piątek, 21 marca 2014

wywiad z... ze mną :))))

Kilka dni temu otrzymałam propozycję od pewnej autorki. Nazywa się Victoria Gische. Zapytała, czy zgodziłabym się na wywiad. Kiedyś już otrzymałam takową propozycję od lokalnego tygodnika, ale po dłuższym zastanowieniu odmówiłam. Tym razem pełna obaw jednak się zgodziłam. Byłam ciekawa, co z  tego wyniknie. Tak naprawdę nie czułam się na siłach, nie uważam, że jestem osobą interesującą, raczej zwyczajną kobietą, matką, żoną, czytelniczką.
Rozmowa odbyła się z dwiema blogerkami, ze mną i z Wiolą. Oto fragment wywiadu, całość dostępna jest tutaj: http://victoriagische.bloog.pl/id,340479065,title,Zapraszamnawywiad,index.html?smoybbtticaid=61268d

Pani Wiola sama o sobie mówi, że jest książkoholiczką, a jej zbiorów nie powstydziłaby się niejedna biblioteka.
Z kolei Pani Anna oprócz czytania, lubi także pisać, „przelewać myśli na papier”. Pisała wiersze, wspomnienia i opowiadania, jak na razie do szuflady, ale kto wie, może kiedyś zdecyduje się na kolejny krok...
Zapraszam na wywiad. Dowiedzie się z niego, w których kwestiach Panie mają podobne zdanie, a w których wręcz odwrotnie.
Zapraszam także na strony internetowe: http://www.subiektywnieoksiazkach.pl/ oraz http://asymaka.blogspot.de

