wtorek, 6 maja 2014

Wyniki czyli kto wygrywa "O tym się nie mówi"?

Powiem Wam szczerze, że wszystkie odpowiedzi mnie poruszyły, ale najbardziej chyba ta, którą napisała


Paulina Łakoma. 


To Pani wygrywa konkurs i książkę Kai Platowskiej. Gratuluję. 


Jednocześnie przypominam, że trwa konkurs z powieścią romantyczną: http://asymaka.blogspot.com/2014/05/wywiad-z-paulina-ptasinska-i-wesele-do.html

Niebawem kolejne ciekawe książki do wygrania, między innymi najnowsza Magdaleny Witkiewicz, zatytułowana "Szczęście pachnące wanilią", Ewy Bauer "Kurhanek Maryli", Agnieszki Walczak-Chojeckiej "Dziewczyna z Ajutthai", Ałbeny Grabowskiej "Lady M."-e-book, mam nadzieję, że zdobędę też nagrody książkowe na Dzień Dziecka, a wcześniej na Dzień Matki. Trzymajcie kciuki, by mi się udało! 



  


poniedziałek, 5 maja 2014

Milaczek powraca! Przedpremierowa recenzja. Magdalena Witkiewicz Szczęście pachnące wanilią premiera: 21 maja 2014



Magdalena Witkiewicz „Szczęście pachnące wanilią”

Milenka powraca! Trzeci tom „Milaczka” Magdaleny Witkiewicz rozbawi nas nie mniej niż jego pierwsza czy druga-zatytułowana „Panny roztropne”-część. Co prawda naszej tytułowej bohaterki jest w tym ostatnim tomie zdecydowanie mniej, ale autorka wprowadza nowe postaci, którym niczego nie brakuje, wręcz przeciwnie. Są równie barwne i interesujące jak pierwsza wymyślona przez Witkiewicz bohaterka, tak samo ciekawie skonstruowane. Mają jak najbardziej życiowe problemy i dylematy, a wszystko, jak to zwykle u pisarki bywa, okraszone ogromną dawką humoru.
Jest to dziesiąta książka autorki, która w ostatnim czasie stała się niezwykle popularna dzięki wydanej w Serii z tulipanem powieści „Szkoła żon” z subtelnym wątkiem erotycznym, jak też jej kontynuacji zatytułowanej „Pensjonat marzeń”. Oprócz tego pisarka ma na swoim koncie historię trudnej miłości, mam tu na myśli „Zamek z piasku”, jak też „Opowieść niewiernej”. Witkiewicz zdaje się sprawdzać w każdym gatunku, nieważne, czy pisze dla dzieci, mowa o „Lilce i spółce” i o wierszykach skierowanych do młodego czytelnika, czy dla nieco starszych osób. Debiutanckiego „Milaczka” pokochały kobiety w każdym wieku, a i mężczyźni znaleźli w tej lekturze coś dla siebie. „Ballada o ciotce Matyldzie” rozbawiła wielu spragnionych lekkiej lektury czytelników. Dziewiąty tytuł pisarki to część druga „Lilki i spółki”, już ukończona. Osobiście najbardziej pokochałam właśnie tę dziecięcą serię i czekam niecierpliwie na lipiec, kiedy to na półkach księgarń pojawi się kolejna opowieść o Liliannie i jej rodzeństwie.
„Szczęście pachnące wanilią” budzi w nas całkiem ciekawe doznania. Pierwsze skojarzenie jest bardzo apetyczne, okładka równie urokliwa i „do zjedzenia”.
Fani twórczości Witkiewicz czekają z niecierpliwością zastanawiając się, co też dzieje się u Mileny? Czy wreszcie znajdzie się ktoś, z kim nasza pełnoletnia już przecież dziewczyna ułoży sobie życie? Ktoś, komu odda swe serce, myśli, kto poprosi ją o rękę, z kim będzie żyła długo i szczęśliwie, jak w bajce? Czy to w ogóle możliwe? Biorąc pod uwagę to, iż ciocia Zofia postanowiła nie wtrącać się już w sprawy Milaczka nie wiadomo, czy los poradzi sobie z odnalezieniem tego jedynego, pasującego do Mileny człowieka. Chyba, że znajdzie się ktoś inny, kto postanowi zadbać o duszę tej niezwykle interesującej bohaterki! Zapewne nie macie pojęcia, co może wymyślić Zuzanna, niepozorna dziewczynka, sąsiadka Milaczka. Odkryjecie niebawem zupełnie nieznane Wam wcześniej znaczenie słowa „cudzołożyć”.
Autorka zaskoczy Was wielokrotnie, rozbawi, rozśmieszy, ze zdziwieniem pokiwacie głowami i pełni zdumienia zadacie sobie pytanie, skąd ta Witkiewicz ma taaaakie pomysły? Trudno będzie znaleźć taką osobę, która nie wybuchnie śmiechem czytając o perypetiach jej bohaterów. Nie ma takiej opcji!
A kogo oprócz Milaczka spotkamy w trzeciej części serii o Milenie?
Natalię, która punktualnie o trzeciej czterdzieści trzy nad ranem będzie „z zamkniętymi oczami przygotowywała mleko w butelce, by nakarmić drącą się w niebogłosy córkę. Córkę kochała nad życie, ale o tej trzeciej czterdzieści trzy, jakby nieco mniej. Nieznacznie mniej oczywiście. O tej godzinie jednak najbardziej kochała spać.”*
Adama, męża Magdaleny, który będzie „o trzeciej czterdzieści pięć siedział w garażu. Trudno było mu się rozstać ze swoim kruczoczarnym VOLVO. Gładził skórzaną tapicerkę, nie mogąc się zdecydować na powrót do domu. To było gorsze niż rozstanie z potencjalną narzeczoną, której nie miał, miał natomiast żonę, ale ta, obrażona na niego wielce udała się do teściowej, zabierając ze sobą dwoje ich wspólnych dzieci.”*
Adriannę, która ma ogromne kłopoty finansowe związane z tytułowym miejscem pachnącym wanilią. To tutaj powstają wspaniałe wypieki, torty stworzone z mistrzowską precyzją, przepyszne, cieszące oko i smakujące nieziemsko. „Ta kawiarnia to jej dziecko. Drugie dziecko. Pierwsze, to najważniejsze, jedenastomiesięczny syn, spało w drugim pokoju. Drugie-kawiarnia-miało pracować na pierwsze. Różnie z tym bywało. Po opłaceniu niani, mieszkania, rachunków, nie zostawało prawie nic. W całym domu pachniało wanilią. To biszkopt piekł się właśnie w piekarniku. Zamówienie urodzinowe dla sąsiadki z góry.”*
Karolinę, która o trzeciej czterdzieści pięć zamiast przewracać się na drugi bok również będzie czuwała. „Właśnie skończyła czytać pracę magisterską pod tytułem ‘Poglądy kobiet ze wsi i miasta na temat używania alkoholu’ i gdyby nie to, że obiecała sobie, iż zrobi trening z ponętną Mel B z telewizora (a zawsze robiła to, co zaplanowała), sama by zaraz zaczęła spożywać ten alkohol.”*

