pisaniu i tworzeniu postaci, kreowaniu ich rzeczywistości, emocji. Pierwsza, debiutancka książka to „Tam, gdzie urodził się Orfeusz”.


Moje pierwsze pytanie nie będzie oczywiście niczym niezwykłym czy oryginalnym. Skąd wziął się pomysł na pisanie? Dojrzewał w Tobie na przestrzeni wielu lat, czy może tak po prostu usiadłaś, bo pomyślałaś, że warto spróbować? A może ktoś Ci podpowiedział, że powinnaś przekazać czytelnikom to, co siedzi w Twojej głowie?

Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta. To prawda, że potrzeba pisania tkwiła we mnie „od zawsze”. Realizowałam ją na różne sposoby. Jako dziecko i uczennica pisałam wypracowania, opowiadania konkursowe, wiersze, zajęłam nawet pierwsze miejsce na olimpiadzie polonistycznej. Na studiach współpracowałam z „pismami kobiecymi”. Pisałam mnóstwo tekstów medycznych, ale także porady psychologiczne, opowiadania. Sprawiało mi to ogromną przyjemność. Później ostatecznie wybrałam inną drogę, skończyłam medycynę i zaczęłam pracować jako neurolog. Wtedy dużo pisałam prac naukowych, także takich wymagających „ładnego pisania”, opracowań tematycznych, opisów przypadków. Pierwszy pomysł na napisanie czegoś innego niż artykuł medyczny miałam w księgarni, gdzie oglądałam rozliczne tytuły książek mówiących o tym jak pięknie jest w Prowansji czy Toskanii, jak to wspaniale jest tam osiedlić się i żyć pełnią życia. „Dlaczego”, pomyślałam „nikt nie napisał, jakim wspaniałym krajem jest Bułgaria? Czy już nikt nie pamięta wspaniałych wakacji, jakie tam spędzały całe rodziny, arbuzów, szweppsa, czy ciepłego morza?”. Wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że właśnie ja mogłabym taką książkę napisać. 


O czym jest zatem Twoja debiutancka książka „Tam, gdzie urodził się Orfeusz”? Czy ma ona coś wspólnego z Twoim nie tylko polskim pochodzeniem? Ałbena jest imieniem bułgarskim?

Początkowo miałam pomysł, żeby spisać oryginalne przepisy na potrawy rodopskie, te, które robiła moja babcia. Tylko, że nie było tego dużo… Wtedy dodałam opisy, jak się je przyrządza, w jaki sposób podaje. I ciągle… niewiele tego było. Wtedy zaczęłam spisywać wspomnienia, legendy, dodałam część o historii, literaturze. Powstała książka – zbiór szkiców, esejów, legend, wspomnień, wzbogaconych o przepisy kulinarne. Motywem przewodnim jest postać Orfeusza. Staram się go „odbrązowić” pokazać jako postać historyczną, genialnego barda, mężczyznę, który utracił kobietę swego życia. Tak, Ałbena to imię bułgarskie i oznacza kwitnącą jabłoń.  


 Twoje książki dla dzieci poruszają aktualne, niebywale moim zdaniem potrzebne tematy, opowiesz nam coś więcej o nich? Skąd zaczerpnęłaś pomysł? Czy znasz się choć trochę na grach komputerowych?

To był pomysł mojego syna. Prosił, żebym napisała bajkę o nim – o chłopcu, który wolał świat gier komputerowych od rzeczywistego. Julek, mój syn miał sporo problemów w szkole jako dziecko dyslektyczne i dyskalkuliczne. Pomyślałam, że spełnię jego prośbę. Ta książka także miała być napisana dla przyjaciół, znajomych dzieci, ale wysłałam do wydawnictwa i okazało się, że bardzo się podoba. Nie wiedziałam jak rozwiązać kwestię przygód w grze komputerowej. Wreszcie olśniło mnie, że te przygody mogą się rozgrywać w ludzkim mózgu. W ten sposób połączyłabym swoje umiejętności jako neurologa i mogłam popuścić literackie wodze fantazji. Przy każdej przygodzie pomagał mi mój syn Julek, który jest pasjonatem gier komputerowych. Ja, przyznam się szczerze, nie zagrałam w żadną grę. Nie umiem, nie mogę, nie interesuje mnie to. Ale jestem matką i bardzo martwię się, kiedy moje dzieci mogą grać godzinami w gry zamiast rozmawiać na różne tematy.   

