wtorek, 24 września 2013

Wywiad z Karoliną Wilczyńską i "Anielski kokon" do wygrania.


"Jestem otwarta na nowe doświadczenia, spotkania, przeżycia. To wszystko daje mi dużo energii, poddaje nowe tematy, które warto poruszyć."

Karolina Wilczyńska –wywiad





Karolina Wilczyńska to Prezes Fundacji „Efekt motyla”, terapeutka, wykładowca akademicki, prywatnie mama i żona. Mimo licznych zajęć znalazła czas na spełnianie się w kolejnej roli i postanowiła pisać. Ma na swoim koncie trzy powieści, wśród których znalazły się takie tytuły, jak: „Performens”, „Ta druga” i „Anielski kokon”. To osoba zorganizowana, pełna energii, ma również czas na haftowanie, decoupage, rozmyślanie. Powieść „Ta druga” wywarła na mnie tak wielkie wrażenie, że postanowiłam zgłębić informacje na temat autorki tej ciekawej i niebanalnej lektury.


Kiedy zaczęła Pani tworzyć świat fikcyjny na kartkach powieści? Jak zaczęło się to wszystko?

Tworzyłam już jako nastolatka. Swoją pierwszą opowieść zapisałam w brulionie, który krążył potem wśród znajomych. Mam go do dziś i darzę wielkim sentymentem, chociaż trudno powiedzieć, aby było to wiekopomne dzieło. Za to wiąże się z nim ciekawa historia. Otóż kolega czytał je pod ławką i brulion skonfiskowała nauczycielka. Oddała po dwóch dniach i poprosiła o przekazanie autorce, że bardzo jej się podobało. Kolega odetchnął z ulgą, bo kolejne osoby czekały w kolejce do czytania, a on bał się, że zeszyt przepadł na zawsze.
Natomiast o swój debiut zawalczyłam aktywnie. Z wydrukowanym tekstem udałam się na spotkanie autorskie pewnej pisarki, tam szczęśliwym zbiegiem okoliczności była przedstawicielka wydawcy, której przekazałam powieść. I udało się – w 2006 roku ukazał się „Performens”.

Skąd biorą się pomysły? Z głowy, z życia, z obserwacji otaczającego Panią świata, a może wyobraźnia podpowiada Pani, jak powinna wyglądać ta czy tamta postać?

Właściwie wymieniła Pani wszystkie źródła z których czerpię. Najwięcej inspiracji dają mi obserwacje i doświadczenia, z którymi mam do czynienia w swojej pracy. Lubię ludzi (z nielicznymi wyjątkami), patrzę na to, co robią i mówią z ciekawością. Jestem otwarta na nowe doświadczenia, spotkania, przeżycia. To wszystko daje mi dużo energii, poddaje nowe tematy, które warto poruszyć.

Niesamowicie kreuje Pani swoich bohaterów, są prawdziwi, realni, mają uczucia, targają nimi takie emocje, jest naturalnie, życiowo. Czy ma Pani wśród swoich bohaterów jednego, którego darzy Pani szczególną sympatią?

Moi bohaterowie są tacy, jak wielu z nas. Cieszę się, że udaje mi się w ciekawy sposób oddać ludzkie emocje, bo to dla mnie najważniejsze w pisaniu. Darzę sympatią wszystkich moich bohaterów, nawet tych z pozoru mniej sympatycznych. To przecież jakby moje dzieci, a te kocha się i akceptuje bezwarunkowo, nawet gdy mają wady. Szczególnie bliskie są mi główne bohaterki moich powieści – Nadia z „Performensu”, Lena z „Tej drugiej” i Olga z „Anielskiego kokonu”, bo w każdej z nich jest okruszek mnie samej.

Nie czytałam jeszcze pierwszej Pani powieści, o tajemniczym tytule „Performens”, proszę przybliżyć czytelnikom tę lekturę, o czym jest ta książka?

