piątek, 17 lipca 2015

Siedem pytań do pisarza. Wyniki. Anna Sakowicz.




1)      Słysząc tytuł "Szepty dzieciństwa " na myśl przychodzą mi niemiłe wspomnienia z tego okresu, który nie był dla mnie jedynie czasem beztroski i radości. Czasami wydaje mi się, że szepcą one do mnie w dorosłym życiu i niekiedy odbierają wiarę w siebie. Ciekawa jestem co do Pani szepce dzieciństwo?
Trochę mi Pani przypomniała Baśkę – bohaterkę „Szeptów dzieciństwa”, jej przeszłość szepcze do ucha straszne rzeczy, przypomina o traumie, przez którą przeszła. Moje dzieciństwo na szczęście można zaliczyć do tych zupełnie beztroskich. Zawsze byłam łobuzem wspinającym się na drzewa, niszczącym spodnie z prędkością światła, ciągle posiniaczonym, podrapanym, ale w pełni szczęśliwym.

2)      Jakie uczucia towarzyszyły Pani przy wydawaniu książek? Tylko te pozytywne czy może jest obawa, że lektura się nie przyjmie i będzie totalna klapa?
Skala emocji zawsze jest duża. Od radości po strach i tremę. Cieszę się, kiedy widzę książkę gotową do wydania, okładkę, ale potem gdy zbliża się czas premiery, denerwuję się, bo nigdy nie mam pewności, jak zostanie przyjęta przez czytelników. A przecież piszę właśnie dla nich.

3)      Podobno w głowach pisarzy "coś" siedzi". To coś, co nie pozwala się skupić na innych zajęciach, "coś" co sprawia, że nic poza nim nie jest interesujące, "coś", co każe usiąść przed kartką papieru czy laptopem i pisać. Mówi się o tym dość ogólnie "natchnienie":-) i my wyobrażamy sobie natchnionego pisarza, który z namaszczeniem przelewa swe myśli na papier. Czy może Pani to "coś" zobrazować, skonkretyzować?
Chyba muszę obalić romantyczny mit natchnionego pisarza. Przynajmniej w moim przypadku tak to nie działa. Chociaż z drugiej strony, do końca i tak nie wiadomo, jak to natchnienie zdefiniować. Na pewno są dni, kiedy pisze się łatwo i przyjemnie, ale są też takie, kiedy nic nie idzie. Mnie zawsze w głowie najpierw coś kiełkuje, zalążek pomysłu, coś, o czym chciałabym opowiedzieć. Zaczynam widzieć obrazy, postaci, potem staram się ułożyć to w całość. Muszę mieć czas na wszystkie etapy: „kiełkowanie”, złożenie w całość puzzli porozrzucanych po różnych zakamarkach rozczochranej łepetyny, potem szukam odpowiedniego stylu, ubieram to w słowa, odkładam na kilka tygodni, by się uleżało, a po tym poprawiam, poprawiam i poprawiam.

4)      Wraz z polonistyką studiowałam również bibliotekoznawstwo. Na zajęciach z historii książki byłam w niedostępnej dla zwiedzających części muzeum i miałam okazję oglądać prawdziwe perełki. Pokochałam inkunabuły miłością bezwarunkową. Jednak najbardziej „Statut Łaskiego” z 1506 roku z wydrukowanym tekstem „Bogurodzicy”. Tekst najstarszej polskiej pieśni religijnej, nieoficjalnego pierwszego hymnu Polski wydrukowany niemalże 500 lat wcześniej wywarł na mnie ogromne wrażenie. Która książka sprzed wieków wywarła na Pani największe wrażenie? Która książka zapoczątkowała Pani miłość do starych książek i kolekcję?
Pozdrawiam
U mnie tę miłość zapoczątkował zupełny przypadek. Ot, znaleziona na półce w domu książka, stare wydanie „Pana Tadeusza”, a w nim karta pocztowa z początku XX wieku. Wtedy w wielkim podnieceniu spoglądałam na to znalezisko i zastanawiałam się (jako dziecko), ile osób miało tę książkę przede mną. Ale największego bzika mam na punkcie polskiego egzemplarza Biblii Gutenberga.

