poniedziałek, 2 września 2013

Wywiad z Małgorzatą Wardą. I konkurs z "Jak oddech" do wygrania.






„Muszę poczuć emocje moich bohaterów, inaczej powieść będzie płaska. W trakcie pracy nad książką, to właśnie oni stają się częścią mnie.”
Małgorzata Warda wywiad


Małgorzata Warda jest malarką, rzeźbiarką i pisarką. Prowadzi blog dotyczący własnej twórczości, układa teksty dla zespołu Farba, jej powieści budzą w czytelnikach ogromne emocje. Autorka przygotowuje się profesjonalnie i rzetelnie do tematów, które porusza w swoich książkach. W tym roku miała premierę najnowsza powieść zatytułowana „Jak oddech”.

Pierwsze moje pytanie to: Jak zaczęła się Pani przygoda z pisaniem?

Nie pamiętam początku, tworzyłam historie, od kiedy nauczyłam się mówić. Najpierw spisywali je moi rodzice, później sięgnęłam po pierwsze, cienkie zeszyty. Zeszyty w miarę mijania czasu stawały się coraz grubsze, aż w końcu przestały mi wystarczać i uprosiłam rodziców o kupno maszyny do pisania. Tak, właśnie: maszyny. Jak pisarz ze starych filmów, siedziałam całe popołudnia przy oknie, wkładając coraz to nowsze kartki do maszyny, a zapisany stosik rósł. Moimi "powieściami", tymi pierwszymi, które dzisiaj rozbawiają mnie do łez, zaczytywała się cała moja szkoła. Najpierw podstawowa, a potem średnia. Tematy, które wówczas poruszałam, paradoksalnie, niewiele różnią się od moich dzisiejszych fabuł! Pisałam o śmierci, o morderstwach, zaginięciach, porwaniach, przemocy... Chyba od zawsze pociągała mnie ciemna strona życia. Powinnam jednak wskazać moment, w którym zdecydowałam się wysłać książkę do wydawcy. To działo się na studiach. Napisałam "Dłonie" i kiedy postawiłam w nich końcową kropkę, pomyślałam, że spróbuję tę książkę wydać. Oczywiście nawet nie brałam pod uwagę poważnych wydawców, jak Prószyński czy Świat Książki. Posłałam do debiutującego wydawnictwa Ligatura i... udało się. Naprawdę jednak udało się dopiero, kiedy Prószyński wziął do druku "Ominąć Paryż".


Od której Pani książki najlepiej zacząć przygodę z Pani twórczością?

Oczywiście od ostatniej. Póki jeszcze moja najnowsza książka "5 sekund do Io" nie ujrzała światła dziennego, zachęcam do sięgnięcia po 'Jak oddech'. Jeśli się spodoba, to proszę cofnąć się o jedną książkę wstecz i wyszarpnąć z księgarni/ biblioteki/ od sąsiada "Dziewczynkę, która widziała zbyt wiele". Potem "Nikt nie widział, nikt nie słyszał" i na koniec "Środek lata". Koneserom polecam też moje pierwsze pozycje, ale ostrzegam: rosły razem ze mną i trzeba pamiętać, że pisząc je, byłam niedojrzałym pisarzem :-)

Jak odbierane są Pani powieści, czy poruszanie trudnych tematów skłania ludzi do refleksji, do tego, by zainteresowali się Pani książkami?

Dobór trudnych tematów niestety raczej zniechęca do sięgnięcia po powieść, co uważam za błąd. Proszę się mnie nie bać, nie epatuję w książkach przemocą ani nie piszę ich z wielkim patosem. To powieści, którymi chciałabym skłonić ludzi do dostrzeżenia pewnych problemów i trudnych relacji. Nie umiem przejść obojętnie wobec niektórych tematów. Tematem, który mnie pochłonął i często pojawia się w mojej twórczości są porwania i zaginięcia. Jestem świadoma ogromu tego zjawiska i przeraża mnie. Jako, że strach trzeba oswoić, a oswaja się go - poznając jego przyczynę, piszę. Tak samo było z "Dziewczynką, która widziała zbyt wiele". Dostrzegłam wokół siebie przemoc i musiałam o niej napisać.  Ostatnio jednak postanowiłam zrobić sobie wakacje i napisałam książkę, która sprawiła mi ogromną przyjemność. "5 sekund do Io" to powieść obyczajowa, z wątkiem sf. Nigdy wcześniej nie sądziłam, że będę się tak dobrze bawić podczas jej pisania! Wprost nie mogę się doczekać, kiedy oddam ją w ręce Czytelników.

Bardzo wnikliwie opisuje Pani bohaterów, czytelnik może wczuć się w ich sytuację, z czego to wynika? Wygląda na to, że przygotowuje się Pani do tematu na wszelkie możliwe sposoby, zanim go Pani poruszy, czy tak jest w rzeczywistości?

