środa, 8 października 2014

Siedem pytań do... Agnieszki Walczak-Chojeckiej.



Głos oddaję samej autorce: 



1)      Pisała Pani wiersze, słowa piosenek, zagrała w filmie, śpiewała w zespole i wszystko zapewne z artystyczną pasją i nagle zaprzestała Pani tego i na kolejne 20 lat zajęła się biznesem, który nie kojarzy się z twórczością artystyczną. Czy takie przejście było łatwe, a przede wszystkim co, albo kto skłoniło Panią do podjęcia takich, a nie innych kroków? I czy patrząc wstecz był to dobry wybór?

Myślę, że w naszym życiu wszystko dzieje się po coś, więc i moja praca w biznesie była potrzebna. Pozwoliła mi otworzyć się na ludzi, współdziałać z nimi, obserwować ich w różnych sytuacjach, a te doświadczenia są dla pisarza bardzo przydatne. W korporacjach pracowałam jako marketingowiec, więc na szczęście moje umiejętności artystyczne nie poszły całkiem w odstawkę. Dodatkowo praca w biznesie dała mi finansową stabilizację, dzięki której mogę teraz zajmować się tak niedochodowym zajęciem, jakim jest pisanie książek. (śmiech)
A jak to się stało, że trafiłam do biznesu? To był zupełny przypadek. Koleżanka ze studiów poszła na spotkanie rekrutacyjne do zagranicznej firmy, która właśnie wchodziła na polski rynek. Zadzwoniła do mnie, że zatrudniła w niej i siebie i mnie za jednym zamachem. Wystarczyło, że obie znałyśmy język serbski. Takie to były kiedyś czasy! J

2)      "Gdy zakwitną poziomki" to opowieść o kobiecie, która pragnie zbyt mocno. A czego Pani pragnie zbyt mocno?

Muszę przyznać, że to pytanie dało mi do myślenia. Generalnie uważam się za osobę szczęśliwą. Mam kochającą rodzinę, która we mnie wierzy i mnie wspiera. W ostatnich latach udało mi się pokierować moim życiem w taki sposób, że pasja stała się moim zawodem. Więc czego chcieć więcej?  A jednak natura człowieka jest taka, że zawsze stawiamy przed sobą kolejne cele. Ja na przykład chciałabym rozwijać się jako pisarka, pragnę, by moja wyobraźnia wskoczyła na kolejny poziom, by moje umiejętności dostały turbo doładowania, no i oczywiście, by ktoś to zauważył. Chciałabym, by czytelnicy czekali na moje kolejne książki. Czy pragnę tego zbyt mocno...? Mam wielką nadzieję, że nie, bo zbyt intensywne pragnienia potrafią blokować.

3)      Czy bohaterowie Pani książek mają swoje pierwowzory wśród osób, które pani zna?

Gdy zaczynam tworzyć jakąś postać, to często myślę o kimś konkretnym kogo znam. Czasem pożyczam od tej osoby wygląd, czasem cechy osobowości, a najczęściej jakąś historię, która była jej udziałem. Jednak w miarę pisania kolejnych scen powieści mój bohater zaczyna żyć własnym życiem i nabiera indywidualnego charakteru. Zdarza się też tak, że ta wymyślona przeze mnie postać zaczyna mną rządzić. I wtedy robi się naprawdę ciekawie!


4)      Czy czasem po zakończeniu książki myśli Pani o swoich bohaterach i ich dalszych losach?

Gdy kończę pisać książkę, to potrzebuję trochę czasu, by wydobyć się ze swojej opowieści. Jej bohaterowie są mi w jakiś sposób bliscy i nie chcę się z nimi rozstawać. Zresztą przecież nikt z nas nie lubi się żegnać z oddanymi przyjaciółmi. Gdy jednak uświadomię sobie, że to już naprawdę koniec, to robię wielki krok i zatapiam się w nową historię.
Jednak czasem zdarza się zaskoczenie! Dwoje bohaterów z mojej debiutanckiej powieści „Dziewczyna z Ajutthai” powróciło do mojej świadomości, gdy byłam całkowicie pochłonięta losami Karoliny- głównej postaci „Gdy zakwitną poziomki”. Nagle stwierdziłam, że właśnie oni świetnie pasują do pewnej epizodycznej roli w nowej książce. Więc ich po prostu do niej zaprosiłam. 


5)      Opis książki głosi, że jest to opowieść o "ogromnej potrzebie macierzyństwa". Jak daleko można się posunąć, aby zaspokoić tę potrzebę? Jest przecież tyle sposobów, które budzą wielkie kontrowersje i niezrozumienie. Są sprzeciwy wobec metody in-vitro. Są surogatki, które za dużą sumę pieniędzy rodzą i oddają dzieci. Nie można też zapominać o handlu dziećmi, które jak się domyślam, są niejednokrotnie wykradzione rodzicom. Czy myśli Pani, że kobieta pragnąca dziecka z całych sił, jest w stanie zrobić WSZYSTKO, aby osiągnąć cel?