A książeczka „O małpce, która spadła z drzewa”? Czy i ona ma swoją historię?

Oczywiście, że ma. Książka powstała na zamówienie portalu Tacyjakja.pl Jestem tam konsultantem w dziale padaczka. Krystyna Zdziechowska, założycielka portalu miała pomysł, aby powstały bajki terapeutyczne dla dzieci. Zapytała mnie, czy nie chciałabym spróbować. Wcześniej zauważyła, że moje odpowiedzi na pytania pacjentów są zabawne, celne… Nie musiała wcale mnie namawiać do napisania bajki. Zresztą miałam ten komfort, że gdybym nie miała pomysłu, albo powstało coś nieciekawego, to ”prawdziwa” bajkopisarka napisałaby tę bajkę. Ale mnie się udało stworzyć bardzo ciekawą historię o małpce, która chorowała na padaczkę i wraz z siostrzyczką oraz słonicą z podobną przypadłością, wędrują przez pustynię w poszukiwaniu lekarza specjalisty, który wyjaśniłby, na czym polega ta dziwna i skomplikowana choroba.     


Ostatnio zaczęłaś też prowadzić blog, czy lubisz kontakt z czytelnikiem? Wymianę myśli na temat Twoich książek?

Początkowo się wzbraniałam. Zresztą na fejsbuku nie mam funpage’u, nie zamieszczam swoich przemyśleń. Wydaje mi się, że nie powinnam dodatkowo zajmować czytelnika swoimi prywatnymi poglądami. Ale tyle osób do mnie pisało, zadawało pytania, prosiło o kilka dodatkowych słów na temat książek… Pomyślałam, że blog pozwoli mi uporządkować sprawy książkowe. Dopiero zaczynam, ale jestem bardzo zadowolona z efektu. Ostatnio ogłosiłam nawet konkurs. Można było wygrać pierwszą część „Julka i Mai” ;-)


Jak odbierane są Twoje powieści? Czy istnieją osoby, które rozumieją, co chcesz przekazać na przykład w książce „Coraz mniej olśnień’?

Tak, większość osób rozumie, co chciałam powiedzieć. To bardzo złożona, wielowątkowa książka, poruszająca trudne problemy, bolesne relacje, ale można ją także odbierać dosyć powierzchownie. Jako opowiastkę o modzie, karierze telewizyjnej i romansie. Co ciekawe, mężczyźni, którzy czytają Olśnienia piszą do mnie, że nauczyli się czegoś o kobietach. Kobiety przeciwnie, raczej zastanawiają się, co by zrobiły, gdyby życie postawiło je przed takimi problemami.  


Jeżeli chodzi o tytuł, który wspomniałam przed chwilą, mam wrażenie, że niełatwo było stworzyć coś takiego, pełnego skrajnych emocji. Czy ta książka była dla Ciebie wyzwaniem? Opowiada przecież o trudnych relacjach między córką a matką…

To było wyzwanie napisać powieść. Dlatego „Coraz mniej olśnień” powstało jako piąta książka. Musiałam dojrzeć do fabuły, a także do tego, żeby bronić swojej książki, specyficznej narracji, która nie podobała się niektórym wydawcom. Trzy kobiety, bohaterki mówią do czytelnika w pierwszej osobie. Wtedy odbiorca poznaje je przez pryzmat tego, co chcą powiedzieć, jak chcą być postrzegane przez „słuchającego”. To był celowy zabieg, bardzo tego broniłam. Teraz z perspektywy czasu upewniłam się, że to był dobry pomysł.  


Masz ulubionego bohatera swoich powieści? A może lubisz wszystkich tak samo?

