czwartek, 14 sierpnia 2014

Lot nisko nad ziemią Ałbena Grabowska



Ałbena Grabowska „Lot nisko nad ziemią” recenzja


Ałbena Grabowska to nie tylko pisarka, ale również lekarz neurolog-epileptolog, matka trójki dzieci. Ma na swoim koncie doskonale napisane i dopracowane w każdym szczególe powieści dla dorosłych, ale również interesujące historyjki dla dzieci. Jej cykl „Julek i Maja” poszerzył się w tym roku o tom czwarty, a wszystkie są chętnie czytywane przez młode pokolenie miłośników książek, jak też gier komputerowych, ponieważ autorka połączyła w nich te dwie dziecięce pasje. Nieustannie jestem pod urokiem tytułu „Coraz mniej olśnień”, moim zdaniem to jedna z lepszych powieści, jakie kiedykolwiek czytałam. Podobnie „Lady M” wywarła na mnie ogromne wrażenie. Właśnie dzięki tym dwóm propozycjom literackim autorki przekonałam się, że ma ona wielki talent, niesamowity potencjał i jest jedną z niewielu naprawdę obiecujących polskich pisarek. Nie tworzy byle czego, tylko po to, by zapełnić rynek wydawniczy, Jej publikacje są przemyślane, a bohaterki mają prawdziwe problemy, nie są postaciami papierowymi, sztucznymi, bez wyrazu. Grabowska nadaje im w sobie tylko znany sposób kolorytu i potrafi zainteresować czytelnika ich dylematami. Zmusza do głębokiej analizy, refleksji, czasem musimy wracać do poszczególnych fragmentów, by zrozumieć myśli i czyny tej czy innej świetnie wykreowanej przez autorkę postaci. Dialogi, jakie tworzy pisarka są na wysokim poziomie, bardzo rzeczywiste, nie są przerysowane.

„Lot nisko nad ziemią”, obok dwóch wcześniej wspomnianych powieści, jest książką o czymś, co wbrew pozorom wcale nieczęsto się zdarza w dzisiejszych czasach, gdy pisze się dla rozrywki, dla dobra ogółu. Nie twierdzę, że to coś złego, bo sama chętnie czytuję te ckliwe, zabawne historyjki, ale uważam, że literatura wyższych lotów również jest potrzebna, wręcz niezbędna nam do rozwoju i prawidłowej egzystencji.

Poznajemy tu Weronikę, wychowywaną w rodzinie, która wolała nie wychylać się, nie wychodzić przed szereg. Wmawiano jej, że ma być szara i bezbarwna, zwyczajna, lecieć tylko niziutko nad ziemią. Wyróżnianie się, spełnianie marzeń uważane było za fanaberie, za coś złego. Na szczęście nasza bohaterka nie poddała się, nie uległa dziwnej logice rodziców, szukała swojej drogi i znalazła ją. Pracuje w upragnionym zawodzie, jest przedszkolanką pełną pasji, z radością uczestniczy w życiu dzieci. Poślubiła też człowieka, którego kocha. Pomimo sporych problemów w sprawach prywatnych-para bezskutecznie stara się o potomstwo-ich małżeństwo można uważać za udane. Weronika jest dosyć szczęśliwą osobą, do momentu, w którym wali się cały jej świat-mąż ginie w wypadku. Spada to na nią tak nagle, niespodziewanie, w jednej chwili… Czy kobieta znajdzie sposób, by wyjść cało z tej dramatycznej sytuacji? Czy otrząśnie się szybko, poukłada rozbitą w drobny mak rzeczywistość, czy raczej będzie zmuszona stawić czoła demonom i powoli, krok po kroku zrozumieć, że nikt inny nie może jej pomóc, jak tylko ona sama?

"Ojciec nie lubił Sławka. Nigdy tego nie powiedział, ale uważał, że Sławek jest-był, powinnam raczej powiedzieć-dla mnie nieodpowiedni. Sławek bił ojca na głowę inteligencją, poczuciem humoru i ogólnym obyciem. Prowadził samochód, interesował się kuchnią, umiał całkiem nieźle gotować, słuchał zespołów rockowych i miał własne zdanie. Nie o takim zięciu ojciec marzył. Ojciec bał się, że przy nim polecę za wysoko. Pewnie już leciałam, ale spadłam z chwilą jego śmierci, może i nie roztrzaskałam się o podłoże, ale leciałam siłą ciągu, niziutko i lękliwie. Rodzice myśleli naturalnie, że za miesiąc, może za rok ułożę sobie życie. Może spotkam jeszcze kogoś, albo i kilku 'kogosiów', którzy będą przychodzili na herbatkę niedzielną, a kto wie, może zacznę przy nich chodzić do kościoła. Ja tymczasem nie mogłam wylądować z braku lotniska, jakiegokolwiek odniesienia między niebem a ziemią. Wisiałam gdzieś w powietrzu, może nawet dotykałam czegoś stopami, ale nie była to w żadnym wypadku ziemia."[1]

Trudna, naprawdę trudna to lektura. Łączy w sobie elementy powieści psychologicznej z obyczajową, skierowana jest jednak do czytelnika raczej wymagającego. Dopóki czytamy o życiu sprzed wypadku można uznać tę historię za typowo kobiecą literaturę, ale śmierć męża staje się punktem zwrotnym w całej fabule. Od tej chwili książka staje się coraz bardziej skomplikowana, nieprzewidywalna. Intryguje nas, ciekawi, nie wiemy, czego możemy się spodziewać, zaczynamy się wręcz bać, tak o Weronikę, jak i o osoby żyjące obok niej. Autorka rewelacyjnie buduje emocje, stopniowo wprowadza nas w stworzony z wielkim mozołem świat, odsłania powoli kolejne karty powieści, zaskakując nas i zadziwiając na każdym niemalże kroku.
Ałbena Grabowska odpowiada nam na pytanie, którego zazwyczaj sobie nie zadajemy. Jak otrząsnąć się po stracie tak wielkiej, jaką jest miłość życia? Jak budzić się rano, wstawać z łóżka, dla kogo, po co, skoro zostaliśmy pozbawieni najważniejszej w naszym świecie osoby? Czy umiemy bez niej funkcjonować w miarę normalnie? 
Nie mogę też nie wspomnieć o zakończeniu. Autorka zdaje się być mistrzynią w tym temacie. Finał w wykonaniu pisarki jest rewelacyjny. I tytuł dobrany doprawdy idealnie. 
Jeżeli szukacie czegoś innego, świeżego, niebanalnego to lektura „Lotu nisko nad ziemią” na pewno Was nie zawiedzie. Polecam zdecydowanie. 



[1] fragment pochodzi z książki "Lot nisko nad ziemią" Ałbena Grabowska, Zwierciadło, 2014, strona 114

"Lot nisko nad ziemią" Ałbena Grabowska, Zwierciadło, 2014




6 komentarzy:

  1. Czytałam opowiadanie i powieść pani Ałbeny. Uwielbiam taki styl. Niedopowiedzenia i zaskoczenie.

    OdpowiedzUsuń
  2. recenzja przekonała mnie, ze koniecznie muszę przeczytać tę książkę. I jakie piękne imię -Ałbena :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak mnie skusiłaś, że właśnie zamówiłam tę książkę! I "Ty jesteś moje imię" też, a co tam :)
    Lubię czasem takie ambitniejsze pozycje, nie znam jeszcze żadnej powieści Pani Ałbeny, ale sądząc po tym, co napisałaś - nie zawiodę się na pewno!

    OdpowiedzUsuń