Powiem Wam szczerze, że wszystkie odpowiedzi mnie poruszyły, ale najbardziej chyba ta, którą napisała
Paulina Łakoma.
To Pani wygrywa konkurs i książkę Kai Platowskiej. Gratuluję.
Jednocześnie przypominam, że trwa konkurs z powieścią romantyczną: http://asymaka.blogspot.com/2014/05/wywiad-z-paulina-ptasinska-i-wesele-do.html.
Niebawem kolejne ciekawe książki do wygrania, między innymi najnowsza Magdaleny Witkiewicz, zatytułowana "Szczęście pachnące wanilią", Ewy Bauer "Kurhanek Maryli", Agnieszki Walczak-Chojeckiej "Dziewczyna z Ajutthai", Ałbeny Grabowskiej "Lady M."-e-book, mam nadzieję, że zdobędę też nagrody książkowe na Dzień Dziecka, a wcześniej na Dzień Matki. Trzymajcie kciuki, by mi się udało!
wtorek, 6 maja 2014
poniedziałek, 5 maja 2014
Milaczek powraca! Przedpremierowa recenzja. Magdalena Witkiewicz Szczęście pachnące wanilią premiera: 21 maja 2014
Magdalena Witkiewicz „Szczęście pachnące wanilią”
Milenka powraca! Trzeci tom „Milaczka” Magdaleny Witkiewicz
rozbawi nas nie mniej niż jego pierwsza czy druga-zatytułowana „Panny
roztropne”-część. Co prawda naszej tytułowej bohaterki jest w tym ostatnim tomie
zdecydowanie mniej, ale autorka wprowadza nowe postaci, którym niczego nie
brakuje, wręcz przeciwnie. Są równie barwne i interesujące jak pierwsza
wymyślona przez Witkiewicz bohaterka, tak samo ciekawie skonstruowane. Mają jak
najbardziej życiowe problemy i dylematy, a wszystko, jak to zwykle u pisarki
bywa, okraszone ogromną dawką humoru.
Jest to dziesiąta książka autorki, która w ostatnim czasie
stała się niezwykle popularna dzięki wydanej w Serii z tulipanem powieści
„Szkoła żon” z subtelnym wątkiem erotycznym, jak też jej kontynuacji
zatytułowanej „Pensjonat marzeń”. Oprócz tego pisarka ma na swoim koncie
historię trudnej miłości, mam tu na myśli „Zamek z piasku”, jak też „Opowieść
niewiernej”. Witkiewicz zdaje się sprawdzać w każdym gatunku, nieważne, czy
pisze dla dzieci, mowa o „Lilce i spółce” i o wierszykach skierowanych do
młodego czytelnika, czy dla nieco starszych osób. Debiutanckiego „Milaczka”
pokochały kobiety w każdym wieku, a i mężczyźni znaleźli w tej lekturze coś dla
siebie. „Ballada o ciotce Matyldzie” rozbawiła wielu spragnionych lekkiej
lektury czytelników. Dziewiąty tytuł pisarki to część druga „Lilki i spółki”,
już ukończona. Osobiście najbardziej pokochałam właśnie tę dziecięcą serię i
czekam niecierpliwie na lipiec, kiedy to na półkach księgarń pojawi się kolejna
opowieść o Liliannie i jej rodzeństwie.
„Szczęście pachnące wanilią” budzi w nas całkiem ciekawe
doznania. Pierwsze skojarzenie jest bardzo apetyczne, okładka równie urokliwa i
„do zjedzenia”.
Fani twórczości Witkiewicz czekają z niecierpliwością
zastanawiając się, co też dzieje się u Mileny? Czy wreszcie znajdzie się ktoś,
z kim nasza pełnoletnia już przecież dziewczyna ułoży sobie życie? Ktoś, komu odda
swe serce, myśli, kto poprosi ją o rękę, z kim będzie żyła długo i szczęśliwie,
jak w bajce? Czy to w ogóle możliwe? Biorąc pod uwagę to, iż ciocia Zofia
postanowiła nie wtrącać się już w sprawy Milaczka nie wiadomo, czy los poradzi
sobie z odnalezieniem tego jedynego, pasującego do Mileny człowieka. Chyba, że
znajdzie się ktoś inny, kto postanowi zadbać o duszę tej niezwykle
interesującej bohaterki! Zapewne nie macie pojęcia, co może wymyślić Zuzanna,
niepozorna dziewczynka, sąsiadka Milaczka. Odkryjecie niebawem zupełnie
nieznane Wam wcześniej znaczenie słowa „cudzołożyć”.
Autorka zaskoczy Was wielokrotnie, rozbawi, rozśmieszy, ze
zdziwieniem pokiwacie głowami i pełni zdumienia zadacie sobie pytanie, skąd ta
Witkiewicz ma taaaakie pomysły? Trudno będzie znaleźć taką osobę, która nie
wybuchnie śmiechem czytając o perypetiach jej bohaterów. Nie ma takiej opcji!
A kogo oprócz Milaczka spotkamy w trzeciej części serii o
Milenie?
Natalię, która punktualnie o trzeciej czterdzieści trzy
nad ranem będzie „z zamkniętymi oczami
przygotowywała mleko w butelce, by nakarmić drącą się w niebogłosy córkę. Córkę
kochała nad życie, ale o tej trzeciej czterdzieści trzy, jakby nieco mniej.