„Performens” opowiada o kobiecie, która porzuca miasto i przenosi się na wieś. Na tym jednak kończy się podobieństwo do wielu obecnych na rynku powieści. W mojej czytelnik znajdzie tajemniczego Jędrzeja, niepokornego Błażeja, sfrustrowanego poetę, wędrownych artystów i… wymykające się konwencji przedsięwzięcie Nadii. Powieść pokazuje także wpływ mediów na nasze życie i różne oblicza życia w małej społeczności. Jest także miłość, zazdrość, radość i smutek – są emocje, jak to u mnie. Zachęciłam do lektury?

Jestem ciekawa, czy czytelnicy odbierają powieść zatytułowaną „Ta druga” właściwie, czy spotyka się Pani może z tym, że tytuł sugerował im coś zupełnie innego? Że to książka o zdradzie małżeńskiej?

Tak, właściwie ciągle spotykam się z tym skojarzeniem. Wiem, że to mylące, ale to nie ja zdecydowałam o tytule, lecz wydawca. Teraz, gdy pojawiło się już sporo recenzji, pomyłek jest już mniej. Dla pewności i jasności oficjalnie dementuję pogłoski jakoby ta druga w  „Tej drugiej” była kochanką.

Trudno stworzyć taką książkę, tak pełną emocji, uczuć? „Ta druga” to powieść, która przypomina nam, że zawsze są dwie strony medalu, że nie wolno być egoistą, zamykać się w swoich poglądach, swoim myśleniu, że trzeba dostrzegać innych, pomagać im, myśli Pani, że potrzebne są takie książki? Że ludzie chcą poznać prawdę o sobie i swoich najbliższych?
Że potrafią rozmawiać ze sobą?

Gdybym nie sądziła, że taka książka jest potrzebna, to pewnie nie napisałabym jej. W swojej pracy wciąż spotykam się z ludzkimi problemami i dochodzę do wniosku, że znacząca większość z nich wynika z tego, że nie umiemy rozmawiać, mówić o sprawach trudnych, być szczerymi nawet z najbliższymi. Tu nawet nie chodzi o egoizm, chyba bardziej o lęk. Chciałam pokazać do czego może doprowadzić takie postępowanie.
Czy trudno pisać o emocjach? Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. To chyba zależy od piszącego. Ja jestem osobą bardzo emocjonalną, a że w pisanie wkładam całą siebie – tak to wychodzi. I cieszę się z tego, bo przecież to uczucia są w życiu najważniejsze.


I najnowsza Pani powieść „Anielski kokon”, to książka o…

…kobiecie, aniołach, walce dobra ze złem, a tak naprawdę to sam czytelnik decyduje o czym. I muszę powiedzieć, że w każdej opinii, którą słyszę lub czytam, zupełnie inny watek całej historii uznawany jest za najważniejszy. To dobrze, bo taki miałam zamiar – opowiedzieć historię Olgi w taki sposób, aby czytelnik mógł przez chwilę poczuć się jak bohaterka, a potem zdecydować jaka jest prawda. Jego prawda.

Mam nadzieję, że pisze Pani coś nowego… Może kolejna powieść o relacjach panujących w rodzinie? A może coś, czym zaskoczy Pani zupełnie swoich czytelników?

Piszę, piszę. Bez tego już chyba nie umiem żyć. Kolejna powieść, jeżeli wszystko potoczy się pomyślnie, powinna ukazać się na początku przyszłego roku. Będzie o tym, o czym wszystkie moje książki – o życiu ze wszystkimi jego odcieniami. I oczywiście będą emocje.

Jaka jest prywatnie Karolina Wilczyńska, jako matka dorastającego mężczyzny? Pobłażliwa, surowa, przyjacielska?