5)      Pani Anno, nie znam Pani twórczości (jak pewnie kilkoro innych uczestników konkursu) dlatego chciałabym, żeby w jednym zdaniu określiła Pani kwintesencję swoich książek :)
Pozdrawiam,
Magda
Hmmm. W jednym zdaniu? W takim razie musi być bardzo długie. Na pewno w moich książkach jest humor (czasami absurd, groteska czy czarny humor), lubię poprawiać nastrój, ale zawsze też chcę zmusić czytelnika do refleksji na jakiś temat; nawet w „Złodziejce marzeń”, która wydaje się bardzo lekką powieścią, chciałam, żeby chwilę poświęcić chorym dzieciom (w kontynuacji książki rozwijam wątek dawstwa szpiku); w „Szeptach” znaleźć można wiele poważnych psychologicznych problemów, ale znów nie chciałam moralizować, jest więc czas, by się uśmiechnąć; i chyba to jest najważniejszą cechą mojej twórczości, że staram się łączyć humor z poważną refleksją.
(Dobrze, że istnieją średniki, to udało się w jednym zdaniu.)

6)      W "Złodziejce marzeń" dostrzegłam trochę nawiązań do Pani życia (nazwa bloga, który założyła bohaterka, imię kota, zawód wykonywany przez Asię). Zapewne tych nawiązań jest więcej, choćby próby pisarskie, poszukiwanie inspiracji i ten migający kursor...pewnie jest to Pani znane :) Czy w "Szeptach dzieciństwa" też można odnaleźć cząstkę Pani prywatnego życia?
Pozdrawiam!
„Szepty dzieciństwa” są już całkowicie ode mnie oderwane. Baśka nie ma nic ze mnie, mamy zupełnie inne doświadczenia, inną przeszłość, odmienne charaktery, choć nie ukrywam, że kilka swoich emocji jej „podarowałam”. Nie chcę jednak zdradzać szczegółów.

7)      Czy decydując się na przeprowadzkę do innego miasta, zmieniając cale swoje życie i swojej córki planowała Pani napisanie książki? Czy blog był formą rozpisania się, a kurka domowa, co piekła ciasteczka i szyła dekoracje świąteczne była już wtedy początkująca pisarką czy dopiero nowe miejsce wyzwoliło impuls do pisania nie tylko do szuflady ? Pozdrawiam serdecznie Aleksandra Ugorowska
Trudno w zasadzie na to pytanie odpowiedzieć. Od dziecka marzyłam o pisaniu książek. Kiedy miałam kilkanaście lat, razem z bratem pisaliśmy powieść pt.: „Dżuma”. Potem okazało się, że jednak już ktoś taką książkę przed nami „popełnił”, a nam zapał minął. Zawsze coś skrobałam do szuflady, ale przyznam szczerze, że niesamowicie bałam się konfrontacji z czytelnikiem. Zanim zaczęłam pisać blog, napisałam dwie powieści do szuflady. Nigdy nikomu ich nie pokazałam, bo się wstydziłam! Potem nastąpiła przeprowadzka, a co za tym idzie brak pracy, więc powstał blog, aby nie zwariować. Jestem pewna, że gdyby nie to, pewnie dzisiaj leczyłabym się z depresji. Z aktywnej osoby nagle stałam się kurą domową. Tak się czułam, dlatego taka nazwa bloga. I ku mojemu zaskoczeniu blog zaczął się cieszyć popularnością. To dodało mi skrzydeł. Zaczęłam brać udział w konkursach, pojawiło się kilka wygranych, ponadto cały czas czytelnicy namawiali do pisania. Poznałam też Magdę Kordel, która zasunęła mi kopniaka w zadek. A mnie tak naprawdę nie trzeba było namawiać do pisania, a jedynie pozwolić uwierzyć, że jest to możliwe. Wcześniej brakowało mi wiary w siebie, zawsze chyba byłam nieśmiała i niedowartościowana, a blog wiele zmienił w moim życiu. Ponadto miałam (od momentu przeprowadzki) u boku wspaniałego męża, który wspierał i utwierdzał w przekonaniu, że to co robię, robię dobrze i nie powinnam z tego rezygnować.


PS  Wiem, że miało być 7 pytań, ale nie mogłam się powstrzymać (to moje gadulstwo!), muszę odpowiedzieć na jeszcze jedno, ponieważ wywołało wspomnienia (Aniu, wybacz):
„Również studiowałam polonistykę, niektórych przedmiotów nie znosiłam. Za jakiego przedmiotem na studiach Pani nie przepadała i dlaczego?”
Uwielbiałam wszystkie przedmioty związane z gramatyką (historyczną i opisową) i poetyką, a nie przepadałam za historią literatury, ponieważ, niestety, trzeba było „lać wodę” na egzaminach, a ja zawsze lubiłam konkrety.




