To moje drugie spotkanie z twórczością Małgorzaty Wardy. Pierwsze odbyło się przy okazji książki, która nadal tkwi w mojej pamięci głęboko, która poruszyła mnie do głębi, a mowa o "Dziewczynce, która widziała zbyt wiele" KLIK do mojej recenzji>. Dzięki tej właśnie powieści postanowiłam przeczytać wszystko, co wyszło spod pióra autorki.
"Jak oddech" to najnowszy tytuł pani Wardy, który czytałam w formie nowoczesnej, za pomocą czytnika, choć nie jestem w pełni przekonana do takiego poznawania książki. Szczerze mówiąc wolę tradycyjne, papierowe wydanie, głównie z tego powodu, że w wersji elektronicznej nie mogłam poczuć klimatu, zagłębić się w tę historię tak, jak bym chciała, ponieważ po każdym rozdziale pojawiał się komunikat, że mam nie kopiować, nie rozpowszechniać, i tak dalej, wraz z moim imieniem i nazwiskiem. Czułam się co najmniej dziwnie, gdyż po pierwsze nie rozdaję e-booków, po drugie nie sprzedaję egzemplarzy recenzenckich. Czytam, piszę i recenzuję, jak też prowadzę blog dla własnej i wątpliwej, ale może jednak, czytelników przyjemności, na pewno nie dla pieniędzy.
Po tej historii już nic nie będzie takie samo...
"Jak oddech" to książka, obok której nie można przejść obojętnie, potrafi wzbudzić w czytelniku niebywałe emocje, wyzwolić w nas ogromne wzruszenie i prawdziwe uczucia. We wstępie pisarka wyjaśnia nam, skąd wziął się pomysł, by opisać losy zaginionej osoby, by poruszyć właśnie taki temat, trudny, bolesny, ale na pewno potrzebny, ponieważ stale aktualny i wciąż dotykający tak wiele rodzin. Nie jestem w stanie nawet sobie wyobrazić ogromu cierpienia, bólu, niepokoju, lęku, wszystkiego tego, z czym borykają się bliscy osoby zaginionej, porwanej, poszukiwanej. To ponad moje siły. Szczerze podziwiam ludzi, którzy wyszli bez szwanku z tak dramatycznej sytuacji, którym udało się odzyskać całą i zdrową ukochaną córkę, syna, czy innego poszukiwanego, o którego się zamartwiali, odchodząc od zmysłów i rwąc sobie włosy z głowy. Nie jestem w stanie pojąć tego, co musieli przeżyć, bo to naprawdę wielka trauma.
Ta historia opowiedziana jest przez Jasmin, to ona zaznajamia nas ze swoją mamą, przedstawia nam też Staszka i jego rodzicielkę Alicję, którzy muszą uciekać w środku nocy. Wszystko dzieje się tak szybko, że nie możemy do końca pojąć powagi tej sytuacji, wybudzona ze snu młoda dziewczyna wraz z mamą pędzą na ratunek przyjaciółce i jej synowi. Co się stało, dlaczego zostawiają dwuletnie swoje życie daleko za sobą, by schronić się gdzieś, by przeczekać? To Jasmin wyjaśnia nam krok po kroku relacje panujące między tymi dwiema dorosłymi kobietami, między dziećmi, to ona przedstawia nam po kolei poszczególne fakty, oprowadza nas po zakamarkach niezbyt wesołych wspomnień, swoich, swojej mamy, lecz również Alicji i Staszka. Powoli zaczynamy rozumieć, o czym jest ta powieść, że nie będzie tu lekko, łatwo i przyjemnie, że odkrywane po kolei tajemnice zadziwią nas, zaskoczą, spowodują żal, gniew, bunt, będziemy mieli ochotę krzyczeć, że to niesprawiedliwe, że tak być nie może, iż to nie powinno mieć miejsca. W trakcie czytania niejednokrotnie otrzemy łzę, będziemy poruszeni, przejęci, targać będą nami ogromne emocje, bo Małgorzata Warda nie oszczędzi czytelnika, nie pozwoli, by czytał obojętnie, bez poczucia czegokolwiek. Jej język, jej styl, będzie tak obrazowo, tak realistycznie, dogłębnie, prawdziwie do bólu...
Poczujemy się jak Jasmin, przeżyjemy wraz z nią całą historię, przejdziemy jak ona wyboistą drogę, niejeden raz się potykając, upadając, otrzepując się, wspierając, czym popadnie, by dalej brnąć w zagmatwaną i pełną sekretów opowieść. Jak można przeżyć dzieciństwo pełne trosk, patologii, smutku i samotności bez szwanku? Czy możliwe jest, byśmy znali kogoś przez całe życie i jednocześnie tak niewiele o nim wiedzieli?
Jasmin i Staszek od zawsze są sobie bliscy, połączeni niewidzialną, trudną do rozerwania więzią. W dzieciństwie przyjaźnią się, by jako młodzi, dorośli już ludzie stać się sobie najbliższymi osobami na świecie. Kochają się, chcą na zawsze być razem, ale pojawiają się problemy niełatwe do przeskoczenia, czy ominięcia. Po pewnym czasie Staszek znika, wychodzi z domu, do pracy i ... niestety nie wraca. Co się z nim dzieje, czy uda się go odnaleźć, czy pojmiemy o co w tym wszystkim chodzi?
Jasmin zrobi wszystko, by tylko dowiedzieć się prawdy, nawet gorzkiej i
trudnej do przełknięcia, ona po prostu musi wiedzieć, co stało się z jej
jedyną prawdziwą miłością. Nie spocznie, nie zawaha się, spróbuje wszelkich dostępnych metod, nie tylko tych racjonalnych.