Staram się być dla syna wsparciem, dać mu poczucie bezpieczeństwa. Jednak z pewnością nie chcę być jego koleżanką. Uważam, że rola matki jest wzmacnianie dziecka w jego dążeniach, ale i uczenie zasad. Jest czas pochwał i jest czas wskazywania błędów. A przede wszystkim zawsze musi być miejsce na rozmowę, wzajemne wysłuchanie się, wspólne podejmowanie decyzji i szacunek dla zdania drugiej strony. Staram się, aby tak było. Oczywiście jestem tylko człowiekiem i zdarzają się też drobne kłótnie, wybuchy emocji. Bywa, że wiele wybaczam, ulegam prośbom czy darowuję jakieś przewinienia. W końcu to jest mój mały synek i zawsze tak będzie.

I ostatnie pytanie: O czym Pani marzy?

Myślę, że moje marzenia nie są specjalnie oryginalne. Chciałabym spokojnie i szczęśliwie żyć razem z rodziną. A gdybym jakimś cudem stała się bogata, to wybudowałabym sobie domek i pisała w pokoju z oknem na las lub na tarasie z widokiem na ogród, w którym rosłyby słoneczniki i malwy. W otoczeniu bliskich i zwierząt.

Dziękuję bardzo za rozmowę. 

 Konkurs: 

Pierwszy raz organizuję konkurs, w którym można wygrać książkę, jakiej sama nie miałam jeszcze przyjemności poznać i o której przeczytaniu marzę, ale co tam, dla moich czytelników wszystko :)
Wydawnictwo MWK zgodziło się przekazać na konkurs u mnie egzemplarz najnowszej powieści Karoliny Wilczyńskiej "Anielski kokon". Dziękuję z tego miejsca Pani Joannie i oczywiście autorce, która bardzo chciałaby wiedzieć, co myślicie na temat TOLERANCJI, a dokładniej: Czym jest dla Ciebie tolerancja? Odpowiedzi na to pytanie pozostawiajcie w komentarzu, pod tym postem. Konkurs zaczyna się dzisiaj, 24 września i potrwa do 1 października, do godziny 24:00. W komentarzu proszę jeszcze podać swój adres e-mail, jeżeli macie ochotę zapraszam do polubienia mojej strony Pisaninka na facebooku, mój blog można dodać do obserwowanych. Konkursy organizuję bardzo często, zawsze wraz z wywiadami z niebanalnymi pisarzami. Jeżeli chcecie wziąć udział w  zabawie musicie posiadać adres na terenie Polski. Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki.




29 komentarzy:

  1. Gratuluje pięknego wywiadu. Twórczość Karoliny znam i bardzo cenię i życzę jej spełnienia wszystkim marzeń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, ja jak na razie znam tylko tytuł "Ta druga", ale niesamowicie mi się podobał :)

      Usuń
  2. Cudowny wywiad, czytałam z zapartym tchem~

    OdpowiedzUsuń
  3. Super wywiad, przeczytałam z zainteresowaniem. Poza tym bardzo mi się podoba kolor włosów Pani Karoliny, właśnie do takiego dążę :))

    Oczywiście próbuję szczęścia w konkursie :)
    Tolerancja jest dla mnie wielkim słowem, które zawiera w sobie dużo wartości, wiele znaczeń. Tolerancja jako szacunek dla drugiej osoby towarzyszy mi od zawsze. Toleruję zdanie innych ludzi (jednak w granicach rozsądku), nawet jeśli się z nimi nie zgadzam. To, że urodziłam się w Polsce, która dla wielu narodów jest lepszym światem, nie oznacza, że mam prawo do krytyki innych zachowań czy obyczajów. Nie ma znaczenia dla mnie kolor skóry czy religia. Poznałam wielu białych ludzi, którzy deklarują wiarę w Boga i bycie katolikiem, a ich postawa napawa przerażeniem. Z drugiej strony moi znajomi ze Wschodu, którzy modlą się do Allaha i chcą żyć w pokoju, są postrzegani jako Ci negatywni, źli, bo tak sugeruje stereotyp. Warto jednak najpierw poznać człowieka, niż go bezpodstawnie oceniać. Podobnie z homoseksualistami. Oczywiście darzę ich tolerancją, zresztą mam w swoim otoczeniu osoby kochające inaczej. Niestety nie podoba mi się obecny nurt – kolorowe parady, które tylko ośmieszają homoseksualistów i pogłębiają o nich nieprzychylne zdanie. Moi koledzy ze smutkiem odnoszą się do tych zdarzeń, gdzie rządzi wszechobecna rozpusta i dziwne przebieranki, nie mające nich wspólnego z ich prawdziwym życiem. Ze zmartwieniem zauważam, że dyskusja o rasizmie, religii czy homoseksualizmie przysłania równie ważne tematy, jak tolerancja chorych, starych czy samotnych ludzi. Patrzy się na nich z pogardą i nie szanuje. Ale czego wymagać od społeczeństwa, skoro dostajemy smutne przykłady z góry – rządu. Osoby pokrzywdzone przez los są traktowane jako gorsze, lepiej więc żeby wcale nie istniały, bo inaczej przynoszą nam wstyd...

