wtorek, 24 marca 2015

Książka dnia. Malowanki na szkle Beata Gołembiowska Fragment drugi.

Książka dnia.
Malowanki na szkle Beata Gołembiowska
Fragment drugi.
"-Taka piękna meblościanka, taki jeszcze dobry materac-narzekała, kuśtykając za mną krok w krok, podparta swoją nieodłączną laską, której stukot zgrywał się z odgłosem ciężkich stąpnięć Simy, suki rasy rottweiler.
Głucha na wszystkie protesty sama dźwigałam materac, spychałam go ze schodów, zasapana i spocona ciągnęłam po chodniku, aż wreszcie dotarłam do śmietnika i tam z ulgą go porzuciłam. Z przyjemnością obserwowałam, jak przez tydzień mókł na deszczu i nikt, nawet bardzo biedna, wielodzietna rodzina nie pokusiła się, żeby go wziąć. Meblościankę, łóżko i firanki podarowałam właśnie tym obsypanym wieloma pociechami biedakom z pierwszego piętra. Długo przyglądali się meblom, dostrzegając wszystkie pęknięcia i zarysowania forniru, macali zszarzałe firanki, kiwając głowami i spoglądając to na siebie, to na darowiznę.
'Jak można oferować nam takie starocie?'-mówiły ich spojrzenia.
Usłyszałam niepewne 'dziękujemy' i rodzina pospiesznie zaczęła przenosić meble na górne piętro. Zostałam sama w pustym pokoju. Brudne zacieki na pustych ścianach prezentowały kształty dziwacznych kontynentów poprzecinanych rysami pękającego tynku. Chodziłam po sypialni jak po muzeum, przyglądając się różnorakim plamom: wylany lata temu atrament nadal pyszniący się intensywną czernią; białawe nitki po penicylinie przypominające próbę odetkania strzykawki-pielęgniarka robiła mi zastrzyki, gdy chorowałam na zapalenie płuc; odbite łapki kota-przybłędy, który przerażony wskoczył na parapet okna. Nie ma się co dziwić. Ostatni raz ściany widziały świeżą farbę jakieś trzydzieści pięć lat temu.
-Dlaczego wcześniej nie zdobyłam się na pomalowanie pokoju?"


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza