czwartek, 15 stycznia 2015

Anna Janko "Mała Zagłada"




Anna Janko jest felietonistką, pisarką i poetką. Autorką popularnych powieści, jak "Pasja według św. Hanki" czy "Dziewczyna z zapałkami". Doceniana w licznych konkursach, dwukrotnie nominowana była do Nagrody Literackiej Nike. Książka, o której spróbuję Wam opowiedzieć jest jej najnowszą publikacją, dzisiaj ma swoją premierę.

W "Małej Zagładzie" Anna Janko postanowiła zamknąć całą traumatyczną przeszłość swojej matki, ale też wielu innych dzieci, które przeżyły II wojnę światową. Starała się rozliczyć z tym, co było, co niby minęło, ale nadal tkwiło jak zadra w sercu jej rodzicielki. Dziecko rodzica, które widziało śmierć najbliższych mu osób jest naznaczone. I ono dziedziczy te tragiczne wspomnienia, zostają one wessane z mlekiem matki, a nawet w życiu płodowym przenikają do umysłu tego niewinnego, nienarodzonego jeszcze maleństwa.

Nie jest to książka, którą można po prostu przeczytać. Usiąść przy popołudniowej kawie, otulić się ciepłym kocykiem i zapoznać z kolejną historią. Tu nie znajdziecie relaksu, chwili zapomnienia czy wytchnienia po ciężkim dniu pracy. O nie! Bo i nie jest to zwykła, banalna opowieść o kobiecie, co wyjeżdża na prowincję, by rozpocząć życie na nowo. To gorzkie przemyślenia dorosłej już dzisiaj osoby, która jako dziecko wielokrotnie musiała być za swą rodzicielkę odpowiedzialna, w genach dostała niechciany strach, lęk przed wojną. Co rusz była gotowa pakować najpotrzebniejsze rzeczy w pośpiechu, obmyślała plan ucieczki. Sama była już matką, więc zastanawiała się, czy lepiej trzymać dziecko na rękach czy wziąć wózek... Jesteście sobie w stanie wyobrazić to wszystko? Ja niestety wiele razy musiałam przerywać czytanie, bo nie dawałam rady... wyobraźnia szalała.

Autorka nie oszczędza nas w żadnym wypadku. Rozlicza wszystkich, w sposób doprawdy wnikliwy opisuje postępowanie nie tylko Niemców, ale i innych narodów. Mówi o tym, że wojna nigdy się nie kończy, zmienia tylko kierunek, i czyż nie ma w tym racji? Tak, II wojna światowa to przeszłość, ale czy nie słyszymy każdego niemalże dnia o innych państwach, w których nie można zaznać bezpieczeństwa, spokoju, w których giną dorośli, ale i niewinne dzieci?

"Mamo, pomyśl, nie miałaś najgorzej. Tylko zabijanie i podpalanie. Żadnego znęcania, pastwienia się, maltretowania, nikt nawet kobiet nie gwałcił. Szli i tylko zabijali, po kolei. I to byle jak zabijali: raz trafił, raz nie, czasem poprawiać trzeba było. Strzelali, czyli dobrze, bo jak mówią, śmierć od kuli jest tą lepszą śmiercią. Niejeden człowiek by marzył od strzału umrzeć...
Pomyśl, mamo, twój tata tylko chwilę się męczył, a twoja mama w ogóle, moment-i jej nie było. Nawet nie widzieli, jak spłonął wasz nowy dom. Nawet się nie dowiedzieli, że cała wieś została spalona i zginęli prawie wszyscy. Mieli szczęście." [1]

Historia ta zaczyna się na Zamojszczyźnie, w wiosce Sochy, pierwszego czerwca 1943 roku i tak naprawdę w tym dniu się kończy. Bo w tym dniu umierają nie tylko rodzice, znajomi, dalsza i bliższa rodzina dziewięcioletniej matki pisarki, ale umiera też cząstka jej samej. Jak żyć po tak traumatycznym przeżyciu, gdy obrazy z wojennej pożogi nie chcą zniknąć sprzed oczu dziewczynki? Nie chcą jej opuścić, nie sposób ich zapomnieć, nic nie daje ukojenia? Skąd ta dzielna, mała osóbka wzięła siłę, by uciekać, by przygarnąć młodszego brata i młodszą siostrę do siebie i odejść jak najdalej od tego miejsca, do którego nigdy nie miała odwagi wrócić. Ona nie miała, ale dla jej własnego dziecka okolice Soch oznaczają nie tylko dramatyczną przeszłość matki, Anna Janko wie, że ma tam rodzinę, z którą chce się widywać, której wspomnienia chce poznać, dowiedzieć się jak najwięcej o życiu i śmierci dziadków, innych mieszkańców wioski. Ona musi wiedzieć, jak to było. Obsesyjnie wręcz interesuje się tematem II wojny światowej, ogląda filmy, czyta. Czy to pomaga jej zrozumieć dlaczego to wszystko się stało?
Sochy zostały zmiecione z powierzchni ziemi całkowicie, najpierw Niemcy zastrzelili mieszkańców, podpalili ich domostwa, następnie nadleciały samoloty. Z osiemdziesięciu ośmiu domów pozostał jeden, cudem ocalało kilkunastu dorosłych i garstka osieroconych dzieci. Nie było szans na ucieczkę, nieliczni ukryli się w zbożu. Nie oszczędzono ciężarnej kobiety, strzelano też do maleńkich dzieci...

