wtorek, 27 sierpnia 2013

Wywiad z Grażyną Jeromin-Gałuszką i KONKURS z książką "Magnolia" do wygrania.



„Mam pomysły na wiele kolejnych książek. Przydałoby się trochę czasu.”
Grażyna Jeromin-Gałuszka –wywiad


Grażyna Jeromin-Gałuszka zadebiutowała w roku 2007 powieścią zatytułowaną „Złote nietoperze”. Poza pisaniem zajmowała się pracą w księgarni. Ukończyła bibliotekoznawstwo na Uniwersytecie Warszawskim oraz scenopisarstwo w Łodzi. Tworzeni przez nią bohaterowie, jak w przypadku „Magnolii” są wyraziści, nieprzerysowani, mają wady i zalety. Książka zmusza do refleksji, do myślenia, do zastanowienia.

Zacznę banalnie, ale zawsze ciekawi mnie, jak autor zaczyna pisać, czy to impuls, chwila, sięga się po kartkę, czy raczej siada przed klawiaturą i stuka wymyślając świat i bohaterów powieści? Jak staje się pisarzem?

Myślę, że pisarzem zostaje się podobnie jak malarzem, czy muzykiem. Coś tkwi w środku i w pewnym momencie wychodzi po prostu na wierzch. Najpierw są jakieś próby i chyba zawsze niepewność, czy aby na pewno można podzielić się tym ze światem. Ale jeśli jest odrobina talentu, to chyba zawsze warto.

O czym opowiada książka o zadziwiającym tytule „Złote nietoperze”? Do jakiego czytelnika jest skierowana w szczególności?

O tym, że dwie kompletnie różne kobiety są w stanie się prawdziwie zaprzyjaźnić. Wystarczy, że jedna zaakceptuje odmienność drugiej. To opowieść o tolerancji i szukaniu swego miejsca na ziemi. Jedni je odnajdują, inni nie, jak to w życiu.

Czy zawsze marzyła Pani, by pracować wśród książek? Studia sugerują, że tak…

Zawsze kochałam książki, ale pracować wśród nich zaczęłam przez przypadek. I tak już na długie lata zostało.

Obserwuje Pani ludzi, szuka inspiracji w rzeczywistości, która Panią otacza?

Życie to suma pewnych doświadczeń, wiedzy ze zdarzeń i kontaktów z innymi ludźmi. To wszystko wcześniej czy później, świadomie bądź podświadomie uzewnętrznia się na kartach moich powieści. Oczywiście bardzo ważna przy tym wszystkim jest wyobraźnia, której jak dotąd mi nie brakuje. I oby tak zostało.

Lubi Pani swoich bohaterów, któregoś szczególnie?

Bardzo lubię swoich bohaterów. Z niektórymi chętnie bym się zaprzyjaźniła, usiadła przy kawie, czy czymś mocniejszym i pogadała o tym i tamtym.  Ale czy któregoś szczególnie- chyba nie.

Czy powstanie kontynuacja "Magnolii"?


No właśnie tu jest problem, bo dotąd byłam przeciwniczką kontynuacji. Nie mogę się jednak od tej Magnolii uwolnić. Wróciłam więc do niej. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Skąd wziął się pomysł, by napisać książkę o mężczyźnie, pozornie szczęśliwym, zadowolonym z życia, a w rzeczywistości raczej samotnym?

Nie jestem w stanie jakoś rozsądnie odpowiedzieć, skąd mi się biorą pomysły na to czy na tamto. Po prostu przychodzą. Czasem oczywiście z premedytacją zakłada się, że coś będzie takie, a nie inne. W tym konkretnym przypadku Filip Spalski zrodził się w mojej wyobraźni w miejscu, które zainspirowało mnie do napisania tej książki, od samego początku właśnie taki. Dopiero potem „stworzyłam” wszystkie kobiety, które go otoczyły (albo osaczyły).

Czy ma już Pani plan, jak będzie wyglądała kolejna powieść?

