środa, 24 lipca 2013

Wyniki konkursu czyli kto wygrał "Zeszyt z aniołami"?

Szybko się z Moniką "uwinęłyśmy", więc nie będziemy przedłużać, skoro zwycięzcy już są wyłonieni. Oczywiście był to trudny wybór, bo wiele odpowiedzi zaciekawiło autorkę "Zeszytu...".  Cieszyłam się, że nie muszę sama wskazywać, do kogo trafi nagroda. Nie przedłużając zwyciężają te komentarze:

Czym skorupka za młodu nasiąknie...
Z rodzinnego domu wynosimy wiele wzorców i to od nas zależy, co przekażemy własnym dzieciom. To nie takie proste, że miłość do książek dziedziczy się w genach, nie zawsze potomkowie moli książkowych takimi molami się stają, ale samo tworzenie możliwości, czytelniczej atmosfery - moim zdaniem wiele daje. Łatwiej zachęcić dziecko do czytania, gdy od małego ma szanse obcować z literaturą, przebywa wśród tomów domowej biblioteczki, obserwuje czytających członków rodziny, bierze udział we wspólnym czytaniu i organizuje mu się zabawy o tematyce książkowej.
To od dorosłych zależy, czy stworzą dziecku alternatywę wobec komputera, telewizji, konsoli z grami i innych wynalazków, czy zaproponują odpowiednie do wieku i zainteresowań pozycje książkowe.
Niestety, wielu rodziców nie znajduje czasu na wspólne spędzaniu czasu z dzieckiem, o czytaniu nawet nie mówiąc. Bardzo chciałabym wierzyć, że wśród najmłodszych czytających "ewenementów" jest jednak cała masa, że akcje typu "Cała Polska czyta dzieciom", działania bibliotek i szkół przyniosą owoce w postaci pokoleń, dla których czytanie będzie normalną formą spędzania wolnego czasu i popularną rozrywką.
Obserwując ofertę rynku wydawniczego dla młodego czytelnika - jest w czym wybierać, nie tylko klasyka, ale i literatura współczesna ma wiele atrakcyjnych publikacji. Nie tylko się zaczytać!
Trudno mi nie odnieść się do przykładu z "własnego podwórka". Ja pochodzę z domu, gdzie królowało radio i książki (mniej lub bardziej intensywnie czytane), mąż - spod znaku telewizora i komputera, u niego kobiety w rodzinie po książki sięgają, mężczyźni raczej prasa oraz tv. Elwirka od małego ma styczność z książkami. Jak była maleńka, to sporo czytałam sobie podczas karmienia piersią, gdy spała przy mnie... Także na głos. Potem był etap, ze wolała oglądać, nazywać obrazki niż słuchać. Bawiła się książkami, układała stosiki ;-) Następnie przeszliśmy do czytania na głos ( tata też czyta) i coraz więcej koncentracji już u niej jest.
Elwirka na książki mówi 'czyta-czyta'. Rozpoznaje, które są mamy (oczywiście może je oglądać, bardzo jej się podobała np. 'Ballada o ciotce Matyldzie")
Niedawno zaś była u nas taka scenka:
Mąż wziął "Chorego kotka" i czytał głośno, a Elwi trzymała wtedy "Okulary".
Potem chciał się zamienić, by przeczytać jej drugą książeczkę.
- Ja Ci dam "pana kotka" a ty mi daj "pana Hilarego", zamienimy się, poczytam ci... - prosił.
Na co Elwirka:
- Zostaw, ty masz swoje! ;-)


czyli Agnesto

To ja na podstawie dzieci własnych i dzieci bliskich znajomych stwierdzam, że dzieci czytają :) a właściwie czytają, jeśli IM czytano, gdy były małe. Sama mam 6-latkę i 3,5 latka i nie ma dnia bez książeczek. Do zasypiania obowiązkowo - każde wybiera coś, co chce, i czytamy po kolei. W dzień też często pojawia się opcja: Mamo, nudzi mi się - To przynieś coś, poczytamy. I na moich kolanach ląduje stosik :). Na szczęście "Przynieś coś, poczytamy" jest lekarstwem także na "Mamo, mogę pograć na komputerze?" albo na "Mamo, mogę obejrzeć bajkę?". Fajnie, gdy książki mają obrazki, ale nie jest to konieczne - ostatnio czytaliśmy stare wydanie Kubusia Puchatka (w genialnym przekładzie Ireny Tuwim), a są tam obrazki pojedyncze, czarnobiałe. Najważniejsza jest treść, która potrafi zainteresować, wciągnąć. Pakując się na wakacje, dzieci zabierają książeczki, czytamy po drodze i w sumie wszędzie, gdzie czeka nas dłuższe czekanie (ostatnio do szpitala pojechały z nami 2 tomy przygód Martynki i były przeczytane ze 3 razy, bo nudno było przez te 2 dni). Moje maluchy zapałały też miłością do biblioteki pobliskiej (Ile tu książek! Mogę wziąć tą?) i teraz co jakiś czas chodzimy po nowe książeczki (Młodszy zapałał miłością do Tupcia Chrupcia, a Starsza z uporem maniaka męczy Martynki :) ). Myślę, że tu działa przede wszystkim mechanizm poświęcania dzieciom czasu, zainteresowania. Gdy to dostaną, zaczną doceniać książki, a gdy je docenią, to potem same chętnie po nie sięgną, widząc w nich sposób na spędzanie wolnego czasu, rozrywkę i generalnie na życie :)  

czyli Monika.

Zwycięzcom gratuluję, wszystkim dziękuję za udział i zapraszam do kolejnego wywiadu i konkursu, tym razem z Agnieszką Stelmaszyk. http://asymaka.blogspot.com/2013/07/wywiad-z-agnieszka-stlemaszyk-i-konkurs.html
 

8 komentarzy:

  1. Ale miła wiadomość! Dziękuję pięknie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to naprawdę idealna książka na lato, wysyłam jutro, bo dzisiaj nie dam rady, jestem sama z maluchami :)
      pozdrawiam serdecznie i cieszę się, że książeczka trafi w dobre ręce, choć to nie ja wybierałam zwycięzców :)

      Usuń
  2. Gratuluję obu zwyciężczyniom :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Łaaaaa, ale się cieszę! Dziękuję ślicznie w imieniu swoim i Elwirki, z którą "Zeszyt..." będę czytać.
    Wczoraj tak "rzutem na taśmę" napisałam, w ostatnim dniu konkursu.
    A z wysyłką do mnie nie musisz się śpieszyć.
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. napisałam do Ciebie e-mail, podaj adres, jutro moja Gosia wyśle, nie ma problemu :)
      cieszę się, że sprawiłam Ci radość, pozdrawiam równie ciepło :)

      Usuń
  4. dziewczyny gratulacje !maczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zapraszam do kolejnych konkursów :)

      Usuń