Małgorzata Warda rewelacyjnie stopniuje napięcie, umiejętnie odsłania nam kolejne fragmenty układanki, pokazuje, że nic nie musi być jednoznaczne i z góry pewne, że może nam się tylko wydaje, iż jest tak, a nie inaczej? Muszę przyznać, że choć książkę tę czytałam już jakiś czas temu nadal targają mną silne emocje, gdy tylko zaczynam o niej myśleć. I znowu czuję się dziwnie, nieswojo.
Ta książka pozostawi Was z tyloma pytaniami, uczuciami, niedopowiedzeniami, poczujecie tak wiele i tak mocno, skrajnych i trudnych emocji. Przekonacie się, że autorka nie usiadła i nie napisała o czymś, do czego nie była przygotowana, czego nie rozumiała i w co nie wczuła się całą sobą, co potraktowała bez należytego szacunku, bez znajomości tematu, po macoszemu. Tu wszystko ma znaczenie, dopięte jest na ostatni guzik, nawet wnikliwy czytelnik nie znajdzie w tym tekście niedociągnięć czy błędów, to historia pełna przemyślanych, dopracowanych szczegółów.
Mnie najbardziej zainteresowała w tej powieści skomplikowana relacja matki i syna, ponieważ Alicja wydała mi się tu jedną z najbardziej zadziwiających postaci, niezwykle trudna do oceny, popełnia bowiem masę błędów, zbyt wiele zrzuca na barki dziecka, przy czym naprawdę mocno je kocha i nie chce skrzywdzić w żadnym stopniu.
Kolejna po "Dziewczynce, która widziała zbyt wiele" książka, która nie zawiedzie, a wstrząśnie, poruszy, pobudzi do myślenia, polecam całym sercem!
" -Nie mogłem jej pomóc -odzywa się cicho. - Naprawdę nie mogłem.
-Wiem.
-Czas w takich momentach biegnie wolniej, Jasmin. To zupełnie inny rodzaj czasu. Miliardy rzeczy dzieją się w jednej chwili, która innego razu mija jak pstryknięcie palcami. Ale kiedy dzieje się coś strasznego, ta chwila nie mija, tylko trwa całe wieki..."*
* cytat pochodzi z książki
"Jak oddech" Małgorzata Warda, Wydawnictwo Prószyński i spółka, 2013
Za możliwość przeczytania e-booka dziękuję Wydawnictwu Prószyński i spółka.
czwartek, 29 sierpnia 2013
środa, 28 sierpnia 2013
Nalewka zapomnienia czyli bajka dla nieco starszych dziewczynek Kasia Bulicz-Kasprzak
Autorkę "Nalewki..." poznałam dzięki jej debiutanckiej powieści " Nie licząc kota, czyli kolejna historia miłosna": http://asymaka.blogspot.com/2013/08/nie-liczac-kota-czyli-kolejna-historia.html Przeprowadziłam też wywiad z Kasią i zorganizowałam konkurs, w którym można było wygrać nową powieść: http://asymaka.blogspot.com/2013/08/wywiad-z-kasia-bulicz-lasprzak-i.html
Dostrzec to, co naprawdę ma znaczenie...
Wiedziałam już po pierwszym spotkaniu z pisarką, że "Nalewka..." na pewno mnie nie zawiedzie, że będzie zabawnie, zaskakująco, będą emocje, ciekawa fabuła, że będzie się działo!
Na samym początku niezbyt przypadła mi do gustu osoba głównej bohaterki, najchętniej sprałabym ją na kwaśne jabłko. Na szczęście powoli schodziły z jej oczu klapki i zaczęła się zmieniać, kruszeć. Z dnia na dzień zrozumiała, co powinno być dla niej ważne, że udawanie twardej jak skała i niedostępnej kobiety, z obawy przed zranieniem i odrzuceniem, nie pomoże jej ustrzec się przed zupełnie naturalnymi, ludzkimi odczuciami, że to nie ma sensu.
Agnieszka, która od kilku lat każe na siebie mówić Jaga ma świetną pracę, jest szanowana, a raczej budzi strach, nie respekt, nie liczy się z nikim i niczym, po trupach, byle do celu, to jej zasada. Jest samotna, tak bardzo, jak to tylko możliwe, nie ma nikogo, kto interesowałby się nią, kto by ją kochał... a może tylko jej się tak wydaje? Wszystko się zmienia w ułamku sekundy, zupełnie niespodziewanie. Po prostu bierze udział w zawodach i nagle słabnie. Za sprawą informacji, jaką uraczył ją lekarz w szpitalu postanawia zmienić diametralnie swoje życie. Nagle wszelkie szczyty w korporacji, najwyższe stanowiska przestają być ważne, teraz nareszcie Agnieszka zaczyna oddychać pełną piersią, żyć pełnią życia! W warunkach bardzo skromnych, żeby nie powiedzieć wręcz sprzed wieków, ale zdobywa przyjaciół: gadającego psa, kota i mysz. Nie dziwcie się, w tytule było ostrzeżenie, że to bajka! Jak to w bajce bywa jest i książę, królewicz, czy inny weterynarz. Jest i niezwykle dziwna osoba, staruszka, która dostrzega więcej, niż inni.
Czy Jaga faktycznie nie ma nikogo, kto chciałby jej pomóc, kto interesuje się nią? A ojciec, jego żona, brat? Czy trudne relacje, jakie przez lata panowały w tej dalekiej od normalności rodzinie, właśnie teraz mogą ulec zmianie?