Dziękuję, Aniu, za zorganizowanie tak ciekawego konkursu. Przyznaję, że miałam kłopot z wyborem pytań, najchętniej odpowiedziałabym na wszystkie. Zgodnie z regulaminem moim zadaniem jest jeszcze wybrać jedną osobę, do której powędruje książka. I przyznam, że miałam OGROMNY dylemat. Naprawdę. Nie lubię tego robić. Nie lubię wybierać!

Proponuję, by książka zawędrowała do Pani: Martuchy180 (nie mogłam się oprzeć tej miłości do starych książek – „kupiła” mnie Pani). J


czwartek, 16 lipca 2015

Siedem pytań do... Augusta Docher.




Augusta Docher to pseudonim początkującej autorki, która tworzy swoje historie szybko i z prawdziwym zaangażowaniem. Odnajduje się doskonale w każdej z życiowych ról, jakie odgrywa: jest szczęśliwą mężatką, matką i córką. Jak sama mówi, stuprocentową kobietą. Obecnie pracuje nad kontynuacją "Eperu", ale nie ogranicza się jedynie do tworzenia fantastyki. Do druku przygotowywana jest jej powieść o wielkiej namiętności. Która z nich bardziej przypadnie do gustu czytelnikom? 




Książka ma dzisiaj premierę i w związku z tym postanowiłam zorganizować specjalnie dla Was konkurs. Macie niepowtarzalną okazję zadać autorce pytanie, a ponadto wygrać świeżutką, pachnącą farbą drukarską powieść fantasy. Myślę, że każdy miłośnik "Zmierzchu", ale i ambitniejszych historii będzie zadowolony, zapoznając się z "Eperu". 

SIEDEM PYTAŃ DO PISARZA: 





1. Zabawa zaczyna się dzisiaj, 16 lipca i potrwa do 23 lipca, do godziny 23:00. 
2. Jeżeli chcecie wziąć udział w konkursie, pod tym postem powinniście zadać niebanalne pytanie autorce książki, zostawiając również adres e-mail, bym mogła się z Wami skontaktować w przypadku wygranej. 
3. Należy dodać mój blog do obserwowanych, polubić profil bloga na FB: https://www.facebook.com/pisaninkaasymaka, jak też profil autorki: https://www.facebook.com/AugustaDocher?fref=ts
4. Nagrodę w postaci egzemplarza książki "Eperu" ufundowało wydawnictwo BIS i autorka. Organizatorem konkursu jestem ja, prowadząca blog Pisaninka. 
5. Ogłoszenie wyników nastąpi w chwili, gdy autorka wybierze SIEDEM pytań i odpowie na nie, a ja opublikuję post w formie wywiadu na blogu. 
6. Wygra osoba, która zada najbardziej interesujące pytanie. 

Zapraszam do zabawy i pozdrawiam Was bardzo serdecznie. Tutaj: http://asymaka.blogspot.com/2015/07/eperu-augusta-docher-premiera-16072015.html  moja recenzja, ale też fragment książki. 



Eperu Augusta Docher premiera: 16.07.2015



Augusta Docher

Eperu. Wędrowcy cz.1

ISBN 978-83-7551-434-6; oprawa miękka


    Format 13,5 x 20,5 cm, str. 552, oprawa miękka


Pierwsza część cyklu „Wędrowcy”
Anna Wilk z pozoru jest zwykłą nastolatką, która powoli wkracza w dorosłe życie. Pasjonuje się malowaniem, wybrała studia artystyczne. Choć urodzona w Polsce, od wielu lat mieszka razem z matką i Wiką, serdeczną przyjaciółką, w Londynie. Z okazji ukończenia szkoły matki Anny i Wiki zaplanowały dziewczynom niespodziankę: wyjazd do Francji. Przebojowa Wika odkrywa, że znajdą się tam akurat wtedy, gdy niedaleko, w Cannes, odbywać się będzie słynny festiwal filmowy. A że kocha się w jednym z popularnych aktorów, Leo Blacku, wymusza na Annie wspólne pójście po autografy. Wydarzenia w Cannes wywracają życie Anny do góry nogami, bowiem Leo Black nieoczekiwanie wyławia ją z tłumu i proponuje spotkanie. Szybko pojawia się zauroczenie. Leo nie jest jednak zwykłym człowiekiem – jest Wędrowcem, człowiekiem odradzającym się w nowych wcieleniach. Jak zmieni się życie Anny i jak potoczą się losy tego niezwykłego związku?