Pisanie to nie tylko przyjemność, ale dla mnie też zawód, a do swojej pracy zawsze staram się podchodzić poważnie. Uwielbiam właśnie te początki pisania: zbieranie materiałów. Rozmawiam wówczas z psychologami, z policją, wyszukuję w Internecie ludzi, którzy przeżyli to, przez co przejdą moi bohaterowie. To ogromna, wnikliwa praca i kocham ją. Zawsze też bardzo dużo tekstu usuwam z powieści. Dopiero pisząc poznaję bohaterów. Oczywiście wcześniej zakładam, że będą tacy, albo tacy, ale kiedy książka powstaje, wszystko wymyka się spod kontroli. W przypadku Staszka z powieści "Jak oddech" miałam ogromne problemy, żeby go "poczuć" i odróżnić od Aarona, mojego bohatera "Dziewczynki, która widziała zbyt wiele". Aaron był bardzo wyrazistą postacią, pisał się właściwie sam. Staszek chwilami się do niego upodabniał, więc długo walczyłam, kasując całe strony tekstu, aż wreszcie zrozumiałam, jaki powinien być. Muszę poczuć emocje moich bohaterów, inaczej powieść będzie płaska. W trakcie pracy nad książką, to właśnie oni stają się częścią mnie. Jest to bardzo trudne dla mnie, ponieważ pozwalając na przykład na przemoc wobec nich, albo zanurzając ich w inny dramat, sama czuję, jakbym miała takie doświadczenie za sobą. Jednak na tym chyba polega magia pisania.

Czy zdarza się, że ktoś niezbyt przychylnie wypowiada się o Pani książkach? Jak radzi sobie
Pani z krytyką? Ma Pani jakiś skuteczny, sprawdzony sposób?

Na to nie ma sposobu i jakkolwiek będę zapewniać, że krytyka (ta niesprawiedliwa) mnie nie porusza, to skłamię. Oczywiście, że martwię się tym, jak zostanie przyjęta moja powieść. Jeśli ktoś zarzuca jej infantylizm, albo napisze, że nie poradziłam sobie z tematem, jest mi zwyczajnie przykro. Nie jest to jednak dla mnie dramat, ponieważ jestem świadoma tego, co robię, jak to robię i, że ciągle idę do przodu i zła recenzja nie odbierze mi radości pisania. Internet, poprzez swoją anonimowość, skłania ludzi do krzywdzenia osób "publicznych" - jeśli tak mogę nazwać pisarzy. Wyjątkowo łatwo teraz przychodzi komuś przekreślić cudzą pracę i zniechęcić w recenzjach do zakupu książki. Wydaje mi się, że ludzie obecnie mają mało skromności i uważają, że jeśli im coś się nie podobało, nie powinno przypaść do gustu całemu światu. Swoją drogą, to ciekawe podejście. Sama nie czuję się ekspertem w ocenianiu czyjejś pracy.
Wracając jednak to pytania: tak, zdarzają mi się złe recenzje, ale odpukać, od czasu, jak napisałam "Nikt nie widział...", poprzez "Dziewczynkę" i "Jak oddech", pojawia się jedna zła na trzydzieści dobrych, więc czuję się bardzo szczęśliwa.

Lubi Pani wymyślone przez siebie postaci? Czy traumatyczne przeżycia bohaterów oparte są na rzeczywistych doświadczeniach ludzi?

Kocham moje postacie, strasznie się z nimi zżywam i kiedy kończę pisać książkę, brakuje mi ich tak, jakbym nagle straciła bliskich przyjaciół. Jak wspominałam wyżej, jestem po części każdą z moich postaci. Dzięki nim uczę się też odmian zła i dobra. Staram się również ich oczami patrzeć na świat, co jest niezwykłym przeżyciem. Nie korzystam raczej z gotowych scenariuszy, które pisze życie. Sięgam po pomysł, iskrę, jaką może być podrzucenie na wycieraczkę domu rodziców Johnny'ego Goscha fotografii ich pobitego syna; albo odnalezienie się Nataschy Kampusch, a potem dopisuję własną historię. Nie mogłabym sobie odebrać przyjemności kreowania losów postaci, na siłę podciągając je pod czyjeś przeżycia.

Z której książki jest Pani szczególnie zadowolona?

Z "Jak oddech". Uważam, że jest najbardziej spójna, delikatna, pełna ciepła i wręcz intymna. Kiedy zabierałam się za jej pisanie, postanowiłam, że będę dręczyć czytelnika intymnymi, pięknymi opisami miłości, przemieszanymi z brutalną rzeczywistością, w której Staszek jest poszukiwany na wysypiskach śmieci i w lesie. Udało się. Mam poczucie, że zrobiłam to dokładnie tak, jak to sobie zaplanowałam. Podobnie było ze "Środkiem lata". Na moment, gdy pisałam tę książkę, czułam, że zrobiłam wszystko, co potrafiłam. Mam też dobre odczucia co do nowej powieści, tej fantastycznej, ponieważ pisząc ją, miałam świadomość, że wszystko układa się po mojej myśli.

Jakie powieści należą do Pani ulubionych, co czyta Małgorzata Warda?

Kocham książki zagranicznych autorów. Stephen King, dawne powieści Margharet Atwood, Elisabeth Flock to moi ukochani autorzy. Obecnie czytam powieść Manuli Kalickiej "Rembrandt, wojna i dziewczyna z kabaretu" i też bardzo mi się podoba, aż nadziwić się nie mogę, że nie było o tej książce głośniej. Gdybym jednak miała wybrać tę jedną, ukochaną, do której wracam i bez której nie mogę żyć, to oczywiście będzie Donna Tartt i "Tajemna historia". Nie wiem, co w niej jest takiego, że mogę ją czytać tysiąc razy i zawsze znajduję coś nowego. Jest dla mnie inspiracją i właśnie zacieram ręce na myśl, że już czas ją odświeżyć.

A jaka jest prywatnie, jako mama?

Jako mama jestem kompletnie szalona na punkcie mojego dziecka. Kiedy śpi, przystaję nad nim i nie mogę się nadziwić, że tak fajnie wygląda, że jest moja i, że to ja ją urodziłam :-) To moje najlepsze dzieło. Arcydzieło :-) Uwielbiam spędzać z nią czas, dopasowałyśmy się do siebie jak dwie połówki jabłka i mam nadzieję, że już zawsze będziemy mieć tak dobre relacje.

Pisanie to nie jedyna Pani pasja, jest też malarstwo i rzeźba, proszę powiedzieć coś więcej
na ten temat?

Skończyłam Akademię Sztuk Pięknych, wydział Rzeźby, a konkretniej Rzeźby w Kamieniu. To były fantastyczne studia, kompletnie różne do zajęć, jakie proponuje uniwersytet, czy politechnika. Do dzisiaj z nostalgią wspominam grające w pracowni radio, widzę w pamięci długą kolekcję modelek, które nam pozowały i z którymi się zaprzyjaźnialiśmy. No i oczywiście tworzyło się wówczas od rana do nocy. Od tamtej pory niewiele miałam do czynienia z rzeźbą w kamieniu, ale wciąż pracuję jako fakturzystka, maluję też obrazy dla siebie oraz na zlecenie. Ostatnio, wspólnie z dwiema koleżankami, zajęłyśmy się odlewami ciał, szczególnie kobiet ciężarnych. To odrywa mnie od pisania. Jednak to bez pisania nie umiałabym żyć, podczas gdy bez rzeźby jakoś przetrwam.

Myślała Pani kiedyś o tym, by napisać książkę skierowaną do młodszego czytelnika? O czym by ona była?

Napisałam książkę skierowaną do młodszego czytelnika, ale starałam się zrobić to tak, żeby dorosła osoba również miała przyjemność z jej czytania. Od lat namawiała mnie na to moja mama, ale zawsze jej odpowiadałam, że "tego nie czuję". Jak się okazało, byłam w błędzie. Potrzebowałam tylko napisać "Dziewczynkę, która widziała zbyt wiele", gdzie stworzyłam postać Aarona - udręczonego nastolatka, żeby zrozumieć, że bardzo dobrze go wyczuwam i, że chciałabym napisać dla młodzieży. W tym samym czasie miałam przygodę z questami do scenariusza gry komputerowej. To doświadczenie sprawiło, że w ogóle zainteresowałam się tematyką gier komputerowych, a przede wszystkim ich przyszłością. Na podstawie artykułów, stworzyłam w swojej książce technologię, która pozwala graczowi na odczuwanie w grze temperatury powietrza, głodu, pragnienia, dotyku, jak i bólu. Stworzona przeze mnie gra zostaje przekazana przez policję bohaterce książki - Mice z prośbą, by w nią zagrała i jednocześnie odnalazła w niej kilku zaginionych nastolatków. Tak rozpoczyna się podróż, która zaprowadzi Mikę o wiele dalej, niż dziewczyna może przypuszczać. Od razu ostrzegam, że ta książka również nie będzie bajkowa. Będzie mocno, momentami brutalnie, chwilami ciepło i wzruszająco. I naprawdę, bardzo już bym chciała, żeby ta książka znalazła się na rynku.

Czy pisze Pani coś nowego? O czym będzie kolejna powieść, czy równie trudna, emocjonalna, jak poprzednie?

Następny będzie tom drugi powieści "5 sekund do Io", ponieważ przemyślałam tę książkę jako cykl trzech tomów. Jeśliby jednak z jakiś powodów to się nie udało, mam już kilka pomysłów w głowie na powieści, ale na razie żaden nie przykuł mojej uwagi tak intensywnie, jak właśnie dalsze części "Io".

I standardowe już moje pytanie: O czym marzy Małgorzata Warda?


O spokoju wewnętrznym. O tym, żeby któraś z moich książek została sfilmowana. Nie mam wielkich marzeń, dotyczących kariery pisarskiej. Po prostu chciałabym, aby moje książki trafiły do tych wszystkich ludzi, do których je kieruję. I, żebym mogła żyć, pisząc.

Dziękuję bardzo za rozmowę. I za „Dziewczynkę, która widziała zbyt wiele”, ta książka zajęła w moim sercu szczególne miejsce.


Dziękuję również, "Dziewczynka" to wciąż moja ulubiona powieść i też bardzo się cieszę, że ją napisałam.