To ciepła, zabawna opowieść niepozbawiona wątków rzeczywistych, autentycznych. Bohaterek imają się problemy, które dotyczą wielu z nas. Czy to kłopoty z mężami, partnerami, dziećmi, finansowe, zawodowe, nieważne, najistotniejsze jest to, że możemy się z nimi utożsamić, zrozumieć je. Jakbyśmy czytały o sobie, o naszych bliskich, znajomych, przyjaciołach. Kobiety, które spotkamy w tej książce połączy niewidzialna więź, staną się sobie bardzo potrzebne i bliskie. To tutaj, w tym miejscu pachnącym wanilią poczują, że warto marzyć, mieć nadzieję, realizować swoje pasje i spełniać pragnienia. Będą odważne, niektóre wreszcie dalekie od ideału, innym uda się dostrzec wady swojego partnera i przejrzeć na oczy. Postanowią zmienić swoje życie, dla siebie, swoich dzieci, swojej przyszłości. Każda inna: jedna maniaczka sprzątania, druga straszna bałaganiara, trzecia samotna i pozbawiona perspektyw, jak też opiekunki do dziecka, czwarta przemęczona. Każda z nich potrzebuje pomocy innego rodzaju, łączy je poczucie humoru i chęć zmiany na lepsze swojego życia. Pragną być szczęśliwe, wreszcie, nareszcie! I będą! Bo nie może być inaczej!
Magdalena Witkiewicz jak mało kto potrafi słuchać, obserwować, pisać, humorystycznie łącząc w całość wszystko to, co ma znaczenie. Na co warto zwrócić uwagę. Dodaje nam otuchy, potrafi tchnąć w nas wiarę we własne siły, pokazać drogę, którą warto iść prosto przed siebie, do celu, usuwając spod nóg kłody i śmiejąc się z drobnych lub nawet większych porażek. Nie bójmy się marzyć, bo może nasze szczęście też pachnie wanilią i czai się gdzieś za zakrętem? Wystarczy tylko mieć się na baczności i uważnie rozglądać, a najsmakowiciej wyglądająca babeczka przypadnie w udziale właśnie nam. A jak nie, to zawsze możemy sami ją sobie upiec, za sprawą przepisu zamieszczonego na kartach tej powieści. Moje już są w piekarniku.
Lektura idealna dla fanów twórczości Magdaleny Witkiewicz, ale też dla ludzi, którzy nie boją się bólu brzucha ze śmiechu, którzy potrafią docenić uroki życia, właściwie dla wszystkich tak naprawdę. Polecam całym sercem. Bawcie się tak dobrze jak ja, bo śmiechu nigdy dość.

*fragmenty pochodzą z książki
Magdalena Witkiewicz „Szczęście pachnące wanilią” Wydawnictwo Filia, premiera: 21 maja 2014

  POD KONIEC PRZYSZŁEGO TYGODNIA TA KSIĄŻKA BĘDZIE DO WYGRANIA NA MOIM BLOGU. ZACHĘCAM DO ZAGLĄDANIA :))))

niedziela, 4 maja 2014

Wywiad z Pauliną Ptasińską i "Wesele" do wygrania, konkurs.



Paulina Ptasińska wywiad i konkurs




Paulina Ptasińska to dwudziestopięcioletnia blondynka, mama dwulatka, która ma naprawdę wiele zajęć: kończy studia, pomaga mężowi w prowadzeniu lokalu gastronomicznego i… spełnia się jako autorka książek! Ma na swoim koncie co prawda dopiero jeden tytuł, ale zapowiada niebawem kolejny, a w planach ma zapewne jeszcze wiele innych powieści. Postaram się przybliżyć czytelnikom mojego bloga sylwetkę tej ciekawej debiutującej autorki.

Przede wszystkim chciałabym zacząć od pytania dotyczącego literatury, czy miłość do słowa pisanego tkwiła w Tobie od zawsze? Ktoś Cię nią zaraził czy sama odkrywałaś świat książek?
Mam wrażenie że od zawsze, chociaż pamiętam jak byłam małą dziewczynką i mama zmuszała mnie do czytania lektur w podstawówce. Ta pasja związana z książkami rozwijała się powoli od samego dzieciństwa z różnym stopniem nasilenia, czytałam raz więcej, czasem mniej. Teraz nie wyobrażam sobie życia bez książek. Odkryłam ten cudowny świat sama i teraz wszystkich do niego serdecznie zapraszam. 

Jak długo trwała praca nad Twoją debiutancką powieścią „Wesele”? Czy pomysł pojawił się nagle? A postaci-wymykały się spod kontroli, czy tworzyłaś je bez jakiegokolwiek trudu? 

Napisałam Wesele w miesiąc, cały pomysł powstał nagle i sama nie wiem, skąd się wziął. W ciągu paru dni kreowałam całą historię i bohaterów w mojej głowie, całość spisałam w punktach i później przepisałam w formie powieści. Wszystko w książce dzieje się według wcześniejszego planu, więc nie miałam żadnych trudności, wręcz była to dla mnie zabawa i odskocznia. 

Czy powstanie kontynuacja tej książki? Wiele wątków mogłoby potoczyć się dalej…
Do tej pory zaczęłam już dwie wersje drugiej części, ale możliwości jest tak dużo, że ciągle wymyślam nowe i nie potrafię się zdecydować na jedną opcję. 

O czym będzie Twoja kolejna propozycja literacka, uchylisz rąbka tajemnicy?
Druga książka to klasyczny romans dla kobiet, którego akcja  toczy się poza Polską. Osobiście wydaje mi się że jest troszkę bardziej zabawna i interesująca, mam nadzieję, że czytelnicy podzielą moje zdanie. 

Jak tworzysz swoje postaci? Opierasz się na kimś rzeczywistym czy raczej kreujesz swoich bohaterów za pomocą własnej wyobraźni?
Rzadko opieram się na realistycznych postaciach ze względu na to, iż może to być dla nich krępujące i nieprzyjemne. Do tej pory tylko jedna wykreowana przeze mnie postać ma jakikolwiek związek z rzeczywistą osobą i mam nadzieję, iż tak zostanie. Korzystam więc raczej z pokładów mojej wyobraźni, a postaci tworzę względem potrzeb danej historii. 