    Mówię nie dla tolerancji: wojny, przemocy, łamaniu praw człowieka, wyzysku, głupoty i bezstresowego wychowania. Ze strachem obserwuję społeczną znieczulicę na zło, krzywdy wyrządzane drugim osobom. Z jednej strony organizacje międzynarodowe głoszą hasła, nawołujące do pomocy, a z drugiej są największym koncernem, gdzie pierze się brudne pieniądze i przytakuje wyzyskowi słabszemu, a miliony dzieli między elitami. Dodatkowo przymyka się oczy na problemy współczesnego świata, wychwalając pod niebiosa głupotę. Coraz durniejsze programy możemy oglądać w tv, w muzyce najważniejsze są teledyski – a im więcej golizny tym lepiej. Kolorowe czasopisma przyciągają krzykliwymi nagłówkami o kolejnych romansach celebrytów, którzy są znani tylko z tego, że są znani. Ludzie zatracają się w tym fałszywym świecie pełnym obłudy i podążają śladem gwiazd. Nie mają czasu dla dzieci, wychowując ich beztresowo i pozwalając na wszystko (niestety takie przypadki obserwuję we własnej rodzinie) – a przecież z pociechą trzeba rozmawiać, a nie dawać mu wszystko czego sobie zażyczy, bo tupnie nogą..

    Mogłabym pisać i pisać, ale lepiej już skończę swoje rozważania, bo jak zwykle się rozpisałam. Ale nic na to nie poradzę, że lubię twoje konkursy, gdzie można wyrazić swoją opinię :))
    alicjamagdalena
    alkatraz007@o2.pl

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka mi się marzy, ale chyba opuściła mnie kreatywność, jeśli chodzi o konkursy.
    Zapowiedź nowej powieści cieszy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. szkoda, wydaje mi się, że to powieść warta uwagi :)

      Usuń
  5. Tolerancja nie ma nic wspólnego z tytułowym kokonem. To coś nieskrępowanego żadnymi otoczkami, barierami, czy murami. Coś, przez co nie trzeba się przedzierać; coś, w czym chce się rozpływać i dobrze egzystować. Przepiękna idea, stan - być może ducha(?). To zawołanie do poszanowania ludzkiej godności. Głos ludzi. I - tak mi się przynajmniej wydaje - głos Kogoś Więcej, ktokolwiek by to był. Ale tolerancja to także zwykła ludzka przychylność i serdeczność.

    Pozdrawiam
    nieidentyczna
    zuniek@onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak zawsze świetny wywiad i kolejne nazwisko, które dorzucam do listy tych, z których twórczością muszę się zapoznać. :)

    W konkursie sił swoich próbuję, może się uda ;)

    Kiedyś, jak miałam naście lat podczas rozmowy z matką zapytałam "co by było gdybym wolała dziewczyny" (lubiłam wywoływać kontrowersje u swojej rodzicielki). Odpowiedziała, że nie ma takiej możliwości, bo nie tak mnie wychowała. Wtedy dotarło do mnie, że moja mama nie należy do osób tolerancyjnych i obiecałam sobie, że ja nigdy nie będę się ograniczała żadnymi stereotypami i będę tolerancyjna. A czym dla mnie jest tolerancja? Wolnością. Nie oceniam i nie narzucam ograniczeń innym, szanuję każdego człowieka bez względu na jego pochodzenie, kolor skóry, wyznanie czy preferencje seksualne. I mimo iż moja mama "nie wychowała mnie w ten sposób" byłam, jestem i będę tolerancyjna.