Augusta Docher o sobie:
Mama, żona, córka i siostra.
Plastyczka, księgowa, manicurzystka i pisarka.
Ogrodnik, kura domowa i bizneswoman.
Polka, Ślązaczka.
Tradycjonalistka modyfikowana.
Ale przede wszystkim kobieta z krwi i kości.
Eperu to jej debiut. Wkrótce druga część cyklu „Wędrowcy” - Habbatum.

Patronat medialny: www.granice.pl , Secretum.pl, Pisaninka. Cogito

 

Sugerowana cena detaliczna 34,90 zł






 Augusta Docher to pseudonim początkującej autorki, która tworzy swoje historie szybko i z prawdziwym zaangażowaniem. Odnajduje się doskonale w każdej z życiowych ról, jakie odgrywa: jest szczęśliwą mężatką, matką i córką. Jak sama mówi, stuprocentową kobietą. Obecnie pracuje nad kontynuacją "Eperu", ale nie ogranicza się jedynie do tworzenia fantastyki. Do druku przygotowywana jest jej powieść o wielkiej namiętności. Która z nich bardziej przypadnie do gustu czytelnikom? 

"Eperu" skierowana jest do odbiorcy co najmniej szesnastoletniego, ale równie dobrze może się nią zainteresować osoba mająca lat czterdzieści czy pięćdziesiąt. To książka, która wciąga od pierwszych stron, intryguje nas i zaskakuje. Poznajemy w niej młodą dziewczynę, Anię Wilk. W dzieciństwie mieszkała w Polsce, ale wraz z mamą i jej przyjaciółką oraz córką wyprowadziła się do Anglii. 

Ania jest niezwykle wrażliwą i inteligentną nastolatką. Nie interesuje się tym, co wszyscy, uwielbia malować i marzy o studiach artystycznych. Kiedy poznaje popularnego aktora, Leo Blacka, dostrzega w nim coś, czego nie widzi nikt inny. Mężczyzna, choć sporo od niej starszy zaczyna ją fascynować, a i ona urzeka go swoją skromnością i zmysłem obserwacji. Ubóstwiany przez rzesze fanek Leo okazuje się być wspaniałym i interesującym człowiekiem. Coś przyciąga ich do siebie, ale wiele też dzieli... Czy tej niebanalnej parze uda się pokonać wszelkie przeciwności losu? Czy prawdziwa miłość jest w stanie przezwyciężyć wszystko? 

Przyjaciółka Ani, przebojowa i odważna Wika, zdaje się być jej całkowitym przeciwieństwem, a jednak dziewczyny doskonale się rozumieją i uzupełniają. Zresztą, gdyby nie ona, nasza główna bohaterka nigdy nie miałaby szansy poznać miłości swojego życia. To Wika bowiem marzyła o spotkaniu Leo, podkochiwała się w nim i wielbiła go na odległość. Była jedną z najbardziej zagorzałych zwolenniczek aktora. Relacja dziewczyn została więc wystawiona na ciężką próbę, czy wyszły z niej zwycięsko? Tego musicie dowiedzieć się z książki. 

Wszystko w życiu nastolatek zmienia się o sto osiemdziesiąt stopniu pod wpływem tego niezwykłego spotkania w Cannes. Czy Ania wykaże się dojrzałością i zrozumieniem, czy nie skreśli Leo tylko dlatego, że jest inny niż wszyscy? Kryje w sobie tajemnicę, której nie zdradził do tej pory nikomu. To jej zaufa i wyjawi swój sekret. 

Cóż mogę powiedzieć. Zaczęłam czytać z samego rana i poświęciłam tej książce niemalże cały dzień. I noc. Bawiłam się doskonale, byłam zaintrygowana i zwyczajnie, po ludzku ciekawa. Czytało się wyśmienicie, styl autorki jest bez zarzutu, a bohaterowie rewelacyjnie wykreowani. Dialogi prawdopodobne, a całość budzi wielkie emocje nie tylko w nastoletnich czytelniczkach! 