"Dobrze, mamo, nie będę mówiła: 'naziści', wiem, nikt tam nie znał tego słowa, mówiło się: 'Niemcy', i każdy wiedział, co to oznacza. To było imię strachu. U was w Sochach nie dali wam czasu w ogóle, bo do niczego nie był wam potrzebny. Nie było co do was żadnego planu poza zabijaniem. Nikt nie brał z waszych rąk dokumentów, tym razem donikąd nie wysiedlano, a do śmierci tożsamość nie była potrzebna." [2]

Autorka nie jest jednak stronnicza, nie zapomina o tym, że matka jej pamięta o dobrym Niemcu.

"Dobry Niemiec. Wydaje mi się niezwykle ważne, żeby tych dobrych teraz wyłapać i piórem przyszpilić do kartki. Byli rzadkością, jak biali Murzyni, albinosi nazizmu. Musimy o nich pamiętać, w tej pamięci jest jakiś ratunek przed okrucieństwem przeszłości. I dobrze, żeby mieli imiona, a jeśli nie mają, to trzeba je wymyślić." [3]

Poznajemy w tej książce nie tylko punkt widzenia dziewięciolatki, ale i jej dalszej rodziny, dowiadujemy się, jak poradziła sobie z genem cierpienia córka Tereni Ferenc. To historia dotykająca tematów trudnych, ale jakże ważnych i aktualnych, nad którymi warto się pochylić. To opowieść nie tylko o śmierci, to również ówczesny obraz świata, oparty na dokumentach, publikacjach, filmach. Autorka podejmuje się roli pocieszycielki, obserwatorki, słuchaczki, kiedy trzeba zapomina jednak o osobistym udziale w tej historii, by za moment z całą gamą emocji powrócić do nas jako dziecko naznaczone.

Przeraziło mnie w tej książce wiele rzeczy, ale chyba najbardziej nie liczby, które w gruncie rzeczy trudno pojąć, a spis domostw, jakie umieściła Anna Janko na końcu książki. Od numeru pierwszego, po osiemdziesiąty ósmy dowiadujemy się, co stało się z każdą z rodzin, oprócz dwóch, z domu siedemdziesiątego czwartego i siedemdziesiątego piątego...
Dzieci, które pozostały różnie radziły sobie z traumą. Na ich oczach ginęli rodzice i nie sposób taki obraz wymazać z pamięci. Terenia Ferenc przez rok płakała i nie mówiła, inni osieroceni byli równie zagubieni, samotni, nie wiedzieli, co począć. Przecież to były tylko dzieci, pozbawione bezpieczeństwa, oparcia, bliskości. Cierpiały głód, nie miały często gdzie się podziać, dokąd pójść, czy jesteśmy sobie w stanie to wyobrazić? My, dorośli?

Janko zamknęła na kartach tej książki wspomnienia matki, by mogła do nich wrócić teraz, gdy pamięć jej już nie jest taka, jak dawniej, by wnuki mogły kiedyś, gdy poczują potrzebę poznania przeszłości, sięgnąć po nią.

"Auschwitz to nie jest Polska. To kawałek niemieckiej skóry, przetransplantowany, przyszyty do polskiego ciała, do polskiego miasta." [4]

"Mała Zagłada" to lektura doprawdy przejmująca. Strach i ból udzielają się czytającemu, przenosimy się w ten dramatyczny czas. Janko opowiedziała nam o tym, że wojna nigdy się nie kończy, zmienia tylko miejsce. Dlaczego jednak ta zagłada nie jest wielka, dlaczego o niej tak szybko zapomniano? Czy nie jest godna opisania, sfilmowania? Polecam z całego serca.


[1] "Mała Zagłada" Anna Janko, Wydawnictwo Literackie 2015, strona 9
[2] Tamże, str. 28
[3] Tamże, str. 48
[4] Tamże, s. 105


Premiera: 15.01.2015  





8 komentarzy:

  1. Mam wielką ochotę na tę historię:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Znam tę historię, choć nie z kart tej książki. W Sochach zamordowano większość osób z rodziny mojego dziadka. Moja mama słyszała historię naocznego świadka, kobiety, która cudem przeżyła. Ja w dzieciństwie słyszałam urywki rozmów, które pamiętam do dziś. Zawsze mam ciarki na plecach, kiedy ktoś porusza ten temat.

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba nawet nie potrafię tego skomentować... Trzeba przeczytać...

    OdpowiedzUsuń
  4. Tytuł warty zapoznania się. Zapisuję tytuł. Książka naprawdę jest przejmująca..

    OdpowiedzUsuń
  5. Pięknie napisane o smutnej, choć prawdziwej historii. Mam w planach zapoznać się z tą pozycją :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrze, że takie książki powstają....i trzeba je czytać, by historia nie ewoluowała w złym kierunku a odpowiedzialność nie rozmywała się.....

    OdpowiedzUsuń
  7. Ostatnio miałem okazję przeczytać tą książkę i szczerze polecam każdemu. Jest tam dramat trochę powagi i ogólnie bardzo ciekawa fabuła. Polecam każdemu kto lubi książki, gdzie się dzieje dobra akcja i wszystko wygląda bardzo autentycznie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wczoraj skończyłam czytać "Małą zagładę". Spośród setek (a może tysięcy) przeczytanych książek ta jest jedną z tych wyjątkowych, które już na zawsze pozostają w czytelniku. Bardzo polecam! Więcej: to powinna być obowiązkowa lektura dla każdego!

    OdpowiedzUsuń