Pełna humoru, ciekawie napisana, z intrygującymi postaciami, zaskakującymi wątkami, gadającymi zwierzętami, które okazują się może nieco ekscentryczne, ale na pewno mądrzejsze od niejednego człowieka, książka, którą po prostu trzeba przeczytać. Autorka szybko i umiejętnie wprowadza nas w wykreowany przez siebie świat, może troszkę przeszkadza nam brak łazienki, to, że za potrzebą musimy biegać na dwór, z saperką, ale tak naprawdę to nic nieznacząca chwila, w porównaniu z tym, że wreszcie możemy poczuć, że żyjemy! Całą sobą, odetchnąć pełną piersią, dostrzec uroki prostego życia, bez wygód, bez luksusów, bez telefonów, internetu, bez zbędnego balastu. Szkoda tylko, że Jaga odkrywa to wszystko tak późno, za późno?
"Nalewka zapomnienia..." to powieść, po którą warto sięgnąć, pośmiać się do bólu brzucha, popłakać, wzruszyć się w wielu momentach. Polecam, a sama z niecierpliwością czekam na kolejny tytuł pisarki "Inna bajka, czyli dziewięć miesięcy przed długo i szczęśliwie".
"Nalewka zapomnienia, czyli bajka dla nieco starszych dziewczynek", Katarzyna Bulicz-Kasprzak, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 14 sierpnia 2013
wtorek, 27 sierpnia 2013
Niespodziewany trup Małgorzata Kursa
Dobrze się bawiąc rozwiązać kryminalną zagadkę, jakby mimochodem, przy okazji.
Najnowsza książka tej niesamowitej autorki jak zawsze rozbawiła mnie i poprawiła humor. To już moje trzecie spotkanie z Małgorzatą Kursą, koniecznie muszę przeczytać wszystko, co napisała, ponieważ stałam się jej zagorzałą zwolenniczką.
Uśmiech nie schodzi z ust, gdy czyta się powieść autorki. Sytuacje przez nią opisane są zabawne, a fabuła wciągająca i napisana lekko, bez wymuszenia. To ciekawa i godna polecenia niezobowiązująca lektura dla tych, którzy chcą po prostu świetnie się bawić, trochę pogłówkować, ale i amatorzy romansu również znajdą tu coś dla siebie, wymyślone tak, jak tylko Kursa potrafi, utrzymane w jej stylu i nie pozbawione sporej dawki humoru.
Poznajemy prowincjonalną dziennikarkę Luizę, której właściwie nikt nie lubi. Były mąż cieszy się nieziemsko, że nie musi dzielić już z nią codzienności, koleżanki i koledzy z redakcji również woleliby jej unikać, właściwie nie ma osoby, która mogłaby powiedzieć o niej dobre słowo. Podsłuchuje rozmowę dwóch przyszłych bandytów, którzy planują napaść na bank. Nie byłaby sobą, gdyby nie próbowała ugrać w tym wszystkim czegoś dla siebie, tylko czy to rozsądne, czy nie okaże się niebezpieczne?
Jest też Anusia, fryzjerka, która jest świadkiem owego napadu, jej pięcioletnia córeczka Ewa, która bez porozumienia z matką poszukuje kogoś, kto zostanie jej tatą, w sklepie. Blond aniołeczek jest uroczym i mądrym dzieckiem, w mig potrafi rozpoznać, kto się nadaje, a kto nie:
"Chyba się nie nadajes - stwierdziło z wyraźnym żalem (dziecko). - Nie słysys, co się do ciebie mówi."*
I tak, jak zapowiada okładka, jeżeli jesteś ponurakiem, wiecznie niezadowolonym, szukającym dziury w całym człowiekiem, lepiej odpuść sobie ten tytuł, bo jeszcze mógłbyś się roześmiać i poprawić sobie samemu swój wisielczy nastrój.
Moim zdaniem kawał dobrej, polskiej powiastki, jak sama autorka mówi: humorystyczne czytadło. Nie doszukujmy się w nim drugiego dna, ukrytych prawd, wielkich mądrości, to książka, która ma nas rozśmieszyć, rozbawić, z którą mamy miło spędzić czas. Czyta się niebywale szybko, jedno wynika z drugiego, szczegóły są dopracowane, a całość interesująca i wciągająca.
Zapraszam też do wywiadu, jaki miałam zaszczyt niedawno przeprowadzić z pisarką, do wygrania był egzemplarz recenzowanej tutaj książki: http://asymaka.blogspot.com/2013/08/magorzata-j-kursa-wywiad-i-konkurs-z.html
Oto fragment wywiadu:
„Osobiście uważam, że jestem uczciwa w tym, co robię – na każdej książce jest ostrzeżenie, żeby odbiorca nie nastawiał się na wielką literaturę, lecz na chwilę rozrywki. Śmiechu nigdy za wiele.”
* fragment pochodzi z książki "Niespodziewany trup"
Niespodziewany trup Małgorzata Kursa Wydawnictwo Prozami 2013
Najnowsza książka tej niesamowitej autorki jak zawsze rozbawiła mnie i poprawiła humor. To już moje trzecie spotkanie z Małgorzatą Kursą, koniecznie muszę przeczytać wszystko, co napisała, ponieważ stałam się jej zagorzałą zwolenniczką.
Uśmiech nie schodzi z ust, gdy czyta się powieść autorki. Sytuacje przez nią opisane są zabawne, a fabuła wciągająca i napisana lekko, bez wymuszenia. To ciekawa i godna polecenia niezobowiązująca lektura dla tych, którzy chcą po prostu świetnie się bawić, trochę pogłówkować, ale i amatorzy romansu również znajdą tu coś dla siebie, wymyślone tak, jak tylko Kursa potrafi, utrzymane w jej stylu i nie pozbawione sporej dawki humoru.