Jaka prywatnie jest Paulina Ptasińska, jako mama?

Staram się być dobrą matką, ale czy jestem to zdecyduje dopiero kiedyś mój syn, obawiam się jednak, iż rozpieszczam moje dziecko i nie mogę się przed tym powstrzymać. Jestem bardzo zajętą osobą, ale na pierwszy miejscu zawsze stawiam macierzyństwo. 

O czym marzysz?
O małym domku na wsi, gdzie będę  wychowywać gromadkę dzieci, gotować, czytać i pisać książki. 

Którą ze swoich bohaterek uważasz za najciekawszą? Z którą najszybciej byś się zaprzyjaźniła?
Zdecydowanie Karola, gdyż jest niepoprawną optymistką. Staram się otaczać ludźmi wesołymi, ona właśnie taka jest.  Poza tym postać babci Marysi, jest osobą, z którą można o wszystkim porozmawiać i która zawsze dobrze doradzi… poza tym piecze sernik.

Jak myślisz, czy przyjaźń w pisarskim świecie jest możliwa? Czy można wyeliminować zazdrość, być ponad nią i cieszyć się z sukcesów koleżanek po fachu?
Na dzień dzisiejszy nie znam osobiście żadnego pisarza ani pisarki, a jeżeli któryś z polskich autorów odnosi sukces, patrzę na to kategorii, jemu się udało, więc mi też może się udać.  Zazdrość jest bardzo złym odczuciem i staram się go unikać jak ognia, bo nie wnosi do życia nic dobrego. Możemy coś osiągnąć tylko wtedy, kiedy nie będziemy się skupiać na innych… tylko na sobie. 

Czy masz swojego prywatnego „pierwszego krytyka”? Osobę, która pomaga, radzi, czyta dopiero co napisany tekst? Potrzebujesz kogoś takiego?
Nie mam nikogo takiego, moje teksty są czytane dopiero po premierze książki  lub w przypadku artykułów dopiero kiedy ukazuje się gazeta.  Nie pokazuję nikomu teksów, zanim nie zostaną zaakceptowane przez danego wydawcę lub redaktora. 



Zastanawiam się, jak zareagowali najbliżsi, znajomi, przyjaciele, gdy dowiedzieli się o Twoim debiucie? Czy cokolwiek to zmieniło w relacjach między Wami?
Rodzina była raczej mile zaskoczona, zwłaszcza, że zawsze powtarzałam, iż będę pisarką. Trochę się ze mnie wtedy śmiali, ale teraz chyba są nawet ze mnie dumni.  Co do znajomych, większość jest w szoku. Mnóstwo ludzi, którzy nie znają mnie dobrze nawet nie podejrzewali mnie o czytanie, a co dopiero pisanie książek, przecież jestem blondynką, która uwielbia chodzić w szpikach. To jakiś absurd!

Z którą z bohaterek „Wesela” mogłabyś się utożsamić, czy któraś z nich otrzymała cechy Twojego charakteru?
Myślę, że każda po trochę, nie ma konkretnej osoby, z którą bym się utożsamiała. Przykładowo Alicja sprawia wrażenie poważnej i upartej, to zdecydowanie moje cechy, za to Karola uwielbia ciuchy, to też wiąże się ze mną, Anka z kolei marzy o rodzinie i dzieciach.  Każdej postaci dałam trochę z siebie.

Sama uwielbiasz czytać. Jakie książki najbardziej?
Takie jakie piszę. Głównie romanse dla kobiet, od  tradycyjnych, przez historyczne, po erotyczne. Co wiele osób śmieszy.  Czasami sięgam też po fantastykę, rzadziej po kryminały, zdarza mi się od czasu do czasu przeczytać jakąś poważną lekturę. 

Co myślisz o spotkaniach autorskich, czy dobrze jest nawiązać kontakt z czytelnikiem? Otrzymujesz wiadomości od osób, które czytały „Wesele”?
Jedyne moje doświadczenia w tej materii to spotkania z dziećmi w szkołach, odnośnie pisarstwa i czytania książek, rozmawiałam też z wieloma ludźmi o mojej książce. Muszę jednak szczerze przyznać, że nie wiedzieć czemu, jest to dla mnie trochę krępujące. 