Nieznacznie mniej oczywiście. O tej godzinie jednak najbardziej kochała spać.”*
Adama, męża Magdaleny, który będzie „o trzeciej czterdzieści pięć siedział w garażu. Trudno było mu się
rozstać ze swoim kruczoczarnym VOLVO. Gładził skórzaną tapicerkę, nie mogąc się
zdecydować na powrót do domu. To było gorsze niż rozstanie z potencjalną
narzeczoną, której nie miał, miał natomiast żonę, ale ta, obrażona na niego
wielce udała się do teściowej, zabierając ze sobą dwoje ich wspólnych dzieci.”*
Adriannę, która ma ogromne kłopoty finansowe związane z tytułowym
miejscem pachnącym wanilią. To tutaj powstają wspaniałe wypieki, torty
stworzone z mistrzowską precyzją, przepyszne, cieszące oko i smakujące nieziemsko.
„Ta kawiarnia to jej dziecko. Drugie
dziecko. Pierwsze, to najważniejsze, jedenastomiesięczny syn, spało w drugim
pokoju. Drugie-kawiarnia-miało pracować na pierwsze. Różnie z tym bywało. Po
opłaceniu niani, mieszkania, rachunków, nie zostawało prawie nic. W całym domu
pachniało wanilią. To biszkopt piekł się właśnie w piekarniku. Zamówienie
urodzinowe dla sąsiadki z góry.”*
Karolinę, która o trzeciej czterdzieści pięć zamiast
przewracać się na drugi bok również będzie czuwała. „Właśnie skończyła czytać pracę magisterską pod tytułem ‘Poglądy kobiet
ze wsi i miasta na temat używania alkoholu’ i gdyby nie to, że obiecała sobie,
iż zrobi trening z ponętną Mel B z telewizora (a zawsze robiła to, co
zaplanowała), sama by zaraz zaczęła spożywać ten alkohol.”*
To ciepła, zabawna opowieść niepozbawiona wątków
rzeczywistych, autentycznych. Bohaterek imają się problemy, które dotyczą wielu
z nas. Czy to kłopoty z mężami, partnerami, dziećmi, finansowe, zawodowe, nieważne,
najistotniejsze jest to, że możemy się z nimi utożsamić, zrozumieć je. Jakbyśmy
czytały o sobie, o naszych bliskich, znajomych, przyjaciołach. Kobiety, które
spotkamy w tej książce połączy niewidzialna więź, staną się sobie bardzo
potrzebne i bliskie. To tutaj, w tym miejscu pachnącym wanilią poczują, że
warto marzyć, mieć nadzieję, realizować swoje pasje i spełniać pragnienia. Będą
odważne, niektóre wreszcie dalekie od ideału, innym uda się dostrzec wady
swojego partnera i przejrzeć na oczy. Postanowią zmienić swoje życie, dla
siebie, swoich dzieci, swojej przyszłości. Każda inna: jedna maniaczka
sprzątania, druga straszna bałaganiara, trzecia samotna i pozbawiona
perspektyw, jak też opiekunki do dziecka, czwarta przemęczona. Każda z nich
potrzebuje pomocy innego rodzaju, łączy je poczucie humoru i chęć zmiany na
lepsze swojego życia. Pragną być szczęśliwe, wreszcie, nareszcie! I będą! Bo
nie może być inaczej!
Magdalena Witkiewicz jak mało kto potrafi słuchać,
obserwować, pisać, humorystycznie łącząc w całość wszystko to, co ma znaczenie.
Na co warto zwrócić uwagę. Dodaje nam otuchy, potrafi tchnąć w nas wiarę we
własne siły, pokazać drogę, którą warto iść prosto przed siebie, do celu,
usuwając spod nóg kłody i śmiejąc się z drobnych lub nawet większych porażek.
Nie bójmy się marzyć, bo może nasze szczęście też pachnie wanilią i czai się
gdzieś za zakrętem? Wystarczy tylko mieć się na baczności i uważnie rozglądać,
a najsmakowiciej wyglądająca babeczka przypadnie w udziale właśnie nam. A jak
nie, to zawsze możemy sami ją sobie upiec, za sprawą przepisu zamieszczonego na
kartach tej powieści. Moje już są w piekarniku.
Lektura idealna dla fanów twórczości Magdaleny Witkiewicz, ale
też dla ludzi, którzy nie boją się bólu brzucha ze śmiechu, którzy potrafią
docenić uroki życia, właściwie dla wszystkich tak naprawdę. Polecam całym
sercem. Bawcie się tak dobrze jak ja, bo śmiechu nigdy dość.
*fragmenty pochodzą z książki
Magdalena Witkiewicz „Szczęście pachnące wanilią”
Wydawnictwo Filia, premiera: 21 maja 2014
Anna Grzyb, http://asymaka.blogspot.com/
POD KONIEC PRZYSZŁEGO TYGODNIA TA KSIĄŻKA BĘDZIE DO WYGRANIA NA MOIM BLOGU. ZACHĘCAM DO ZAGLĄDANIA :))))
niedziela, 4 maja 2014
Wywiad z Pauliną Ptasińską i "Wesele" do wygrania, konkurs.
Paulina Ptasińska wywiad
i konkurs
Paulina Ptasińska to
dwudziestopięcioletnia blondynka, mama dwulatka, która ma naprawdę wiele zajęć: kończy
studia, pomaga mężowi w prowadzeniu lokalu gastronomicznego i… spełnia się jako
autorka książek! Ma na swoim koncie co prawda dopiero jeden tytuł, ale zapowiada
niebawem kolejny, a w planach ma zapewne jeszcze wiele innych powieści.
Postaram się przybliżyć czytelnikom mojego bloga sylwetkę tej ciekawej debiutującej
autorki.
Przede wszystkim
chciałabym zacząć od pytania dotyczącego literatury, czy miłość do słowa
pisanego tkwiła w Tobie od zawsze? Ktoś Cię nią zaraził czy sama odkrywałaś
świat książek?