Poznajemy prowincjonalną dziennikarkę Luizę, której właściwie nikt nie lubi. Były mąż cieszy się nieziemsko, że nie musi dzielić już z nią codzienności, koleżanki i koledzy z redakcji również woleliby jej unikać, właściwie nie ma osoby, która mogłaby powiedzieć o niej dobre słowo. Podsłuchuje rozmowę dwóch przyszłych bandytów, którzy planują napaść na bank. Nie byłaby sobą, gdyby nie próbowała ugrać w tym wszystkim czegoś dla siebie, tylko czy to rozsądne, czy nie okaże się niebezpieczne?
Jest też Anusia, fryzjerka, która jest świadkiem owego napadu, jej pięcioletnia córeczka Ewa, która bez porozumienia z matką poszukuje kogoś, kto zostanie jej tatą, w sklepie. Blond aniołeczek jest uroczym i mądrym dzieckiem, w mig potrafi rozpoznać, kto się nadaje, a kto nie:
"Chyba się nie nadajes - stwierdziło z wyraźnym żalem (dziecko). - Nie słysys, co się do ciebie mówi."*
I tak, jak zapowiada okładka, jeżeli jesteś ponurakiem, wiecznie niezadowolonym, szukającym dziury w całym człowiekiem, lepiej odpuść sobie ten tytuł, bo jeszcze mógłbyś się roześmiać i poprawić sobie samemu swój wisielczy nastrój.
Moim zdaniem kawał dobrej, polskiej powiastki, jak sama autorka mówi: humorystyczne czytadło. Nie doszukujmy się w nim drugiego dna, ukrytych prawd, wielkich mądrości, to książka, która ma nas rozśmieszyć, rozbawić, z którą mamy miło spędzić czas. Czyta się niebywale szybko, jedno wynika z drugiego, szczegóły są dopracowane, a całość interesująca i wciągająca.
Zapraszam też do wywiadu, jaki miałam zaszczyt niedawno przeprowadzić z pisarką, do wygrania był egzemplarz recenzowanej tutaj książki: http://asymaka.blogspot.com/2013/08/magorzata-j-kursa-wywiad-i-konkurs-z.html
Oto fragment wywiadu:
„Osobiście uważam, że jestem uczciwa w tym, co robię – na każdej książce jest ostrzeżenie, żeby odbiorca nie nastawiał się na wielką literaturę, lecz na chwilę rozrywki. Śmiechu nigdy za wiele.”
* fragment pochodzi z książki "Niespodziewany trup"
Niespodziewany trup Małgorzata Kursa Wydawnictwo Prozami 2013
Wywiad z Grażyną Jeromin-Gałuszką i KONKURS z książką "Magnolia" do wygrania.
„Mam pomysły na wiele
kolejnych książek. Przydałoby się trochę czasu.”
Grażyna Jeromin-Gałuszka –wywiad
Grażyna Jeromin-Gałuszka zadebiutowała w roku 2007 powieścią
zatytułowaną „Złote nietoperze”. Poza pisaniem zajmowała się pracą w księgarni.
Ukończyła bibliotekoznawstwo na Uniwersytecie Warszawskim oraz scenopisarstwo w
Łodzi. Tworzeni przez nią bohaterowie, jak w przypadku „Magnolii” są wyraziści,
nieprzerysowani, mają wady i zalety. Książka zmusza do refleksji, do myślenia,
do zastanowienia.
Zacznę banalnie, ale zawsze ciekawi mnie, jak autor zaczyna pisać, czy to
impuls, chwila, sięga się po kartkę, czy raczej siada przed klawiaturą i stuka
wymyślając świat i bohaterów powieści? Jak staje się pisarzem?
Myślę, że pisarzem zostaje
się podobnie jak malarzem, czy muzykiem. Coś tkwi w środku i w pewnym momencie
wychodzi po prostu na wierzch. Najpierw są jakieś próby i chyba zawsze
niepewność, czy aby na pewno można podzielić się tym ze światem. Ale jeśli jest
odrobina talentu, to chyba zawsze warto.
O czym opowiada książka o zadziwiającym tytule „Złote nietoperze”? Do
jakiego czytelnika jest skierowana w szczególności?
O tym, że dwie kompletnie
różne kobiety są w stanie się prawdziwie zaprzyjaźnić. Wystarczy, że jedna
zaakceptuje odmienność drugiej. To opowieść o tolerancji i szukaniu swego
miejsca na ziemi. Jedni je odnajdują, inni nie, jak to w życiu.
Czy zawsze marzyła Pani, by pracować wśród książek? Studia sugerują, że
tak…
Zawsze kochałam książki,
ale pracować wśród nich zaczęłam przez przypadek. I tak już na długie lata
zostało.
Obserwuje Pani ludzi, szuka inspiracji w rzeczywistości, która Panią
otacza?
Życie to suma pewnych
doświadczeń, wiedzy ze zdarzeń i kontaktów z innymi ludźmi. To wszystko wcześniej
czy później, świadomie bądź podświadomie uzewnętrznia się na kartach moich
powieści. Oczywiście bardzo ważna przy tym wszystkim jest wyobraźnia, której
jak dotąd mi nie brakuje. I oby tak zostało.
Lubi Pani swoich bohaterów, któregoś szczególnie?
Bardzo lubię swoich
bohaterów. Z niektórymi chętnie bym się zaprzyjaźniła, usiadła przy kawie, czy
czymś mocniejszym i pogadała o tym i tamtym. Ale czy któregoś szczególnie- chyba nie.
Czy powstanie kontynuacja "Magnolii"?