Tak, ale z doświadczenia wiem, że to może się pod wpływem jakiegoś impulsu w każdej chwili zmienić. Mam pomysły na wiele kolejnych książek. Przydałoby się trochę czasu. I może trochę więcej życia.

Czy słucha Pani uwag innych? Czy jest ktoś, kto czyta Pani powieści przed premierą, kto podpowiada, pomaga, radzi?

Słucham uwag i potrafię wyciągać z nich wnioski. Często konsultuję się w sprawach, o których mam małe pojęcie, ale tylko w przypadku pierwszych dwóch powieści dałam komuś maszynopis do przeczytania – mąż, koleżanki. Teraz już tylko praca z wydawnictwem.

A jak to jest z krytyką? Zdarzają się opinie niezbyt pochlebne? 
Czy uwagi takich osób mogą pomóc, bywają budujące? Czy raczej podcinają skrzydła?

Krytyka uczy pokory i mobilizuje do pracy. Oczywiście są osoby, którym nie podobają się moje książki. Na początku ciężko było to przełknąć, ale teraz już nie mam problemów. Różne są gusta. Lubię kolor granatowy, a ktoś inny może go nie znosić.
 Na szczęście więcej jest pozytywnych opinii dla tego, co robię.

Jaka prywatnie jest Grażyna Jeromin-Gałuszka?

Różna, ale chyba w miarę normalna. Nie znoszę chamstwa, arogancji i fanatyzmu. Może jeszcze o czymś zapomniałam, ale z innymi ludzkimi wadami jestem w stanie sobie poradzić, tak jak inni radzą sobie z moimi.

O czym Pani marzy?

O tym, żeby ludzi mi bliskich nigdy nie spotkała krzywda.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Ja również dziękuję. 


KONKURS
Mam dla Was egzemplarz książki i postanowiłam zorganizować konkurs, w którym do wygrania będzie tytuł "Magnolia". Jak zawsze wystarczy odpowiedzieć na jedno pytanie, pod tym postem, dodając swój adres e-mail, bym mogła skontaktować się ze zwycięzcą. O czym jest ta historia można przeczytać w mojej recenzji, moim zdaniem to naprawdę dobra propozycja dla czytelników.
Konkurs rozpoczyna się dzisiaj, 27 sierpnia i potrwa do 3 września, do godziny 24:00. W zabawie mogą brać udział wszyscy, którzy mieszkają na terenie Polski.
Organizatorem konkursu jestem ja, nagrodę ufundowało wydawnictwo Prószyński i spółka. Za pomoc dziękuję bardzo Pani Annie :)
W ciągu trzech dni pojawią się wyniki, ale raczej prędzej niż później.
Pytanie, na które odpowiedź należy zostawić pod tym postem to: Który bohater literacki jest Ci szczególnie bliski i dlaczego?
Można polubić moją stronę na facebooku, jak też dodać mój blog do obserwowanych, nie jest to wymóg, ale będzie mi bardzo miło :) Dziękuję za uwagę i pozdrawiam serdecznie!

53 komentarze:

  1. Interesujący wywiad. Czytałam ,,Magnolię'' tej autorki i bardzo przypadła mi do gustu, dlatego jeśli ukaże się kontynuacja, to chętnie ją poznam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To podobnie, jak ja :) Czekam z zainteresowaniem na ciąg dalszy :)

      Usuń
  2. Świetny wywiad. Gratuluje i dziękuję za możliwość "poznania" Autorki

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawy wywiad :) Aż jestem zaciekawiona książką i chętnie wezmę udział w konkursie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedz na pytanie konkursowe: Najbardziej bliska jest mi Anna Shirley (później Blythe). Serię "Ani z Zielonego Wzgórza" czytałam kilka razy, w różnym wieku i w różnym okresie swojego życia. W tych książkach zawsze znajdywałam coś dla siebie, Ania jest bohaterem, który zmienia się wraz z czytelnikiem. Od dziecka chciałam być taka jak ona i po części taka właśnie jestem: wierząca w ludzi i prawdziwą miłość, pełna zrozumienia dla dzieci i pełna marzeń. Niestety nigdy nie spełniło się moje marzenie, by mieć takie naturalnie piękne, rude włosy ;)