Jak radzisz sobie z krytyką, a może Twoja powieść jak dotąd zbiera same pochlebne opinie?
Czy bierzesz sobie do serca uwagi innych?
Odpukać w drewno niemalowane, nie spotkałam się do tej pory z jakąś totalną krytyką, zazwyczaj wypominane są małe błędy, które oczywiście biorę sobie do serca, jestem debiutantką, dopiero się uczę.  Choć przyznaję że źle znoszę wszelkiego rodzaju krytykę i bardzo się jej boję. 

Czego chciałabyś nauczyć swoje dziecko? Czy masz zamiar zarazić go pasją do książek? 

Chciałabym, żeby moje dzieci dużo czytały, choć wydaje mi się że ta pasja rodzi się w człowieku sama. Poza tym chciałabym nauczyć je wszystkiego, czego tylko można, sami później wybiorą, co lubią najbardziej. 

Czy w Twoim otoczeniu ludzie czytają? Ja również mieszkam w niewielkiej społeczności i ze smutkiem stwierdzam, że niewiele jest osób, które znajdują czas na lekturę, nad czym bardzo ubolewam.
Zgadzam się z tym, w moim otoczeniu także ludzie, którzy czytają należą do rzadkości, chociaż muszę przyznać, iż z biegiem czasu wydaje mi się, że jest coraz lepiej. Mimo wszystko uważam, iż ludzie za mało czytają, nie zdają sobie sprawy z tego jak wiele korzyści płynie z czytania. 

Dziękuję za rozmowę i z niecierpliwością czekam na kolejną książkę z Twoim nazwiskiem na okładce. 

KONKURS: 

1. Organizatorem konkursu jestem ja, a nagrodę w postaci książki Pauliny Ptasińskiej ufundowało Wydawnictwo Novae Res wraz z autorką, za co bardzo dziękuję.
2. Zabawa rozpoczyna się dzisiaj, 4 maja i potrwa do 14 maja, do godziny 24:00. 
3. Wyniki pojawią się na moim blogu, w formie notki, w ciągu trzech dni roboczych od momentu zakończenia konkursu. 
4. Zwycięzca zobowiązany jest napisać do mnie w treści maila podając adres, pod który mam wysłać książkę. W temacie wiadomości wystarczy napisać: Wesele, mój adres e-mailowy to: asymaka@o2.pl 
5. Pytanie konkursowe brzmi: Jak wyobrażasz sobie idealne oświadczyny?
Pod tym postem proszę podać odpowiedź na to pytanie, w komentarzu. Proszę o podpisanie się imieniem lub pseudonimem, szczególnie, jeżeli nie posiadacie konta na bloggerze. 
6. Jeżeli zwycięzca konkursu nie poda mi swoich danych w ciągu trzech dni od daty ogłoszenia wyników, wybiorę kolejnego szczęśliwca.
7. Jeżeli ktokolwiek ma ochotę, może udostępnić ten konkursowy post, za co będę oczywiście jak zawsze niezmiernie wdzięczna.
Tutaj jest recenzja tej powieści na moim blogu: http://asymaka.blogspot.com/2014/03/wesele-paulina-ptasinska.html
A tu link do strony autorki: https://www.facebook.com/weseleptasinska

Pozdrawiam i życzę dobrej zabawy przy wymyślaniu odpowiedzi, sama już się rozmarzyłam ;) 

Zapomniałabym, do 11 maja trwa na mojej stronie konkurs. Do wygrania egzemplarz książki, której Pisaninka patronuje! https://www.facebook.com/photo.php?fbid=633748933362523&set=a.471852652885486.1073741828.459786130758805&type=1&stream_ref=10

A jutro na blogu przedpremierowa recenzja trzeciej części Milaczka Magdaleny Witkiewicz. Dziękuję za wszystkie polubienia, obserwowanie mojego bloga i udostępnienia. Dodajecie mi wiary, że to co robię ma sens. Pozdrawiam cieplutko :))))