No właśnie tu jest
problem, bo dotąd byłam przeciwniczką kontynuacji. Nie mogę się jednak od tej
Magnolii uwolnić. Wróciłam więc do niej. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.
Skąd wziął się pomysł, by napisać książkę o mężczyźnie, pozornie
szczęśliwym, zadowolonym z życia, a w rzeczywistości raczej samotnym?
Nie jestem w stanie jakoś
rozsądnie odpowiedzieć, skąd mi się biorą pomysły na to czy na tamto. Po prostu
przychodzą. Czasem oczywiście z premedytacją zakłada się, że coś będzie takie,
a nie inne. W tym konkretnym przypadku Filip Spalski zrodził się w mojej
wyobraźni w miejscu, które zainspirowało mnie do napisania tej książki, od
samego początku właśnie taki. Dopiero potem „stworzyłam” wszystkie kobiety,
które go otoczyły (albo osaczyły).
Czy ma już Pani plan, jak będzie wyglądała kolejna powieść?
Tak, ale z doświadczenia
wiem, że to może się pod wpływem jakiegoś impulsu w każdej chwili zmienić. Mam
pomysły na wiele kolejnych książek. Przydałoby się trochę czasu. I może trochę
więcej życia.
Czy słucha Pani uwag innych? Czy jest ktoś, kto czyta Pani powieści przed
premierą, kto podpowiada, pomaga, radzi?
Słucham uwag i potrafię
wyciągać z nich wnioski. Często konsultuję się w sprawach, o których mam małe
pojęcie, ale tylko w przypadku pierwszych dwóch powieści dałam komuś maszynopis
do przeczytania – mąż, koleżanki. Teraz już tylko praca z wydawnictwem.
A jak to jest z krytyką? Zdarzają się opinie niezbyt pochlebne?
Czy uwagi takich osób mogą pomóc, bywają budujące? Czy raczej podcinają skrzydła?
Czy uwagi takich osób mogą pomóc, bywają budujące? Czy raczej podcinają skrzydła?
Krytyka uczy pokory i
mobilizuje do pracy. Oczywiście są osoby, którym nie podobają się moje książki.
Na początku ciężko było to przełknąć, ale teraz już nie mam problemów. Różne są
gusta. Lubię kolor granatowy, a ktoś inny może go nie znosić.
Na szczęście więcej jest pozytywnych opinii
dla tego, co robię.
Jaka prywatnie jest Grażyna Jeromin-Gałuszka?
Różna, ale chyba w miarę
normalna. Nie znoszę chamstwa, arogancji i fanatyzmu. Może jeszcze o czymś
zapomniałam, ale z innymi ludzkimi wadami jestem w stanie sobie poradzić, tak
jak inni radzą sobie z moimi.
O czym Pani marzy?
O tym, żeby ludzi mi
bliskich nigdy nie spotkała krzywda.
Dziękuję bardzo za rozmowę.
Ja również dziękuję.
Zapraszam do zapoznania się z moją recenzją http://asymaka.blogspot.com/2013/07/magnolia-grazyna-jeromin-gauszka.html
KONKURS
Mam dla Was egzemplarz książki i postanowiłam zorganizować konkurs, w którym do wygrania będzie tytuł "Magnolia". Jak zawsze wystarczy odpowiedzieć na jedno pytanie, pod tym postem, dodając swój adres e-mail, bym mogła skontaktować się ze zwycięzcą. O czym jest ta historia można przeczytać w mojej recenzji, moim zdaniem to naprawdę dobra propozycja dla czytelników.
Konkurs rozpoczyna się dzisiaj, 27 sierpnia i potrwa do 3 września, do godziny 24:00. W zabawie mogą brać udział wszyscy, którzy mieszkają na terenie Polski.
Organizatorem konkursu jestem ja, nagrodę ufundowało wydawnictwo Prószyński i spółka. Za pomoc dziękuję bardzo Pani Annie :)
W ciągu trzech dni pojawią się wyniki, ale raczej prędzej niż później.
Pytanie, na które odpowiedź należy zostawić pod tym postem to: Który bohater literacki jest Ci szczególnie bliski i dlaczego?
Można polubić moją stronę na facebooku, jak też dodać mój blog do obserwowanych, nie jest to wymóg, ale będzie mi bardzo miło :) Dziękuję za uwagę i pozdrawiam serdecznie!
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
Wyniki czyli kto wygrał "W imię miłości" Katarzyny Michalak
Nadrabiam zaległości, zaczęłam zatem od sprawy niecierpiącej zwłoki, czyli wyników. Wybór był trudny, ponieważ zgłosiło się naprawdę sporo osób, a tym razem to ja decydowałam, kto otrzyma najnowszą powieść Katarzyny Michalak. Mamy dwie zwyciężczynie, które podały takie odpowiedzi:
Czasami nie znając kogoś czujemy, że jest między nami dużo podobieństw, łączy nas więź z tą osobę jak z najlepszą przyjaciółkę, a nawet nigdy się nie spotkałyśmy. Takie mam odczucia w stosunku do pani Katarzyny Michalak. Dopiero poznaje jej twórczość, szukam o niej informacji, czytam wywiady...i jestem przekonana, że to nie będzie chwilowy zapał. Nie próbowałam nigdy pisać wierszy, opowiadań, a już na pewno nie podjęłabym się pracy nad powieścią (tak mi się obecnie wydaje;)), ale gdybym potrafiła pisać, to wydaje mi się, że próbowałabym stworzyć książkę na wzór pani Michalak. Czytam je z lekkością, bardzo angażując się w to, co się przytrafia bohaterom, a gdy muszę przerwać czytanie, wprawdzie robię coś innego, ale cały czas myślę: "Co będzie dalej?", "Czy Lila i Alex będą razem?", "Dlaczego ona jest tak bezmyślna?". Odejmowałam sobie godziny snu, gdy nie miałam czasu czytać w dzień...a bardzo rzadko mi się to zdarza. Wynika z tego, że chyba wszystko urzeka mnie w jej książkach: wyrazistość bohaterów, przekazywane emocje, opisy sielankowych miejsc jak z marzeń, różnorodność tematów, nagłe zwroty akcji, kwiecisty język, poczucie humoru z dużym wyczuciem, chwytliwe tytuły, zachęcająco piękne okładki...A jakie mam refleksje po kolejnej książce?...Że muszę mieć wszystkie na swojej półce :D
Edyta Chmura, gratuluję!