    Pozdrawiam,
    Patrycja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i ja pokochałam tę postać, a ostatnio zaraziłam miłością do Ani moją Gosię :)

      Usuń
    2. oczywiście poproszę jeszcze o adres e-mail pod odpowiedzią ;)

      Usuń

  5. Najbardziej bliski jest mi bohater książek Richarda Paula Evansa. Alan to człowiek sukcesu. Osiągnął w życiu swoistą pełnię, do której każdy z nas zmierza. Miał cudowną żonę, rodzinę, dom, własną firmę… I w jednym dniu los zechciał mu to wszystko odebrać. Alan nauczył mnie, w swojej wędrówce do Key West, pokory. Tego, że jeśli coś w życiu osiągniemy – to nie znaczy, że to osiągnięcie będzie nam zawsze towarzyszyć. Że przyjdą dni, w których Ci najbliżsi odwrócą się do nas plecami. „Dzienniki pisane w drodze”, bo o tej serii mówię, to lekcja, w której uczymy się podejmować decyzje. Albo idziemy w lewo, albo w prawo. Albo ryzykujemy, albo czekam na cud.
    Alan to przykład człowieka, który pokazuje jak można poradzić sobie z bólem, cierpieniem, utratą. To historia wiary, nadziei i miłości. Dlatego jest mi bliski. Bo każdy z nas w życiu ma serię upadków. I czasem tak ciężko jest nam podnieść się z kolan.

    e-mail: eyesOFsoul90@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie znam tej postaci, ale na pewno spróbuję poznać :)

      Usuń
    2. Ogólnie polecam "Dzienniki pisane w drodze" R.P. Evansa. W sumie wszystkie książki, które jego mam - a mam prawie wszystkie - żadna mnie nie zawiodła.

      Ale Dzienniki - są mi szczególnie bliskie. :)

      Usuń
    3. ok. dziękuję za podpowiedź :)

      Usuń
  6. Książkę już mam, ale jeszcze nie czytałam. Wywiad bardzo interesujący:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Interesujący wywiad :) Ja również czekam na kontynuację "Magnolii" a w związku z tym, że posiadam ją w swojej biblioteczce nie wezmę udziału w konkursie. Mogę za to gorąco polecić tę poruszającą książkę!
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. polecam i ja :)
      i pozdrawiam niemniej serdecznie :)

      Usuń
  8. Pytanie jest tylko z pozoru łatwe, bo jak odpowiedzieć na nie, nie ujawniając za dużo o sobie, pozostając wciąż anonimowym, a jednocześnie szczerym. Naprawdę długo myślałam. Niepotrzebnie. Pierwsza myśl - mawiają - jest najlepsza. Prawda. Gdy tylko przeczytałam pytanie konkursowe od razu przyszła mi na myśl niegrzeczna dziewczynka i jej szelmostwa utrwalone przez fenomenalne pióro Llosy. I chociaż ja nie potrafiłabym wykorzystywać człowieka, który mnie kocha i który wielokrotnie udowadniał, że jest w stanie zrobić dla mnie wszytko, to najbliższa memu sercu jest właśnie ona. Femme fatale. Kobiela o stu twarzach. Nie jestem jej kopią, mogę być jedynie drobną wariacją na jej temat. Jak każda z nas miewam swoje humorki, sekrety, zachcianki – to są właśnie moje szelmostwa. Niegrzeczna dziewczynka jest dla mnie uosobieniem kobiecości, w którym łączą się ze sobą skraje cechy mogące współistnieć tylko w kobiecie. Podobnie jest u mnie. Ja także bywam miła i złośliwa. Niecierpliwa i wyrozumiała na przemian. Chaotyczna i zorganizowana. Szaleńczo wesoła i przygnębiająco smutna. Dlatego czytając tę książkę momentami miałam wrażenie, że skądś znam tę kobietę, kogoś mi przypomina. Jednak dopiero gdy zakończyłam lekturę "Szelmostw..." zobaczyłam to podobieństwo.

    Pozdrawiam serdecznie i gratuluję kolejnego udanego wywiadu! :)
    nieidentyczna
    zuniek@onate.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mały błąd. Mój mail to oczywiście: zuniek@onet.pl

      Usuń
    2. o proszę... jaka ciekawa odpowiedź :)

      Usuń
  9. Wyjątkowo bliską dla mnie postacią jest Ebenezer Scrooge z Opowieści Wigilijnej. Nie przez jego skąpstwo, brak litości i zgorzknienie, a przez zagubione człowieczeństwo i zmianę, jaka w nim zachodzi. Nie wybieram go ze względu na podobieństwo między nami, bo i ono nie jest wielkie. Ebenezer Scrooge jest tym, co mnie otacza. Wielką zmianą w życiu człowieka, wadami, których lepiej pozbyć się później niż wcale i akceptacją dla świata, która czasem przychodzi dopiero wtedy, gdy uświadamiamy sobie, że przegraliśmy życie. Historia Ebenezera jest tragiczna i on sam jest temu winien - pogoń za pieniędzmi przysłania wszystko to, co jest dla niego ważne. Jednocześnie Ebenezer prezentuje sobą, że nigdy nie jest za późno na zmiany i nigdy nie jest za późno na to, by być szczęśliwym. W tym właśnie momencie rodzi się moja więź ze skąpym i nowym Scrooge'em - mam świadomość, że zawsze mogę chociażby spróbować zrobić coś ze swoim życiem, a nie tkwić po uszy w bagnie, narzekając, jak jest mi źle i raniąc przy tym wszystkich wkoło.

    ewa1281@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo mi się podoba ta odpowiedź, wiesz... lubione przez nas postaci wcale nie muszą być do nas podobne, ja nawet wolę takich bohaterów, dzięki którym odkrywam coś nowego, innego...

      Usuń
  10. Niczym Zosi z Pana Tadeusza
    Me serce w stronę natury wyrusza.
    Bo życie w zgodzie z całą przyrodą
    I Zosi i moją życiową metodą.
    Skromna i nieśmiała – takie moje cechy
    Które czasem zaletą, a czasem jak grzechy
    Ciążą i życie moje utrudniają,
    Lecz całe me ciało, duszę pochłaniają.
    Jak Zosia kocham i kocham szczerze
    I to co robię, robię w dobrej wierze.
    Bo staram się zawsze dobrze zachowywać
    I złych nawyków oduczać, pozbywać.
    A że czasami zbyt naiwnie ufam,
    Tej cechy w sobie już nie udobrucham.
    Taka sobie jestem – każdy człowiek powie
    Wiodę los jak Zosia w swoim Soplicowie.

    werka7@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o proszę... co za talent!
      dziękuję za wzięcie udziału :)

      Usuń
  11. Tylko jeden? No litości! Nie mam jednej ulubionej książki, a że dużo czytam, to i tych bohaterów znajdzie się trochę. Jednak najbardziej tkwią w pamięci bohaterowie różnych cyklów, sag, serii książek. Do moich ulubionych należą Ludmiła z Prowincji, Erica Falck i Patrik Hedström, Anastasia Steele i Christian Grey, Myron Bolitar, ale są to też bohaterowie książek dla dzieci i młodzieży – Polyanna, Marry Poppins, Dzika Mrówka i Jego Brat, Winnetou i Old Shhaterhand, a nawet Pchła Szachrajka i Konik Garbusek. Dlaczego są mi bliscy? Oprócz ciekawych osobowości, dobroci, otwartego umysłu, ciętego języka, poczucia z humorem, pomysłu na życie, mają w sobie to COŚ, co mnie do nich przyciąga!

    martucha180@tlen.pl

    OdpowiedzUsuń
  12. Asymako, wywiad, jak pozostałe, bardzo ciekawy.Dziękuję.