Victoria: Witam Panie. Zacznijmy może od tego, skąd myśl, żeby prowadzić bloga książkowego, stronę poświęconą czytelnictwu, które ponoć w Polsce kuleje i z roku na rok maleje? 
Anna: Pierwszy mój blog zaczęłam pisać w 2008 roku i nie był on blogiem książkowym. Pisałam pod pseudonimem „Asymaka” o swoim życiu, ale nikt ze znajomych o tym blogu nie wiedział. Czasem polecałam na nim różnego typu powieści, które ujęły mnie szczególnie. Te posty cieszyły się sporym zainteresowaniem, dlatego po pewnym czasie zaczęłam prowadzić blog o literaturze, by dzielić się z innymi emocjami i miłością do książek. Chciałam o powieściach, które mnie urzekły mieć z kim porozmawiać!  
V: Wrócę jeszcze na chwilę do owego czytelnictwa. Patrząc na komentarze oraz aktywność na stronach, jakie Panie prowadzą, dochodzę do wniosku, że chyba nie jest tak źle...   
 A: Moim zdaniem jest. Mam kilku czytelników bloga, ale to ludzie rozproszeni po całym świecie. Czytanie wcale do popularnych zajęć nie należy. Często słyszę, że ktoś nie ma czasu nawet na pół godziny relaksu z ulubioną lekturą, padają też w moim kierunku pytania, po co to robię, czy mnie to nie nudzi? Dzieci, które czytają, uważane są za dziwne. Dzisiejszy świat idzie w złym kierunku, zabieganie, brak czasu, to wszystko nie pomaga czytelnictwu, nie wspominając już o cenach książek. 
V: W moim przypadku umiłowanie do książek zostało mi przekazane. A jak jest u Pań, czy pasja do książek rodziła się w nich sama, czy może to „choroba” przekazywana z pokolenia na pokolenie? 
A: Moja mama czyta całkiem sporo, książki w domu rodzinnym nie były niczym niezwykłym, ale gdybym sama tego nie lubiła, nikt nie zmusiłby mnie do pokochania świata literatury. W szkole podstawowej pomagałam w bibliotece, zresztą często korzystam z zasobów bibliotek, bo nie zawsze mogę sobie na ciekawą powieść pozwolić.  
 V: Kiedy ostatnio przeglądałam stos książek Pani Wioli, pierwsze co przyszło mi do głowy, skąd Pani bierze czas, aby to wszystko przeczytać? Jak radzicie sobie Panie z łączeniem pasji i życia, nie tylko zawodowego, ale także prywatnego?  
 A: Tak, jak każdy chyba, kto ma pasję. Bez tego nie da się żyć. Oczywiście czasami przychodzi chwila zwątpienia, ale gdy ktoś do mnie napisze, że dzięki mnie zaczął czytać, interesować się literaturą od razu mi lepiej, energia powraca! 
V: Właśnie, czy prowadzenie bloga, strony poświęconej książkom to jeszcze pasja, czy już praca? 
A: Rok temu powiedziałabym, że pasja, pasja, i tylko pasja. Kiedy zaczęłam pracę w lokalnej gazecie, przekonałam się, że pasję i pracę można łączyć, co dało mi jeszcze więcej radości.
 V: Czytacie setki, jak nie tysiące książek, czy macie Panie jeszcze czas, aby wracać czasami to swoich ulubionych powieści?
 A: Kiedyś wracałam do ukochanych książek, na dzień dzisiejszy faktycznie nie mam na to czasu… ale nie czytam tysięcy książek, starannie wybieram lekturę, rzadko kiedy trafiam na coś, co powinnam omijać szerokim łukiem.
V: Przeczytałam na stronie Pani Wioli, że ma w swoim życiu 10 najważniejszych książek. Chciałam zapytać, gdyby miała Pani wybrać, to która z nich byłaby tą najważniejszą z ważnych? A Pani, Pani Anno, czy ma taką jedną najukochańszą, najważniejszą?
A: Sama w wywiadach z polskimi pisarkami często o to pytałam, jednak nie odpowiem na to pytanie, ponieważ nie podobają mi się tego typu rankingi. Mam na blogu notkę o najlepszych książkach, jakie czytałam w 2013 roku, ale jedną, jedyną, ukochaną? Nie mogłabym wybrać. Mogę jednak odpowiedzieć inaczej: Najbardziej za serce chwytają mnie historie prawdziwe, związane z II wojną światową, typu Dziennik Anny Frank, „Dziewczynka w czerwonym płaszczyku” Romy Ligockiej, itd.
V: Nie mogę nie zapytać... Zajmując się książkami zawodowo, bo tak trzeba to nazwać, czytając ich setki, czy nie mówicie sobie czasami „ja napisałabym to lepiej”?
A: Nigdy nie myślałam w takich kategoriach, idealnie czuję się w tym, co robię. Promowanie literatury to coś, na czym się znam, ale tego typu opinie, że coś lepiej bym zrobiła, nie jest w moim stylu. Napisać książkę, dobrą książkę, wcale nie jest tak łatwo.
  V: Czy przez te lata, nie miałyście Panie ochoty same sięgnąć po pióro i napisać własną powieść? Jeżeli tak, czy rodził się w Was już plan, jakaś wizja, zarys fabuły, bohaterowie? O czym ewentualnie miałaby być ta książka?
A: Mam coś takiego, ale to raczej materiał na książkę niż prawdziwa powieść. Mogłabym napisać tylko i wyłącznie o tym, na czym się znam, w czym tkwię, bo nie wiem, jak można pisać o czymś, o czym nie ma się zielonego pojęcia. Nie wyjdzie to wiarygodnie, tak mi się wydaje. Tematyka społeczności małomiasteczkowej i nasze codzienne, zwyczajne problemy być może kiedyś opiszę. Na razie wolę pisać o książkach, niż samemu je tworzyć.
 V: Obie przeprowadzacie wywiady z pisarzami. Czy z każdym rozmawia się łatwo? Czy są wśród nich tacy, z którymi rozmowa sprawiła Wam szczególną przyjemność?
A: Nie z każdym niestety rozmawia się łatwo, ale mając za sobą ponad trzydzieści rozmów, nie zawsze może się taka rozmowa odbyć „bez komplikacji”. Zdarzają się osoby, które są bardzo skryte, nie chcą mówić o sobie, ale ja to muszę uszanować. Wtedy rozmawiamy tylko o książkach tego autora, nie pytam go o żadne sprawy prywatne. Najbardziej lubię rozmawiać z Agnieszką Lingas-Łoniewską, ponieważ wywiad z nią przeprowadzany jest bardzo szybko, ona jest słowną, konkretną i pracowitą osobą, nie trwoni czasu na sprawy nieistotne.
V: Jak widzicie polski rynek wydawniczy? Czy idzie w dobrym kierunku? Czy pojawiły się na nim nazwiska pisarzy, którzy mają szansę zaistnieć i przyciągnąć swoją twórczością Czytelników do księgarń?
A: Polski rynek wydawniczy… nie uważam się za specjalistę w tak szeroko pojętej dziedzinie, więc nie wiem, jak odpowiedzieć na to pytanie. Jak we wszystkich dziedzinach, tak i tutaj, znajdą się ci, którzy uwielbiają modne książki, typu erotyki, fantasy, ale będą też tacy, którzy czytają klasykę, czy też dają szansę debiutantom. Ja najchętniej czytam książki związane z II wojną światową, ale nie odmówię sobie dobrego kryminały czy polskiej obyczajówki. Każdy ma szansę zaistnieć, ale wiele zależy od szczęścia, promocji, nie tylko od samego talentu. Problem polega chyba na tym, że wszyscy chcą pisać, a mało kto chce czytać książki.
V: Na koniec moje osobiste spostrzeżenie. Zauważyłam, że polskie pisarki umiłowały sobie tematy kobiece, temat miłości, trudnych życiowych wyborów, nieszczęśliwego ulokowania uczuć. Czy dzieje się tak dlatego, że są to kwestie, o których pisze się łatwiej, czy po prostu jest popyt na książki o miłości? Czy jest na polskim rynku luka literacka, którą należałoby wypełnić?
A: Polskie pisarki piszą o życiu. Ono właśnie takie jest, temat miłości, trudnych życiowych wyborów to samo życie, dlatego czytelniczki czytają tego typu powieści, bo znajdują w nich część siebie, swojej codzienności, ale też otrzymują nadzieję na to, że nie wszystko jest stracone, że los może się jeszcze odmienić. Ludzie potrzebują nadziei, humoru, radości. Luka? Jest na pewno, problem polega na tym, by samemu ją znaleźć i wypełnić.
 V: Dziękuję obu Paniom za rozmowę i życzę dalszych sukcesów.
A: Ja również dziękuję i zapraszam wszystkich na mój blog, nie tylko czytelników, ale także autorów, którzy chcieliby, by zrecenzowała ich książkę: http://asymaka.blogspot.com/.







16 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. zgadzam się, pytania były ciekawe, a dla mnie to była całkiem miła rozmowa :)))

      Usuń
  2. No proszę.. w końcu wywiad z Tobą :) Gratuluję ! Przeczytałam z ciekawością :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję ;-) I jak to jest być po tej drugiej stronie? ;-) Świetny wywiad.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. całkiem przyjemnie, ale wolę jednak zostać tam, gdzie jestem :)

      Usuń
  4. Dziękuję obu Paniom za udział w wywiadzie.

    OdpowiedzUsuń
  5. W końcu ktoś się odważył i odwrócił kota ogonem ;) I co, nie bolało! Ciekawy wywiad i szczery. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny wywiad. Gratuluje serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  7. I wreszcie się dowiedziałam trochę więcej o Tobie. Gratulacje Aniu, bardzo mądre, przemyślane odpowiedzi.

    OdpowiedzUsuń