Dla mnie najbardziej urzekający w książkach Katarzyny Michalak jest świat przedstawiony – tematyka prosta a zarazem trudna do przedstawienia, akcja trzymająca czytelnika za fraki od pierwszej literki do ostatniej kropki i wciąż odnosi się wrażenie, że jeszcze tych literek było za mało, fabuła intrygująca, zakończenie przewrotne, świetnie wykreowane postaci, ukazywanie ludzkich zakrętów życiowych i sposoby wyjścia na prostą, paleta uczuć, żonglerka słowna, ogromna dawka poczucia z humorem, plastyczne opisy, miłość do zwierząt i przyrody, a także do literek. To wszystko zmusza czytelnika do przemyślenia pewnych rzeczy, zastanowienia się nad sobą i swoim życiem czy nawet człowieczeństwem. To też nadzieja, że po burzy zawsze wychodzi słońce! A poza tym za styl – lekko się czyta, a właściwie pochłania książki Kasi Michalak. I to niezależnie od gatunku!
Zaczęłam od "Poczekajki" i pamiętam, że dusiłam się pod kołdrą ze śmiechu, by nie obudzić innych!
i Martucha180 za to czytanie pod kołdrą, by nie budzić innych :) Gratuluję!
Wszystkim bardzo dziękuję, zapraszam do brania udziału w kolejnych konkursach, które już niebawem, jak też do czytania wywiadów z pisarzami, które miałam przyjemność przeprowadzić :)
Pozdrawiam wszystkich serdecznie :)
Czasami nie znając kogoś czujemy, że jest między nami dużo podobieństw, łączy nas więź z tą osobę jak z najlepszą przyjaciółkę, a nawet nigdy się nie spotkałyśmy. Takie mam odczucia w stosunku do pani Katarzyny Michalak. Dopiero poznaje jej twórczość, szukam o niej informacji, czytam wywiady...i jestem przekonana, że to nie będzie chwilowy zapał. Nie próbowałam nigdy pisać wierszy, opowiadań, a już na pewno nie podjęłabym się pracy nad powieścią (tak mi się obecnie wydaje;)), ale gdybym potrafiła pisać, to wydaje mi się, że próbowałabym stworzyć książkę na wzór pani Michalak. Czytam je z lekkością, bardzo angażując się w to, co się przytrafia bohaterom, a gdy muszę przerwać czytanie, wprawdzie robię coś innego, ale cały czas myślę: "Co będzie dalej?", "Czy Lila i Alex będą razem?", "Dlaczego ona jest tak bezmyślna?". Odejmowałam sobie godziny snu, gdy nie miałam czasu czytać w dzień...a bardzo rzadko mi się to zdarza. Wynika z tego, że chyba wszystko urzeka mnie w jej książkach: wyrazistość bohaterów, przekazywane emocje, opisy sielankowych miejsc jak z marzeń, różnorodność tematów, nagłe zwroty akcji, kwiecisty język, poczucie humoru z dużym wyczuciem, chwytliwe tytuły, zachęcająco piękne okładki...A jakie mam refleksje po kolejnej książce?...Że muszę mieć wszystkie na swojej półce :D
Edyta Chmura, gratuluję!
Dla mnie najbardziej urzekający w książkach Katarzyny Michalak jest świat przedstawiony – tematyka prosta a zarazem trudna do przedstawienia, akcja trzymająca czytelnika za fraki od pierwszej literki do ostatniej kropki i wciąż odnosi się wrażenie, że jeszcze tych literek było za mało, fabuła intrygująca, zakończenie przewrotne, świetnie wykreowane postaci, ukazywanie ludzkich zakrętów życiowych i sposoby wyjścia na prostą, paleta uczuć, żonglerka słowna, ogromna dawka poczucia z humorem, plastyczne opisy, miłość do zwierząt i przyrody, a także do literek. To wszystko zmusza czytelnika do przemyślenia pewnych rzeczy, zastanowienia się nad sobą i swoim życiem czy nawet człowieczeństwem. To też nadzieja, że po burzy zawsze wychodzi słońce! A poza tym za styl – lekko się czyta, a właściwie pochłania książki Kasi Michalak. I to niezależnie od gatunku!
Zaczęłam od "Poczekajki" i pamiętam, że dusiłam się pod kołdrą ze śmiechu, by nie obudzić innych!
i Martucha180 za to czytanie pod kołdrą, by nie budzić innych :) Gratuluję!