sobota, 3 maja 2014

Psotnice podwórkowe Rafał Witek

Zapraszam do zapoznania się z kolejną książeczką z serii Czytam sobie. Jest to historia z poziomu trzeciego, w którym dziecko może połykać już strony. Dwa poprzednie etapy: składam słowa i składam zdania opisywałam w poprzednich postach, teraz przechodzimy do etapu najtrudniejszego, w którym nasz mały czytelnik ma do czynienia z większą ilością tekstu. Słowa bardziej skomplikowane, niezrozumiałe być może dla naszego malucha znajdziemy w słowniczku, alfabetycznie omówione na końcu opowieści. W treści jest od 2500 do 2800 wyrazów, użyto w nich wszystkich głosek, zdania należą do dłuższych, bardziej rozbudowanych, złożonych.
Jak już wielokrotnie pisałam seria ta jest naprawdę doskonałym pomysłem na naukę czytania. Dziecko zaznajamia się z ciekawym i zabawnym tekstem, czarno-białe ilustracje przykuwają wzrok i interesują naszego potomka, literki są duże, a całość dopracowana w najmniejszym nawet szczególe. Dodatkowym atutem każdej z książeczek jest solidne wykonanie, ale też przystępna cena. Historyjki tworzone są przez popularnych i uznanych autorów, a rysunki przez ilustratorów z doświadczeniem.
Rafał Witek, który napisał "Psotnice podwórkowe" jest dwumetrowym, młodym pisarzem. Wzrost czyni go największym z pisarzy  tworzących dla młodego czytelnika, może się też poszczycić wieloletnim stażem i mnóstwem publikacji. Pisze wiersze, słuchowiska, jak również tworzy prozę i słuchowiska. Uwielbia też fotografować i jeździć na rolkach, choć na te dwie czynności zazwyczaj brakuje mu czasu.
Zosia Dzierżawska, ilustratorka książeczki, rysuje obrazki do publikacji dziecięcych, powieści skierowanych do młodego czytelnika, ale i do komiksów. Pochodzi z Warszawy, studiowała ilustrację w Mediolanie. Rysunki wykonuje dla polskich i włoskich wydawnictw.

"Są na świecie czarodziejki, wiedźmy i nimfy. Są wróżki, syreny i rusałki. Ale nie wszyscy wiedzą, że są też psotnice podwórkowe. Jak wyglądają? Są małe i ruchliwe. Mają sprytne oczka i długie włosy, których nie da się rozczesać."*

Poznajemy nasze bohaterki po tym, że głośno się śmieją, gdy zrobią coś złego. Mieszkają na skwerku przy ulicy Kota w Worku, są bliźniaczkami i mają na imię Olka i Olcia. Mają niesamowite pomysły i czerpią ze swoich psot wielką radość, jak też satysfakcję. Bawią się wyśmienicie, do pewnego momentu. Jak myślicie, co takiego musi się wydarzyć, by dziewczynki nabrały rozumu?

Autor przygotował też dla czytelników test dla kandydatów na wróżki. Wystarczy go rozwiązać i dowiedzieć się, czy możemy zostać podwórkowymi wróżkami. Polecam całą serię. Książeczki i bawią, i uczą jednocześnie. To idealna lektura dla małych czytelników.

*fragment pochodzi z książeczki

Za możliwość poznania "Psotnic podwórkowych" dziękuję:


Droga do Domu Przemysław Żuchowski recenzja

Przemysław Żuchowski urodził się w Lesznie i mieszka tam aż po dziś dzień. Ukończył wyższe studia pielęgniarskie, pracuje w ratownictwie medycznym. Uwielbia chodzić po górach i jaskiniach, szczególnym sentymentem darzy Karkonosze i Góry Izerskie. Interesują go tajemnice i sekretne znaki walońskie, kocha przyrodę, której bogactwo stara się uwiecznić na fotografiach.

Przenosimy się do 1675 roku, w okolice Szklarskiej Poręby. Nigdy jeszcze nie było mi dane znaleźć się w tamtych stronach, ale dzięki opowiedzianej przez autora historii miałam szansę przenieść się w tamten czas, na te wyjątkowo ciekawe tereny. Plastyczny język książki, niezwykle wybujała wyobraźnia Żuchowskiego, ale też wiedza na temat tamtego okresu to największe atuty tej powieści. Niesztampowi bohaterowie, bo nie tylko prostych ludzi, ale też wilki możemy tu spotkać, poznać ich uczucia i myśli, to pomysł moim zdaniem rewelacyjny. "Droga do Domu" to dopracowana, przemyślana, świetna fabuła. Autor przybliża nam nie tylko codzienne życie osób żyjących w XVII wieku, ich problemy i rozterki, ale też legendy, jakie krążyły wówczas, pełne magii i tajemniczości opowieści o ukrytych skarbach. Główną postacią jest Walon, najmądrzejszy i najbardziej wartościowy spośród osób przedstawionych w tej historii. To dzięki niemu książka jest tak ciekawa, zajmująca, chwyta za serce i uświadamia nam, co ma znaczenie w naszym życiu. Kocha naturę, jest do niej niebywale przywiązany, a autor tak ciekawie opisuje jego świat, myśli, odczucia, że od razu rodzi się  w nas sympatia do tego bohatera. Wczuwamy się też w klimat i atmosferę tych niezwykłych miejsc, górskich opowieści. Czytelnik żądny przygód na pewno znajdzie tu coś dla siebie, a ci, którzy, jak ja, nie byli jeszcze w górach, na pewno za sprawą tej fabuły staną się niebawem miłośnikami właśnie tych  terenów.