Ta książka to będzie hit jak nic. Rozbija emocjonalnie, nie daje o sobie zapomnieć, jest po prostu rewelacyjnie napisana. A teraz będzie najlepsze: to historia stworzona przez debiutantkę! Jestem pod wrażeniem i czekam na więcej. Będzie o tej osobie głośno. 


Premiera: 16.07.2015 


Na koniec specjalnie dla Was fragment powieści:

"Wszystko rozegrało się w ciągu kilku sekund.
Leo Black odwrócił się i spojrzał w naszym kierunku. Wydawało się, że patrzy na mnie i Wikę, ale po chwili spostrzegłam, że jego wzrok jest skierowany prosto we mnie. Nie wiem, ile trwał ten moment. Aktor przyglądał mi się intensywnie i widziałam, że coś powiedział, jakieś krótkie słowo, chyba na literę „A”. Po dłuższej chwili zawahał się i miałam wrażenie, że chce do nas podejść, ale zaraz potem odwrócił się w kierunku fanów czekających przy barierkach.
Wydawało mi się, że to tylko sen, ale zaraz poczułam, że mam coś w lewej ręce. Delikatnie odchyliłam palce i dostrzegłam biel papieru. Trzymałam w dłoni kartkę, którą wręczył mi wielki nieznajomy facet towarzyszący Blackowi.
– Chodźmy stąd. – Przypomniałam sobie nagle jego prośbę, która zabrzmiała jak polecenie. Wika była prawie tak samo zszokowana jak ja, ale odruchowo mnie posłuchała i już po sekundzie przedzierałyśmy się przez tłum zgromadzony przy barierkach. Torebka obijała mi się o bok, miałam wrażenie, że pasek się zaraz urwie i gdzieś ją zgubię. Ściskałam lewą dłoń w pięść tak mocno, jakby od tego zależało czyjeś życie. Prawą ręką trzymałam się kurczowo Wiki – za wszelką cenę nie chciałam stracić z nią kontaktu.
Nie wiem, ile to trwało, ale gdy w końcu opuściłyśmy największe skupisko ludzi i wokół nas krążyli jedynie pojedynczy fani, poczułam, że muszę usiąść. Wylądowałyśmy na pożółkłej trawie pod jakimś drzewem. Oddychałam ciężko, gdy Wika spytała zszokowana:
– Matko, co to było? Co on ci dał? – Twarz miała czerwoną i wilgotną od potu.
Odruchowo dotknęłam czoła i popatrzyłam na palce. „Ja też muszę tak samo wyglądać” – pomyślałam. Szybko sprawdziłam, czy nikt nie zwraca na nas uwagi, i delikatnie otworzyłam dłoń. W środku leżała mała kartka, zmięta i mokra.
– Rozwiń ją, coś tam musi być napisane! Widziałam, jak Black coś pisał! – popędzała mnie Wika.
Popatrzyłam na przyjaciółkę. Widok dobrze znanej twarzy dodał mi odwagi. Powoli rozchyliłam liścik, starałam się nie potargać papieru. Szybko przeleciałam wzrokiem kilka linijek skreślonych czarnym długopisem, ewidentnie w pośpiechu.
Wiem, że uznasz mnie za szaleńca,
ale proszę Cię ponad wszystko:
przyjdź dzisiaj wieczorem
do hotelu STARS.
Będę na Ciebie czekał o 21:00.
L.B.
– Boże! – wysapała moja zszokowana przyjaciółka. – On cię zaprosił do siebie! Leo Black zaprosił cię do hotelu, zaraz zwariuję! Uszczypnij mnie! – Wika zachowywała się jak obłąkana, ale ja, szczerze mówiąc, byłam chyba w jeszcze gorszym stanie. Patrzyłam na tych kilka linijek tekstu i ich treść nadal do mnie nie docierała.
– To nieporozumienie, musiał mnie z kimś pomylić. Albo ten ochroniarz dał kartkę mnie zamiast komuś innemu! Może tobie miał ją dać! – pisnęłam, bo właśnie wpadł mi do głowy ten pomysł. – Ta cała sytuacja to jakaś totalna bzdura!
– Nieprawda! – Wika nie dawała za wygraną. – Widziałam wszystko dobrze. Najpierw Leo nagle na nas popatrzył, a później gapił się tylko na ciebie. Potem się odwrócił i widziałam, jak zabrał jakiejś dziewczynce notes. Napisał ten liścik i dał go ochroniarzowi, pokazując na ciebie! – relacjonowała wydarzenia z prędkością światła. – Widziałam to dokładnie, bo nie spuszczałam z niego oka od chwili, kiedy wysiadł z samochodu!
– Nie wierzę. – Byłam tak skołowana, że co chwilę spoglądałam na świstek papieru, jakbym się obawiała, że nagle zniknie, a ja wyjdę na wariatkę cierpiącą na halucynacje.
– To uwierz. Jak ten koleś dawał ci list, obserwowałam Blacka. Patrzył w twoim kierunku, dokładnie widział, kto dostał kartkę do ręki. Gdyby nie chodziło mu o ciebie, na pewno by jakoś zareagował! No, Anka, niech to do ciebie dotrze! – Moja ukochana Wika wychodziła ze skóry.
Kręciło mi się w głowie z nadmiaru wrażeń."