    Odpowiedz na pytanie,...Który bohater literacki jest Ci szczególnie bliski i dlaczego?...
    Ja dla odmiany napiszę,który z utworów literackich jest mi szczególnie bliski i dlaczego.Utwór, bo poprzez emocje do mnie przemówił.
    Przeczytałam to będąc dzieckiem i wryło się to w moją duszę małego dziecka i zostanie do końca.
    "W PIWNICZNEJ IZBIE"- Maria Konopnicka.
    W piwnicznej izbie zmrok wczesny pada,
    Wilgotny a ponury;
    Mętnymi szyby drobne okienko
    Na brudne patrzy mury.
    W piwnicznej izbie głos dziecka słychać:
    To westchnie, to zagada...
    Ojciec chleb czarny wykuwa młotem,
    Przy igle matka blada....
    ---------------------------
    ....W piwnicznej izbie ciężkie westchnienie
    Z ciemnego słychać kąta...
    Ucichło dziecię na swym barłogu,
    Matka się we łzach krząta.
    W piwnicznej izbie zmierzch zapadł czarny,
    Jako ta czarna dola...
    Któż dziecku temu da trochę słońca,
    Pokaże lasy, pola?

    Wiersz jest dość długi.
    A ja za każdym razem kiedy to czytam przeżywam to na nowo. Nie wiem dlaczego "pcha" mnie do tego utworu.
    Czuję w sobie taki bezkres miłości, że w słowa tego ubrać nie potrafię.
    Myślę,że jest mi szczególnie bliski,ponieważ w pewnym sensie "identyfikuję" się i z matką i z synem, emocjami, empatią ich odbieram. Znów łykam łzy.
    Pozostawiam to więc w wewnętrznej ciszy, jak zawsze...
    Pozdrawiam Ewa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście adres e-mail zapomniałam
      ewa_mackowaik@autograf.pl

      Usuń
    2. rzeczywiście piękny to wiersz i poruszający niebywale ...

      Usuń
  13. Mój ukochany bohater,a może bohaterka to na pewno bohaterka z książki czytanej pod kołdrą nocami .Oświetlałam sobie świat latarką dziadka/taką,która miała kolorowe ,ruchome szybki /i dzięki temu zmieniał się kolor światła.Tą bohaterką była to Sara z "Małej księżniczki"Frances Hodgson Burnett.Boże jak ja wtedy ryczałam pod kołdrą,gdy biedna dziewczynka była dręczona przez właścicielke pensji dla dziewcząt.Płakałam tak głośno,aż usłyszała mnie mama.Dostałam oczywiście klapsa za takie"dziadowskie czytanie"bez odpowiedniego oświetlenia i potem płakałam z żalu nad bohaterką książki i z żalu ,bo bolała mnie pupa!Wspomnienia bezcenne!
    jolunia559@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  14. Chętnie bym przeczytała książkę.
    Takich bohaterów czy też bohaterek by się trochę uzbierało. Tym razem wymieniłabym Bogumiła z "Nocy i dni".
    Tytan pracy obdarzony dobrym sercem. To coś czego dzisiaj mężczyznom brakuje.
    gut.anna1@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, Aniu, zgadzam się... oczywiście nieliczne wyjątki potwierdzają regułę ;)

      Usuń
  15. Zgłaszam się do konkursu :)
    Moim ulubionym bohaterem jest tytułowy "Piętnastoletni kapitan"

    Pamiętam jak dziś, czytałam tę książkę zimowymi popołudniami, nogi grzałam sobie o kaloryfer i przeżywałam przygody wraz z Dick'em
    To były czasy, żadne lekcje, wezwanie na obiad, przybycie gości ... nic nie było w stanie mnie oderwać od lektury :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i tak się wczółam, że o mailu zapomniałam

      yllla@interia.pl


      ps Zapraszam na konkurs do mnie, do wygrania "Azyl"

      Usuń
    2. Baner dodałam tu http://yllla-cowgowiepiszczy.blogspot.com/p/konkursy.html