"Droga do Domu" to debiut literacki autora, w którym możemy już na pierwszy rzut oka dostrzec jego miłość do górskich wędrówek, jak też zagadek. Początkowo wydawało mi się, że książka będzie nudna, ale im bardziej się w nią zagłębiałam, tym bardziej mnie wciągała i interesowała. Mam tylko jedno "ale" dotyczące tej powieści, a mianowicie nadużywanie przecinka, poza tym wszystko jest w jak najlepszym porządku. Styl autora, ciekawa fabuła, niebanalne postaci, dylematy, wybory, przed jakimi stają, a nade wszystko doskonale ujęta tematyka przyjaźni i samotności. Moim zdaniem to świetna, szczególnie jak na debiut, propozycja literacka autora i z wielką chęcią sięgnę po jej kontynuację.

Znajdziemy tu wiele wątków godnych uwagi, a odrobina magii, jak też zaskakująca puenta na pewno utwierdzi nas w przekonaniu, że to lektura, na którą nie szkoda było czasu, a wręcz przeciwnie, warto było się w nią zagłębić i ją przeczytać. Podejrzewam, że autor zostawił w niej kawałek własnego serca. Polecam jak najbardziej.


Za możliwość przeczytania "Drogi do Domu" dziękuję autorowi.

Wyprawa do dżungli. Gra planszowa dla dzieci, recenzja.


Gra Wyprawa do dżungli bardzo podoba się moim dzieciom. Autorem jej jest Piotr Siła, ilustracje wykonał Maciej Szymanowicz. Przeznaczona jest dla dwóch, trzech lub czterech osób, w wieku od 6 lat, do 106. Moja Zuzia ma w tej chwili trzy i pół roku i też w nią gra, więc można te zasady troszkę "nagiąć". Co wchodzi w skład tej gry? Mamy 16 kart skarbów, 16 kart mapy, 27 żetonów punktów i znacznik gracza, który rozpoczyna zabawę.

Zaczynamy od potasowania kart skarbów, które następnie układamy na środku stołu obrazkami do góry. Warto zapamiętać jak największą ilość kart, dlatego należy im się przyjrzeć. W kolejnym kroku odwracamy wszystkie karty obrazkami do dołu.
Karty mapy również powinniśmy potasować, a następnie rozdać po cztery karty każdemu z graczy. Jeżeli grają dwie lub trzy osoby resztę kart odkładamy na bok, nie zaglądając, co się na nich znajduje. 
Grę rozpoczyna najmłodszy uczestnik zabawy. To on dostaje znacznik gracza rozpoczynającego. Żetony punktów kładziemy z boku stolika. 
Cel gry.
Uczestnicy gry wyruszają na wyprawę do dżungli śladami starożytnej cywilizacji. Wybrałam tę grę dla mojego prawie siedmioletniego syna Kamila i zdaje się, że był to strzał w dziesiątkę, ponieważ jest nią zachwycony. Uwielbia filmy, w których bohaterowie żądni przygód szukają skarbów, ale też właśnie śladów dawnych cywilizacji. Tutaj podążamy tropem Majów, a za odnalezione skarby zdobywamy punkty. Wygrywa ta osoba, która zdobędzie owych punktów najwięcej. 

Rundy są cztery. W każdej z nich mamy do dyspozycji cztery karty mapy.  Każdy z etapów zaczyna osoba, która jest posiadaczem znacznika gracza rozpoczynającego. Dalej postępujemy zgodnie z zasadami, które jasno zostały określone i opisane w instrukcji.

Gra jest przede wszystkim w przystępnej cenie, ale nie oznacza to wcale, że została byle jak wykonana. Kartonik, w którym znajduje się gra jest solidny, kolorowy i przyciąga wzrok. Gra jest dopracowana w każdym szczególe, nie pozwala w żadnym momencie na nudę. Dla dzieci w wieku mojego synka jest idealna. Polecam. 