    Pozdrawiam
    Magda
    m.tesna@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  7. Tolerancja - cóż to takiego? Niby proste...
    Tolerujemy lub nie - czyjś kolor skóry, preferencje sexualne, wyznanie, czyjąś innośc, poglądy, wartości...
    O ile to nie dotyka drugiej osoby - bo przecież nikt nie bedzie tolerował gwałcicieli, pedofilów - uważam sie za osobe tolerancyjną. Nie skreślam i nie oceniam nikogo, kto sie wyróżnia. Kto ma inny kolor skóry niż ja. Kto jest homosexualny, co mi do tego? Wychodze z założenia, że każdy powinien zaglądac i interesowac sie swoją sypialnią. Ja wrecz lubie to, że jestesmy inni, że różnimy sie od siebie, że mamy inne gusta, styl i charaktery. Jak nudno by było - gdyby było inaczej. Świat jest kolorowy tak jak i ludzie.
    A ja uważam sie za osobe tolerancyjną. I kropka ;)

    zabulec6@interia.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nudny, to prawda, byłby wtedy świat ;)

      Usuń
  8. Tolerancja jest dla mnie akceptacją drugiej osoby bez względu na narodowość, rasę, wyznanie, seksualność, poglądy i inne rzeczy które można wziąć pod uwagę. To poszanowanie ludzkiej godności. Ale nie tylko ludzkiej. Nie toleruję tylko tych co krzywdzą innych szczególnie dzieci czyli pedofili i gwałcicieli. Takich bym od razu szlachtowała, brrrr... tylko o tym pomyślę to robi mi się zimno. Jeżeli chcesz żeby Ciebie szanowano Ty szanuj innych. I wtedy świat będzie lepszy. :-)
    anetasamulik@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadzam się, wymagajmy szacunku dopiero wtedy, gdy sami jesteśmy w porządku wobec innych :)

      Usuń
  9. Hmmm. Czym jest tolerancja. Niby pytanie proste, bo przecież tolerancją wyciera sobie usta ostatnio każdy. Dla mnie to podstawowa cecha wypływająca z szacunku do drugiego człowieka, z wyrozumiałości, ale nie takiej pobłażliwej, tylko świadomości tego, że każdy człowiek ma prawo być sobą, realizowac swoje cele w sposób wybrany przez siebie. Ma prawo być inny, szalony, ma prawo być... odszczepieńcem i nie ma w tym nic złego. Bo w gruncie rzeczy każdy z nas takie jest. Inny, wielobarwny i skomplikowany. czasami kanciasty, pstrokaty, a czasami szary, ale dzięki tym różnicom tworzymy całośc. Jak puzzle jedną układankę. I to należy szanować. O tolerancji nie powinno się tyle mówić, tolerancyjnym trzeba być. Bez wielkich słow, okrągłych zdań, sztandarów i manifestów. tak jak nie manifestujemy swojego człowieczeństwa, tylko po prostu je realizujemy. Dzień po dniu.

    kmastalerczyk@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, to: "O tolerancji nie powinno się tyle mówić, tolerancyjnym trzeba być." zdanie uważam za genialne!