Wszystkich lubię, ale każdego inaczej. W powieściach dla dzieci Julek i Maja to dzieci, które są podobne do moich własnych, opisuję ich powiedzonka, niektóre przygody. Dorastają wraz z moim synem i córką. W każdej z części jest też zabawna postać. W pierwszej to syrenka Leira (Ariel czytane od tyłu), którą tak polubiłam, że wprowadziłam też do drugiej części. W części trzeciej jest Bażant, zabawny ptak komentujący rzeczywistość. Lubię też bohaterów bajki terapeutycznej. Małpki są takie dzielne, z godnością radzą sobie z chorobą, jaka je spotyka. Co do dorosłych bohaterów… Moje bohaterki nie są miłe, sympatyczne, ani niesłusznie skrzywdzone przez los. One zresztą nie chcą budzić współczucia, nie potrzebują go. To głęboko nieszczęśliwe kobiety, które nie walczą o miłość, nie pragną księcia z bajki. Jedna chce władzy, druga spokoju, a trzecia chce kontroli nad swoim życiem. Wszystkie mogą doświadczyć olśnienia, ale tylko jedna otworzy się na zmiany. I tę właśnie – Lenkę lubię najbardziej, chociaż jest nieznośna, pyskata, zarozumiała i na początku ciężko obdarzyć ją sympatią. 


Wydano trzy części „Julka i Mai”, czy powstanie ciąg dalszy? Masz już jakieś pomysły na kolejny tom?

Mam, naturalnie. Na początku myślałam, żeby skończyć cykl na trzecim tomie. Ale rozliczne głosy dzieci, prośby, żeby pisać dalsze przygody Julka i Mai przekonały mnie, że warto kontynuować. Tym razem dzieci nie wplączą się w grę przypadkowo, tylko zostaną poproszone o pomoc. Czwarta część nawiąże znów do mojego ulubionego miejsca akcji czyli mózgu. 

Czy teraz piszesz coś nowego? Uchylisz rąbka tajemnicy?

Oprócz tego, że obmyślam czwartą część Julka i Mai?:-). Skończyłam kolejną powieść, która jest zupełnie inna niż Olśnienia, bardziej mroczna. Bohaterką jest także kobieta głęboko nieszczęśliwa, która stara się kontrolować własne i cudze życia, dopomóc losowi, jak Lady Makbet, do której nawiązuję. W tej powieści typ narracji jest zupełnie inny. Wersję męża (Makbeta) poznajemy z perspektywy jego rozmowy z psychologiem. A jej losy, retrospektywnie, ale narracja prowadzona jest w trzeciej osobie. Nie daję czytelnikowi szansy na obiektywizm ;-)
Teraz piszę trzecią powieść. Nosi roboczy tytuł „Lot nisko nad ziemią”. To z kolei historia o kobiecie, która przeżywa tragedię, która całkowicie ją zmienia. Z osoby dobrej, kochającej staje się manipulatorką.     


A jaka prywatnie jest Ałbena, jako mama?

Trzeba by dzieci zapytać. Ale bardzo się staram je rozumieć i być otwarta na ich potrzeby. Moje dzieci są niezwykle oryginalne, obdarzone wyobraźnią, a przy tym ruchliwe, wszędzie ich pełno. Mój najmłodszy synek jest dzieckiem z całościowymi zaburzeniami rozwojowymi ze spektrum autyzmu. Z każdym z nich trzeba inaczej postępować. Mój starszy syn ostatnio osiągnął wielki sukces, w konkursie poetyckim dla młodych talentów dostał się do finałowej 50-tki. Było kilkaset zgłoszeń, więc uważam, że to wielka sprawa. Poza tym jest zdolnym gitarzystą. Moja córka z kolei jest niezwykle uzdolniona plastycznie, muzycznie, a przy tym bardzo wysportowana. Najmłodszy także ma swoje sukcesy, co mnie bardzo cieszy, ponieważ nie ukrywam, że to rozpoznanie to był dla mnie duży cios. 