Wszystkim bardzo dziękuję, zapraszam do brania udziału w kolejnych konkursach, które już niebawem, jak też do czytania wywiadów z pisarzami, które miałam przyjemność przeprowadzić :)
Pozdrawiam wszystkich serdecznie :)
niedziela, 25 sierpnia 2013
Świat w mroku Pamiętnik ojca DZIEWCZYNKI W ZIELONYM SWETERKU Ignacy Chiger
Obejrzałam jakiś czas temu film "W ciemności", nominowany do Oscara, stworzony przez wspaniałą reżyserkę Agnieszkę Holland, która wcześniej reżyserowała między innymi "Tajemniczy ogród", uwielbiany przeze mnie. Pod wpływem "W ciemności" zapragnęłam poznać książkę napisaną przez małą dziewczynkę, która wraz ze swoimi rodzicami i młodszym bratem, jak również z innymi Żydami ukrywała się w kanałach przez czternaście miesięcy. Było to dla mnie niebywałe, wzruszające, przejmujące...
Uratowane dziecko to Krystyna Chiger, a tytuł książki to "Dziewczynka w zielonym sweterku". Przy okazji dowiedziałam się o powstaniu powieści z tego samego okresu, czasu niewoli widzianej oczami jej ojca, którą właśnie tutaj chciałabym zaprezentować.
Dzisiejszy dzień w większości spędziłam wśród jedenastu żydowskich uciekinierów z lwowskiego getta, byłam tam tylko przez jedną niedzielę i było mi ciężko, bardzo trudno to znieść, więc nie mogę sobie nawet wyobrazić, jak oni byli w stanie wytrzymać tam ponad rok? Dla mnie każda z tych osób to bohater, nie tylko ci, którzy pomagali im tam przetrwać, lecz także ONI, ci, którzy mieszkali w tych trudnych, nieludzkich warunkach, za przyjaciela mając szczury. Większość tej historii przepłakałam, obgryzłam też wszystkie paznokcie, świat obok mnie przestał istnieć, były tylko te wojenne lata i kanały...
Ignacy Chiger, jak inni Żydzi był człowiekiem zamożnym, wykształconym, szczęśliwym, do czasu. Miał żonę i dwójkę malutkich dzieci, córeczkę Krystynę, którą zwał Krzysią i synka Pawełka. Urodził się jednak w "złym" momencie, nie w tym czasie, co trzeba. Musiał zamienić dostatnie życie na warunki niegodne człowieka, getto, a po nim ciemność, strach, ból, wycieńczenie, smród, głód, niepewność o przyszłość swoją i swoich najbliższych. Cudem ocaleli, dzięki pracownikom kanałów, którzy pomagali im przetrwać w tych nieludzkich warunkach, którzy przynosili im jedzenie, narażając życie swoje i swoich rodzin. Jednym z nich był przestępca i złodziej, Polak Poldzio Socha, który zlitował się nad "kanią z pisklętami", jak mawiał o żonie Ignacego i ich dzieciach, stał się ich Aniołem Stróżem.
Książka jest naprawdę niezwykła, pozostanie w moim sercu i myślach, cieszę się, że i takie historie się zdarzały, wiem, były wyjątkami, ale jednak były. Czy my potrafilibyśmy z narażeniem własnego życia chronić życie innych, obcych nam zupełnie ludzi? Czy w naszych czasach kogokolwiek stać na ludzkie odruchy, czy panuje powszechna znieczulica i przestępcy chodzą wolni i beztroscy ulicami miast?
Na koniec cytat:
"Gdy wracałem z pracy, żona i dzieci cieszyły się, że mnie widzą żyjącego - ja zaś cieszyłem się, że zastałem przy życiu rodzinę. Tak mijał dzień po dniu w lęku o siebie nawzajem."
To naprawdę piękna opowieść, w dodatku oparta na historii prawdziwej, smutnej, ale kończącej się szczęśliwie. Polecam ją całym sercem, napisało ją samo życie.
Ze swojej strony bardzo, bardzo, bardzo dziękuję Wydawnictwu Naukowemu PWN, a sama zabieram się za "Dziewczynkę w zielonym sweterku".
poniedziałek, 19 sierpnia 2013
Wyniki konkursu z Kasią Bulicz-Kasprzak
Jak ja się cieszę, że to nie ja musiałam wybrać tę jedną, jedyną osobę! Kasia po uważnym przeczytaniu wszystkich Waszych zgłoszeń wybrała to:
Świetne pytanie! Zważywszy,że mam niespełna dwie godziny czasu na odpowiedź, a rozmyślam już nad nią dosyć długo...Jaką książkę lubisz najbardziej? To jakby pytać- którą część ciała wolałabyś oddać? Jak mam odpowiedzieć, skoro lubię wszystkie? :P
Porównanie nie jest przypadkowe. Lubię książki, które uderzają w tkliwą strunę mego serca. I takie, które tłuką się pod czaszką wiele dni po przeczytaniu. Szczególnie jestem fanką takich chwytających za szyję i zapierających dech. Nie gardzę takimi, dzięki którym mam "krew na rękach", chociaż wolę iść w ślad za tropiącym zbrodniarzy. Nie uważam,że najlepsze są te jeszcze nieczytane. Zawsze mam wtedy obawę,że mi się nie spodoba i nie dotrwam do końca. To jakoś nie fair wobec Autora... Może właśnie na ostatniej stronie znajdę coś wartościowego, oryginalnego, niebanalnego- może tam znajdę moje motto na resztę życia? Dla dobrej książki mogę wypłakać oczy, albo przymknąć na niedociągnięcia. Tylko przy typowych romansach nieco mi ręce opadają- nie robi na mnie wrażenia jak ona go strasznie kocha, a on jej tak okrutnie nie chce, a w ogóle to na przeszkodzie stoją rodzice, krewni, tajemnicza przepowiednia i brak posagu. Póki co przekonałam się do "obyczajówek", które poza nieco mdlącą warstwą rozmemłania emocjonalnego :P potrafią celnie ukazać rozterki ludzi w różnym wieku, pozycji i w różnorodnych okresach swego życia. Łatwiej znieść swoje problemy czytając o kryzysach jakie dosięgają innych. Więc co lubię najbardziej? Sama nie wiem.Raz potrzeba rozrywki, a czasem wzruszenia, czy chwili wspomnień jak przy rudej Ani S. Jednej nocy drżenia na każde skrzypnięcie przy lekturze mrożącej krew w żyłach, a innym razem wybuchów śmiechu jak przy czytaniu Chmielewskiej lub Kursy. Każdy dzień jest nieco inny, ja też mam różne nastroje... Dziś mam ochotę na zwłoki, ale jutro...chętnie się zatopię w "Nalewce zapomnienia "
Wysłałam Kasi wszystkie zgłoszenia anonimowo, bez podpisów, spodobało jej się najbardziej to, które jest powyżej, ale:
"Chciałabym jednak przyznać nagrodę specjalną od siebie dla odpowiedzi numer 10 - bo ja też kocham Magdę Szabo.