Mam wrażenie że od zawsze, chociaż pamiętam jak byłam małą
dziewczynką i mama zmuszała mnie do czytania lektur w podstawówce. Ta pasja
związana z książkami rozwijała się powoli od samego dzieciństwa z różnym stopniem
nasilenia, czytałam raz więcej, czasem mniej. Teraz nie wyobrażam sobie życia
bez książek. Odkryłam ten cudowny świat sama i teraz wszystkich do niego
serdecznie zapraszam.
Jak długo trwała
praca nad Twoją debiutancką powieścią „Wesele”? Czy pomysł pojawił się nagle? A
postaci-wymykały się spod kontroli, czy tworzyłaś je bez jakiegokolwiek trudu?
Napisałam Wesele w
miesiąc, cały pomysł powstał nagle i sama nie wiem, skąd się wziął. W ciągu paru
dni kreowałam całą historię i bohaterów w mojej głowie, całość spisałam w
punktach i później przepisałam w formie powieści. Wszystko w książce dzieje się
według wcześniejszego planu, więc nie miałam żadnych trudności, wręcz była to
dla mnie zabawa i odskocznia.
Czy powstanie
kontynuacja tej książki? Wiele wątków mogłoby potoczyć się dalej…
Do tej pory zaczęłam już dwie wersje drugiej części, ale
możliwości jest tak dużo, że ciągle wymyślam nowe i nie potrafię się zdecydować
na jedną opcję.
O czym będzie Twoja kolejna
propozycja literacka, uchylisz rąbka tajemnicy?
Druga książka to klasyczny romans dla kobiet, którego
akcja toczy się poza Polską. Osobiście
wydaje mi się że jest troszkę bardziej zabawna i interesująca, mam nadzieję, że
czytelnicy podzielą moje zdanie.
Jak tworzysz swoje
postaci? Opierasz się na kimś rzeczywistym czy raczej kreujesz swoich
bohaterów za pomocą własnej wyobraźni?
Rzadko opieram się na realistycznych postaciach ze względu
na to, iż może to być dla nich krępujące i nieprzyjemne. Do tej pory tylko jedna
wykreowana przeze mnie postać ma jakikolwiek związek z rzeczywistą osobą i mam
nadzieję, iż tak zostanie. Korzystam więc raczej z pokładów mojej wyobraźni, a
postaci tworzę względem potrzeb danej historii.
Jaka prywatnie jest
Paulina Ptasińska, jako mama?
Staram się być dobrą matką, ale czy jestem to zdecyduje
dopiero kiedyś mój syn, obawiam się jednak, iż rozpieszczam moje dziecko i nie
mogę się przed tym powstrzymać. Jestem bardzo zajętą osobą, ale na pierwszy
miejscu zawsze stawiam macierzyństwo.
O czym marzysz?
O małym domku na wsi, gdzie będę wychowywać gromadkę dzieci, gotować, czytać i
pisać książki.
Którą ze swoich
bohaterek uważasz za najciekawszą? Z którą najszybciej byś się zaprzyjaźniła?
Zdecydowanie Karola, gdyż jest niepoprawną optymistką. Staram się otaczać ludźmi wesołymi, ona właśnie taka jest. Poza tym postać babci Marysi, jest osobą, z
którą można o wszystkim porozmawiać i która zawsze dobrze doradzi… poza tym
piecze sernik.
Jak myślisz, czy
przyjaźń w pisarskim świecie jest możliwa? Czy można wyeliminować zazdrość, być
ponad nią i cieszyć się z sukcesów koleżanek po fachu?
Na dzień dzisiejszy nie znam osobiście żadnego pisarza ani
pisarki, a jeżeli któryś z polskich autorów odnosi sukces, patrzę na to
kategorii, jemu się udało, więc mi też może się udać. Zazdrość jest bardzo złym odczuciem i staram
się go unikać jak ognia, bo nie wnosi do życia nic dobrego. Możemy coś osiągnąć
tylko wtedy, kiedy nie będziemy się skupiać na innych… tylko na sobie.
Czy masz swojego
prywatnego „pierwszego krytyka”? Osobę, która pomaga, radzi, czyta dopiero co
napisany tekst? Potrzebujesz kogoś takiego?
Nie mam nikogo takiego, moje teksty są czytane dopiero po
premierze książki lub w przypadku
artykułów dopiero kiedy ukazuje się gazeta.
Nie pokazuję nikomu teksów, zanim nie zostaną zaakceptowane przez danego
wydawcę lub redaktora.
Zastanawiam się, jak
zareagowali najbliżsi, znajomi, przyjaciele, gdy dowiedzieli się o Twoim
debiucie? Czy cokolwiek to zmieniło w relacjach między Wami?
Rodzina była raczej mile zaskoczona, zwłaszcza, że zawsze
powtarzałam, iż będę pisarką. Trochę się ze mnie wtedy śmiali, ale teraz chyba są
nawet ze mnie dumni. Co do znajomych,
większość jest w szoku. Mnóstwo ludzi, którzy nie znają mnie dobrze nawet nie
podejrzewali mnie o czytanie, a co dopiero pisanie książek, przecież jestem
blondynką, która uwielbia chodzić w szpikach. To jakiś absurd!
Z którą z bohaterek
„Wesela” mogłabyś się utożsamić, czy któraś z nich otrzymała cechy Twojego
charakteru?
Myślę, że każda po trochę, nie ma konkretnej osoby, z którą
bym się utożsamiała. Przykładowo Alicja sprawia wrażenie poważnej i upartej, to
zdecydowanie moje cechy, za to Karola uwielbia ciuchy, to też wiąże się ze mną,
Anka z kolei marzy o rodzinie i dzieciach.