Świetnie radzisz sobie z tym wszystkim, niejeden rodzic nie potrafiłby o tym mówić tak otwarcie…
a wracając do pytań, jaka jesteś jako lekarz? Lubisz swoją pracę?

Bardzo lubię. Kiedyś pracowałam na oddziale, miałam dużo dyżurów, czego akurat niespecjalnie lubiłam, ale taka aktywność, gdzie czułam się bardzo potrzebna pacjentom, bardzo mi odpowiadała. Obecnie nie jestem klinicystką. Mam pracę teoretyczną, opisuję badania EEG dzieci, ale to też jest ogromne wyzwanie i trudna merytorycznie praca. W zależności od wieku dziecka jest kilkanaście wzorców zapisu snu i czuwania. Trzeba je znać, a na ich tle opisać ewentualne nieprawidłowości. To bardzo trudne. Jestem też konsultantem w portalu www.tacyjakja.pl. To portal dla pacjentów i ich rodzin, nie tylko z padaczką. Jest dział dla chorych na astmę, po epizodzie psychotycznym, z chorobą efektywną dwubiegunową, reumatoidalnym zapaleniem stawów.
Mam wciąż wykłady dla lekarzy, co bardzo lubię. To taka namiastka sceny, gdzie trzeba przykuć uwagę widza i przekazać ważne treści. Kiedyś chciałam zostać aktorką, ale wybrałam inaczej. Może przy pomocy wygłaszanych wykładów rekompensuję sobie te niespełnione dziecięce marzenia ;-)   


A właśnie, o czym marzysz?

Oprócz tego, żeby wszyscy zdrowi byli? ;-) Na pewno o tym, żeby Franek poszedł do zwykłej szkoły i był szczęśliwy. Podobnie szczęścia pragnę dla Julka i Alinki. Osobiście marzę o podróżach. Chciałabym zwiedzić wszystkie większe europejskie miasta, potem pojechać do Nowego Jorku. Mój syn mi to zresztą obiecał. Powiedział, że on zarobi dużo pieniędzy, a wtedy ja pojadę do Nowego Jorku na cały miesiąc i będę mieszkała w Hotelu Plaza… 
Z marzeń zawodowych… Chciałabym ekranizacji Olśnień i „Julków”. Myślałam też o grze komputerowej „Julek i Maja”… Na pewno marzę o tym, żeby moje książki były drukowane w tysiącach egzemplarzy i trafiały do czekających z utęsknieniem czytelników.
Coś tam na kształt szczęścia osobistego też figuruje w tych marzeniach… Ale wystarczy mi zdrowie. 

I tego Ci życzę, zarówno spełnienia planów zawodowych, jak i prywatnych. Dziękuję za rozmowę. 

KONKURS
Mam dla Was egzemplarz "Coraz mniej olśnień", powieść Ałbeny, moja recenzja tutaj .
Zaczynamy zabawę dzisiaj, potrwa do 8 sierpnia, do godziny 24:00. Organizowany jest przeze mnie, a nagroda ufundowana jest przez autorkę. Zwycięzca zostanie ogłoszony do trzech dni od zakończenia konkursu, zatem do 11 sierpnia. Powieść będzie oczywiście z autografem. Wystarczy odpowiedzieć na pytanie: Czy lubisz czytać o kobietach, które maja problemy, uzasadnij dlaczego tak lub dlaczego nie. 
Czekam na Wasze komentarze, pod tym postem, poproszę też o pozostawienie adresu e-mailowego, ponieważ tylko w ten sposób będę mogła skontaktować się ze zwycięzcą konkursu. Można polubić moją stronę na facebooku, jak też dodać mój blog do obserwowanych, nie jest to wymóg, ale będzie mi bardzo miło :) Dziękuję za uwagę i pozdrawiam serdecznie! Trzymam kciuki! Warto wziąć udział, bo książka jest rewelacyjna! 
Na koniec zapraszam jeszcze na blog Ałbeny http://albenagrabowska.blogspot.com/.

„Pompon na wakacjach” Joanna Olech






Zielony smok na wakacjach.