Wszystkie gry można kupić w promocyjnej cenie na tej stronie:

czwartek, 1 maja 2014

Sezon na zielone kasztany Barbara Kosmowska

Nazwisko Barbary Kosmowskiej poznałam przy okazji powieści zatytułowanej "Ukrainka". Zaskoczyła mnie ta książka bardzo pozytywnie, do tego stopnia, że postanowiłam przeprowadzić z pisarką wywiad i przybliżyć jej sylwetkę czytelnikom mojego bloga. Ponadto można było wygrać egzemplarz powieści. Link do wywiadu: http://asymaka.blogspot.com/2013/11/wywiad-z-barbara-kosmowska-i-konkurs-z.html.

"Sezon na zielone kasztany" to propozycja literacka skierowana głównie do młodzieży, a ja bardzo się cieszę, że miałam okazję ją przeczytać. Jak wielokrotnie już powtarzałam przy recenzowaniu innych książek o młodych ludziach, takie historie są niebywale potrzebne. Za moich czasów nie było tego typu powieści, a raczej było ich niewiele, dzisiaj starsze dzieci mają do wyboru mnóstwo ciekawych lektur. Mogą odnaleźć samych siebie w tych opowieściach, utożsamić się z bohaterem, nabrać dystansu do własnych problemów, jak też przekonać się, co czuje na przykład ich mama, gdy oni przysparzają jej zmartwień.

To książka po prostu mądra, ale nie moralizująca, krytykująca, ironizująca. Autorka zdaje się sama mieć naście lat, tak doskonale odnajduje się w tej tematyce. Czytelnik bez trudu wyobraża sobie uczucia i emocje rewelacyjnie opisanych w tej powieści młodych ludzi. To naprawdę ważna lektura, nie tylko dla naszych dzieci Jeżeli macie w domu nastolatkę lub nastolatka to idealna publikacja właśnie dla Was. Dzięki niej nie tylko dziecko bowiem zrozumie rodzica, ale też rodzic zrozumie dylematy i rozterki swojej latorośli. Ja jestem "Sezonem na zielone kasztany" zauroczona, wzruszona i pełna dobrych, pozytywnych emocji.

Poznamy tu prawdziwe kłopoty, na pewno nie wyimaginowane, nie wyssane z palca. Odnajdziemy tutaj samych siebie lub naszych najbliższych. Zrozumiemy, jak ważne są relacje panujące w rodzinie, więź między matką a córką, synem a ojcem. Często dzieci tak bardzo chcą być przez nas akceptowane, kochane, że ukrywają swoje myśli, odczucia, marzenia. Za wszelką cenę chcą sprostać naszym oczekiwaniom, być przez nas zauważone.
Znajdziemy tu jedenaście historii. Łączą je nie tylko bohaterowie, ale też wielka wrażliwość, często trudne do rozwiązania problemy, dylematy, przed jakimi stają, emocje i straty, którym zostają poddani. Dowiadują się, wchodząc powoli w dorosłość, że świat ma wiele barw, nie jest zawsze radosny i idealny, bywa gorzki, zawistny, a pomimo tego, że pozornie otaczają nas inni, jesteśmy bardzo samotni. Sami. To książka o ludziach, ich codzienności, szczęściu, łzach. Pełna emocji i uwrażliwiająca nas, poruszająca do głębi.
Nie mogłam opanować wzruszenia, gdy czytałam opowiadanie zatytułowane "Listy do siostry", ale i pozostałych dziesięć mnie nie zawiodło.
"Dopiero jak położyłam rękę na brzuchu mamy i zapytałam, czy jesteś teraz w tym miejscu, mama radośnie przytaknęła i zrobiło się sympatycznie. 
Pamiętasz moją rękę? Bo ja myślę, że się wtedy ze mną przywitałaś. Może to sobie wyobraziłam, ale poczułam coś takiego.. Jakby dzieliła nas tylko skóra na brzuchu mamy. Nic więcej."*

Czyta się je szybko, choć czasem przystaje na moment, by odetchnąć głęboko, bo tyle tu istotnych spraw, zmartwień, przeżyć. Napisane pięknym, przystępnym językiem dają nam nadzieję i wiarę w to, że dzisiejsza młodzież wcale nie jest taka zła i bezmyślna, jak sądzą niektórzy. Naprawdę polecam całym sercem.

*fragment pochodzi z książki