Każdej postaci dałam trochę z siebie.
Sama uwielbiasz
czytać. Jakie książki najbardziej?
Takie jakie piszę. Głównie romanse dla kobiet, od tradycyjnych, przez historyczne, po
erotyczne. Co wiele osób śmieszy.
Czasami sięgam też po fantastykę, rzadziej po kryminały, zdarza mi się
od czasu do czasu przeczytać jakąś poważną lekturę.
Co myślisz o
spotkaniach autorskich, czy dobrze jest nawiązać kontakt z czytelnikiem?
Otrzymujesz wiadomości od osób, które czytały „Wesele”?
Jedyne moje doświadczenia w tej materii to spotkania z
dziećmi w szkołach, odnośnie pisarstwa i czytania książek, rozmawiałam też z
wieloma ludźmi o mojej książce. Muszę jednak szczerze przyznać, że nie wiedzieć
czemu, jest to dla mnie trochę krępujące.
Jak radzisz sobie z
krytyką, a może Twoja powieść jak dotąd zbiera same pochlebne opinie?
Czy bierzesz sobie do serca uwagi innych?
Czy bierzesz sobie do serca uwagi innych?
Odpukać w drewno niemalowane, nie spotkałam się do tej pory
z jakąś totalną krytyką, zazwyczaj wypominane są małe błędy, które oczywiście
biorę sobie do serca, jestem debiutantką, dopiero się uczę. Choć przyznaję że źle znoszę wszelkiego
rodzaju krytykę i bardzo się jej boję.
Czego chciałabyś
nauczyć swoje dziecko? Czy masz zamiar zarazić go pasją do książek?
Chciałabym, żeby moje dzieci dużo czytały, choć wydaje mi się
że ta pasja rodzi się w człowieku sama. Poza tym chciałabym nauczyć je wszystkiego,
czego tylko można, sami później wybiorą, co lubią najbardziej.
Czy w Twoim otoczeniu
ludzie czytają? Ja również mieszkam w niewielkiej społeczności i ze smutkiem
stwierdzam, że niewiele jest osób, które znajdują czas na lekturę, nad czym
bardzo ubolewam.
Zgadzam się z tym, w moim otoczeniu także ludzie, którzy
czytają należą do rzadkości, chociaż muszę przyznać, iż z biegiem czasu wydaje
mi się, że jest coraz lepiej. Mimo wszystko uważam, iż ludzie za mało czytają,
nie zdają sobie sprawy z tego jak wiele korzyści płynie z czytania.
Dziękuję za rozmowę i
z niecierpliwością czekam na kolejną książkę z Twoim nazwiskiem na okładce.
KONKURS:
1. Organizatorem konkursu jestem ja, a nagrodę w postaci książki Pauliny Ptasińskiej ufundowało Wydawnictwo Novae Res wraz z autorką, za co bardzo dziękuję.
2. Zabawa rozpoczyna się dzisiaj, 4 maja i potrwa do 14 maja, do godziny 24:00.
3. Wyniki pojawią się na moim blogu, w formie notki, w ciągu trzech dni roboczych od momentu zakończenia konkursu.
4. Zwycięzca zobowiązany jest napisać do mnie w treści maila podając adres, pod który mam wysłać książkę. W temacie wiadomości wystarczy napisać: Wesele, mój adres e-mailowy to: asymaka@o2.pl
5. Pytanie konkursowe brzmi: Jak wyobrażasz sobie idealne oświadczyny?
5. Pytanie konkursowe brzmi: Jak wyobrażasz sobie idealne oświadczyny?
Pod tym postem proszę podać odpowiedź na to pytanie, w komentarzu. Proszę o podpisanie się imieniem lub pseudonimem, szczególnie, jeżeli nie posiadacie konta na bloggerze.
6. Jeżeli zwycięzca konkursu nie poda mi swoich danych w ciągu trzech dni od daty ogłoszenia wyników, wybiorę kolejnego szczęśliwca.
7. Jeżeli ktokolwiek ma ochotę, może udostępnić ten konkursowy post, za co będę oczywiście jak zawsze niezmiernie wdzięczna.
Tutaj jest recenzja tej powieści na moim blogu: http://asymaka.blogspot.com/2014/03/wesele-paulina-ptasinska.html.
A tu link do strony autorki: https://www.facebook.com/weseleptasinska
Pozdrawiam i życzę dobrej zabawy przy wymyślaniu odpowiedzi, sama już się rozmarzyłam ;)
Zapomniałabym, do 11 maja trwa na mojej stronie konkurs. Do wygrania egzemplarz książki, której Pisaninka patronuje! https://www.facebook.com/photo.php?fbid=633748933362523&set=a.471852652885486.1073741828.459786130758805&type=1&stream_ref=10
A jutro na blogu przedpremierowa recenzja trzeciej części Milaczka Magdaleny Witkiewicz. Dziękuję za wszystkie polubienia, obserwowanie mojego bloga i udostępnienia. Dodajecie mi wiary, że to co robię ma sens. Pozdrawiam cieplutko :))))
sobota, 3 maja 2014
Psotnice podwórkowe Rafał Witek
Zapraszam do zapoznania się z kolejną książeczką z serii Czytam sobie. Jest to historia z poziomu trzeciego, w którym dziecko może połykać już strony. Dwa poprzednie etapy: składam słowa i składam zdania opisywałam w poprzednich postach, teraz przechodzimy do etapu najtrudniejszego, w którym nasz mały czytelnik ma do czynienia z większą ilością tekstu. Słowa bardziej skomplikowane, niezrozumiałe być może dla naszego malucha znajdziemy w słowniczku, alfabetycznie omówione na końcu opowieści. W treści jest od 2500 do 2800 wyrazów, użyto w nich wszystkich głosek, zdania należą do dłuższych, bardziej rozbudowanych, złożonych.