      Usuń
    2. skromnie dziękuję :) czasami coś mi się uda ;)

      Usuń
  10. Czym jest dla mnie tolerancja? Ciężko jednym zdaniem zdefiniować to słowo, bo tak naprawdę ma ono wiele znaczeń.
    Dla mnie tolerancja to przede wszystkim dawanie innym wolności - wolności słowa, wyznania, orientacji. Prawa do podejmowania własnych decyzji i ponoszenia za nie odpowiedzialności. Prawa do popełniania błędów. Do wyrażania siebie tak, jak się chce i potrafi.
    Ta wolność jednak nie może być nieograniczona - bo jeśli będąc wolnymi, zabierami wolność innym - to nie można określić tego mianem wolności. Należy pamiętać, by ostrzegać ludzi przed postępowaniem wbrew wolności innych,a także własnej. Bo niektóre rzeczy, które czynimy, z myślą o tym, że jesteśmy wolni i możemy robić, co chcemy - czynimy czesto właśnie wbrew naszej wolności. Tolerując pogrążanie się innych w nałogach, tłumacząc się zdaniem: "toleruje twoje przyzwyczajenia, zgadzam się na nie", pomagamy im w odbieraniu samym sobie wolności.
    Tolerancja wiąże się również z szacunkiem. Szanujemy to, jaki ktoś jest i co robi - dopóki nie krzywdzi siebie lub innych.
    Tolerancja to również nie osądzanie. "Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni". A osądy są tak częste na tej naszej biednej planecie...

    sylwik19_12@onet.eu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, z tym też się zgadzam, osądy wydajemy szybko

      Usuń
  11. Dla mnie samo słowo "tolerancja" jest błędem. Nie powinno funkcjonować w ogóle coś takiego, ale niestety w języku polskim nie mamy słowa, które za jednym razem ujęłoby to, czym powinna być tolerancja, a czym nie jest z powodu nazwy właśnie.
    "Tolerancja" pochodzi od czasownika "tolerować". Podobnie "akceptacja" od "akceptować". Tu rodzi się pytanie: to ja traktuję kogoś na równi ze sobą (jak sądzi wielu ludzi), czy może "toleruję", ale i tak jestem lepsza?
    Tolerancja to dla mnie dokładnie to, co owe słowo oznacza. Tolerować kogoś, znaczy nie utrudniać mu życia. Niezupełnie go lubić, ale nie próbować za wszelką cenę pozbyć się jego towarzystwa. Tolerancja to akceptowanie czyjejś obecności, niezależnie od tego czy komuś pasuje czy nie. Jeśli tolerujesz, i tak zawsze Ty lub to, co robisz, jest lepsze. To nie jest traktowanie na równi z sobą.
    Co według mnie tolerancja powinna oznaczać? Najprościej mówiąc: nie wmawiajmy sobie, że ktoś jest gorszy czy lepszy. W pewnych dziedzinach jasne, ale w życiu codziennym, zupełnie ogólnie: nie, jesteśmy wszyscy równi.
    Człowiek szybko decyduje o tym, jak kogoś potraktuje. Znam ludzi z wybujałym ego, ale znam też takich, którzy sami z siebie mają się za gorszych. I mimo wszystko: każdy człowiek ocenia od razu. Nie jest prawdą, że wygląd człowieka się nie liczy. Tak naprawdę każdy z nas właśnie po tym ocenia za pierwszym razem spotkaną osobę. Jest coś, co nas wszystkich różni: to, co z tym fantem zrobimy. Jedni przełamią pozory, nim zaczną zachowywać się w jakiś konkretny sposób spróbują porozmawiać. Inni albo od razu zaczną uwielbiać, albo krytykować. Jeszcze inni w ogóle nie będą zwracać uwagi, bo i po co.