Książka będzie u mnie do wygrania, ponieważ patronuję jej medialnie! Śledźcie mój profil na FB i zaglądajcie na blog. Szczegóły niebawem! 

środa, 15 lipca 2015

Wyniki konkursu lawendowego.

Wiem, że czekacie niecierpliwie na wyniki.
Zgłoszeń było sporo, dlatego nie było mi łatwo wyłonić zwycięzcę, jednak jak zawsze sugerowałam się swoimi subiektywnymi odczuciami i głosem serca. Jeden wiersz wzruszył mnie niemalże do łez i jego autorka otrzymuje trzytomową sagę chorwacką Agnieszki Lingas-
Łoniewskiej.
Gdybym mogła, nagrodziłabym więcej osób. Na przykład Pana Tadeusza, Nikolsosnę albo Panią Kamilę Nowakowską, przepraszam, ale nie mam do dyspozycji większej puli nagród. Widzę jednak, że wiele wspaniale piszących, wrażliwych osób jest wśród Was i bardzo mnie to cieszy.

A dzisiejszym zwycięzcą jest:


Magdalena Woźniak, gratuluję. Wszystkim dziękuję za wspólną zabawę.

Wiersz dla mojej córki.
Gdybym była aniołem…
Nosiłabym Twoje troski na skrzydłach
Gdybym była aniołem…
Zbierałabym Twoje łzy do swoich dłoni
Gdybym była aniołem…
Obdarowałbym Ciebie tylko szczęśliwymi chwilami
Gdybym była aniołem…
…ale nim jestem.
Nie jestem aniołem…
A jednak noszę Twoje troski w swoim sercu
Nie jestem aniołem…
Ale osuszam każdą Twoją łzę, swoją miłością
Nie jestem aniołem…
Ale dbam nieustannie o Twoje szczęście
Nie jestem aniołem…
Ale ofiaruję Tobie –siebie
Ofiaruje Tobie swoją miłość
Kocham Ciebie tak jak lawenda kocha słońce
Słońce, które pozwala lawendzie rosnąć, rozkwitać i żyć.
A gdy będę już Twoim aniołem …
Pojawię się u Ciebie i będę zapachem lawendy
A gdy będę już Twoim aniołem …
Poczujesz, że żyję w tym zapachu
A gdy będę już Twoim aniołem …
Zrozumiesz, że byłam zawsze Twoim aniołem
Kochałam Ciebie tak jak lawenda kocha słońce
A Ty byłaś moim słońcem a ja lawendą.

 Magdalena Woźniak 


wtorek, 14 lipca 2015

"Dom złudzeń. Zosia." Iwona J. Walczak. Dzień z książką. Fragment piąty, ostatni.


"Dom złudzeń. Zosia." Iwona J. Walczak. Dzień z książką. 


Fragment piąty, ostatni.
"-Maleńka moja! Nie bój się, to wszystko działo się w ramach ćwiczeń. Mówi się, że jeśli chcesz pokoju, gotuj się do wojny. Świat wciąż wrze.
Zosia roześmiała się z powiedzenia taty, wciąż siedziała na jego kolanach i wkładała paluszki pod wojskowe naszywki na ojcowskim mundurze. Nie bała się wojny, była bezpieczna w domu z kochanym żołnierzem, który zawsze miał uchronić jej dom przed wojną. Zeskoczyła z jego kolan i zatańczyła w kółko. Jej kremowa sukienka wirowała wokół drobnych nóżek.
-Przewieziesz mnie samochodem?
-Tak, jutro pojedziemy do Czaplinka nad jezioro. Przecież wiesz. Obiecałem.
-Hurra!-krzyknęła Zosia. Lubiła to jezioro."

"Dom złudzeń. Zosia." Iwona J. Walczak. Dzień z książką. Fragment czwarty.

"Dom złudzeń. Zosia." Iwona J. Walczak. Dzień z książką. 




Fragment czwarty. 
"Przestąpiła próg. Zatrzymała się na parterze. Obeszła wielkie i puste pokoje. Wszystko było w znakomitym stanie. no, ściany wymagały jedynie farby. Klatka schodowa-elegancka. Na strychu Zosia wzięła głęboki oddech. Otworzyła drzwi. Kremowe ściany też wymagały pomalowania, kamień na kominku-umycia i zaimpregnowania, a ciemna szafka na buty przy wejściu nie pasowała do lekkości, jaką Zosia chciała nadać pomieszczeniom. Nie lubiła ciemnych mebli, firanek na oknach i fioletowych kwiatów w doniczkach i wazonach. Lubiła wszystkie odcienie żółtego, błękit, róż, pastelową zieleń, ecru. W takich kolorach widziała zarówno dom, jak i pracownię dla dzieci na parterze. "Dom kojarzyć się musi z ciepłem, wypoczynkiem, a miejsce pracy z radością tworzenia"-pomyślała. Mieszkanie w Drawsku Pomorskim też było słoneczne i jasne. Zorientowała się, że nie będzie musiała nic zmieniać w łazience. Była zielono-żółta. Myjąc twarz, przeglądała się w lustrze. W jej oczach widać było radość, a zmęczenie po przemyciu twarzy natychmiast ustąpiło. 
Musiała to przyznać. Iga zostawiła dom w nienagannym stanie, było czysto, sterylnie, ale nie zostało po niej nic, co mogłoby określić jej prawdziwy charakter. Brązowa szafka, jedyny mebel, być może świadczyła o smutku i przemyśleniach, jakie Igę dręczyły, na pewno nie o przebojowości, z jakiej słynęła i jaką Zosia dostrzegła w niej podczas krótkiego i burzliwego spotkania. Jedynie nad kominkiem nieco osmolona okładzina z kamienia dowodziła, że poprzednia mieszkanka domu była ciepłolubna."

"Dom złudzeń. Zosia." Iwona J. Walczak. Dzień z książką. Fragment trzeci.


"Dom złudzeń. Zosia." Iwona J. Walczak. Dzień z książką. 



Fragment trzeci.
"Objechała rynek i wróciła drogą do wsi.
Złotniczki. Była tam tylko raz, pod koniec lat dziewięćdziesiątych, wtedy stał jeszcze dom Floriana Leśniewskiego, brata jej dziadka. Opuszczony, był w opłakanym stanie. Jakże smutne było to, że nikt o ten dom nie dbał, a przecież staruszek miał bliską rodzinę! Iga Podkańska albo Bednarz, czy jak się obecnie nazywała (!), była jego jedyną wnuczką, a w pobliżu podobno mieszkała także córka Leśniewskiego, Basia. Chyba po mężu inaczej. Pozwoliły by rodowy dom poszedł w obce ręce, a teraz będą się handryczyć o budynek, który wprawdzie stał obok, ale nigdy nie był własnością Leśniewskich! Zawsze należał do gminy, jak się zorientowała.
Na wąskiej drodze wiodącej do wsi nic nie jechało, mogła zatrzymać auto na poboczu, rozprostować kości i pooddychać tutejszym powietrzem. Wysiadła i rozglądała się po okolicy, morenowy krajobraz, lasy, jeziora, wzgórza i doliny. Na poboczu drogi kwitły wrzosy. Wyciągnęła z plecaka smartfon, ustawiła aparat, zrobiła fotkę. Zauważyła, że wyświetliło się kilka nieodebranych połączeń od Piotra. Przez chwilę trzymała telefon w dłoni, wreszcie wcisnęła numer. Gdyby nadal nie łączyły ich zawodowe zależności, z pewnością by do niego nie zadzwoniła."