Jak już wielokrotnie pisałam seria ta jest naprawdę doskonałym pomysłem na naukę czytania. Dziecko zaznajamia się z ciekawym i zabawnym tekstem, czarno-białe ilustracje przykuwają wzrok i interesują naszego potomka, literki są duże, a całość dopracowana w najmniejszym nawet szczególe. Dodatkowym atutem każdej z książeczek jest solidne wykonanie, ale też przystępna cena. Historyjki tworzone są przez popularnych i uznanych autorów, a rysunki przez ilustratorów z doświadczeniem.
Rafał Witek, który napisał "Psotnice podwórkowe" jest dwumetrowym, młodym pisarzem. Wzrost czyni go największym z pisarzy tworzących dla młodego czytelnika, może się też poszczycić wieloletnim stażem i mnóstwem publikacji. Pisze wiersze, słuchowiska, jak również tworzy prozę i słuchowiska. Uwielbia też fotografować i jeździć na rolkach, choć na te dwie czynności zazwyczaj brakuje mu czasu.
Zosia Dzierżawska, ilustratorka książeczki, rysuje obrazki do publikacji dziecięcych, powieści skierowanych do młodego czytelnika, ale i do komiksów. Pochodzi z Warszawy, studiowała ilustrację w Mediolanie. Rysunki wykonuje dla polskich i włoskich wydawnictw.
"Są na świecie czarodziejki, wiedźmy i nimfy. Są wróżki, syreny i rusałki. Ale nie wszyscy wiedzą, że są też psotnice podwórkowe. Jak wyglądają? Są małe i ruchliwe. Mają sprytne oczka i długie włosy, których nie da się rozczesać."*
Poznajemy nasze bohaterki po tym, że głośno się śmieją, gdy zrobią coś złego. Mieszkają na skwerku przy ulicy Kota w Worku, są bliźniaczkami i mają na imię Olka i Olcia. Mają niesamowite pomysły i czerpią ze swoich psot wielką radość, jak też satysfakcję. Bawią się wyśmienicie, do pewnego momentu. Jak myślicie, co takiego musi się wydarzyć, by dziewczynki nabrały rozumu?
Autor przygotował też dla czytelników test dla kandydatów na wróżki. Wystarczy go rozwiązać i dowiedzieć się, czy możemy zostać podwórkowymi wróżkami. Polecam całą serię. Książeczki i bawią, i uczą jednocześnie. To idealna lektura dla małych czytelników.
*fragment pochodzi z książeczki
Za możliwość poznania "Psotnic podwórkowych" dziękuję:
Jak już wielokrotnie pisałam seria ta jest naprawdę doskonałym pomysłem na naukę czytania. Dziecko zaznajamia się z ciekawym i zabawnym tekstem, czarno-białe ilustracje przykuwają wzrok i interesują naszego potomka, literki są duże, a całość dopracowana w najmniejszym nawet szczególe. Dodatkowym atutem każdej z książeczek jest solidne wykonanie, ale też przystępna cena. Historyjki tworzone są przez popularnych i uznanych autorów, a rysunki przez ilustratorów z doświadczeniem.
Rafał Witek, który napisał "Psotnice podwórkowe" jest dwumetrowym, młodym pisarzem. Wzrost czyni go największym z pisarzy tworzących dla młodego czytelnika, może się też poszczycić wieloletnim stażem i mnóstwem publikacji. Pisze wiersze, słuchowiska, jak również tworzy prozę i słuchowiska. Uwielbia też fotografować i jeździć na rolkach, choć na te dwie czynności zazwyczaj brakuje mu czasu.
Zosia Dzierżawska, ilustratorka książeczki, rysuje obrazki do publikacji dziecięcych, powieści skierowanych do młodego czytelnika, ale i do komiksów. Pochodzi z Warszawy, studiowała ilustrację w Mediolanie. Rysunki wykonuje dla polskich i włoskich wydawnictw.
"Są na świecie czarodziejki, wiedźmy i nimfy. Są wróżki, syreny i rusałki. Ale nie wszyscy wiedzą, że są też psotnice podwórkowe. Jak wyglądają? Są małe i ruchliwe. Mają sprytne oczka i długie włosy, których nie da się rozczesać."*
Poznajemy nasze bohaterki po tym, że głośno się śmieją, gdy zrobią coś złego. Mieszkają na skwerku przy ulicy Kota w Worku, są bliźniaczkami i mają na imię Olka i Olcia. Mają niesamowite pomysły i czerpią ze swoich psot wielką radość, jak też satysfakcję. Bawią się wyśmienicie, do pewnego momentu. Jak myślicie, co takiego musi się wydarzyć, by dziewczynki nabrały rozumu?
Autor przygotował też dla czytelników test dla kandydatów na wróżki. Wystarczy go rozwiązać i dowiedzieć się, czy możemy zostać podwórkowymi wróżkami. Polecam całą serię. Książeczki i bawią, i uczą jednocześnie. To idealna lektura dla małych czytelników.
*fragment pochodzi z książeczki
Za możliwość poznania "Psotnic podwórkowych" dziękuję:
Droga do Domu Przemysław Żuchowski recenzja
Przemysław Żuchowski urodził się w Lesznie i mieszka tam aż po dziś dzień. Ukończył wyższe studia pielęgniarskie, pracuje w ratownictwie medycznym. Uwielbia chodzić po górach i jaskiniach, szczególnym sentymentem darzy Karkonosze i Góry Izerskie. Interesują go tajemnice i sekretne znaki walońskie, kocha przyrodę, której bogactwo stara się uwiecznić na fotografiach.