    Tolerancja dla każdego oznacza coś innego. Dla mnie to tylko nieumiejętna próba przekazania nam, że nie powinniśmy się ani wywyższać, ani poniżać. Ktoś inny potraktuje to bardzo dosłownie i będzie po prostu tolerował. :)
    Najbardziej wkurza mnie w moich rówieśnikach antypatia do homoseksualistów, czarnoskórych i Żydów. Oni nawet nie próbują zdobyć się na tolerancję, a to przecież tak nie wiele, tolerować czyjąś obecność. I najgorsze w tym wszystkim jest to, że decydują o swoim zachowaniu nie poprzez znajomość z tą osobą, tylko poprzez psychikę, wiarę, narodowość czy kolor skóry.

    ewa1281@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  13. Tolerancja to dla mnie szczere spojrzenie, patrzenie prosto w oczy, w twarz i z uśmiechem na ustach ludziom, którzy są inni ode mnie – różnią się kolorem skóry, narodowością, religią, poglądami, wyglądem i czym tam jeszcze można. Akceptacja tych ludzi takimi, jacy są. A od kilku dni jestem dumna z mego 4-letniego chrześniaka, który w tym roku poszedł do przedszkola. Od jego rodziców, a oni z kolei od pani przedszkolanki, dowiedziałam się, iż mój bratanek zaprzyjaźnił się w przedszkolu z 3-letnim Hindusem, który nie mówi po polsku. Nie mam pojęcia, jak się komunikują, jak się dogadują i ile rozumieją, ale się wspólnie bawią. Mój bratanek stał się niejako nauczycielem tego chłopca, bowiem tłumaczy mu, że tak nie wolno, że trzeba tak. Oj marzę, by zobaczyć niebieskookiego blondyna i czarnookiego bruneta o ciemnej karnacji w czasie zabawy, podsłuchać ich rozmowy. I co tu dużo mówić, jestem dumna z chrześniaka, że już od małego nieświadomie uczy się tolerancji i w przyszłości nie będzie miał problemów z akceptacją inności u innych, choć sam może być narażony na szykany ze strony dzieci z powodu noszenia okularów.

    martucha180@tlen.pl

    OdpowiedzUsuń
  14. Tolerancji uczymy się od najmłodszych lat, nawet nie mając o tym pojęcia. Mama powtarzała mi, że nie trzeba się śmiać z osób, które różnią się ode mnie, bo są grubsi, mają rude włosy czy widoczną bliznę na ramieniu. Z czasem stało się to dla mnie naturalne. Mówiąc o tolerancji od razu nasuwa mi się skojarzenie z Afroamerykaninami, z homoseksualistami, mułzumanami czy...hmmm...Michałem Wiśniewskim (nie wiem dlaczego, może kolor czerwony mnie przyciąga ;)) Czyli myśle o tym, że niezależnie czy kogoś znam czy nie, czy go lubię czy nie, to nie przeszkadza mi wygląd, sposób zachowania czy poglądy tej osoby, toleruje ją taką jaka jest. Ale nie odnosi się tego słowa do głupoty, przestępstw, polityki itd. Bo nie można być wyrozumiałym dla tego, co jest złe, kłamliwe, bestialskie. Tolerancja ma swoje granice, nie można powiedzieć, że odnosi się do wszystkich ludzi!

    Dla mnie zatem tolerancja oznacza życie własnym życiem, własnymi problemami i nie wtykanie nosa w czyjeś sprawy. Każdy posiada rozum i niech z niego korzysta tak, jak uważa za słuszne, o ile nie krzywdzi innych.

    edyta.cha@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  15. „Ludzie są równi, tylko nierówność ich dzieli” – tak napisał kiedyś Kazimierz Przerwa-Tetmajer. Myślę, że te słowa znakomicie oddają istotę tolerancji oraz jej braku.

    Dla mnie tolerancja jest akceptacją i postawą szacunku wobec tych osób, które pod różnymi względami są „inne” niż ja – pod względem rasy, narodowości, koloru skóry, wyznania, poglądów politycznych. Ludzie są równi, bez względu na różnice między nimi. Nie można powiedzieć, że jakiś człowiek jest lepszy od drugiego tylko dlatego, że jest katolikiem, muzułmaninem, Amerykaninem, Polakiem, białym, czarnym, itd. O człowieku nie świadczy to, kim on jest, ale jaki jest – liczy się jego charakter, wnętrze, osobowość. Różnice, o których wspomniałam, to sprawy drugorzędne, a nawet, powiedziałabym, nieważne. Ważne jest to, czy ktoś jest dobrym człowiekiem.