Pani pytanie dotyczy tego gdzie kończy się wielkie pragnienie, a zaczyna się obsesja. Bardzo trudno na nie odpowiedzieć. Potrzeba macierzyństwa jest dla większości kobiet, choć oczywiście nie dla wszystkich, czymś w rodzaju instynktu pierwotnego. Dla niektórych z nas jest to potrzeba tak wielka, że bez zaspokojenia jej nie wyobrażamy sobie życia. Zwłaszcza, jeśli pomimo wieloletnich starań kobiecie nie udaje się urodzić dziecka. Czy wtedy jest w stanie zrobić wszystko...?
Przygotowując się do napisania „Gdy zakwitną poziomki” spędziłam sporo czasu z osobami, których dotyczył ten problem, czytałam ich zwierzenia na forum internetowym „Nasz-bocian”, obserwowałam pary w jednej z warszawskich klinik leczenia niepłodności, rozmawiałam z psychologiem i wiem, że kobieta, która bardzo pragnie, jest w stanie przekroczyć niewyobrażalnie wiele granic. Jak wiele?, to już sprawa bardzo indywidualna.
Mam nadzieję, że przynajmniej częściowo udało mi się odpowiedzieć na to pytanie w mojej najnowszej książce.

6)      Jak wygląda wybór okładki do książki? Czy to autorka ma ostatnie słowo? Czy jest kilka pomysłów?
Nic na ten temat nie wiem, a chętnie bym się dowiedziała.
Często wybieram książkę po okładce, to tak jak pierwsze wrażenie miedzy obcymi sobie ludźmi.
Ta okładka jest cudna, chętnie bym przeczytała książkę...

Pewnie Panią zaskoczy moja odpowiedź, ale w większości wydawnictw jest tak, że autor nie ma żadnego wpływu na wygląd okładki swojej książki. Decyduje o tym wyłącznie wydawnictwo. Zamawia ono u grafika kilka projektów i z nich wybiera ten ostateczny. Wydawnictwa kierują się gustami czytelników i trendami rynkowymi, robią badania marketingowe, podpatrują konkurencję. Wszystko w jednym celu – by okładka książki zachęciła czytelnika do zakupu.
Ja miałam wielkie szczęście, bo przy obu moich książkach wydawnictwa konsultowały ze mną swoje wybory, co było dla mnie bardzo ważne. Co więcej, Olga Reszelska z wydawnictwa Filia zaproponowała tak ciekawe pomysły na okładkę „Gdy zakwitną poziomki”, że aż trudno było wybrać. Postanowiłyśmy więc poprosić czytelników o pomoc. Dwa najlepsze projekty zostały umieszczone na profilu facebookowym wydawnictwa i to jego użytkownicy wybrali ostateczną okładkę. Zagłosowało prawie 300 osób!

7)      Pisanie na pewno wciąga i uzależnia. Spróbowało się raz i chce się jeszcze, więcej. Jakie są więc Pani dalsze plany pisarskie? Czy myślała Pani o pisaniu książek dla dzieci i młodzieży? Czy pozostanie Pani w kręgu powieści dla dorosłych?
babbit@o2.pl


Pisanie dla dzieci i młodzieży wydaje mi się bardzo trudną sztuką. Może kiedyś się na nią porwę, ale na pewno jeszcze nie teraz. Obecnie pracuję nad dwiema książkami dla dorosłych.
Jedna z nich to historia oparta na faktach, opowieść o kobiecie, która  przesiedziała ponad rok w areszcie pomimo, że była niewinna. Druga – to duże pisarskie przedsięwzięcie, bo za namową wydawnictwa Filia, zdecydowałam się napisać bałkańską sagę. Przedstawię w niej romantyczną miłość w czasach apokalipsy, gorące namiętności, ale też wielokulturowość, smaki i zapachy dawnej Jugosławii. Mam nadzieję, że moi czytelnicy chętnie po nią sięgną.
A póki co polecam oczywiście „Gdy zakwitną poziomki” i zaglądanie na moją stronę: WWW.walczak-chojecka.pl


Wszystkim autorom pytań bardzo serdecznie za nie dziękuję, a  pani Izie gratuluję wygranej.





4 komentarze:

  1. Dziękuję bardzo, Pani Agnieszka udzieliła bardzo ciekawego wywiadu .
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje pytanie też się znalazło w szczęśliwej siódemce :) Zdaję sobie sprawę, że nie dało sie na nie jednoznacznie odpowiedzieć, bo jest to sprawa bardzo indywidualna. Byłam ciekawa Pani zdania i dziękuję za odpowiedź :)

    OdpowiedzUsuń