Przenosimy się do 1675 roku, w okolice Szklarskiej Poręby. Nigdy jeszcze nie było mi dane znaleźć się w tamtych stronach, ale dzięki opowiedzianej przez autora historii miałam szansę przenieść się w tamten czas, na te wyjątkowo ciekawe tereny. Plastyczny język książki, niezwykle wybujała wyobraźnia Żuchowskiego, ale też wiedza na temat tamtego okresu to największe atuty tej powieści. Niesztampowi bohaterowie, bo nie tylko prostych ludzi, ale też wilki możemy tu spotkać, poznać ich uczucia i myśli, to pomysł moim zdaniem rewelacyjny. "Droga do Domu" to dopracowana, przemyślana, świetna fabuła. Autor przybliża nam nie tylko codzienne życie osób żyjących w XVII wieku, ich problemy i rozterki, ale też legendy, jakie krążyły wówczas, pełne magii i tajemniczości opowieści o ukrytych skarbach. Główną postacią jest Walon, najmądrzejszy i najbardziej wartościowy spośród osób przedstawionych w tej historii. To dzięki niemu książka jest tak ciekawa, zajmująca, chwyta za serce i uświadamia nam, co ma znaczenie w naszym życiu. Kocha naturę, jest do niej niebywale przywiązany, a autor tak ciekawie opisuje jego świat, myśli, odczucia, że od razu rodzi się w nas sympatia do tego bohatera. Wczuwamy się też w klimat i atmosferę tych niezwykłych miejsc, górskich opowieści. Czytelnik żądny przygód na pewno znajdzie tu coś dla siebie, a ci, którzy, jak ja, nie byli jeszcze w górach, na pewno za sprawą tej fabuły staną się niebawem miłośnikami właśnie tych terenów.
"Droga do Domu" to debiut literacki autora, w którym możemy już na pierwszy rzut oka dostrzec jego miłość do górskich wędrówek, jak też zagadek. Początkowo wydawało mi się, że książka będzie nudna, ale im bardziej się w nią zagłębiałam, tym bardziej mnie wciągała i interesowała. Mam tylko jedno "ale" dotyczące tej powieści, a mianowicie nadużywanie przecinka, poza tym wszystko jest w jak najlepszym porządku. Styl autora, ciekawa fabuła, niebanalne postaci, dylematy, wybory, przed jakimi stają, a nade wszystko doskonale ujęta tematyka przyjaźni i samotności. Moim zdaniem to świetna, szczególnie jak na debiut, propozycja literacka autora i z wielką chęcią sięgnę po jej kontynuację.
Znajdziemy tu wiele wątków godnych uwagi, a odrobina magii, jak też zaskakująca puenta na pewno utwierdzi nas w przekonaniu, że to lektura, na którą nie szkoda było czasu, a wręcz przeciwnie, warto było się w nią zagłębić i ją przeczytać. Podejrzewam, że autor zostawił w niej kawałek własnego serca. Polecam jak najbardziej.
Za możliwość przeczytania "Drogi do Domu" dziękuję autorowi.
Przenosimy się do 1675 roku, w okolice Szklarskiej Poręby. Nigdy jeszcze nie było mi dane znaleźć się w tamtych stronach, ale dzięki opowiedzianej przez autora historii miałam szansę przenieść się w tamten czas, na te wyjątkowo ciekawe tereny. Plastyczny język książki, niezwykle wybujała wyobraźnia Żuchowskiego, ale też wiedza na temat tamtego okresu to największe atuty tej powieści. Niesztampowi bohaterowie, bo nie tylko prostych ludzi, ale też wilki możemy tu spotkać, poznać ich uczucia i myśli, to pomysł moim zdaniem rewelacyjny. "Droga do Domu" to dopracowana, przemyślana, świetna fabuła. Autor przybliża nam nie tylko codzienne życie osób żyjących w XVII wieku, ich problemy i rozterki, ale też legendy, jakie krążyły wówczas, pełne magii i tajemniczości opowieści o ukrytych skarbach. Główną postacią jest Walon, najmądrzejszy i najbardziej wartościowy spośród osób przedstawionych w tej historii. To dzięki niemu książka jest tak ciekawa, zajmująca, chwyta za serce i uświadamia nam, co ma znaczenie w naszym życiu. Kocha naturę, jest do niej niebywale przywiązany, a autor tak ciekawie opisuje jego świat, myśli, odczucia, że od razu rodzi się w nas sympatia do tego bohatera. Wczuwamy się też w klimat i atmosferę tych niezwykłych miejsc, górskich opowieści. Czytelnik żądny przygód na pewno znajdzie tu coś dla siebie, a ci, którzy, jak ja, nie byli jeszcze w górach, na pewno za sprawą tej fabuły staną się niebawem miłośnikami właśnie tych terenów.
"Droga do Domu" to debiut literacki autora, w którym możemy już na pierwszy rzut oka dostrzec jego miłość do górskich wędrówek, jak też zagadek. Początkowo wydawało mi się, że książka będzie nudna, ale im bardziej się w nią zagłębiałam, tym bardziej mnie wciągała i interesowała. Mam tylko jedno "ale" dotyczące tej powieści, a mianowicie nadużywanie przecinka, poza tym wszystko jest w jak najlepszym porządku. Styl autora, ciekawa fabuła, niebanalne postaci, dylematy, wybory, przed jakimi stają, a nade wszystko doskonale ujęta tematyka przyjaźni i samotności. Moim zdaniem to świetna, szczególnie jak na debiut, propozycja literacka autora i z wielką chęcią sięgnę po jej kontynuację.