    Skrajnymi przypadkami nietolerancji są smutne w historii świata zjawiska, takie jak antysemityzm czy ogólnie rasizm. Niestety, nie są to zjawiska, które przeszły do historii. Wciąż można spotkać się z ich przejawami.

    Jednak warto pamiętać, że brak tolerancji nie jest tylko i wyłącznie zjawiskiem masowym. Nietolerancja to również odrzucenie kogoś tylko dlatego, że jest biedny, chory, kaleki. Takich przykładów można by znaleźć wiele, wystarczy rozejrzeć się uważnie wokół siebie. A przecież także i w tym wypadku trzeba pamiętać, że najważniejsze jest dobre serce człowieka. I tylko na to powinniśmy patrzeć.

    Czym jest według mnie tolerancja? Jest pożądaną, słuszną i piękną postawą, choć – przyznam – niełatwą. Wielu ludzi mówi sobie: „Jestem tolerancyjny”, ale bywa, że gdy znajdą się w konkretnej sytuacji, gdy powinni się tolerancją wykazać, nagle okazuje się, że gdzieś się ona zagubiła, że nie zgadzają się z innymi w tej czy innej sprawie, że mają zupełnie odmienne poglądy na różne sprawy. A przecież trzeba uświadomić sobie, że każdy ma prawo do tego, by mieć określone poglądy. Ja nie muszę się z nimi zgadzać. Wystarczy, że je uszanuję.
    Doskonale wyraziła to Jodi Picoult, mówiąc: „Nie musimy akceptować cudzych przekonań… ale musimy akceptować prawo innych do ich posiadania”.

    Bycie tolerancyjnym, tak szczerze i naprawdę, nie jest łatwe, tak mi się wydaje. Sądzę, że warto szukać autorytetów i wzorców, na których możemy się oprzeć, ucząc się od nich tolerancji.
    Moim zdaniem wspaniałym przykładem człowieka prawdziwie tolerancyjnego była Jan Paweł II, który darzył szacunkiem ludzi innej wiary, innych poglądów. Nie odrzucał nikogo, kto myślał inaczej, nie uważał nikogo za gorszego, tylko dlatego, że był innego wyznania. Przeciwnie, starał się prowadzić dialog z przedstawicielami innych religii. Czynił to przede wszystkim po to, by podkreślić i pokazać wszystkim ludziom, że wszyscy ludzie zasługują na szacunek. Właśnie to jest dla mnie prawdziwa tolerancja.

    Dorota
    april.dp1@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  16. anianotuje@gmail.com

    Tolerancja=akceptacja. Niezależnie od cech fizycznych, wyznania, orientacji seksualnej czy innych bzdurnych form podziałów międzyludzkich. Nie muszę rozumieć podstaw jego postępowania, ale je akceptuję. Ot tak, po prostu :)

    OdpowiedzUsuń
  17. apdzieckowojny@gmail.com

    Dla mnie tolerancja to przede wszystkim akceptacja, szacunek dla czyiś priorytetów. Czasem jednak mam wrażenie, iż słowo tolerancja jest nagminnie używana, osoby posługujące się nim nawet nie zwracają uwagi, że absolutnie nie stosują się do tego. Najlepsze są osoby, które twierdzą na każdym kroku, że są tolerancyjni, a w praktyce do wszystkiego uprzedzeni i krytykujący każdą rzecz. Coraz rzadziej można spotkać osoby, które żyją według definicji tolerancji, mają taką aurę wokół siebie, że każdy do nich lgnie, bo jest świadomy tego, iż można tej osobie zaufać. Dla mnie te osoby są po prostu żywą definicją tolerancji :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Mam w swojej biblioteczce "Performens" ciekawa książka, dobrze się ją czytało :)

    OdpowiedzUsuń