Nie znam wcześniejszych przygód tego dziwnego, sympatycznego stworzenia, ale i tak wciągnęła mnie ta historia od samego początku. Było zabawnie, ciekawie i uśmiech nie schodził z mych ust ani na minutę. Całości dopełniały kolorowe, niepowtarzalne ilustracje, na których smok przybierał przedziwne i śmieszne pozy.
Joanna Olech jest pisarką i ilustratorką książek zarówno dla młodszego czytelnika, jak i dla starszych dzieci, a nawet młodzieży. Debiutem literackim autorki był tytuł znany na pewno większości młodego pokolenia - „Dynastia Miziołków”. Jeżeli się nie mylę fragmenty są dostępne z książce do języka polskiego klasy piątej, dlatego wielu przedstawicieli młodego pokolenia mogło mieć z nią styczność.

Pompon jest zielonym, zabawnie przedstawionym smokiem. Na pewno nie przestraszy żadnej z naszych pociech, co najwyżej ją rozbawi. Zjawił się w rodzinie Fisiów w sposób niezwykle tajemniczy, zaakceptowali go wszyscy jej członkowie, uważany jest za młodszego brata dwójki dzieci. Wakacje, które mają nadejść to pierwsze, jakie spędzą razem z tym niesamowicie ciekawym przyjacielem. Niestety, tam gdzie Pompon, tam na pewno pojawią się problemy, ktoś wpadnie w tarapaty, po prostu stanie się coś nieoczekiwanego! 

Jak to się stało, że trafił akurat do tej rodziny? Wybrał ją sobie, obserwował uważnie od jakiegoś czasu? A może tak po prostu, nie wiadomo jak i kiedy wyskoczył jak Filip z konopi? Czy od razu potrafił mówić, czy musiał się tego nauczyć? Czy był od początku prawdomówny, czy raczej tworzył niesamowite historie wprost nie do uwierzenia?
Mieszka z rodziną Fisów: dziewczynka ma 10 lat i na imię ma Malwina, a chłopiec ma 11 lat, jest od siostry rok starszy i ma na imię Gniewek. To oni okryli to ciekawe znalezisko, początkowo chowając go w skrzyni, by nikt nie mógł go zobaczyć i być może zabrać, odebrać im? Niestety zielony stworek zaczął rosnąć, nie dało się go w pewnym momencie już ukrywać, było to zbyt trudne po prostu! Początkowo był różowy, ale z czasem nabrał barwy zielonej i taki już pozostał. Rodzice rodzeństwa nie mieli problemu z zaakceptowaniem tego oryginalnego członka rodziny, polubili go i pozwolili zostać z nimi, czego być może później żałowali, kto wie? Ileż oni musieli mieć cierpliwości, by wytrzymać z tak pomysłowym Pomponem!
Jeszcze nie napisałam o najciekawszym – smok prowadzi blog! Jest popularny i lubiany, czytywany i komentowany! Czy to jednak takie zadziwiające? Tutaj wszystkiego można się już spodziewać, nasza wyobraźnia ma pełne pole do popisu, kreatywność wskazana!

„Pompon na wakacjach” to idealna książka dla młodego czytelnika, porusza tematy aktualne i jak najbardziej „na czasie”. Już na pierwszych stronach historii smok nazywany jest celebrytą, co w odniesieniu do naszej rzeczywistości jest przezabawnym porównaniem i niezwykle trafnym jednocześnie. Pompon nie daje sobie przetłumaczyć niczego, uważa się za najmądrzejszego na świecie, myślę, że te wakacje naprawdę dobrze mu zrobią. A Wy jak uważacie? Zmieni się, zrozumie coś nasz zielony stwór?
Książka zabawna, czyta się ją szybko, a dodatkowo wspaniale jest oglądać piękne rysunki, które stworzyła autorka książki. Polecam jak najbardziej. 

„Pompon na wakacjach” Joanna Olech, Wydawnictwo Znak, 2013

Za książkę dziękuję Sztukater i Wydawnictwu Znak.