Znajdziemy tu wiele wątków godnych uwagi, a odrobina magii, jak też zaskakująca puenta na pewno utwierdzi nas w przekonaniu, że to lektura, na którą nie szkoda było czasu, a wręcz przeciwnie, warto było się w nią zagłębić i ją przeczytać. Podejrzewam, że autor zostawił w niej kawałek własnego serca. Polecam jak najbardziej.
Za możliwość przeczytania "Drogi do Domu" dziękuję autorowi.
Wyprawa do dżungli. Gra planszowa dla dzieci, recenzja.
Gra Wyprawa do dżungli bardzo podoba się moim dzieciom. Autorem jej jest Piotr Siła, ilustracje wykonał Maciej Szymanowicz. Przeznaczona jest dla dwóch, trzech lub czterech osób, w wieku od 6 lat, do 106. Moja Zuzia ma w tej chwili trzy i pół roku i też w nią gra, więc można te zasady troszkę "nagiąć". Co wchodzi w skład tej gry? Mamy 16 kart skarbów, 16 kart mapy, 27 żetonów punktów i znacznik gracza, który rozpoczyna zabawę.
Zaczynamy od potasowania kart skarbów, które następnie układamy na środku stołu obrazkami do góry. Warto zapamiętać jak największą ilość kart, dlatego należy im się przyjrzeć. W kolejnym kroku odwracamy wszystkie karty obrazkami do dołu.
Karty mapy również powinniśmy potasować, a następnie rozdać po cztery karty każdemu z graczy. Jeżeli grają dwie lub trzy osoby resztę kart odkładamy na bok, nie zaglądając, co się na nich znajduje.
Grę rozpoczyna najmłodszy uczestnik zabawy. To on dostaje znacznik gracza rozpoczynającego. Żetony punktów kładziemy z boku stolika.
Cel gry.
Uczestnicy gry wyruszają na wyprawę do dżungli śladami starożytnej cywilizacji. Wybrałam tę grę dla mojego prawie siedmioletniego syna Kamila i zdaje się, że był to strzał w dziesiątkę, ponieważ jest nią zachwycony. Uwielbia filmy, w których bohaterowie żądni przygód szukają skarbów, ale też właśnie śladów dawnych cywilizacji. Tutaj podążamy tropem Majów, a za odnalezione skarby zdobywamy punkty. Wygrywa ta osoba, która zdobędzie owych punktów najwięcej.
Rundy są cztery. W każdej z nich mamy do dyspozycji cztery karty mapy. Każdy z etapów zaczyna osoba, która jest posiadaczem znacznika gracza rozpoczynającego. Dalej postępujemy zgodnie z zasadami, które jasno zostały określone i opisane w instrukcji.
Gra jest przede wszystkim w przystępnej cenie, ale nie oznacza to wcale, że została byle jak wykonana. Kartonik, w którym znajduje się gra jest solidny, kolorowy i przyciąga wzrok. Gra jest dopracowana w każdym szczególe, nie pozwala w żadnym momencie na nudę. Dla dzieci w wieku mojego synka jest idealna. Polecam.
Wszystkie gry można kupić w promocyjnej cenie na tej stronie:
czwartek, 1 maja 2014
Sezon na zielone kasztany Barbara Kosmowska
Nazwisko Barbary Kosmowskiej poznałam przy okazji powieści zatytułowanej "Ukrainka". Zaskoczyła mnie ta książka bardzo pozytywnie, do tego stopnia, że postanowiłam przeprowadzić z pisarką wywiad i przybliżyć jej sylwetkę czytelnikom mojego bloga. Ponadto można było wygrać egzemplarz powieści. Link do wywiadu: http://asymaka.blogspot.com/2013/11/wywiad-z-barbara-kosmowska-i-konkurs-z.html.
"Sezon na zielone kasztany" to propozycja literacka skierowana głównie do młodzieży, a ja bardzo się cieszę, że miałam okazję ją przeczytać. Jak wielokrotnie już powtarzałam przy recenzowaniu innych książek o młodych ludziach, takie historie są niebywale potrzebne. Za moich czasów nie było tego typu powieści, a raczej było ich niewiele, dzisiaj starsze dzieci mają do wyboru mnóstwo ciekawych lektur. Mogą odnaleźć samych siebie w tych opowieściach, utożsamić się z bohaterem, nabrać dystansu do własnych problemów, jak też przekonać się, co czuje na przykład ich mama, gdy oni przysparzają jej zmartwień.
To książka po prostu mądra, ale nie moralizująca, krytykująca, ironizująca. Autorka zdaje się sama mieć naście lat, tak doskonale odnajduje się w tej tematyce. Czytelnik bez trudu wyobraża sobie uczucia i emocje rewelacyjnie opisanych w tej powieści młodych ludzi. To naprawdę ważna lektura, nie tylko dla naszych dzieci Jeżeli macie w domu nastolatkę lub nastolatka to idealna publikacja właśnie dla Was. Dzięki niej nie tylko dziecko bowiem zrozumie rodzica, ale też rodzic zrozumie dylematy i rozterki swojej latorośli. Ja jestem "Sezonem na zielone kasztany" zauroczona, wzruszona i pełna dobrych, pozytywnych emocji.
Poznamy tu prawdziwe kłopoty, na pewno nie wyimaginowane, nie wyssane z palca. Odnajdziemy tutaj samych siebie lub naszych najbliższych. Zrozumiemy, jak ważne są relacje panujące w rodzinie, więź między matką a córką, synem a ojcem. Często dzieci tak bardzo chcą być przez nas akceptowane, kochane, że ukrywają swoje myśli, odczucia, marzenia. Za wszelką cenę chcą sprostać naszym oczekiwaniom, być przez nas zauważone.
