piątek, 15 stycznia 2016

kruchość życia...

Tym razem napiszę o czymś innym. Nie będzie to opinia o książce. Od paru dni biję się z myślami, bo po raz kolejny przyszło mi się zmierzyć z ostatecznością. Znowu w brutalny sposób los uświadomił mi, że nikt z nas nie jest nieśmiertelny...

Pisałam już o tym w "Życiu z drugiej ręki", nigdy nie zapomnę zresztą oburzonego komentarza redaktora, że ktoś taki musi być niezrównoważony. Ci, którzy czytali moją powieść wiedzą, w czym rzecz. Niezrównoważony? A może zagubiony? Może problemy nawarstwiały się, komplikowały przez lata... Może ktoś nawet próbował tej osobie pomóc, wyciągnąć do niej pomocną dłoń... Może... A może nie pomógł nikt.

Nie rozumiemy takich ludzi. My, "normalni". Nie wierzymy, że mógł postąpić tak nieroztropnie! Tak samolubnie! Tylu ludzi walczy z chorobą, nie poddaje się, a tu tak po prostu...

Nie. Nie tak. I nie po prostu. Na pewno nie.


Wśród ludzi jest się najbardziej samotnym. Nakłada się maskę, uśmiech numer pięć i wmawia samemu sobie, że wszystko jest dobrze. A nie jest. Mówią, tylu miał przyjaciół, takie idealne życie! Nie oceniajmy, bo nigdy nie byliśmy w podobnej sytuacji.

Znałam kiedyś chłopaka wesołego i zadowolonego z życia. Rozśmieszał nas wszystkich, zawsze doskonale się bawił. Był otwarty i życzliwy. A jednak miał problemy... Co kryło się w Jego duszy? Nie wiem.



Wierzę, że mimo wszystko po tamtej stronie jest IM lepiej, choć bliskim zawsze trudno się z tym pogodzić... Tak. Wiem.
W mojej pamięci pozostaną takimi, jacy byli. Jakich Ich zapamiętałam... Jeszcze z czasów podstawówki.

"Przez moment miałam wrażenie, że ktoś zaraz przybiegnie, zawoła: "To żart! Ona nie umarła!" i zacznie się śmiać. Przecież to było niemożliwe. Dopiero co rozmawiałyśmy, była cała i zdrowa, pełna nadziei na lepszą przyszłość. Mogła mieć męża, kochać, urodzić dziecko." [1]



[1] Anna Grzyb "Życie z drugiej ręki", Wydawnictwo Szara Godzina, 2015 rok, s. 164

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza