czwartek, 17 lipca 2014

Mały Książę Stwórz mi planetę. Antoine Bauza Bruno Cathala gra planszowa



Każdy z nas chyba zna i ceni sobie książkę Antoine'a de Saint-Exupery'ego zatytułowaną "Mały Książę". Ja w każdym bądź razie do dzisiaj mam swój egzemplarz, który otrzymałam od starszej siostry na urodziny, gdy byłam w szkole podstawowej. Egzemplarz mocno już sfatygowany, z którego do zeszytu w kratkę przepisywałam fragmenty tej niezwykłej książki.

W skład gry wchodzi 80 kafelków i 5 znaczników. Grać w nią może od dwóch do pięciu osób, niestety starszych, bo mających co najmniej 8 lat. I tutaj faktycznie, muszę się zgodzić, moja Zuzia na tę planszówkę jest jeszcze za mała, a i Kamil niezbyt dobrze dawał sobie radę bawiąc się z nami. Gra trwa około dwudziestu pięciu minut.

Pudełeczko jest wykonane solidnie, poszczególne elementy gry również. Instrukcja napisana w sposób zrozumiały i przystępny. Całość barwna i ciekawie przedstawiona.

Zasady budowania planety, bo mamy właśnie stworzyć planetę dla Małego Księcia są jasno określone. Każda planeta składa się z 16 kafelków, które układamy w kwadrat o wymiarach 4 x 4 tworząc rysunek okrągłej planety z 4 kafelkami. Budujemy owe planety w dowolnej kolejności, tak, jak mamy na to ochotę. Najpierw możemy zbudować narożne Postacie albo środek, zależy to od naszej inwencji twórczej. Nie muszą się one bowiem w trakcie budowania ze sobą łączyć, mogą pozostać wolne przestrzenie. Dopiero pod koniec gry należy planetę złożyć w całość.

Zabawa toczy się przez szesnaście rund. Grę rozpoczyna najmłodszy z graczy, który wybiera jeden z czterech stosów. Z tego stosiku pobiera tyle kafelków, ilu jest graczy. Gramy do momentu, w którym wszyscy uczestnicy zbudują swoje planety, składające się z szesnastu kafelków ułożonych w kwadrat o wymiarach 4 x 4 kafelki. 

Należy oczywiście uważać na baobaby. Jeżeli na naszej planecie pojawi się ich zbyt wiele, może się to dla nas skończyć niezbyt dobrze. Jeśli mamy tylko dwa baobaby nic nie szkodzi, ale w momencie pojawienia się trzeciego musimy wszystkie je zakryć. Musimy także uważać na wulkany, ponieważ pod koniec gry tracimy przez nie punkty. 

Grę polecam, jednak tak, jak napisałam wcześniej, głównie starszym dzieciom i osobom dorosłym. Zapewne najchętniej po nią sięgną wielbiciele książki. 
Mamy do wyboru też wariant dla dwóch graczy, co moim zdaniem jest ciekawym pomysłem, bo często brakuje nam trzeciego zawodnika na przykład. 

Grę polecam. Można z nią interesująco spędzić czas. A może dzięki niej dziecko, które nie przepada za literaturą z większym entuzjazmem sięgnie po "Małego Księcia"? 


2 komentarze:

  1. Mnie wydaje się ciekawa, dla mojego Bąbla chyba zbyt "poważna" jeszcze.

    OdpowiedzUsuń