Pozdrawiam.
Kasia"
Gratuluję zatem Jantarek, wszystkim dziękuję za udział i zapraszam do czytania bloga, ponieważ już niebawem kolejne wywiady i konkursy!
A jeszcze chciałam się pochwalić. Właśnie przed chwilą skończyłam czytać "Zamek z piasku" Magdaleny Witkiewicz. Premiera na Targach Książki w Krakowie 24-27 października :)
Już teraz mogę napisać, że warto przeczytać, przemyśleć, zastanowić się... Miłość nie zawsze bywa tak mocna i silna, jak nam się wydaje, czasem może zniszczyć ją byle podmuch, choć z mozołem budujemy nasz Zamek z piasku nigdy nie możemy być pewni, jak długo potrwa nasze szczęście...
Zapraszam też do czytania przedpremierowej, pierwszej recenzji Łatwopalnych :) http://asymaka.blogspot.com/2013/08/recenzja-przedpremierowa-atwopalni.html
Świetne pytanie! Zważywszy,że mam niespełna dwie godziny czasu na odpowiedź, a rozmyślam już nad nią dosyć długo...Jaką książkę lubisz najbardziej? To jakby pytać- którą część ciała wolałabyś oddać? Jak mam odpowiedzieć, skoro lubię wszystkie? :P
Porównanie nie jest przypadkowe. Lubię książki, które uderzają w tkliwą strunę mego serca. I takie, które tłuką się pod czaszką wiele dni po przeczytaniu. Szczególnie jestem fanką takich chwytających za szyję i zapierających dech. Nie gardzę takimi, dzięki którym mam "krew na rękach", chociaż wolę iść w ślad za tropiącym zbrodniarzy. Nie uważam,że najlepsze są te jeszcze nieczytane. Zawsze mam wtedy obawę,że mi się nie spodoba i nie dotrwam do końca. To jakoś nie fair wobec Autora... Może właśnie na ostatniej stronie znajdę coś wartościowego, oryginalnego, niebanalnego- może tam znajdę moje motto na resztę życia? Dla dobrej książki mogę wypłakać oczy, albo przymknąć na niedociągnięcia. Tylko przy typowych romansach nieco mi ręce opadają- nie robi na mnie wrażenia jak ona go strasznie kocha, a on jej tak okrutnie nie chce, a w ogóle to na przeszkodzie stoją rodzice, krewni, tajemnicza przepowiednia i brak posagu. Póki co przekonałam się do "obyczajówek", które poza nieco mdlącą warstwą rozmemłania emocjonalnego :P potrafią celnie ukazać rozterki ludzi w różnym wieku, pozycji i w różnorodnych okresach swego życia. Łatwiej znieść swoje problemy czytając o kryzysach jakie dosięgają innych. Więc co lubię najbardziej? Sama nie wiem.Raz potrzeba rozrywki, a czasem wzruszenia, czy chwili wspomnień jak przy rudej Ani S. Jednej nocy drżenia na każde skrzypnięcie przy lekturze mrożącej krew w żyłach, a innym razem wybuchów śmiechu jak przy czytaniu Chmielewskiej lub Kursy. Każdy dzień jest nieco inny, ja też mam różne nastroje... Dziś mam ochotę na zwłoki, ale jutro...chętnie się zatopię w "Nalewce zapomnienia "
Wysłałam Kasi wszystkie zgłoszenia anonimowo, bez podpisów, spodobało jej się najbardziej to, które jest powyżej, ale:
"Chciałabym jednak przyznać nagrodę specjalną od siebie dla odpowiedzi numer 10 - bo ja też kocham Magdę Szabo.
Pozdrawiam.
Kasia"
Gratuluję zatem Jantarek, wszystkim dziękuję za udział i zapraszam do czytania bloga, ponieważ już niebawem kolejne wywiady i konkursy!
A jeszcze chciałam się pochwalić. Właśnie przed chwilą skończyłam czytać "Zamek z piasku" Magdaleny Witkiewicz. Premiera na Targach Książki w Krakowie 24-27 października :)
Już teraz mogę napisać, że warto przeczytać, przemyśleć, zastanowić się... Miłość nie zawsze bywa tak mocna i silna, jak nam się wydaje, czasem może zniszczyć ją byle podmuch, choć z mozołem budujemy nasz Zamek z piasku nigdy nie możemy być pewni, jak długo potrwa nasze szczęście...
Zapraszam też do czytania przedpremierowej, pierwszej recenzji Łatwopalnych :) http://asymaka.blogspot.com/2013/08/recenzja-przedpremierowa-atwopalni.html
Subskrybuj:
Posty (Atom)