 Konkurs
Mam dla Was egzemplarz książki "Jak oddech" i postanowiłam zorganizować konkurs, w którym do wygrania będzie ten tytuł. Jak zawsze wystarczy odpowiedzieć na jedno pytanie, pod tym postem, dodając swój adres e-mail, bym mogła skontaktować się ze zwycięzcą. O czym jest ta historia można przeczytać w mojej recenzji, moim zdaniem to naprawdę doskonała propozycja dla czytelników.
Konkurs rozpoczyna się dzisiaj, 2 września i potrwa do 9 września, do godziny 24:00. W zabawie mogą brać udział wszyscy, którzy mieszkają na terenie Polski.
Organizatorem konkursu jestem ja, nagrodę ufundowało wydawnictwo Prószyński i spółka. Za pomoc dziękuję bardzo Pani Annie :)
W ciągu trzech dni pojawią się wyniki, ale raczej prędzej niż później.
Pytanie, na które odpowiedź należy zostawić pod tym postem to: Czy lubisz czytać książki, które opisują traumatyczne przeżycia, czy wzbudzają one w Tobie emocje,czy wręcz przeciwnie, nie wzruszają Cię one,bo wiesz, że to tylko książka...
Można polubić moją stronę na facebooku, jak też dodać mój blog do obserwowanych, nie jest to wymóg, ale będzie mi bardzo miło :) Dziękuję za uwagę i pozdrawiam serdecznie!
Zapraszam też do mojej recenzji "Dziewczynki, która widziała zbyt wiele": http://asymaka.blogspot.com/2013/02/dziewczynka-ktora-widziaa-zbyt-wiele.html i do recenzji "Jak oddech": http://asymaka.blogspot.com/2013/06/magorzata-warda-jak-oddech.html


54 komentarze:

  1. Książkę mam, więc trzymam kciuki za innych.
    Wywiad interesujący, ucieszyła mnie informacja o nowej książce, ale troszkę się obawiam tego wątku sf;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię czytać książki bo są AŻ a nie tylko książkami. Nie ważne czy przeżycia bohatera/ów książki są traumatyczne czy wręcz odwrotnie: śmieszne, wesołe. Ważne żeby książka dostarczała czytelnikowi emocji, wrażeń, żeby była podnietą do prawdziwego przeżywania, odkrywania nowego - w świecie i często w sobie samym. Często ukrywamy swoje emocje, nie epatujemy otoczenia swoimi przeżyciami.... a książka, którą z reguły czytamy w samotności lub nielicznym i bliskim gronie pozwala nam na uzewnętrznienie swych uczuć, będąc często pretekstem do tego żeby załkać z emocji, oburzyć się dosadnymi słowami, pośmiać do łez....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marek,jeżeli bierzesz udział w konkursie,poproszę jeszcze o adres e-mail:)
      bardzo podoba mi się Twoja odpowiedź, dla mnie książka również jest AŻ książką :)

      Usuń
    2. w sumie nie miałem takiego zamiaru ale może przyda się na inne okazje :)
      mój mail:
      flickma@autograf.pl

      Usuń
  3. Bardzo lubię czytać takie książki. Wzruszam się, przeżywam, spać po nocach nie mogę. Każda postać wchodzi mi za skórę, siedzi w głowie, zakorzenia się w sercu. Nie ma znaczenia, że jest to "tylko" książka, dla mnie postaci zawsze żyją, są jak przyjaciele, których przecież nie mamy ciągle przy sobie.

    Pozdrawiam,
    Patrycja

    OdpowiedzUsuń
  4. A dodatkowo chciałam napisać, że naprawdę wspaniały wywiad. Jak zwykle zresztą :)

    Patrycja

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja także lubię czytać tego typu powieści. Nie dlatego, że wzbudzają we mnie różnorakie emocje. Dzięki nim potrafię się odnaleźć w tym (dla mnie) chaotycznym świecie. Gdy nie jestem czegoś pewna, za bardzo się boję zrobić pierwszy krok - z pomocą przychodzą bohaterowie i bohaterki właśnie takich powieści. Oni są dla mnie drogowskazem, jak postąpić. A co ważne, mam kilku psychologów na wyciągnięcie ręki. Wystarczy, że wyciągnę rękę w kierunku mojej biblioteczki. I to jest właśnie piękne.

    dzosefinn.91@gmail.com

    Pozdrawiam serdecznie!
    D.

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny wywiad! Niedawno skończyłam czytać "Jak oddech" i nadal jestem pod wrażeniem tej książki. Polecam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję i cieszę się, że Ci się spodobała książka :)

      Usuń
  7. Lubię czytać powieści tego typu, zawsze budzą one we mnie różnorakie emocje, dają wiele do przemyślenia, zmuszają do zastanowienia się nad własnym życiem, często pomagają w trudnym sytuacjach.

    zosia713@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, też doszłam do podobnych wniosków :)

      Usuń
  8. Bardzo lubię czytać książki tego typu, ale tak naprawdę nie robię tego zbyt często. Wiem, że jedno zaprzecza drugiem, ale jestem dosyć emocjonalną osobą, zarówno podczas czytania takich smutnych i jakże życiowych książek czy też podczas oglądania podobnych filmów często się wzruszam, boli mnie serce kiedy komuś, a szczególnie dziecku dzieję się krzywda. To nic, że to tylko opowieść, że często jest to historia zmyślona. Ja mam świadomość, że dookoła na całym świecie dzieją się właśnie takie rzeczy, a ja nic nie mogę z tym zrobić. Po każdej tego typu lekturze jest mi smutno, ale z drugiej strony nie potrafię się oderwać kiedy już zacznę...