Znajdziemy tu jedenaście historii. Łączą je nie tylko bohaterowie, ale też wielka wrażliwość, często trudne do rozwiązania problemy, dylematy, przed jakimi stają, emocje i straty, którym zostają poddani. Dowiadują się, wchodząc powoli w dorosłość, że świat ma wiele barw, nie jest zawsze radosny i idealny, bywa gorzki, zawistny, a pomimo tego, że pozornie otaczają nas inni, jesteśmy bardzo samotni. Sami. To książka o ludziach, ich codzienności, szczęściu, łzach. Pełna emocji i uwrażliwiająca nas, poruszająca do głębi.
Nie mogłam opanować wzruszenia, gdy czytałam opowiadanie zatytułowane "Listy do siostry", ale i pozostałych dziesięć mnie nie zawiodło.
"Dopiero jak położyłam rękę na brzuchu mamy i zapytałam, czy jesteś teraz w tym miejscu, mama radośnie przytaknęła i zrobiło się sympatycznie.
Pamiętasz moją rękę? Bo ja myślę, że się wtedy ze mną przywitałaś. Może to sobie wyobraziłam, ale poczułam coś takiego.. Jakby dzieliła nas tylko skóra na brzuchu mamy. Nic więcej."*
Czyta się je szybko, choć czasem przystaje na moment, by odetchnąć głęboko, bo tyle tu istotnych spraw, zmartwień, przeżyć. Napisane pięknym, przystępnym językiem dają nam nadzieję i wiarę w to, że dzisiejsza młodzież wcale nie jest taka zła i bezmyślna, jak sądzą niektórzy. Naprawdę polecam całym sercem.
*fragment pochodzi z książki
"Sezon na zielone kasztany" to propozycja literacka skierowana głównie do młodzieży, a ja bardzo się cieszę, że miałam okazję ją przeczytać. Jak wielokrotnie już powtarzałam przy recenzowaniu innych książek o młodych ludziach, takie historie są niebywale potrzebne. Za moich czasów nie było tego typu powieści, a raczej było ich niewiele, dzisiaj starsze dzieci mają do wyboru mnóstwo ciekawych lektur. Mogą odnaleźć samych siebie w tych opowieściach, utożsamić się z bohaterem, nabrać dystansu do własnych problemów, jak też przekonać się, co czuje na przykład ich mama, gdy oni przysparzają jej zmartwień.
To książka po prostu mądra, ale nie moralizująca, krytykująca, ironizująca. Autorka zdaje się sama mieć naście lat, tak doskonale odnajduje się w tej tematyce. Czytelnik bez trudu wyobraża sobie uczucia i emocje rewelacyjnie opisanych w tej powieści młodych ludzi. To naprawdę ważna lektura, nie tylko dla naszych dzieci Jeżeli macie w domu nastolatkę lub nastolatka to idealna publikacja właśnie dla Was. Dzięki niej nie tylko dziecko bowiem zrozumie rodzica, ale też rodzic zrozumie dylematy i rozterki swojej latorośli. Ja jestem "Sezonem na zielone kasztany" zauroczona, wzruszona i pełna dobrych, pozytywnych emocji.
Poznamy tu prawdziwe kłopoty, na pewno nie wyimaginowane, nie wyssane z palca. Odnajdziemy tutaj samych siebie lub naszych najbliższych. Zrozumiemy, jak ważne są relacje panujące w rodzinie, więź między matką a córką, synem a ojcem. Często dzieci tak bardzo chcą być przez nas akceptowane, kochane, że ukrywają swoje myśli, odczucia, marzenia. Za wszelką cenę chcą sprostać naszym oczekiwaniom, być przez nas zauważone.
Znajdziemy tu jedenaście historii. Łączą je nie tylko bohaterowie, ale też wielka wrażliwość, często trudne do rozwiązania problemy, dylematy, przed jakimi stają, emocje i straty, którym zostają poddani. Dowiadują się, wchodząc powoli w dorosłość, że świat ma wiele barw, nie jest zawsze radosny i idealny, bywa gorzki, zawistny, a pomimo tego, że pozornie otaczają nas inni, jesteśmy bardzo samotni. Sami. To książka o ludziach, ich codzienności, szczęściu, łzach. Pełna emocji i uwrażliwiająca nas, poruszająca do głębi.
Nie mogłam opanować wzruszenia, gdy czytałam opowiadanie zatytułowane "Listy do siostry", ale i pozostałych dziesięć mnie nie zawiodło.
"Dopiero jak położyłam rękę na brzuchu mamy i zapytałam, czy jesteś teraz w tym miejscu, mama radośnie przytaknęła i zrobiło się sympatycznie.
Pamiętasz moją rękę? Bo ja myślę, że się wtedy ze mną przywitałaś. Może to sobie wyobraziłam, ale poczułam coś takiego.. Jakby dzieliła nas tylko skóra na brzuchu mamy. Nic więcej."*
Czyta się je szybko, choć czasem przystaje na moment, by odetchnąć głęboko, bo tyle tu istotnych spraw, zmartwień, przeżyć. Napisane pięknym, przystępnym językiem dają nam nadzieję i wiarę w to, że dzisiejsza młodzież wcale nie jest taka zła i bezmyślna, jak sądzą niektórzy. Naprawdę polecam całym sercem.
*fragment pochodzi z książki
Subskrybuj:
Posty (Atom)



.jpg)






