środa, 29 października 2014

Przygody Baltazara Gąbki Trylogia. Stanisław Pagaczewski



Któż z nas nie zna tej kultowej postaci, jaką jest Smok Wawelski? Uważam to pytanie za retoryczne oczywiście. Książkę postanowiłam zrecenzować z uwagi na sentyment do lat dziecięcych, postanowiłam przypomnieć sobie ten okres mojego życia i przy okazji dobrze się bawić, czytając moim pociechom na głos. A czytania było sporo, bo ponad 700 stron!

Stanisław Pagaczewski, autor trylogii był poetą, reportażystą, prozaikiem i twórcą przewodników. Na podstawie jego "Porwania Baltazara Gąbki" powstał swego czasu serial animowany, dzięki któremu także i ja mogłam poznać stworzonych przez tego pisarza bohaterów. Była to kiedyś bardzo lubiana przez dzieci dobranocka, szalenie popularna.

Trylogię rozpoczyna właśnie wspomniana opowieść o porwaniu profesora. Smok, jako osoba gościnna i miła, zaprosił księcia Kraka do swojej Jamy, gdy ten zapukał do jego drzwi. Specyficzny dialog, jaki prowadzą ze sobą zainteresowani, rozbawia nas już od pierwszych stron i nie pozwoli na powagę nawet ponurakom, każdy uśmiechnie się, czytając tę historię. Z jaką sprawą przybył książę do naszego Wawelskiego? Ano z ważną, bo z błahą zapewne by się nie wybierał do jego domostwa.

"-Ja mam zawsze i wyłącznie ważne sprawy-powiedział Krak.-Ostatecznie jest się tym księciem, czy nie?
-Jeszcze jak-rzekł Smok.Było to jego ulubione powiedzenie." [1]

Szybko okazuje się, że sprawą tą jest zbyt długa nieobecność szacownego profesora Akademii, człowieka wybitnego i utalentowanego, który od pięciu już lat przebywa w Krainie Deszczowców, miast wracać do zaniepokojonego brata Hipolita. Klimat owego miejsca nie sprzyja osobom, które do krainy nie należą i wszyscy zaczynają martwić się o stan zdrowia Baltazara. Smok otrzymuje nie lada zadanie. Musi przemierzyć kilka fantastycznych światów, by dotrzeć do profesora i namówić go do powrotu. Czy uda mu się to?

W podróży wspierać będą go i dbać o jego zdrowie, jak też smaczną strawę: nadworny medyk Jego Książęcej Mości, imć pan Tadeusz Koyot i nadworny kuchmistrz, imś pan Bartłomiej Bartolini, rodem z Włoch, posiadacz wielu orderów i odznaczeń kulinarnych.

W tej publikacji znajdziemy trzy obszerne opowieści. Oprócz opisanej pobieżnie przed chwilą historii o porwaniu zapoznamy się także z "Misją profesora Gąbki" i ostatnią, zatytułowaną-"Gąbka i latające talerze".
Co złożyło się na sukces tej książki? Przede wszystkim ciekawa fabuła, interesujące przygody, wielka wyobraźnia autora, specyficzny humor.Wątki szpiegowskie intrygują i rozbawiają jednocześnie. Do dzisiaj mamy w pamięci ulubione powiedzonka, możemy cytować fragmenty i ciągle śmiać się, wspominając i czytając tę publikację. To ponadczasowa i uniwersalna książka, choć przyznaję, że moje młodsze dzieci nie wszystko z niej zrozumiały. Zapewne za jakiś czas ponownie przystąpimy do czytania i być może wtedy będą mogły odkryć ją na nowo, co i mi zdarzało się niejednokrotnie.

"-Na dziś chyba dosyć-powiedział, czerwony z wysiłku.-Najważniejszy we wszystkim umiar. Mój czcigodny wuj-oby pamięć o nim żyła wiecznie-mawiał, że tylko jedną czynność można spełniać w sposób nieumiarkowany.
-Jaką?-zainteresował się doktor.
-Jedzenie-odparł Bartolini.-I dlatego umarł jako najcięższy obywatel państwa." [2]


I ostatni już fragment, również związany z konsumpcją:

"Mógłbym przewędrować całą Krainę Deszczu, a do tego jeszcze Cynamonię, Miodoncję, Królestwo Włochatego Kokosa, a także słynące z urody ziemie Księstwa Arachidowego-a nie uświadczyłbym tak znakomitej pieczeni z dzika jak ta, która jest dziełem imć Bartłomieja Bartoliniego." [3] 


Całość oczywiście polecam. Myślę, że warto zaopatrzyć się w to obszerne tomisko i dawkować je sobie na poprawę humoru, jak też zapoznawać z tymi kultowymi bohaterami kolejne pokolenie. Nie jest to tylko i wyłącznie książka, którą należy czytać w okresie dziecięcym, myślę, że to lektura idealna dla osoby w każdym wieku, dla babci, mamy, córki, dziadka, taty i syna, bez względu na płeć czy poglądy, z tą publikacja nie sposób się nudzić. Ilustracje również budzą w nas sentyment, znajdziemy tu rysunki kolorowe i dowcipne, stworzone przez Alfreda Ledwiga.

[1] "Przygody Baltazara Gąbki Trylogia. Stanisław Pagaczewski, Wydawnictwo Literackie, 2014, strona 8
[2] tamże, strona 78
[3] tamże, strona 109

3 komentarze:

  1. Pamiętam jak ta bajka leciała w tv, kiedy byłam dzieckiem. Chętnie sięgnęłabym po książkę dla przypomnienia :D

    OdpowiedzUsuń