    Pozdrawiam
    martakoscik@onet.eu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz, doskonale cię rozumiem, też taka jestem :)

      Usuń
  9. Lubię czytać tego typu powieści.One przenoszą mnie w inny świat,pozwalają na chwilę zadumy i Refleksji.Po lekturze tzw.trudnej literatury często zamykam ksiązkę i myślę sobie-ja to mam dobrze!
    jolunia559@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam książkę, więc życzę powodzenia innym ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. To tylko książka, to tylko film... Żyjemy w dziwnych czasach, gdy wzruszając się nad poruszającą książką czy filmem, możemy narazić się na drwinę i śmieszność. W końcu to nie dzieje się naprawdę... Z tym może mogłabym się nawet pogodzić, tłumacząc sobie, że nie każdy osiąga ten sam poziom inteligencji emocjonalnej. Gorzej, że przestaje nas poruszać nawet rzeczywistość. Ile rodzin, również z małymi dziećmi, spożywa wieczorny posiłek oglądając wiadomości? Obrazki z wojen, ofiary zamachów czy ekologicznych katastrof, amatorskie filmiki przedstawiające ataki przemocy czy mobbingu na niewinnych ludziach... Spoglądamy zupełnie bezkrytycznie, co najwyżej przez moment zakiełkuje w naszych głowach myśl „co za świat” i już chwilę później skupiamy się na kolejnej informacji, choćby o zbliżającym się koncercie wielkiej gwiazdy czy zabawnym psie, który potrafi śpiewać. Być może i dobrze, że nie zadręczamy się nieustannie tragediami tego świata, jednak jakiś ludzki odruch, trwający więcej niż parę sekund byłby pożądany.
    Mam duże szczęście, że w naszym obecnym mieszkaniu mogłam ustawić stół w pokoju bez telewizora. Jeżeli już przyjdzie mi oglądać coś przejmującego, chcę temu poświęcić całą moją uwagę. Myślę, że ofiary jakże licznych tragedii na to zasługują...
    Czy lubię czytać książki opisujące traumatyczne przeżycia? W tym pytaniu troszkę przeszkadza mi słowo „lubię”. Napisałabym raczej, że odczuwam dużą potrzebę czytania takich książek, potrzebę przypominania sobie, że jestem istotą nie tylko myślącą ale również „odczuwającą”. Że zostałam obdarzona całym wachlarzem emocji, które potrafię wyrażać. Niestety wcale nie tak łatwo znaleźć dobrą książkę wywołującą głębokie emocje. Często pojawiają się książki poruszające wstrząsające tematy, jednak nie za bardzo wgłębiające się w ich istotę. Bywa, że mimo to wywołują emocje, bo w naszych głowach pojawiają się konkretne obrazy. Sami niezupełnie świadomie „dopowiadamy sobie” to, czego zabrakło w książce. To chyba najlepszy dowód na to, jak bardzo potrzeba nam bodźców, które wywołują szczere emocje. Na szczęście zdarzają się i perełki, autorzy tak utalentowani, że choćbyśmy się zapierali i tak dotrą do naszej duszy. Taką książką była dla mnie przykładowo „Przewrotność dobra” pani Kwiatkowskiej, która dosłownie wbiła mnie w fotel. Książka trafiła do mnie w ramach akcji „włóczykijkowej” i wywołała takie emocje, że nie potrafiłabym się z nią rozstać. Kilka dni po tym, jak wysłałam ją dalej, kupiłam własny egzemplarz, którego z rąk już nie wypuszczę. Książka ciągle jeszcze chodzi mi po głowie i wiem, że jeszcze niejednokrotnie do niej wrócę. Równie duże wrażenie zrobiła na mnie „Opowieść niewiernej” pani Witkiewicz. Książka nie tylko mnie poruszyła ale również wyzwoliła moje własne emocje. Bo choć możliwości zdrady nigdy nie brałam na poważnie, znam to uczucie, gdy w związku z pozoru jest wszystko w porządku a mimo to człowiek czuje się naprawdę źle.
    Gdy tak się teraz zastanawiam, najczęściej to właśnie książki polskich autorek odbieram jako najbardziej poruszające. Być może dlatego, że to właśnie one wiodą życie podobne do naszego, na codzień stykają się z problemami, które tak dobrze są nam znane... Dlatego właśnie od dłuższego czasu interesują mnie książki pani Wardy i wierzę, że po raz kolejny rozbudzą we mnie emocje, których tak bardzo potrzebuję...

    alison2blog@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jestem pewna, że się nie rozczarujesz :)