      Usuń
  16. Rozpoczął się rok szkolny. Wprawdzie mnie póki co to wydarzenie już nie dotyczy, ale natchnęło mnie to do powspominania nieco dawnych czasów. Byłam pilną uczennicą i czytałam wszystkie lektury, niezależnie od ich tematyki i grubości ;) Nie opuściłam również „Potopu” Henryka Sienkiewicza, ba…jakie szczegółowe notatki sobie zrobiłam, żeby mieć później przypomnienie, bo „Trylogię” czytałam w wakacje. Chyba nie znajdzie się osoba, która nie polubiła Jana Onufrego Zagłobę ;) Ja za nim przepadam! Z wyglądu może nie jest „zachęcający” – nieco za gruby, potężny, z blizną na czole i okiem pokrytym bielmem, do tego zawsze czerwony na twarzy, zapewne od rozweselających trunków, które chętnie spożywa ;) Ale jego wesołe usposobienie, spryt i fantazja są urzekające i sprawiają, że ilekroć pojawia się na kartach książki, uśmiech gości na mojej twarzy. Wybaczam mu to, że ma skłonności do „koloryzowania” swoich zasług, bo choć do najodważniejszych nie należy, potrafi w potrzebie za przyjaciela oddać życie, a przynajmniej szybko wymyślić taki fortel, aby wyjść z opresji obronną ręką ;) Cudowna była scena, w której przekonał Rocha Kowalskiego, że jest jego wujkiem, upił go i dzięki temu uwolnił uwięzionych pułkowników. Sama pewnie uwierzyłabym tak przekonywującej mowie o koligacjach rodzinnych ;)
    Zagłoba jest bardzo spostrzegawczy i wie jak to wykorzystać, wie co powiedzieć, żeby wkupić się w łaski albo jak odpowiedzieć trafną ripostą, aby uzyskać poważanie. Bywa też czasem złośliwy, ale przyznam, że lubię tą cechę u ludzi, jeśli oczywiście ujawnia się ona z umiarem i taktem. A mój bohater nigdy nie przekracza granic, jest przecież szlachcicem.
    No i nie można nie wspomnieć, że Zagłoba jest prawdziwym ekspertem w sprawach męsko – damskich:
    „Każda dziewka hubka
    Każdy chłop krzesiwo
    Będzie iskier kupka
    Jeno krzeszcie żywo.” ;D
    Zdarzają się osoby, które swoim humorem i gadulstwem, tak jak Zagłoba, potrafią umilić nam czas w towarzystwie. Sprawiają, że inni – ci bardziej nieśmiali – włączają się do rozmowy. Proponują spontaniczne wyjazdy czy wypad do kina. Lubię z takimi osobami przebywać, bo wiem, że będę miała udany wieczór czy rodzinne spotkanie. Sama należę raczej do osób, które słuchają, nie zagadują, a że przeciwieństwa się podobno przyciągają, wielką sympatią darzę „następców Jana Onufrego Zagłobę, herbu Wczele”
    edyta.cha@wp.pl
    Edyta Chmura

    OdpowiedzUsuń
  17. Najbardziej lubię Gabrysię Borejko z Jeżycjady Małgorzaty Musierowicz. Zawsze mi imponuje swoim spokojem, opanowaniem, wyczuciem sytuacji i przenikliwością w stosunku do rozmówcy. Jej lekko sarkastyczne poczucie humoru jest mi niezmiernie bliskie. I niestety tylko to, bo pozostałe cechy jej osobowości są dla mnie nieosiągalne, niestety. A bardzo chciałabym mieć Jej spokój i mądrość. Jej ufność wobec ludzi, wrażliwość jest bardzo naiwna, ale piękna i szlachetna. Uwielbiam tę postać, choć sprawia, że czuję się przy niej bardzo niedoskonała.
    Natalia Nowak-Lewandowska
    natalia27778@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zawstydzona muszę przyznać, że chyba nie znam tej postaci, choć nazwisko pani Musierowicz i jej powieści humorystyczne dla młodzieży znam przecież

      Usuń
  18. a ja uwielbiałam Małą Księżniczkę. Czytałam ją wiele razy i zawsze podziwiałam jej hart ducha i odwagę.Była jak na bohaterkę niesamowicie kreatywna i znała wspaniale francuski , który uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. francuski faktycznie jest ciekawym językiem :)