      Usuń
  12. Uwielbiam takie książki :) Zazwyczaj ryczę przy nich, wściekam się, emocje mnie ponoszą. Nie razu już Mąż zastawał mnie w wannie z czerwoną twarzą, nosem zakatarzonym i cieknącymi po policzkach łzami. W takie książki najbardziej potrafię się wczuć. One najbardziej mnie poruszają.

    yllla@interia.pl

    OdpowiedzUsuń
  13. anianotuje@gmail.com

    Często sięgam po książki, pomimo, iż wzbudzają we mnie skrajne emocje. Niezależnie od tego czy historia jest fikcją czy oparta na faktycznych zdarzeniach. Zazwyczaj takie lektury wywołują łzy i złość na cały zły świat; na wszystkich zwyrodnialców i religie/sekty, u których oczy i uszy zamknięte są na płacz/krzyk/ból bliźniego.

    OdpowiedzUsuń
  14. Z książkami jak i z emocjami się nie roztaję. Stanowimy jedność. Nieco wybuchową. Odrobinę płaczliwą. Ale zawsze ciekawą.
    Książki naładowane emocjami, przesiąknięte nimi - wołają do mnie swoim specyficznym, niemym językiem. Po prostu nie jestem w stanie przejść obok nich obojętnie. Są dla mnie stworzone. Pewnie dlatego, że jestem typem osoby, która lubi słuchać bardziej niż mówić, zżywa się ze swoim rozmówcą, jednoczy w bólu, płacze i śmieje się na przemian, dodaje psychicznej otuchy... po prostu przeżywa wraz z nim. Nie powiem, że czasami nie mam dość. Takie książki przytłaczają. Tak jak potrafią to zrobić emocje. A raczej ich nadmiar. Trzeba je umiejętnie dozować. Odpowiednio aplikować. By ich lektura zaowocowała w pozytywne skutki, a nie spowodowała frustracji własnym życiem.

    Pozdrawiam
    nieidentyczna
    zuniek@onet.pl

    OdpowiedzUsuń
  15. Emocje towarzyszą mi zawsze, przy książce przy filmie, śmieje się i płaczę nad losem, życiem czy przygodami bohaterów. Taka książka zagląda w najgłębsze zakamarki mojej duszy... zawsze i każda zostawia po sobie ślad trwały lub mniej trwały.
    Pozdrawiam Kasia
    kasia-16101@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  16. Z książkami opisującymi traumatyczne przeżycia jest jeden mały, albo raczej i duży problem: bardzo trudno trafić na coś naprawdę dobrego. Ja osobiście ich bardzo nie lubię, ale dziwnym trafem ciągle chwytam się za takie. I bardzo denerwuje się, gdy trzymam w rękach coś, co w ogóle nie powinno zostać wydane - bo to kiepsko napisane, bo autorka chyba niezupełnie zdawała sobie sprawę z tego, co opisuje lub jeszcze w ogóle nie wpadła na pomysł, by sprawdzić zawierane przez siebie w książce informacje.
    Przechodząc jednak do pytania konkursowego - nie, nie lubię, bo i nie czuję się tak, jakbym lubić mogła. Książki zajmujące się tragediami wbijają w fotel, nie pozwalają myśleć i wyciskają łzy. Te dobre, oczywiście. Są rzeczy, o których nie chcę myśleć, a mimo to wciąż chwytam tego typu powieści czy niejednokrotnie relacje w swoje ręce. Trochę jak w przypadku "Medalionów" Nałkowskiej, która opisała pojedyncze przypadki ludzi żyjących w trakcie wojny. Nie mogę powiedzieć o tej książce, że była rewelacyjna czy bardzo dobra, nie mogę powiedzieć, że mi się podobała. Coś takiego nie ma prawa się podobać. Ale tak, "Medaliony" to książka wybitna. Przez długi czas nie mogłam pozbierać się po jej przeczytaniu, nie mogłam uwierzyć, jak to możliwe, że człowiek człowiekowi wyrządził taką krzywdę. I, przyznam niechętnie, płakałam przy niej, choć bardzo tego nie lubię. Ale takie właśnie powinny być książki o traumatycznych przeżyciach! Niekoniecznie oparte na faktach, po prostu wciągające, pozwalające przeżyć człowiekowi choć po części to samo, co przeżywa bohater. Powinny wyciskać łzy i trzymać czytelnika przy sobie jeszcze przez długi czas po przeczytaniu. Nie znoszę tego typu literatury, ale przyznaję, że cenię ją niesamowicie. Nawet nie jestem pewna, czy utalentowany pisarz zdaje sobie sprawę z tego, co potrafi zrobić z czytelnikiem...

    ewa1281@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja lubię tego typu książki, dla mnie to właśnie jest literatura, nie podoba mi się jedynie to, że te wszystkie historie się wydarzyły, ale opisywanie ich jest potrzebne,im więcej ludzi dowie się o bohaterach II wojny światowej, czy niewinnych ofiarach, tym lepiej. Tym niemniej wiem, co miałaś na myśli, jednak dla mnie książka bez emocji, tak samo jak film, który nie wywoła we mnie żadnych uczuć jest do niczego.

      Usuń
    2. Jasne że tak! Tylko że ja bardziej celuję w książki z humorem. Wolę się śmiać niż płakać, cieszyć niż martwić, to też są emocje. Jestem cholernie optymistycznie nastawiona do życia. Dlatego nie lubię takich książek - bo przy nich nie można się śmiać, można tylko ryczeć jak bóbr do poduszki. Zgadzam się, o tym powinno wiedzieć jak najwięcej ludzi. Co nie zmienia faktu, że lektura dla mnie i tak będzie nie przyjemna - bo nie będę mogła pozbierać się po tym, co przeczytałam. Będę tylko beczeć i myśleć o tym, dlaczego to musiało się stać, dlaczego bohaterowi nie mogło się bardziej w życiu poszczęścić. To mnie mnie przeraża, kiedy myślę, że żyłabym 70 lat wcześniej i mogłaby mnie spotkać podobna historia. Uśmiech to moja bajka, a mimo to wciąż płaczę nad książkami typu "Medaliony".

      Usuń
  17. Bardzo lubię czytać książki opisujące traumatyczne przeżycia. Wzruszam się zawsze, może dlatego, że jestem wrażliwą osobą. Często zdarza mi się płakać. Zżywam się z bohaterami niesamowicie, czasem czuję się jakbym to ja była główną postacią książkową - wówczas takie problemy liczą się podwójnie. Kiedy lektura kończy się, odczuwam żal, niedosyt, że to już ostatnia strona. Książki są kawałkiem mojego życia. Każda pozycja wnosi w moje dzieje coś nowego, sprawia, że patrzę na daną sytuację również z innej perspektywy. Dzięki lekturom, widzę i czuję więcej. Nauczyłam się zrozumienia i tolerancji. Takie książki zostają w pamięci na dłużej niż słodkie powieści, bo jednak życie to nie jest bajka, szczęście nie towarzyszy nam codziennie.
    alkatraz007@o2.pl :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o właśnie, zrozumienia i tolerancji,jeżeli książka czegoś nas uczy, to jest bardzo, bardzo dobrze :)

      Usuń

  18. Przede wszystkim lubię, gdy książka wywołuje emocje. To oznacza, że autor osiągnął swój cel. Wiem jak trudno jest napisać historię, która poruszy. Wielokrotnie próbowałam swoich sił w opowiadaniach i doskonale zdaję sobie sprawę, jak trudne zadanie leży na barkach osób, które decydują się opowiedzieć o czym traumatycznym.
    Trudno powiedzieć o lubieniu takich historii, bo zahaczałbym w tym momencie o hipokryzję. Na pewno czytam takie książki, dlatego by coś poczuć. Czasami w tym szarym świecie, gdzie człowiek pędzi na oślep… zapomina się o wielu sprawach. A takie książki stawiają mnie do pionu. Mówią: - Kaśka, kurde, weź się w garść. To można przeżyć.
    Niejednokrotnie autorki tych powieści ratowały mi tyłek, nawet o tym nie wiedząc. Więc tak, lubię taką literaturę. Niektóre historie utożsamiają nas samych. Dzięki nim nie czujemy się samotni. Dzięki nim jest nadzieja, że nasze tragedie w życiu da się przeżyć. Że gdzieś tam… jest światełko nadziei dla nas.


    Pozdrawiam serdecznie :)
    eyesOFsoul90@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i o to mi właśnie chodziło, o to, czy budzi emocje... nie miałam na myśli lubienia historii opisywanych w książkach, ale powieści, jako całości, czy wolicie książki bezbarwne, niczego nie wywołujące w Was, czy takie, które coś mogą powodować, zmuszać do myślenia...

      Usuń
    2. Książki, które są bo są... to chyba nie są dobre książki. Ciężko mi w tej kwestii dyskutować, bo jestem typem człowieka, który w książce szuka historii. Szuka czegoś, co poruszy.

      A jeśli powieść/książka tego nie potrafi... To szybko człowiek o niej zapomni.

      Pozdrawiam! :)
      K.

      Usuń
  19. Wspaniały wywiad :)
    Odpowiedź na pytanie konkursowe:
    Tak lubię od czasu do czasu czytać taką literaturę. Wywołuje ona u mnie ogrom emocji poprzez niedowierzanie (jak to jest ogóle możliwe), lęk, strach (odczuwam to co bohaterowie) oraz gniew, złość i nienawiść (skierowana do „złych” postaci) i pozostaje w mojej pamięci na długo po jej przeczytaniu… Najczęściej to co znajduje się w książkach jest tylko fikcją literacką, ale w dzisiejszych czasach wszystko się może zdarzyć. To co dzieje się na kartkach powieści może również dziać się obok nas. Niekiedy to właśnie my możemy temu zapobiec - jeżeli będziemy dobrymi obserwatorami, ale nie biernymi (którzy tylko widzą i nic nie robią; przykładowo, gdy jesteśmy pewni, że sąsiad stosuje przemoc wobec swoich dzieci) i gdy zainterweniujemy dość wcześnie możemy ochronić innych przed prawdziwym nieszczęściem. Zagłębiając się w powieści z tragicznymi przeżyciami na pierwszym planie - możemy poznać tło psychologiczne zarówno ofiar jak i sprawców i typowe dla nich zachowania. Ta wiedza może nam się przydać, bo nie wiadomo co jest nam w życiu pisane…
    Pozdrawiam serdecznie,
    kwiatusia (kwiatusia1@gmail.com)