      Usuń
  19. i zapominalska pyzikenator@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  20. Pisze ten komentarz po raz trzeci uzasadnuajac Dlaczego chciałabym ową książkę. .. mi najbliższa jest Ania z Zielonego Wzgórza. Dała mi wiarę w marzenia i w ludzi. Mimo, że nie mam rudych włosów a bym takie chciała lecz mam piegi i taką samą przyjaciółkę jaką w historii Ani była Diana.
    Chętnie przeczytam książkę nowej dla mnie pisarki :-)
    Pozdrawiam Kasia adres do kontaktu: kasia-16101@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i ja uwielbiam Anię :)
      przyjaciółki zazdroszczę, bo taka jak Diana to prawdziwa i zaufana osoba :)

      Usuń
  21. Jako nastoletnia dziewczynka po raz pierwszy oglądam "Przeminęło z wiatrem". Efekt końcowy? Stwierdzam, że Scarlett O'Hara była genialna i przez dobre kilka godzin ćwiczę przed lustrem słodkie minki jednocześnie przysięgając sobie w myślach, że będę najlepszą kokietką na świecie.

    Mija kilka lat. Im więcej obejrzałam powtórek filmu, tym większe było moje uwielbienie do głównej bohaterki. Jakiś czas później do moich rąk trafia trzytomowe wydanie "Przeminęło z wiatrem".

    Zdawałam sobie sprawę, że film to jedynie skrót powieści i na swój sposób jej interpretacja, ale nie spodziewałam się, że aż tak będzie od niej odbiegał. "Scarlett rodzi syna Charlesowi Hamiltonowi? Ale jak to? To nie Retta Butlera uszczęśliwiła wydając na świat swoje pierwsze potomstwo?" - i w tej chwili zapewne w moim pokoju dało się słyszeć jęk zawodu. Scarlett była dla mnie autorytetem - czciłam ją jak bóstwo. A taki obrót spraw zupełnie nie pasował do mojej bogini. "Scarlett ma kolejne dziecko ze starym Frankiem Kennedym? No nie!". Początkowo zaczęłam się zastanawiać w końcu czy rzeczywiście kocham Scarlett O'Harę czy może tylko zakochana jestem w grze aktorskiej Vivien Leigh. Jednak z każdym przeczytanym słowem, z każdą przewróconą kartką książki, moje uwielbienie nie malało. Czasem tak jest: jeśli pokocha się kogoś tą pierwszą miłością, to mimo odkrycia jego wad, nadal trwamy przy tej osobie, a nawet kochamy ją jeszcze bardziej. Tak też było i w tym przypadku. No bo jak nie uwielbiać tak beztroskiej i słodkiej kokietki? Jak nie fascynować się kobietą, która potrafi podbić każde męskie serce? Jak nie kibicować jej przemianie w dojrzałą i upartą kobietę? Nie potrafię dokładnie określić dlaczego akurat Scarlett O'Hara jest bohaterką literacką, która jest mi szczególnie bliska. Nie jestem kobietą w stylu femme fatale. Nie potrafię jednym spojrzeniem skruszyć serca mężczyzny. Nie mam problemów ze zdecydowaniem kogo tak naprawdę kocham. A jednak to właśnie o niej pomyślałam widząc pytanie konkursowe. Może połączyła nas skłonność do odkładania problemów i ważnych spraw na wieczne potem? Doprawdy nie wiem. "Nie chcę o tym teraz myśleć. Pomyślę o tym jutro".

    Joanna Sobczak
    joannasobczak89@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, Scarlett była niepowtarzalna :)

      Usuń
  22. Najbliższa memu sercu i charakterowi jest Bridget Jones, to kobieta, która nie narzeka na przewrotność życia, popełnia gafy które są powodem do śmiechu, kpin i zażenowania. Jest zakręcona na swój uroczy sposób. Z taką kobietą można żyć i umierać, trwać przy niej i kochać.

    Pozdrawiam
    Karolina

    e-mail kkkarolaaa@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  23. Bardzo ciekawa postać i ciekawy wywiad:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też myślę, że to interesująca Autorka :)

      Usuń