    OdpowiedzUsuń
  20. Za wczasu zostawię email, bo póxniej pewnie zapomnę ;)
    auruna@vp.pl
    Oczywiście zgłaszam się ;)
    Czy lubię czytac takie książki? Mhmmm... To jest duzo bardziej skomplikowane niż zwykłe lubię :) Oczywiście bez urazy, ale poprostu uważam, że takie książki, można nie tyle co lubic co doceniac i szanowac... Opisują niezwykłe historie, często tragedie po to, aby zmieniac nasze serca. Dlatego własnie po nie sięgam. Człowiek czasami się gubi, takie ksiązki potrafia nas nieraz nastawic na właściwy tor. Sama chciałabym pisac kiedyś o czymś co dawało by ludziom nadzieję, co dawałoby im wiarę na lepsze życie, co sprawiałoby że na ich twarzach pojawiałby się uśmiech ;)
    Czyli końcowo przecząc sama sobie moge podsmumowac, że lubię czytac takie książki ;)
    Czytałaś może Oskar i pani Róża? Jesli nie to polecam ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Wzruszają na potege, chociazby dlatego, ze to przewaznie sa autentyczne historie. Czytam z zapartym tchem, łzy czesto płyną mi po policzkach. Wczuwam sie w traumatyczną sytuacje głównego bohatera - zastanawiając sie, jak dał/dała rade to wytrzymac. I ciagle mnie dziwi ludzkie okrucieństwo. Jak można byc takim potworem? Cóż, ja tego nie ogarniam. Każdy rodzaj agresji mnie przeraża. Zresztą wielu z Nas ma taką a nie inną przeszłośc, o pewnych rzeczach chce zapomniec. Mimo to nie uciekam od takich ksiązek. Czasem wprawiają mnie w gorszy humor, przygnebiają. Ale nigdy nie pozwalają mi byc obojetną i zawsze dają mi powód do przemyślen.
    zabulec6@interia.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo podoba mi się ta odpowiedź, a szczególnie to: "Czasem wprawiają mnie w gorszy humor, przygnebiają. Ale nigdy nie pozwalają mi byc obojetną i zawsze dają mi powód do przemyśleń."

      Usuń
  22. Książka musi wzbudzać we mnie emocje, bo inaczej uznaję ją za kiepską. Już dawno temu na lekcji języka polskiego mój nauczyciel uświadomił mi, że jeśli płaczemy czytając lekturę, to oznaka dużej wrażliwości i nie trzeba się tych łez wstydzić, bo po tym widać jak bardzo angażujemy się w losy bohaterów. Oczywiście łzy nie są jedynym wyznacznikiem, można się przecież śmiać, delikatnie wzruszać, podpowiadać co powinien zrobić ulubiony bohater - po prostu wciągać się w akcję. Bardzo lubię dramaty, historie traumatycznych przeżyć, zwłaszcza gdy oparte są w jakiejś mierze na prawdziwych wydarzeniach - to dodaje im powagi, trudniej się pogodzić z ciężkimi losami ludzi, bo inaczej jest, gdy można sobie wytłumaczyć, że to tylko fikcja, otrzeć łzy i tylko opowiadać jaką świetną powieść przeczytałam, a głębsze ślady w pamięci pozostawiają historie oparte na faktach. Lubię też dramaty na zasadzie przeciwieństw - ja prowadzę spokojne i stabilne życie i nie chcę tego zmieniać, ale dobrze zapoznać się z innymi obliczami życia. No i można troche popłakać, żeby oczyścić oczy gdy łez się więcej zbierze ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Tak,uwielbiam-ja płaczę podczas czytania wtedy,zwlaszcza gdy identyfikuje się z bohaterką-a jest tak często.Moje życie jest opisane w kilkudziesięciu pamiętnikach i mimo,że są one okraszone humorem,sarkazmem i ironią,to jednak przebija w nich prawda-dramat osoby która przeszła w zyciu chyba wszystko-że aż nie będę wymieniać-ale wszystko co złe oprócz morderstwa;) Ale jednak jestem optymistką...Uwielbiam czytac ksiązki,w których zawarte sa takie prawdy zyciowe,motta itd :) Pewnie i tak nie wygram,ale podaje mail:mamaemmy@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  24. Lubię bardzo takie książki, ponieważ zostaje wtedy po przeczytaniu ich z wieloma emocjami, które stopniowo walczą ze sobą i pokazują mi również drogę w moim osobistym życiu. Rozmyślam, uczą się dzięki nim, jestem na pewno bogatsza wewnętrznie. Człowiek staje się wrażliwszy na innych i bardziej widzi innych problemy. Pozdrawiam :) Gratuluję bardzo ciekawego wywiadu

    OdpowiedzUsuń
  25. i zapomniałam :) nawrotomanek@gmail.com

    OdpowiedzUsuń